czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 31.



Grace
Patrzył na mnie z góry. Opuściłam twarz i wsiadłam do samochodu ruszając. Po 4 godzinach zaparkowałam pod domem. Zadzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła mi babcia, która niedowierzała, że stoję pod drzwiami. Ucieszyła się bardzo, ale od razu zauważyła, że coś jest nie tak.
-Zjesz coś słoneczko?- spytała pieszczotliwie.
-Nie, dziękuję. Zrobię sobie tylko herbaty.
Babcia kiwnęła głową.
-Kiedy mama wróci?
-Za 3-4 godziny.
-A Elliota kto odbierze?
-Ben.
-Aha.
-Gracie, coś się stało? Nie układa ci się w związku?
Zalałam wrzątkiem herbatę i przeszłyśmy do pokoju.
-Widzisz babciu, doszło do strasznie skomplikowanej sytuacji. Była dziewczyna Harry’ego jest z nim w ciąży i dowiedziałam się o tym wczoraj.
-W twoje urodziny?
Kiwnęłam głową.
-A jak Harry zareagował na to?
-Zbladł, a ja nie mogłam tego słuchać i wyszłam z mieszkania. Posiedziałam trochę w parku.
-Co on ma zamiar z tym zrobić?
-Nie wiem, rano przeprosiłam go, że byłam dla niego taka oschła i obiecałam, że będę go wspierać, potem pojechałam na uczelnię, ale jak mówiłam to Lucy to się rozkleiłam i ona kazała mi przyjechać tu. Więc wróciłam do domu, spakowałam trochę rzeczy i jestem.
Babcia pogładziła mnie po policzku i starła łzę, która wypłynęła z mojego oka. Uśmiechnęła się.
-Dasz sobie radę, kochanie…- powiedziała cicho.
Uśmiechnęłam się lekko. Po chwili ciszy babcia odezwała się.
-Wiesz Gracie, pamiętasz jak wszyscy ci mówili będąc małą, że jesteś podobna do mamy?
-Tak.
-Nigdy tak nie sądziłam, ty i tata byliście jak dwie krople wody i sądzę tak dalej, bo zachowujesz się identycznie jak tata. Masz charakter jak on, poza tym twoja miłość do motorów nie zaczęła się tak o. Tata zawsze zabierał na wyścigi ciebie i Sean’a. Jak jechał na pokazy też. Nie zapomnę tego, jak mając 5 lat powiedziałaś mu, że zostaniesz w przyszłości kierowcą rajdowym. Twoja mama mało zawału nie dostała, a tata wziął cię na ręce i przytulił do siebie.
-Nie pamiętam tego.
-Malutka byłaś.
Uśmiechnęłam się.
-Ostatnio robiłam porządki na strychu i znalazłam twoje stare zdjęcie. Poczekaj zaraz je przyniosę.
Babcia wstała z fotela i poszła do swojego pokoju, chwilkę później wróciła z moim zdjęciem, gdzie byłam przebrana za tygryska.
Podpisane było: Halloween ’00. Miałam 6 lat.
Zrobiłam zdjęcie tego zdjęcia i wstawiłam je na Twittera.
Usłyszałyśmy stukanie kluczy w drzwiach. Ben i Elliot weszli do środka. Ben bardzo zdziwił się moją obecnością w domu. Mimo tego, że go nie lubię uśmiechnęłam się do niego.
-Cześć Ben…- powiedziałam.
-Cześć Grace.- odpowiedział mi wyraźnie ucieszony.
Elliot wykrzyknął moje imię i podbiegł do mnie. Przytuliłam szkraba do siebie.
-No i jak było w szkole?
-Dobrze, dostałem uśmiechniętą minkę, bo ładnie narysowałem zamek.
-Świetnie.
Pocałowałam malucha w czoło.
-Jesteście głodni?- spytała babcia.
-Ja jestem.- powiedział Elliot.
-Ja też.- dodał Ben.
-No to zaraz wam odgrzeję kurczaka.- powiedziała babcia, wstała znów z fotela i poszła do kuchni.
-Ja pójdę do siebie.- oświadczyłam.
Babcia kiwnęła głową, wzięłam torbę z rzeczami z korytarza i weszłam schodami na górę. Na końcu korytarza znajdowały się białe drzwi prowadzące do mojego pokoju. Otworzyłam je, jak zwykle cicho zaskrzypiały. Kanapa w rogu pokoju była złożona, a na półkach znajdowały się zdjęcia. Zerknęłam na nie. Moje z mamą, jak byłam mała, z Sean’em kilka lat temu, z tatą miesiąc przed jego śmiercią… Z Elliotem, babcią. Szczególnie jedno przykuło moją uwagę, w ramce, w której kiedyś było zdjęcie moje i Blake’a, pojawiło się zdjęcie z Paryża.
Zdziwiłam się strasznie, bo nie pokazywałam mojej mamie tego zdjęcia. Ani nigdzie go nie udostępnialiśmy, ani nikomu nie pokazywaliśmy… Skąd je miała w takim razie…
Wzięłam do ręki to zdjęcie i pocałowałam postać Hazzy na nim. Uśmiechnęłam się szeroko i położyłam ramkę z tą fotką na szafce nocnej.
Usiadłam przy moim starym biurku i zajrzałam do szafek z książkami. Były tam moje stare książki z 2 klasy szkoły podstawowej, aż się dziwiłam, co tu robią. Przeglądnęłam je, była tam różowa karteczka, na której namalowany był smok. Zrobiłam duże oczy. Serio? Smok?
Usłyszałam dźwięk Antichrista z torebki, sprawdziłam kto to. Lily. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, zostawiłam telefon, który po chwili ucichł. Doszłam do wniosku, że skoro jestem w Newcastle to muszę odwiedzić grób taty. Zeszłam na dół i powiadomiłam wszystkich, że idę na cmentarz. Babcia powiedziała, żebym nie wracała późno. Dochodziła 17:30, mama kończyła pracę o 19:00.
Wyszłam z domu ubrana grubo i podążyłam ośnieżoną śnieżką w stronę cmentarza, który był oddalony o jakieś 2 kilometry. Szłam powoli, mówiłam sąsiadkom: Dobry wieczór, a te w większości nie poznały mnie i szły dalej odburkując, że jestem jakaś dziwna. Tylko jedna sąsiadka, dobra koleżanka babci mnie poznała i powiedziała, że jestem cała mama. Szłam dalej, jakąś godzinę. Łuna światła z cmentarza była widoczna jeszcze daleko od niego. Jakaś kobieta zamykała swoje stoisko ze zniczami, ale sprzedała mi dwa. Weszłam przez wielką, żelazną bramę na cmentarz i podeszłam do grobu taty. Zapaliłam znicze i zgarnęłam śnieg z nagrobka, odgarnęłam także śnieg z ławeczki i usiadłam na niej.
-Dawno u ciebie nie byłam…- powiedziałam.- Tęskniłeś za mną? Mam nadzieję, że tak. Co u ciebie? Tak, u mnie też.
Wiem, że to dziwne, ale gdy przyjeżdżam do tego miasta od razu ciągnie mnie na cmentarz. Mam wrażenie, że siedzę u taty na kolanach i opowiadam mu o wszystkim. Chociaż właściwie on wie o mnie wszystko.
Gadanie samemu do siebie jest głupie, tak pewnie powiedziałby przechodzień, który usłyszałby moje pytania i odpowiedzi. Zmarzłam. Opowiedziałam tacie wszystko co zdarzyło się przez ostatni czas. Wstałam z ławki i poprawiłam czapkę. Zdjęłam rękawiczkę i musnęłam trzy złączone palce mojej dłoni, dotknęłam nimi grobu i znów założyłam rękawiczkę.
-Kocham cię tatku…- szepnęłam i skierowałam się ku bramie wyjściowej z cmentarza. Szłam przed siebie, gdy ktoś trąbnął klaksonem z samochodu. Odwróciłam głowę i zmrużyłam oczy, bo światła oślepiały mnie. Za kierownicą swojego terenowego Mercedesa siedziała moja mama. Uśmiechała się i machała zapraszając mnie do środka samochodu. Wsiadłam i przytuliłam ją mocno, pocałowała mnie w policzek i pytała o przyczynę przyjazdu, zdążyłam jej opowiedzieć wszystko.
-Dajesz sobie radę?
-Jak na razie tak, zobaczymy co będzie później.
-Jesteś dzielna, będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję.
Stanęłyśmy na światłach.
-Mamo, skąd ty masz to zdjęcie, które jest w moim pokoju?
Mama uśmiechnęła się szeroko.
-Mam dobry kontakt z Harrym.
-Nie rozumiem.
-Poprosiłam go, żeby wysłał mi wasze najładniejsze zdjęcie, no i wysłał mi to. Śliczne jest, prawda?
-Tak…
Mama zaparkowała pod domem. Wysiadłyśmy i weszłyśmy do domu. Jedzenie było na stole, zasiadłyśmy do stołu. Elliot, babcia i Ben byli już po obiedzie.
Zjadłyśmy kurczaka i zrobiłam mi i mamie kawę, Ben siedział u Elliota i odrabiał z nim lekcje, a babcia poszła do siebie poczytać. Usiadłyśmy w salonie przy telewizorze. Mama przełączała kanały. Na jakimś programie był wywiad z chłopakami. Mama zostawiła.
(…)
Dziennikarz: Wasza nowa płyta jest świetna, jest w niej dużo miłosnych przeżyć, prawda?
Liam: Rzeczą normalną jest pisać piosenki miłosne po swoich własnych doświadczeniach.
Dz: Ty Liam, jesteś z tancerką Danielle Peazer.
Li: Tak.
Dz: Louis, a ty twoja dziewczyna Eleanor Calder jest studentką, ma dla ciebie czas, gdy nie jesteś w trasie, a ona ma zajęcia?
Louis: Tak, oczywiście, najczęściej jest tak, że jadę do niej do Manchesteru, ale czasami robi sobie wolne od nauki i jesteśmy razem w Londynie.
Dz: Nie ma potem problemów?
Louis: Nie, tylko, że musi nadrobić zaległości…
Dz: Harry ty też masz podobną sytuację, prawda?
*Harry kiwa głową*
Dz: Twoja dziewczyna Grace Moore…(pojawia się moje ostatnie zdjęcie)… studiuje w Londynie, macie łatwiej.
Harry: Grace na razie ma przerwę od zajęć, gdy w styczniu wróci na uczelni tego czasu będziemy mieć mniej, ale damy radę.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Idealny chłopak dla ciebie…- oświadczyła.
Dz: Czy to prawda, że kupiliście ostatnio mieszkanie?
*Harry opuszcza głowę i uśmiecha się szeroko*
Harry: Tak.
Dz: Jeszcze jedno do ciebie Harry… Jak zareagowałeś, gdy twoja dziewczyna oznajmiła ci, że będzie występować w turnieju tanecznym?
Harry: Byłem zdziwiony, chociaż wiedziałem, że ładnie tańczy, to nie pomyślałbym nigdy, że podejdzie do tego w taki sposób. Jednakże, oglądałem występ dziewczyn i układ wyszedł im naprawdę świetnie, będę ją wspierał, gdy wyjedzie do NY na warsztaty, być może nawet wybiorę się z nią…
*Chłopaki zaczynają się śmiać*
Dz: Grace i jej drużyna tańczyły do piosenki Little Mix, gdzie śpiewa twoja dziewczyna, prawda Zayn?
I tak dalej…
Włączyłyśmy sobie jakąś komedie romantyczną, oglądałyśmy dalej, film skończył się około 22:00. Poszłam na górę i wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Nie chciało mi się spać, więc jedynie leżałam. Słuchałam muzyki przez długie godziny, spojrzałam na elektroniczny zegarek, który wyświetlał godzinę 2:35. Nagle muzyka się wyłączyła i poczułam wibracje w dłoni. Ktoś do mnie dzwonił. Zerknęłam na ekran i wyświetlił się na nim napis Harry. Odłączyłam słuchawki i odebrałam.
-Halo?- spytałam półgłosem.
-Obudziłem cię?
-Nie, nie spałam.
-Ja też…
-Nie możesz zasnąć?
-Tak…
-Ja też…
-Leżysz w łóżku?
-Tak…
-Ja też, sam…
-Ja też leżę sama…
Zaśmiałam się cicho.
-Tęsknię za tobą…- powiedział cicho.
-A ja za tobą…
Byłam pewna, że się uśmiechnął.
-Co to będzie jak wyjadę do NY…- powiedziałam przekręcając się na brzuch.
-No co, pojadę z tobą…
-Wiem…
-Skąd niby?
-Oglądałam wasz wywiad dziś… Do Jonatan Ross Show.
-Aaaa… Tak… Mówiłem o tym tam.
-Wiesz co moja mama powiedziała o tobie?
-Mam się bać?
-Nie…- zaśmiałam się.- Powiedziała, że jesteś idealnym facetem dla mnie…
Harry zaśmiał się donośnie.
-Serio?
-No…
-Muszę jej podziękować…
-Jak najszybciej…- zaśmiałam się.
Zapadła cisza.
-Kocham cię…- powiedział.
-Ja ciebie też…
-Do zobaczenia…
-Papa.
Zablokowałam telefon i położyłam go na szafkę nocną. Zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się około 11:30. Wstałam i wyjęłam z torby czystą bieliznę, założyłam czystą koszulkę i czarne dżinsy, rozczesałam włosy i zrobiłam sobie kitkę. Zeszłam na dół, na stole czekało na mnie śniadanie. Obok leżała kartka o treści:  

Gracie, pojechałam z Benem na badania, wrócę około 17:00 mama jest w pracy, a Elliot w szkole, gdybyś mogła to odbierz go o 15:00 ze szkoły, nie będzie bez potrzeby czekał aż wrócimy. Około 16:00 przyjedzie listonosz z paczką do mamy, odbierz ją. Całuję. Babcia.

Zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Usiadłam przy telewizorze, gdy ktoś zadzwonił do drzwi, wstałam z fotela i poszłam otworzyć drzwi. Złapałam za klamkę i otworzyłam je.
Miał założone okulary przeciwsłoneczne i uśmiechał się zawadiacko.
-A pan tu po co?
-Jak po co? Stęskniłem się za swoją dziewczyną…
Przytuliłam się do Hazzy i pocałowałam go w usta. Wszedł do środka i rozebrał się z kożuszka. Miał na sobie koszulę w czerwoną kratkę, a pod nią czarny podkoszulek.
Złapał mnie za biodro i przysunął się do mnie. Pocałowaliśmy się namiętnie.
-Nie pomyślałabym, że przyjedziesz…
-Serio? Po wczorajszej rozmowie zasnąć nie mogłem…
-A ja spałam.
Uniósł brew i znów połączył nasze usta w pocałunku. Wsunęłam język do jego ust. Harry usiadł na schodach, a ja mu okrakiem na kolanach. Nasze dłonie błądziły po rozgrzanych ciałach.
-Ale się stęskniłem za tym…
-Ja też.
Wstaliśmy i usiedliśmy w salonie. Zrobiłam lunch Harry’emu i po kubku herbaty dla każdego z nas. Oglądnęliśmy film obejmując się.
-Zostaniesz?
-Nie, nie będę robił problemu…
Spojrzałam się na niego.
-Jakiego problemu? W domu jest tylko babcia, mama w pracy, Ben też, Elliot w szkole.
Harry uśmiechnął się.
-A ty chcesz, żebym został?
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Yhym.
-No to zostanę.
Pocałowałam loczka.
-Poza tym kotku, musisz podziękować mojej mamie…
-Racja.
Dochodziła 14:40.
-Chodź, pójdziemy po Elliota.
Kiwnął głową i ubraliśmy się. Złapałam Hazzę za rękę i szliśmy tak kawałek, aż do szkoły mojego młodszego brata. Weszliśmy przez bramę, która prowadziła do głównego wejścia do szkoły. Zadzwonił dzwonek, po chwili masa dzieci wyleciała z budynku. Jednym z nich był mój mały brat. Przyspieszył biegu, gdy zobaczył Harry’ego. Wykrzyknął jego imię i podbiegł do niego. Harry wziął go na ręce i strzelili sobie żółwika.
-Nie wiedziałem, że przyjedziesz…- powiedział do Harry’ego.
-Niespodzianka…
-Pokażę ci samochodzik, który dostałem od Bena. Jest ekstra…
-Ok.
Wracaliśmy do domu, a Harry niósł Elliota na barana. Mały przez cały czas ściągał Hazzie czapkę i zakładał mi, argumentując, że Hazz ma więcej włosów na głowie i nie będzie mu zimno. Śmiałam się głośno, a Hazz chyba strzelił na mnie focha. Zatrzymaliśmy się pod sklepem, Elliot powiedział, że mama mu powiedziała, że ma kupić śmietanę. Popatrzyłam się na brata zdziwiona.
-Ja już jestem duży, mogę robić zakupy.
-No dobra. Idź.
Wyjął pieniądze z kieszeni i pobiegł do sklepu. Harry odwrócił się do mnie plecami.
-No nie mów mi, że jesteś zły…- powiedziałam cicho.
Spojrzał się na mnie przez ramię i fuknął.
-No wiesz, Harry…
Okrążyłam go, odwrócił twarz w prawą stronę. Ujęłam ją w dłonie i przybliżyłam do siebie.
-Jesteś na mnie zły?
-Nie wiem właściwie.
-Ale wcześniej byłeś, no nie?
-Tak, byłem.
Pocałowałam go mocno.
-A teraz dalej jesteś?
-Ummm… Pomyślmy…
Pocałowałam go kolejny raz.
-A teraz?
-Jeszcze jeden taki całus i nie będę?
Połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Harry mruczał i uśmiechał się, ja natomiast byłam zbyt zajęta jego ustami by zwracać uwagę na jego uśmieszki. Usłyszałam krzyk za sobą, a właściwie krzyk niedowierzania…
GRACE?!
Oderwaliśmy się od siebie i zobaczyłam jakieś 15 metrów od nas grupę studentów, tyle, że ich twarze wydawały się nadzwyczaj znajome…
O cholera! Grace, to ty!!!
Krzyknęła jedna z dziewcząt.
To ja, Debby.
DEBBY?!!- wykrzyknęłam głośno i zaczęłam biec w stronę także nadbiegającej dziewczyny.
Przytuliłyśmy się mocno piszcząc głośno.
Nie widziałyśmy się odkąd ja wyprowadziłam się do Londynu. Była moją bardzo dobrą koleżanką z ławki szkolnej. Pozostali też byli mi znajomi, chodziłam z nimi do szkoły średniej. Przytuliłam się ze wszystkimi.
-Boże, ale cię długo nie widziałam…
-Ja ciebie też… Wyładniałaś…- powiedziała Debby.
-Dzięki…- odrzekłam z uśmiechem.
-Pewnie chłopaków wyrywasz na uniwerku….
-Mam jednego…
Odwróciłam głowę i zawołałam Hazzę. Podszedł do nas, a dziewczynom zmiękły kolana. Debbie aż otworzyła buzię.
-Ale… Ale… Że… W...w… wy… r… r… razem? Ty jesteś Harry z One D?
Harry kiwnął głową i objął mnie ręką w biodrze, pocałował mnie w policzek…
-Ale… Ale… Ja… Słyszałam w mediach, że masz dziewczynę.
-No mam, Gracie…
-Ale… ja … nic… nie… nie… wiedziałam.
Uśmiechnęliśmy się szeroko.
-G… G… Gracie było miło cię zobaczyć…
I grupa wraz z Debbie odeszła.
-O co jej chodziło?- spytał mnie Harry.
-Ech… Kochała się w Tobie.
Hazz uniósł brwi.
-Co?
-No, jak byliście w X-Factor, to jak przyjeżdżała do mnie to ja siedziałam na kompie, a ona ekscytowała się tobą.
-Aha…
Elliot wyszedł ze sklepu z całą reklamówką.
-Ile ty żeś tych śmietan kupił?
-Kupiłem śmietanę, makaron, dwie cebule i buraka.
-Mama ci to wszystko napisała?
-Tak i powiedziała, że jestem lepszy od ciebie w robieniu zakupów.
Uniosłam jedną brew.
-Nieprawda…
-Prawda, ty o wszystkim zapominasz…
-Niep… A może i prawda…
Wróciliśmy do domu. Punktualnie o 16:00 przyjechał listonosz, który przywiózł paczkę, pokwitowałam i odebrałam ją. O 17:00 przyjechała babcia z Benem, którzy byli bardzo zaskoczeni wizytą Harry’ego w Newcastle. Podczas gdy mój chłopak bawił się z Elliotem i przy okazji gadał z Benem usiadłam z babcią w kuchni i kroiłam warzywa na sałatkę.
-Nie wyglądasz na nieszczęśliwą, kochanie…
-Bo nie jestem…- uśmiechnęłam się.- Nasze życie się trochę pokomplikowało, ale jest idealnie. Kocham go babciu, bardzo go kocham.
Babcia uśmiechnęła się.
-Jest idealnym chłopakiem dla ciebie.
-Wiem, nie ty pierwsza mi to mówisz.
Babcia zrobiła obiad i wszyscy zasiedliśmy do niego, gdy mama wróciła o 17:30. Rozmawialiśmy na różne tematy. Harry oznajmił, że jutro po południu wylatuje do Madrytu na krótką trasę po Hiszpanii.
-Ale przylecisz do mnie na swoje urodziny?
-Oczywiście.- uśmiechnął się znacząco.
Chyba się zarumieniłam. Już ja wiem co on miał na myśli… Ben zaczął gorąco debatować z mamą, babcia wstała od stołu, a Elliot zajadał się, poczułam jeżdżącą dłoń po moim udzie. Uśmiechał się szeroko.
-Nie teraz…- powiedziałam niemo.
-Now…
-No… Stop…
-Now…
-Harry… Stop…
Pokręcił głową zaprzeczając.
-After the dinner…
Kiwnął głową przytakując. Nie umiem mu odmawiać.
-My już skończyliśmy.- Harry wstał z miejsca i ponaglał mnie wzrokiem, bym też tak powiedziała.
-Tak, skończyliśmy.
Odłożyliśmy talerze do zmywarki.
-Zostańcie na dole… Zrobiłam ciasto, zaraz je pokroję.- powiedziała mama.
Harry objął mnie kurczowo w biodrach.
-Musimy iść na górę, ale potem chętnie…- oznajmił spokojnie.
Mama uśmiechnęła się szeroko.
-Dobrze.
Poszliśmy schodami na górę, a właściwie pobiegliśmy, skręciłam gwałtownie w stronę swojego pokoju. Mój chłopak zamknął gwałtownie drzwi na klucz. Rzuciliśmy się na siebie dosłownie… Staraliśmy się, żeby było cicho… No, ale… Czy wyszło… To ja nie jestem pewna.

 Miłego czytania! Jutro na "Kamienie..." do kina... YAY!!!

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 30.




Dwa tygodnie później…
21 stycznia
Półtora tygodnia temu wróciliśmy do Londynu, od kilku dni mieszkamy już w nowym mieszkaniu, tyle, że nie mam jak cieszyć się nowym miejscem. Wróciłam na studia i zaczęła się harówa, naprawdę ostra. Po zajęciach wracam do domu, jem przygotowany przez Harry’ego obiad, uczę się, wypijam ze trzy herbaty. Mój chłopak jest niezastąpiony, wie i rozumie jak bardzo trzeba się przyłożyć w trzecim roku studiów, Gemma była w takiej samej sytuacji. Hazz wraz z Sean’em załatwiają za mnie sprawy sprzedaży domu. Znalazł się nabywca po jakichś 3 tygodnia od wystawienia go na sprzedaż. Chciałabym jeździć z chłopakami i wszystko załatwiać, ale ani mój brat, ani Harry nie zgadzają się, mówią, że mam się uczyć. Normalnie jakbym słyszała mamę.
Dzisiejszy dzień zapowiadał się cudownie… W końcu są moje urodziny… Jednak coś zepsuło mi je całkowicie i na pewno nie zapomnę tego do końca życia.
Wstałam rano, obudził mnie zapach kawy i gofrów. Założyłam satynowy szlafrok. Mój chłopak stał przy stole i nakładał na gorące gofry bitą śmietanę. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Wszystko dla ciebie…- wskazał ręką na śniadanie.
Podszedł do mnie.
-Czego mógłbym ci życzyć, kochanie…
-Niczego, moje marzenia się spełniły… Wszelkie… Jestem tu z tobą… Nic więcej nie potrzebuję…
-Ale prezent ode mnie przyjmiesz, prawda?
Kiwnęłam głową.
Wyjął z kieszeni pierścionek, złoty wyglądał trochę jak obrączka, ale był cieńszy, miał wygrawerowane zdanie As Long As Possible (Tak długo jak to możliwe)
Łezka zakręciła mi się w oku. Harry założył mi go na palec.
-Dziękuję kotku…- szepnęłam i go przytuliłam mocno. Potem pocałowałam go.
-Chodź zjemy śniadanie, potem cię odwiozę na uczelnię.
-Nie chcę tam iść…
-To że masz urodziny słonko, nie znaczy, że masz nie chodzić na zajęcia.
Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. Zjedliśmy spokojnie karmiąc się nawzajem. Ubrałam się w czarne jeansy i szarą koszulkę z zameczkiem, nałożyłam botki na obcasie i zrobiłam sobie lekki makijaż. Włosy spięłam w koka. Wyszliśmy z mieszkania i zjechaliśmy windą na dół, wsiedliśmy do samochodu.
-Posłuchaj, dzisiaj jak skończysz zajęcia pojedziesz z Lucy do jej domu, potem ona cię przywiezie do naszego domu.
-Ale po co mam do niej jechać?
-Zobaczysz…
Zatrzymaliśmy się przed uniwersytetem. Na schodach stały: Lily, Jade, Veronica, Lucy. Jade zauważyła mnie pierwsza i krzyknęła wskazując na samochód.
-Czekają na ciebie.
Harry ujął moją twarz w dłonie i zacisnął ręce na moim udzie. Pocałował mnie namiętnie. Zamruczałam.
-Wiesz na co mam ochotę wieczorem?- szepnęłam.
-Wiem, mam nadzieję, że łóżko spiszę się pierwszy raz zadowalająco.
Uśmiechnęłam się i jeszcze raz musnęłam jego usta.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Musnęłam jego usta jeszcze raz. Potem jeszcze raz.
-Idź, zobaczymy się wieczorem…- powiedział.
-Już tęsknię…- mruczałam mając zamknięte oczy.
-Idź, Gracie…
Pocałowałam go jeszcze raz i wyszłam z samochodu. Uśmiechnął się do Lucy, która mu pomachała. Harry ruszył, a dziewczyny głośno zaczęły mi śpiewać Happy Birthday.
Przytuliły mnie mocno i od każdej otrzymałam prezent. Od Jade: bransoletka, od Veronici: naszyjnik, od Lily: buty na obcasie, a od Lucy: kusą czarną sukienkę. Podziękowałam im mocno i weszłyśmy do środka. Profesor Jenkins weszła do sali, ale puściła nas przodem uśmiechając się. Odkąd wzięłyśmy udział w tym turnieju, w ogóle nas nie pyta, ani nie jest złośliwa, jak kiedyś, od razu milsza z niej kobieta. Siedziałam na swoim miejscu, obok mnie siedziała Lucy, która kreśliła w notatniku małe serduszka. Z mojej lewej siedział Silvian, który pisał sms-y. Poprawiłam się na krześle i wsłuchiwałam się.
-…czyli ważne w pisaniu eseju stosowanie złotych myśli, Grace znasz jakąś?- spytała profesor.
-Jedną zapamiętałam.
Człowiek zakochany potrafi pojąć niepojmowalne i rozpoznać nierozpoznawalne, jako, że miłość jest kluczem do wszelkich tajemnic.”
 Lucy zaśmiała się.
-Powiedz ją Hazzie…- szepnęła.
Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem.
-Wytatuuję ją sobie na tyłku.
-Dziękuję, bardzo dobry przykład.- powiedziała profesor.
Poczułam wibrację sms-a w kieszeni. Wyciągnęłam telefon i ostrożnie sprawdziłam kto wysłał mi wiadomość. Liam: Wszystkiego najlepszego Grace!!! Mamy nadzieję, że ten rok będzie dla ciebie wyjątkowy. Pozdrawiamy i całujemy… Xxxx. L&D.
Podziękowałam. Potem przyszły dwa kolejne sms-y od Zayna i Nialla. Kolejny od Perrie.
Po dwóch godzinach mieliśmy 30 minutową przerwę, poszłyśmy z Lucy do Starbucksa, a swoje prezenty zostawiłam w jej samochodzie.
-Co wy znów wykombinowaliście?- spytałam płacąc za swoje karmelowe latte.
-Oj no nic, powiem jedynie, że będzie romantycznie. Mam cię ubrać ładnie.
-Aha.
Wróciłyśmy idealnie na wykład profesora Huntera. Boże, dziadziuś tak bełkocze, że nie mogę się skupić i wraz z Silvianem, Lily, Lucy i Jimmy’m śmiejemy się donośnie. Gościu jest prawie głuchy, dziwię się, że nie jest jeszcze na emeryturze. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam grać w Subwaya. Po chwili jednak musiałam odpisać piętnastu osobom w podziękowaniu za życzenia. Koniec. Znów przerwa, tym razem 15 minutowa. Na salę, gdzie prowadzony był kolejny wykład tym razem profesor Milton. Ta to dopiero nudzi, Jezu, myślałam, że umrę na tej sali.
-W takim razie, proszę zrobić na jutro list motywacyjny.
-Musimy na jutro, pani profesor? Grace ma dziś urodziny i będzie impreza…- powiedział Silvian.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Chłopak puścił do mnie oczko, a ja skierowałam wzrok na Milton.
-Tak, właśnie, jest tak jak Silvian mówi.
-Niech będzie na pojutrze.
-Dziękujemy…- powiedział Jimmy za grupę.
Koniec zajęć. Myślałam, że wyskoczę przez okno, żeby jak najszybciej znaleźć się poza uczelnią. Ubrałyśmy z Lucy płaszcze i wsiadłyśmy do jej samochodu. Po jakimś czasie zaparkowałyśmy pod domem rodziców mojej przyjaciółki, weszłyśmy do środka i po rozebraniu się z odzieży wierzchniej weszłyśmy schodami na górę do pokoju Lucy.
-Idź się wykąp, umyj głowę, zrobię cię na bóstwo.
-Ok.
Napuściłam wody do wanny i zanurzyłam się w gorącej cieczy. Leżałam trochę, umyłam włosy szamponem Lucy, wytarłam się ręcznikiem, założyłam bieliznę i założyłam szlafrok, który przygotowała mi Lucy. Wyszłam z łazienki, na toaletce mojej przyjaciółki były przygotowane akcesoria do makijażu. Lucy wysuszyła mi włosy i zrobiła starannego kucyka, na twarz nałożyła mi lekki makijaż, a na oczy trochę ciemnego cienia. Usta pomalowała mi na brzoskwiniowo. Założyłam sukienkę, którą dostałam od Lucy, a także biżuterię od dziewczyn. Wszystko idealnie pasowało. Buty od Lily idealnie kontrastowały się z moją sukienką. Lucy zmachała się, ale była bardzo zadowolona z efektu jej pracy.
-26 stycznia jedziemy do NY…- powiedziała.- Jenkins zatrzymała mnie i powiedziała mi dziś.
-Już nie mogę się doczekać…- klasnęłam w dłonie.
Dochodziła 17:00.
-Zbieramy się.- zakomenderowała.
Założyłam swój płaszcz, a rzeczy, które miałam na uczelni włożyłam do jednej z toreb po prezencie. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do samochodu. Po 30 minutach zaparkowałyśmy pod wieżowcem, w którym mieszkam z Harrym. Podziękowałam Lucy i pożegnałam się z nią. Weszłam przez drzwi obrotowe i skierowałam się ku windzie. Wjechałam na 25 piętro i skręciłam w prawo kierując się do drzwi naszego mieszkania. Wyciągnęłam klucze z torebki i otworzyłam je. W salonie jedynym światłem były świeczki pozapalane dosłownie wszędzie. Na stole była przygotowana kolacja, wino się chłodziło. Harry siedział elegancko ubrany na fotelu. Wstał z miejsca i uśmiechnął się szeroko. Pomógł mi zdjąć płaszcz i wziął torebki ode mnie.
-Wyglądasz bajecznie…- szepnął mi do ucha.
Uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w usta. Odsunął mi krzesło jak gentelman i pomógł usiąść. Nalał mi wina do kieliszka. Czułam się szczęśliwa, wręcz kipiałam szczęściem, zrobił tak jak chciałam, żadnej imprezy, tylko ja i On. Zjedliśmy wspaniałą kolację, która naprawdę była przepyszna. Potem Harry włączył romantyczną muzykę i porwał mnie w ramiona. Tańczyliśmy przytuleni do siebie. Prawie co chwilkę podnosiłam głowę i muskałam jego usta. Objęłam go w szyi, a jego ręce powędrowały na moje biodra. Było idealnie. Nic dodać nic ująć… Po raz kolejny połączyłam nasze usta w pocałunku… Ale… Ten pocałunek nie był jak poprzednie, był lepszy, namiętniejszy…
Usiedliśmy na kanapie nie przestając się całować. Harry złapał za zamek od mojej sukienki i lekko za niego pociągnął. Poczułam zimne powietrze na skórze moich pleców. Wyswobodziłam się z grubych ramiączek i sukienka opadła gładko na moje biodra. Podczas gdy Harry całował moją szyję, moje palce błądziły pod jego koszulą. Chwilkę później złapałam za jej guziki i odpinałam je po kolei całkiem sprawnie. Pozbyliśmy się górnych ubrań Harry złapał mnie za biodra i wstaliśmy z kanapy, przycisnął mnie do ściany i dokańczał całowanie mnie po całej powierzchni tułowia. 
Nagle Hazz oderwał się ode mnie i poszedł do łazienki. Ja złożyłam leżące na podłodze rzeczy i położyłam je na fotelu, tam też usiadłam. Po minucie Harry wyszedł z łazienki, każdy kosmyk jego pokręconych był po innej stronie. Podszedł do mnie i podniósł mnie, tak żebym usiadła mu na kolanach… A potem…
Hmmm… Pomyślmy… Nigdy nie robiliśmy tego w całym domu. Na kanapie, przy ścianie, na fotelu, na wyspie kuchennej, na podłodze, na muszli toaletowej, na szafce nocnej, na łóżku, nawet na krześle w jadalni…
Było to całkiem ciekawe doświadczenie. Leżeliśmy na podłodze, a właściwie na miękkim dywanie, w naszej sypialni, gładziłam jego plecy, nasze nogi były przez cały czas przy sobie, nie odrywaliśmy się do siebie. Czekaliśmy jedynie, aż nasze oddechy wrócą do normalnego tempa.
-Uwielbiam cię.- powiedział Harry przełykając ślinę.
-Nawzajem.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
-Idź odbierz Grace, może to coś ważnego.
-Nic ważnego nie przerwie mi takiej chwili z tobą.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
-Idź, kotku, zaraz wrócisz.
Westchnęłam ciężko i podeszłam do szafki i wyjęłam telefon. Eleanor.
-Cześć Kochana, wszystkiego najlepszego!!!- krzyknęła radośnie do telefonu.
-Dziękuję ci bardzo…
-Prezent dam ci przy najbliższej okazji.
-Oj, nie trzeba naprawdę.
-Trzeba, trzeba, jak tylko przyjadę do Londynu to dostaniesz upominek ode mnie.
-Dzięki.
Harry przeszedł obok mnie.
-Idę wziąć prysznic, kotku…- powiedział cicho.
Kiwnęłam głową.
-A gdzie jesteś?
-No w Manchesterze, znów mam zajęcia.
-Tak, jak ja.
-A no widzisz…
-A Louis, co u niego?
-Właściwie gra teraz na konsoli z moim kolegą.
-Boże…
-No… Słuchaj jak przyjadę to może byśmy poszły gdzieś na kawę…
-Kiedy wracasz?
-Za tydzień.
-Nie będzie mnie w Londynie, jadę do NY na warsztaty taneczne.
-Aha, no to przy najbliższej okazji Gracie pójdziemy gdzieś razem.
-Tak.
-Ok., nie przeszkadzam ci, jeszcze raz wszystkiego najlepszego i do zobaczenia…
-Pa El i jeszcze raz dzięki.
-Na razie.
Weszłam do sypialni, założyłam bieliznę i na to satynowy szlafrok. Dopiłam wino ze swojego kieliszka. Harry po chwili wyszedł z łazienki owinięty ręcznikiem wokół pasa. Poszedł do sypialni i chwileczkę później wyszedł z pokoju mając na sobie spodnie dresowe i koszulkę. Podszedł do mnie i pocałował mnie.
-Mrraśnie wyglądasz w tym szlafroczku.
Jego usta zbliżały się do moich, gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Popatrzyłam na Harry’ego zdziwiona.
Pocałował mnie w czoło, a ja usunęłam się do sypialni na chwilkę, by przebrać się w normalne ciuchy. Założyłam bluzkę i jeansy. Założyłam białe skarpetki i rozczesałam włosy.

Harry (w tym samym czasie)
-Ellis, co ty tu robisz?- spytałem zdziwiony.
-Cześć Harry…- uśmiechnęła się nieśmiało, odgarnęła kosmyk swoich blond włosów za ucho.
-Masz jakąś sprawę?
-Muszę z Tobą bardzo poważnie porozmawiać…- powiedziała patrząc się we mnie dużymi błękitnymi oczami.
-W takim razie, proszę…- przepuściłem ją.
-Kto to?- spytała Grace z sypialni.
Moja dziewczyna wyszła z sypialni i spojrzała się badawczo na moją byłą.
-Grace, to Ellis moja była dziewczyna.
-Ellis, to jest Grace moja obecna dziewczyna.
-Ty jesteś Ellis Calcutt?
-Tak, miło mi cię poznać.
Podały sobie ręce.
-Miałaś jakąś sprawę…- zacząłem.
-Tak, ale nie wiem, jak zacząć…
-Najlepiej najprościej…- powiedziała Grace.
Ellis spojrzała raz na mnie, raz na Grace, wahała się. Zaczynała kilka razy, ale gdy wzięła głęboki oddech powiedziała:
-Jestem z tobą w ciąży Harry…

Grace
Momentalnie zakręciło mi się w głowie.
-Co proszę?- spytał Harry.
-Pamiętasz, jak spotkaliśmy się na urodzinach Andy’ego we wrześniu, pamiętasz co stało się później…
Spojrzałam na niego. Był cały blady. Ominęłam Ellis i usiadłam na fotelu.
Cisza panowała przez jakieś 10 minut.
-Jaką masz pewność, że to dziecko jest moje?
-Nie jestem ze swoim chłopakiem od lipca, a ostatnio z nikim nie spałam, prócz z tobą we wrześniu…
-Dlaczego miałbym ci wierzyć?
-Nigdy cię nie okłamałam.
Spojrzałam na minę Hazzy. Usiadł na krześle. Dziewczyna odpięła kremowy płaszcz, a moim oczom ukazał się dość duży brzuszek. Gwałtownie wstałam z fotela i zaczęłam ubierać kurtkę i botki.
-Grace co ty robisz?- spytał szybko.
-Muszę się przejść. Wyjaśnij tę całą sytuację.
Wzięłam telefon do kieszeni i wyszłam z mieszkania. Zjechałam windą na dół, wyszłam przez szklane drzwi i podążyłam w kierunku pobliskiego parku. Słyszałam swój przyspieszony oddech i moje stukające obcasy. Na dworze było ciemno, jedynie latarnie oświetlały ławki i zamarzniętą fontannę. Usiadłam na ławce. Założyłam na głowę kaptur i schowałam twarz w dłoniach. Z moich oczu poleciały łzy, ciurkiem, bez żadnego pohamowania. Całe moje ciało trzęsło się z zimna, zęby szczękały mi głośno, a dłonie zrobiły się suche od mrozu. Zaczęłam płakać, rzewnie, oczy piekły mnie okropnie. Oparłam się o oparcie ławki i odchyliłam głowę do tyłu, łzy spływały mi po policzkach. Siedziałam tak chyba z godzinę. Otarłam łzy, które zaschły na moich policzkach. Mój telefon zaczął dzwonić zerknęłam na ekran, pojawiło się na nim moje i zdjęcie Harry’ego, które zrobiłam któregoś wieczoru w Paryżu, na tym zdjęciu ślicznie się uśmiechaliśmy i dotykaliśmy policzkami. Odrzuciłam połączenie. Wstałam z ławki. Skierowałam się w stronę domu. Przeszłam przez obrotowe drzwi i wsiadłam do windy. Spojrzałam się w lustro, które było na ścianie, mój makijaż był całkowicie rozmazany. Wjechałam na 25 piętro i skierowałam się w stronę mieszkania. Weszłam do środka, Harry zerwał się z fotela.
-Gdzie byłaś? Martwiłem się…
-Na spacerze.- powiedziałam cicho i nie rozbierając się z kurtki i butów weszłam do łazienki. Tam ściągnęłam botki brudne od śniegu. Kurtkę położyłam na pralce. Rozebrałam się. Przemarznięta weszłam pod gorący strumień wody. Siedziałam chyba z godzinę pod prysznicem. Emocje ukojone zostały wodą sięgającą niebezpiecznie wysokiej temperatury. Teraz nie byłam załamana, byłam wściekła. Wyjęłam z suszarki czystą bieliznę i ubrałam ją. Wzięłam kurtkę i wyszłam z łazienki.
-Dogadałeś się z nią?- spytałam szybko.
-Tak.
-I?
-Powiedziała, że chce, żeby ojciec jej dziecka był przy nim, zaproponowała mi pójście na następne USG z nią.
Odwiesiłam kurtkę na wieszak.
-Czyli, jeśli jestem z tobą, to muszę się teraz przyzwyczaić, że jesteś tatuśkiem, tak?
-Grace, nie bądź ironiczna.
-Nie jestem, po prostu w głowie mi się nie mieści, że coś takiego miało miejsce.
-Byłem pijany…
-Domyślam się… Gdybyś był trzeźwy to nie przespałbyś się z byłą bez zabezpieczeń, prawda?
-Prawda.
Poszłam do sypialni i zamknęłam drzwi. Rzuciłam się na łóżko, weszłam pod kołdrę i zasnęłam. W nocy jednak obudziłam się, gdy Harry kładł się obok przysunął się do mnie, ale ja się odsunęłam. Leżałam na skraju łóżka.
-Gracie, proszę cię… - mówił podłamanym głosem.- Przytul się do mnie.
-Nie dziś, Harry.
-Ale dlaczego?
-Nie mam ochoty ani potrzeby się przytulać.
Położył się na boku, do mnie plecami. Po chwili słyszałam jego spokojny oddech. Nie wiem co czułam,  byłam zła na Hazzę, za to co zrobił i że będzie miał dziecko. Zamknęłam oczy, znów poleciała z nich pojedyncza łza. Jednak z drugiej strony kocham go i powinnam go wspierać, tylko, że to nie jest takie proste. Nasze życie nie będzie teraz wyglądało na interesowaniem się jedynie sobą nawzajem. Teraz będzie jeszcze Ellis i dziecko. Wstałam z łóżka i poszłam do salonu zamykając wcześniej drzwi od naszej sypialni. Usiadłam na krześle w jadalni i podkurczyłam nogi pod brodę. Duże okno w ścianie salonu było pokryte śniegiem od zewnątrz. Nie zasnęłam do rana. Około ósmej zaczęłam robić śniadanie, zalałam dwa kubki kawy i nałożyłam porcje jajecznicy na talerze. Otworzyły się drzwi od sypialni. Harry wyszedł szybkim krokiem z pokoju i poszedł do łazienki.
-Poczekaj…- powiedziałam.
Odwrócił się w moją stronę.
-Przepraszam za moje zachowanie, ale… ja nie umiałam tego zrozumieć, że będziesz mieć dziecko… i… byłam zła… przepraszam…
Moje oczy zaszły łzami, a jedna z nich spłynęła po moim policzku. Harry podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie.
-Nie chcę, żebyś płakała przeze mnie.- szepnął.
Objęłam go rękoma wokół szyi. Przytulił mnie mocno. Usiedliśmy na kanapie. Miał wory pod oczami, tak jak ja. Przejechał kciukiem po moich łukach brwiowych i pocałował mnie delikatnie. Przytuliłam się do jego klatki piersiowej.
-Kocham cię, Grace…- szepnął i pocałował mnie w czoło.
-Ja ciebie też kocham Harry… i chcę ci obiecać, że będę cię wspierać…
-Dziękuję…
Posiedzieliśmy w ciszy. Potem zjedliśmy śniadanie i ja musiałam jechać na wykłady.
-Mogę cię zawieźć, jeśli chcesz…
-Nie musisz… Pojadę dziś sama.
-Na pewno?
Kiwnęłam głową i ubrałam się. Potem założyłam kurtkę, wzięłam torebkę i wyszłam z mieszkania. Szłam powoli ku windzie, wsiadłam do niej i zjechałam na dół. Poszłam do mojego samochodu i ruszyłam nim spod domu. Po 20 minutach byłam pod uniwersytetem.
Weszłam schodami do góry, po czym zapukałam do sali wykładowej i przeprosiłam za spóźnienie. Moje miejsce pomiędzy Silvianem, a Lucy było wolne. Jednakże usiadłam na samej górze, sama, z boku. Nie chciałam rozmawiać z nikim, gdy tylko była przerwa wyszłam szybko z sali i poszłam do łazienki. Tam zamknęłam się w kabinie i siedziałam, póki nie minęło 30 minut, podążyłam na kolejny wykład. Lucy złapała mnie na korytarzu zaraz przed wejściem do sali na kolejny wykład.
-Co się stało?- spytała.
-Nic…
-Gracie, Harry coś zrobił?! Powiedz mi…
Lucy objęła mnie i usiadłyśmy na dwóch krzesłach.
Opowiedziałam, jaka była fantastyczna kolacja, szczegółów nie opowiadałam…
-… a potem przyszła do nas była Hazzy, która powiedziała, że jest z nim w piątym miesiącu ciąży…
Schowałam twarz w dłoniach i z moich oczu poleciały łzy.
-On cię zdradził?!- wykrzyknęła Lucy.
-Nie zdradził mnie… Przespał się z nią we wrześniu, a my zaczęliśmy się spotykać w połowie października.
Objęła mnie ramieniem i przytuliłam się do niej.
-Chodź, pójdziemy na spacer, pierdzielę ten wykład.
Wzięłyśmy kurtki ze swoich szafek i wyszłyśmy z uczelni. Usiadłyśmy na ławce koło stawu jakiś kilometr od uczelni.
-I co teraz?
-Byłam cholernie na niego zła, ale to było niesłuszne. Sprawiłam mu ból.
-A on ci nie sprawił?
-Lucy proszę cię…
Z moich oczu znów poleciała łza.
-Grace, może pojedź do Newcastle, do mamy, jeszcze przed wyjazdem do NY. Odpocznij od Londynu, od wszystkiego.
-Może masz rację.
Lucy odprowadziła mnie do samochodu i sama poszła na uczelnię. Wróciłam do mieszkania. Harry’ego w domu nie było. Wzięłam małą torbę, gdzie spakowałam czystą bieliznę, trzy bluzki na zmianę, parę dżinsów i kosmetyczkę z najpotrzebniejszymi akcesoriami.
Usłyszałam stukanie klucza. Harry wszedł i spojrzał na mnie przestraszony.
-Co robisz?
-Jadę do mamy na trzy dni dni, nie masz nic przeciwko, prawda?
-Oczywiście, że nie.
-Będę do ciebie dzwonić.
Kiwnął głową.
Przebrałam się w wygodne spodnie i założyłam emu. Dałam mu całusa w policzek i wyszłam. Zjechałam windą na dół, wyszłam przed budynek.

Uppss... Sylwia pomyliłam się, to dziś jest ten rozdział co ci pisałam... Miłego czytania i proszę o komentarze :) 

Nie wiem, jak wam podziękować za 10 000 wyświetleń!!!