piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 67.



-Wyjmiesz jeszcze majonez?- pytam go wkładając poszatkowane warzywa do miski.
-Możesz wstać?- pyta swoim niskim głosem.
Na moją twarz ciśnie się szeroki uśmiech, ale próbuję pozostać jak najbardziej obojętna.
-Po co?- odwracam się do niego na hokerze.
-I masz jeszcze ten stanik… Kobieto jesteś okrutna.- jęczy.
Uśmiecham się i zerkam w swój dekolt, kawałek koronki wyszedł na światło dzienne. Poprawiam górę kombinezonu i wstaję z hokera, by udać się do lodówki po majonez. Ocieram się o jego ramię i otwieram połyskujące drzwi lodówki. Szukam słoiczka majonezu i pudełka od śmietany. Harry podążą za mną wzrokiem i obserwuje każdy najmniejszy ruch. Schylam się do małej szafeczki, bo szklaną miseczkę i jednocześnie wypinam do niego swoją pupę. Słyszę, jak połyka nerwowo ślinę. Trzymając w dłoni miseczkę odwracam się, a Hazz zatrzymuje mnie. Bierze w dłoń miseczkę i kładzie ją na wyspie kuchennej. Przybliża twarz do mojej. Chowa twarz w mojej szyi szepcząc sprośne rzeczy, oplatam swoje ręce wokół jego szyi.
-Grace, odpuśćmy sobie…- szepcze ponętnie.
-Nie Harry…- mówię z uśmiechem przygryzając usta i przełykając nerwowo ślinę.
-Możemy spędzić kilka godzin na …- dmucha w moją szyję i przygryza skórę za uchem.- Dla ciebie mogę wymyślić nowe pozy…- mówi szeptem. Otwieram oczy szeroko, a ręka Harry’ego wędruje w górę moje kręgosłupa i opuszcza grube ramiączka kombinezonu. Te zsuwają się delikatnie po mojej pięknie pachnącej skórze ramion. Mój stanik naprawdę wspaniale wygląda, a widok moich piersi ukrytych pod czerwoną koronką tylko dodaje Hazzie oddechu. Podnosi mnie do góry i oplatam go nogami wokół pasa, siadamy na fotelu i łączymy nasze usta w bardzo delikatnym pocałunku, oczywiście, nie ma mowy, by tak zostało. Rozchylam usta i czuję ciche oddechy Hazzy w moich ustach, całuję tak dobrze, jak nikt inny. Zresztą on wszystko robi lepiej od innych mężczyzn. Dosłownie wszystko. Czubek mojego języka dotyka jego i to wystarcza, żeby zdecydowanie przyspieszył tempa, czuję jak łapie za zamek od mojego kombinezonu i sunie nim w dół. Szepcze moje imię, gdy znów łączę nasze usta w kolejnym niezapomnianym pocałunku.
-Moja niegrzeczna Grace… Nie wolno się tak ubierać, gdy nie możemy…- mówi mi do ucha.
-O to chodziło, żeby cię podniecić…- mówię także całując go za uchem.
-Udało się…- mruczy.
Gdy sięgam rękoma do zamka jego spodni dzwonią nasze telefony. Obydwa w tym samym momencie. Nie odbieramy, ale po kolejnych dziesięciu razach wstaję z kolan Hazzy i wreszcie podnoszę słuchawkę do ucha.
-Halo?- pytam spokojnie.
-Gdzie jesteście?- pyta mnie Eleanor.- Niall odpalił już grilla.
-Robiłam sałatkę i całkiem straciłam rachubę czasu. Będę za 20 minut.
-A Harry?- pyta El.
-Jest u mnie… Zaraz będziemy.
Nakładam ramiączka na tułów i staram się skutecznie schować koronkę od stanika. Zapinam zamek i mieszam majonez oraz śmietanę w misce, doprawiam i wszystko jest ok. Przekładam sałatkę do salaterki i przykrywam złotkiem. Harry wstaje z miejsca i zapina spodnie.
-Spakuję ci rzeczy…- oznajmia i idzie do garderoby.
-Ale po co?- pytam.
Harry wygląda z sypialni.
-Imprezy u Nialla to imprezy z noclegiem… Wiesz co mam na myśli…- mruga do mnie.
Kręcę głową i idę do sypialni. Harry chowa parę skarpetek, conversy, czyste czerwone stringi, wykrojone dżinsowe spodenki i crop top.
-Spakuj normalną bluzkę proszę.
-Uchh… No dobra…
Poprawiam usta brzoskwiniową szminką i patrzę na spakowane rzeczy.
-Ok. Jesteśmy gotowi.
Sięgam po torebkę, Harry bierze salaterkę z sałatką i wychodzimy z mieszkania. W windzie jest ogromne lustro, przeglądam się w nim.
-Wyglądasz po prostu zajebiście…
W podziękowaniu daję mu soczystego buziaka. Oblizuje usta.
-Ta szminka smakuje jak jakiś lizak.
Uśmiecham się.
Wychodzimy z windy i mijamy sąsiadkę z synkiem. Potem wsiadamy do samochodu Hazzy i jedziemy w stronę domu Nialla. Gdy parkujemy na podjeździe słychać głośną muzykę. Wysiadam z samochodu i niosę w dłoniach salaterkę wypełnioną sałatką. Harry nie puka, a otwiera drzwi sam.
-Jesteśmy!- krzyczy.
Przechodzimy do salonu, gdzie siedzi Zayn z jakimś chłopakiem, patrzą w komputer. Mulat odwraca się i uśmiecha się szeroko. Kładę sałatkę w kuchni, a Harry podąża za mną.
-Co to za facet, który siedzi z Zaynem?
Harry zaczął się śmiać, a ja patrzę na niego zdezorientowana.
-Serio nie wiesz? Żartujesz?
-Nie.
-Przecież to Tyler.
-TYLER?!
Słyszę z salonu: Kto mnie wołał?
-Nie, to ja…- wychylam się z salonu.- Nie poznałam cię.- uśmiecham się do narzeczonego Lucy.
Kompletnie się zmienił. Niesamowicie schudł, nabrał mięśni, zmienił fryzurę i ma lekki zarost. Lucy wchodzi przez drzwi balkonowe i widząc mnie mówi do Nialla, który jest na zewnątrz: Już są.
Lucy idzie do kuchni, a Harry podchodzi do Tylera i Zayna. Chłopaki robią playlistę utworów na dzisiejszy wieczór. Pomagam jej wyciągnąć mięso z lodówki.
-Co ty zrobiłaś ze swoim narzeczonym?- pytam przyjaciółkę.
-Nic…
-No jak nic, nie poznałam go.
-Bo długo go nie widziałaś, a on bardzo poważnie podszedł do ślubu.
Lucy uśmiechnęła się. Zauważyłam, że Harry spogląda na mnie z salonu.
-Jest jakaś recepta na metamorfozę faceta?
-Ja mam jedną…
Harry idzie w stronę kuchni.
-Dużo seksu.
Wybucham śmiechem.
-Kto? Co?- pyta Hazz.
-Kto co co?- pyta go Lucy.
-O jakiej recepcie mówiłyście?- pyta dociekliwie.
Spoglądamy na siebie z Lucy i wybuchamy śmiechem.
-Omawiałyśmy receptę na metamorfozę faceta.- mówi Lucy z szerokim uśmiechem.
-Ciekawe…- interesuje się Styles.
-… i doszłyśmy do wniosku, że tylko seks działa na facetów.
Harry uśmiecha się i spogląda na mnie. Do kuchni wchodzi Tyler i uśmiecha się szeroko do nas, po czym podchodzi do Lucy i obejmuje ją od tyłu i całuje w szyję.
-Coś czuję, że Tyler próbuje skorzystać z tej recepty…- mówię, a Lucy uśmiecha się. Moja przyjaciółka przekręca głowę i całuje namiętnie Tylera.
-Czuję się niezręcznie…- mówi Harry.
Biorę kęsa pomidora do ust i czuje jego słodki smak oraz posmak sosu ziołowego.
-Masz Grace…- mówi Lucy i całuje Tylera znów.
Zaczęłam kaszleć, a Lucy przerwała swoje uniesienia miłosne, by poklepać mnie po plecach.
-Wiecie co, chyba pójdę już na ogród...- mówię zachrypniętym głosem. 
Gdy wychodzę na ogród, przy dużym drewnianym stole siedzi Louis, Eleanor, Zayn, Perrie, Liam, Danielle, Lily, obok niej siadam ja. Niall nuci piosenkę, która leci w głośnikach. Witam się z każdym całuskiem w policzek.
-Spóźnialscy…- zaczął Louis z uśmieszkiem na twarzy.
-Ojej no…- udaje urażoną.
Harry wchodzi na ogród i siada koło mnie, ale Niall prosi go o pomoc w przygotowaniu drinków. No tak…
-Co kto pije?- pyta Niall.
Louis prosi o drinka z whisky, Zayn też, Harry też mówi, że weźmie. Lucy, która zajęła miejsce dalej obok mnie prosi o Mojito, El też bierze to co ona. Tyler mówi, że chce piwo, a Niall mu przytakuje, Lily chce cytrynowe piwo, Danielle malinowe, Perrie nie pije.
-Ja nic nie chcę.- mówię jako ostatnia.
-Naprawdę?- dziewczyny są zdziwione.
-Ostatnio zaszalałam i cały wieczór spędziłam w toalecie, więc wolę sobie nie psuć wieczoru.
Zaczynam rozmowę na temat motoru Zayna, Louis chwali się, że Sean sprzedał mu dwa tygodnie temu wspaniały motor, El jest niezadowolona. Pytają mnie o nowe motory w salonie mojego brata.
-Uhm… Nie wiem, kiedy mają być, ale Sean ma jechać na przetarg do Włoch.
-Naprawdę? To musi kosztować kupę kasy.
-… przecież Grace wygrała wyścig i 80 tys. funtów.- wypaliła Lucy.
No i gadka przez kolejną godzinę o całym wyścigu. Niall stał przy ruszcie i dopytywał się o różne rzeczy. Była 21:00 , a ja byłam już napchana jedzeniem, chłopcy powoli zaczynali mieć dosyć, Louis przytulał się do Eleanor, z czego się bardzo cieszyłam, ona głaskała go po głowie. Nie wyobrażam sobie tego, że Tommo zdradzałby El. Zbyt bardzo się kochają i tak wspaniale razem wyglądają. Para wymarzona. Harry położył mi głowę na ramieniu i szeptał do ucha teksty typu:  
Znów widać ci stanik… 
Zaraz go poprawię… 
Chodź na górę, poświntuszymy trochę… 
Jesteś taka ponętna… itp. 
Niall pogłośnił muzykę, a mnie zaczęły boleć stopy. Zsunęłam szpilki ze stóp i odetchnęłam. Zdecydowanie trzynastocentymetrowe szpilki nie były dobrym pomysłem. Niall pogłośnił muzykę, a mi zaczęła chodzić noga. Eleanor wyciągnęła Louisa do tańca, a Perrie Zayna. Danielle podkurczyła stopy i szeptała coś na ucho Liam’owi. Lucy zniknęła razem z Tylerem, ale mogę się założyć, że nie wytrzymali. Niall zamknął klapę od grilla i usiadł koło Lily. Ta pocałowała go mocno. Powąchałam drinka Hazzy i wzięło mnie na wymioty. Wstałam z ławeczki i poszłam do kuchni, by nalać sobie trochę toniku. Niall chciał mnie wyręczyć, ale powiedziałam, że przy okazji pójdę do toalety. Zaniosłam szklankę i zostawiłam ją na wyspie kuchennej. Zamknęłam się w łazience i spojrzałam na swój makijaż. Wyglądałam trochę gorzej, niż gdy wychodziłam. Poprawiłam górę od kombinezonu i załatwiłam potrzeby. Gotowa wyszłam z łazienki i nalałam sobie picie, wróciłam ze szklanką pełną toniku i usiadłam koło Harry’ego, który przysunął się do mnie. Czułam w jego oddechu whisky. Na parkiecie były już wszystkie pary prócz mnie i Hazzy oraz Lucy i Tylera, którzy prawdopodobnie uszczęśliwiają się.
-Kochasz mnie?- usłyszałam cichy szept za uchem.
-Mhm.
-Powiedz to…
Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Stylesa.
-Kocham cię…- mówię mu szeptem do ucha.
-Pocałowałbym cię, wiesz kotku?- mówi do mnie.
-Ja ciebie też…- odpowiadam.
Wszyscy podrygują do piosenki, a moje nogi są podnoszone, na nogi Hazzy. Uśmiecham się szeroko i spostrzegam, że wszystko widzi Eleanor. Płonę rumieńcem.  Parki usiadły i znów zaczęła się rozmowa. Przez drzwi na ogród wchodzi Lucy z Tylerem.
-Ostro było?- pyta Louis, a my wybuchamy śmiechem.
-Nawet…- mówi Tyler i całuje Lucy w szyję.
W głośnikach zaczyna się Little Party Never Killed Nobody, a Lucy uśmiecha się szeroko. Zresztą ja, Eleanor i Lily też.
-Nasza piosenka dziewczyny!- mówi głośno Lucy.

(…)
Ok. 24:00 chłopaki są zalani, zasypiają na siedząco, Harry jest pijany, ale kontaktuje. Dziewczyny także podpite mówią, że idą ich zaprowadzić na górę do pokoi, ja mówię, że posprzątam, a Lily dziękuje mi. Zbiera się na deszcz. Gdy słyszę, że wszyscy są na górze kończę kolejną szklankę toniku i zbieram naczynia.
-Zostaw to Gracie…- mówi Harry.
-Nie, posprzątam to, zaraz będzie padać.
Chłopak wzdycha, a ja zanoszę część naczyń i ładuje je do zmywarki. Widzę, że Harry także mi pomaga, po 5 minutach stół ogrodowy jest pusty, a z nieba zaczyna padać deszcz. Biorę spod stołu moje buty i kładę je w przedpokoju, zamykam drzwi balkonowe i biorę kluczyki do samochodu Hazzy. Zabieram z fotela torebkę, którą zapomniałam wziąć. Harry gasi światło i kierujemy się na górę.
-W prawo kochanie, ostatnie drzwi po lewej. Mój pokój.
Jego pokój, nasz pokój jest w naszym mieszkaniu. Wzdycham, gdy o tym myślę. Otwieram drzwi i widzę łóżko mniejsze od tego w sypialni. Rozsuwana szafa jest lekko otwarta, a Harry podchodzi do niej i ją zamyka. Ślicznie tu pachnie. Mieszanka perfum, mięty. Wspaniałe połączenie.
-Masz tu bardzo przytulnie.- mówię, a on się uśmiecha.
Strasznie bolą mnie stopy, które chyba spuchły, bo co chwilkę mi drętwieją. Do tego kombinezon wżyna mi się w brzuchu, bo zdecydowanie zbyt dużo zjadłam. Harry nie zapala światła i zamyka drzwi na klucz. Zrzucam z siebie kombinezon i ubieram przygotowaną specjalnie dla mnie koszulkę Harry’ego. Kładę się do łóżka, a Harry usadawia się obok. Chcę go zapytać o to, co powiemy innym, gdy zobaczą nas w jednym pokoju.
-Powiem, że spałem na kanapie…- mówi, nim otworze usta.
Uśmiecham się.
-Czytasz mi w myślach…
-Domyśliłem się, że będzie to gnębić, kotku…- mówi słodko.
Przysuwam się do niego i całuję jaskółki na jego torsie. Słyszymy grzmot burzy. Przysuwam się jeszcze bliżej, głowę kładę na klatce piersiowej, prawą nogę wkładam pomiędzy jego nogi. Jedna ręka Hazzy jest na moich plecach, a druga delikatnie gładzi moje włosy. Z kolei moja dłoń gładzi go po biodrach. Zasypiamy. 
Rankiem budzi mnie całus w usta, bardzo namiętny. Unoszę rękę spod kołdry i ujmuję twarz Hazzy w dłoń. Dotykam językiem jego ust i śmieję się, gdy on przerzuca mnie sobie na biodra. Harry podnosi się wyżej na poduszkach, a ja łapie za jego dłonie spoczywające mi na biodrach i wpatrując się w jego oczy kieruję duże dłonie Stylesa pod moje koronkowe majtki z tyłu. Góruję nad nim i unoszę swoje biodra, by dać mu więcej możliwości. Ściągam koszulkę, w której spałam i wypinam biust do Hazzy. On patrzy jak zahipnotyzowany w mój biust okalany przez czerwoną koronkę. Harry podnosi głowę i składa pocałunek na prawej piersi. Potem patrzy mi w oczy i namiętnie mnie całuję. Droczy się ze mną i łaskocze moje podniebienie językiem. Gdy szarpię za jego włosy jęczy mi prosto w usta, czuję, że chcę znów. Wbijam paznokcie jego biodro, a on  cicho przeklina znów prosto w usta, uśmiecham się szeroko. Jego dłoń zsuwa moje majtki z pupy, Harry ściska moje nagie pośladki. Mruczę, trącam jego nos swoim nosem i znów przejmuję kontrolę, schodzę z jego bioder i zrzucam majtki, a Harry robi to samo, wyciągam z jego spodni portfel. Rzucam małą fioletową saszetkę w niego i czekam, aż założy. Naskakuję na niego i nakierowuję, gdy czuję się wypełniona mój puls gwałtownie wzrasta, a przyjemność jest nie do opisania. Po jakiejś godzinie opadam na klatkę Hazz zupełnie zmęczona. Słyszę jak głośno i mocno bije jego serce. Całuję go namiętnie w usta, a on chowa zużytą do saszetki i odkłada na szafkę. Całujemy się jeszcze dość długo, co sprawia, że chyba znów chcemy doświadczyć ciebie, było bardzo blisko, ale niestety mój telefon przerwał nam. Spojrzałam na ekran. Dzwonił TOM! Spojrzałam na ekran zszokowana, ale odebrałam, Harry spojrzał na moją z deka przerażoną twarz.
-Halo?- pytam i poprawiam się na ciele Hazzy, co sprawia, że się uśmiecha.
-Grace to ty?
-Mhm, masz jakąś sprawę?
-Chciałem się zapytać co u ciebie…
Harry mówi, bym włączyła głośnik. Robię to.
-Nawet ok. Masz jakieś konkretne pytania, czy coś?
-No tak, nie spotkałabyś się ze mną?
Biorę głęboki wdech z nerwów, a poza tym Harry poruszył się pode mną. Mruży oczy i unosi brew.
-Nie wiem, czego ty nie rozumiesz, ale powiedziałam, że nigdy się z tobą nie umówię. Kurde Tom, założyliśmy się, wygram, dajesz mi spokój, przegram, idę z tobą do kina i na kolację. Czy to nie było wystarczająco jasne?!- mówię głośno.
Harry obserwuje moje wkurzone rysy twarzy i przygryza policzki od wewnątrz. Przekręca głowę w bok.
-Grace, ty nie rozumiesz? Ja cię kocham.
Czuję, jak ciało Hazzy się napina.
-Tom! Cholera, daj mi spokój znajdź sobie jakąś dziewczynę!
-To nie jest takie proste…- mówi Tom.
-Jest mega proste…- mówi głośno Harry, a dopiero po sekundzie ogarnia, że nie powinien się odzywać.
-Tam jest ktoś z tobą?!- pyta nerwowo Tm.
-Tak, mój chłopak.
-T… Tw… Twój chłopak?
-Tak, słyszy wszystko…
-Ja ci mówię co do ciebie czuję i on to wszystko słyszy?!
Rozłączam się i odkładam telefon na szafkę. Harry trzyma mnie mocno i całuję go równie namiętnie co w nocy. Postanawiam wstać i ubrać się. Ubieram bieliznę i bluzkę. W rękę biorę spodenki i skarpetki. Łazienka jest wolna, biorę bardzo szybki prysznic i wycieram się ręcznikiem, ubieram się i wracam do sypialni. Harry naciąga bokserki na pupę i spogląda przez okno. Słyszę jak klnie cicho pod nosem.
-Co jest?- pytam cicho, gdy całuję jego łopatkę.
-Patrz…- chłopak lekko odchyla firankę.
Trzy busy paparazzi czekają na nas.
- O Jezu…
Harry dokańcza się ubierać, a ja schodzę na dół. W całym domu jest niesamowita cisza. Sięgam do szafki i widzę, że nie ma żadnego pieczywa. Uch… Niall zaprosił nas na imprezę z nocką i nie zrobił zakupów. Sięgnęłam po kluczyki do samochodu Hazzy i niepostrzeżenie wyszłam przed dom, gdy tylko samochód zawarczał paparazzi wyskoczyli z busów i zrobili mi serię zdjęć. Pojechałam do najbliższej piekarni. Kupiłam 30 bułek i dwa bochenki chleba. Wróciłam po jakichś 20 minutach, paparazzi tym razem koczowali pod domem i znów obstrzelili mnie fleszami. Położyłam na wyspie kuchennej zakupy i włączyłam małe radio, leciało Almost Is Getting Enough  Ariany Grande i Nathana Sykes’a. Wyciągnęłam pomidory, ogórka zielonego i paprykę, do tego szynkę i ser. Zrobiłam trzy półmiski kanapek. Podrygiwałam sobie krojąc warzywa i przy okazji podśpiewywałam sobie.

Almost, almost is never enough
So close to being in love
If I would have known that you wanted me
The way I wanted you
Then maybe we wouldn't be two worlds apart
But right here in each others arms

Do kuchni wszedł Harry, oparł się o framugę drzwi i uśmiechnął się na widok ogromnego śniadania. Po czym podszedł do mnie i wyjął mi z ręki nóż.
-Czy mogę prosić panią do tańca?- zapytał.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.
Kładzie mi ręce na biodrach, a ja oplatam go wokół szyi przytulam się do niego bardzo mocno. Kuchnia jest wystarczająca duża, by można było tu tańczyć, poruszamy się bardzo powoli, szepcząc sobie do ucha słowa piosenki. Przyciskam swoje ciało do Hazzy jeszcze mocniej i składam pojedyncze pocałunki na skórze jego obojczyków, ona za to wącha moje włosy i całuję moją głowę. Staję mu przez przypadek na placach na co udaje, że go boli sycząc, uśmiecham się szeroko.
-Przepraszam słonko…-  mówię mu do ucha.
-Booooli…- mówi mi do ucha, a ja się szeroko uśmiecham.
Przytulam głowę do jego torsu, a jedną rękę kładę na jego obojczyku. Jego mięśnie są twarde… Rozmarzam się znów o ty, co działo się jeszcze godzinę temu, rozmarzam się i przypominam sobie tę przyjemność legnę do niego jeszcze bardziej i wbijam mu paznokcie w klatkę piersiową. Całuje mnie w czoło. Piosenka niestety się kończy, a ja słyszę jak z góry schodzi ktoś, kto głośno wybucha śmiechem. Niall. Obok niego idzie Lily, a za nimi Louis i Lucy. Wchodzą do kuchni i stają wryci, a szczególnie Niall.
-Zrobiłaś nam wszystkim śniadanie?- pyta mnie, a ja kiwam głową.
-Sama?
-Mhm.
-Jesteś wielka.- blondyn rzuca mi się na szyję i całuje w policzek.
-Horan nie przesadzasz?- mówi Lily, a my wszyscy wybuchamy śmiechem.
Louis i Lucy nakrywają do stołu w ogrodzie wycierając uprzednio meble po całonocnym padaniu deszczu. Parzę kawę z Harrym, rozmawiamy na temat dzisiejszej imprezy Lou.
-Będzie super…- uśmiecham się.
-Na pewno, Lou przygotowywała to od miesiąca.
-Muszę kupić jej książkę.- oznajmiam i wychodzę z dzbankiem kawy na dwór. Niall idzie po serwetki i cukier. Eleanor, Liam, Danielle, Perrie i Zayn schodzą na dół i każdy delektuje się niezwykłym zapachem kawy. Niall pyta, czy zrobić komuś herbatę, a ja się zgłaszam.
-Z cytryną jeśli możesz…
-Za takie śniadanie pojechałbym nawet do Tesco po cytrynę dla ciebie…- mówi.
-Oooo…- marszczę nos uśmiechając się.
Przez kolejną godzinę zajadamy się pysznymi kanapkami mojej roboty rozmawiając przy tym.
-Nawet Eleanor nie robi tak dobrych kanapek…- dogryza swojej ukochanej Tomlinson.
-Ejj…- mówi El z szerokim uśmiechem.
Sięgam po kolejną kanapkę z serem i ogórkiem.
-Grace, jedziesz z nami w trasę?- pyta mnie Zayn.
Podnoszę rękę na znak, że jak przełknę to odpowiem.
-Tak, jadę, muszę się spakować przed imprezą Lou…- mówię.
-My też właśnie…- oznajmia Liam.
-A właściwie to do jakich miast jedziemy?- pytam.
-Dublin,  Manchester (Eleanor wykrzykuje: Moje Miasto!)- wybuchamy śmiechem.
Zayn kontynuuje:
-W Manchesterze mamy trzy koncerty, Edinburgh, Sztokholm, Kopenhaga i Paryż.
-Paryż…- uśmiecham się pod nosem i czuje jak Harry trąca moją nogę pod stołem.
-Potem wracamy do Londynu mamy galę Brit…- spoglądam na Danielle, a ta spogląda na mnie.
-I potem wolne…
-Jak wolne?!- bulwersuje się moja przyjaciółka, Lucy.- Mój ślub!
Wybuchamy śmiechem.
-Kochanie, nikt nie zapomniał…- całuje ją w ramię Tyler.
Niall nie pozwala mi sobie pomóc w sprzątaniu po śniadaniu, pomaga mu Harry, który od pewnego czasu też mieszka w domu blondyna.  Idę spakować rzeczy do torebki, gdy do pokoju wchodzi El.
-Spałaś z nim?- pyta się wprost.
-Nie…- kręcę głową przecząco.
-A gdzie spał?
-Na kanapie…
El pomaga mi nałożyć na łóżko ozdobne poduszki, po czym obydwie siadamy na łóżku.
-Ślicznie tańczyliście rano…- mówi z lekkim uśmiechem.
Patrzę na nią zaszokowana.
-Widziałaś?
Kiwa głową. Uśmiecha się, po czym ja też się uśmiecham.
-Tak romantycznie…- wzdycha.
-Daj spokój…- mówię zamykając torebkę.
-Obserwowałam go na śniadaniu… Cały czas patrzył na ciebie.- stwierdza dziewczyna.
-Serio?
-To jest takie urocze, bo nie chce tego okazywać, jak nastolatek... Ale nie daje rady... Cały czas przyciągasz jego uwagę... Widać to.
Schowałam twarz w dłoniach i uśmiechnęłam się.
-On jest kochany…- mówię.
-… w tym, jak okazuje swoje uczucie do ciebie? Och... Zdecydowanie.
-Chcę do niego wrócić, ale już jak skończy się…
-… co się skończy?- pyta się Harry wchodząc do pokoju.
-Ummm…- patrzymy na siebie zdezorientowane.
-Czas na odjazd do domu…- wypala El, a potem się zmywa cała czerwona.
-Aha…- Harry patrzy na El, która znika na końcu korytarza.- Gotowa?- pyta mnie.
Zamykam torebkę.
-Gotowa.
Nikogo nie ma na korytarzu, więc całuję go namiętnie w usta.
-Już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia… Dzień w dzień z tobą, każda noc z tobą…- mruczy mi do ucha gdy schodzimy na dół.
Tam żegnam się z Dani, Lily, Lucy, Tylerem, Louisem, Zaynem, Niallem, Liamem. Gdy podchodzę do Perrie dziewczyna szepcze mi na ucho.
-Będę na jednym koncercie w Manchesterze spotkamy się w studiu nagraniowym…
-Nie mogę się doczekać.- mówię cicho.
Daję jej całuska w policzek, a ona puszcza mi oczko. Zayn i Harry patrzą na nas dziwnie, po czym wychodzę z domu. Szybko wsiadam do samochodu, a Harry rusza. W ciągu 30 minut jestem w domu, pytam Hazzę, czy nie wejdzie, ale on zaprzecza, musi się pakować, ja też muszę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuje wam bardzo... Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Komentujcie dziewczyny, to dla mnie wielka motywacja w ciągu tego tygodnia napisałam trzy 10-stronowe rozdziały :) Pozdrawiam :))

9 komentarzy:

  1. Jej udało mi się przeczytać dziś! Czyhałam na niego <3
    Ten rozdział jest niesamowity. Wiesz co? Wkurwia mnie to, że Grace tak się ukrywa ze swoimi uczuciami! Przecież El może chyba powiedzieć prawda?
    Kurczę, ale ten taniec, słodkie ♥ Uwielbiam to w jaki sposób Harry pokazuje jej swoje uczucia do niej to jest takie romantyczne i jedyne w swoim rodzaju. Już niemal zapomniałam o tym jak Harry potraktował Grace... To wszystko, co robi w stosunku do niej pozwala mi o tym zapomnieć. Również fajnie, że Grace jedzie z nimi w trasę. Oj będzie się działo! Szkoda, że żadnych zdjęć nie było, bo tak ożywiają rozdziały. No, a tak w ogóle zmieniłaś styl pisania trochę! Nie mogę się przestawić, wolałam tamten tak szczerze ;) Ale to kwestia przyzwyczajenia. Do następnego x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniłam czas z przeszłego na teraźniejszy :) Przyzwyczaisz się, mnie też było trudno na początku. Dziękuję za komentarz i buziaki :))
      PS.
      Wiem, że to może denerwować, ale zobaczysz wszystko zostanie wyjaśnione wkrótce, poza tym Gracie i Harry zawarli umowę, że nikomu nie powiedzą. Ani jej przyjaciółki, ani chłopaki nie wiedzą :)

      Usuń
  2. Jejuś, świetny rozdział jak zwykle! :)
    Nie mogę opisać, jak bardzo kocham tego bloga. Nie wiem dlaczego czyta go tyle osób ile go czyta... Powinno być ich tu więcej! Pozdrawiam i nie mogę się doczekać na kolejny piątek xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny*_* Mogłybyście mi polecić jakies jeszcze inne blogi z opowiadaniami o 1D?;* Ale piszesz bosko, to o Camilli Montose tez byloz cudnee♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://annie-dream.bloblo.pl/
      Ten jest zajebisty! Całujeee <3

      Usuń
  4. świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń