piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 132



Harry
Rankiem budzę się i smyram po nosku śpiącą obok małą dziewczynkę. Mała połyka ślinę i przytula mocniej Fluffy’ego do siebie. Składam jej małego całusa na czole i wychodzę spod pierzyny, która pachnie dokładnie jak płyn do kąpieli Silver. Wychodzę na balkon i opieram się o barierkę przy okazji przecieram zaspane oczy. Wracam się po telefon i włączam Internet. Surfuję chwilkę po różnych stronach, gdy wreszcie jak zawsze Twitter oznajmia mi wielkie wieści.

„Grace Moore naga w obiektywie Mario Testino!”
Marszczę brwi i wchodzę na to zdjęcie. Wzdycham cicho, bo wygląda pięknie, patrzy w dal z lekkim uśmiechem na twarzy, tak jak mi obiecała nie ma na zdjęciu jej całej nagiej. Blokuję telefon i patrzę na wodę.
Dlaczego znów musimy przechodzić kryzys i się rozstawać, dlaczego nie możemy dojść do wspólnego porozumienia, dlaczego nasza dwójka stale się kłóci i ma problemy wzajemnej akceptacji… Cholera chciałbym się nauczyć akceptować to co ona robi, ale ta piekielna zazdrość w moim sercu jest zbyt mocna i zbyt uciążliwa, by się jej pozbyć. Czasami mówię jej, że jest piękna, że to widzę, staram się podnieść na duchu, ale czasami to zazdrość przeze mnie przemawia, wiem, że inni mężczyźni z nią pracują, nawet podczas tej sesji, ten fotograf widział ją nagą. Boję się o naszą przyszłość, bo wiem, że czasami złość sprawia, że jestem innym człowiekiem i że jedno słowo może wszystko zmienić. Wibracja w mojej dłoni informuje o nowej wiadomości. Mam nadzieję, że to Grace, jednak okazuje się, że to Nadine. Dziewczyna pyta, co u mnie, czemu się nie odzywałem, czy jestem na nią zły… Już mam pisać odpowiedź, gdy słyszę głoś mojej małej za mną.
-Tatusiu…- mówi idąc w moją stronę.
Obracam się i uśmiecham się do niej. Telefon odkładam na stolik na tarasie i biorę ją na ręce.
-Dzień dobry księżniczko…- mówię całując ją w ucho.
-Dlaczego tutaj stoisz, a nie przytulasz się do mnie?- pyta.
Chichoczę, a ona wtula się w moje włosy.
-Bo chciałem pooddychać świeżym powietrzem…- mówię.
Silver oplata sobie wokół paluszka jeden z kosmyków moich włosów.
-Tatusiu masz piękne włosy…- mówi, na co zaczynam się śmiać. Spoglądam na jej włosy, które naprawdę można nazwać buszem przez mocne „b”.
-Skoro mówisz mi, że mam piękne włosy, to znaczy, że ty masz jeszcze piękniejsze…- mówię.
-Czemu?- pyta się.
-Bo masz włoski po mnie i po mamusi…- mówię.
Silver zaczyna się śmiać.
-Kocham mamusię…- mówi nagle wieszając się na mojej szyi.
Uśmiecham się lekko i całuję ją w czoło.
-Ja też ją bardzo kocham.- mówię.
Chwilę później Silver oświadcza mi, że jest głodna i bardzo chce zjeść naleśniki, które poprzedniego dnia jadła z Niallem i mną. Potem bardzo chce iść na basen, bo jest jej gorąco. Pomagam jej założyć strój kąpielowy i każę jej poczekać, ponieważ ja też chcę się przebrać. Idę więc do łazienki i nakładam spodenki kąpielowe. Gdy wychodzę Silver siedzi na łóżku, a jej włosy wprost sprawiają, że parskam śmiechem. Robię jej zdjęcie i podpisuję je: Houston mamy problem…
-Tatusiu chciałabym mieć ładne włoski…- mówi.
-Zaraz ciocia Lou cię uczesze, ok.?- mówię.
Do drzwi puka Niall i gdy Silver go widzi biegnie w jego stronę i rzuca mu się na szyję. Biorę telefon i wychodzimy z pokoju, moja córka rozmawia z wujkiem i przytula się mocno do niego. Rozmawiają, a ja odpisuję wreszcie na sms-a do Nadine.
„To nie tak, że cię unikałem i zerwałem z tobą kontakt, jesteś moją przyjaciółką i nie chcę zrywać z tobą kontaktu…”- piszę.
Zaraz przychodzi odpowiedź zwrotna.
„To nie zmienia faktu, że nie odzywałeś się prawie miesiąc… Coś się stało?”
Wzdycham cicho i patrzę jak Niall bierze Silver na barana, uśmiecham się słysząc jej melodyjny śmiech.
„Trochę się pokłóciłem z Grace i ona uważa, że mnie i ciebie coś łączyło, bądź łączy…”
„Mnie i ciebie? :o”
„Tak… Nie wiem na jakiej podstawie wyciągnęła takie wnioski…”
Wchodzę do windy z Sil i Niallem. Moja mała mnie zaczepia, bo jest wyższa, łapie mnie za włosy.
-Kiedy Grace przyjeżdża?- pyta Nialler.
-Dopiero za 1,5 tygodnia…- mówię.
-Myślałem, że będzie chciała się wyrwać ze USA żeby z tobą pobyć sam na sam…- mówi Nialler szturchając mnie łokciem.
-Chciałbym…- uśmiecham się. Znów dostaję wiadomość.
„Może nas widziała wtedy w studio…”- pisze Nadine, na co marszczę brwi.
„Kiedy?”
„Pamiętasz? Przyszłam ci oddać prezent od ciebie, mogła nas usłyszeć… Minęłam się wtedy z nią. Mogła wcale nie wychodzić z windy tylko tam stać.”
Marszczę brwi.
„Co ja ci wtedy mówiłem?”- pytam.
„Że gdy zobaczyłeś ten zegarek to od razu uznałeś, że będzie dla mnie idealny.”
Wysiadamy z windy i idziemy w stronę restauracji hotelowej.
-Ja pierdziele…- szepczę pod nosem.
To może być prawda… Tego dnia Grace była jakaś nieswoja, mimo, że jeszcze rankiem była w wyśmienitym nastroju, kupiła bieliznę i szykowała coś dla nas, ale gdy weszła wiedziałem, że coś jest nie tak.
„Musimy się zobaczyć, kiedy będziesz w LA…”- pisze Nadine.
„Masz rację, dzięki za podpowiedź”
„Zawsze do usług. :)”
Czyli niedość, że uważa mnie za żadne wsparcie, to do tego ma mnie za tego, który nie dochował jej wierności. Fajnie kurwa.

Grace
Theresa prowadzi auto, którym zmierzamy na sesję z Giampaulo Sgurą, umówiłam się z nim tak.
-Boli cię jeszcze tatuaż?- pyta dziewczyna skręcając na skrzyżowaniu.
-Nie… Tak jak tatuażysta mówił od tego płynu antybakteryjnego znacznie szybko schodzi rana…- mówię.
-Swoją drogą ciekawy pomysł miałaś…- mówi Tess.
Uśmiecham się.
-Harry ma już tatuaż z Silver, przyszła kolej na mnie… - dodaję.
-…i to jeszcze po arabsku…- mówi, na co się uśmiecham.
Zarkam na swój telefon i skroluję posty na Instagramie. Lajkuję post Harry’ego  i uśmiecham się widząc busz Silver na zdjęciu, komentuję to emotką z małpką zakrywającą oczy.
-Harry dzwonił?- pyta Tess.
-Nie, nie dzwonił, ale po sesji wykręcę numer, może jeszcze mała nie będzie spać…- mówię.
Dziewczyna wjeżdża na plac, na którym stoją paparazzi. Wysiadamy szybko z auta i idę ku posiadłości wynajętej na sesję.
-Ale chata…- mówi cicho Theresa obracając się dookoła.
-No bardzo ładnie tu…- mówię z uśmiechem.
Giampaulo wychodzi zza ściany i z uśmiechem wita mnie.
-Tak bardzo się cieszę na tę sesję…- mówię mu.
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak ja…- mówi podekscytowany.- Odkąd się wtedy widzieliśmy, jak byłaś w ciąży…
Uśmiecham się lekko.
-I dopiero teraz spełniam daną ci obietnicę…- mówię, a on kiwa głową.
Giampaulo prowadzi nas do pokoju, gdzie jest makijażystka, stylistka i fryzjerka. Podczas gdy siadam na fotelu fotograf omawia mi wszystko, co do sesji. Ma się ona odbyć w jeziorku położonym na tyłach domku, a druga będzie prostą statyczną sesją.
Kiwam głową i czuję, jak makijażystka zaczyna robić mi smoky eye. Już nie mogę się doczekać sesji. Theresa robi mi zdjęcie i wstawia na IG podpisując: Kolejna sesja! @gracemoore!
Skroluję TT i zamykam oczy, gdy makijażystki mnie proszą o to. Wszystko idzie bardzo sprawnie i naprawdę nie mogę się doczekać rozpoczęcia. Po wykonaniu makijażu i ułożeniu włosów stylistka daje mi strój kąpielowy z głębokim dekoltem, zawiązuję go na szyi, ale najpierw ekipa oświadcza mi, że Giampaulo chce mi zrobić jeszcze jedno zdjęcie w przewiewnej sukience. Mam biegać po ogrodzie i być radosna. Narzucam więc sukienkę i idę. Fotograf wszystko mi jeszcze raz tłumaczy, a potem biorę się do roboty.
Wszyscy zaczynają się ze mnie śmiać, gdy zaczynam skakać  się i wygłupiać, a w tym czasie Giampaulo robi mi zdjęcia i sam głośno się śmieje.
-Prawdziwe oblicze Grace!- krzyczy Theresa, na co zaczynam się śmiać.

Harry
Siedzimy razem z Silver za kulisami sceny, właściwie to ona siedzi z Liamem w głównej sali, gdzie jest także Lou i to ona kątem oka patrzy na Silver, ja jestem w sali obok i oglądam plan piosenek z Zaynem i Louisem, rozmawiamy o przeniesieniu No Control na przedostatnie miejsce, ponieważ uważam, że najlepsze kawałki mają tylko podniecić fanów.
Lou włączyła MTV, w którym puszczają gorące kawałki sprzed 2 lat. Nie obchodzi mnie to, ale gdy słyszę pisk Silver: "Ciociu! Patrz mamusia!" Od razu odrywam się i idę do mojej córki, nie mogę znaleźć pilota, by zmienić kanał, żeby nie oglądała jak Grace łasi się i całuje z Justinem.
-Cholera, Lou gdzie jest pilot!- mówię głośno. Moja przyjaciółka wzrusza ramionami i zaraz przeszukuje swój kącik, w którym nas przygotowuje.
-Tatusiu, to do tego pana przytulała się mamusia i płakała!- wskazuje paluszkiem Silver, a wszyscy patrzą na mnie oniemieli, zapada cisza, a ja odłączam telewizor od zasilania.
-Chodź Sil...- mówię i biorę ją na ręce i idę dalej, czując, jak bardzo jest mi trudno.
Idę z nią za scenę i biorę gitarę.
-Pograsz mi?- pyta.
-A co chciałabyś?- pytam.
-Chciałabym to co wujek Louis tak ładnie śpiewa...- mówi świecąc oczami.
-Nie wiem o jaką...- mówię z uśmiechem wiedząc, że mówi o No Control. Uwielbiam jak próbuje mi ją wytłumaczyć.
-No...- zaczyna ruszać głową, pewnie ma w myślach podkład instrumentalny.-Oooo...- zaczyna śpiewać.-Oooo...- znów.
Uśmiecham się szeroko i zaczynam śpiewać pierwszą kwestię Nialla.

Grace
-Zimna!- piszczę.
-Grace, dawaj!- krzyczy Theresa.
-Ale jest zimna! Aaa!- piszczę.- Będę chora przez ciebie Giampaulo!- wytykam palcem fotografa, a ten wywraca oczami.
-Szybko zrobimy zdjęcia i będziesz wolna.
Zmaczają mi włosy i instruują co robić dalej. Przejmuję pałeczkę. Chcę, żeby Harry widział mój seksapil, którym kipię, bo czuję się piękna. Fotograf krzyczy, ale ja czuję tylko jak zmieniam pozycje, moje myśli krążą znów koło Hazzy i tego co mogłabym z nim robić.
Wyskakuję z wody zaraz po wykonaniu zdjęć, a Theresa okrywa mnie ręcznikiem.
-Zaraz ci wysuszą włosy i jedziemy dalej z jeszcze jedną sesją…- mówi z uśmiechem patrząc na komputer. Siadam na fotelu i ubrana w szlafrok jestem przygotowywana do kolejnej sesji. Suszą mi włosy.
-Grace obawiam się, że nie zdążymy pojechać do Londynu po klucze, zaraz jak wylądujemy w Paryżu w południe będziesz miała pokaz Louis Vitton…- mówi moja asystentka przerzucając kartki w notatniku.
Otwieram jedno oko.
-Nie damy rady?- pytam zasmucona.
-Będziemy ponad 4 godziny do tyłu, a przecież chcesz się wyspać itd…- mówi, a makijażystka każe mi zamknąć oko.
Jestem przygotowana, a stylistka wręcza mi strój, czyli skąpie body zawiązywane na klatce piersiowej i marynarkę w paski. Operatorzy przygotowali kostkę na której usiądę, Giampaulo coś poprawia na komputerze i wskazuje palcem innej kobiecie. Będąc gotowa siadam na kostce, a fotograf się ustawia.

-Grace bądź taka jak zawsze...- stwierdza mężczyzna.- Kipiąca seksem...- mówi, na co czuję, że się rumienię.
Siadam i sesja się zaczyna, od czasu do czasu fotograf mówi co może powinnam zmienić w pozie, żeby zdjęcia były bardziej urozmaicone i ciekawsze. Tak więc robię zamach i zarzucam włosy do tyłu.
-No, fantastycznie!- krzyczy mężczyzna, a ja się uśmiecham.
(...)
Po sesji i powrocie do hotelu dostaję informacje od Justina na temat imprezy urodzinowej Ryana. Szukam czegoś w walizce i idealną opcją zawsze jest mała czarna. Prostuję włosy i czeszę je w koka. Nakładam okrągłe kolczyki złote i zaczynam robić makijaż. Ubieram szpilki i biorę zakupiony drobiazg, jakim jest srebrny breloczek do kluczyków, który kupiłam u jubilera. Pukanie do drzwi wyrywa mnie z zamyśleń. Otwieram drzwi i wpuszczam Jusa do środka.
-Nie zgadniesz co wykrzykiwali ci debile...- mówi siadając na fotelu.
-Zaskocz mnie...- mówię nakładając bronzer.
-Powiedzieli, że rozbiłem związek narzeczeński i pytali, czy Silver mnie zaakceptowała.
Odwracam się od lustra i patrzę na przyjaciela.
-Grubo mają pod baniami.- stwierdzam sięgając po szminkę.
Justin wzdycha niekomentując tego.
-Mówiłem ci, żebyś nic nie kupowała...- mówi Justin zaglądając do torebki.
Wywracam oczami.
-Na urodziny nie idzie się z pustymi rękoma...- mówię stanowczo i oglądam się w lustrze.
-Ale on będzie miał full prezentów. Ucieszy się nie z prezentu, a twojej obecności.
-Może już chodźmy.- mówię i narzucam kurtkę skórzaną na ramiona, sięgam po torebkę i torbę z prezentem.
Wychodzimy z hotelu.
-Wolę cię uświadomić wcześniej, że będzie tam ktoś kogo nie lubisz…- mówi Justin wciskając przycisk od windy.
-Kto?- pytam odblokowując telefon.
-Kendall…- mówi.
Wzdycham cicho.
-Wiesz co, Jus? Chyba mi już przeszła jazda na nią, jest mi obojętna…- stwierdzam, gdy przyjeżdża winda.
-Co za zmianaa…- mówi Justin, a ja chichoczę.
-To wszystko dlatego, że ludzie widzą, że się nienawidzimy, a ja tak nie lubię… Może zagadam do niej… Nie wiem… Jak byłam jakiś czas temu na pokazie Versace to powiedziała, że cieszy się, że będzie ją oceniała osoba, która się zna…- mówię.
-Serio?- unosi brwi.
Kiwam głową i wysiadamy z windy. Paparazzi za szklanymi drzwiami hotelu zaczynają strzelać zdjęcia, a ja nakładam okulary i szybko kierujemy się do samochodu Justina zaparkowanego niedaleko. Justin miał rację, krzyczą, wyzywają i wymyślają różne głupie historie o końcu związku mojego z Harry’m. Gdy już siedzę w środku Justin coś do nich wykrzykuję, ale to chyba lepiej, że tego nie słyszę, po czym siada i prawie potrąca jednego z fotografów.
-O matko…- wzdycham.
-No matko, matko…- dopowiada mój przyjaciel.
Justin zatrzymuje się na skrzyżowaniu i stuka palcami o gałkę skrzyni biegów.
-Co jutro robisz?- pyta.
-Nie wiem, a co?- odwracam wzrok od drogi i patrzę na niego.
-Przyjedź do mnie, zobaczysz się z Alfredo… Powiększyłem basen na zewnątrz…- mówi.
Zaczynam się śmiać.
-Przyjadę…- mówię z uśmiechem.
Parkujemy pod klubem Nice Guy, w którym Ryan robi urodziny i wchodzimy do środka. Justin mówi, że nie będzie pił, bo musi być na chodzie jutro, z rana bowiem nagrywa, a ja mogę dziś się zabawić.
Nareszcie.
Gdy Ryan mnie widzi patrzy zszokowany i szybko biegnie, by mnie porwać w ramiona.
-Grace! Moja ulubiona Brytyjka jest!- mówi próbując przekrzyczeć muzykę.
-Jestem! Dla ciebie!- mówię i zaczynam mu składać życzenia, Ryan mówi, że wcale nie musiałam mu kupować cokolwiek, na co Justin mu przytakuję.
Ryan musi witać kolejnych gości, a ja z Justinem witam się z ludźmi i przyjaciółmi Justina, z którym chociaż raz miałam doczynienia. Nie kryję zdziwienia, gdy Kendall sama do mnie podchodzi, siedzi bowiem z jakimś mulatem i mam wrażenie, że coś ich łączy, alee…
Justin wita się z Jenner, a gdy przychodzi pora, by przywitać się ze mną dziewczyna patrzy an mnie chwilkę.
-Ja zakopałam topór wojenny…- mówi nagle.

Uśmiecham się.
-Ja też…- mówię i witamy się uściskiem. Dziewczyna zaprasza nas do loży, gdzie siedzi z chłopakiem i kilkoma znajomymi. Loża jest ogromna, a na środku stołu leżą przekąski. Dziewczyna Ryana dosiada się po 15 minutach. Justin rozmawia ze mną o wspólnych imprezach, gdy „byliśmy razem”. Śmieję się niemiłosiernie, ale to właśnie z Kendall gadam najwięcej tego wieczoru. Zamieniła się ze swoim kolegą miejscami i zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim, chwaliłam jej postęp w modzie i fakt, że jest muzą Karla Lagerfelda… Pyta mnie o plany i różne inne rzeczy. Opowiadam jej, co aktualnie się u mnie dzieje, jak mi idzie itd.
Ok. północy i po 2-3 drinkach czuję, że bawię się wspaniale, a z Kendall, która także jest po drinkach chcemy zaśpiewać karaoke. Justin ma ze mnie polewkę i stwierdza, że zbyt długo nic nie piłam, bo skoro jestem po takiej ilości drinków pijana, to jest niedobrze. Oczywiście zaczęłam się śmiać i wmawiać mu, że nie jestem pijana. Gdy zbieramy się do zaśpiewania wjeżdża tort i wszyscy odchodzą, by Ryan mógł zdmuchnąć świeczki oraz byśmy mogli zaśpiewać mu Happy Birthday.

(…)
Siadam z Kendall w loży i wręcz dusząc się od śmiechu po zaśpiewaniu Crazy In Love Beyonce czuję, że jestem pijana, ale to mi się podoba, bo odrywam się od wszystkiego i jestem wolna. Nagrywam filmik, gdzie śpiewamy kawałek innej piosenki, tym razem Roar Katy Perry.
-Wiesz co…- mówi Kendall, a w tym samym czasie odbieram swojego ulubionego drinka z rąk Justina.
-No co…- pytam ją.
-Po co my się kłóciłyśmy! Zbyt dobrze się dogadujemy! Faceci są niewarci kłótni!- mówi, na co ja parskam śmiechem.
-Masz rację!- wybucham, a ona stuka swoją szklankę o moją.
-Za nas Grace!- mówi z uśmiechem.
-Za nas!- zaczynam się śmiać.

(…)
Przyjeżdżam do Justina taksówką i gdy wysiadam znów moja głowa zaczyna pulsować. Chłopak ma otwarte drzwi od domu, więc wchodzę do środka. Ochroniarz Justina patrzy na mnie.
-Kim jesteś, że tu wchodzisz?- pyta groźnie.
-Ja… Jestem przyjaciółką Justina…- mówię szybko.
-Imię i nazwisko!- wykrzykuje.
-Grace Moore.- odpowiadam szybko.
Ochroniarz się uśmiecha i zaprasza bym weszła do środka.
-Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem, po prostu nie poznałem.
-Gdzie jest Justin?- pytam.
-Bierze prysznic, mówił, żebyś coś porobiła, możesz iść do ogrodu, ale włączyć sobie TV w salonie, bo chwilkę mu to zajmie.
Kiwam głową w zrozumieniu i idę do ogrodu.

(…)
Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer do Harry’ego, obliczyłam strefy czasowe i u nich będzie koło 21, więc to nie jest późna pora do rozmów.
-Halo?- odzywa się po kilku sygnałach.
-Hej…- mówię cicho podkurczając kolana pod brodę.- Co u was?- pytam.
-W porządku…- mówi.- Myślałem, że będzie za tobą mocno płakała, ale dobrze mi idzie uspokajanie jej…- mówi.
Uśmiecham się.
-To dlatego, że jesteś dobrym ojcem…- mówię.
-Dzięki…- uśmiecha się.
-Jak koncerty?- pytam.
Harry wzdycha cicho.
-Tak jak zawsze, na każdej trasie… Może ciekawiej, bo zmieniliśmy miejsca na bardziej egzotyczne…
Zapada cisza między nami, obydwoje zaczynamy znów mówić w tym samym czasie.
-A co u ciebie?- pytamy równocześnie.
Uśmiecham się delikatnie.
-Kto pierwszy odpowiada?- pyta.
-Ty mi odpowiedz…- mówię.
-Cóż, żyję z dnia na dzień Gracie… Tęsknię za domem, czuję, że każda trasa jest coraz gorsza dla mnie…
-Nie mów tak… Przecież widzę, jak wielką radość ci to sprawia…- mówię.
-Wiesz fani, śpiewanie, a rodzina, Silver, ty…- mówi cicho.
Opuszczam wzrok na podłogę .
-…to wszystko sprawia, że sam nie wiem co mam robić.- mówi.
-Rozumiem…- odpowiadam.
Harry odchrząkuje cicho.
-Teraz twoja kolej…- mówi.
-Emm…- zaczynam.- Jestem teraz w LA, spotkałam się z Justinem, byłam z nim na urodzinach wspólnego znajomego, miałam tu 3 sesje…- mówię.
-I jak poszło?- pyta cicho.
-Chyba dobrze, nie powinnam sama siebie oceniać na zdjęciach, inni to zrobią…- mówię.
-Na pewno wyszłaś pięknie jak zawsze…
-Zobaczymy…- mówię.
-A jakie plany na dziś masz?- pyta.
-Nie mam planów właściwie… Jestem tu jeszcze jeden dzień, ponieważ Theresa zarezerwowała samolot na jutro wieczorem…- mówię.
-I gdzie potem?- pyta Hazz.
-Do Paryża…- mówię.
-Potem do NY, żeby przepakować rzeczy, a potem… do was…- mówię.
-Już się nie mogę się doczekać… Tydzień cię nie widziałem…- mówi.
Uśmiecham się.
-Biorąc pod uwagę nasze położenie i fakt, że nie widywaliśmy po miesiąc, albo półtora miesiąca to twój rekord…- mówię.
Harry chichocze.
-Zacząłem o tobie myśleć już w momencie, gdy wsiadłaś do innej taksówki.- mówi.- A to była kwestia mniej niż minuty…- mówi.
Zapada cisza między nami.
-Czy… czy Silver śpi?- pytam.
-Tak, śpi…- mówi.- Chciałaś z nią porozmawiać?- pyta.
-Tak… Ale to zadzwońcie do mnie z rana, ok.? Jak zjecie śniadanie, będę czekała na telefon.
-Ok…- mówi Hazz.
-W takim razie dobranoc Harry…- mówię.
-A tobie miłego dnia…- mówi.
-Dziękuję i do usłyszenia…- mówię.
-Papa…
Justin wchodzi na ogród i wita mnie całusem w głowę.
-Jak tam kac?- pyta, na co unoszę brwi. Głowa mi pulsuje.
-Nie mam kaca…- odwracam głowę w drugą stronę.
-Popatrz mi w oczy!- mówi podchodząc do mnie.
-Nie mam kaca!- mówię.
-Masz i tak ci pulsuje głowa, że ledwo wytrzymujesz…- wybucha śmiechem, a ja lekko się krzywię od hałasu.
-Nieprawdaaa…- mówię przeciągając.
-Ja i tak wiem swoje Grace Moore.- oświadcza.
Alfredo wchodzi drzwiami balkonowymi i przytula mnie mocno na powitanie.
-Stęskniłem się za tobą!- mówi.
-Ja za tobą też! W ogóle za tym miejscem się stęskniłam… Za ludźmi tu.- mówię.
Alfredo siada na fotelu ogrodowym i uśmiecha się do mnie.
-Ej, pojeździmy dziś na Segwaya’ch?- pyta Justin.- Mam w garażu.
-Masz Segway’e?- pytam zszokowana.
-No ba!- śmieje się Justin.
-Dobra! Chcę na Segwaya!- piszczę.


Alfredo zaczyna się śmiać.
-Ale nic się nie zmieniła!- mówi wytykając mi.
-Bo to wciąż stara ja…- mówię pokazując mu język.
Idziemy do garażu, gdzie leżą pojazdy i Justin wyciąga nam je, są w bardzo dobrym stanie, więc od razu wsiadam, a Justin krzyczy bym uważała. Jadę szybko i nie zważam na ruch uliczny, Justin zaraz do mnie dołącza i krzyczy, że nie jestem rozważna. Dojeżdża Alfredo i razem z Justinem mnie wyprzedzają.
-Nie lubię was!- krzyczę i słyszę, jak wybuchają śmiechem.

***
Życzę miłego czytania dziewczynki! Yayy!!!

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 131.



Siadam w salonie na kanapie, podczas, gdy Grace sprząta po śniadaniu i zaraz opuszcza kuchnię bez słowa. Idzie do Silver.

Grace
Ocieram pozostałe w kącikach łzy i otwieram szafę mojej kruszynki. Gdy nią spoglądam przytula mocno maskotkę od Sophie. Wybieram jej rzeczy pakuje je do walizeczki, dwa stroje kąpielowe, klapki i inne. Siadam na podłodze i opieram się plecami o ścianę. Zamykam oczy, wszystko wróciło wraz z nim, a ja wciąż nie wiem co robić. Harry twierdzi, że w niczym nie zawinił, że Nadine to tylko koleżanka... Chciałabym mu wierzyć, ale najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie. Nie umiem... Zbyt dużo się zdarzyło i zbyt dużo widziałam, by tak po prostu stwierdzić, że jest ok. Bo nie jest... Jest mi ciężko, bo go kocham, a słysząc to co mi dziś powiedział, naprawdę byłam w stanie rzucić się na niego i całować się z nim do usranej śmierci, ale... przed oczami, gdy jego usta odprężały moje, miałam ją, gdy jest w tej samej pozycji, gdy to ona jest zamiast mnie. Nie wiem, czy to są poważne urojenia, czy umysł i serce chce mnie przed czymś przestrzec. Jedno wiem, póki co muszę odpocząć od Harry'ego.
Niedługo później Silver się budzi i wyskakuje z łóżka śliczna jak zawsze, rzuca mi się na szyję i całuje w policzek.
-W salonie jest taki pan, on na ciebie czeka, wiesz?- mówię.
-Wujek Niall?- pyta ucieszona.
-Nie, kochanie ktoś lepszy.- mówię zakładając jej kosmyk za uszko.
Silver biegnie do salonu i piszczy widząc tatę, słyszę odgłosy całusków, ciche rozmowy.
Zapinam walizkę i wynoszę ją z pokoiku. Harry całuje Sil w czoło.
-Cieszysz się, że będziesz ze mną 2 tygodnie?- pyta Hazz.
-Tak!- piszczy Sil.- Bardzo tęskniłam.- mówi i wtula się w szyję chłopaka. Robię jej kanapki i mleko czekoladowe do picia.
-A kiedy mamy samolot?- pyta Sil, a Harry idzie w stronę wyspy kuchennej trzymając ją na rękach, sadza ją na hokerze.
-Niedługo jakoś...- mówi.- Za 2,5 godziny.
Siadam na blacie i dokańczam zimną już kawę. Harry rozmawia z Silver o różnych rzeczach, pomaga jej jeść i podpija jej mleko, na co Silver się bulwersuje. Wychodzę z kuchni by się ubrać, zaraz po tym jak odwiozę Harry'ego i Sil na lotnisko jestem umówiona na obejrzenie zaprojektowanych strojów, nad którymi pracowałam w czasie NYFW, mieli je uszyć tak bym mogła stwierdzić, czy mi się podobają. Potem na lunch z Justinem... Ubieram się i rozczesuję włosy. Robię sobie makijaż, gdy dostaję telefon, Harry odwraca głowę do tyłu i widzi, jak podnoszę telefon z etażerki. To Theresa.
-Tak Tess?- pytam.
-Kurde, powiem ci, że pracuje u ciebie od krótkiego okresu czasu, a już wydzwaniają do mnie.- mówi dziewczyna, a w tle słyszę szum.
-Kto dzwonił?- pytam.
-Kto dzwonił?- pyta.- Kobieto dzwonił sam Mario Testino…- mówi.
Siadam na łóżku i podkurczam kolana pod brodę. Przepraszam co?
-Halo? Grace? Zatkało?- pyta.
-No oczywiście, że zatkało, co chciał?- pytam z uśmiechem na twarzy.
-Znasz jego sławne Towel Series?- pyta.
-O Jezu…- mówię podekscytowana.
-No, masz być jedną z modelek.- mówi uradowana.
Uśmiecham się szeroko i podskakuję pupą na łóżku, by zaraz plackiem położyć się na łóżku.
-Kto jeszcze?- pytam.
-Niestety Kendall, Justin, Miranda Kerr i jakieś ciacho, o którym jeszcze nie słyszałam, ale na pewno go poznam.- mówi podekscytowana, na co zaczynam się śmiać.
-Kiedy, gdzie?- pytam.
-Za kilka dni w Los Angeles, wg twojego kalendarza…- dziewczyna przewraca kartki.- Polecisz prosto z LA do Paryża…
-…muszę polecieć do Londynu po klucze do mojego mieszkania…- mówię.
-Hm…- zastanawia się.- W takim razie muszę pomyśleć… A i Grace dwie sprawy: ta impreza charytatywna z Nolanem i po tym, jak dziś obejrzysz te rzeczy umówią się z tobą na sesję do twojej kolekcji.- mówi.
-Ok., jakoś to ogarnę.
-Dopasuję terminy, żeby z niczym nie kolidowały.
-Tess za dwa tygodnie muszę mieć kilka dni luzu, bo będę lecieć po Sil.- mówię.
-No problemo, wzięłam to pod uwagę.- mówi.
Żegnam się z Tess i odkładam telefon. Harry każe Silver myć zęby, a ta grzecznie biegnie, Hazz wstaje z hokera i przychodzi do mojej sypialni.
-Z czego się tak ucieszyłaś?- pyta. Podnoszę wzrok znad telefonu i patrzę na niego.
-Będę w Towel Series Mario Testino...- mówię z uśmiechem.
Harry wyciąga telefon i zaczyna coś patrzeć, pisze coś i chyba chce dokładnie wiedzieć co to.
-Będziesz tam naga?- pyta z szeroko otwartymi oczami.
-Nie...- mówię.- To znaczy... Będę przykryta ręcznikiem.
Harry patrzy na mnie.
-Grace...- zaczyna.
-Nie będziesz mi mówił co mam robić, ani wzbraniał czegokolwiek, ok? To dla mnie coś wielkiego i nie odbieraj mi szczęścia.- mówię stanowczo.
Harry patrzy na mnie, zastanawia się co mi powiedzieć.
-Po to mamy przerwę, żebyś się nauczył akceptować to co robię...- mówię.
-Akceptuję cię.- mówi Hazz.
Kręcę głową.
-Akceptacja to też wsparcie, a nie kręcenie nosem, tak jak zrobiłeś to chwilkę temu.
-Nie chcę, żebyś się pokazywała nago.
-Nie pokażę całego swojego ciała, ja też tego nie chcę, ale mam ręcznik, nie?- mówię.
Silver wchodzi do pokoju, więc idę za nią, by ją ubrać.
-Te twoje tatuaże Silver wyglądają ekstra.- mówię córce, na co bardzo się cieszy.
-Mamusiu, a wiesz, że tatuś mi powiedział, że mnie zabierze do wesołego miasteczka w Dabuju?- pyta.
Zaczynam się śmiać.
-Silver lecisz do Dubaju...- mówię zapinając jej guziczkiem spodnie. Zaczynam ją czesać. Potem całuję ją w czoło.
-Silver musimy jechać na lotnisko.- mówi Harry zaglądając do jej pokoiku.
Zamykam walizkę mojej małej i wstaję z jej łóżka.
-Chodź ubierzemy buciki i kurteczkę.- łapię Sil za rękę.
Podąża ze mną do przedpokoju, a Harry wiezie walizkę. Ubieram jej skórzaną kurtkę z frędzelkami i conversy.
-Taksówka czeka na dole.- mówi Harry nakładając marynarkę.
-Zjadę z Wami.- mówię.
Ubieram szybko kurtkę, buty i sięgam po torebkę. Wychodzimy z mieszkania i wsiadamy do windy.
Przed budynkiem są paparazzi, więc żegnam się w korytarzem poza obiektywem.
-Silver...- zaczynam kucając przed nią.- Bądź grzeczna, słuchaj się tatusia, wujków, cioci Lou. Codziennie możesz do mnie dzwonić, pamiętaj, żeby nie oddalać się od tatusia, nie uciekaj mu...- mówię.
-Obiecuje.- wyszczerza ząbki.
-Dobrze...- mówię.- Proszę buziaczka i mocnego przytulaska.- mówię.
Silver daje mi kilkanaście buziaczków w usta i kilka w policzek, potem mocno mnie przytula.
-Kocham Cię mamusiu.- mówi mi do ucha.
-Ja ciebie też słoneczko...- mówię.
Silver odsuwa się.
Harry bierze Silver na rękę i wiezie walizkę drugą.
-Kochanie, wtul się w tatusia.- mówię.
-Oni znów będą krzyczeć?- pyta przerażona.
Patrzę na nią.
-Nie, nie będą...- mówię i idę na chwilkę w stronę drzwi, wychodzę na zewnątrz.
-Teraz proszę Was grzecznie o nie krzyczenie, róbcie to wtedy gdy jestem sama, ale nigdy jak jestem z moją córką, bo ona się was bardzo boi. Zrozumiano?- pytam.
Wracam się i biorę Silver od Harry'ego, by jak najszybciej wejść do taksówki.
Idziemy i o dziwo paparazzi nie krzyczą, sadzam Silver na fotelu, daję jej jeszcze jednego całusa w czoło, Harry wsadza walizkę do bagażnika i mój narzeczony idzie w moją stronę i daje mi całusa w policzek.
-Jesteśmy w kontakcie.- mówi i wsiada. Silver mi macha, a ja jej wysyłam całuska, po czym idę do drugiej taksówki. Wsiadam i jadę. Wkrótce pojazd zatrzymuje się pod siedzibą Adidasa i tam szybko wysiadam, by wejść do środka. Udaję się na umówione spotkania z krawcowymi projektów, bym mogła je ocenić. Towarzyszy mi jedna z osób pracujących dla Adidasa i zapisuje wszystkie moje opinie nt. każdego ze strojów. Ogólnie jestem zadowolona i cieszę się, że wszystko przeszło tak pomyślnie, teraz pozostaje tylko sesja.
-Grace proponuję termin na za dwa tygodnie…- mówi kobieta.
-Skontaktujcie się z moją asystentką, bo ona ma cały rozpisek moich wyjazdów, a ja wszystkiego nie pamiętam.
-Dobrze, w takim razie uzgodnimy to.- mówi kobieta wystawiając mi rękę, którą łapie w swoją i żegnam się. Pod siedzibą czeka Justin, więc szybko wsiadam do jego samochodu, póki nie zbyt zauważają nas paparazzi.
-Cześć kochana…- mówi Justin.
-Hej…- odpowiadam.
-Jak tam spotkanie?- pyta.
-Jestem bardzo zadowolona, bo wszystkie ubrania są minimalnie różniące się od projektu. Nie mogę się doczekać sesji…- mówię podekscytowana.
-Będzie super…- mówi Jus z uśmiechem.
-A ty jakiś nie w sosie chyba jesteś, co?- pytam.
-Nie, jest ok., po prostu dziś rano wróciłem do apartamentu ze studia i jestem trochę padnięty.- mówi.
-Czemu nie napisałeś, odwołalibyśmy nasze spotkanie, sen jest ważniejszy, Justin.- mówię.
Justin spogląda na mnie.
-Grace, moja była dziewczyno…- zaczyna na co praskam śmiechem.- To, że jesteś matką, nie znaczy, że masz mi matkować.- mówi.
-Czasami trzeba ci pomatkować. Nie dbasz o siebie…- mówię dosadnie.
-Bez przesady.- mówi Justin.
-Możesz się ze mną nie kłócić, ja wiem lepiej.- mówię, na co sama zaczynam się śmiać.
-Przepraszam, mamo…- mówi.
Uśmiecham się lekko i opuszczam głowę, zagryzam dolną wargę i zaraz spoglądam w okno. Zamykam oczy i czuję, że w moim gardle urosła niebotycznie wielka gula. Dokładnie tak mówił do mnie Harry, gdy Silver się urodziła, wspomnienia do mnie wracają.

Retrospekcja
-No nie mówisz poważnie…- mówię.
-Próbowałem ich jakoś od tego odwieść, mówiłem, że jesteś zmęczona po podróży, że chcielibyśmy pobyć sami…
-… i nic to nie dało?
-Louis powiedział, żebyśmy mieli tylko kanapy do siedzenia, a wszelkie przekąski i alkohol przyniosą.
-Kiedy będą?- pyta.
-Ok. 20:00.
Wzdycham.
-Przepraszam Gracie…
Wstaję z klęczków.
-Ej… Nic się nie stało, kotku… Właściwie to trochę się cieszę, bo im dziś powiemy i zobaczę się z nimi…
-Cieszę się… Pomogę ci…- mówi mi.
-Nie, idź do sklepu zrób jakieś zakupy… Mamy pustą lodówkę.
-Dobrze już się robi.- uśmiecha się.- Poradzisz sobie?- pyta.
-Dałam sobie radę będąc samotnie na Dominikanie, to co we własnym mieszkaniu w Londynie nie dam rady?- pytam retorycznie.
-Masz rację… Ale wtedy nasze maleństwo było mniejsze…
-Idź już tato…- wyganiam go.
Harry spogląda na mnie.
-Ok. Mamo…- odpowiada z uśmiechem.
****

-Coś powiedziałem nie tak?- pyta Justin.
-Nie, wszystko jest ok…- mówię cicho.
-A ja widzę Gracie, co się stało?- pyta.
-Justin, naprawdę…- mówię, czując, że po policzku spływa mi łza.
-Chodzi o Harry’ego?- pyta.
Opuszczam głowę i patrzę na swoje paznokcie.
-Nie możesz tak o nim myśleć…- mówi.
-To nie jest takie proste, kocham go bardzo i jeszcze mamy Silver…- mówię.
Justin parkuje na parkingu pod jedną z hinduskich restauracji. Wysiadamy z samochodu i wchodzimy szybko do środka, by paparazzi nie zrobili dużo zdjęć.
-Wiesz, że Silver nie może cię ograniczać, nie możesz zwracać wszystkiego ku niej… Jesteś matką i ja to rozumiem, ale masz 22 lata, jesteś w sile wieku, jesteś młoda, piękna, utalentowana i cholernie ambitna, w dobrym znaczeniu tego słowa…- mówi.
Siadamy w jednej z loż i zamawiamy sobie po daniu dnia i szklance mrożonej herbaty.
-Jeżeli twój mężczyzna nie docenia tego co ma, może to znak, by znaleźć kogoś innego…- mówi. Patrzę na niego szeroko otwartymi oczami.
-To jest niemożliwe…- mówię.- Nie wyobrażam sobie tego.
-Dlaczego?- pyta mnie.
-Bo… Jest najważniejszym mężczyzną w moim życiu…- stwierdzam.
-Czasami trzeba poświęcić, co się kocha, by stać się wreszcie szczęśliwym…- mówi Justin.
-Ale mamy przerwę…- mówię marszcząc czoło.- Chcę by wreszcie zaczął mnie wspierać…
-Wie, co osiągnęłaś?- pyta mnie przyjaciel.
-Wie…- mówię.- Dziś dostałam propozycję sesji do Towel Series…- dodaję, na co Jus się uśmiecha.- I Harry jak to usłyszał powiedział, że nie powinnam i…- mówię, a Justin wtrąca się.
-…bla, bla, bla…- mówi na co przestaję mówić.- Rób co chcesz, to jest twoje życie, a twój facet nie będzie decydował o tym, co masz robić.- dodaje.
Kelner stawia mi przed nosem danie i życzy smacznego.
-Ale ja nie chcę kłótni w domu, chce, żeby zrozumiał i zaczął wspierać mnie, tak jak ja go wspieram. Teraz jest ok, bo on jest daleko, kłótni jako takich nie ma, ale jak już wrócę do Londynu, no bo kiedyś muszę wrócić boję się, że wszystko wróci. Pretensje, problemy, kłótnie.- mówię i wsuwam do ust kurczaka.
-Dam ci radę, jako mężczyzna, przyjaciel i były chłopak.- mówi, na co uśmiecham się.-Idź swoim torem i rób to, co ci się żywnie podoba, imprezuj, chodź na różne gale, rób to, co lubisz… A jeżeli Harry nie zrozumie faktu, że to kochasz, że nie zrezygnujesz z tego, daj mu ultimatum… Uwierz mi, to działa na facetów jak zapalniczka. Jak Kylie dała mi ultimatum nie spałem 3 noce… Spraw, by zaczął myśleć nad sensem życia.
Uśmiecham się i zaczynam się śmiać.
-Tak sądzisz?- pytam.- Totalna zlewka?
-To-talna…- mówi Justin.- Uznaj się za singielkę.- mówi, na co zaczynam się śmiać.
-Nie pamiętam, kiedy byłam singielką…- mówię połykając.
-No i to jest błąd… Oficjalnie ciągle będziesz jego narzeczoną, albo inaczej to On będzie twoim narzeczonym.- mówi Justin.
-To drugie brzmi mi lepiej.- mówię z uśmiechem.
-To mi się podoba.- mówi Justin.
Uśmiecham się szeroko i stukam kieliszek pełen w wodę z cytryną o kieliszek Justina. Chłopak upija łyka i odkłada go z powrotem na stolik.
-Kiedy masz tę sesję?- pyta nabijając pomidora na widelec.
-Niedługo, za trzy dni…- mówię. Oczy Justina się rozszerzają i uśmiecha się.
-Co?- pytam go zdezorientowana jego reakcją.
-Ryan ma urodziny, byłoby super, jeżeli byś tam poszła ze mną…- mówi.
-Masz rację, to jest całkiem dobry pomysł…- mówię.- Brakuje mi tych naszych imprez, gdy byliśmy „razem”…- mówię, na co zaczynamy się śmiać.
-Zrobimy Ryan’owi niespodziankę…- mówi Justin.
-Muszę mu kupić jakiś prezent…- mówię, na co Jus wywraca oczami.

(…)
Wracam do mieszkania przed dwudziestą, ponieważ pojechałam jeszcze na chwilkę z Justinem do studia, a chwilka trwała długo. Robię sobie gorącą czekoladę. W międzyczasie robię sobie zdjęcie, które osobiście mi się podoba, nawet bardzo, wstawiam je na IG. Czuję się swojego rodzaju wolna od kłótni, sprzeczek… Wolna od Harry’ego… Postanawiam wziąć sobie do serca słowa Justina… Gdy będzie Silver odgrywam rolę wzorowej matki, najukochańszej na świecie, jednak, gdy mała pojedzie budzi się we mnie zwierzę i po pracy zamierzam szaleć na imprezach. Trzeba korzystać z młodości, póki się tylko może i macierzyństwo nie może wzbraniać od zabaw i rozerwania się.
Wlewam mleko do kubka i razem z kolacją, którą sobie przy okazji. Włączam Fashion Police na E! i oglądam śmieszne komentarze Kelly Osbourne, która jedzie po wszystkich, którzy wyglądają gorzej. Wtedy zaczyna dzwonić mój telefon i na ekranie pokazuje się Anne. Odchrząkuję i odbieram.
-Tak?- pytam do telefonu.
-Och Gracie, dzień dobry!- mówi.
-U mnie dobry wieczór…- uśmiecham się.
-Ach no tak, nie mogę się przyzwyczaić, że wyjechałaś…- mówi.
-Ja już trochę tak, w pewnym sensie jest troszkę dziwnie, ale dajemy radę z Silver.
-Odnajduje się?- pyta.
-Tak, idzie jej bardzo dobrze… Chcę zapisać do przedszkola tutaj…- mówię.- Żeby się obyła z dziećmi…- dodaję.
-Tak, to bardzo dobry pomysł…- mówi Anne.
Przyciszam telewizor i biorę łyka czekolady.
-Nie dlatego pani dzwoni, prawda?- pytam.
-Nie, kochanie… Nie…- mówi ciszej.- Harry mi kilka dni temu powiedział, co się stało między wami… że oddałaś pierścionek… Czy to koniec między wami?- pyta.
Poprawiam się na kanapie.
-To nie jest koniec… Ja… Muszę odpocząć trochę…- mówię podpierając głowę.- Widzi pani czasami w związkach jest moment, kiedy kompletnie masz dość tej ukochanej osoby… I ja mam właśnie tak…
-Ale tak po prostu?- pyta.
-Nie, byłam i jestem zmęczona kłótniami.- mówię.
-Kłótniami?- pyta zdziwiona.- Harry mówił, że wiedzie się wam wspaniale…
-Niekoniecznie…- mówię.- Chciałabym tak mówić i być w szczęśliwym pozbawionym konfliktów, ale nie da się, gdy ja cały czas mam wszystko wzbronione.
-To znaczy?- pyta.
-On nie potrafi zaakceptować tego co zaczęłam robić, odkąd dostałam się na ten staż mam wrażenie, że on nie może sobie dać z tym rady, że ja także stałam się rozpoznawalna w mediach… i… to mnie boli.- mówię.
Czuję, że w moim gardle znów dziś zebrała się gula i próbuje ją przełknąć.
-Gracie, nie płacz…- mówi cicho Anne, a ja na słowa czuję jak po policzkach spływają pierwsze łzy.
-…w ogóle mnie nie wspiera i cały czas ma pretensje o to co robię, a ja to pokochałam… Nie mam oczywiście na myśli paparazzich, ale fakt, że pracuje w czymś co mnie podnosi na duchu i co sprawia, że nie jestem zmęczona, tylko usatysfakcjonowana... Mówi, że jestem celebrytką, która ciągle zmieniam ścianki, a tak nie jest… To jest część mojej pracy.- mówię ocierając łzy.
-Naprawdę ci tak powiedział?- pyta.
-Tak, nie raz… Ja już nie mogłam musiałam… musiałam zrobić sobie przerwę. Odpocząć i dać mu do zrozumienia, że jeżeli nie zmieni postępowania to to będzie trudny koniec.
Pomijam fakt, że prawdopodobnie Harry mnie zdradzał… Nie chcę, żeby Anne go zbeształa, bo to jest nasza wewnętrzna sprawa, a domyślam się, jakby zareagowała na wieść o Nadine- możliwe, że poleciałaby do niego i nakrzyczała.
-Gracie?- pyta.
-Przepraszam, zamyśliłam się…- mówię.- Co pani mówiła?- pytam.
-Mówiłam, że cię rozumiem… Chcę, żebyś to wiedziała… Harry czasami ma rzeczywiście takie odpały…- mówi, na co się uśmiecham.
-Myślałam, że zacznie go pani bronić, jako swojego syna…- mówię.
-Jesteś matką mojej kochanej wnuczki i zawsze będziesz częścią naszej rodziny, nawet jeśli nie zostaniesz z Harrym, chociaż naprawdę bardzo bym chciała, żebyś nosiła jego nazwisko i bardzo bym chciała płakać na waszym weselu…- mówi, na co znów zaczynam płakać.
-Kocham go, bardzo go kocham, ale kocham też siebie…- mówię pociągając nosem.-… i jako kobieta mam szacunek do siebie…
-Gracie, to bardzo dobrze… Dobrze, że jesteś silną kobietą.- mówi pokrzepiająco mama Harry’ego.
Uśmiecham się.
-Zmieńmy może temat, nie uważasz?- pyta, na co przytakuję jej.
-Mam prośbę do ciebie…- mówi.
-Słucham…- pytam wycierając nos.
-Chciałabym zabrać Silver na kilka dni do siebie, tak dawno jej nie widzieliśmy, strasznie się za nią stęskniłam…- mówi.
-Ona też bardzo za wami tęskni…- mówię.- Myślę, że to bardzo dobry pomysł… Przywiozę wam ją do H.Ch. jak będę w Londynie.
-Czyli kiedy?- pyta.
-Teraz wyjeżdżam na kilka dni do LA, potem lecę do Paryża na Fashion Week i następnie wrócę na jeden dzień do NY, lecę do chłopaków po Silver, być może zostanę kilka dni…- mówię wyliczając.- Polecimy do NY tam ją spakuję, wypiorę jej ubranka i przywiozę wam ją. Będę miała kilka spraw do załatwienia w Londynie, więc zostanę na trochę.
-Ojej, ile ty podróżujesz…- mówi kobieta.
-Nie jest aż tak źle, bo to lubię…- mówię z uśmiechem.
-Dobrze, w takim razie jesteśmy w kontakcie…- mówi Anne.
-Dokładnie, proszę pozdrowić Robina i Gemmę, jeżeli jest u was…
-Jutro przyjeżdża to przekażę.
-No to do zobaczenia.
-Papa Gracie…- mówi.
Odkładam telefon i podsuwam kolana pod brodę. Przesuwam palcami kosmyki moich włosów i zastanawiam się, jak będzie w przyszłości, czy będę ja, Harry i Silver, czy ja i Silver… Zamykam oczy i staram się odegnać myśli złe… Mój telefon znów miga, ale ignoruję go widząc, że to Harry. Naprawdę nie mam teraz ochoty na rozmowy z kimkolwiek. Jeżeli to Silver dzwoni Idę powoli do łazienki i tam biorę kąpiel i ubieram się w pidżamy. Nie mam ochoty na nic poza szybkim położeniem się spać. Wysyłam Justinowi ”Dobranoc” i zasypiam.
***
Miłego :)