czwartek, 12 marca 2015

Rozdział 87.



-Boże jak ja się zżyłam z tym miejscem…-mówię, gdy Harry zamyka moją walizkę.
-Prawie 1,5 miesiąca tu byłaś…
-Nie prawie, tylko, dokładnie miesiąc, dwa tygodnie i 4 dni.
-…i znów wracamy na stare śmiecie…- mówię.
-Masz jeszcze ponad miesiąc wolnego…
-Wiem i jestem szczęśliwa… Cieszę się, że te ostatnie dwa tygodnie byliśmy tu razem…- mówię.
Harry obejmuje mnie od tyłu.
-Też się cieszę, że tu byłem i jestem z tobą… Że wszystko się ułożyło… Między nami.
Odwracam się do niego.
-Kocham cię…- mówi.- Kocham cię najmocniej na świecie.
Pochyla się i całuje moje czoło, podczas gdy ja przytulam się do jego torsu.
-Wracajmy do domu.- mówię.

(…)
Samolot ląduje, a ja nie czuje się dobrze. Harry zadzwonił do Paula, by samochód mógł wjechać po nas na pas, osobisty ochroniarz Harry’ego, Aaron będzie prowadził go.
-Gracie, jest ok.?- pyta Harry, gdy samolot staje w miejscu.
-Trochę mi niedobrze…- mówię.
Harry pomaga mi wstać i nakłada mi płaszcz na plecy.
-Zaraz będziemy w domu kochanie…- mówi mi całując czoło.
Wychodzimy z samolotu jako ostatni. Pomagam Grace wsiąść do samochodu i sam witam się z moido bagażnika. Po czym wsiadam do samochodu za kierownicę. Odwracam się.
-Słonko, jak się masz?- pyta.
-Ok. Ale otwórz trochę okno.
-Może cię przewiać…- mówię do niej, gdy ma opartą głowę o tylnie okno samochodu.
-Harry choć trochę… Trochę mi niedobrze.
 -No dobrze.
Ruszamy. Okolice lotniska są oblężone przez paparazzich. Grace z tyłu jest ochroniona od błysków fleszy, bo z tyłu szyby są zaciemnione i ona chowa się pod dużym płaszczem. Wyjeżdżamy z lotniska i trafiamy na londyńską ulicę.
-Zapomniałem przez te dwa tygodnie, jaki kocioł jest tutaj…
Uśmiecham się.
-Już ci lepiej?
-Tak… Brakowało mi trochę świeżego powietrza.
-Niedługo będziemy pod domem…
Gdy zajeżdżamy pod dom Aaron odprowadza mnie do mieszkania, mimo, że chcę brać jakieś swoje rzeczy. Harry mówi mi, bym wzięła tylko swoją torbę i mam iść do domu.
Otwieram drzwi i wchodzę do środka.
-Czy w czymś ci pomóc jeszcze?- pyta mnie.
-Nie, nie, idź do Harry’ego, dziękuję.- mówię z uśmiechem.
Uśmiecha się i zjeżdża windą na dół. Zapach kadzidełka o zapachu pinacolady jest znajomy i wciąż obecny w powietrzu. Ściągam z siebie płaszcz i siadam na fotelu. Chodź tęsknię za słońcem to jest moje miejsce. Wstaję z siedzenia i dotykam ścian.

Retrospekcja
Rzuciłam kołdrę i poduszki na materac i zabraliśmy się do malowania. Mieliśmy już za sobą pierwszą ścianę, gdy Harry wziął farbę na palec i zrobił mi kropkę na nosie.
Spojrzałam na niego unosząc brwi. Wzięłam trochę farby na palec wskazujący, środkowy i serdeczny no i zrobiłam mu linię od czoła z boku oczu aż do brody… Harry spojrzał na mnie, a ja wiedziałam co powinnam zrobić… Uciekać gdzie pieprz rośnie. Z krzykiem wybiegłam z salonu i ruszyłam do sypialni, potem wyminęłam Hazzę i znów wróciłam do salonu, złapał mnie za biodra i wysmarował mi całe policzki, czoło, brodę  farbą. Darłam się wniebogłosy.
Malowaliśmy kolejne ściany, ja poprawiałam pędzlem po Hazzie, który w niektórych miejscach był nie uważny. Potem poprawiliśmy jeszcze prześwity na ścianach w sypialni. O 20:00 rzuciliśmy się zmęczeni na materac i na szczęście już czyści od farby. Dobrze, że łazienkę mamy zrobioną… Chwała przyjacielowi Hazzy...
Harry wstał po chwili i przyniósł dwa kieliszki wina. Uśmiechnęłam się na ich widok.
-Proszę…- podał mi kieliszek.
Zamoczyłam usta, a do mojego nosa doszedł zapach alkoholu. Harry położył się obok mnie, wziął łyczka i odłożył swój kieliszek na podłogę, dotknął dłonią mojego policzka. Kosmyk moich poplątanych włosach wylądował za moim uchem. Harry przybliżył twarz do mojej i musnął moje usta, ja też odłożyłam kieliszek i dotknęłam dłonią jego policzka. Delikatne muśnięcia przerodziły się w namiętne pocałunki, jak zawsze…
Nagle…
Odezwał się…
Mój brzuch burcząc przeraźliwie głośno.
-Co to było?- spytał.
-Nooo… Tego… Chyba ja…
-Jak ty?
-No mój brzuch…
Harry wybuchnął śmiechem.
-Zaraz zrobię coś…
-Kanapki są w pudełku…
-Zapomniałem, że tu nie ma kuchenki.
Pocałował jeszcze raz i zszedł z materaca. Podążył do kuchni nie-kuchni. Wzięłam łyczka wina i usiadłam. Harry przyniósł kanapki przygotowane przeze mnie w południe. Zjedliśmy je szybko, a potem dokończyliśmy pić wino. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, stykaliśmy się kolanami i uśmiechaliśmy do siebie.
-Nie mogę się doczekać, kiedy się tu wprowadzimy.
*****

Uśmiechnęłam się szeroko.
Drzwi się otworzyły i do środka wszedł Aaron z Harrym.
-Wielkie dzięki.
Położyłam ręce na brzuchu.
-Nie ma za co widzimy się niedługo…- powiedział mięśniak.- I oczywiście serdeczne gratulacje dla Was.- uśmiechnął się.
-Dziękujemy.- odpowiedziałam.
Aaron wyszedł i Harry zaprowadził moją walizkę do sypialni.
-O czym myślisz?- pyta mnie podchodząc.
-O tobie, o mnie, o nas i małej…- mówię wpatrując się przez okno.
-Musimy pomyśleć, co z pokoikiem dla niej.- mówi mi Harry do ucha.
-Na początku łóżeczko będzie i tak w sypialni… Będę ją karmiła.
-Ale później…- mówi całując mnie za uchem.
-…pomyślimy o tym później…- mówię.
Nagle leżący na oparciu kanapy telefon Harry’ego zaczyna migotać i dźwięk jego telefonu zaczyna brzmieć.
-Boże, już jesteśmy  domu i już nam zawracają dupę.- cedzi.
Śmieję się cicho i przytulam się mocno do niego.
-Odbierz. Może to mama.
Harry daje mi całusa w czoło i podchodzi do telefonu.
-To Louis.- mówi.
-Pójdę posegregować rzeczy do prania.- mówię.
Kiwa głową i odbiera, a ja zamykam się w naszej sypialni.
Segreguję rzeczy, rozpakowuję kosmetyczkę, chowam inne duperele do łazienki.
Harry trochę zmieszany wchodzi do sypialni i opiera się o framugę.
-Cała dziesiątka wprosiła się dziś na wieczór…
Spoglądam na Hazzę.
-No nie mówisz poważnie…- mówię.
-Próbowałem ich jakoś od tego odwieść, mówiłem, że jesteś zmęczona po podróży, że chcielibyśmy pobyć sami…
-… i nic to nie dało?
-Louis powiedział, żebyśmy mieli tylko kanapy do siedzenia, a wszelkie przekąski i alkohol przyniosą.
-Kiedy będą?- pyta.
-Ok. 20:00.
Wzdycham.
-Przepraszam Gracie…
Wstaję z klęczków.
-Ej… Nic się nie stało, kotku… Właściwie to trochę się cieszę, bo im dziś powiemy i zobaczę się z nimi…
-Cieszę się… Pomogę ci…- mówi mi.
-Nie, idź do sklepu zrób jakieś zakupy… Mamy pustą lodówkę.
-Dobrze już się robi.- uśmiecha się.- Poradzisz sobie?- pyta.
-Dałam sobie radę będąc samotnie na Dominikanie, to co we własnym mieszkaniu w Londynie nie dam rady?- pytam retorycznie.
-Masz rację… Ale wtedy nasze maleństwo było mniejsze…
-Idź już tato…- wyganiam go.
Harry spogląda na mnie.
-Ok. Mamo…
Uśmiecha się szeroko i wychodzi. Włączam sobie muzykę w radiu i pierwsza część prania jest już w środku i się pierze. Ogarniam trochę dom, myję podłogę i wycieram kurze. Przebieram się w luźną bluzę i dżinsy. Harry wraca z wieloma torbami.
-Boże, jak zimno…- mówi.
Rozkładamy produkty do szafek i lodówki. Harry kupił dwie butelki whisky.
-Dla chłopaków…- mówi.
-A ty?
-Ja nie piję…
-Ale czemu?- pytam odkładając butelki.
-Bo jesteś w ciąży.
Zaczynam się śmiać.
-To jest powód? Jeśli chcesz, to przecież nic ci się nie stanie.
-Nie mam dziś ochoty.- całuje mnie za uchem przytulając od tyłu.

(…)
Siedzę sobie w sypialni i ścielę łóżko, w ciągu minuty w naszym mieszkanku tworzy się harmider, słyszę mieszanką akcentów i głosów, wybuchów śmiechu i w ogóle wszystkiego.
-Gdzie masz swoją dziewczynę?- pyta Niall.
-Usiądźcie najpierw.- mówi Harry i otwiera drzwi.
-Chodź słonko…- mówi mi i wyciąga rękę.
Chwytam jego rękę i splatam palce.
-Mamy wam coś do zakomunikowania.- mówi Harry, gdy jeszcze reszta mnie nie widzi.
-Kupiliście psa?- pyta Zayn, a pozostali wybuchają śmiechem. Ja zresztą też kręcę głową ze zrezygnowaniem.
-Coś lepszego…- mówi Harry.
Wychodzę z sypialni, a oczy naszych gości otwierają się szeroko.
-Poznajcie się…- mówi Harry.
Kuca i mówi do brzucha.
-Silver… To jest wujek Niall, Zayn i ciocia Perrie, Louis i Eleanor, Lucy i Tyler oraz Liam i Danielle.
Czuję jak mała się rusza i kopie.
-Wszystko ok.?- pyta Hazz.
-Kopie…- szepczę z uśmiechem.
-A to moi drodzy jest nasza córka Silver.
Podnoszę wzrok na chłopaków i na moich ustach po raz kolejny pojawia się szeroki uśmiech. Louis i Zayn patrzą z szeroko otwartymi oczami, a Niall nawet otworzył buzię z wrażenia. Perrie mruga oczami i łapie Zayna za rękę. Zaczynamy się śmiać.
-O cholera!- mówi cicho Louis.
-Nie mogę uwierzyć…- mówi Niall i wstaje, by mnie uściskać i pogratulować Hazzie.
-Jeju jak ci ten brzuch urósł przez 1,5 miesiąca…- mówi El i przytula mnie.- Na ekranie wyglądał na mniejszy.
Po złożeniu gratulacji chłopaki usiedli.
-No to jest okazja… Trzeba się upić!- mówi Louis.
Śmiejemy się i w salonie tworzy się harmider. Pomagam nasypywać chipsy i inne przekąski do salaterek i misek.
-Wiedziałaś o wszystkim prawda?- pyta Louis Eleanor.
-Jasne…- mówi, jakby to była oczywistość.
-…i ty też…- mówi do Lucy, a ta się śmieje i kiwa głową.
-Chore te przyjaciółki…- mówi Louis.
Zaczynamy się śmiać.
-…chore… ale najlepsze…- mówię -Trzymały tajemnicę… i jestem z nich dumna…- mówię.
-Najlepsze…- mówi Lucy.
-Czekajcie, który to miesiąc?
-Połowa szóstego.
-Ja piernicze to zostało wam do narodzin jakieś 2,5 miesiąca…
Kiwam głową, a Harry staje za mną i całuje policzek obejmując mnie w pasie i trzymając dłońmi brzuch.
-Czyli na wywiadzie już byłaś w ciąży…- podsumowuje Niall, a dziewczyny wybuchają śmiechem.
-Brawo Einsteinie…- mówi Zayn.
-Czy wy coś widzieliście?- pyta Niall.
Wszyscy chłopcy przeczą.
-Ja się trochę zdziwiłem, że miałaś taką luźną sukienkę… Zawsze robiąc mi na złość ubierałaś przylegające rzeczy, podkreślające twoje atuty.- mówi Harry.
Rumienię się.
-To nieprawda.- mówię z uśmiechem.
-Prawda, prawda…- mówi Louis, a Eleanor trzepie go ręką po ramieniu,
-Ja mam nadzieję Zayn, że ty nie sądzisz jak Louis…- mówi Perrie.
-Jasne, że Nieee…- mówi przeciągając.
-No wiesz!- burzy się z uśmiechem Pezz.
-Oj przestań, tylko dla mnie jesteś ta jedyna…
Mulat całuje ją w  policzek
-Ej dobra chodźcie dziewczyny...- mówię.
-Gdzie nam je zabierasz?-pyta Liam.
-Do sypialni. Wy tu pijcie za małą...-śmieję się.
Harry wstaje z miejsca, gdy dziewczyny ze swoimi napojami idą do naszej sypialni.
-Jakby co jestem obok...- mówi z szerokim uśmiechem.
Daję mu buziaka w usta i podążam do pokoju obok. El siada na parapecie, Lucy koło niej, Perrie, Danielle i Lucy siadają na łóżku. Ja siadam na fotelu bujanym i podkurczam nogi.
-Nie mogę uwierzyć...- mówi Danielle.- Przecież wg moich obliczeń to na Brits tańczyłaś będąc w trzecim miesiącu ciąży.
Kiwam głową.
-Że ja tego nie zauważyłam...-mówi Dani.- Miałyśmy takie opięte stroje.
-Sama wtedy jeszcze nie wiedziałam o tym fakcie, że jestem w ciąży.
-Musimy ci zrobić baby shower!- nagle mówi Perrie.
Zaczynam się śmiać.
-No jasne, że tak!- dodaje Eleanor i wylatuje jak z procy z sypialni, gwar w saljnie na chwilkę cichnie, a potem znów śmiech Nialla jest wybucha. El siada z notatnikiem i telefonem na parapecie.
-To kiedy?- pyta Lucy swoich koleżanek.
-Za miesiąc?-pyta El.
Drzwi się otwierają i do środka zagląda Harry. Dziewczyny rzucają pomysłami i datami, a ja siedzę na bujanym fotelu i przyglądam się.
-Co jest?- pyta Harry.
-Organizują mi baby shower...
Harry uśmiecha się szeroko.
-Zrobiłam się głodna...- mówię.
-Zrobię ci coś skarbie.
-Nie... Sama sobie zrobię kochanie...-głaszczę go po policzku i wychodzę z pokoju.
Zayn pali na balkonie paierosa z Louisem i Niall nagle wybucha śmiechem, gdy Liam mu coś pokazuje. Harry staje za mną, gdy smaruje sobie chrupki chlebek masłem i nakładam na nie powidła.
Obejmuje mnie od tyłu i kładzie ręce na brzuchu, po czym jego głowa ląduję w zagłębieniu szyi. Całuje mnie delikatnie za uchem i kołysze mnie w jakimś bardzo powolnym rytmie. Mruczy mi coś do ucha.
-Moja pięknotka...- szepcze, a ja chichocze.
-Mój przystojniak...- dodaję całując go w policzek.
Uśmiecha się szeroko i obraca mnie w swoją stronę. Odkłada talerzyk i odgarnia poskręcane kosmyki włosów za ucho. Ujmuje moją twarz w dłoń, a druga, lewa ląduje na mojej pupie. Harry przysuwa swoją twarz i muska mi usta. Otwieram je bardziej i wspinam się lekko na palcach. W swoich ustach po chwili czuję jego język. Swoim drażnię jego podniebienie łaskocząc.
-Ej w ciąży można uprawiać seks?- pyta głośno El.
-Tak.- odzywa się w głębi mojej sypialni Dani.
-To czemu wy zamiast zamknąć się, na łóżku tylko wy itp. to miziacie się tu...
-...chociaż gołym okiem widać, że chcielibyście.- kończy Louis.
-Nie będziemy się kochać póki Grace nie urodzi...- mówi Harry.
-To ty tak potrafisz, Styles?- zaczyna się śmiać Liam.
-Jak trzeba to trzeba poza tym, moje dziecko jest tutaj. - dotyka brzucha i całuje moją głowę.
-Usłyszałoby niekonwencjonalne krzyki!- śmieje się Louis.
-Harry mocniej!- naśladuje moje krzyki Nialler.
-... skarbie szybciej!- teraz Zayn.
-Boże jesteście okropni!- krzyczę śmiejąc się.
-Wy się tak śmiejecie, a ja jestem pewny, że to wy krzyczycie głośniej od swoich dziewczyn.- podsumowuje Harry.
-Tak!- mówią chórem moje dziewczynki.
Dziewczyny wracają do sypialni.
Baby shower jest zorganizowane na za 3 tygodnie.
 
Harry
-Wiesz, że musisz powiedzieć Paulowi...- mówi Louis, a ja kiwam głową.
-... i Simonowi...
-Co do Simona. To po jego ostatniej propozycji jakoś nie mam ochoty się spowiadać z tego co robię.
-Kontrakt mówi, że o wszelkich zmianach rodzinnych typu ślub, czy narodziny dziecka mangament ma być powiadomiony.
-Wiem, pamiętam...
Nalewam chłopakom whisky do picia.
-Nie myśleliście o zmianie miejsca zamieszkania?- pyta nagle Liam.
-Czemu?- pytam biorąc łyka drinka.
-Nie sądzisz, że będzie tutaj za mało miejsca dla waszej trójki?
Chłopcy przytakują.
-Myślałem o tym jak byliśmy na Dominikanie, ale nie chcę obarczać Grace teraz jakimiś jazdami po pustych domach, sklepach z meblami. To jest bardzo męczące dla niej. Na Dominikanie zauważyłem, że męczyła się idąc normalnym tempem.
-Ma spore obciążenie.- dodaje Zayn.
-... ale później? Na pewno... Tylko, że wiecie mamy do tego miejsca sentyment i myślę, że zostawię to mieszkanie... W razie, gdyby moja mama chciała przyjechać, czy jakaś rodzina... To było nasz pierwsze wspólne mieszkanie, pamiętam jak malowaliśmy ściany, jak w sypialni był tylko materac i puste ściany.
-A co ze studiami?- pyta Niall.
-W grudniu zacznie, a potem zrobi sobie przerwę... Wiecie to jest jej ostatni rok na uniwersytecie... Potem znajdzie pracę.
-W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że ty Harry, najmłodszy z nas jako pierwszy zostaniesz ojcem.
-To dla mnie także jest niezwykle niemożliwe... Ta ciąża, to była taka wpadka, próbowałem sobie przypomnieć kiedy doszło by do zapłodnienia, ale cholera nie pamiętam...
-Tym się nie martw, musisz założyć dziecku konto… - mówi Liam, a pozostali zaczynają się śmiać.
-Przygotuj się na wydatki. Tom marudzi cały czas, że Lou kupuje Lux zabawki i inne pierdoły.
-Moja córka będzie najpiękniejszą księżniczką na świecie.- podsumowuję.
 
(...)
Grace
Jest już późny wieczór gdy nasi przyjaciele wychodzą z mieszkania. Nasłuchałam się takiej ilości plotek, że chyba nie zliczę... Harry poszedł do pobliskiego sklepu po tabletki na głowę na jutro ranek. Ja natomiast biorę prysznic, ubieram czystą bieliznę, koszulkę i spodenki Harry'ego, myjąc zęby wychodzę z łazienki, by wyjąć witaminy do połknięcia na wieczór.
Narzucam na plecy szlafrok i płuczę usta. Zamykam szczelnie balkon, który został uchylony. Kładę szklanki do zmywarki i ogarniam salon, Harry puka do drzwi i otwieram mu.
-Księżniczko, idziemy spać? - pyta.
-Zaraz chciałam ogarnąć...
-... nic nie będziesz ogarniać, wszystko jest czyste...
...ale Harry, możesz wziąć prysznic, a ja w tym czasie to zrobię.
-...nie skarbie, nie będziesz nic robiła ja posprzątam jutro z rana nim wstaniesz...- zapowiada całując mnie w nos.
-Harry, ale ja nie jestem kaleką, jestem po prostu w ciąży.
-Nie no rzeczywiście... Pffff... Jesteś w szóstym miesiącu ciąży... Co to takiego...
Spoglądam na niego kręcąc głową.
-Ok. Już się kładę...- mówię.
-Grzeczna mamusia...- mówi.
Harry bierze ręcznik i idzie do łazienki, ja natomiast cicho chowam pozostałe talerzyki ze stolika i nim wuchodzi z łazienki leżę pod kołdrą. Surfuje sobie po twitterze i oglądam aktualne zdjęcia na IG.
Harry wchodzi do pokoju z ręcznikiem wokół pasa i drugim ręcznikiem suszy mokre włosy.
-Hej piękna!- mówi z uśmiechem.
-Hej przystojniaku...
Harry podchodzi do mnie i całuje mnie w usta. Po czym zabiera z szafki bokserki i staje tyłem do mnie chwilkę później widzę jego całkowicie nagi, wysportowany tył. Nakłada bokserki i odwraca się do mnie. Wchodzi pod kołdrę i przykrywa mnie kołdrą.
-Jak chcesz żebyśmy spali?- pyta się mnie, gdy zgasza światło lampki.
-Tak jak zawsze spaliśmy...
Zniżam się i kładę głowę na jego klatce piersiowej, a nasz nogi się splatają. Lewą rękę kładę na jego żebrach. Chichocze i pomaga mi się wygodnie położyć. Zamykam oczy delektując się jego zapachem.
-Zaczynamy wszystko od początku skarbie...- mówi przytulając mnie, a ja uśmiecham  się szeroko.
- Wszystko...- szepczę.
***

Uwielbiam ten rozdział! Jest tak prosty, a jednocześnie słodki i pełen miłości... Ostatnie dwa tygodnie napisałam jedną stronę sto któregoś tam rozdziału i tkwię w punkcie. Nie ogarniam o co chodzi. Mam nadzieję, że nadrobię to w ten weekend. Dodaję wcześniej, bo mam taką ochotę xx. Proszę o komentarze, może sprawia, że rozdział pojawi się szybciej, kto wie xx.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 86



Samolot ląduje na małym lotnisku w Santo Domingo. Jestem gotowy na poszukiwania mojej pięknej Grace. Zameldowuję się w hotelu i idę na spacer by obejrzeć okolicę. Tutaj rzeczywiście jest niewyobrażalnie pięknie. Słońce grzeje kark i zmarznięte kości po londyńskiej pogodzie, niebo jest błękitne pozbawione chmur. Przyjemny wiatr otula, by nie przegrzać organizmu. Jednak nie przyjechałem tu by odpoczywać, co czuję, że jest mi trochę potrzebne, a znaleźć tę, która jest moim promykiem słońca. Idę nad wybrzeże i przechodzę dobre kilka kilometrów plażą. Rozmawiam przez telefon z Gemmą, która mówi, że domek Lucy jest na klifach na obrzeżach stolicy. Trafiam wreszcie do części miasta położonej na wzgórzu i klifach. Wchodzę na teren małego targu. Dwie kobiety, mulatki wskazują na mnie palcem i burczą coś po hiszpańsku.
-Nie stąd, prawda?- pyta mnie jedna ze sprzedawczyń.
Kiwam głową.
-Skąd pan jest?
-Anglia.
-Blady pan taki... Widać, że przyjezdny.
Uśmiecham się do kobiety.
Szukam tej dziewczyny, czy widziała ją pani?
 
Grace
Jak co dzień wybieram się do Dalily na zakupy po świeżą porcję owoców. Kręgosłup bardzo mi dokucza, więc skrywam nadzieję, że znów da mi trochę tej maści rozgrzewającej co ostatnio. Jednak gdy widzę stojącego tyłem do mnie Harry'ego serce zatrzymuje mi się na ułamek sekundy. Pokazuje jej jakąś kartkę i coś czuję, że to jest zdjęcie. Kobieta kątem oka mnie widzi, kręcę lekko głową, by dać jej do zrozumienia, żeby powiedziała, że mnie nie zna. Po miesiącu tutaj naprawdę się zadomowiłam. Chowam się za pobliskim sklepikiem i wypatruje podłamanego Harry'ego. Ma czapkę z daszkiem założonym do tyłu okulary przeciwsłoneczne, krótkie czarne spodenki i bokserkę. Chłopak odchodzi w drugą stronę.
-To był ten twój facet? Ojciec dziecka?
Kiwam głową.
-Przyjechał by cię szukać... –mówi Dalilah.
-Ale czy znajdzie to ja już nie wiem.- dodaję i robię zakupy.
Wracam do domu. Od razu łączę się przez video chat z Lucy, która po powrocie do Wlk. Brytanii się przeziębiła i spędza wolny czas z Eleanor, gdy Tyler pracuje.
-Cześć Gruba jak tam?
-Nie uwierzycie kogo widziałam na rynku...
-Elvisa Presleya?- pyta Lucy.
-O wiem! Madonnę...- śmieje się El.
-Harry'ego... Mojego Harry'ego.
Lucy zrywa się z kanapy i prawie wylewa herbatę na siebie. Patrzą na mnie zdziwione i zszokowane.
-Jak on to zrobił, jak on się dowiedział?- mówi Lucy.
-Ja nie wiem albo ma wtyki, albo... no nie wiem...- dopowiada Eleanor.
-Co ja mam robić brzucha już nie schowam pod workiem. Zróbcie coś, pomóżcie mi!
-Ale co mamy zrobić... - mówi El.
-Gracie on cię po prostu szuka, no i nie ukrywajmy prawie znalazł.- dodaje Lucy.
-Od dziś nie wychodzę z domu.
-A może już pora wyznać mu prawdę, Grace, jest ci coraz trudniej powinnaś mieć kogoś, kto ci pomoże wstać, posprzątać... Teraz jesteś w szóstym, ale za miesiąc już nie będziesz dawała rady i znów zaczną się studia, które chcesz kontynuować.- zaczyna Lucy.
-Sama nie wiem.
-Jeśli się spotkacie to siłą rzeczy zobaczy brzuch.- podsumowuje Eleanor.

Ściągam kapelusz z głowy i poprawiam grzywkę, która spadła mi na czoło. Słońce fantastycznie grzeje mój bolący kręgosłup.
-Wiecie...- zaczynam. -Boję się jego reakcji na to... A jak nie będzie jej chciał? Powie, że w wieku 19-20 lat nie zamierza być ojcem.
-To będzie kuźwa palantem bezmózgim.- cedzi El.

-...i przestanie być moim kuzynem.- dodaje Lucy z zatkanym nosem.
Uśmiecham się do Lucy i El.
-Zobaczymy jak to będzie.
(...)
Kilka dni później zapominam o stresie, że spotkam Harry'ego. Co ma być to będzie... I tak muszę zaakceptować fakt, że za 3 miesiące urodzę dziecko. Moją małą Darcy lub Silver lub Collette. Późnym popołudniem postanawiam pójść na spacer, nakładam rzeczy i wychodzę z domu. Sandałków właściwie nie zakładam bo po co... Trzymam je za sznureczki między palcami. Idę delektując się szumem morza i fal.
 
Harry
Od kilku dni nic. Nie znalazłem jej, a także adres, który dostałem od wujka okazał się być błędny. Rozmawiałem z chłopakami dzień w dzień. Pocieszali mnie, że nie mogę się poddawać, że nie ma opcji, żeby się nie udało. Musiałem pomyśleć, gdzieś indziej niż pokój hotelowy.
Plaża. Spacer. Znów.
Przechadzając się wzdłuż brzegu morza myślałem, co ona może teraz robić, jak się czuć.
Staję w miejscu. Unoszę okulary przeciwsłoneczne z nosa i nakładam je na czoło. Wszędzie rozpoznam tę koszulę, kaskady włosów opadające na plecy i te piękne wysportowane nogi. Idzie do mnie tyłem, z uśmiechem na ustach podbiegam i dzieli nas jakieś 20 metrów. Jednak gdy obraca się profilem moje nogi miękną i braknie mi oddechu. Jest lekko wygięta do tyłu przez bardzo duży brzuch.
Grace spodziewa się dziecka.
Moja ukochana uśmiecha się i głaszcze brzuch. Z moich oczu wypływają łzy, a dłoń zakrywa usta. Czyżby fakt że jest w ciąży jest przyczyną wyjazdu? Ona nosi pod sercem moje dziecko?
Dziewczyna powolnym krokiem idzie dalej i po jakimś czasie schodzi w stronę schodków na klif. Teraz już wiem… Wszystko.
Siadam na piasku… Piszę do chłopaków i siostry: Znalazłem ją i nie tylko…
 Jestem taki szczęśliwy. Moja Grace jest w ciąży, będziemy mieć dziecko…
Chyba, że ono nie jest moje…
Do mojego mózgu wdzierają się wyobrażenia tego, że Grace spała z kimś innym, albo ktoś zrobił jej krzywdę.
Nie myśl tak, Harry…- mówię sobie.

Louis
-Boże nareszcie…- mówię szczęśliwy.
-Co nareszcie?- pyta El z salonu.
-Harry znalazł Grace.
-Co?!
-Mhm. Zobaczył ją na plaży jak szła.
-O Jezu…
Eleanor leci na górę po telefon i dzwoni do Grace. Wszystko słyszę, jak moja dziewczyna rozmawia z przyjaciółką.
-Naprawdę, Louis mi powiedział…
-Szłaś w samej koszuli?!
-To już w ogóle będzie widać…
-A jak zobaczył?

Grace
-Nie sądzisz, że to ja powinnam być bardziej przerażona?- pytam El, a ta się śmieje.
-Może widział cię tylko od tyłu.
-Obracałam się co chwilkę.
-Czyli mógł zobaczyć?
-Mógł.
Czuję się zmęczona.
-Kochana, ja kończę, muszę odpocząć.
Kładę się na leżaku z kapeluszem na czole. Zasypiam bardzo szybko. 
~~~~
-Kochanie?
-Tak Harry?
-Czy wzięłaś już tabletki?
-Nie... Zapomniałam...
Harry wchodzi do naszej sypialni.
-Żartujesz? Grace!
-Dobra przepraszam...
-Ty nie przepraszaj mnie tylko naszą córkę... Nie chcesz mieć silnie kopiącej córci?
-Harry ona mnie wykańcza nie mogę spać w nocy...
Harry kręci głową i się śmieje.
-Bo już chce wyjść na świat kochanie...
Harry siada na łóżku obok mnie i kreśli wzorki na moim nagim brzuchu.
-Już nie mogę się doczekać jak będzie z nami...
-Będziesz zasuwać z pełnymi pieluchami...
Harry śmieje się głośno.
-Moja mała księżniczka. - szepcze Harry i całuje mój brzuch.
Po czym kładzie się obok i przytula mnie od tyłu, kładąc swoją dużą dłoń na brzuchu.
-Zaśpiewać ci coś?- pyta.
-Mhm.
Harry zaczyna nucić Almost is Getting Enough.
Zasypiam i czuję, że ta noc będzie spokojna. Mała zasypia gdy słyszy śpiewającego jej Harry'ego.

LINK- Over Again- One Direction
Otwieram oczy i zamykam je od razu. Słońce jest bezpośrednio nade mną. Wstaję i idę do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. Będąc tu bardzo się zadomowiłam. Będę wracała tu każdych wakacji. Powietrze, wieczne słońce, szumiąca pod drugiej stronie okna woda.
Gotuję sobie warzywa na parze z przyprawami. Zauważam, że słońce już prawie zachodzi. Siadam na patio i kończę posiłek. Idę do środka odłożyć talerz. Duże lustro w saloniku zwraca moją uwagę. Jestem ubrana w czarny obcisły top i damskie bokserki. Podnoszę bluzkę i spoglądam na brzuch.


-Już niedługo usłyszysz swojego tatusia słoneczko... Tatuś cię bardzo kocha, wiesz? Bardzo cię kocha i mamusia też cię bardzo kocha. Obydwoje cię kochamy. Tylko tatuś jeszcze o tobie nie wie, ale myślę, że jak cię zobaczy w mamy brzuszku, to sam ci to powie...


Podnoszę wzrok na lustro. Odbicie zachodzącego słońca, które jest już prawie nad powierzchnią wody. Pomarańczowe słońce zostaje zasłonione głową mężczyzny z tymi cholernymi lokami. Zaczesuje grzywkę do tyłu. Moje oczy się zasklepiają i podnoszę dłoń do ust. Jestem zszokowana. Harry podnosi wzrok na mnie i nasze oczy spotykają się w odbiciu lustrzanym. Przechodzi przez bramkę oddzielającą schody od wejścia na teren posiadłości Lucy. Staje na środku.
-Gracie...- mówi cicho.-Porozmawiajmy...
-O czym chciałbyś rozmawiać?- pytam wzruszona.
-O mnie, o Tobie i o naszym dziecku...
Łzy płyną mi po policzkach.
Harry wchodzi do środka domku i staje ze mną. Boże znów czuję jego zapach, jego obecność.
Przez cały czas patrzy w moje oczy. Odgarnia włosy na prawą stronę i kładzie głowę na lewym ramieniu. Po czym łapie moją dłoń, splata palce i kładzie nasze złączone na brzuchu.
-Nie płacz już... Jestem z tobą... Z wami...
Odwracam się i przytulam się w jego tors. Palce wplatam w jego włosy i przyciągam mocno do siebie.
-Tęskniłam za tobą...- szepczę czując jak łzy spływają po moich policzkach.
-Ja też słońce... Bardzo... Szukałem cię od trzech tygodni... Brakowało mi ciebie...
-Te wszystkie dni, one były okropne…- mówię.- Strasznie potrzebowałam cię.
-A ja potrzebowałem ciebie, ale mi uciekłaś…
-Doszłam do wniosku, że widywanie cię z…
-…nie mówmy o tym… nie dziś… dziś jestem, ja, ty i maleństwo...
Harry siada na łóżku ze mną i sadza mnie sobie na kolanach.
-Nie, ja usiądę obok... Przytyłam 10 kg.- mówię.
-Naprawdę myślisz, że to dla mnie jakiś problem? Chodź tu do mnie.
Ostrożnie siadam na kolanach Harry'ego.
-Ile to już miesięcy?- pyta dotykając brzucha.
-6... ale ja sama dowiedziałam się będąc w połowie trzeciego.
-A te trzy miesiące ukrywałaś ciążę..
Kiwam głową.
-Dlatego nosiłaś takie luźne rzeczy...
-Nie chciałam, żeby ktokolwiek zobaczył. W szczególności paparazzi, którzy czaili się na każdym kroku.
-Czemu mi nie powiedziałaś?- pyta cicho.
-Bo się bałam...
-Czego?
Harry marszczy brwi i wpatruje się w moje oczy z oczekiwaniem na odpowiedź. Zaplatam na palca jeden z jego kosmyków włosów. Opuszczam wzrok i przygryzam policzki od wewnątrz.
-Twojej reakcji... Rozwijasz się, jesteś wielką gwiazdą, śpiewasz w zespole prawie cały rok jesteś w trasie, to by zaburzyło cały twój rytm życia. Poza tym o tym, że jestem w ciąży dowiedziałam się tydzień po tym jak odszedłeś. Jakby to wyglądało jakbym przyszła: Cześć Harry, wiem, że cię podle okłamałam, ale będziemy mieć dziecko... Cieszysz się? Nie cieszyłbyś się Harry...
Harry opuszcza głowę.
-A to jest chłopczyk czy dziewczynka?

Uśmiecham się.
-Dziewczynka.
Śmieje się, ale widzę, że jest cholernie wzruszony.
Harry schyla lekko głowę nad brzuch.
-Halo odbiór tam w brzuchu mamy... Tutaj twój tatuś, wiem, że długo mnie nie było, ale już jestem i zawsze będę. Księżniczko, słyszysz tam?
Kładę mu głowę przy szyi. Podnosi mi ją lekko dłońmi i muska mi usta swoimi. Podnoszę dłoń by pogłaskać jego policzek. Otwieram mocniej usta i całuję go namiętniej. Jego dłoń zsuwa się na biodro. Uśmiechamy się pomiędzy pocałunkami.
Nagle wstrzymuje oddech i dotykam brzucha nad pępkiem.
-Kopnęła. Harry kopnęła!
-Naprawdę?!
-Nasz córcia kopnęła mamusię...- mówię wzruszona sytuacją.
-Jestem taki szczęśliwy, Grace... Nie mogę uwierzyć,że będziemy mieć córkę.
Harry uśmiecha się i muska moje usta.
-Jestem ciekawy, jak inni zareagują na tę wieść... Na przykład moja mama...
-Moją mamę mamy z głowy...- śmieję się.
-Gemma się ucieszy, ona uwielbia takie malutkie dzieci, a jak usłyszy, że będzie mieć bratanicę to się do nas wprowadzi... Zobaczysz.
Śmieję się.
-Kocham Cię.-mówi mi, gdy chcę wstać z jego kolan. Staję przed nim podczas gdy on siedzi na łóżku.
Po czym pochyla się i podnosi mi koszulkę.
-...i ciebie też księżniczko...-mówi dotykając mojego brzucha ustami, a potem lekko muskając wargami.
Być może część z was zapyta, czy jestem szczęśliwa...
Tak.
Jestem szczęśliwa.
Mam mojego mężczyznę i małą córkę, która za 3 miesiące pojawi się na świecie.
Staniemy się wtedy jedną wielką. wspaniałą rodziną Stylesów, no oczywiście biorąc pod uwagę fakt, że wciąż jestem Moore, ale... moja mała będzie tą Styles.
 

(...)
-Jak ją nazwiemy?- pyta Harry, gdy leżymy na łóżku późnym wieczorem wtuleni w siebie.
-A jak chciałbyś ją nazwać?
-Zawsze sobie mówiłem, żeby nazwać córkę Darcy, ale teraz chyba już nie chcę...
Uśmiecham się szeroko.
-Brałam tę opcję pod uwagę...
-Naprawdę?- pyta spoglądając na dół, moja głowa leży na jego klatce piersiowej spoglądam do góry i widzę jego szeroki uśmiech.
-Też mi się podobało to imię. Jakieś inne propozycje masz?
-Raczej nie... A ty?- odpowiada z szerokim uśmiechem.
-Moimi faworytkami była Darcy, Silver i Collette...
-Zdrobnieniem od Collette może być Coco... –mówi i zaczyna się śmiać.
-Weź, to brzmi jakbyś mówił do kota lub psa... Coco do nogi..- dodaję, a Harry kręci głową chichocząc.
-A zdrobnienie do Silver?
-Wymyśli się...
Harry przyciąga mnie wyżej do siebie.
-Kocham cię...- szepczę, gdy już prawie dotykają się nasze usta.
Uśmiecha się i muskam jego usta.
-Kocham cię mocniej Grace...- mówi przytulając mnie mocno do siebie.
-Chciałbym to okazać, ale ten brzuch mi przeszkadza...- mówi całując moją szyję.
-Przez kolejne miesiące będzie ci przeszkadzał w wielu rzeczach...
-Tak myślisz?- unosi brew i uśmiecha się zawadiacko.
-Zdecydowanie.
Znów go całuje w usta.
-Mam nadzieję, że jak urodzisz to też będziesz taka chętna i ponętna...
-Ponętna?- chichocze.-Jestem gruba, brzydka i w ogóle nieatrakcyjna...
Harry wybucha głośnym śmiechem i zaraz milknie mając poważną minę.
-Nie jesteś gruba, jesteś w ciąży, jesteś piękna, naturalna i taka mi się podobasz najbardziej... w dresach, mojej koszulce, najlepiej bez stanika…
-Boże, zboczuchu…- jęczę.
-Mrrr…- mruczy zniżając się.
-Ne zamierzasz się hamować, no nie?- pytam.
-Jasne, że nie… Podczas ciąży można uprawiać…
-…nie mów tego Harry…- przyciskam dłonie do jego ust i jednocześnie siadam na jego biodrach.
Chłopak patrzy na mnie i głośno się śmieje.
-Zostaniesz na noc?- pytam go cicho muskając usta.
-Mhm…- mruczy.- Ale chciałbym pójść do hotelu po moje rzeczy…
Przytakuję mu. Harry niechętnie wstaje z łóżka.
-Ej… Kochanie…- mówi mi, gdy zakłada buty.
-Słucham cię…
-Kocham cię i wracam niedługo. Ok.?- mówi mi.
-Ok.
-Będziesz czekać?
-Będę.
Już ma wychodzić, gdy wraca się do mnie i całuje mnie tak namiętnie, że aż czuję, że nade mną góruje. Po czym odrywa się i szybko wychodzi odwracając się tylko wtedy, gdy zamyka bramkę. Jestem cholernie zdezorientowana.
Ale i szczęśliwa.

Harry
-Dlaczego ty ode mnie nie odbierasz?- pyta Gemma.
-Bo spędzałem czas z moją ukochaną…- mówię z szerokim uśmiechem.
Gem krzyczy do mamy: Mamo, znalazł ją i znów są razem!
Zaczynam się głośno śmiać. Słyszę pisk mamy i jej głośne Woo-Hoo…
-Jesteście niemożliwe.- mówię siostrze.
-Dobra to już wszyscy wiedzą, co u niej słychać? Jak się czuje? Kiedy wraca?Co…

-…więcej tych pytań Gem…- przerywam siostrze.
-Oj Jezuu…

-Nie odpowiem ci na żadne z tych pytań…- mówię jej.
-Ale czemu…- jest zawiedziona.
-Bo jak przyjedziemy do Londynu to będziemy mieli wam coś do ogłoszenia…

-Ale co to jest…

-Ha! Nic ci nie powiem siostroo…

-Nienawidzę cię bracie… Nienawidzę niespodzianek i wyczekiwania.

-Właśnie dlatego widzę pomiędzy tobą, a Grace niezwykłe podobieństwo.
Gemma chichocze.
-Kiedy wrócicie?

-Dopiero, gdy ona sobie tego zażyczy…

-… czyli…

-Nie wiem, ale tu jest tak pięknie, że mógłbym tu zamieszkać.

-No tak… Ty masz słońce, temperatury +25, a my tu 11 na krzyż.
Śmieję się.
-Wróćcie, stęskniłam się za nią…- mówi.
Mama krzyczy w tle: Ja też!
Uśmiecham się.
-Cieszę się...- mówię wchodząc do hotelu.
-Ja ją uwielbiam…- mówi Gemma i wiem, że się szeroko uśmiecha.
Mama: Ja też!
-Weź przekaż mamie, żeby się tak nie darła, bo głos straci jak ostatnio, gdy się dowiedziała, że przyjadę z Grace do domu…
Gemma i ja wybuchamy śmiechem.
-Czekamy tu na was… W Holmes Chapel.- mówi moja siostra.
-Ok. Ale wiedz, że przyjedziemy z kimś jeszcze, jak wrócimy…

-…co…

-…i nie pytaj się z kim, bo i tak ci nie powiem.
Żegnam się z siostrą i pakuję rzeczy.

Grace
-Długo jeszcze?- piszę mu smsa.
-Jeszcze chwilkę właśnie kończę pakowanie.
-Czekam.
-Niedługo będę :)
Wstaję z łóżka ostrożnie i idę do łazienki wziąć prysznic. Myję się pod letnią wodą i myję głowę. Gdy wychodzę zawiązuje sobie ręcznik na ciele. Rozczesuję włosy i ubieram się w stanik sportowy i krótkie majtki-bokserki. Kładę się na łóżku i przy zgaszonym świetle surfuję po Internecie. Zasypiam.
Rankiem budzę się leżąc na lewym boku plecami do balkona ze świecącym słońcem. Przewracam się z trudem na drugą stronę i znów czuję kopnięcie małej. Uśmiecham się, a moje oczy szeroko się otwierają. Obok mnie jest puste miejsce, ale biorąc pod uwagę charakterystyczne wklęśnięcie materacu od ciała mojego chłopaka wiem, że tu spał. Podnoszę się lekko podpierając się na łokciach. Harry wchodzi do pokoju z tacką z czerwoną różą w małym wazoniku i szklanką soku pomarańczowego, do tego na talerzyku są kanapki z chleba pełnoziarnistego z twarożkiem i pomidorem, ogórkiem i szczypiorkiem. Dokładnie tak jak w notesie mojej mamy, jako jej ulubione śniadanie w ciąży. Odkłada tackę na etażerkę, poprawia mi poduszkę i pomaga mi usiąść prosto. Po czym podaje mi tackę z jedzeniem.
-Dziękuję panie Styles.- mówię zajadając się.
-Smacznego…- uśmiecha się i idzie po swoje kanapki.
Siada obok na łóżku i w ciszy jemy.
-Gracie?
-Hm?- spoglądam na niego połykając kolejny kęs drugiej już kanapki.
-Kiedy chciałabyś wrócić do Londynu?
Spoglądam na niego.
-A masz coś? Mam na myśli… Jakieś wywiady, czy występy…
-Nie, ale moja mama i siostra się niecierpliwią, żeby cię zobaczyć ze mną.
-Powiedziałeś im?
-Nie, oczywiście, że nie, to nie jest rozmowa na telefon.
Uśmiecham się i odchylam kołdrę.
Spoglądam na swój brzuch, tak samo Harry jego wzrok jest wlepiony w niego.
-Będzie śliczna jak ty…- mówi mi całując mnie w głowę.
-Chciałabym, żeby miała twoje włosy…- śmieję się.
-Co ty masz do moich włosów?- burzy się na żarty Harry.
-Nic kochanie…
-Ciągle masz do nich jakiejś zastrzeżenia.- śmieje się.
Odkładam talerz. I tackę na podłogę. Podnoszę się i siadam Hazzie na biodrach. Pochylam się do przodu i całuję go namiętnie.
Kręcę sobie na palcach włosy Harry’ego.
-Masz najseksowniejsze włosy na Ziemi…- mówię mrucząc.- I bardzo bym chciała, by nasza córka miała włosy po tobie, bo…
Mruczę i łączę usta z jego ustami.
-…nie musiałaby nosić czapki…- mówię pomiędzy pocałunkami.
Harry zaczyna się śmiać.
-Ale oczy będzie mieć twoje…- mówi Hazz.- Będzie cała jak ty…
-…prócz włosów…- mówię.
-Przestań z tymi włosami.- mówi Harry śmiejąc się.
******
I wrócili do siebie! Podoba się rozdział? Komentujcie, a ja idę płakać nad swoim żywotem i pp xxx.