piątek, 12 września 2014

Rozdział 58.



CZYTASZ=KOMENTUJESZ


-Jeszcze nie jestem gotowa, miało być pół godziny…
-Spokojnie kochanie… Słuchaj, mój przyjaciel Ben Winston…
-…ten co kręcił wam teledysk do BSE…
-… dokładnie… Przyjechał dziś do LA ze swoją żoną, są w tym samym hotelu i co ty na to byśmy pojechali we czwórkę…
-Pewnie, nie ma sprawy…
-Ok., ja zaraz do nich zadzwonię i widzimy się za 15 minut już…
-Dobrze…
Poszłam na górę i spakowałam do torebki słuchawki. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i przeczesałam włosy szczotką ze dwa razy. Usłyszałam trąbnięcie samochodu, chwyciłam za torebkę i wyszłam z domu zamykając go. Otworzyłam furtkę i wyszłam z niej. Ben miał otwarte okno ze strony pasażera z przodu i rzucił mi wesołe „Cześć”. Odpowiedziałam mu równie wesoło. Usiadłam z tyłu koło żony reżysera.
-Jestem Grace…- powiedziałam do niej, a ona uśmiechnęła się szeroko.
-Meredith.- podała mi rękę na przywitanie.
Harry ruszył i rozmawiał z Benem. Dowiedziałam się, że wiezie nas na plażę w Santa Monica. Rozmawiałam z Meredith o pogodzie, bo na początku nie miałyśmy wspólnych tematów. No, a potem przeszło na ciuchy… Jechaliśmy z pół godziny do 45 minut. Hazz zaparkował na parkingu pod plażą i wysiadł. Nałożył sobie na głowę czapkę z daszkiem do tyłu. Uśmiechnął się do mnie, gdy zamykał drzwi. Jakieś 20 metrów od nas stali dwaj paparazzi i robili nam zdjęcia. Westchnęłam jedynie i we czwórkę ruszyliśmy na plażę. Wyjęłam z torby koc i rozłożyłam go. Póki co miałam zamiar leżeć na kocu i wygrzewać się. Meredith z Benem od razu poszli do wody, a Hazz usiadł obok mnie. Podniosłam z nosa okulary i oślepiło mnie słońce. Przysłoniłam oczy dłonią i spojrzałam na loczka. Uśmiechał się szeroko.
-Dawno nie widziałem cię w bikini, piękna…
-Bardzo dawno…- powiedziałam z sarkazmem.
Położył się koło mnie, a głowę podparł na ręce, dotknęłam palcem jego szczęki i przejechałam delikatnie po niej. Harry przymknął oczy delikatnie i tak jakby delektował się moim dotykiem. Po części bałam się wykonywać takie rzeczy, bo zdjęcia, ale tak bardzo mnie ciągnęło, by to zrobić. Zaczesał mi za ucho kosmyk włosów, a ja zrobiłam to samo, ale u niego. Ben zawołał Hazzę, a ten uśmiechnął się ściągnął dżinsowe szorty i poszedł do wody.

Lucy
Eleanor, Louis, Zayn, Niall, Lily i ja usiedliśmy w restauracji i zaczęliśmy zamawiać jedzenie. Chłopcy podziękowali mi i mojemu narzeczonemu za zaproszenia na ślub i powiedzieli, że z chęcią przyjdą. Wybrałam sałatkę grecką i mrożoną herbatę.
-Szkoda, że nie ma całej naszej zgrai…- powiedział Zayn.
-Ekipa z Sydney…- zaczęliśmy się śmiać.
Spojrzałam na telefon i z ciekawości weszłam na Twittera. Tam wrzało. Co chwilkę przychodziły mi różne powiadomienia. Fanki One Direction wklejały linki z Dailymail.com. Nacisnęłam na jeden i otworzył mi się artykuł ze wszystkimi zdjęciami z dziś. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam, jak Grace dotyka kości policzkowych mojego kuzyna.
-Patrzcie…- podałam telefon Eleanor.
-No nie…- powiedział Zayn z uśmiechem na twarzy.
-Ludzie zróbmy coś z nimi…- powiedział Louis.
-A co ty chcesz zrobić?- spytał Liam.
-Nie wiem, ale przecież to tak nie może być, ludzie się kochają, a nie są ze sobą…
Eleanor spojrzała na mnie, a ja na nią.
-Dadzą sobie radę…- powiedziała El.
Lily przytuliła się do Nialla.
-A widzieliście zdjęcia ze wczorajszej kolacji?- zapytał Liam.
Wszyscy spojrzeliśmy na Liama.
-Jakie niby?
-Byli wczoraj na kolacji, a Grace wyszła z niej z diamentowym naszyjnikiem. Potem były zdjęcia, że Harry pojechał z nią do domu Justina i wyszedł późną nocą…
Spojrzeliśmy się na siebie.
-Musimy coś zrobić…
Dostałam sms-a od El.
-Kontrakt kończy jej się dopiero za trzy tygodnie…
-Pamiętam. Odpisałam jej.
Temat Grace i Harry’ego zakończył się i zaczęliśmy wspominać wakacje.

Grace
Ben i Meredith wrócili na plażę i położyli się na leżakach, ja wstałam z koca i poszłam do wody. Zanurzyłam się do pasa, a Harry, który był odwrócony w przeciwną do mojej stronę. Odwrócił głowę i uśmiechnął się szeroko.
-No wreszcie ruszyłaś się z koca…
-Po prostu wolę leżeć, niż się kąpać…
-Chodź do mnie.
Podał mi rękę i złapałam za nią. Oplotłam nogi wokół jego bioder i Harry zaczął iść dalej. Moje włosy zamoczyły się.
-Pocałowałbym cię, wiesz?
-A ja ciebie bym pocałowała…
Podniosłam okulary z nosa i widziałam jak na plaży jest trzech, którzy robią zdjęcia… Shit. Ściągnęłam okulary sobie i Hazzie.
-Co ty planujesz?
-Głęboki wdech na trzy.
-1… 2… 3…
Wzięłam głęboki wdech i zanurkowałam. A pod wodą… Od razu połączyliśmy swoje usta ze sobą. Przylgnęłam kurczowo do ciała Stylesa i nie chciałam w ogóle się odrywać, było mi tak dobrze z nim. Całowaliśmy się dopóki nie zabrakło nam oddechu. Gdy tylko wynurzyliśmy się spod wody zaczęłam brać głębokie oddechy, aby niedobór powietrza w moich płucach się wyrównał. Uśmiechnęłam się szeroko i opłynęłam Harry’ego. Wskoczyłam mu na plecy i szepnęłam: Możesz mnie zanieść teraz na plażę. Niepostrzeżenie pocałowałam go za uchem, a on przyciągnął moje nogi do siebie. Zaczął powoli iść w stronę plaży. Gdy woda sięgała nam do łydek skoczyłam mu z pleców i zaczęłam samodzielnie iść. Harry szturchnął mnie bioderkiem, potem ja jego, potem on mnie, że aż się zachwiałam, a potem… szkoda gadać. Tak mu przywaliłam, że wyrąbał się na piasek. Parsknęłam śmiechem i nie mogłam wytrzymać, słyszałam jak Ben i Meredith się śmieją z niego. Złapałam się za brzuch i śmiałam się dalej. Harry spojrzał na mnie…
O cholera…- pomyślałam.
-Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni skarbie…- powiedział uśmiechając się przy tym zwodniczo-seksownym wzrokiem.
Shit!
Zaczęłam biec jak najszybciej po plaży, a Styles dorównywał mi tempa, był bardzo niedaleko ode mnie, wyciągał rękę, by mnie złapać, ale byłam szybsza. Śmiałam się głośno, a Harry wykrzykiwał moje imię i „Zatrzymaj się w tej chwili, Grace!!!” Biegłam dalej czując, że siły mnie powoli opuszczają, Harry był jakieś 10 metrów za mną, więc prawie mu uciekłam. Zaczęłam już ciężko dychać, ale nie zwalniałam zbytnio tempa. Zatrzymałam się w momencie, gdy był 30 metrów ode mnie, oparł dłonie o kolana schylił głowę i chyba próbował wrócić do normalnego oddechu. W pewnym momencie przed oczami miałam czarne mroczki i czułam, że jest mi słabo. Próbowałam iść, ale moje nogi się poplątały i klapnęłam pupą na piasek wzrok wbiłam tępo w piasek i czekałam, aż poczuje się lepiej.
Harry podbiegł i podniósł moją brodę do góry.
-Co ci jest?
-Słabo mi było przez chwilkę…
-Lepiej ci już?
-Nie… Nie widzę cię w ogóle mam mroczki przed oczami…
-Jedziemy do szpitala…
-NIE!!!- krzyknęłam.
-Dlaczego?
Mrugnęłam kilka razy i wzięłam kilka głębokich wdechów. Chyba wszystko wracało do normy.
-Już jest dobrze…
-Nie jest dobrze, przed chwilką było ci słabo… Jedziemy do szpitala…
-No nie…- wstałam z piasku i zachwiałam się. Harry złapał mnie.
-Nie ma opcji, nie wymigasz się…- powiedział stanowczo.
-Tak? Spoko.
Wyrwałam się z  uścisku Hazzy i poszłam szybkim krokiem przed siebie.
-Grace, wracaj tu…- powiedział zmizerniałym głosem.
-Nie.- krzyknęłam i przyspieszyłam tempa.
Naprawdę czułam się już dobrze, nie chciałam jechać do jakiegoś tam kurde szpitala, po kiego grzyba się pytam…
-Grace, poczekaj…- usłyszałam głos za sobą.
 -Nie.
Szłam jeszcze szybciej, skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i nie odzywałam się do Stylesa. Za drzewami palmy zauważyłam paparazzich, do których wystawiłam porządnego fucka. Zaczęłam w pewnym sensie truchtać.
-Proszę cię no…
-Nie chcę do szpitala…- zatrzymałam się i spojrzałam na Hazzę.
-A jak to coś poważnego…
-Pierdzielić to…- machnęłam ręką.- Zdarza się…
Harry potrząsnął głową ze zrezygnowaniem.
-A jak nie pojedziemy do szpitala, to nie będziesz obrażona?
Uśmiechnęłam się.
-Nie będę…
Hazz uśmiechnął się szeroko. 10 metrów od nas usłyszałam krzyki i piski.
-Zwijamy się…- powiedział cicho.
-Nie. Masz sobie zrobić z nimi zdjęcie…
-Nie chcę, jestem z tobą…- przyciągnął mnie do siebie.
-Powiedziałam raz, powtarzać nie będę.- pogroziłam mu palcem.
Westchnął ciężko.
-Takie już życie Boga Seksu…- powiedziałam mu na ucho, a dziewczyny podeszły. Ja poszłam powoli do przodu oglądając się za siebie. Poszłam wolnym krokiem do przodu. Poprawiłam sobie stanik i okulary przełożyłam na czoło. Harry robił zdjęcia, ale w przerwach pomiędzy nimi spoglądał w moją stronę. Byłam coraz dalej od niego.

Harry
-Jak masz na imię?- spytałem ostatnią już dziewczynę, podpisując moje zdjęcie na kartce.
-Grace.- uśmiechnęła się szeroko.
-Przepiękne imię…
-Widać, że ci się podoba…- spojrzałem na dziewczynę.
-Aż tak to widać?- spytałem.
-Bardzo… Wiemy kiedy jesteś zakochany, Harry… Może cię urażę, ale będąc z Ellis wyglądałeś…
-… nie dobrze?
-Yhym. A będąc z Grace promieniejesz… Co chwilkę patrzysz się w jej stronę…
Uśmiechnąłem się.
-Masz Twittera?- spytałem.
-Tak.
-Napisz tu.- wskazałem dziewczynie miejsce na wewnętrznej części przedramienia.
-Będziesz miała follow ode mnie…
-Wielkie dzięki… A i powodzenia z Grace… Z Justinem wygląda nie fajnie…
Dziewczyna odeszła, ale przywołałem ją jeszcze.
-Mam prośbę… Zostawmy tę rozmowę między nami…
-Nie ma sprawy. Obiecuję.
Uśmiechnąłem się i poszedłem.
Grace była bardzo daleko ode mnie. Była wielkości małej muchy. Złe porównanie… Przyspieszyłem kroku, by ją dogonić. Zatrzymali ją jacyś mężczyźni było ich chyba trzech, albo czterech.

Grace
-A ty sama tak wędrujesz po plaży?- spytał jeden.
-Właściwie to…- zaczęłam.
-…szukamy jakiejś ładnej dziewczyny do towarzystwa…
-…nie jestem dobrą kandydatką…
-Z tym się nie zgodzę…- powiedział drugi.
 Podniosłam okulary z oczu.
-Mogę przejść?- spytałam.
-Oj no chodź…- trzeci położył rękę na mojej pupie.
Spojrzałam na niego.
-Lepiej żebyś wziął tę rękę, nie wiem co z nią robiłeś przed chwilką…- powiedziałam.
Pozostała trójka zaczęła się śmiać.
-A teraz dajcie mi spokój…
-Oj co ci zależy piękna…
-Mam chłopaka i on…
Spojrzałam do tyłu.
-… właśnie tu idzie…
-To jakiś leszcz jest…- powiedział jeden.
Spojrzałam na niego i wykręciłam mu ucho, tak że zszedł do parteru.
-Nigdy nie nazywaj go leszczem palancie…- wysyczałam.
Pozostali odsunęli się wykonując ruch obronny.
-To wystarczy, żebyście dali mi spokój?- spytałam kolegów leżącego przy czym jeszcze mocniej wykręciłam mu ucho. Krzyknął: Tak, tak, idź już.
Uśmiechnęłam się i wtedy podbiegł Harry.
-Zrobili ci coś?
-Nie… Poradziłam sobie…
-Widziałem…
Położyłam Hazzie rękę na biodrze, a on mi. Tamci mężczyźni patrzyli jeszcze długo za nami.
-Co ty żeś kolesiowi zrobiła?
-Wykręciłam mu ucho…
Doszliśmy do koca.
-Gdzie wyście byli?- spytała Meredith.
-Pobiegliśmy daleko, potem Harry rozdawał autografy, ja miałam małą przygodę z czterema kolesiami i zeszło jakoś.- uśmiechnęłam się.
Ben wyciągnął piłkę z torebki żony.
-Kto gra?- spytał.
Niedaleko była rozłożona siatka do gry. Graliśmy parami ja z Harrym, Ben z Meredith. Była to zacięta walka, w której wygrywałam z Hazzą. Graliśmy po jednym secie do 25.
W rezultacie wygrali Ben i Meredith w pierwszym i ja z Harrym w drugim. Remis. Sprawiedliwie.
-Wiecie co…- zaczęła Meredith patrząc się na męża znacząco.
-Hm?- spojrzałam na kobietę.
-My zostaniemy z Benem tutaj na noc. Mamy rzeczy ze sobą i wrócimy sobie rano do LA…
-Jak uważacie…- powiedział Harry z szerokim uśmiechem. Ben przytaknął żonie.
Nie bardzo rozumiałam, o co chodziło całej trójce. W każdym razie zaczęłam się z Harry zbierać. Mieliśmy w planach wieczorno-nocną wizytę w Soho. Pożegnaliśmy się z Benem i Meredith ubrałam swoje rzeczy i poszliśmy na parking, gdzie stał nasz samochód. Jedyne co słyszałam prócz silnika to pstrykanie fleszy itp. Hazz odjechał szybko, a ja rozpuściłam włosy, ściągnęłam kolczyki i zamknęłam oczy.
-Może odpuścimy sobie klub?
-A masz siły, żeby iść?- spytałam.
-Mam…
-No to idziemy…
Przysnęłam w czasie drogi, a obudziłam się dosłownie w momencie, gdy parkowaliśmy.
-Spotkajmy się na miejscu…- zaproponowałam.
-Ok.
Dałam Hazzie buziaka w policzek i wyszłam z samochodu. Słońce zachodziło. Weszłam do domu i poszłam opłukać się pod prysznicem z piasku. Umyłam twarz i zaczęłam nakładać makijaż. Wybrałam rzeczy, które miałam zamiar ubrać. Póki co w mojej ulubionej czerwonej bieliźnie zbiegłam na dół, by coś zjeść. Znalazłam w zamrażarce zapiekankę, którą kiedyś zrobił Justin. Odgrzałam ją sobie i zjadłam ze smakiem. Jako że byłam umówiona z Harrym na dwudziestą to nie miałam zbyt wiele czasu. Ubrałam się i zapięłam botki na nogach. Spojrzałam się w lustro. Obcisły beżowy crop top dopasował się idealnie do mojego biustu, a zakończył się zaraz pod nim. Na dole miałam czarne szorty takie zwykłe, nałożyłam skromną biżuterię, botki sięgające do początku łydek od Louboutina,  idealnie skomponowały się do tej stylizacji. Uśmiechnęłam się do lustra i poprawiłam jeszcze usta szminką i poprawiłam oczy tuszem. Uniosłam brew na swój widok, to już chyba drugi raz w życiu, jak podobało mi się jak wyglądam.
-Chyba mu się spodobam…
Szorty idealnie wpasowały się w nienaganny rozmiar mojej pupy, a długość nóg została podkreślona przez buty. Rozczesałam włosy i potraktowałam je lakierem. Zeszłam na dół i wzięłam z kanapy torebkę. Była 19:40.  Samochód, który zamówiłam czekał na mnie, a o swoim przyjeździe poinformował mnie klaksonem. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi. Wyciszyłam telefon i schowałam go do torebki, wsiadłam do samochodu z tyłu i poprosiłam: Do Soho House.
Jechaliśmy ok. 30 minut w centrum był straszny korek z powodu jakiegoś wypadku. Gdy wreszcie dotarłam poprosiłam kierowcę, że gdy zadzwonię i przyjedzie po mnie, to żeby zajechał na tyły klubu. Obędę się bez paparazzi. Wysiadłam z samochodu i weszłam do klubu, tu czułam już w powietrzu alkohol ludzie schodzili się, a DJ zaczął puszczać muzykę coś gadał, że skoro jest środa to będzie karaoke, ale miałam gdzieś co gadał. Na parkiecie bawiło się już dużo ludzi. Żeby przepchać się do baru musiałam użyć nie lada siły. Ale wreszcie… Uff… Harry siedział przy barze i rozmawiał z barmanem. Trzymał w dłoni drinka z whisky. Wciąż je uwielbia… Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do niego od tyłu. Złapałam go za biodra i pocałowałam w szyję. Odwrócił się od razu i musnął mnie w usta.
Gdy oderwałam się od niego skrupulatnie obejrzał co mam na sobie.
-Wow…
-Dzięki…- powiedziałam.
Barman zapytał mnie o zamówienie, ale ja właściwie nie miałam ochoty na alkohol. Ostatnio na jego zapach robiło mi się niedobrze. Ale coś mi się wydaje też, że przez to, że dosypali nam czegoś w klubie w Sydney, alkohol mnie odrzuca.
-Poproszę sok pomarańczowy z tonikiem.
-Nie pijesz drinków?- zapytał zaskoczony Harry.
-Nie mam ochoty dziś…
Hazz złapał za mój hoker i przysunął mnie bardziej do siebie. Zaczęliśmy rozmawiać i popijaliśmy swoje napoje. Wkrótce DJ zaczął puszczać piosenki, które uwielbiałam. Po kolei Sexy and I know it, Little party never killed nobody, Undressed, Summer, Tsunami, Selfie itd. Harry nie był skory do tańca, ale jak mu przypomniałam, że mam dziś krótkie spodenki idealnie dopasowane do moich pośladków zmienił zdanie. Ewidentnie chciał mieć moją pupę na oku :) Gdy ruszyliśmy na parkiet zaczęło się I Need Your Love. Światła migały, muzyka i wydychany przez tańczących alkohol sprawił, że w środku było mega duszno. Gdy był refren wszyscy stanęli i jedynie podrygując i mówili do siebie to co Ellie. Piosenka dobiegała końca, a Harry położył moje ręce sobie na szyi i włożył dłonie do tylnich kieszeni spodenek i równocześnie recytowaliśmy sobie refren. Był on tak bardzo nam bliski, a ja czułam, że „muszę być wolna dzisiejszej nocy z nim”.

I need your Love- Potrzebuję Twojej miłości
I need your time- Potrzebuję Twojego czasu
When everything's wrong- Kiedy wszystko idzie źle
You make it right- Naprawiasz to
I feel so high- Czuję odlot
I come alive- I wracam do życia
I need to be free with you tonight- Muszę być wolna dzisiejszej nocy z Tobą
I need your Love- Potrzebuję Twojej miłości

Przysunęłam się bliżej niego i wreszcie go pocałowałam. Ludzie znów zaczęli skakać, a my upajaliśmy się własnymi połączeniami ust, oddechów i pełnymi namiętności emocjami. Hazz wyciągnął rękę z kieszeni moich spodenek i położył ją na moim udzie. Przyciągnął mnie jeszcze bardziej za nie do siebie. Chłopak oderwał się ode mnie i złapał mnie za rękę. Wyprowadził mnie gdzieś w róg sali oparłam się o ścianę. Czułam się całkiem uziemiona. Oparł się ręką o ścianę, a drugą złapał mnie za biodro. Delikatnie schylił się i schował głowę w zagłębieniu mojej szyi zaczął ją delikatnie muskać, jego ciało przywierało do mnie, a ja całkowicie przywierałam do ściany. Moja dłoń wplotła się w jego gęste włosy i delektowałam się chwilą razem. Poczułam zimny oddech na szyi i przywarłam do niego jeszcze mocniej. DJ puścił Diamonds Rihanny. Odchyliłam szyję jeszcze bardziej do tyłu. Czułam narastającą namiętność. Och gdybym nie miała miesiączki… Harry odchylił się na chwilkę i sięgnął po krzesło, które stało niedaleko. Usiadł, a ja usiadłam jemu na kolanach. Ujęłam jego twarz w dłonie i spojrzałam głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się. W jego szmaragdowych oczach nie było pożądania, a miłość. Potrafiłam to rozpoznać. Zbyt długo z nim byłam, żeby wiedzieć, kiedy ma ochotę na mnie. A kiedy po prostu całuje mnie z miłości. To dziś był ten dzień.
-Kocham cię…- powiedziałam mu na ucho.
Uśmiechnął się szeroko i delikatnie przybliżył się do mnie. Musnął lekko usta, ale ja pogłębiłam ten pocałunek. Jego dłonie były na moich nagich żebrach. Wsunęłam mu rękę pod koszulkę i wbiłam lekko paznokcie. Poczułam jak delikatnie wsuwa mi do ust swój język, zrobiłam tak samo i pociągnęłam go delikatnie za włosy, odchylił głowę do tyłu i oblizał usta. Miał zamknięte oczy. Potarłam jego usta swoim kciukiem i obniżyłam jego brodę, by byłoby mi łatwo go pocałować. Musnęłam jego usta. Otworzył oczy i spojrzał na mnie. Rozpoznałam z ruchu jego warg, jak mówi: I Love You So Much…
Znów się uśmiechnęłam, zresztą on też. Pocałowałam go w policzek, a potem delikatnie schodziłam niżej aż za ucho. Przekręcił lekko głowę, jakby miał łaskotki. Podniosłam głowę, a Harry przełożył moje rozpuszczone włosy na prawą stronę… Jak zawsze lubił. Wstałam z jego kolan i podałam mu rękę, żeby wstał z krzesła. Wstał sam objął mnie w biodrach i poszliśmy do baru, gdzie stały nasze drinki. Dopiłam swój sok.
Około północy zaczął się konkurs karaoke. Siedziałam na hokerze i śmiałam się do rozpuku, gdy Harry opowiadał mi, jak ostatnio Niall tłumaczył mu się z nocki u Lily. Światło zostało skierowane na mnie i usłyszałam głos mikrofonu. Znaleźliśmy kandydatkę godną do zaśpiewania We Can’t Stop Miley Cyrus.
-Że co?- powiedziałam głośno.
Ma nawet głos podobny do Miley.
Ze sceny zeszli jacyś dwaj i zawlekli mnie na scenę. Harry śmiał się i wyciągnął telefon i chyba chciał mnie nagrywać.
Na początku piosenki nie połapałam się jąkałam się. Ale potem… Nie no fajnie było. Całkiem dobrze mi szło, próbowałam nawet tańczyć podobnie do Miley, ale oczywiście bez przesady. Dostałam mega gromkie brawa, zeszłam ze sceny i podeszłam do Hazzy. Uśmiechał się szeroko.
-Byłaś wspaniała.
-Weź daj spokój… To było straszne…
-Nie wyglądałaś na przerażoną.
-W środku się bałam.
Spojrzał się na mnie.
-Nagrywałeś mnie?

-Yhym. Wstawiłem filmik na twojego Instagrama.
-Jak na mojego?
-Znam twoje hasło…
-Dlaczego ja wymyślam takie łatwe hasła…- powiedziałam do siebie.
W ciągu kolejnych dwóch godzin wypiłam ze trzy, cztery szklanki soku. Zrobiliśmy sobie zdjęcie z Harrym. Chciałam już iść, więc zadzwoniłam po kierowcę i zaproponowałam Harry’emu, żeby przenocował dziś u mnie. Nie był skory do tego, bał się, że Justin może zobaczyć zdjęcia itp. Ostatecznie przekonałam go do przyjazdu. Wyszliśmy na tyły klubu, gdzie czekał kierowca. Na szczęście szyby z tyłu były wręcz czarne. Wyjechaliśmy jakby nigdy nic. Otworzyłam pilotem automatyczną bramę i kazałam kierowcy wjechać na podjazd, tam szybko wyskoczyliśmy z samochodu i weszliśmy do domu. Kierowca wyjechał. Ściągnęłam buty i odetchnęłam.
-Zostaniesz dziś na noc?- spytałam.
Spojrzał na mnie niepewnie.
-Proszę…- powiedziałam.
-Ok.
Uśmiechnęłam się.
Harry zaproponował, że zrobi herbatę, a ja żeby wzięła prysznic w tym czasie. Zrzuciłam z siebie rzeczy i włożyłam je do pralki wraz z innymi. Weszłam pod gorący strumień umyłam głowę i zmyłam cały makijaż. Ubrałam się i w związanych włosach wyszłam z łazienki. Usłyszałam ciche stąpania po schodach. Wyjrzałam na korytarz, Harry niósł w dłoniach dwie parujące herbaty, od których pachniało cytryną. Uśmiechnął się do mnie i położył kubki na etażerce. Spojrzał na moje nogi i uśmiechnął się szerzej. Ziewnęłam i położyłam się do łóżka przykryłam się i wzięłam do ręki kubek, Harry rozebrał się do bokserek i położył się obok, włączyliśmy sobie Trzy Metry Nad Niebem. Piłam herbatę i chrupałam pistacje razem z Harrym. Objął mnie ramieniem i było mi tak dobrze, że zasnęłam. Jego ramię idealnie odgrywało rolę poduszki.

Harry
Oddychała równomiernie, więc wiedziałem, że śpi. Nie mogłem dotrzymać słowa, które jej dałem. Położyłem ją delikatnie na poduszce, miskę z pistacjami odłożyłem na szafkę. Ubrałem się w swoje rzeczy, a puste kubki zaniosłem na dół. Poprawiłem się w lustrze i wyszedłem na zewnątrz sprawdzając, czy drzwi się zatrzasnęły. Pewny tego wsiadłem do taksówki, którą wcześniej zamówiłem.

Grace
-Budź się słonko…- mówił cichutko.
Marudziłam coś, tak bardzo nie chciałam otwierać oczu.
-Jest środek nocy…
-Chodź, mam dla ciebie niespodziankę
-Nie lubię niespodzianek…- powiedziałam głosem przytłumionym przez poduszkę.
-Ale ta jest wyjątkowa…
Podniosłam głowę i spojrzałam na Hazzę.
-Och, no dobrze…
Podniósł mnie z łóżka i zaniósł na dach domu, gdzie byliśmy. Dookoła były świeczki i płatki róż. Zapach wanilii i kokosu był tak piękny, że od razu mnie ocucił.
Spadłam z łóżka i uderzyłam głową o szafkę.
-Harry pomóż mi…- powiedziałam. Odpowiedziała mi cisza.
-Harry…- powtórzyłam.
-Gdzie jesteś? Skarbie…
Podniosłam się z ziemi. Łóżko było puste, obeszłam je dookoła, jego rzeczy, które wcześniej leżały na fotelu zniknęły. Telefon na etażerce także. Momentalnie zrobiło mi się bardzo smutno. Obiecał mi. Chciałam znów poczuć się tak jak kiedyś. Czyli budzić się u jego boku nie tylko po wiecie czym, ale także w normalne noce. Czułam zapach mięty z jego żelu pod prysznic oraz mieszankę perfum. Położyłam się na poduszce i zasnęłam dopiero po godzinie. Rankiem zaś obudził mnie telefon od Sean’a, pytał co u mnie, potem Justin zadzwonił, by powiedzieć, że Scooter zaplanował nagrać filmik, na którym tańczymy razem z Justinem. Jus mówił, że znów ma do mnie jakieś wyrzuty, ale powstrzymał się z dzwonieniem do mnie.

Wstałam z łóżka, gdy była godzina 8:00 niemożliwe no nie? Szczególnie po imprezie. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i pojechałam pod hotel Hazzy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 CZYTASZ-KOMENTUJESZ

Mam nadzieję, że się podoba. Widzicie dałyście radę pojawiło się 9 komentarzy :) Kc i do następnego rozdziału! :)

piątek, 5 września 2014

Rozdział 57



CZYTASZ=KOMENTUJESZ


 Krzyknęłam „otwarte” i usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
-Gdzie jesteś?- spytał głośno.
-W toalecie…- odkrzyknęłam.
-Czekam w salonie.
Spojrzałam do lustra i uśmiechnęłam się do siebie. Po czym otworzyłam powoli drzwi i wyszłam z łazienki. Usłyszałam ciche skrzypnięcie fotela w salonie, Harry wstał i uśmiechnął się szeroko na mój widok.
-I jak ładnie wyglądam?
Harry ominął stół do kawy i podszedł do mnie.
-Ładnemu we wszystkim ładnie…
Pocałował mnie w policzek i wziął za rękę. Otworzył drzwi i natychmiast puścił ją. Zamknęłam drzwi na klucz i wsiadłam do podstawionego samochodu, był to można powiedzieć bus.
-Załatwiłem nam czterech ochroniarzy, którzy zadbają o nie robienie zdjęć…
-Dziękuję…- pocałowałam go w policzek.
Kierowca ruszył, a ja siedziałam przez kolejne 20 minut objęta umięśnionym ramieniem Stylesa. Gdy zatrzymaliśmy się pod budynkiem restauracji. Harry wysiadł pierwszy i poszedł na pierwszy ogień zdjęć. Poprawiłam sukienkę, by nie zawodziła mi, gdy wysiądę. Hazz podał mi rękę i powoli wysiadłam. Ochroniarze naprawdę robili co mogli, ale było im trudno. Przed restauracją był jeden wielki krzyk: HARRY! GRACE! Nienawidziłam takich sytuacji. Weszliśmy prędko do środka, wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy na 29 piętro, gdzie mieściła się restauracja Franco Di Marre. Tak przeczytałam z szyldu przed wejściem głównym. Ściany w pomieszczeniu były oszklone i widać było niezwykłą panoramę Los Angeles. Stolik mieliśmy pod samym oknem, światła na zewnątrz tworzyły niezwykłą pajęczynę, która wyglądała rozbrajająco pięknie.
-Harry tu jest ślicznie…- powiedziałam do Stylesa, który pomógł mi zdjąć płaszczyk.- Nigdy tu nie byłam… Kelner wziął nasze odzienia wierzchnie. Hazz odsunął mi krzesło i usiadłam na nim. Potem on usiadł naprzeciwko mnie.
-Chciałem zabrać tu wcześniej, ale wyszło trochę inaczej…- zasmucił się.
Harry położył rękę na stole wpatrując się we mnie, a ja złapałam go za dłoń.
-Harry zapomnijmy o tym i nie rozmawiajmy o  tym teraz. Cieszmy się chwilą, kiedy jesteśmy razem…
Uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował moją dłoń. Do naszego stolika podszedł kelner i podał nam menu, wybraliśmy przystawkę brokuły zawijane z kurczakiem małą tortillą, danie główne carbonarrę, Harry spytał, czy życzę sobie deser, ale odmówiłam.
-Poproszę jeszcze Bodegas Artadi z 1980 roku, całą butelkę…- dodał Harry.
-Już podaję.
Kelner odszedł. Harry wrócił wzrokiem na mnie i od razu się uśmiechnął.
-Ostatnio sobie myślałem…- powiedział przełykając ślinę- W jakim miejscu bylibyśmy, gdyby nie nasze rozstanie.
Zaśmiałam się.
-Tkwilibyśmy w Londynie, ja byłabym obładowana studiami, a ty pracą w studiu.
-Masz rację…
-Nie wszystko musiało się potoczyć jak się potoczyło, ale jestem prawie pewna, że gdyby nie doszłoby do tego co było nie byłoby mnie tu z tobą w tak pięknym miejscu.

Uśmiechnął się i kiwnął głową. Kelner przyniósł przystawkę i nalał nam do kieliszków wino. Po chwili odszedł informując, że danie główne będzie za 10 minut. Puścił moją dłoń i wyjął z marynarki czarne podłużne pudełko. Spojrzałam na niego. Harry przesunął pudełko w moją stronę i wziął łyka wina.
-Co to jest?
-Otwórz.- powiedział z szerokim uśmiechem.
Wzięłam do ręki pudełko i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się przepiękny, diamentowy naszyjnik. Nie mogłam się oprzeć jego widokowi, wyglądał ach…
-I jak?- spytał mnie.
-Ja… Nie wiem co powiedzieć, Harry. Jest piękny, ale nie mogę tego przyjąć, pewnie kosztował majątek…
-Oj Słoneczko, załóż go po prostu… Będzie wyglądał na tobie cudownie.
-Pomożesz mi?- spytałam wyciągając naszyjnik z pudełka.
-Oczywiście.
Harry wstał z krzesła i podszedł do mnie, stanął za mną i odgarnął delikatnie moje włosy na prawy bok, wziął ode mnie naszyjnik i zapiął go. Nachylił się pocałował moją szyję i szepnął do ucha: Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie…
Uśmiechnęłam się szeroko. Harry wrócił na swoje miejsce.
-Jest idealny dla ciebie…
-Dziękuję.
Zjedliśmy nasze przystawki cały czas spoglądając na siebie i uśmiechając się. Niedługo potem przyszło danie główne. Słyszeliśmy krzyki z korytarza głównego, ale ochroniarze nie pozwolili wejść paparazzi. Zaczęłam jeść danie główne.
-Byłeś tu kiedyś?- spytałam.
-Tak, raz.
-Kiedy?
-Jeszcze przed tym, jak się poznaliśmy. Spędziłem tu z Gemmą, mamą i Robinem Dzień Matki. Kupiłem jej wtedy podobny naszyjnik.
-Pewnie była zadowolona z takiego prezentu.- uśmiechnęłam się szeroko.
Z sąsiedniego stołu podeszła do nas dziewczynka, która była tak urocza, że od razu ja sama zrobiłabym sobie z nią zdjęcie dla mnie. Miała kręcone włosy, oliwkową karnację i beżową sukienkę. Poprosiła Harry’ego o zrobienie zdjęcia. On od razu się zgodził. Kończąc jedzenie głównego dania doszło do ciekawej sytuacji.
Przez przypadek dotknęłam go obcasem. A Harry uniósł wzrok z jedzenia i podniósł go powoli na mnie. Ja znałam ten wzrok. On znaczył: Nie graj tak, mała… Przeniosłam obcas na wewnętrzną stronę łydki Stylesa i szłam w górę i w górę i w górę, aż doszłam do… tak, właśnie… Wiedziałam jak wyzwolić w nim pasję… Takie rzeczy wiedziałam tylko i wyłącznie ja… Odrzuciłam włosy do tyłu i delikatnie przygryzłam wargę uśmiechając się przy tym zawadiacko. Moja dłoń subtelnie podparła brodę.  Harry gwałtownie wstał i zarządził wyjście z restauracji.
Tak bardzo chciało mi się śmiać, ale widząc jego mega poważną minę. Zapłacił za naszą kolację. Przyniósł nam odzienia, Harry pomógł mi założyć płaszcz, a potem sam nałożył swój. Wyszliśmy szybciutko i skierowaliśmy się do windy, która zwiozła nas na dół… Harry był cholernie zniecierpliwiony długością jazdy… Trwało to 15 sekund…
Wyszliśmy z restauracji, wsiadłam do busa i zajęłam miejsce, za chwilkę obok zasiadł Hazza. Spojrzał na mnie…
-Zaraz wybuchnę…- zamruczał przygryzając wargę, po czym zaczął całować moją szyję.
-Kochanie, wiesz, że ja nie mogę…- odparłam niechętnie.
Hazz odsunął się i jego mina wyrażała teraz złość.
-Jesteś na mnie zły?- spytałam po chwili całując go w policzek.
-Nie, przecież to nie jest od ciebie zależne…
Jechaliśmy jeszcze chwilkę, poprosiłam kierowcę, żeby wjechał przez bramę i zaparkował na podjeździe. Brama była bowiem wysoka, a do tego mieliśmy żywopłot. Mężczyzna tak zrobił i nie mieliśmy problemu z kolejnymi zdjęciami. Weszliśmy szybko do domu i zamknęliśmy za sobą drzwi.
-Muszę się przebrać…- stwierdziłam.
-Ja też bym chciał, ale nie wziąłem ciuchów.
-Chodź…- pociągnęłam go za rękę na górę. Patrzył na mnie bardzo zaciekawiony. Splotłam nasze palce i drugą dłonią podniosłam sukienkę, by lepiej mi było wchodzić po schodach. Odwróciłam głowę lekko do tyłu, by zobaczyć minę Hazzy. Był uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Ty się tak nie ciesz… I tak do tego nie dojdzie, ale mogę ci zaproponować coś innego…- powiedziałam wchodząc do pokoju.
Puściłam jego rękę, rzuciłam torebkę na łóżko, zrzuciłam płaszcz. Rozpięłam sukienkę, która zsunęła mi się po biodrach. W rezultacie stałam przed nim w skąpej bieliźnie i w naszyjniku na szyi.
-Pamiętasz, jak nie byłam gotowa na…
-Pamiętam…
Podeszłam do niego powoli. Odpięłam mu guzik od płaszcza i zdjęłam mu go z pleców. On cały czas mnie obserwował. Uniosłam jego koszulkę lekko do góry i dotknęłam dłonią nagiego torsu. Wkrótce nie miał jej na sobie. Przyciągnął mnie do siebie. Oplotłam jego pas nogami. Usiedliśmy na łóżku. Wplotłam palce w jego niezwykle gęste włosy. Podniosłam pupę z jego kolan i schyliłam głowę, by powąchać jego włosy. Za to Harry składał mi pocałunki na żebrach i pod piersiami. Położyliśmy się gładko na łóżku. Czułam jego pocałunki na całym ciele, gdy wreszcie dotarł do twarzy wpiłam się w nie i wiedziałam, że szybko się nie oderwę. Zaczęłam manewrować przy pasku od jego spodni, przygryzł mi wargę i zamruczał. Uśmiechnęłam się i zacisnęłam mu dłoń na pośladku…
-Gracie…- zamruczał.
Przejechałam ręką po jego plecach aż do szyi, ułożył mnie na łóżku, tak, aby nade mną górować. Całował moją szyję, a ja wiłam się czując jego usta na sobie. Powoli zwalnialiśmy tempa, muskaliśmy się nawzajem. Czułam się jak w niebie… Czułam się kochana… Czułam się doceniona… Czułam się tylko Jego…
-Kocham cię…- wymruczał mi do ucha muskając je.
Po czym położył się obok przyciągając mnie do siebie.
-Ja ciebie też.
-Jak bardzo?- spytał mnie.
-Cholernie mocno.
-Ja ciebie mocniej.
-Nie sądzę…
-Uwierz mi.
Spojrzał mi prosto w oczy, jego błyszczały się jak dwa szmaragdowe guziczki.
-Chcę się z tobą ożenić…- powiedział zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
Spojrzałam na niego zszokowana.
-Nie teraz oczywiście, jesteśmy za młodzi… Ale za 5, 6 lat…
-To wspaniałe co mówisz… Ale nie wiemy co będzie jutro, a co dopiero za tyle czasu.- powiedziałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Ja to wiem, Grace… Do tego ślubu dojdzie.
Pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy spokojnie głaszcząc swoje plecy.
-Jestem głodna…- powiedziałam.
Sięgnęłam po koszulkę Hazzy i narzuciłam ją na siebie i zbiegłam na dół. Zaglądnęłam do lodówki i wyjęłam jajka i inne składniki potrzebne do upieczenia omleta. Na szczęście miałam w lodówce truskawki, brzoskwinie w puszce, trochę malin i jagód no i obowiązkowo bita śmietana. Zrobiłam masę i potem wrzuciłam ją na patelnię, czekałam aż omlety z obu stron się zarumienią. Poczułam duże dłonie na moich biodrach, oraz pojedyncze pocałunki na szyi.
-Pięknie pachniesz…
-Pinacolada?
-Yhym… Uwielbiam ten zapach na tobie…
Odłożyłam kolejnego upieczonego omleta na talerz z boku i zaczęłam go dekorować owocami. Harry mi pomagał, a podczas tego zaczął mi opowiadać o chłopakach co robili na ostatnich próbach. Jednym słowem załamka… Robiąc cappuccino Harry siedział w pokoju i oglądał telewizję.
-Ty, co ty tam oglądasz…
-Co?- odezwał się po chwili nie odrywając oczu od TV.
Wyszłam z kuchni i zaglądnęłam do salonu. Prawie się ślinił widząc roznegliżowane modelki Victoria Secret. Rzuciłam w niego poduszką i dostał nią porządnie w głowę.
-Co ty robisz?- spytał skutecznie oderwany.
-Zapobiegam twojemu zaślinieniu…- odparłam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Przecież się nie ślinię…- odrzekł uśmiechając się.
-Zaraz zaczniesz…
-Nie zacznę…- powiedział z szerokim uśmiechem.
-Zaczniesz…
-Nie zacznę…
Wstał z kanapy i zaczął biec w moją stronę, pobiegłam na górę, ale Harry był bardzo szybki, dogonił mnie i przerzucił sobie przez ramię. Zniósł mnie na dół, a ja krzyczałam w niebogłosy.
-Puść mnie wariacie!
Położył mnie na kanapie i zaczął łaskotać. Darłam się, a on nie przestawał. Na szczęście czajnik zaczął gwizdać i musiał mnie puścić. Pobiegłam zalać swoje cappuccino. Harry czekał już w kuchni.
-A ja i tak uważam, że gdybym cię nie oderwała to zacząłbyś się ślinić.
-No nieprawda…
-Prawda, Harry…
Loczek zaniósł na górę jedzenie, a ja wzięłam kawę Hazzy i swoje cappuccino.  Chłopak położył tackę na mojej etażerce i uśmiechnął się do mnie. Poprawił poduszki. Na dworze było już bardzo ciemno. Zapaliłam lampkę. Harry wziął ode mnie napoje i położył je obok jedzenia. Potem usiadłam koło niego i zaczęliśmy jeść karmiąc się nawzajem, potem włączyliśmy sobie film.

Harry
Jej głowa opadła mi bezwładnie na ramię. Spała jak małe dziecko cicho oddychając. Położyłem jej głowę na poduszce i ściągnąłem jej moją koszulkę. Po czym sam się w nią ubrałem. Wyłączyłem telewizor. Pocałowałem ją w czoło i zszedłem na dół. Założyłem płaszcz i buty. Poprawiłem włosy w lustrze i wyszedłem z domu upewniając, czy drzwi się zatrzasnęły. Czekała na mnie taksówka, paparazzi czekali aż wyjdę z domu Justina, wykrzykiwali moje imię, mówili, że doprowadzam do rozpadu związku Justina i Grace. W pewnym sensie się tak czułem, ale póki Grace to nie przeszkadza to mnie też. Chciałbym jednak, żeby wróciła do mnie na stałe. Żeby była tylko moja. Usłyszałem dźwięk mojego telefonu i odebrałem go.
-Halo?
-Cześć Harry tu Justin.
-O siema.
-Bardzo ci dziękuję, że spędziłeś z nią dziś czas, nie chciałem, żeby była sama, a skoro się tak dobrze dogadujecie to pewnie spędziliście dobrze dzień.
-Tak byliśmy na golfie. Było fajnie. Jutro też gdzieś ją zabiorę, więc się nie martw, że będzie sama.
-Ok. Jeszcze raz wielkie dzięki.
-Na razie.
(…)

Grace
-Idziemy na spacer?- zaproponowałam.
Harry spojrzał na mnie pytająco.
-Oj chodź. Nawet jak nam zrobią kilka zdjęć to nic się nie stanie… Jest taka ładna pogoda…
-No dobrze.
Wyszliśmy z domu Justina i przeszliśmy furtką. Idąc chodnikiem rozmawialiśmy.
-Kupiłaś już sukienkę na ślub?
Uśmiechnęłam się.
-Yhym.
-Tylko tyle?
-Nic ci więcej nie powiem. To będzie niespodzianka.
-Ale ładna chociaż?
-Nie, Harry kupiłam brzydką sukienkę.
-Dobra no…- zaśmiał się.
-A ty masz garniaczek?
-A no mam. Od Saint Laurent.
-Ja od Prady.- zamknęłam usta.
-Czyli muszę sprawdzić na Internecie kolekcję Prady…
-Ej no!!!
Zaśmiał się głośno.
-Kiedy wracasz do Londynu?- spytałam po chwili.
-Nie wiem, a chcesz się mnie pozbyć?
-W żadnym wypadku…
-Myślałem, że zostanę jeszcze na dwa dni, a kiedy Justin wraca?
-Za 2 dni prawdopodobnie wieczorem.
-Aha.
Wstąpiliśmy do Starbucksa. Harry kupił sobie kawę, ja nie miałam ochoty. Zadzwoniła do mnie Lucy.
Cześć Piękna…- powiedziałam, gdy tylko odebrałam.
No hej, czemu ty nie dzwonisz do mnie?- chyba była oburzona.
Przepraszam, byłam tak zalatana, że zapomniałam.
Wiesz co… Zapominać o najlepszej przyjaciółce…
Przepraszam cię kochana…
Dobra wybaczam ci, ale dzwoń do mnie, bo tęsknię za tobą…
Oj ja też za tobą tęsknię…
Co robisz?
Byłam z Harrym w Starbucksie.
Styles uśmiechnął się szeroko, wzięłam mu z ręki kubek i zaciągnęłam łyka kawy.
TO TY JESTEŚ W LONDYNIE?!
Nie, no co ty… W Los Angeles…
To co on tam robi?
Przyleciał na kilka dni…
…akurat wtedy jak Justin wyjechał…
… przestań…
Lucy zaśmiała się głośno.
Ja coś czuję, że chemia wróciła na dobre…
…Lucy…
Zaraz zadzwonię do Eleanor i jej wszyyyystko powiem…
Nie dzwoń do niej, bo rozpęta się piekło.
Harry spojrzał na mnie, a ja sama parsknęłam śmiechem.
Ty nie rób ze mnie debila, ty znowu z nim kręcisz…
Lucy to nieprawda…
Dobra mów sobie dalej…
Echhh…
Zmieńmy temat. Kiedy przyjeżdżasz?
Nie wiem kochana… Może być tak, że przyjadę na kilka dni, a potem znów wyjadę i przylecę na sam ślub. Jednak to się może zmienić.
Aha… Daj mi znać, jak będziesz wiedziała, dobrze?
Nie ma sprawy…
No to nie przeszkadzam wam… Do zobaczenia.
Pa. Ucałuj dziewczyny i Tylera.
Ok., papa.
Pa.
-Kto rozpęta piekło?
-Nie wiem, czy powinnam ci mówić…
Hazz spojrzał na mnie.
-Nikomu nie powiem.
-Nikomu…- powtórzyłam.
-Nikomu.
-Eleanor rozpęta piekło.
-Czemu?
-Pamiętasz jak reagowała na ciebie, jak nie byliśmy razem?
-Już rozumiem.
-Nie da mi spokoju, jak się dowie, że znów się widujemy w sensie takim, że przyleciałeś do mnie to…
-… rozumiem…
Uśmiechnęłam się.
Z mojej torebki znów zaczął grać Antichrist.
-Jezu, kto się znów dobija…
Hazzie też zaczął grać telefon, też ktoś dzwonił.
Odebrał, a ja wreszcie znalazłam swój.
-Halo?
-No cześć Grace tu Kendall.
-Hej, co tam?
-Dziękuję. Świetnie. Co robisz w sobotę?
-Nie mam konkretnych planów…
-Uff… Myślałam, że dzwonię za późno… Nie wiem czy słyszałaś o Coachelli?
-O tym festiwalu muzycznym?
-Yhym…
-Słyszałam…
-Co powiedziałabyś, żeby wybrać się tam ze mną, moją siostrą Kylie i moimi przyjaciółkami na niego…
-To jest bardzo dobry pomysł… Chętnie się z wami wybiorę…
-No to świetnie. W piątek przyjadę po ciebie z dziewczynami około 14:00. Ok.?
-Ok.
-Jesteśmy umówione.
-Tak.
-Do zobaczenia.
-Pa.
Harry podszedł do mnie.
-Idziemy wieczorem do Soho?- spytał mnie wkładając telefon do kieszeni.
-Yhym.
-A teraz gdzie idziemy?- spytał mnie.
-Jest w miarę wcześnie, więc jedźmy na plażę…
Harry spojrzał na mnie, jak na wariatkę.
-Nie masz kąpielówek?- zapytałam z uśmiechem.
-Mam, zawsze mam.
-No to co się martwisz…
Gdy doszliśmy do domu Justina, Harry powiedział, że przyjedzie za pół godziny i mam być gotowa. Wpadłam do domu i zrzuciłam z siebie poprzednie rzeczy. Ubrałam się, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Nałożyłam na siebie czerwony strój kąpielowy. Nałożyłam okulary, zeszłam na dół i wyjęłam z lodówki dwie butelki wody i wrzuciłam je do torebki. Mój telefon zaczął dzwonić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Jest mi przykro... Bardzo przykro, że mimo tego, że zawsze dodaję w piątki i staram się, to nie widzę wcale komentarzy. Dziękuję za te ostatnie DWA tym osobom, które je napisały. Mam nadzieję, że docenicie to w jaki sposób poświęcam czas na pisanie.