piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 112.



Grace
Rankiem otwieram oczy, a w powietrzu czuję zapach świeżych naleśników. Podnoszę nagi tułów do góry i wyciągam ręce do przodu, by je wyciągnąć. Pierścionek zaręczynowy mieni się w promieniach słońca, które wpadają przez okno. Jest piękny...
Wstaję z łóżka i podnoszę leżące na podłodze nasze rzeczy. Na moje usta ciśnie się uśmiech, gdy pomyślę o tym co robiliśmy prawie całą noc. Nakładam majtki i koszulkę Styles '94. Wychodzę cicho z pokoju i przygryzam wargę widząc Harry'ego tylko w białych bokserkach podrzucającego naleśniki na patelni. Przytupuje nogą rytm piosenki The 1975- You. Stawiam kolejne kroki ku niemu, staję za nim i obejmuję jego tors rękoma i przytulam się do jego pleców składając delikatny pocałunek pomiędzy umięśnionymi łopatkami.
-Dzień dobry...- mówi głosem od którego dostaje gęsiej skórki.
-Dzień dobry...- odpowiadam pocierając nosem o jego kręgosłup.
Kładzie talerz pełen w naleśniki z syropem klonowym na wyspie. Sięga ręką do czajnika i zalewa dwie kawy.
-Gracie... Muszę zanieść...- mówi spoglądając do tyłu.
-Pójdę z tobą...- mówię.
Harry uśmiecha się i zanosi kubki na stolik w salonie, tak samo talerz. Siadamy na kanapie, ja na jego kolanach. Kładzie talerz na moich udach i przejeżdża dłonią po moich stopach i łydkach. Przenoszę na niego wzrok i przybliżam twarz do jego. Muskam jego usta z największą delikatnością, potem obydwoje się uśmiechamy. Harry kroi nożem naleśniki i nabija je. Wsuwa widelec do moich ust.
-Mmm...- delektuję się.- One są perfekcyjne.
-Ty jesteś perfekcyjna...- mówi wpatrując się we mnie.
Teraz ja nabijam na widelec naleśnika i podaję do ust mojemu narzeczonemu.
-Przesadziłem z cukrem...- mówi cicho, gdy zaczynam dotykać jego włosów.
-Nie...- mówię z uśmiechem całując go od skroni po policzek i usta.
Harry zamyka oczy i delektuje się moim dotykiem.
-Jesteś szalony, wiesz?- mówię mu.
-Tak?- otwiera oczy i uśmiecha się.
Kiwam głową.
-Tak, jesteś bardzo szalony...
-Dlaczego?- pyta.
-Bo mi się oświadczyłeś...- mówię z szerokim uśmiechem.
-Ja nie widzę w tym nic szalonego...- muska mój policzek.
-Ja widzę dużo szaleństwa... Poprzez oświadczyny oświadczasz, że chcesz ze mną być na dobre i na złe, że chcesz, abyśmy byli małżeństwem, w zdrowiu i chorobie...
-Cicho Grace...- mówi łącząc nasze usta w pocałunku.-Wiesz co jest szalone?- pyta.
-Nie...
-To jak mocno cię kocham i jestem gotowy, jak to powiedziałaś na życie w małżeństwie, w zdrowiu i chorobie. Jesteście razem z Silver dla mnie najważniejsze i nigdy nie żałowałem tego, że cię poznałem, czy faktu, że mała się urodziła.
Głaszczę jego policzek.
-Harry...- uśmiecham się i muska delikatnie jego usta.
-Hm?
-Bardzo cię kocham... Bardzo, bardzo, bardzo...
Uśmiecha się szeroko.
-...jesteś gotowa na ślub ze mną?- pyta wsuwając do ust kolejny kawałek naleśnika.
-Jestem gotowa, ale...- zaczynam.
Harry podnosi wzrok malujący przerażenie.
-Spokojnie kochanie... Chcę tego ślubu bardzo, ale jeszcze nie teraz, ok?- pytam go.
Harry odetchnął.
-Nie myślałem o nim jeszcze... Ale zgadzam się z tobą...
-Na pewno przyjdzie moment gdy obydwoje stwierdzimy, że już czas...- mówię i daję mu buziaka w usta.
-Bardzo cię kocham...- mówię.-A to co zrobiłeś wczoraj dalej nie mieści mi się w głowie... Chciałabym to oglądnąć z perspektywy naszej rodziny.
-Nie martw się Cal robił nam zdjęcia, a dookoła stadionu były rozstawione kamery, jak tylko fotograf się upora z nagraniami dostaniemy płytę...
-Fantastycznie.- uśmiecham się.

(...)
Spoglądam na Harry'ego, który ubiera obwisły czarny sweter i podwija lekko rękawy.
-Ubieraj się...- mówi, a ja jęcząc rzucam się na łóżko.
Chichocze.
-Pojedziemy w fantastyczne miejsce...
-Gdzie?- pytam.
-Nie powiem.- uśmiecha się szeroko ukazując głębokie dołeczki.
Wywracam oczami.
-Jak mam się ubrać?- pytam.
-Normalnie, ale ubierz ciepłą bluzę.
Idę do garderoby i zakładam dżinsy. Patrzę na półki zapchane ubraniami. Odwracam do się do półek należących do mojego chłopaka i uśmiecham się szeroko.
Sięgam po jego ulubioną bluzę z nazwą jego ulubionej drużyny footballu amerykańskiego Packers.
Wkładam ją przez głowę i wyciągam spod niej włosy. Harry ubrany w kurtkę wchodzi do sypialni.
-Grace...- zaczyna unosząc brwi, wiem, że nie lubi, jak biorę tę bluzę.
-Harry, ja ją ubóstwiam...- mówię robiąc słodkie oczka.
Ten wywraca oczami i podaje mi kurtkę.
-Kocham Cię...- mówię uśmiechając się z tzw. wyszczerzem.
-Ja ciebie też...- wzdycha z uśmiechem.
Sięgam po torebkę.
-Nie będzie ci potrzebna...- mówi.- Telefon też zostaw...
Wychodzimy z mieszkania. Jadąc windą na dół zachowujemy się jak para nastolatków. Hazz całuje mnie delikatnie, gdy drzwi na parkingu się otwierają. Łapię mnie za rękę i prowadzi. Przechodzimy koło naszych samochodów, więc jestem zdezorientowana.
-Um... Harry?- pytam, wskazując kciukiem do tyłu.
-Nie jedziemy autem.
W rogu parkingu stoi mój George. Biorę głęboki wdech i piszczę krótko podskakując w miejscu puszczam jego rękę i podbiegam do starego motoru.
-Już chyba wiem, gdzie jedziemy...- mówię z uśmiechem.
Na rączkach są dwa kaski. Jeden zakładam ja, drugi Harry. Siadam za moim narzeczonym.
-Trzymasz się kochanie?- pyta.
-Tak!- śmieję się.
Harry odpala silnik, a ja aż przygryzam wargę, słysząc dźwięk nastoletniej pasji. Wyjeżdżamy z parkingu i Harry rusza rusza ulicami Londynu. Ludzie siedzący w samochodach obok robili nam zdjęcia. Zresztą raz obok nas zatrzymał się bus paparazzich i wtedy flesze poszły w ruch. Harry ruszył gwałtownie i na szczęście ich zgubiliśmy. Jechaliśmy daleko za obrzeża Londynu, już z daleka widziałam wzniesienie, które było celem naszej wycieczki. Po jakimś czasie stanęliśmy przy wielkiej wierzbie i odgarniając gałęzie i żółte liście przeszliśmy na drugą stronę. Klapnęłam na trawie i odgarnęłam grzywkę do tyłu.
-Jeju, uwielbiam to miejsce...- mówię.- Jest tak spokojnie i pięknie.
-Tak jest wspaniałe.
Nałożyłam kaptur od bluzy na głowę i położyłam się na trawie całkowicie. Harry usiadł obok. Zamknęłam oczy i słuchałam jedynie wody, która spływała po skałach wodospadu. Och... Gdy moje myśli wracają do tego, co robiliśmy na tych skałach rumienię się.
-A może to tutaj zaszłam w ciążę...- mówię nagle podnosząc tułów.
Harry spogląda na mnie i marszczy czoło w zastanowieniu.
-Ale przecież zabezpieczaliśmy się za każdym razem...- mówi.
Przenoszę się i siadam pomiędzy jego nogami. Mój tułów opieram o jego.
-Pewnie prezerwatywa była uszkodzona...- mówi.
-Nie zabezpieczaliśmy się tutaj...- mówię patrząc na skałkę, na której wtedy mnie posadził i namiętnie obściskiwał.
-Nie?- pyta.
-Powiedziałeś, że w wodzie nie da się zajść w ciążę...- oznajmiam.
-Ja tak powiedziałem? Przecież to jest bzdura...
Parskam śmiechem.
-Nie wytrzymam...- mówię śmiejąc się.
-Przeze mnie zaszłaś w ciążę?- pyta.
-Wina jest 50:50. Ty nie powinieneś gadać głupstw, a ja nie powinnam była cię słuchać.- zaczynam się głośno śmiać, a Harry mi wtóruje.-Ale... To dobrze, że robiliśmy to w takim miejscu, bez żadnych zabezpieczeń...- dodaję.
-Hm?- mruczy, a ja odchylam głowę do tyłu.
-Zobacz...- zaczynam.- Ciąża sprawiła, że znów jesteśmy razem...
-...ale ja nie wróciłem do ciebie ze względu na ciążę...
-...no tak, ale spójrz, mała zawsze leczy między nami spory głupim parsknięciem, czy tym jak czasami się śmieje.
-To prawda...
-To dobrze...- mówię.- Ktoś nas będzie godził, jak już będziemy starzy i będziesz siedział z brzuchem na fotelu z kapciami przed tv.
-Ej!- Harry zaczyna się śmiać i dźga mnie w bok palcem.
-...a ja będę tylko sprzątała i gotowała... w różowym fartuszku...
-Nie wierzę, że to mówisz... Całe życie przed nami!- mówi Harry.
-Całe życie, razem.
Hazz przysuwa mnie bliżej siebie i całuje w czoło.
-Kocham Cię...- mówi mi do ucha.
-Ja też cię kocham, kędziorku...- mówię z uśmiechem.
Podnoszę dłoń i słońce, które akurat wynurza się znad czarnych chmur rzuca promień na mój pierścionek.
-Jest niewymownie piękny...- mówię.
-Ten był najładniejszy z tych, które oglądałem, ale i tak uważam, że nie jest wystarczająco piękny i wyjątkowy dla ciebie.
Uśmiecham się szeroko i odchylam głowę do tyłu.
Harry całuje moje usta z największą delikatnością, trącam jego nos swoim i zamykam oczy.

(...)
-Jestem głodny...- mówi Harry, gdy leżymy wtuleni w siebie na trawie.
-Ja też...- mówię głosem stłumionym przez jego tors.
-Jedziemy?- pyta.
-Zaraz. Jesteś taki wygodny...
Chichocze, podnoszę głowę i zaspanymi oczami wpatruję się w niego.
-Ile spałam?- pytam siadając mu na pasie.
-Nie wiem, ale sam też przysnąłem. Bardzo wygodnie mi się śpi z tobą na mnie.
Uśmiecham się szeroko.
-Do usług panie Styles...- mówię.
-Dziękuję pani Styles.
Uśmiecham się szeroko.
-Kto pierwszy przy motorze...- muskam jego się zrywam.
Jestem pierwsza.
Wsiadam i odpalam silnik. Harry przybiega.
-Chciałaś jechać beze mnie?- pyta.
-Oszalałeś?- uśmiecham się szeroko.
Nakładamy kaski.
-Ja chcę prowadzić...- mówię, a on się krzywi.
-Ale masz jechać wolno... Nasza córka jest do odebrania wieczorem...
-Ok.
Wsiadamy i od razu czuję się jak nowonarodzona. Półtora roku bez wiatru we włosach, bez adrenaliny, zapachu benzyny i prędkości. Do tego na własnym motorze. Idealnie.
-Gdzie mam jechać?- pytam Harry'ego.
-Do Strady.
Ruszam gwałtownie i czuję, jak duże dłonie mojego narzeczonego trzymają mnie w pasie.
Jedna z nielicznych włoskich (ale tych normalnych, tanich) knajpek jest dziś pusta, może to ze względu na godziny pracy? Parkuję przed restauracją, razem ściągamy kaski i trzymając się za ręce wchodzimy do środka. Zamawiamy sobie po talerzu pesto. Siedzimy przy stole i rozmawiamy.
-Myślałem trochę o nowym domu...- mówi.- Ostatnio razem z Louisem oglądaliśmy katalogi, bo jego siostra chce się tu przeprowadzić do collegu i widziałem kilka ciekawych ofert...- mówi nawijając na widelec makaron.
-Możemy iść pooglądać te nowe domy…- mówię z lekkim uśmiechem.
-Masz dziś ochotę?
-Jasne…- mówię i wsuwam do ust makaron.

(…)
Oglądamy już trzeci dom i ten nie ukrywam, że szczególnie mi się podoba. Ma dużą przestrzeń, wielki salon, w którym można by było urządzić jadalnię i piękną kuchnię. Przedstawiciel, który pojawił się na jeden telefon Harry’ego, omawia zalety domu. Jest na zamkniętym osiedlu z dużym ogrodem, ma idealne miejsce na placyk zabaw dla dziecka, piaskownicę, huśtawkę, na dole są pomieszczenia, które Harry mógłby wykorzystać na studio do nagrywania oraz miejsce, gdzie postawi instrumenty. Małą, domową siłownię. Trzymam go za rękę, gdy wchodzimy po schodkach na górę. Wprowadza nas do sypialni, połączonej z drugim pomieszczeniem i mam na myśli garderobę. Na piętrze jest wiele innych pokoi, wyobrażam sobie pokój dla małej, a pozostałe byłyby gościnne. Duża łazienka. Jest super…
-Jak ci się podoba?- pyta mnie Harry.
-Jest bardzo ładny…
-…jak dla państwa myślę, że będzie idealny… dużo przestrzeni… jest już dużo chętnych na ten dom…- mówi mężczyzna.
-Naprawdę?- pytam.
-Tak. Wczoraj oprowadzałem po nim cztery rodziny. Wszyscy byli zachwyceni.
Spoglądam Harry’ego, a on w tym samym czasie spogląda na mnie.
-Bierzemy go?- pyta unosząc brew.
Uśmiecham się szeroko, a Hazz uśmiecha się szerzej.
-Weźmiemy go…- mówi Harry do mężczyzny.- Zapłatę otrzyma pan dziś wieczorem.
-Och… Ja… Ale to… to już państwo… kupują?- pyta zdezorientowany.
-Tak, a na co czekać. Zaręczyliśmy się i musimy znaleźć nowy kącik dla nas i dla córki.- Harry przyciąga mnie do siebie i całuje w czoło.
-Gratulacje…- mówi przedstawiciel.- W takim razie zapraszam wypełnić dokumenty…


-Ja pójdę…- mówi Harry.
Muskam go w policzek i chodzę po domu. Dotykam ścian i zamykam oczy by wyobrazić sobie kolory na nich, dywany, półki, komody.
Siadam na murowanym parapecie i podkurczam nogi. Z okna widzę ogród, który już teraz ma zasadzonych sporo krzewów i roślin. Stukam paznokciami w okno i wstaję. Wkładam ręce do kieszeni bluzy i krążę po piętrze, zamykam oczy sunąc dłonią po ścianach, wyobrażam sobie kolor wszystkich pokoi, meble. Wszystko będzie takie piękne.
Wchodzę do pokoju, gdzie do tej pory mnie nie było i nawet nie wiem kiedy krążę wyobrażeniami o pokoiku dla dziecka. Ale nie Silver... Drugiego... Kolejnego...
Uśmiecham się szeroko.
Absolutnie nie teraz, ale czas szybko leci... Zamykam oczy i siadam pod ścianą, krzyżując nogi.
Żółta ściana z półeczkami pełnymi zabawek, książeczek, a przede mną leży kołyska, z której jest wyciągnięta rączka. W mojej wizji wstaję i podchodzę bliżej by zobaczyć zielonooką dziewczynkę z kędziorkami.
Uśmiecha się bez ząbków. Jest taka śliczna, ma rysy jak Silver, ale jej oczy zdecydowanie różnią się od mojej małej córeczki. Sil ma ciemne, prawie czarne duże oczy, a ta wyobrażona zielone błyszczące jak metaliczne guziczki.
-Grace?- słyszę głos Harry'ego otwieram oczy i uśmiecham się na jego widok stojącego w progu pokoju.
-Słucham cię...- pytam.
-Dom jest oficjalnie nasz.
Wstaje z podłogi i otrzepuję pupę z pyłu. Przytulam się do Harry'ego.
-To co zrobiliśmy jest totalnie szalone...- mówię trącając nos swój o jego.
-Szaleństwo w naszym związku jest rzeczą normalną...- łączy nasze usta w pocałunku.
Otwieram lekko usta i przywieram bardziej do Harry'ego. Ten sunie dłońmi po moich pośladkach i plecach. Delikatnie wplatam palce w jego włosy, na co Harry wzdycha i przygryza moją wargę. Chichoczę i łaskoczę jego podniebienie językiem. On wsuwa dłoń pod moje majtki i zaciska pośladki.
-Ej...- mruczę.
Telefon Harry'ego zaczyna dzwonić, a ja odsuwam się od niego i wycieram usta od mokrych pocałunków.
Okazuje się być to Gemma, pyta o której mniej więcej się zjawimy. Harry wyciąga klucze z kieszeni i bierze mnie na ręce "na pannę młodą". Znosi mnie na dół i całuje w usta, gdy otwiera drzwi i wychodzimy z domu. Stawia mnie i zamyka dom. Jedziemy po Silver.
W mieszkaniu Gemz zastajemy ją na jedzeniu spaghetti z Silver.
Mała się śmieje i jest cała brudna.
Gdy zjada i trzymam na rękach owoc naszej miłości wizja drugiej księżniczki, albo księcia przyprawia mnie o uśmiech.
-Mama domu?
-Tak kochanie, idziemy do domu...- mówię całując ją.
-Mama kocham.- mówi i przytula się mocno.
-Ja ciebie też bardzo kocham.
Ubieram ją i wychodzimy od Gemmy, u której jest Niall z Lou. Nie szczędzą nam sprośnych tekstów, szczególnie blondyn. Gdy informujemy ich o kupnie domu są pozytywnie zszokowani i gratulują nam.
Nasze gniazdko jest dla mnie najpiękniejszym miejscem na ziemi. Gdy siedzę na kanapie, a Harry gotuje dla naszej dwójki kurczaka z warzywami, Silver podchodzi do mnie i fuka noskiem.
video

-Tata!- krzyczę po chwili, a ona zaczyna się śmiać i wyciąga rączki ku mnie.
-Słucham?- Harry odwraca się.
-Ona chyba nie lubi twoich wynalazków kuchennych.
Silver zaczyna fukać znów, a ja sama wybucham śmiechem.
-No zobaczymy jak spróbuje.- mówi Harry.
Podkurczam kolana i sadzam sobie Silver na brzuchu, mając dalej ugięte kolana. Zaczynam ją łaskotać, a ona piszczy wniebogłosy.
-Mama!- piszczy znów i odpycha się rączkami. Zaczynam jej dmuchać w szyjkę i udawać, że ją gryzę. Łapie za moje włosy i stara się mnie odciągnąć, ale ja nie daję za wygraną.
-Mama!- głos zmienia się na pretensjonalny.
Podnoszę wzrok, a ona sprawia wrażenie zirytowanej. Patrzę na nią spod byka, a ona w mgnieniu oka zaczyna się śmiać. Gdybym miała milion facetów, z tym milionem przespałabym się, jednym z nuch byłby Harry i zaszłabym w ciążę, to na 100% byłabym pewna, że to jego dziecko.
-Kochasz mamę?- pytam ją.
-Mama kocham.
-A tatę?
-Tata kocham!- mówi z uśmiechem.
Znów zaczynam wycałowywać moją małą.
-Mama i tata cię też bardzo kochają.
Po zjedzonym posiłku spędzamy razem czas oglądając filmy, rozmawiając i zabawiając małą. Gdy wieczorem zmywam naczynia Harry kładzie małą do nas do łóżka na chwilkę, a ta w mgnieniu oka zasypia.
Wycieram szmatką dłonie i idę do sypialni. Harry robi jej zdjęcie. Pstryk. Podchodzi do mnie.
-Czy mama Styles jest zmęczona?- pyta Harry podchodząc do mnie.
-Jeszcze nie Styles...- dodaję, a Hazz przyciska mnie do ściany swoim ciałem.
-Spokojnie... Już niedługo.- dopowiada i wpija się w moje usta namiętnie. Unosi moją nogi tak, bym oplotła go wokół bioder. Harry wykonuje delikatne pchnięcia mimo, że mamy ubrania. Nie odrywam ust od niego, a przy oddechach wyrywają się krótkie jęki.
-Zauważyłaś, że obydwoje po zaręczynach mamy większą ochotę na seks?- pyta wsuwając dłonie pod bluzę i ściskając jedną z moich piersi.
-Dziś już będzie trzeci raz.- szepczę z uśmiechem.
-Prysznic?- unosi brew mój narzeczony.
-Prysznic, a potem łóżko?- przesuwam palcem po jego ustach.
-Dobijemy do czwórki...- oblizuje usta.
Harry zaniósł Sil do łóżeczka.
A co do nas...
Dobiliśmy do siódemki :).

(…)
Lou modeluje mi włosy i upina je w koka, z którego wychodzą niesforne kosmyki. Spryskuje mi je lakierem i robi makijaż. Po 30 minutach jestem gotowa i poprawiam usta szminką. Nakładam swoją białą sukienkę z trójkątnymi wycięciami na żebrach i dość głębokim dekoltem. Harry zakłada białą koszulę z żabotem i czarny garnitur. Zapina sztyblety i rozczesuje włosy, a Lou je lekko poprawia. Potem chowa swoje akcesoria, do drzwi puka opiekunka i wpuszczam kobietę do środka. Narzucam białe futerko na plecy i sięgam po torebkę.
-Pięknie państwo wyglądają...- mówi pani Reneè.
-Dziękujemy.- odpowiada Harry.
-Wykąpałam ją już i dałam jej kaszkę na kolację.- mówię.
Reneè kiwa głową i ściąga kurtkę.
-Ma pani mój numer, jakby co proszę natychmiast dzwonić...- dodaje Harry, a ona uśmiecha się. Silver jest śpiąca, więc kobieta od razu przejmuje opiekę nad naszą córką, a my wychodzimy z domu. Samochód załatwiony przez redakcję okazuje się być limuzyną, wsiadamy do niego.
-Bardzo się cieszę z twojego sukcesu.- mówi Harry całując mnie w czoło.
-Z jakiego sukcesu?
-W ciągu kilku miesięcy stałaś się najbardziej lubianą dziennikarką BV.
Opuszczam głowę.
-Tak wyszło...- uśmiecham się.
-Jestem z ciebie bardzo dumny.- mówi i całuje mój policzek.
Jedziemy ok. 20 minut i limuzyna się zatrzymuje. Harry wysiada z samochodu i podaje mi dłoń, którą od razu splata z moją. Wysiadam i schylam głowę, by nie zostać oślepioną przez flesze.
-Niezły zamęt...- mówię.
Wchodzimy do środka wielkiej restauracji i słyszę głos Mirandy, która uśmiecha się szeroko widząc mnie.
-Grace, jak pięknie wyglądasz!- piszczy z odległości 10 metrów.
Do uszu dochodzi mi szept.
-Diabeł?- pyta, a ja uśmiecham się szeroko i kiwam głową.
Kobieta ściska mnie, a Harry podaje jej dłoń i serdecznie ją ściska.
-Mirando, to jest mój narzeczony Harry... Harry to redaktor naczelna BV.
-Bardzo mi miło cię poznać. Jesteś fantastycznym wokalistą i gratuluję sukcesów zespołu.
Hazz uśmiecha się szeroko.
Miranda macha do kobiety za nami, odwracamy się, sama Kate Moss zmierza w naszą stronę uśmiecha się szeroko.
-Kate to jest właśnie twoja ulubiona dziennikarka, Grace Moore we własnej osobie.
Zasycha mi w gardle.
-To dla mnie niezwykła przyjemność cię poznać, chętnie bym udzieliła wywiadu takiej błyskotliwej osobie jak ty. Byłam pod wrażeniem wszystkich twoich artykułów.- mówi Kate.
Harry lekko mnie szturcha.
-Nawet pani nie wie, ile to dla mnie znaczy, usłyszeć takie słowa od topmodelki to naprawdę zaszczyt.
Kate i Miranda zaczynają się śmiać.
-Przepraszam najmocniej, muszę się przywitać z innymi.- mówi Kate i łapie moją dłoń.- Ale na kolacji ty siedzisz obok mnie.- mówi mrugając okiem, a ja prawie umieram.
Ucieka, a także Miranda wita kolejnych gości. Kelner podaje nam szampany, a Harry bierze dwie lampki.
-Czy ty to słyszałeś?- pytam, a on zaczyna się śmiać.
-Tak...- chichocze.
-Kate Moss chce, bym siedziała obok. Muszę usiąść.- mówię.
Harry i ja siadamy na jednym z kanap. Okazuje się, że Kelly Osbourne i Nick Grimshaw są także tutaj. Rozmawiamy z nimi.
Wypijam swoją lampkę szampana, a Harry odbiera ode mnie pusty kieliszek i oddaje ją kelnerowi.
-Bardzo ładnie jest w tej restauracji...- mówię z uśmiechem rozglądając się po całym wielkim pomieszczeniu, zdobione meble, antyki...
-Wiesz co przyciągnęło moją uwagę?- pyta Harry.
-Co?- pytam, a on uśmiecha się szeroko.
-Ty.- szepcze mi do ucha.
Daję mu całusa w usta i wplatam palce w jego dłonie.
-Wyglądasz dziś absolutnie zniewalająco.- szepcze mi do ucha znów.
Okręcam wokół palców kosmyki jego włosów.
-Tak sobie myślę, że chyba zaczynam się do nich przekonywać.- mówię zaczesując jego włosy do tyłu.
-Nareszcie...- wzdycha wywracając oczami. Uśmiecha się szeroko pokazując dołeczki.
-Uwielbiam je u ciebie, są takie głębokie, Silver ma takie same.
Całuje mnie w czoło, a Miranda zaprasza do stołu. Wszyscy idziemy, a wg prośby siadam koło Kate Moss. Harry siedzi obok. Zaczyna się kolacja podczas której rozmawiamy razem z Kate i Mirandą. Kobiety śmieją się z żartów Harry'ego i jego niektórych dygresji. Upijam łyka wina, gdy fotograf chodzący po restauracji prosi nas o kilka ujęć, które będą opublikowane na stronie Vogue. Pstryk, pstryk.
Przyznaje, że bankiet Vogue przeszedł bardzo szybko w doborowym towarzystwie. Kate pytała nawet o naszą córeczkę. Gdy zobaczyła jej zdjęcia uśmiechnęła się i zapytała:
-Jesteście szczęśliwi w gronie rodziny, prawda?
Obydwoje spojrzeliśmy się na siebie i zgodnie kiwnęliśmy głową.
-Ślicznie razem wyglądacie, a wasza mała jest po prostu przyszłą modelką.
Zaczęliśmy się śmiać.
-Tak na poważnie, to nigdy nie pozwalajcie córce iść do modelingu. Trudny świat.
Wracamy ok. 3 nad ranem do domu, Reneè wraca taksówką do domu, a ja ściągam kombinezon. Bierzemy prysznic i kładziemy się spać.
Przytulam się do Harry'ego i uśmiecham się, gdy mnie obejmuje mocno w biodrach.
-Dziś będziemy mieć ciężki dzień.- mówi.
-Ach tak... Spotkanie z projektantem wnętrz. Góry katalogów...- wzdycham zamykając oczy.
-Chciałbym już spędzić tam święta, co sądzisz?- pyta.
-Byłoby fantastycznie. Zaprosilibyśmy nasze rodziny, byłoby ekstra.
Harry całuje mnie w głowę.
-Jestem zmęczony.- dodaje ziewając.
-Śpimy.

(...)
Siadam na kanapie podgryzając usmażony bekon, Silver trzyma się kanapy i gada sama do siebie. Zaczyna lecieć E! News i pierwsze słowa, jakie zostają wypowiedziane, sprawiają, że moje serce bije jak szalone.

Harry Styles i Grace Moore zaręczyli się, od blisko tygodnia chodzą plotki o oświadczynach Stylesa, przyszli małżonkowie byli razem na bankiecie BV, w którym to Grace jest dziennikarką, Moore miała piękny pierścień, a sama para wyglądała na bardzo zakochaną. Dziś dostaliśmy potwierdzenie od anonimowej osoby, która była jedną z 50 osób, która przygotowywała zaręczyny. Harry totalnie zaskoczył swoją ukochaną, wypełniając stadion na Wembley tonami płatków róż, sceną, na której dla niej śpiewał, a także propozycją małżeństwa wyświetloną na trybunach.

Przeczesuję włosy dłonią i loguję się na Twittera i mam mnóstwo powiadomień, a także zauważam, że w trendach króluje hasło: #HarraceEngagment.
Harry wchodzi do kuchni, gdy na TV pokazany jest mój pierścionek.
-Wiedzą...- mówię cicho.
-To była kwestia czasu. Zapłacili jakiemuś pracownikowi podwójnie i mają.
Reporter przechodzi do kolejnego tematu, a my zagłębiamy się w rozmowie o meblach w nowym domu.

***
Ostatni wakacyjny rozdział! Dziękuję za ostatnie komentarze, mam nadzieję, że ten się wam podoba :) Miłego czytania! xx.

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 111.



Budzę i kładę rękę obok, by przytulić się do Harry’ego. Jednak jego część łóżka jest pusta i zimna. Jestem szczelnie przykryta. Podnoszę się i jedyne co towarzyszy mi w sypialni to cisza.
-Harry?- wołam.
Cisza.
-Harry!- mówię głośniej.
Cisza.
Przecieram oczy i rzucam się na poduszkę. Biorę telefon i sprawdzam godzinę. Wstaję z łóżka, by sprawdzić, czy rzeczywiście go nie ma.
Zaglądam do pokoiku małej, tam łóżeczko puste. Nie ma wózka, torby i szuflada z rzeczami jest otwarta. Jestem zdezorientowana. Odwracam się do tyłu, a na wyspie jest wielki bukiet czerwonych róż. Przy nim jest karteczka zgięta na pół.

„Dzień dobry kochanie! Mam nadzieję, że się wyspałaś. Pewnie jesteś zdziwiona dlaczego nie ma mnie, ani Silver. Mała jest z Gemmą, więc nie martw się, nic jej nie grozi. Dziś czeka cię coś wspaniałego :) Zjedz spokojnie śniadanie, napij się kawy, ubierz się i zejdź na dół. Tam będzie czekał na ciebie kierowca. On wie, gdzie jechać. Kocham Cię. H.”

Czytam kilka razy tę kartkę i spoglądam na róże. Są piękne, krwisto czerwone i pachną obłędnie.
Wybieram jego numer, ale ma wyłączony telefon. Robię sobie jajecznicę, a moją głowę zaprząta myśl, co wymyślił Harry. Piszę do Gemmy, o co chodzi.

„Nic ci nie powiem. Sil właśnie śpi xx.”

Uśmiecham się szeroko.
Mieszam jajecznicę i piję kawę. Moje grzanki wyskakują z tostera. Oglądam sobie telewizję i jem. Czeszę włosy i ubieram się, maluję. Biorę torebkę i chowam liścik w niej. Wychodzę z mieszkania i jadę windą na dół. Kiedy wychodzę przed budynek staję w miejscu, gdy widzę białego Rolls-Royce’a. Kierowca wysiada i otwiera mi drzwi. Wyciąga z przedniego siedzenia bukiet róż i podaje list. Otwiera mi tylnie drzwi i gdy do nich wsiadam mężczyzna zamyka drzwi. Rusza, a ja otwieram kolejny liścik: 

„Witaj skarbie! W ten wspaniały dzień należy ci się trochę odprężenia. Kierowca zawiezie cię do spa, gdzie spędzisz czas na masażach (dopilnowałem, żeby masowała cię masażystka), a potem zobaczysz. Kocham Cię mocno. H.
PS. Nie dzwoń do mnie i tak nie odbiorę. Rozkoszuj się chwilą samotności :)”

Uśmiecham się szeroko.
Piękny bukiet  pachnie równie pięknie co ten w domu. Uśmiecham się szeroko i robie zdjęcie. Wysyłam je Harry’emu z uśmieszkiem.
Kierowca zawozi mnie prosto do spa, gdzie drzwi otwiera mi mężczyzna w marynarce i bialej koszuli.
-Witam panią bardzo serdecznie w Espa Life. Mamy nadzieję, że spędzi pani relaksujący czas u nas. Zapraszam!- mówi i prowadzi mnie do środka. Kierowca mówi, że czeka na mnie.
Mężczyzna wręcza mi szlafrok i ręczniki.
-Zaraz, jak się pani przebierze. Proszę pójść do pokoju nr 110. Tam będzie czekała masażystka.
-Dziękuję…- mówię z uśmiechem.
Odkładam torebkę do jednej z szafek. Ściągam swoje ubrania. Owijam się ręcznikiem i zakładam szlafrok.
Robię sobie zdjęcie w lustrze: Masaże… Bardzo dobry wybór…- piszę.
Wychodzę i szukam pokoju. Pukam i wchodzę do środka. Masażystka się przedstawia i mówi jakiego rodzaju masaże zamierza mi zrobić. W środku pachnie kadzidełkami, jest ciepło. Kobieta podaje mi gumkę do włosów i związuję je. Kładę się na leżaku na brzuchu kobieta odgarnia ręcznik, tak, żeby nie było widać pośladków i części ud. Na moje plecy nakłada ciepłe kamienie i zaczyna masować moje ramiona.

Harry
Zmieniam koncepcję trzy godziny przed wydarzeniem. Niall będzie grał na gitarze, Dan na klawiszach, a ja będę po prostu śpiewał. Miałem takie szczęście, że obydwoje znali nuty i akordy. Śpiewam po raz kolejny piosenkę. Na stadion wjeżdżają dwie ciężarówki.
-Panie Styles będziemy wykładać teraz róże na murawę.
Pokazuję mu gest, że zrozumiałem. Około 25 osób grabiami będzie je układało. Stadion Wembley jest zakryty, by w żadnym przypadku nie było zdjęć z helikoptera.
Moja mama macha mi. Uśmiecham się szeroko.
-I jak?- pytam z uśmiechem, a ona mocno mnie przytula.
-Synku, jestem z ciebie taka dumna, masz rodzinę, jesteś wielkim piosenkarzem.
Mama zaczyna płakać i rzuca mi się na szyję.
-Mamo nie płacz… Bardzo się cieszę, że jesteś ze mnie dumna… To wiele dla mnie znaczy… Myślisz, że jej się spodoba?
-Przeszedłeś sam siebie. Wszystko będzie perfekcyjne. Jestem taka szczęśliwa, że jej się oświadczysz… Będzie prawdziwą rodzinką.
-Już nią jesteśmy…- mówię.
-No tak, ale rozumiesz…
-Tak…- uśmiecham się szeroko.
-Zgodzi się?- pytam mamy.
-Na pewno… Zbyt bardzo się kochacie…
Całuję mamę w czoło.

Grace
Po dobrych dwóch godzinach, zabiegach rozluźniających i upiększających czuję się jak nowo narodzona. Dziękuję masażystce i idę się ubrać. Od alg moja skóra się błyszczy zdrowiem. Rozwiązuję włosy i wychodzę z szatni. Mężczyzna, który mnie witał przed spa trzyma wielki bukiet róż. Uśmiecham się szeroko i biorę go od niego.
-A tutaj list do pani…- mówi.
-Trzeci już dziś…- uśmiecham się.
-Powodzenia.- mruga do mnie okiem.
Idę do samochodu. Kierowca otwiera mi drzwi i wsiadam do środka.

„I jak czujesz się odprężona? Mam nadzieję, że tak. Już od dawna należało ci się coś takiego. Kierowca zawiedzie cię teraz do pracowni mojej przyjaciółki stylistki i ona pokaże ci ubrania, które sam ci wybrałem, dobierze dodatki i inne rzeczy. Kocham Cię. H.”

Uśmiecham się, a kierowca rusza.

(…)

Wchodzę do środka, a kobieta w czerwonych włosach zeskakuje z fotela i mnie przytula.
-Jestem Nadiah…
-Grace…- podaję jej dłoń.
Kobieta jest mega podekscytowana.
-Wybrał ci naprawdę piękną sukienkę…- mówi kobieta.
-Nie mogę się doczekać, by ją zobaczyć.
-Będziesz wyglądała absolutnie perfekcyjnie.
Uśmiecham się szeroko.
-Rozbierz się z płaszcza. Przyniosę ci sukienkę.
Kobieta idzie i wraca po chwili z ochraniaczem oraz walizeczką pełną w bizuterię.
-Muszę ci dobrać idealną biżuterię…- mówi.
-Mamy czas…- uśmiecham się.
-No właśnie go nie mamy…
Kobieta otwiera ochraniacz i wyciąga sukienkę.
-Jaka odkryta…- mówię.
-W końcu to facet…- mówi Nadiah.
-No tak… Harry… Po nim można się tego spodziewać.
Dziewczyna podaje mi sukienkę i pokazuje, gdzie mogę się przebrać. Ściągam z siebie rzeczy i nakładam ją. Pasuje idealnie, jakby była dopasowana bezpośrednio do mojego ciała.
Wychodzę, a Nadiah uśmiecha się.
-Twój chłopak wie, co ci kupić…
Dziewczyna wybiera mi naszyjnik i nakłada bransolety na ramię. Nadiah pomaga mi schować moje rzeczy do torby. Narzucam płaszcz i idę. Biorę kolejny bukiet do rąk. Wsiadam do samochodu i kierowca zamyka drzwi. Macham do stylistki i czytam liścik: 

„Mam nadzieję, że podoba ci się to co ci wybrałem. Na pewno pięknie na tobie leży, zresztą na tobie nawet najbrzydsze rzeczy stają się piękne i warte uwagi. 

Uśmiecham się szeroko.

"Kierowca zawiezie cię do makijażystki i fryzjerki, fryzurę wybierz dowolną taką w jakiej się najlepiej czujesz. Mogę ci powiedzieć, że widzimy się naprawdę niedługo. Kocham Cię. H.”

Kierowca wiezie mnie do makijażystki. Tam czeszą moje włosy, robią makijaż i paznokcie. Miałam już kiedyś do czynienia z tymi dziewczynami, więc łapię z nimi kontakt. Rozmawiamy przez kolejne 1,5 godziny.
Staję przed lustrem i jestem zachwycona jak wyglądam. Moje włosy są puszyste i ładnie wymodelowane. Kocie oczy i brzoskwiniowa szminka. Czerwone tipsy średniej długości.
-Powodzenia Grace…- mówią dziewczyny. Biorę swoje rzeczy i wsiadam z powrotem do samochodu. Kierowca wręcza mi kolejny bukiet i mogę powiedzieć, że pół samochodu wypełniają te piękne kwiaty. Wręcza liścik.
-Pan Styles prosił, aby pani zaraz po przeczytaniu listu założyła opaskę. Mam tego dopilnować.
-Co on wymyśla…- mówię.
Kierowca się uśmiecha.
-Zobaczy pani.
Otwieram list.

Już się nie mogę doczekać! Jedziesz właśnie, by się ze mną zobaczyć. Cholera jestem taki podekscytowany, na pewno oniemieję na twój widok.Nie zapomnij założyć opaski.  Kocham Cię bardzo. H.
Ps. Obiecaj mi jedną rzecz. Nie będziesz płakała”

-Obiecuję…- mówię pod nosem i zakładam opaskę na oczy.
Kierowca zamyka drzwi i rusza. Czuję się dziwnie.

Harry
-JEDZIE JUŻ!- krzyczę, a wszyscy chowają wszelkie rzeczy, które nie mogą być na widoku. Ręce mi się trzęsą cholernie. Louis poprawia marynarkę.
-Styles uspokój się!- daje mi kuksańca Gemma.
-Łatwo ci to powiedzieć Styles…- mówię do siostry.
Na miejscu dla rodziny i przyjaciół siedzi moja rodzina z H.Ch, a także rodzina Gracie z Newcastle. Eleanor, Perrie, Zayn, Lucy, Tyler, Liam, Danielle. Louis będzie przyprowadzał Grace do fotela i dopiero wtedy ściągnie jej opaskę. Niall gra na gitarze. Jezus moje serce łomocze jak szalone.
Dostaję sms-a, że Grace już wjechała na stadion. Cała murawa jest czerwona od róż. Mam nadzieję, że się jej spodoba.  Kierownik dostaje informację z krótkofalówki, że wszystko jest gotowe. Staję na ciemnej scenie. Niall siada na stołku. Cały stadion jest ciemny jedynie jeden reflektor oświeca drogę samochodowi, jego  światła pokazują mi, że się zatrzymuje.
Widzę, że Louis idzie w stronę samochodu.

Grace
Samochód się zatrzymuje, a drzwi się otwierają. Ktoś łapie mnie za dłoń.
-Harry?- pytam.
-Nie, tutaj Louis.
-Lou, ja nie wiem co tu się dzieje…- mówię.
-Nie martw się…- pomaga mi wysiąść z samochodu.- Pomogę ci ściągnąć płaszcz…
Louis gdzieś go wrzuca jak sądzę do samochodu.
-Lou, powiedz mi co tu się dzieje… Cały dzień gdzieś jeżdżę…
-Spokojnie, Gracie…- łapię za jego ramię.
-Gdzie mnie prowadzisz? Czemu tu tak pachnie różami?
-Nie za dużo pytań?- pyta Louis, a ja chichoczę.
-Czuję się taka zdezorientowana…
-Wiem… Nie dziwię ci się… Ale zaraz wszystko się wyjaśni…
-Gdzie jest Harry?
-Grace proszę…- śmieje się Louis.
-Przepraszam. Ale właściwie dlaczego tak tu pachnie różami?
-Grace…- Louis zaczyna.
-No dobra przepraszam.
Idziemy kawałek.
-Uważaj teraz usiądziesz…- mówi Louis.
Siadam na miękkim fotelu.
-Gdzie mnie przyprowadziłeś?
Louis chichocze.
-Pamiętasz co mu obiecałaś?- pyta mnie Lou.
-Tak.
-Ok…- ściąga mi opaskę, a ja muszę kilkanaście razy mrugnąć oczami.
Światła na dotąd niewidocznej scenie się zapalają. Pojawia się Niall, który gra na gitarze, mężczyzna przy fortepianie i…
I mój Harry który stoi przy statywie z mikrofonem.
Uśmiecham się szeroko.
-Gracie…- zaczyna.- Ta piosenka jest dla ciebie.

Uwaga! Wsłuchajcie się w tę piosenkę, która idealne pasuje pod głos Harry’ego. Wyobraźcie sobie jak stoi w marynarce, białej, lekko rozpiętej koszuli na małej scenie, obok niego Niall…

Oh her eyes, her eyes/ Oh jej oczy, jej oczy
Make the stars look like they’re not shining/ sprawiają, że gwiazdy zdają się nie świecić
And I tell her every Day/  I mówię jej to codziennie
Her hair, her hair/  Jej włosy, jej włosy
Falls perfectly without her trying/  Opadają perfekcyjnie bez układania
She’s so beautiful/  Jest taka piękna

Uśmiecham się szeroko i obserwuję, jak marszczy czoło starając idealnie zaśpiewać nutę. Czuję się tak dziwnie. Mój prywatny koncert mojego chłopaka. Najpiękniejsza rzecz jaką można sobie wyobrazić. Spoglądam na ziemię, a u moich stóp jak i dookoła są płatki róż. Do tej pory tak naprawdę nie wiem, gdzie jestem.

Yeah I know, I know/   Tak, wiem, wiem
When I compliment her/   Kiedy ja prawię jej komplementy,
She won't believe me/   ona mi nie wierzy
And it's so, it's so/   I to takie smutne,
Sad to think that she don’t see what I see/   że ona nie widzi tego co ja
But every time she asks me do I look okay/   Ale za każdym razem, kiedy pyta się mnie czy wygląda ok ?
I say/   ja mówię

Uśmiecham się. Wszystko co śpiewa jest dokładnie o mnie. Zawsze, kiedy mam problem chodzi o ciuchy. Niall siedzi uśmiechnięty i wczuwa się w grę na swoim instrumencie. Harry wygląda fantastycznie, wczuwa się jak nikt inny. Jestem w stanie zobaczyć, jak bardzo trzęsą mu się nogi…

When I see your face/  Kiedy widzę twoją twarz
There’s not a thing that I would change/  nie ma rzeczy którą bym zmienił
Cause you’re amazing/  bo jesteś fantastyczna
Just the way you are/  taka jaka jesteś
And when you smile,/  a kiedy się uśmiechasz cały
The whole world stops and stares for a while/ świat zatrzymuje się i wpatruje przez chwilę
Cause Grace you’re amazing/ 
Grace, bo jesteś fantastyczna
Just the way you are/  Po prostu taka jaka jesteś

Uśmiecham się szeroko i śpiewam z nim. Chociaż to on jest moim fantastycznym profesjonalistą z najpiękniejszym zachrypniętym głosem. Kocham go…

Her lips, her lips/  Jej usta, jej usta
I could kiss them all day if she’d let me/  mógłbym je całować cały dzień gdyby mi pozwoliła
Her laugh, her laugh/  Jej śmiech, jej śmiech
She hates but I think its so sexy/  ona go nie cierpi, ale ja myślę, że jest seksowny
She’s so beautiful/  Jest taka piękna
And I tell her every Day/  i mówię jej to codziennie

To prawda. Mówi mi to codziennie i czasami sądzę, że robi się to już nudne. Nie dziś… 

Oh you know, you know, you know/  Wiesz, wiesz, wiesz
I'd never ask you to change/ 
że nigdy bym Cię nie poprosił żebyś się zmieniła
If perfect is what you’re searching for/ 
Jeśli szukasz ideału
Then just stay the same/ 
to zostań taka jaka jesteś
So don’t even bother asking/ 
Więc nawet nie trudź się
If you look okay/ 
i nie pytaj czy wyglądasz dobrze,
You know I say/  Wiesz, że powiem

When I see your face/  Kiedy widzę twoją twarz
There’s not a thing that I would change/  nie ma rzeczy którą bym zmienił
Cause you’re amazing/  bo jesteś fantastyczna
Just the way you are/  taka jaka jesteś
And when you smile,/  a kiedy się uśmiechasz cały
The whole world stops and stares for a while/ świat zatrzymuje się i wpatruje przez chwilę
Cause Grace you’re amazing/ 
Grace, bo jesteś fantastyczna
Just the way you are/  Po prostu taka jaka jesteś

Ja fantastyczna? To on jest najwspanialszym mężczyzna, jakiego w życiu miałam szczęście go poznać, zakochać się do szaleństwa i mieć z nim dziecko.
Harry wyciąga mikrofon ze statywu i schodzi po schodach do mnie. Uśmiecha się i podchodzi powoli. Z jego ust nie schodzi uśmiech zresztą z moich też.

The way you are/   Taka jaka jesteś
The way you are/   taka jaka jesteś
Grace you’re amazing/   Grace jesteś fantastyczna
Just the way you are/   taka jaka jesteś

Łapię za moją dłoń i pomaga mi wstać. Dookoła jak zdążyłam zauważyć, stadionu zapalają się reflektory, a ja sama staję w miejscu widząc, że chodzę po płatkach róż na całym stadionie Wembley. Stajemy na środku, a Harry odwraca się w moją stronę i wyśpiewuje ostatnie minuty ujmując mój policzek. Nie wiem, co szykuje. Czuję, że moje oczy zachodzą łzami, a gdy jedna wypływa z oka. Ociera ją z szerokim uśmiechem.

When I see your face/  Kiedy widzę twoją twarz
There’s not a thing that I would change/  nie ma rzeczy którą bym zmienił
Cause you’re amazing/  bo jesteś fantastyczna
Just the way you are/  taka jaka jesteś
And when you smile,/  a kiedy się uśmiechasz cały
The whole world stops and stares for a while/ świat zatrzymuje się i wpatruje przez chwilę
Cause Grace you’re amazing/ 
Grace, bo jesteś fantastyczna
Just the way you are/  Po prostu taka jaka jesteś

Rzucam się mu na szyję. On całuje mnie w czoło.
-Chcę ci coś pokazać…- mówi do mikrofonu, a wtedy trybuny po kolei oślepiającym blaskiem. Mrużę oczy, by dojrzeć co jest napisane. 

Pierwsze: WILL

Drugie: YOU 

Trzecie: MARRY

Czwarte: ME?

Zakrywam usta dłonią, nie mogę złapać oddechu, chcę spoglądnąć na Harry’ego, ale ten klęka przede mną i otwiera małe pudełeczko, gdzie znajduje się piękny pierścionek.
-Gracie, wyjdziesz za mnie?- pyta z szerokim uśmiechem.
Patrzę na niego, a z moich oczu płyną łzy.
-Tak…- szepczę, a potem kiwam głową.- Oczywiście, że za ciebie wyjdę.- mówię.
Harry wstaje z klęczków i wyciąga pierścionek, by założyć mi go na palca. Gdy już to robi uśmiecha się i sam zaczyna płakać.
-Miałaś nie płakać…- mówi mi do ucha.
-Nie dałam rady nie płakać…- szepczę. Odrywam się od niego i całuję namiętnie. Wtedy fajerwerki rozbłyskują się na niebie.
-Kocham Cię…- mówi mi pomiędzy pocałunkami.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak ja cię cholernie kocham…- mówię odgarniając włosy z jego czoła.
Łączymy usta w pełnym miłości pocałunku, wplątuję palce w jego włosy i przytulam mocniej.
-Jesteś moim całym światem…- mówię dotykając czołem jego czoła.
Fajerwerki rozbłyskują, a na murawie pokrytej płatkami róż pojawia się się nasza rodzina i przyjaciele. Dziewczyny piszczą i rzucają się na mnie. Wszystkie zapłakane. Gratulują, przytulają piszczą. Potem chłopcy rzucają się na mnie i gratulują, mama i Anne są zapłakane, Leigh tak samo. Dziewczyny piszczą widząc mój pierścionek. Gem idzie z moją małą na rączkach i jest bardzo zdezorientowana.
-Moje druhny idą…- uśmiecham się.
Harry przytula mnie mocno i jeszcze raz całuje. Wszyscy biją brawo, a na murawę wchodzą kelnerzy z lampkami szampana. Łapiemy za swoje kieliszki z Harrym. Odchodzimy kawałek od wiwatujących przyjaciół i rodziny.
-Nie wiem, jak ty to zrobiłeś, jak to wszystko zorganizowałeś, ale…- mówię, a mój głos się załamuję.
-To wszystko było dla ciebie… I tak uważam, że jeszcze wiele miałbym do życzenia. Chciałem ci pokazać w ten sposób moją miłość do ciebie… Grace…- ujmuję moją twarz w dłonie.- Kocham Cię najmocniej na świecie. Jesteś całym moim życiem. Ty i Silver. Jesteście najważniejsze.
Wpijam się w jego usta, Harry łapie mnie jak pannę młodą i kręci dookoła.
-Pan i Pani Styles…- mówi mi pomiędzy pocałunkami.- Państwo Styles. To moja żona Grace Styles.
Zaczynam się śmiać i całuję go namiętnie.
-Poleciałeś już do wydarzeń poślubnych…
Muska moje usta.
-Od dziś jesteś moim narzeczonym…- mówię.
-A ty moją narzeczoną.
-Jesteśmy narzeczeństwem…- mówię z uśmiechem.
-Kocham cię…- szepcze mi do ucha.
Harry odstawia mnie na ziemię i stukamy się kieliszkami. Bierzemy łyka szampana i znów się całujemy.

****
Już nie mogłam się doczekać, kiedy przeczytacie ten rozdział! Jestem taka podekscytowana! Jak cholera! Dawajcie znać, co sądzicie! Buziaki xx.
PS. Czy "Guy Sebastian" to dziewczyna? Bo bardzo mnie to nurtuje...
PS 2. CZY WIDZIELIŚCIE TELEDYSK DO "DRAG ME DOWN" BO JA UMARŁAM!!!!