CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Ostatnie kilka dni minęły wyjątkowo przyjemnie i ciekawie, nagrałam z Justinem zajebisty teledysk, wróciłam do blond włosów, ale zaraz po zakończeniu zdjęć przefarbowałam je z powrotem. Nie mogę się doczekać, jutro około 13:00 dziewczyny przylecą do Los Angeles i polecimy bezpośrednio do Sydney. Na wymarzone wakacje przyjaciółek. Co ciekawe, przez wszystkie dni wymieniłam z Harrym co najmniej 200 sms-ów, pisaliśmy ze sobą z małymi przerwami, gadaliśmy o wszystkim, nie raz wybuchałam śmiechem, gdy wysyłał mi swoje zdjęcia z głupimi minami, albo zdjęcia Nialla, który śpi. Bo Harry mieszka teraz u niego, doszedł do wniosku, że Louis potrzebuje prywatności z Eleanor…
Wczoraj wieczorem pożegnałam się z Justinem, który poleciał bezpośrednio do NY, by nagrywać teledysk do Lolly. Ja około 13 wstałam sobie, zrobiłam śniadanie, wypiłam kawę w ogrodzie i poszłam się ubrać. Postanowiłam popołudniu pojechać do galerii handlowej. Jednakże przed tym pojechałam do biura Scootera, gdzie spotkałam The Wanted. Patrząc na mnie uśmiechali się… Miałam do podpisania, jakiś ostatni kontrakt, wychodząc z jego biura paparazzi robili mi zdjęcia… Wsiadłam do samochodu, ale jadąc do mojej ulubionej galerii handlowej w LA musiała mnie zatrzymać policja.

Po cholerę rozmawiałam wtedy przez telefon z Lucy. Zatrzymałam się samochodem Justina na poboczu, z radiowozu wysiadła kobieta i podeszła do mnie. Przedstawiła się i poprosiła o prawo jazdy i dowód osobisty. Podałam jej dokumenty. Mówiła, że bardzo niebezpieczne jest rozmawianie przez telefon podczas jazdy, szczególnie w takiej ruchliwej okolicy. Przeprosiłam i powiedziałam, że to więcej nie będzie miało miejsca.
Kobieta coś tam jeszcze gadała także, żebym pamiętała zrobić przegląd samochodowi, co za jakieś dwa tygodnie będzie obowiązkowe. Obiecałam, że zrobię przegląd. Policjantka puściła mnie i pojechałam spokojnie do galerii. Zaparkowałam na parkingu podziemnym, było tu prawie pusto. Obcasy na moich nogach łagodnie stukały o betonową powierzchnię. Schowałam do torebki telefon, który i tak wkrótce oznajmił mi, że przyszedł sms. Była to Leigh, która wysłała mi zdjęcie Seana z bliźniakami jak śpią.
Napisała jeszcze: Gracie,
zapomniałam ostatnio wysłać… Odpisałam jej: Jaki tatusiek :D
Weszłam
do River Island, gdzie kupiłam sobie dwie pary spodenek i crop top,
zaprojektowany przez Rihannę. Wyszłam ze sklepu i zajrzałam do TopShopu, gdzie
kupiłam kilka innych rzeczy. Zajrzałam także do sklepu z Louboutinami.
Patrzyłam na nie, jak w obrazki, a szczególnie jedne mi się spodobały. Kupiłam
je sprawiając sobie świetny humor, szczęśliwa wyszłam ze sklepu i poszłam
dalej. Podeszły do mnie jakieś dziewczyny, zrobiłam sobie z nimi zdjęcie i
dałam autografy… Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Gdy trochę rozbolały
mnie stopy usiadłam na ławce i odpisałam Lily na sms-a. Poszłam dalej i kolejna
godzina mi minęła bardzo szybko. Spojrzałam na zegarek, była 17:00.
Zgłodniałam.
Harry
Wyszedłem z TopMana, gdy ujrzałem ją. Miała na sobie
długą suknię, która przecudnie wyglądała na jej ciele, podkreślała jej atuty. A
sandałki na stopach na pewno dodały jej seksapilu. Podszedłem do niej od tyłu i powiedziałem: Przepraszam, czy mogę dostać od pani
autograf?
Grace odwróciła się i uśmiechnęła.
-Harry!!!- powiedziała głośno i przytuliła się do
mnie na powitanie.
-Cześć Gracie…
-Co ty tu robisz?
-Byłem dziś robić nowy tatuaż…
Pokazałem na ramieniu napis LA.
-Czemu nie zadzwoniłeś, albo nie napisałeś, że
jesteś?
-Nie chciałem ci zawracać głowy… Byłaś zajęta
teledyskiem, pewnie się przygotowywałaś do wyjazdu…
-Jeszcze nawet nie wiem, co wezmę tam.
Uśmiechnąłem się.
-Może pójdziemy coś zjeść? Co ty na to?
-Bardzo chętnie, umieram z głodu.
Poszliśmy korytarzem i skręciliśmy w alejkę, gdzie
mieściła się restauracja. Padło na Nando’s.
-Niall by się ucieszył…- zaśmiała się.
-Tak…
Grace
Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy sobie po
daniu. Rozmawialiśmy o tym, co ostatnio się działo. Harry powiedział, że jadą z
chłopakami niedługo na kilka dni do Nowej Zelandii, dają ze dwa, czy trzy koncerty
i mają wolne. Opowiadałam mu, co mamy zamiar zobaczyć w Australii. Nadmieniłam,
że zamierzam się nauczyć surfować, ale czy to wyjdzie to nikt nie wie. Posiłek
przyszedł i zabraliśmy się za jedzenie. Byłam bardzo głodna. Harry na coś
wpadł.
-Co robisz wieczorem?- spytał.
-Chyba nic, a co?- wzięłam kęs kurczaka.
-Może przyjechałabyś do mnie do hotelu dziś
wieczorem na przykład?
Spojrzałam na Harry’ego.
-Ty mówisz serio?
-No tak, czemu by nie…
-Właściwie to…- zatrzymałam się. Harry spojrzał na
mnie.- Ok.
Uśmiechnął się szeroko.
Siedzieliśmy jeszcze trochę. Chciałam jeszcze
zobaczyć jakieś stroje kąpielowe, bo na wakacje muszę ich zabrać troszkę.
-Wiesz Harry, chciałam jeszcze iść poszukać strojów
kąpielowych, więc muszę się zbierać.
-Aha. Ok.
-Dzięki
za wspólny obiad i do wieczora.
Daliśmy sobie po całusie w policzek. Wychodząc Harry
pomachał mi. Zniknęłam za zakrętem. Przesiedziałam ze dwie kolejne godziny
przymierzając stroje, wreszcie kupiłam trzy: czarny, pomarańczowy i wzorzysty.
Do tego jeszcze w sklepie Victoria Secret zakupiłam dwie pary czarnych,
koronkowych majtek oraz dwa staniki jeden czarny, drugi cielisty. Około 18:00
byłam w domu. Myślałam, jak to zrobić, żeby paparazzi nie zauważyli mojego
przyjazdu do hotelu, bo może się zacząć piekło. Poszłam wziąć prysznic, umyłam
włosy, wysuszyłam je i wyprostowałam, zrobiłam sobie makijaż. Ubrałam się i pomalowałam usta. Zrobiłam zdjęcie na instagrama moich
nowych louboutinów.
Dochodziła dwudziesta. Zamówiłam taksówkę i wsiadłam do
niej. Na szczęście żadnych fotografów nie zauważyłam. Po jakichś 30 minutach
dojechałam do hotelu Hazzy. Wysiadłam płacąc za usługę i szybko przemknęłam do
środka. Harry mi napisał, że jest w apartamencie 505 na 15 piętrze. Wsiadłam do
windy. Poprawiłam usta szminką i oczy tuszem. Miałam przeświadczenie, że bardzo
chcę mu się spodobać. Gdy wysiadłam z windy rzuciły mi się w oczy złote cyferki
układające się w liczbę 505. Uśmiechnęłam się do siebie i pewnie ruszyłam.
Zapukałam i wyobrażałam sobie, jak Styles może wygląd…
Otworzył drzwi z zamachem… Moje myśli przestały funkcjonować. Był taki męski…
Miał na sobie swoje sławenne rurki i zwykłą białą bokserkę, ale jak on
wyglądał… Jezus Maria… Ratunku… Nie żyję…
-Grace… Ziemia do Grace…
Otrząsnęłam się.
-Przepraszam…- spłonęłam rumieńcem.
-Ślicznie wyglądasz…- powiedział Harry wpuszczając
mnie do środka. Ściągnęłam buty, Harry był na boso.
-Napijesz się czegoś?- spytał mnie.
-Wody.
-A może coś mocniejszego?
-A masz coś takiego do zaoferowania?- spytałam
unosząc brwi.
-Dla ciebie wszystko.
Uśmiechnęłam się.
-Mojito proszę…
-Robi się…
Wyszłam na taras i oparłam się o barierki
spoglądając na panoramę LA. Chwilkę później Harry przyniósł mi drinka.
Usłyszałam, że w apartamencie gra muzyka. Wzięłam łyka drinka i to chyba było
najlepsze Mojito jakie piłam.
-Ale dobre…
-Takie rzeczy tylko Harry Styles.- uniósł brew.
Odwróciłam głowę i spojrzałam się w dół, przygryzając lekko wargę.
Byłam tu
tylko ja i on.
Obydwoje
usiedliśmy na kanapie, która była na tarasie. Wracaliśmy wspomnieniami do
Paryża, Nowego Jorku, Holmes Chapel, Londynu, Newcastle… Godziny mijały nam
przy kolejnych drinkach… Zrobiło się zimno i późno.
-Będę się
zbierała…- powiedziałam.
-A… może… zostałabyś
na noc, Grace?
-Jak to na
noc?
-Spałabyś w
sypialni, ja na kanapie…
Patrzyłam
się na niego niedowierzając.
-Chcesz,
żebym została?
Kiwnął
głową. Zaczęłam się jąkać.
-No ok.
-Zgadzasz
się?- spytał, jakby nie dowierzał.
-Zostanę.
Harry
zamówił do pokoju coś do jedzenia, chociaż głodna nie byłam.
Około
drugiej obydwoje zaczęliśmy ziewać. Poprosiłam Hazzę o koszulkę do spania.
Rozebrałam się do bielizny i narzuciłam na siebie jego koszulkę. Położyłam się
do łóżka, które przepełnione było jego zapachem. W pokoju zrobiło się dziwnie
zimno, kołdra nie była gruba, ze względu na temperaturę, jaka była w LA. Było
mi tak zimno, że zaczęłam się trząść.
-Może to
coś z klimatyzacją…- pomyślałam.
Wstałam z
łóżka i wyszłam z sypialni. Siedział na kanapie i oglądał nasze zdjęcia.Przyglądał się mojemu zdjęciu.
-Harry…- zaczęłam cicho.
-Harry…- zaczęłam cicho.
Spojrzał na
mnie szybko i zablokował telefon.
-Słucham?
-Zimno mi…
-Klima się
zepsuła, nie można jej wyłączyć, dam ci bluzę…
Wstał z
kanapy.
-A nie
mógłbyś się… położyć ze mną?
Wytrzeszczył
oczy. Chyba sama nie wierzyłam co przed chwilką powiedziałam.
-W łóżku?
Kiwnęłam
głową. Uśmiechnął się lekko.
-Zaraz
przyjdę.
Wróciłam do
sypialni i położyłam się, czekając, aż przyjdzie. Po jakichś
trzech minutach otworzył drzwi i wszedł do środka. Podniosłam kołdrę i
czekałam, aż się położy. Gdy to zrobił, przytuliłam się do niego.
-Jesteś cała zmarznięta… Cały czas się trzęsiesz…
Harry położył rękę na moich plecach i zaczął nią
pocierać je, żeby było mi cieplej.
-Mogę położyć nogi jak kiedyś?- spytałam niepewnie.
-Jasne.
Włożyłam nogi między jego i przytuliłam się mocniej
do jego klatki piersiowej. Dłoń Harry'ego pogłaskała moje włosy, które opadły mi na plecy.
-Ślicznie pachniesz...- szepnął dotykając ustami mojego czoła.
Przełknęłam ślinę, co wydało się nadzwyczaj głośne. Pocałował mnie w czoło, a ja impulsywnie pocałowałam główki wytatuowanych ptaszków na jego torsie. Tak bardzo mi brakowało tego... Harry przeniósł swoją dłoń powoli z pleców na kość ogonową, a potem położył dłoń na moich pośladkach. Spięłam je, a Harry szepnął: Rozluźnij się… Jego głos działał na mnie jak narkotyk, robiłam co kazał. Położyłam mu dłoń na szyi i wplotłam swoją lewą dłoń w jego puszyste włosy, które tak apetycznie pachniały jabłkiem. Przełknęłam nerwowo ślinę, a Harry lekko zniżył się. Zaczął muskać moją szyję, a jego dłoń powędrowała na udo. Byłam tak blisko niego… Tak blisko, jak dawno nie byłam, tak blisko, jak dawno pragnęłam, tak blisko, jak od dawna chciałam. Upajałam się jego pocałunkami, ale pragnęłam czegoś więcej i zdecydowanie czułam, że on też tego chce. Zniżyłam się do jego poziomu i połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Oboje mruczeliśmy, albo pojękiwaliśmy przy kolejnych połączeniach naszych ust. Poczułam w ustach język Harry’ego i ugryzłam go lekko, chłopak uśmiechnął się i przygryzł moją dolną wargę, momentalnie ścisnął mój pośladek upajając się tym, że powoli zaczynam w nim tonąć. Ręka loczka powędrowała od moich pośladków w górę. Harry odpiął zręcznie mój stanik i posadził mnie sobie na biodrach. Zrzuciłam z siebie koszulkę i stanik, odgarnęłam włosy do tyłu. Już jesteś moja… szepnął cicho i uniósł tułów, siadając. Rozpierała nas obydwoje energia, namiętność i zdecydowanie pożądanie. Nasze pocałunki przerodziły się w coś namiętniejszego… Mój oddech stał się szybki, jego też…
Grace…
Mówił moje imię, jakby wypowiadanie go sprawiało mu niebywałą przyjemność. Nagle znalazłam się pod nim.
Możesz?- spytał mnie.
Mogę…- odpowiedziałam.
Harry zrzucił swoje bokserki i złapał delikatnie palcami za gumkę od moich majtek, ściągnął je nie przerywając wpatrywania się w moje oczy. Wreszcie zatonęliśmy w przyjemnościach… Jak bardzo mi tego brakowało właśnie z nim… Justin przy nim naprawdę się chowa… A Harry ma do tego talent wrodzony, o czym przekonałam się dziś, w Holmes Chapel i w innych miejscach, gdzie doświadczaliśmy siebie.
-Ślicznie pachniesz...- szepnął dotykając ustami mojego czoła.
Przełknęłam ślinę, co wydało się nadzwyczaj głośne. Pocałował mnie w czoło, a ja impulsywnie pocałowałam główki wytatuowanych ptaszków na jego torsie. Tak bardzo mi brakowało tego... Harry przeniósł swoją dłoń powoli z pleców na kość ogonową, a potem położył dłoń na moich pośladkach. Spięłam je, a Harry szepnął: Rozluźnij się… Jego głos działał na mnie jak narkotyk, robiłam co kazał. Położyłam mu dłoń na szyi i wplotłam swoją lewą dłoń w jego puszyste włosy, które tak apetycznie pachniały jabłkiem. Przełknęłam nerwowo ślinę, a Harry lekko zniżył się. Zaczął muskać moją szyję, a jego dłoń powędrowała na udo. Byłam tak blisko niego… Tak blisko, jak dawno nie byłam, tak blisko, jak dawno pragnęłam, tak blisko, jak od dawna chciałam. Upajałam się jego pocałunkami, ale pragnęłam czegoś więcej i zdecydowanie czułam, że on też tego chce. Zniżyłam się do jego poziomu i połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Oboje mruczeliśmy, albo pojękiwaliśmy przy kolejnych połączeniach naszych ust. Poczułam w ustach język Harry’ego i ugryzłam go lekko, chłopak uśmiechnął się i przygryzł moją dolną wargę, momentalnie ścisnął mój pośladek upajając się tym, że powoli zaczynam w nim tonąć. Ręka loczka powędrowała od moich pośladków w górę. Harry odpiął zręcznie mój stanik i posadził mnie sobie na biodrach. Zrzuciłam z siebie koszulkę i stanik, odgarnęłam włosy do tyłu. Już jesteś moja… szepnął cicho i uniósł tułów, siadając. Rozpierała nas obydwoje energia, namiętność i zdecydowanie pożądanie. Nasze pocałunki przerodziły się w coś namiętniejszego… Mój oddech stał się szybki, jego też…
Grace…
Mówił moje imię, jakby wypowiadanie go sprawiało mu niebywałą przyjemność. Nagle znalazłam się pod nim.
Możesz?- spytał mnie.
Mogę…- odpowiedziałam.
Harry zrzucił swoje bokserki i złapał delikatnie palcami za gumkę od moich majtek, ściągnął je nie przerywając wpatrywania się w moje oczy. Wreszcie zatonęliśmy w przyjemnościach… Jak bardzo mi tego brakowało właśnie z nim… Justin przy nim naprawdę się chowa… A Harry ma do tego talent wrodzony, o czym przekonałam się dziś, w Holmes Chapel i w innych miejscach, gdzie doświadczaliśmy siebie.
Po kilku wspaniałych godzinach byłam zmęczona, Harry
wstał i podszedł do okna, zaczynało świtać. Wzięłam do ręki jego telefon i
pstryknęłam mu fotkę. Odwrócił się i uśmiechnął do mnie.
-Ok.
Gdy wrócił chwilkę później, był już w bokserkach.
Wyciągnęłam się na łóżku, a Hazz
zrobił mi zdjęcie.
-To będzie teraz moje tło.
Pocałował mnie w czoło i zasnęliśmy.
Otworzyłam oczy i oślepiło mnie słoneczne światło,
jego ciepła dłoń leżała na moim biodrze, obróciłam głowę i spojrzałam na jego
twarz. Spał jak małe dziecko… Uśmiechnęłam się do siebie. Przetarłam oczy i
usiadłam zakrywając piersi kołdrą. Loczek przebudził się i przysunął się do
mnie i zaczął składać pocałunki na moim kręgosłupie, szedł do góry aż do szyi.
-Która jest godzina?
-Około dziesiątej, a co?
-Nie…- Harry jęknął i przyciągnął mnie bardziej do
siebie.-Nigdzie ode mnie nie uciekniesz teraz…
-Ja nie mówię, że już idę… Chciałam jeszcze wziąć
prysznic…
-Mówiąc brać prysznic, myślisz o wspólnym prysznicu,
tak?- Harry uniósł brwi.
-Nie pomyślałam o tym… Ale… Chyba muszę cię zasmucić…
Harry zrobił smutną minę.
-Niestety… Nie będę mogła się skupić na myciu się,
jeśli będziesz stał przede mną nago.
Harry uśmiechnął się szeroko i przygryzł wargę.
Harry uśmiechnął się szeroko i przygryzł wargę.
Wstałam z łóżka, nałożyłam majtki i bluzkę Hazzy.
Wzięłam szybki prysznic, rozczesałam suche włosy. Wyszłam owinięta ręcznikiem z
łazienki i poszłam po swoje rzeczy. Hazz odbierał właśnie śniadanie od kelnera,
wjechał wózeczkiem na taras uśmiechając się nieprzerwanie. Ubrałam majtki i
koszulkę Hazzy, wyszłam z pokoju. Weszłam na taras i usiadłam na jednym z
foteli, Harry nałożył mi naleśniki na talerz, na nie bitą śmietanę, polał
czekoladą i posypał owocami. Nachylił się po całusa, więc musnęłam jego usta
soczyście. Wzięłam do ręki kubek kawy i upiłam łyka.
-Nie mogę uwierzyć w dalszym ciągu, że to
zrobiliśmy…- mówił Harry.
Zaśmiałam się.
-Ja chyba też…
-Nie żałujesz tej nocy?- spytał mnie po chwili.
-A ty?
-Nie.
-Ja też nie…
Wzięłam na palec bitą śmietaną i zrobiłam mu kropkę
na nosie. Zrobił zeza, patrząc na nią.
Harry wziął na palec trochę czekolady i przejechał
mi nim po całej brodzie. Po czym wstał, wziął mnie na kolana i pocałunkami
zaczął czyścić moją twarz. Pocałowałam jego nos, a potem usta. Śniadanie
dokończyliśmy karmiąc się nawzajem. Po zakończeniu posiłku przytuliłam się do
niego…
-Wiem, że może to nie jest czas ani miejsce, żeby
spytać cię o to…- zaczął Harry, a ja podniosłam głowę z jego ramienia.
-O co?
-Powiedziałaś, że nie żałujesz tej nocy…- mówił, ale
przerwał.- Nie, dobra, nie ważne.
-Jak już zacząłeś to skończ.
Spojrzał na mnie, ujęłam jego twarz w dłonie i
pocałowałam w usta.
-Powiedziałaś, że nie żałujesz tej nocy…
Kiwnęłam głową.
-…Grace… Ja wiem, że jesteś z Justinem, szanuję to i
bardzo się cieszę, że miałaś kogoś do kogo mogłaś się zwrócić, po tym co się
stało między nami. Ale teraz, moglibyśmy wrócić do tego co było…- zakończył
cicho.
Wstałam z jego kolan. Nie wiedziałam co myśleć.
Podeszłam i oparłam się o barierkę.
-Nie uważasz, że znów moglibyśmy być parą?-
powiedział wstając z fotela.
-Pójdę się ubrać.- powiedziałam.
Poszłam do sypialni i tam ubrałam się we wczorajsze
rzeczy.
-Odpowiesz na moje pytanie?- zapytał uchylając
drzwi.
-Nie umiem ci na nie odpowiedzieć… Daj mi trochę
czasu, dobrze?- powiedziałam ujmując jego twarz w dłonie.
-Jeśli ci to jest potrzebne, to oczywiście.
Pocałowaliśmy się. Gdy oderwaliśmy się od siebie
spojrzałam na kartę od pokoju, na której widniał numer 505.
-Tego pokoju nigdy nie zapomnę.- szepnęłam i dałam
soczystego buziaka Harry’emu.
Otworzyłam drzwi przesłałam mu całuska i poszłam w
stronę windy. Zamknęłam torebkę i zerknęłam na telefon. Miałam 1,5 godziny.
Poprosiłam ochronę, żeby wezwała taksówkę na tyły hotelu. Tam też wsiadłam,
założyłam okulary i ta zawiozła mnie do domu Justina. Zapłaciłam za usługę i
weszłam do domu, ogarnęłam w nim i poszłam się przebrać. Wstąpiłam do pobliskiego
Tesco po zakupy, bo znając życie, dziewczyny będą głodne. Zostało mi 30 minut
do przylotu dziewczyn, akurat, żeby dojechać z domu Justina na LAX. Wsiadłam do
samochodu i ruszyłam. Jechałam około 20 minut, bo przypasowały mi światła.
Usiadłam na hali i czekałam, aż usłyszę komunikat o wylądowaniu samolotu z
Londynu. Surfowałam po Internecie… Odpisałam Sean’owi na sms-a, którego napisał
mi z rana… Nie odpisałam, bo byłam zajęta.
Kolejne minuty leciały, aż wreszcie
głośnik wypowiedział słowa:
Pasażerowie lotu z Londynu do Los Angeles, proszeni są o odebranie bagaży w punkcie bagażowym. Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii lotniczych.
Pasażerowie lotu z Londynu do Los Angeles, proszeni są o odebranie bagaży w punkcie bagażowym. Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii lotniczych.
Z tunelu wyszła moja święta trójca. Eleanor miała na
sobie krótkie spodenki, luźną koszulkę i conversy, czyli tak jak lubi. Lucy
miała białą sukienkę, a na szyi wisiał długi indiański wisior, na stopach miała
białe płaskie sandałki, a Lily ubrana była w czarny kombinezon, na głowie miała
kapelusz i szpilki. Czy tak jak to ona… Pomachałam do dziewczyn, a one
gwałtownie przyspieszyły, odebrały bagaże i podbiegły do mnie. Zrobiłyśmy
grupowy uścisk.
-Ale się za tobą stęskniłyśmy…
-Moje kochane…- mówiłam.
Gdy oderwałyśmy się od siebie, zadałam im pytanie.
-Głodne, śpiące?
-Jedynie głodne…- powiedziała Lucy poprawiając na
nosie okulary przeciwsłoneczne.
-Wiedziałam, dobrze, że zrobiłam zakupy.
PSTRYK
-Zaczyna się…- powiedziałam.
-Jak ja nienawidzę tych fotografów…
-Ja też… Jedźmy dziewczyny.
-Tak.
Wzięłam torbę podróżną Lily i Lucy, one ciągnęły
swoje walizki, El też. Zapakowałyśmy wszystko do samochodu i ruszyłam.
Jechałyśmy znacznie dłużej, bo zrobił się korek. Lucy i Lily opowiadały jak na
studiach.
-Sil za tobą tęskni…- powiedziała Lily z uśmiechem.
-Męczył nas od dwóch tygodni, pytał kiedy
przyjedziesz…
Spojrzałam w lusterko i zaparkowałam pod domem
Justina… Nie obyło się bez zdjęć. Dziewczyny oniemiały na widok domu, gdzie
mieszkam.
-Ale chata…- wypaliły równocześnie, na co
wybuchnęłam śmiechem.
-Chodźcie.
Otworzyłam drzwi, rozglądały się, pokazałam im
pokoje, ich łazienki itp. Będą tu niecałe dwa dni. Dziewczyny poszły się
odświeżyć, a ja robiłam lasagnę. Lucy zeszła na dół jako pierwsza ubrana w
czarny kombinezon z krótkimi spodenkami. Usiadła na hokerze.
-Masz tu lepiej niż w Londynie…
-Zbyt duży jak dla mnie… Jak jest Justin, Alfie,
Ryan i mama to ok., ale bywa, że jesteśmy sami.
-…i macie chwilkę dla siebie…
Spojrzałam na Lucy, a ona się uśmiechnęła.
-Nie ma nic poza przyjaźni między mną, a nim.
-Domyślam się… Pewnie wciąż kochasz Hazzę.
Opuściłam głowę.
-Jestem osobą, która jak się zakochuje to na długo.
-Wiem, wiem…
Zeszła El, podjadła brokuła.
Włożyłam lasagnę do piekarnika.
-Chcecie gdzieś iść dziś?- zapytałam.
-Ja bym wstąpiła po jeszcze jeden strój, bo obawiam
się, że nie wystarczą mi trzy.- powiedziała El.
-Ja mam też trzy, ale chciałam tak pochodzić…-
dodała Lily schodząc po schodach.
Zrobiłam im kolorowe soki. Lasagni pozostało jeszcze
10 minut. Do Eleanor zadzwonił Louis i zaczęli rozmawiać. My natomiast
omawiałyśmy, gdzie mogłybyśmy pojechać sobie, będąc w Australii. Padło na
Canberrę, gdzie są przepiękne plaże.
Wyjęłam z piekarnika lasagnę. Zjadłyśmy ją i
pojechałyśmy do centrum handlowego.
Tam kupiłam sobie wzorzystą długą spódnicę w
TopShopie, białe sandałki na wysokim obcasie i czarny kombinezon z złotym
metalowym pasem. Eleanor zakupiła jeszcze jeden strój, dwie pary szpilek, bo
jej się spodobały, do tego jeszcze 2 crop topy. Lily kupiła sukienkę, a Lucy
znalazła wymarzoną sukienkę na wieczór panieński. Umówiłyśmy się, że zostawi ją
u Justina w domu, a jak ja niedługo będę lecieć do Londynu, to jej przywiozę.
Poszłyśmy jeszcze na mrożony jogurt, zrobiłyśmy sobie trochę zdjęć.
Wróciłyśmy bardzo późnym popołudniem, usiadłyśmy w
salonie popijając wino i oglądałyśmy komedie romantyczne.
Rankiem wstałyśmy i zjadłyśmy pożywne śniadanie, ja
zamknęłam walizkę i byłam gotowa do lotu. Miałyśmy jeszcze godzinę do odlotu
samolotu, ale pojechałyśmy już na lotnisko. Okazało się, że możemy oddać bagaże
i iść do odprawy. Tak zrobiłyśmy. Będąc już
na swoim miejscu w samolocie, rozmawiałyśmy, a ja jednocześnie
odpowiadałam na pytania na Twitterze:
Grace, jedziesz do Australii?
Tak, czekam, aż samolot wystartuje Xx.
Myślałaś
o tym, żeby wrócić na studia?
Ostatnio tak.
Jaka
jest twoja ulubiona piosenka Justina?
Confident i Change Me (jeszcze jej nie
słyszałyście).
BOŻE!!!
Ja mieszkam w Sydney!!!
Widzimy się <3 Xxx.
Słyszałam
nagranie, jak śpiewasz… Masz talent…
O boże… Daj linka… Spróbuję to wykasować… :D
Twoja
mama jest bardzo miłą osobą, ostatnio zrobiłam sobie z nią zdjęcie i twoim
młodszym bratem… Słodziak z niego…
Mama jest the Best, ale Elliot to takie dziecko
szczęścia. Kocham ich bardzo!
Widziałam
cię w C.H wczoraj z Eleanor, Lucy i jeszcze jakąś koleżanką.
Z Lily jeszcze… Czemu nie podeszłaś?
Ostatnio
często widać cię w Londynie…
Tam mam przyjaciół, brata i mam niedaleko do domu.
Londyn
vs. LA?
Sydney Xx.
Eleanor
jest śliczna.
Zgadzam się w dwustu procentach…
Samolot wystartował i zaczęłyśmy trwający ponad 20
godzin lot.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak się podoba? Mam nadzieję, że takie scenki Harrace przypadły wam do gustu :))) Kolejny rozdział w sobotę, całuję mocno i dziękuję za komentarze. Czekam na kolejne!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak się podoba? Mam nadzieję, że takie scenki Harrace przypadły wam do gustu :))) Kolejny rozdział w sobotę, całuję mocno i dziękuję za komentarze. Czekam na kolejne!!!
Omg *,* Oni do siebie wrócą? Tak czy nie?! Omg *,* :d Co z Justinem?!
OdpowiedzUsuńCzekam na next :)) Jestem ciekawa co będzie na wakacjach xd
Super rozdział ;*
PS. Znowu mój komentarz pierwszy xd
Szyyyyyyyybko następny booooooooże świetny rozdziaaaaał! <3333
OdpowiedzUsuńKooocham :D
OdpowiedzUsuńSuper ♥♥
OdpowiedzUsuńHueheu wiedziałam ! :D jejku cudowny aww *_* zgon ! Tyle akcji czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńwow taki świetny wow. xD
OdpowiedzUsuńHarceee <333 W końcu się doczekałam <333 Niech wrócą do siebie <33
OdpowiedzUsuńSUPER ROZDZIAŁ
OdpowiedzUsuńNaprawdę superowy.Czekam na następny. Szybko pisz ; *
OdpowiedzUsuńSuper !
OdpowiedzUsuńJejku ja chce kolejny <3
OdpowiedzUsuńMam nadzieje ze bedzie kolejny dzisiaj?
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział ?
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie napisane. Super wpis. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń