

Wjeżdżam na górę i podążam do swojego dawnego
biura, słyszę tam rozmowę Nolana, otwieram lekko drzwi, a on akurat wtedy
odkłada słuchawkę.
-Grace!- wykrzykuje
i rzuca mi się na szyję. Zaczynam się śmiać i przytulam chłopaka bardzo mocno.
-Nie wierzę, że zawitałaś.
Co tu robisz?-pyta.
-Chcesz kawy?- dopytuje.
Kiwam głową i siadam
na krześle przy jego biurku.
-Przyjechałam z
Silver, bo ma teraz kilka dni u babci, a ja dziś wyjeżdżam.
-Do Nowego Jorku?-
pyta.
-Nie, na Dominikanę
z przyjaciółkami... Muszę zrobić kilka dni przerwy.- mówię.
-Widziałem te
skupisko sesji, które miałaś robione. Masa, ale jakie...- mówi.
Uśmiecham się.
-A jak wrócisz to
jakie plany?
-Wiesz, szczerze
mówiąc nie pamiętam, bo tego jest tyle, że nie ogarniam co się dzieje.
(...)
Taksówka wiezie mnie na lotnisko, paparazzi robią mi
zdjęcia, a ja próbuję im uciec przyspieszając tempa. Eleanor macha do mnie,
więc idę do nich, a tam fotografowie już za mną nie podążają. Witam się z
dziewczynami buziakiem. Odpisuje na szybkiego sms-a od Tess.
-Gotowa na odwyk?-
pyta Lucy, a ja się uśmiecham.
-Z wami zawsze i
wszędzie.- mówię.
-Ostrzegłam Louisa,
że jeżeli powie coś Hazzie to się wyprowadza...- zaczynam się śmiać.
-Powiedziałaś mu?-
pytam.
-Tylko, że idziemy
się tam bawić, a szczególnie jedziemy, żeby rozerwać ciebie.- mówi.
-A on co?
-Stwierdził, że masz
się tam bawić i masz się nie ograniczać. Ja muszę uważać i raczej nie bawić się
z facetami...- zaczynamy się śmiać.
-A to dobre...-
stwierdza Lucy.- Tyler powiedział mi to samo, ale wiecie do laski z obrączką to
mało kto podejdzie.
-Gdyby widzieli mój
pierścionek to byłoby podobnie, ale że ma go Harry to high life.- uśmiecham
się.
Wywołują nas na
samolot, więc idziemy odnieść bagaże i prosto do odprawy. Gdy już siedzimy na
swoich fotelach czuję, że przygoda się rozpoczyna i adrenalina buzuje mi w
żyłach.
Harry
Siedzimy w
garderobie przed kolejnym z koncertów, smsuję z Nadine o tym, że dziewczyna ma
sesję w Londynie, akurat wtedy, jak wrócę, czuję, że jestem podekscytowany tą
wizytą i umawiam się z nią.
-Co u Grace?- pyta
mnie Niall.
Podnoszę głowę znad
telefonu i patrzę na nich, wzruszam ramionami.
-Nie wiesz co u
twojej narzeczonej?- pyta Liam unosząc brwi.
-Zawiozła Silver do
twojej mamy i poleciała z dziewczynami na Dominikanę.- mówi Louis.
Unoszę brwi patrząc
na przyjaciela.
-Na Dominikanę?-
pytam.- Po co?
-Gdybyś się z nią
kontaktował to byś wiedział...- mówi Zayn.
-Poleciała z Lucy i
Eleanor, dziewczyny chcą jej pomóc odpocząć od problemów.- mówi Louis.
Niall kręci głową.
-Harry ty w ogóle nie
jesteś świadom, tego co robisz...- mówi Liam.
-Jezu, ciągle się
mnie czepiacie!- mówię.
-Bo nie widzisz co
odpierdzielasz!- podnosi głos Zayn, a Liam daje mu do zrozumienia, by mówił
spokojniej.
-Zobaczysz, ta nową
cię wykołuje, a Grace nie będzie już dla ciebie.- mówi Liam.
-Dobra walcie się.-
mówię i wychodzę.
Grace
Po prawie 10
godzinach lotu lądujemy i jedziemy do domku Lucy i Tylera. Jest 4 nad ranem,
więc od razu idziemy spać, by nie marnować dnia i spędzić go na plaży. Budzimy
się przed dziewiątą dziwnie wypoczęte, ubieramy w stroje i wychodzimy z domku
schodami w dół na plażę. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym łącznię z tym, że
Eleanor planuje razem ze swoim przyjacielem Maxem otworzyć nowego bloga
modowego.
-Masz u mnie darmową
promocję!- mówię, a ona się uśmiecha.
Kładę się na kocu i wygrzewam się w słońcu.
Podnoszę głowę i
patrzę na przyjaciółkę marszcząc czoło.
-No co ty…- mówi
Lucy.
-No i napisał mi, że
wyszedł jak chłopaki zaczęli mu znów wypominać Nadine…- mówi El.
-Żałosne…- mówię
kładąc głowę na kocu.
-Nie podejrzewałam,
że do tego dojdzie…- mówi Lucy.
-A myślicie, że ja
podejrzewałam? Oczywiście, że nie…- mówię.
Zapada cisza, a właściwie odłączam się od
wszystkiego wsłuchuję się w odgłos morza, które szumi dźwięcznie, a fale
rozbryzgują się w tle. Nad naszym głowami leci mewa, która skrzeczy.
-Jeszcze zesra się
na głowę…- mówi Eleanor patrząc na ptaka.
Zaczynam się śmiać.
Dziewczyny zaczynają
rozmawiać o jakichś duperelach, a ja zasypiam.
-Harry?- pytam wychodząc z sypialni naszego
starego mieszkania, owinięta jedynie kołdrą.
-Tak?- chłopak stoi na balkonie i odwraca się
do mnie przodem, gdy słyszy mój głos.
-Chciałam cię zaprosić…- mówię z szerokim
uśmiechem.
Harry opuszcza głowę i patrzy na mnie.
-Gdzie chciałabyś mnie zaprosić?- pyta z
szerokim uśmiechem.
-Jest coś takiego, bardzo wygodnego super
fajnego do seksu…- mówię, a on uśmiecha się szerzej.
-Masz na myśli łóżko?- unosi brwi i wykonuję
dwa kroki w moją stronę.
-Może…- uśmiecham się, a on łapie za końce
kołdry i karze mi ją puścić. Odchyla ją lekko i lustruje mnie od góry do dołu.
-To co łóżko?- pytam.
-Jasne, że łóżko…- mówi i całuje mnie
delikatnie w usta.
Wychodzę i odchylam kawałek pośladka.
-Czekam…- mówię.
***
-Generalnie, jak on
jest w domu, to nie wychodzimy z łóżka…- mówi Eleanor.- Cały czas chce próbować
czegoś nowego, ale ja jestem raczej przy standardach.
-O czym gadacie?-
mruczę odklejając twarz od koca.
-O seksie.- mówi
Lucy.
-Super…- mruczę.
-A lecicie na
gumkach, czy pigułkach?- pyta Lucy.
-Przeszłam na
pigułki, ale miałam takiego pietra po pierwszym razie i do tego wtedy się
zatrułam hamburgerem i myślałam, że jestem w ciąży…- mówi El.-… ale jak zrobiłam
test i wyszedł negatywny to doszłam do wniosku, że będzie ok. Ogólnie rzecz
biorąc na pigułkach o wiele fajniej…- dodaje.
-Ja też tak miałam…-
mówi Lucy.- Po pierwszym razie, razem z Tylerem chodziliśmy jak struci, ale
potem kochana… Nie wychodziliśmy z łóżka. Tabletki, a gumki to kurde dwa różne
doznania.
-A wy macie jakieś
ulubione pozycje?- pyta Eleanor.
-Nie, jesteśmy
raczej staroświeccy i pozostajemy w tych najbardziej popularnych.
-No ja tak samo, a
ten mój kurcze książkę chciał kupić, to go wyśmiałam…- mówi El, a Lucy zaczyna
się śmiać.- Co by było, jakby nasi rodzice zobaczyli…- mówi.- Tęsknię za nim,
jak go nie ma, ale jak już przyjedzie, boże musimy mieć dwa dni wolnego dla
siebie… Jest niewyżyty…- mówi.
-Mam to szczęście,
że Tyler pracuje w Londynie, a jak wyjeżdża to na dwa dni, może trzy, więc mam
go zawsze.
Podnoszę głowę.
-Proszę was nie
uprawiałam seksu od prawie dwóch miesięcy…- jęczę.
-Aż tak długo?- pyta
Lucy.
-Odkąd zaczęła się
akcja z Nadine.
Dziewczyny milkną.
-Nawet seksu na zgodę?- pyta El.
-Nie było, nie pozwoliłam mu, gdybym się zgodziła to
wiedziałby, że łatwo mnie tylko zaciągnąć do łóżka, bym mu wybaczyła winy, ale
nie… Ja nie jestem taka…
Lucy się uśmiecha.
-I bardzo dobrze, pewnie mu teraz ciebie brakuje.
-O ile inna mu nie zrobiła dobrze…- mówi Eleanor.
-Wyjęłaś mi to z ust…- mówię przyjaciółce.
Nagle coś spada mi na nogi.
Odwracam głowę i zasłaniam oczy przez słońce.
Podbiega do nas chłopak w kapeluszu z blond włosami krótszymi od Harry’ego.
-Przepraszam, mój kolega bardzo chciał was poznać i
wymyślił głupi sposób na zrobienie tego.- mówi z wyraźnym kalifornijskim
akcentem.
Zaczynamy się śmiać. Podnoszę się i podaję mu gąbkę,
którą zapewne czyścił swoją deskę surfingową.
-Dzięki…- uśmiecha się i zasłania mi słońce.
-Jak ten twój kolega był taki chętny do poznania
nas, czemu teraz nie podejdzie?- pyta El.
-Bo to boidupa…- mówi, a my zaczynamy się śmiać.
-Skąd jesteście?- pyta nas.
-Londyn…- mówimy.
-My z LA.- mówi chłopak i mam wrażenie, że znam jego
głos.
Między nami zapada chwila ciszy i chłopak patrzy się
na nas.
-Cody chodź tu!- krzyczy znad brzegu morza jego
kolega.
-Cody?- pyta Lucy.-Cody Simpson?- pyta znów z
uśmiechem.
-Tak, miło mi, skąd wiedziałaś?- pyta.
-Obracam się w towarzystwie show biznesu…- mówi moja
przyjaciółka, a El prawie wybucha śmiechem.
-A wy jak się nazywacie?- pyta.
Wstajemy z koca i podajemy mu rękę.
-Eleanor Calder…
-Lucy Cox
Hampton.
-Grace Moore…- mówię z uśmiechem.
Chłopak potrząsa moją dłonią.
-To ty? Jezu nie poznałem cię, byłaś z Justinem
Bieberem i teraz jesteś z Harrym Stylesem.- mówi, a na ostatnie imię i nazwisko
kątem oka patrzę na dziewczyny.
-Dokładnie. Dziennikarka Vogue’a…- mówię.
-Ale fajnie, niezły zbieg okoliczności. Gdzie się
zatrzymałyście?- pyta Cody.
-W moim domu…- mówi Lucy.
-Ale wypas mieć tutaj dom…- mówi chłopak.
-Prezent ślubny.- mówi Lucy z uśmiechem.
-Wow jedna mężatka… Gratulacje.- mówi.
Przyjaciel Cody’ego woła po raz kolejny.
-Może chcecie się do nas dołączyć?- pyta.- Mamy
miejscówkę tam…- mówi i wskazuje palcem rozłożone leżaki pod palmą.
-Dziękujemy za zaproszenie, ale poleżymy tu…-
uśmiecham się.
-Jakby co to wiecie, chętnie przyjmiemy nowe
koleżanki.- mówi, po czym odchodzi.
Kładę się na plecach podpierając ciało łokciami.
-Czemu się nie zgodziłaś?- szturcha mnie Lucy.
-Tak jakoś, jest spoko, ale wiecie trzeba mieć
rozum, nie znamy go na tyle, by koło niego leżeć.- mówię, a one wywracają
oczami.
(…)
Wieczorem
postanawiamy iść na imprezę do klubu przy plaży, wieczorem zrobiło się znacznie
chłodniej, więc nie szalałyśmy jeżeli chodzi o ciuchy. Ubrałam obcisły top z
głębokim dekoltem i wyprostowane włosy zaczesałam do tyłu. Dziewczyny ubrały
kombinezony i wysokie szpilki. Usiadłam
na stole w kuchni i wzięłam łyka mojego Redbulla. Lucy stanęła po drugiej
stronie i poprawiała makijaż.
-Muszę ci zrobić zdjęcie…- mówi.- Wstawisz je na TT
i co tam jeszcze chcesz…- mówi. Odrzucam włosy do tyłu i przyjaciółka robi mi
zdjęcie.
Wychodzimy z domku i chodnikiem podążamy ku klubowi,
gdzie ma się odbyć impreza. Wchodzą do niego jacyś ludzie, kilku facetów i dwie
pary trzymające się za ręce.
-Zabawimy się…- mówi Eleanor.
Wchodzimy do środka i od razu moje nozdrza uderza
zapach alkoholu, widzimy wolną lożę nad którą zastanawia się kilku mężczyzn,
szkoda, że zajmujemy ją pierwsze.
-Co chcemy pić?- pyta El.
-Wszystkiego po trochu i to ja stawiam dziś
wszystkie drinki dziewczyny…- mówię.
-Aż tak dobrze chcesz się bawić?- pyta Lucy.
-Chcę nie pamiętać kompletnie nic z dzisiejszej
nocy.- mówię.
-Aż tak?- śmieje się
Eleanor.
-Aż tak.- mówię.
Lucy zamawia każdej
po szklance wódki z colą i cytryną, zaraz barman, który jest uroczym,
czarnoskórym chłopakiem przynosi nam napoje i z uśmiechem je podaje.
Nie ukrywam, że
zaczynamy ostro, drink za drinkiem, shoty i kolejne drinki, dużo tańca. Ja
osobiście szaleję na parkiecie najbardziej, bo dziewczyny po 1,5 godzinie bolą
stopy. Gdy tak kręcę biodrami na parkiecie, czuję, jak czyjeś dłonie dotykają
mojego brzucha i suną się po żebrach.
Nieświadoma tego co
robię, jeszcze bardziej przylegam do mężczyzny, który śpiewa mi do ucha kolejne
wersy piosenki, która jest puszczana przez DJ. Odwraca mnie do siebie i
uśmiecha się szeroko.
-Wiesz, że mam
faceta?- pytam głupio się uśmiechając.
-Wiem, ale skoro go
tu nie ma z tobą to już po nim...- mówi wciąż sunąc po moim ciele.
-Skądś cię znam...-
mówię wplątując palce w jego włosy.-Czy to ty mój Harry?- pytam.
-Jestem Cody...
-Jak ten z "Nie ma to jak hotel"?- pyta i
zaczyna się śmiać.
-Simpson..- mówię z
lekkim uśmiechem.
Patrzę na niego
uważnie i mam świadomość tego, jak bardzo jest pijana.
-Na pewno? Nie
jesteś do niego podobny...- stwierdzam.
-Nie? A już
myślałem, że mi się uda...- mówi, a na moich ustach pojawia się szeroki uśmiech.
-Ej, bo ja cię już
rozpoznałam.- mówię.
-Cieszę się...-
mówi z uśmiechem.
-Dlaczego dotykam
cię w taki sposób?- pytam głupowato, sunąc do góry dłonią po jego torsie
-Bo to lubisz?-
pyta.
-Bingo.- mówię i
uśmiecham się.-Ale wiesz, ja mam faceta...- mówi.- Który oświadczył mi się na
Wembley...- mówię.- I mam z nim córkę ogarniasz?- pytam.
-Silver?- pyta, na co się uśmiecham.
Ludzie przeciskają się w klubie, dzięki czemu staję bliżej niego, różnica naszych twarzy to ok. kilku centymetrów.
Ludzie przeciskają się w klubie, dzięki czemu staję bliżej niego, różnica naszych twarzy to ok. kilku centymetrów.
-Skąd wiedziałeś?-
pytam.
(...)
(...)
Eleanor
Grace siada na
kanapie, po kolejnej godzinie tańca, gdzie wyrwała kolejnych facetów, zresztą hmm... nie byle jakich... i wypija shota.
-Ej, czuję się
zarąbiście i dawno nie byłam tak upita, jak tutaj.- mówi wołając o kolejnego
Jacka Danielsa.
-Grace, a czy ty
widziałaś co robiłaś Cody?- pyta Lucy.
-Nie, a co robił?-
pyta.
-Dotykał cię.- mówi
blondynka.
-No to co.- mówi
popijając drinka i biorąc do ust chipsa.
-Nie przeszkadza ci
to?- pyta.
-Miałam się bawić to
się bawię.- mówi z pełnymi ustami.
Patrzę na Lucy,
która wytrzeźwiała po zdjęciu Harry'ego, które zobaczyła. Zdjęciu, które na pewno bardzo źle wpłynie na Grace.
-Grace powinnyśmy
wracać.- mówię.
-Co?- mówi.-Ja nie
skończyłam...- mówi.
-Ale myślę, że na
dziś wystarczy...- dodaję Lucy, a ja jej przytakuję.
-Nie skończyłam
jeszcze, gdzie wam się spieszy.- mówi Grace.
-Grace, lepiej
wracajmy, jutro nam podziękujesz...- mówię.
-Matkooo...-
marudzi, ale wstaje i chce wyjść.
Idziemy prosto do
domu i słuchamy Grace, jak to dobrze się czuje i jak dużo mogłaby jeszcze
wypić.
Wchodzimy do środka. Grace marudzi jeszcze chwilę, ale
posłusznie kładzie się spać.
Następny dzień mam
nadzieję, że jej nie załamie, a tym bardziej to co jej pokażemy.
Grace
Gdy się budzę wciąż
jest ciemno, sięgam po telefon, który leży na etażerce i sprawdzam godzinę.
Jest przed trzecią, siadam na łóżku, kręci mi się lekko w głowie. Zapalam
latarkę w telefonie i idę do kuchni, upijam pół litra wody.
Wracam do pokoju i
mam jedną nie odebraną wiadomość od Zayn'a. Mrużę oczy przed światłem i śledzę
oczami litery.
"Chciałbym,
żeby to była nieprawda..."
W załączniku
wiadomości jest zdjęcie i muszę przetrzeć kilka razy oczy, by widzieć wszystko
co jest na owym zdjęciu. Idę na dwór, bo
zaczyna mnie boleć głowa siadam na trawi, która jest przyjemnie zimna. Otwieram
jeszcze raz zdjęcie i patrzę na spodenki dziewczyny.
-Po co Zayn mi
wysłał to zdję...- mówię do siebie, ale urywam głos.
Patrzę na
przedramiona chłopaka "Things I can" dobrze znam te tatuaże, nie raz
całowałam każdą literę, nie raz ten tatuaż dotykał mojej skóry. Chłopak ma
także buty, za które na niego krzyczałam, bo były podarte, znam tę koszulkę,
którą sama mu kupiłam. Podnoszę dłoń na usta i czuję, jak łzy spływają mi po
policzkach. Czuję, jak wszystko co myślałam, że jest prawdziwe stało się dla
mnie prawdziwe. W głębi duszy modliłam się, bym stosowała wobec niego jedynie
głupie oszczerstwa, za które go potem przeproszę. Ale gdy wiem, że wszystko
czego się wypierał jest prawdą, nie wiem co mam zrobić. Mój umysł nie jest w
stanie przyjąć tyłu myśli w jednym momencie. Zaczynam płakać tak mocno, że
prawie się duszę łzami, serce bije tak, jakby miało zaraz rozłupać żebra i
klatkę piersiową i na moich oczach połamać się na pół.
Nawet nie wiem kiedy
mój telefon wybiera numer do Zayna.
-Halo?- pyta.
-Zayn...- szepczę.
-Kochana nie płacz.-
mówi.
-On naprawdę mnie
zdradził...- szepczę.- On naprawdę poczuł coś do niej...- mówię.
Wzdycham i zmuszony
płacz wyrywa się z mojego gardła.
-Dlaczego?-
pytam.-Dlaczego tak bardzo chciał mnie zranić?- pytam.
Po drugiej stronie
zapada cisza.
-Przecież ja go kocham...-
mówię.- Przecież mamy Silver. Jesteśmy sobie przeznaczeni.- szepczę i ocieram
łzy.
-Zayn, ja sobie tego
nie wybaczę, jak on ode mnie odejdzie, rozumiesz?- szepczę płacząc.-Ją sobie
nie wyobrażasz życia bez niego...- mówię.
Zayn
-Ja nie wytrzymam...-
szepczę płacząc tak bardzo, że do moich oczu cisną się łzy.
-Nie mów tak...-
mówię jej.
-To tak jakbyś ty
miał stracić Perrie, Zayn... [Notka od autorki: Kiedy to pisałam jeszcze ze sobą byli... A teraz Gigi... :( ]
Mówisz o niej jako najważniejszej kobiecie dla ciebie, a on jest moim najważniejszym mężczyzną, ogniwem mojego życia, część mnie, mojego serca...- mówi i wybucha płaczem.
Mówisz o niej jako najważniejszej kobiecie dla ciebie, a on jest moim najważniejszym mężczyzną, ogniwem mojego życia, część mnie, mojego serca...- mówi i wybucha płaczem.
Łka przez dłuższą
chwilę.
Harry wchodzi do
garderoby i patrzy na mnie. Jestem pewien, że słyszy, jak głośno osoba po
drugiej stronie płacze.
-Daj mi ten
telefon.- mówi, na co ja nie zgadzam się.
-Czy on tam jest?-
pyta Gracie szeptem.
-Jest.
-Daj mi ten telefon
Zayn.- mówi Harry.
Grace nie odzywa się
przez chwilę.
-Daj mu go.- mówi
cicho.
-Na pewno?- pytam.
-Tak...- mówię.
Podaje telefon
Harry'emu i ten przykłada go do ucha.
Grace
-Halo? Grace? Ja ci wszystko
wytłumaczę! To nie tak, jak...- mówi, ale ja mu przerywam.
-Chciałam ci powiedzieć coś,
wiesz?- wtrącam się w zdanie mojemu ex.- Do końca żywiłam nadzieję, że to
wszystko, że nic cię z nią nie łączy to wszystko prawda. Może i rzeczywiście
miałeś jakąś lepszą niż inne koleżanki... Ale...- mój głos się łamie, więc
biorę kilka oddechów.-...ale żeby okłamać mnie w taki sposób? Czym ja ci
zawiniłam, czym sobie tak bardzo za pracowałam, żeby potraktować mnie w taki
sposób. Jeżeli miałeś inną na boku to wolałam się tego dowiedzieć, nie że
zdjęcia, które obiegło internet, ale z twoich ust.- zaczynam płakać.- Że już
mnie nie kochasz, że jest inna do której poczułeś coś więcej... Czy nie
zasługiwałam na szczerość? Tak się traktuje kobietę, której tyle tysięcy razy
wyznawałeś miłość, z którą tworzyłeś miłość, której owocem jest nasze dziecko?
Złamałeś mi serce...- szepczę i wyłączam się.
Wyłączam telefon i kładę całe ciało
na trawie, z policzków spływają mi łzy, które skapują na ziemie. Zamykam oczy i
zakrywam je dłońmi, a mój szloch jest tak rozpaczliwy, że nie wiem czy kiedykolwiek
płakałam mocniej.
Eleanor
Otwieram oczy i wyciągam się na łóżku, patrzę na
śpiącą Lucy i orientuję się, że w łóżku jesteśmy tylko my dwie. Drzwi od
łazienki są otwarte, więc wstaję i idę do kuchni, tam też nie ma Grace. Staję w
sypialni z powrotem i zastanawiam się, gdzie mogła pójść. Spoglądam na taras i
zauważam, że drzwi balkonowe są uchylone. Wychodzę na dwór i gdy przechodzę
przez próg widzę na trawie leżącą Grace. Podbiegam do niej i zaczynam trząść.
-Grace! Grace! Obudź się!- mówię potrząsając jej
ramionami.
Dziewczyna otwiera oczy i patrzy na mnie.
-Co ty robisz na trawie w ogrodzie?- pytam, a ona
patrzy na mnie kilka chwil bez słowa.
-Musiałam wyjść na powietrze, jak się dowiedziałam…-
mówi cicho, krzywiąc się od bólu ciała i podnosi tułów, siada, a ja zajmuję miejsce koło niej.
-Wiesz?- pytam cicho, a ona kiwa głową.
-A ty też wiesz?- pyta unosząc brwi.
Kiwam głową.
-Skąd? Czemu mi nie powiedziałaś?- pyta.
-Wczoraj, jak już byłaś mocno wstawiona sprawdzałam
wpisy na Twitterze i znalazłam to zdjęcie w trendach. Nie było sensu ci mówić,
byłaś zbyt pijana.- mówi.
Grace opuszcza głowę.
-Co teraz?- pytam.
-Nie wiem…- mówi.- Muszę poukładać sobie wszystkie
sprawy od początku, dosłownie. Ostatnie 4 lata, wydarzenia i wszystko co było
związane z Nim muszę zacząć przyswajać i układać po swojemu.
Dziewczyna dotyka źdźbła trawy i je skubie
przygryzając policzki.
-Eleanor, co ja mam zrobić?- pyta mnie cicho patrząc
mi w oczy zasklepionymi oczami.
Nie odpowiadam, bo sama nie wiem. Po prostu ją
przytulam i dodaję otuchy.
-Musisz dać sobie radę sama… Skoro on zmarnował taką
szansę, to ty musisz być jeszcze silniejsza dla Silver…- mówię jej i przytulam
mocno.
-Nie sądziłam, że dojdzie do tego, że znów jestem
singielką i nie mam się do kogo przytulić i zwrócić z prośbą o pomoc.- jej głos
znów się łamie.- Myślałam, że przeproszę go za wszystkie oszczerstwa, bo okażą
się nieprawdą, ale nie brałam pod uwagę tego, że on naprawdę mnie zdradził.-
mówi, a z jej oczu kapią łzy.
Wtula się we mnie, a ja całuję ją w czoło, mocno
obejmując i pocieszając.
Harry
Chodzę w te i we w te. Chłopaki patrzą na mnie spod
byka.
-Zobacz co zrobiłeś!- wybucha Zayn, a wszyscy patrzą
na niego zszokowani.
-Ja tego nawet nie pamiętam!- mówię.
-Ale to ty!- mówi Zayn.- I zobacz kogo pozbawiło cię
jedno głupie zdjęcie, jedna głupia laska! Ona ci tego nie wybaczy!- dodaje.
Siadam.
-Ja tu nie wytrzymam.- mówię pod nosem.
-Zamierzasz uciekać od problemów?- mówi za mną
Niall.
-Muszę uciec od niego!-wskazuję na Zayna.
-Wiesz co?! Tak bardzo, tak cholernie bardzo
chciałem ci pomóc, zresztą wszyscy chcieliśmy, byś przez jeden wybryk nie
stracił wszystkiego!- otwieram szerzej oczy.- Wszystkiego, bo Grace jest dla
ciebie wszystkim i ty dobrze wiesz! Ale teraz ona tego nie przyjmie, wiesz? Ona
cierpi bardziej niż kiedykolwiek cierpiała. I to za twoją sprawą. Nie
szanowałeś w ogóle, co masz i do tej pory nie zdajesz sobie z tego sprawy…-
mówi spokojniej. -Ale uświadomisz sobie to, jak będzie za późno. Tak jak ci
mówiłem.- mówi Zayn i wychodzi z pokoju.
Siadam na fotelu.
-Harry czego ty w ogóle chcesz?- pyta Louis
spokojnie.
-Nie wiem…- odpowiadam.- A tego zdjęcia nawet nie
pamiętam…- mówię.
-Jak możesz nie pamiętać tego zdjęcia…- pyta Liam.
-Naprawdę… Pamiętałbym.- mówię.
-To nie zmienia faktu, że to ty…- mówi Niall.
Zapada cisza między nami i wtrąca się Lou.
-Może powinieneś zadzwonić do Nadine i zapytać jej…-
mówi dziewczyna, a my wszyscy patrzymy się na nią.-Jak ja czegoś nie pamiętam
to wracam do źródeł…- dodaje unosząc brwi.
-Lou ma rację…- mówi Louis.- Zadzwoń do niej.- mówi.
Patrzę na wszystkich i biorę telefon w dłoń. Podążam
na balkon, gdzie wybieram numer.
-Halo?-
pyta.
-Cześć
Nadine…- mówię.
-O
hej Harry, co tam?- pyta.
-Ogólnie
nienajlepiej, powiedz mi wchodziłaś dziś na jakieś media społecznościowe?-
pytam.
-Nie,
właściwie to spałam.- mówi.
-W
takim razie, zrób to teraz, jeśli możesz…- mówię.
-Ale
po co?- pyta.
-Proszę…-
mówię.
-Już,
poczekaj.
Słyszę jak dziewczyna stuka paznokciami o klawiaturę
komputera.
-Co
dokładnie powinno mnie zainteresować?- pyta.
-Zdjęcie,
które jest na stronie głównej Dailymail.com.
Zapada chwila ciszy.
-O
Jezu…- mówi pod nosem.
-Widzisz
je?-
pytam.
-Widzę,
jak ono dostało się do Internetu?- pyta.
-Nie
mam pojęcia. Ja nie wiem co to jest za zdjęcie, nie pamiętam, kiedy zostało
zrobione, kiedy my…- mówię.
-Harry
to było jakiś czas temu pamiętasz?- mówię.- Po pijaku z klubu poszliśmy za kulisy
koncertu Meghan Trainor, bo ona zadzwoniła po Jeffa. Przewróciłeś się, a ja
chciałam ci pomóc i pociągnąłeś mnie za rękę i spadłam na ciebie.
-Nie
pamiętam tego…- drapię się po głowie.
-W
pewnym sensie się nie dziwię, byłeś porządnie wstawiony.- mówi.
-Boże,
co ja zrobiłem…- mówię.
-Coś
się stało?- pyta.
-Tak,
Grace i ja… Nie ważne.- mówię.- Dziękuję.
(…)
Grace
-Wiecie, odechciało mi się imprezować.- mówię
podkurczając nogi pod brodę.
-Nie dziwię się…- mówi Lucy.
Mój telefon dzwoni po raz kolejny, zerkam na jego
ekran i to Harry, ale chyba jest nienormalny, że odbiorę.
-Nie mam siły…- mówię.
***
Miłego! :D
***
Miłego! :D
ale się porobiło xd ale i dobrze bo Harry nie umiał się zdecydowac to teraz nie będzie miał problemu. czekam na dalszy ciąg :) <3
OdpowiedzUsuńBoże nie wytrzymałam i beczałam jak głupia :(( I teraz czekać do znowu do piątku :\\\ kurde nie wytrzymuje już, Harry ją tak bardzo rani.
OdpowiedzUsuńKUŹWA ZABIJE CIĘ !!!!! POWIEDZ MI DLACZEGO ? ALE TO JEST TYLKO CHWILOWE I BĘDĄ RAZEM PRAWDA ? WEZMĄ ŚLUB, BĘDĄ MIELI JESZCZE DWÓJKĘ DZIECI I SZCZĘŚLIWĄ ROZDZIANĘ, PRAWDA ? BŁAGAM CIĘ, BO JA OBECNIE RYCZĘ, JAK CHCESZ ŻEBYM TARGNĘŁA SIĘ NA SWOJE ŻYCIE TO PROSZĘ BARDZO
OdpowiedzUsuńDREAMER
Czuje niedosyt! Aż zachciało mi się płakać razem z nią! Ale coś czuje ze Harry i ta cała Nadine ciągle coś ściemniają...nie pasi mi to wszystko. Rozdział perfekto ♥ /Dominika :&
OdpowiedzUsuńNo to się porobiło.Kurde niech Harry się wreszcie ogarnie, niech wsiada w samolot i leci na Dominikanę do Grace, niech się tłumaczy i robi wszystko by dziewczyna mu wybaczyła przecież oni muszą być razem nie ma innej opcji. Do diabła z tą Nadine. Może Harry powinien zobaczyć jak bawi się Grace ale nie na zdjęciach lecz tak na żywo powinien zobaczyć co właśnie traci. Ja nie wytrzymam do następnego tygodnia w takim napięciu bardzo proszę o rozdział choć trochę szybciej jeśli się da. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń