czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 83.



-Kiedy cię znów zobaczymy?- pyta babcia.
-Jak wrócę z Dominikany…- przytulam ją mocno.
-Dziecko to tak daleko jest…- mówi mama.- Nie powinnaś być tam sama.
-Przylecisz do mnie z Elliotem.- uśmiecham się, a mama kręci głową.


Żegnam się z rodziną i wsiadam w samochód, po czym spokojnie jadę. Ok. 13:00 jestem w Londynie, Lucy przyjeżdża do mnie i pomaga mi się pakować. Biorę wielką walizkę i zaczynam się martwić jak dam sobie radę z dowozem jej do domku Lucy i Tylera. Moja przyjaciółka mówi mi kilka ważnych rzeczy nt. użytkowania pieca gazowego i takie tam. Mówi, że dom obok mieszka rodzina, z którą przez ten tydzień, gdy była bardzo się zaprzyjaźniła i poprosiła ich o to, żeby w razie czego pomagali mi. Z czego nie byłam zadowolona. Poza tym prosto z lotniska mam podać kartkę taksówkarzowi i on zawiezie mnie pod sam domek. Lucy mówi mi, że nie muszę wynajmować samochodu, bo jeździ tam dużo taksówek. Sean obiecuje mi, że zawiezie mnie na lotnisko i we wszystkim pomoże. Pakuję masę rzeczy i naprawdę mam wrażenie, że jeszcze czegoś mi brakuje. Ok. 18:00 jestem już na lotnisku. El jest na mnie zła, że wyjeżdżam, ale gdy jej mówię dlaczego to robię, przyznaje mi rację i prosi bym dzwoniła często, podczas gdy ona będzie także to robić. Sean oddaje walizkę na taśmę, a ja już muszę iść do odprawy.
-Uważaj na siebie mała… Uważaj na siebie i małego potworka. Będę dzwonił, ale ty też dzwoń. Gdybyś mnie potrzebowała dzwoń. Pierwszy samolot i jestem.
Uśmiecham się widząc przejęcie mojego brata. Łapię go mocno za szyję i przytulam.
-Jesteś najwspanialszym bratem Sean. Kocham cię, wiesz?
-Też cię kocham mała…- mówi.
Brat całuje mnie w czoło.
-Wypocznij tam.
Uśmiecham się i po okazaniu biletu wchodzę do tunelu i wsiadam do samolotu. Oficjalnie od tego momentu mam całkowicie zniknąć z obiektywów paparazzich.
Lot trwa prawie 12 godzin. Nie ukrywam, że wykańcza mnie i jedyne na co mam ochotę to sen.
(…)
Piękny dom, piękna plaża, piękna okolica, wspaniali sąsiedzi z trójką uroczych dzieci. Szkoda tylko, że tak słabo mówią po angielsku. Nawijają po hiszpańsku.  Po kilku dniach spędzonych na Dominikanie czuję jak bardzo brakowało mi spokoju.

Harry
Kendall siedzi na tarasie w moim pokoju hotelowym w LA i rozmawia przez telefon, podczas gdy ja słysząc nazwę Harrace wychodzę z łazienki z ustami pełnymi piany od pasty do zębów i słucham.
 
-Bardzo ciekawe. Do sieci trafiło właśnie nowe zdjęcie starej pary...

-Starej, ale jarej…
-…jara to była 1,5 miesiąca temu…
-Harry Styles i Grace Moore byli widziani na koncercie zespołu Kodaline, jednakże data wykonania zdjęcia nie jest nam do końca znana.
-Mamy komentarz z Twittera osoby, która wykonała to zdjęcie:
„Naprawdę wyglądali na zakochanych Harry co chwilkę obejmował Grace, całował jej policzek, czoło, a ona uśmiechała się i odwzajemniała pocałunki. Stali przytuleni cały koncert i ani na chwilkę nie odrywali się od siebie. Na koncercie byli także inni znajomi byłej pary, ale Harry był wyłącznie zajęty swoją ukochaną.”
-To naprawdę słodkie… Jednakże stare czasy Harrace zostały zażegnane.

Słysząc tę nazwę moje serce bije mocno i do głowy cisną się wspomnienia. Mój wzrok jest utkwiony w telewizorze, jednak odpływam. Siadam na kanapie trzymając w dłoni szczoteczkę.
-Idziemy?- przerywa moje rozmyślania Kendall.
-Mhm.
Wracam do łazienki i wypłukuję usta.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę…- mówi.- Kylie bardzo chciała cię poznać.
Kiwam głową przytakując.

(…)
Wkrótce jestem w domu państwa Jenner i naprawdę czuję się tu okropnie. Kylie i Kendall chichoczą, Kim bawi się z siostrzeńcami i córką, a Khloe stara się skleić rozmowę ze mną. Justin, który jest tutaj, wstaje i mówi mi, że musimy porozmawiać. Też tak sądzę, więc przepraszam Khloe i idę z nim na drugą stronę domu, gdzie zaparkowałem samochód.
-Jesteś na mnie zły? Za ten kontrakt?
-To była głupota.- mówię przeczesując grzywkę palcami.
-Wiem, ale naprawdę nic nie mogliśmy zrobić.
-Czemu mówisz za nią?
-Bo nie wiem do końca, czy aby znasz całą sytuację…
-Z tego co wiem, Grace zrobiła to, żeby pomóc ci odzyskać wizerunek i była to forma podziękowania za to co zrobiłeś…
-Dokładnie…
-Wszystko mi powiedziała Justin. Ale nic nie mówiła przez ostatnie miesiące… Okłamała mnie.
-Harry kontrakt jej zabronił. Gdyby Scooter się dowiedział, że wiesz… udupił by ją. Musiałaby zapłacić fortunę.
-Zapłaciłbym.
-Nie pozwoliła by ci. Nie znasz jej?
Opuszczam głowę.
-Nie chciała narażać waszej relacji.
-Relacji?
-Myślisz, że się nie domyśliłem?- pyta mnie.
-Tak sądziłem.
-Wiesz, nie próbowałem tego od niej wydusić, ale widziałem jaka szczęśliwa była, gdy z tobą rozmawiała. Przekonanie dała mi taka jedna sytuacja, gdy pomiędzy nią, a Scooterem była kłótnia o ciebie.
-Co?- pytam zdziwiony.

Retrospekcja
-Scooter…- zaczęłam.- Paparazzi śledzą mnie na każdym kroku. Wczoraj jak byłam na spotkaniu przepychali się, nie mogłam przejść. Co rusz na portalach są różne rzeczy o mnie. Bardzo często obrażające mnie i moją rodzinę. Mówią, że zdradzam Justina, że jestem szmatą i w ogóle. Boli mnie to.
Położyłam głowę na ramieniu Biebera.
-Angażując się i podpisując kontrakt przystałaś na takie warunki…
-Przystałam, bo byłam głupia. Teraz wiem co znaczy, ten cały popierdzielony show-biznes. Zero prywatności. Nie mogę się spotkać z kimś nie będąc pod ostrzałem fleszy… Dobrze, że niedługo się to skończy.
Scooter zamrugał kilka razy oczami.
-Ty zamierzasz zerwać kontrakt?
-Nie, poczekam, aż sam się skończy… Nie mam zamiaru płacić twojej wytwórni. Został miesiąc.
Wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę drzwi.
-I chciałbym ci powiedzieć, że nie możesz się spotykać z Harrym.
-Co ty powiedziałeś?- zatrzymałam się i odwróciłam w stronę Brauna.
-Nie możesz… To źle wpływa na moją reputację i Justina…
-Nie przesadzaj…- powiedział Justin.
-Jak możesz mi zabronić spotykać się z moim przyjacielem?!- krzyknęłam.
-Ja nie wiem, czy to na pewno jest twój przyjaciel… Zresztą wystarczająco dużo czasu spędziliście w Sydney.
-Nie zabronisz mi się z nim spotykać…
-Zabronię…
Zacisnęłam dłoń w pięść, a wczoraj zrobione paznokcie wbiły mi się w skórę.
Justin stanął obok mnie.
-Scooter nie możesz jej zabronić.
Ale Braun ciągle patrzył na mnie i uśmiechał się.
-Mogę Justin… Mogę…
-Co ty pieprzysz?- krzyknęłam.- Nie zabronisz mi!
-Mam ci pokazać co pisze w kontrakcie?
-Co?!
-Scooter, daj jej spokój. On jest jej przyjacielem.
-A skąd wiesz co robili w Sydney?- spytał Justina Braun.
-Nic nie robiliśmy. On jest moim przyjacielem i będę się z nim spotykała, czy tego chcesz, czy nie.
-Scooter… Mogę z tobą pogadać w studiu w piwnicy?- zapytał stanowczo Justin.
-Tak.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam płakać. Wściekłość przerodziła się w bezradność. Moja ręka zdrętwiała mi od ciągłego ściskania jej w pięść.
Justin wrócił po 15 minutach. Scooter bez słowa wyszedł.
-Grace nie musisz się martwić…- powiedział uśmiechnięty.
-Jak mam się nie martwić… Nie mam życia…
-Spokojnie… Scooter odwołał wszystko co mówił…
-Jak to?- spojrzałam na Justina, a on usiadł obok i otarł mi łzy kciukiem.
-Zagroziłem, że nie będę śpiewał na najbliższej gali.
-A on?
-Powiedział, że nie mogę, więc powiedziałem mu, że się przekona. Można powiedzieć, że zaszantażowałem go. Oznajmiłem mu, że jeśli nie odwoła wszystkich słów jakie ci powiedział dziś to może się pożegnać także z posadą moje menadżera.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
-Naprawdę mu tak powiedziałeś?
-Yhym.
-Jesteś wspaniały.
Pocałowałam go w policzek i przytuliłam się mocno.
-Grace…- powiedział po chwili.
-Słucham?
-Jeśli znów coś czujesz do Harry’ego, to powiedz mi, ja to zrozumiem.
***
Siedzimy w samochodzie Justina i wsłuchuję się w jego słowa. Gdy kończy nie wiem co powiedzieć.
-Naprawdę?- pytam, a Justin kiwa głową.
- Tak między nami… Powinieneś walczyć o Grace, a nie zaprzątać sobie głowę Kendall. Jest bardziej wartościowa i piękniejsza.
-A ty? Jesteś szczęśliwy z Kylie?
-Kylie jest inną kobietą, zupełnie, a Kendall jest po prostu pusta. Modelką jest ok., ale przecież Harry… Grace nie była modelką, tylko zwykłą studentką… właściwie to niezwykłą…
Uśmiecham się.
-Przemyśl to co mówię. A wracając do tego kontraktu to zrozum jej działanie… Chciała ci to powiedzieć, gdy odkryłeś prawdę, no nie?
Kiwam głową.
-To znaczy, że nie dowiedziałbyś się za tydzień tylko jeszcze tamtego dnia. Wiesz… Jak zobaczyłem wasze zdjęcie z restauracji Kylie śmiała się ze mnie, bo tak się cieszyłem.
-Miło z twojej strony.
-Uwierz mi… Grace swoją rolę odgrywała świetnie, ale wiem, że to, że zgodziła się traktuje jako najgorszy błąd jaki popełniła.
-Skąd to wiesz?
-Bo zdążyłem ją poznać… Jako przyjaciółkę. Do tej pory ją traktuję tak, ale ostatnio nie pisałem do niej. Słyszałem, że Kendall skarżyła się Kylie, że Grace się kręci obok ciebie…
-…stykaliśmy się przez przypadek…
-Przypadek?- unosi brew Justin.- Nie sądzę.
-Grace dostała staż w magazynie GQ i przeprowadzała tam wywiady i akurat trafiła kosa na kamień.
-Co ty?
-Wywiad był poprowadzony wspaniale, ale ta odległość między nami była… Okropna.
Widzimy, że zza domu wychodzi Kendall w stroju kąpielowym i macha do nas, byśmy przyszli. Pokazuję jej, że za 5 minut.
-Czemu Ken jest taka uprzedzona do Grace? Myślałem, że się lubią.
-Tak jakby… Oblały się nawzajem wodą w restauracji.
Opowiadam historię Justinowi, a on śmieje się.
-Kobiety o ciebie walczą, teraz tylko pozostaje ci tylko wybrać którą lepiej wziąć pod swoje skrzydła…
Kendall znów wybiega i woła nas.
-Polecam Grace…
-Czemu?- pytam.
-Bo Kendall nie ma biustu…- mówi, jakby to była oczywistość.
Wybucham śmiechem i wysiadam.

Grace
Zdążyłam już rozpakować do końca walizkę i zadomowić się w domku Lucy. Mam jakieś 10 metrów od patio do zejścia z klifu na dół na plażę. Piasek jest sypki, żółty i cieplutki od jarzącego się tu słońca. Zdecydowanie bardziej pasuje mi niż w domu. Tam musiałabym walczyć z dresami, grubymi swetrami itd. a tu proszę bardzo crop top odsłaniający brzuch, moja mała pewnie czuje się lepiej w takiej temperaturze, niż gdyby miała czuć przechodzące przeze mnie dreszcze. Na nogach spodenki i klapki, albo sandałki. Kapelusz.
Po południu ubrałam koszulę w kratkę, którą kiedyś kupiłam. To znaczy… Harry mi ją kupił. I idę na schadzkę po okolicy. W małej torebce mam zamienione pieniądze, mapę okolicy, gdybym się zgubiła, adres domu na kartce i telefon. Idę w stronę miasteczka. Betonowa droga, przy której leży domek Lucy i Tylera prowadzi do małego targu. Starsi mieszkańcy przyglądają mi się z uwagą i mówią do siebie po hiszpańsku na mój temat. Oczywiście nie rozumiem co dokładnie, ale sądząc po przyciszonym głosie i wskazującym palcu jestem pewna że mnie obgadują.
-Nie przejmuj sie nimi.... obgadują wszystkich przyjezdnych, szczególnie tych bladych i nie mówiących im dzień dobry.
Osobą, która sie do mnie zwraca jest otyła mulatka w średnim wieku. Na jej twarzy gości piękny uśmiech.
-Bo nie jesteś stąd, prawda?
Przeczę.
-Jestem z Wlk. Brytanii.
-Wiedziałam... Masz coś z tamtych dziewczyn... dużo ich tu przyjeżdża na wakacje. Mam na imię Dalilah.
-Grace.
Podaje jej rękę, a jej uwagę przyciąga mój brzuch.
-Który miesiąc?
-5...
-Połowa za tobą... Chłopczyk czy dziewczynka?
-Dziewczynka. - uśmiecham sie szeroko.
-A co tu robisz?- wypytuje mnie, ale wiem, że nie jest jak tamte kobiety.
-Moja przyjaciółka ma tu domek letniskowy i powiedziała, że muszę odpocząć od tempa Londynu i nie stresować się.
-Mądrze... Teraz trzeba dbać o maleństwo żeby się dobrze rozwijało. Zero stresu i przemęczenia. Tylko odpoczynek. A gdzie zgubiłaś tatusia?
-Jestem tu sama.
-Och... Ok...
Czuję sie trochę niezręcznie.
-Co chciałabyś kupić?
Robię zakupy i wracam do domu.
(...)
Harry
Siadam na łóżku w moim pokoju hotelowym, na zewnątrz słońce zdążyło zajść. Jestem zmęczony całym popołudniem spędzonym na nieustannej paplaninie sióstr Kardashian-Jenner. Razem z Justinem śmialiśmy sie wyłącznie z siebie, albo rozmawiając wspólnie na jakiś temat. To zdecydowanie nie podobało się Kendall. Wypytywała mnie, o czym gadałem z Justinem, ale nawet nie chciałem zaczynać tematu, bo byłaby wielka kłótnia. Gdy już zamknąłem oczy zadzwonił mi telefon. Przeklnąłem w myślach i liczyłem, że to nie będzie Kendall...
Uff...
-Louis?
-Hej... Co tam słychać u ciebie Harry... nie dzwoniłeś, nie pisałeś...
-Nie miałem ze tak powiem głowy do tego.
-Coś nie tak?
-Kendall chyba bardzo poważnie wzięła naszą relację.
-Co ty?
- w glosie chłopaka słyszę zażenowanie i śmiech.
-Byłem dziś na rodzinnym obiedzie  z jej rodzicami i siostrami.
-Z tą od seks taśmy też?
-Taaa... One wszystkie maja takie wielkie dupy.

Louis wybucha śmiechem.
-A Kendall jest płaściutka...-podsumowuje.
-Dobra cicho.
-Kiedy wracasz?
-Nie wiem póki co. Szczerze to nie mam ochoty tam wracać, ryzykując, że spotkam Grace.
-Nie ma jej...
-Co? Jak to?
-Słyszałem jak El rozmawiała z nią i się żegnały...
-Może pojechała do Paryża na jakiś czas... Ma chyba teraz przerwę nie?
-Tak.
-Dobra Louis muszę kończyć, bo jestem zmęczony po całym dniu w tym molochu.
Mój przyjaciel zaczyna się śmiać i przekazuje mu pozdrowienia dla Eleanor. Rozłączam się i już jestem w drodze, by wziąć prysznic, gdy cholerny Antichrist gra ponownie.
-Co zapomniałeś mi powiedzieć?- pytam odbierając.
-Harry to ja, Kendall.
-Och cześć... Przepraszam myślałem, że to Louis.
-Nie ma sprawy.
-Dzwonisz z jakiejś określonej przyczyny?
-Tak jakby... Ale pogadamy o tym jak się zobaczymy.

Wzdycham cicho z ulgą.
-...za 20 minut. Do zobaczenia.
Podłamany sytuacją biorę szybko prysznic i ubieram czyste rzeczy.
Pukanie do drzwi przerywa moje osuszanie włosów.
Wpuszczam Kendall do środka.
-Nie będę owijała w bawełnę, ale chciałabym, żebyś wystąpił w reality show mojej rodziny.
Dopiero po powtórzeniu sobie prośby Jenner kilka razy w głowie dochodzi do mnie jaką absurdalną prośbę ma do mnie.
-Po co miałbym w ogóle to robić?- pytam zdziwiony.
-Moja mama sądzi, że mój przyjaciel czyli ty, musi zostać pokazany w kamerach.
Autentycznie niedowierzam.
-Nie.
-Co nie?- dopytuje Kendall zmieszana moją bezpośrednią odpowiedzią.
-Nie zgadzam sie w żadnym przypadku...
-Ale dlaczego...
-Bo nie mam zamiaru pokazywać siebie w takich programach.
-Ale Harry...- jest rozdrażniona i niezadowolona.
-Nie... Bardzo cię przepraszam.
Kendall fuka, łapie za swoja torebkę i wychodzi z pokoju. Rzucam się na łóżko.
(...)
Zasypiam.
Otwieram oczy w niezwykle oświetlonej przez słońce przestrzeni. Dookoła jest pełno chmur. Słońce święcące naprzeciwko mnie zaczyna zasłaniać człowiek, który do mnie podąża. Wkrótce jest w odległości 3metrow.
-Gdzie ja jestem ...- pytam mężczyzny, a on sie uśmiecha. I jest to cholernie podobny uśmiech do uśmiechu Grace.
-Jesteśmy w twojej podświadomości, Harry.
-A pan kim jest?
-Twoim pomocnikiem.
-Pomocnikiem  do?
-…ułożenia ważnych rzeczy w głowie.
Patrzę na niego dziwnie, bo gada jak wariat.
-Wcale nie jestem wariatem.- śmieje się i wskazuje drogę, którą mam z nim podążać.
-Co kochasz albo inaczej co kochałeś w Grace...
-Była taka piękna, pomocna, miła, kochana, nie leciała na to, ze śpiewam w zespole, czy mam dużo pieniędzy...
-Ona też cię bardzo kocha... Wciąż.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Bo ja wiele rzeczy, których ty nie wiesz i nie rozumiesz.
Jestem lekko przerażony.
-Dlaczego w ogóle się tutaj znalazłem? Chcę stad iść.
-Jeszcze chwilę.
Mężczyzna idzie trochę do przodu i gdy widzi, że nie idę za nim zachęca mnie ręką i znów znanym mi uśmiechem.
Doganiam go i idę równym tempem z nim. W pewnym momencie skręcamy w inną alejkę i siadamy na ławce z chmury?! WTF
Nagle wiatr zaczyna wiać, a wszystko dookoła zaczyna wirować, zmieniać kolory.
-CO TU SIE DZIEJE?!
-Harry spokojnie, zaraz wszystko sie wyjaśni. Po chwili otoczenie dookoła zamienia się w ogród domu mojego wujostwa. Siedzimy na ławce jakieś 20 metrów od Altany. W domu szaleje muzyka i nagle z domu wychodzi Lucy, która zanosi siedzącej na zewnątrz parze dwa talerzyki torty.
Wstrzymuje powietrze, gdy smuga światła osiada na twarzy i części ciała Grace.
-Pięknie wyglądała, prawda?
-Przepięknie. Czy ten obok niej, to ja?
Mężczyzna kiwa głową.
Oddaję jej moją marynarkę i gdy wsuwa rękawy na swoje ramiona jej piękny uśmiech wyraża wszystko. wdzięczność, szczęście i chyba, to że podoba jej się mój zapach. Wtedy tego nie dostrzegałem, ale zaciąga sie perfumami niepozornie. Uśmiecham się. Tył ławki opada do tyłu. Obydwoje zaczynamy się śmiać. Grace przysuwa sie do mnie i pokazuje jej gwiazdozbiory.
-Ona zawsze widziała tylko błyszczące kropki, a ty pokazałeś jej magie nieba.
Opuszczam głowę...
-Masz jaka propozycje  gdzie byłeś z Grace?
-Byłem z nią w wielu miejscach...
-Dobra sam wybiorę...-mówi mężczyzna.
-Moje rodzinne święta.- dopowiadam.
-Ok.
Otoczenie znów zmienia się w wielki huragan. Kolory się zmieniają na ciemniejsze.
Rozmyty obraz kościoła w Cheshire staje się perfekcyjnie ostry. Siedzimy na ławce kilka rzędów kościoła. Trafiamy na sam koniec mszy. Wkrótce wierni wychodzą, moja mama, Robin i Gemma także. Na końcu zostaje ja i ona. Wychodzimy z ławki i przytulam ja mocno. Ona poprawia mi grzywkę i staje na palcach, by dosięgnąć moich ust. Obniżam się i ujmuje jej twarz w dłonie. Łączymy usta w pocałunku i gdy odrywamy sie od siebie, przytuleni wracamy do domu.
Jestem wzruszony faktem, że cholera, nasze uczucie mimo kilkumiesięcznej trwałości związku było nie do opisania. Moje serce krajało sie, gdy nasze usta łączyły sie w zwykłym, niezwykłym pocałunku. Tęsknię za tym.
-Myślę, że powinieneś zobaczyć coś jeszcze, ale z lekkim ukróceniem, bo robiliście tam coś, co naprawdę nie mogę widzieć.
Wybucham śmiechem i otoczenie zaczyna znów zmieniać kolory. Jesteśmy w naszym mieszkaniu.
-Co to był za dzień?- pyta mnie mężczyzna.
-Jej urodziny.- mówię.
Razem z moim pomocnikiem stoję przy parapecie w kącie pokoju. Grace jest rozpromieniona i szczęśliwa. Po zjedzeniu posiłku zaczynam z nią tańczyć.
I to znów przywołuje we mnie najskrytsze pragnienia jej dotyku na mojej skórze. Pragnienie bliskości z nią tak jak wtedy, bez ograniczeń. Tęskniłem za tym jak na dobranoc całowała moje wytatuowane jaskółki i potem całowała mnie w usta... Za tym jak zawsze spaliśmy ze splatanymi nogami, jak bawiła sie moimi włosami, gdy spałem. Cholera tęsknię za nią. Za nią cala. Za wszystkimi odczuciami i wspomnieniami z Grace.
-Uświadamiasz coś sobie prawda?
-Chyba tak. Kocham ją ponad życie.
-A fakt ze cie okłamała?
-Nie zrobiła tego dla pieniędzy, bała się konsekwencji kontraktu.
-Czyli tak jakby jej wybaczasz?
-Tak. Musze się z nią koniecznie skontaktować. Znaleźć ją i wszystko jej powiedzieć.
Mężczyzna uśmiecha się szeroko i otoczenie znów zmienia swoje kolory. Siedzimy na piaszczystej plaży na schodach prowadzących do jakiegoś domku na klifie.
-Co to za miejsce?
-Spójrz na wodę i zapamiętaj ten widok.
Wszystko zaczyna sie rozmywać i znajdujemy się znów jakby w chmurach
-Dziękuję. Dziękuję za wszystko.
Przytulam mężczyznę.
-Jak już ją znajdziesz to powiedz jej, że bardzo kocham ja, Seana i Elliota. Że widzę ich z góry i sie nimi opiekuje. Podziękuj Grace za te wszystkie razy jak jest u mnie na cmentarzu.
Patrzę na niego z rozdziawionymi ustami jak znika.
Odzyskać Grace pomógł mi jej własny ojciec.
****
I jak dziewczyny? Podoba się rozdział? Trochę nieoczekiwany zwrot akcji, a możecie mi wierzyć, że w kolejnym zacznie się coś bardzo ciekawego. Czekam na wasze opinie. W ostatni piątek było was tutaj 712 i bardzo dziękuję za wyświetlenia. Bardzo was proszę o komentarze, może jeśli będzie ich więcej rozdział będzie szybciej, kto wie... ;)
PS. Treny Kochanowskiego=samobójstwo...

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 82.



(…)
Następnego dnia chłopaki mają sesję, której to przyglądamy się robimy notatki. Jutro będzie jej druga część. Są profesjonalistami i gdy widzę ich grobowe miny zdaję sobie sprawę, jak bardzo nie lubią sesji zdjęciowych. Fotograf ma wciąż jakieś uwagi, a Niall nabija się z niego za plecami. Przyznaję, że od czasu robi to tak śmiesznie, że aż się odwracamy. Ze wzrokiem Harry’ego spotykam się na każdym kroku, gdy odchodzę wodzi za mną, gdy się śmieję on też się uśmiecha, jakby sprawiał mu przyjemność widok mnie śmiejącej się. Przyglądam się, gdy Harry ma robione osobne zdjęcie i uważam, że nie do twarzy w mu w golfie. Jednak charakteryzatorki upierają się przy takim stroju. Nie zamieniłam z nim słowa od tej pogawędki ze wczoraj.

Harry
Mamy chwilkę przerwy. Chłopaki są w garderobie, gdy przechodzę obok pokoiku dziewczyn słyszę ich rozmowę:
-Mam faworytki.- mówi Grace.
-No nareszcie… Ja mam cały notatnik.- mówi Lucy.
Zaczynają się śmiać.
-Wybrałam Darcy, Silver i Collete.
Darcy…
-Ej ładne są… Ja miałam pospolite typu Emily, Maya i Julie.
Słyszę, że Niall mnie woła, więc biegnę.

Grace
Po zakończeniu pierwszej części sesji jest popołudnie. Fotograf jest zmęczony jak nigdy i mówi chłopakom, że skończą jutro. My natomiast zamykamy notatniki i szykujemy się do wyjścia. Niall siedzi w naszym gabinecie i trajkocze o imprezie co chwilkę nakłaniając mnie do przyjścia choćby na chwilkę. Odmawiam. Po tych dwóch dniach czuję, że zmęczenie mnie dopada. Poza tym… Jestem w ciąży. Hello…
Nakładam kurtkę skórzaną i gdy wychodzę z gabinetu widzę przytuloną do Harry’ego Kendall. Staję pod ścianą i zamykam oczy, z których nagle wypływa potok słonych łez. Dziewczyna co chwilę wybucha śmiechem i idzie z Harrym korytarzem ku wyjściu.
-Co ci jest?- pyta Lucy, gdy widzi moją bladą twarz i płynące z oczu łzy.
-Nie dam rady…- szepczę.
-Ale Grace, co się stało?
-Kendall…- mówię.
Lucy zabiera mnie do hotelu i mówi, że na żadną imprezę nie idzie, skoro jestem w stanie załamania. Wybijam jej to z głowy, ale rzeczywiście… Jestem w strasznym nastroju. Wieczorem biorę krótki prysznic i pomagam Lucy wybrać strój na imprezę. Ubieram ją w moją czerwoną sukienkę.
-Ej ona jest śliczna.- mówi Lucy.- Dzięki, jesteś wspaniała.
Lucy całuje mój policzek. Ok. 21:00 wychodzi z hotelu i mówi, że zabawi maksymalnie do pierwszej i że nie będzie pić.
Gdy tylko wychodzi włączam komputer i staram się przerabiać tekst nagrany na wywiadzie, ale moje myśli odchodzą do tego co było. Znajduję mnóstwo filmów na telefonie, które nagrywał Harry. Po kilku godzinach oglądania ich płakałam jak bóbr. Ale jeden mnie szczególnie dobił… Było to podczas świąt bożego narodzenia u rodziców Harry’ego. Szczerze mówiąc nie pamiętałam, by coś takiego się zdarzyło, ale… 

Jestem ja i Harry w salonie. Gemma nagrywa, bo w tle słychać jej uroczy śmiech.
-Och Harry! To jest przepiękne, dokładnie taka bransoletka jaką chciałam.
-… nie wiem po co ci na niej moje imię, ale cieszę się, że ci się podoba.- mówi.
-Chciałam na niej twoje imię, bo chcę cię pamiętać, gdy tylko na nią spojrzę.
Harry całuje moje ramię, a potem ja przytulam się do jego torsu i słyszę ciche Kocham Cię.

Wybucham płaczem i cholera nie mogę się uspokoić. Moja głowa pulsuje, a oddech jest płytki, poza tym obraz kręci się wokoło. Jest noc i słyszę, jak drzwi od apartamentu się otwierają. Wstaję z łóżka i upadam na ziemię.

Lucy
Nie mogę usiedzieć na miejscu w poczekalni, gdy ją badają. Jest już prawie 4 nad ranem. Po powrocie z imprezy Nialla zastałam ją nieprzytomną na podłodze w sypialni. Moja panika była zdecydowanie mega wysoka. Zadzwoniłam po pogotowie ratunkowe. Lekarze przyjechali 10 minut później i zabrali ją do szpitala. Właśnie tu, siedzę i czekam.

Grace
Gdy otwieram oczy słyszę podwójne piszczenie jakby bicia serca. Na klatce piersiowej mam  po przyczepiane kable, poza tym mam kroplówkę. Pielęgniarka spisuje moje ciśnienie i tętno moje i małej. Lekarz wchodzi i uśmiecha się lekko.
-Dzień dobry panno Moore… Jak się pani czuje?
-Chyba dobrze… Co się stało?
-Straciła pani przytomność.
-Co? Jak to?- piszczenie mojego serca nagle przyspiesza się. Obydwa się przyspieszają.
-Proszę się uspokoić…- mówi lekarz.- Moja diagnoza to po prostu zbyt duża ilość stresu, pracy i przemęczenie organizmu.... W pani stanie nie można się przemęczać, to źle wpływa na dziecko.
-A z nią jest wszystko dobrze?
-Zrobimy pani usg i się okaże… Ale sądząc po pracy serca nic nie jest pani dziecku. Dziś panią wypiszemy ok. 12:00 po wykonaniu wszystkich badań.
-O 12:00? Ja prowadzę sesję zdjęciową.
-A sesja jest ważniejsza niż pani mała córeczka?
-No nie…
-Właśnie. Sądzę, że pani przyjaciółka przekaże waszemu szefowi o pani nie dyspozycji.
-Ona jest tutaj?
-Siedzi od dobrych kilku godzin.
-Może wejść?
-Jasne, ale proszę się nie denerwować.
Uśmiecham się i do środka wchodzi Lucy.
-Gdyby nie to, że jesteś w szpitalu i jesteś w ciąży to bym cię uderzyła wariatko! Chcesz, żebym na zawał zeszła?
-Lucy…
Dziewczyna siada zrezygnowana i pokazuje mi telefon.
-…widziałam co oglądałaś…
Opuszczam głowę.
-Nie możesz się denerwować, Grace. Dla dobra twojego i Darcy/Colette/Silver.
Śmieję się.
-Musisz przekazać Amelii, że nie będę dziś na sesji.
-Nie ma problemu. Dogadam się z nią.
Lucy łapie mnie za rękę.
-Ale napędziłaś mi strachu…

Lucy
Nie zdążam ogarnąć się całkowicie, bo wyszłam ze szpitala Grace ok. godzinę przed rozpoczęciem sesji. Ubrałam szybko dżinsy i luźny sweterek, związałam włosy w kitkę i zmazałam wczorajszy makijaż. Zastąpiłam go po umyciu twarzy nowym. Samochód podstawiony przez magazyn czekał przed hotelem 10 minut. Ale wkrótce pojawiłam się na planie sesji. Amelia stała lekko zniecierpliwiona. Chłopaki krzątali się po planie mając układane włosy itp.
-Gdzie jest Grace?- pyta Amelia dość głośno.
-Nie będzie jej…- odchodzę z Amelią lekko na bok.
-Jest w szpitalu.- mówię.
-Co? Dlaczego? Co się stało?
-Straciła przytomność dziś w nocy.
-Ale nic jej nie jest?
Przeczę.
-Kiedy wychodzi?
-Dziś prawdopodobnie za kilka godzin. Jutro powinna się pojawić u ciebie w biurze ze mną.
-Przekaż jej, że życzę powrotu do zdrowia.
Amelia odchodzi i rozmawia z jedną z charakteryzatorek.
Podchodzi do mnie Niall.
-Lucy, czy ja dobrze usłyszałem?- pyta blondyn.- Grace jest w szpitalu?
Właśnie teraz zabijam się od środka serią pocisków z karabinu maszynowego! Dlaczego ja jestem taką paplą i dlaczego nie wzięłam Amelii do naszego pokoju?!
Wzdycham cicho.
-Poczuła się gorzej, nic jej nie jest.- uśmiecham się.
Fotograf woła chłopaków, a ci obserwują mnie. Część drugiego dnia z sesji jest zrobiona. Dziś chłopcy mają robione zdjęcia grupowe. Liam i Zayn podchodzą do mnie, a Harry obserwuje ich i mnie, gdy rozmawiamy.
-To prawda, że Grace jest w szpitalu?- pyta mulat.
-Możemy ją odwiedzić?- pyta Liam.
-Nie!- mówię trochę zbyt głośno.- To znaczy… Nie ma takiej potrzeby. Już dziś wychodzi.
-A co jej się stało?- pyta Louis podchodząc do mnie z Harrym.
-Zemdlała jak wróciłam z imprezy.
-Ale jest już ok.?- dopytuje się mój kuzyn.
Kiwam głową, a chłopcy zostają przywołani przez fotografa.
Dostaję telefon, a na ekranie pojawia mi się zdjęcie Grace.
-Co kochana?- odbieram i staram się mówić cicho.
-Lucy… bo oni mnie wypisują.
-Zrobili ci wszystkie badania?
-No tak.
-I?
-Jest ok… Ale mam przystopować.
-Wpadłam na pewien pomysł dziś, ale to powiem ci później. Póki co jedź do hotelu.
-Ale chciałam przyjechać na sesję…
-No ty chyba szalona jesteś…- mówię nazbyt głośno.
-Jadę już taksówką.
-To zawracaj w tej chwili. Nie chcę cię tu widzieć Grace.
-Ale Lucy… To jest też mój staż.
-A ty jesteś moją przyjaciółką i wracasz do hotelu. Natychmiast.
 -Lucy no…
-Nawet mnie nie denerwuj.
Chłopaki patrzą na mnie przerażeni.
-Kończę, a ty wracaj do hotelu.
-Ok.- mówi niechętnie.
(…)

Grace
Po zakończeniu sesji, tego samego wieczoru pojechałyśmy do Amelii. Jadąc samochodem do biurowca, gdzie miała swój gabinet. Ubrałam szarą sukienkę i związałam włosy w ślimaka. Na dworze było ciemno, a gdy auto zatrzymało się przed wejściem full paparazzich i ludzi, którzy łapali za moją sukienkę, za ręce. Lucy próbowała doprowadzić mnie do drzwi spokojnie, lecz jednej kobiecie nie da się uczynić ochrony, gdy inni krzyczą i są agresywni w stosunku do ciebie. Gdy już byłyśmy w środku złapałam Lucy za ramię.

-Jest ok.?- pyta mnie blondynka.
-Chyba tak.
Windą pojechałyśmy na 7 piętro. W środku grała cicha melodia grana na gitarze, spojrzałam się na swoje odbicie w lustrze. Podkrążone oczy wcale nie mówiły, że mam się dobrze. Potrzebowałam odpoczynku. Zdecydowanie.
-Mówiłaś o jakimś pomyśle…- mówię do Lucy.
-Wiesz pomyślałam sobie, że powinnaś wyjechać w jakieś ustronne miejsce…
-Masz na myśli?
-Mój, to znaczy mój i Tylera dom na Dominikanie.
-Przecież Dominikana jest wiele kilometrów od Londynu.- mówię stanowczo.
-Sądzę, że dobrze by ci zrobiło oddalenie się od naszego miasta.
Naszą rozmowę przerywa otwarcie się drzwi do gabinetu Amelii.
-Usiądźcie…- mówi.
-Grace jak się czujesz?
-Dziękuję, w porządku.
-Wystraszyłam się trochę, jak Lucy powiedziała o twoim pobycie w szpitalu.
-Zrobili mi wszystkie badania i już jest w porządku. Byłam przemęczona. Wypisali mnie w południe i byłabym na sesji, ale Lucy zabroniła mi przyjeżdżać.
-I bardzo dobrze zrobiła.
Zaczynamy rozmawiać na temat naszego stażu.
-Nie ukrywam, że wasza praca i zaangażowanie zaimponowały mi. Mówiłam wam, że gdy będziemy potrzebować dziennikarek do naszego magazynu macie zapewnione miejsce.
Uśmiechamy się i dziękujemy Amelii.
-Póki co skupcie się na studiach. Zadzwonię do waszej profesor Jenkins i porozmawiam z nią, oczywiście przekażę jej same dobre rzeczy. Nie macie się co martwić.
Dziękujemy kobiecie i otrzymujemy od niej bilety do Londynu na jutro rano. Żegna się z nami i wracamy do hotelu, żeby się spakować. Wynajęty samochód zostawiam pod hotelem i płacę za jego wynajęcie.
Ok. 23:00 kładę się do łóżka, żeby rankiem wstać i wrócić do domu.

(…)
Co najmniej połowę lotu rozmawiam z Lucy o tym, że powinnam wyjechać na jakiś czas po zakończeniu semestru. Albo nawet na całą przerwę. Dziewczyna mi mówi, że będąc w Londynie będę ciągle widywać Harry’ego, co naprawdę nie będzie dla mnie dobre. Poza tym tam będzie chociaż ciepło, będę mieć plażę, basen, a tu łatwiej jest złapać przeziębienie, czy coś takiego. Oczywiście dałam jej do zrozumienia, że nie ma możliwości, żeby mnie przekonała. Była zła i zdesperowana, bo nawet Tyler się zgodził bez żadnych pytań i uważała, że wyjdzie mi to na dobre. Miałam inne zdanie na ten temat. Nie chciałam być tak daleko od wszystkich… Byłabym tam sama i naprawdę czułabym się źle, nawet w tak pięknym miejscu.
Ok. 17:00 wylądowałyśmy na Heathrow. Po długim pożegnaniu rozeszłyśmy się w swoje strony. Sean czekał na mnie, a Tyler na Lucy.
-Cześć braciszku…- powiedziałam przytulając się.
-Hej mała… Jak staż?
Brat wziął moją walizkę.
-Fantastycznie mam już zapewnioną pracę po zakończeniu studiów.
-Co?- zapytał niedowierzając.
Kiwnęłam głową z uśmiechem na twarzy.
-Jestem z ciebie dumny, Grace. Mimo przeciwności losu pokazałaś na co cię stać.
Jadąc autem Leigh, Sean jedzie okrężną drogą.
-Gdzie jedziemy?
-Do mnie. Leigh zrobiła obiad…
-Ok.
-Myślałaś nad imionami dla małej?- pyta z uśmiechem.
Kiwam głową.
-Moimi faworytkami są Silver, Collette i Darcy.
-Ładne. Oryginalne.

(…)
Wracając z egzaminu zakańczającego rok akademicki postanowiłam wrócić do domu na piechotę. Na moje szczęście paparazzi jakoś dali mi spokój i mogę być jak normalna studentka. Co do brzucha to… Robi się większy i bardziej widoczny. I to wcale mnie nie zadawala, bo naprawdę w ciągu dwóch tygodni urósł sporo.  Moja księżniczka rośnie jak na drożdżach i bardzo się z tego powodu cieszę. Popołudniami siedzę w mieszkaniu lub spaceruję po parku niedaleko domu. Spotykam się z Lucy, która pomaga mi w zakupach itp. Oczywiście dałabym sobie radę, ale to Lucy.
Któregoś popołudnia idąc z Lucy po wieczornych zakupach wracamy powoli do mojego mieszkania. Rozmawiamy o planach na przerwę wakacyjną, Lucy chce zostać póki co w Londynie, odpocząć bez walizek, zwyczajnie leżeć w łóżku cały dzień.
Za sobą słyszymy wołanie mojego imienia i Lucy.
Odwracamy się i moje serce zaczyna szybciej bić.
-Nie widać brzucha?- pytam wpatrując się na idącą w naszą stronę Gemmę.
-Nie, ale popraw lekko z boku.
-Ok.
Gemma znów zmieniła kolor włosów na bardziej brzoskwiniowy. Przytulamy się z nią mocno.
-Fantastycznie wyglądacie. Co u was?- pyta siostra Harry’ego.
-Kończymy rok akademicki.- śmieje się Lucy.
-Ach no tak… studia…
-Pracujesz?- pytam ją.
-Tak, ale nie dostałam pracy w tej firmie… Pamiętasz jak byłaś u nas i szłam na rozmowę kwalifikacyjną?
-Pamiętam. Przykro mi.
-Jutro mam kolejną rozmowę o pracę, ale nie martwię się jeśli jej nie dostanę Bleach London się rozwija.
Telefon Gemmy dzwoni i dziewczyna przeprasza nas, ale się spieszy. Żegna się z nami i ucieka, jednak słyszę, gdy odbiera i mówi: Jezu co znowu Harry…

(…)
Po rozpoczęciu przerwy wakacyjnej jadę do Newcastle na 2 tygodnie. Mam prawie 2,5 miesiąca na leniuchowanie. W tym czasie wg moich obliczeń rozpoczyna mi się 5 miesiąc ciąży. Dla mojej rodziny w rodzinnym miasteczku jest to czas, gdy nieustannie się ze mnie śmieją. Czemu? Dlatego, że ciągle siedzę w kuchni i jem. Jednak nie tyję, pracuję trochę na ogródku od czego chce mnie uchronić mama, jednak gdy ona jest w pracy wyrywam chwasty, koszę trawę, a nawet maluję meble brązową farbą. Elliot mówi mi, że wyglądam jak balon i naprawdę muszę szybko urodzić, bo jestem strasznie gruba. Zawsze mu mówię, że gdy poczeka 2-3 miesiące to zobaczy prawdziwego grubasa.
Nie ukrywam, że boję się wrócić do Londynu. Brzuch jest naprawdę pokaźny i muszę inwestować w ubrania ciążowe, które są okropne.
-Nie wiem co robić…- mówię do Lucy siedząc oparta o ścianę z komputerem na brzuchu.
Dziewczyna usadza się wygodniej na kanapie i bierze łyka smakowego piwa.
-Aż tak Darcy/Collette/Silver urosła?
-No zobacz.
Biorę komputer i pokazuje Lucy brzuch.
-Jeju jaka ty już jesteś gruba…
-Weź, Elliot mi to wypomina.- marszczę brwi.
Lucy uśmiecha się i chichocze.
-Muszę się przestawić na ubrania ciążowe.
-Fuuu…- marszczy nos Lucy.
-No właśnie!- przytakuję.
-Weź coś zrób…- mówię.
-Możesz pojechać na Dominikanę.- mówi Lucy.
Patrzę na nią.
-Wypoczniesz przy szumie oceanu. Zobaczysz tam życie jest piękniejsze. Beztroskie. Ja spędziłam tam tydzień i naprawdę przekonałam się, jak wspaniałe jest to miejsce. Zakochasz się w nim… Przyrzekam ci.
-Może masz rację…- mówię.- Ale głupio mi trochę.- dodaję.
-Czemu?
-Bo to jest wasz prezent ślubny od rodziców i byliście tam tylko tydzień. A ja? Pojadę tam na niewiadomo ile… Zajmę wam miejsce na wakacje.
-…Grace…- przerywa mi Lucy marszcząc czoło.
-Co?
-Nie proponowałabym ci tego, gdyby Tyler powiedział, że chce tam jechać. Ale niedługo lecimy do Australii na kilka dni do Jasona. Więc się nie martw.
-Zapytaj się go jeszcze.
-Gracie, pytałam go… dziś i wczoraj. Zgodził się.
-W takim razie, może to lepiej jeśli tam pojadę.
Lucy kiwa głową.
-Jak wrócisz do Londynu to dam ci taki notatnik, gdzie są zapisane szpitale, sklepy i takie różne.
-Ok.
-…i oczywiście, jeśli twoja mama, czy Sean z Leigh, czy nawet Eleanor by chcieli przylecieć do ciebie to nie ma przeciwwskazań. 
-Ok.- uśmiecham się.
-W takim razie jutro będę po południu. A 
teraz muszę powiedzieć mamie
***********
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba... Byłyśmy z Alice na Grey'u i powiem Wam, że film mnie nie zawiódł, a szczególnie Jamie Dornan, którego klata rozwaliła mnie absolutnie na łopatki...
Druga sprawa, bardzo dla mnie przykra, otóż moje opowiadanie miało być tłumaczone na język angielski, ale niestety dziewczyna, która miała tłumaczyć, jest teraz w żałobie i to po najważniejszej osobie jej życia. Broń boże nie mam do niej zału i wspieram ją całym sercem...
Komentujcie, akcja się rozwija.
Całuję xx …