Z pokoju obok słyszę głośne: Ga-ga, Ga-ga, ba-ba.
Uśmiecham się do siebie i idę po cichu do pokoiku małej. Staję w drzwiach, gdy
mała słyszy cichy szmer podnosi główkę w swoim łóżeczku i uśmiecha się szeroko.
Łapie za grzechotkę obok i szeleści nią. Podchodzę do niej, a ona wyciąga
rączki, bym ją wyciągnęła.
-Cześć księżniczko…- mówię, a ona uśmiecha się
ukazując dwa śliczne dołeczki.- Mamusia jest tu obok…
Wyciągam ją z łóżeczka i biorę na ręce uśmiecha się
do mnie szeroko.
-Chcesz mi coś powiedzieć poza Ga-ga, ba-ba?- pytam,
a ona zaczyna wierzgać nogami i piszczeć.
Wychodzę z nią na balkon, a wiosenna temperatura i
słońce naprawdę poprawiają humor.
-Ma…- mówi.
-Ślicznie…- całuję ją w policzek.
-Chodź zjemy…- mówię.
Kładę ją na leżaczku, a ona zajmuje się w tym czasie
grzechotkami. Zaraz będzie się domagała jedzenia, więc robię sobie owsiankę i
włączam telewizor. Trafiam na wywiad z Hazzą i spoglądam na naszą małą córkę.
Gdybyście wiedziały jak zaczęła piszczeć widząc
tatę. Uśmiecham się, gdy wierzga nóżkami i piszczy. Wyciągam ją z leżaczka i
siadam.
-Tęsknisz za nim, prawda?- pytam córeczkę, a ona
patrzy się w ekran z uśmiechem.
Kto by pomyślał, że pomiędzy cztero, a właściwie
prawie pięciomiesięcznym dzieckiem, które się wciąż rozwija, a tatą, którego
nie widziała od miesiąca jest taka więź.
Ona spogląda na mnie i znów wskazuje paluszkiem.
-Da!- piszczy.
-Tak to tatuś…- uśmiecham się szeroko.
Spoglądam na opaloną twarz mojego chłopaka i czuję,
że mam gulę w gardle.
-Ja też za nim bardzo tęsknię.- mówię do siebie.
Harry jest w trasie po Ameryce i wciąż brakuje mu
czasu, by wrócić do nas. Minął cały miesiąc i choć dzwoni dzień w dzień i
rozmawiam z nim przez Skype’a czuję tę cholerną odległość między nami… Z
drugiej strony moje studia i staż. Uch… Nie mam na nic czasu.
-Witaj
słonko!- mówi mi i całuje policzek.
-Dzień dobry…
-Jak moja mała księżniczka?
-Właśnie ją przebierałam.
-To super… Chciałam ją dziś wziąć na jakiś spacer…
-Jasne, jest piękna pogoda.
-Właśnie.
Anne bierze ją na ręce i całuje jej policzek.
-Ba!- piszczy Silver, a ja się uśmiecham szeroko.
-Tak, to babcia…- mówi Anne.
Kończę jeść owsiankę, a Anne siada przed telewizorem.
Idę się ubrać i przygotować materiały na zajęcia. Wychodzę z sypialni, gdy Anne
wzdycha patrząc na syna.
-Nie
jest pani jedyna…- mówię do niej, a ona się
uśmiecha.
-Niby ten czas tak szybko leci, ale tęsknota
wykańcza.- mówi.
-Tak… Mała tak szybko rośnie, a Harry’ego nie ma.
Nie mam mu tego za złe, ale bardzo za nim tęsknię. Zresztą Silver też.
Anne kiwa głową i wychodzę z mieszkania zostawiając
jej klucze.

Uśmiecham się szeroko i znajduję piękne zdjęcie
Hazzy. Gdy na nie patrzę chce mi się płakać. Tęsknota za nim mnie wykańcza…
Sama też publikuję zdjęcie: I
miss your smile boo…
Wysiadam z samochodu, gdy do mojego okna puka Lucy.
-Co ty taka nie w sosie? Mała nie dała ci pospać?
-Dziś spała wyjątkowo grzecznie…- uśmiecham się.
-A ty spałaś grzecznie?- pyta Lucy, a ja chichoczę.
-Zawsze śpię.
-Więc?- otwiera drzwi wejściowe do uniwersytetu.
-Tęsknię za nim…- mówię spoglądając na ekran blokady
mojego telefonu.
-Kiedy wraca?- pyta Lucy.
-Dopiero za dwa tygodnie kończy im się trasa po
Stanach. Wtedy będą mieć miesiąc przerwy, ale tak bardzo za nim tęsknię.
Lucy uśmiecha się lekko i obejmuje mnie ramieniem.
-A nie myślałaś, żeby pojechać do niego?- pyta mnie.
-Myślałam, ale Silver… Nie wiem, jak zniesie tylu
godzinny lot.
-No tak…- mówi Lucy.- Ale z drugiej strony, np.
gdybyście leciały w nocy, to przespałaby cały lot.
-Samolot musiałby mieć kącik rodzica…
-Teraz ma każdy…- namawia mnie.
Siadamy na swoich miejscach i czekamy na przyjście
wykładowcy.
-Nie wiem…- mówię nieprzekonana.
-Teraz mamy wykład z Turnerem, więc coś poszukaj w
Internecie…
1,5 godzinne gadanie o etyce dziennikarskiej
przesiaduję na telefonie. Czytam różne fora o tym, jak dzieci znoszą loty
samolotem, znajduję informację, że teraz są zrobione oddzielne kabiny dla matek
z dziećmi, kosztują podwójnie, ale kobieta ma prywatność i ciszę. Pokazuję Lucy
coś takiego, a ona szepcze, że to jest dobry wybór. Poważnie zaczynam myśleć o
locie do Harry’ego. Wchodzę na stronę lotniska i sprawdzam wyloty do Nowego
Jorku. Jednak żaden z lecących samolotów nie zapewnia kabiny dla matki i
dziecka.
-W takim razie weź pierwszą klasę… Z przodu…
-Nie wiem, Lucy… Boję się.
-A tęsknisz za Harrym?- spoglądam na nią.
-Bardzo.
-Więc powinnaś próbować wszystkiego, by dolecieć do
niego, skoro on nie może być z wami.
Moja przyjaciółka pogania mnie bym zabukowała bilety
jeszcze na ten wieczorny lot. Będziemy tam wieczorem także. Różnica czasu.
Wykład się kończy, a ja idę z Lucy do pobliskiego
Starbucksa na „kawę i ciastko”.
-Masz rację…- mówię jej.
-Wreszcie…- śmieje się Lucy.
-Zadzwonię i zabukuję.
Wybieram numer telefonu i odbiera kobieta.
-Dzień dobry! Chciałam zarezerwować dwa bilety w
pierwszej klasie na samolot do Nowego Jorku na dziś wieczór.
-Dobrze…
-Tylko chciałabym by były to miejsca blisko kącika
dla rodzica, będę leciała z malutką córką…- mówię kobiecie wkładając do ust
widelca z kawałkiem ciasta czekoladowego.
-W takim razie jest pani potrzebny jeden bilet. Ile
lat ma córka?
-Cztery miesiące.
Kobieta śmieje się.
-Tak, jak mówiłam jeden bilet, ale dwa miejsca. Pani
miejsca są zarezerwowane. Proszę podejść do kas i zapłacić, a następnie wystarczy,
że podejdzie pani do odprawy, po oddaniu bagażu.
-Dziękuję bardzo.
Rośnie we mnie podekscytowanie. Wielkie
podekscytowanie.
-Tak się cieszę…- mówię siadając z herbatą na swoim
miejscu w sali wykładowej.
-A tak się wahałaś…- mówi Lucy.
-Bo trochę się boję… Ale kiedyś musi być ten
pierwszy raz.
-Właśnie.
Podczas wykładu sms-uję z Lou. Mówię, że przylecę z
małą i żeby nic nie mówiła Hazzie. Ona mnie informuje, że o 20:00 chłopcy mają
koncert w MSG. Poza tym obiecuje mi, że recepcjonistka da mi kartę do pokoju
Hazzy, gdzie zostawię rzeczy i przyjadę.
-Nawet nie
wiem, jak ci dziękować…- piszę blondynce.
-Nie
musisz… Harry tak marudzi i tęskni za wami, że myślałam, żeby napisać ci, żebyś
przyjechała.
-Ja
też za nim bardzo tęsknię…
-Tak
szczerze mówiąc, to on chyba oszaleje, jak was zobaczy.
Uśmiecham się i pokazuję sms-a Lucy i ona też się
uśmiecha.
-Zobaczysz
szaleństwo nie tylko jego…- piszę.
(…)
Pakuję dużą walizkę i staram się wpakować wszystko,
co jak sądzę będzie mi potrzebne. Anne po przywiezieniu mi Silver wróciła do
H.Ch. Była przeszczęśliwa, gdy dowiedziała się, że jadę z Silver do Harry’ego.
Usiadłam na walizce.
-Uch...- wzdycham głośno, a leżąca na leżaczku
Silver przygląda mi się.
Jest 17:30, więc właściwie musimy się powoli
zbierać. Do bagażu podręcznego pakuję dwie pary śpioszków, kilka pieluszek, mokre
chusteczki, zasypki i kremy i inne.
Patrzę na bagaże i na moją córkę, która nagle
zaczyna się śmiać i bierze swoją stopę do buzi. Przebieram ją śpioszki i
nakładam jej różową spódniczkę, rajstopki i bluzeczkę. Potem zakładam
kurteczkę. Sama też się ubieram i narzucam skórzaną kurtkę.
-Jedziemy do tatusia…- całuję ją w czółko.
Bagaż podręczny kładę na walizkę, swoją torebkę na
ramię i nosidełko z małą do ręki. Obładowana bagażami idę w stronę windy. Mała
uśmiecha się szeroko do mnie. Zjeżdżamy na dół windą i tam czeka na nas
taksówka. Kierowca pakuje moje bagaże do bagażnika, a ja przypinam nosidełko
małej. Jedziemy na lotnisko, oczka małej robią się śpiące i cieszę się z tego
powodu.
-Pomóc pani zanieść te bagaże?- pyta taksówkarz.
Jest młodym mężczyzną z miłym uśmiechem.
-Chyba sobie poradzę…- uśmiecham się.
-Nie chcę być wścibski, ale chyba jest potrzebna
pani pomoc…
Mężczyzna spogląda na mnie w lusterku.
-Nie będę zawracała panu głowy, ma pan pewnie inne zlecenia.
-Nikt nie dzwonił póki co…
Kręcę głową i uśmiecham się.
-Ok.- mówię.
Mężczyzna parkuje pod lotniskiem, a ja odpinam moją
kruszynkę z pasów. Śpi jak aniołek ze smoczkiem w buzi.
Pomaga mi wyjąć walizkę i wiezie ją za mną.
Nosidełko niosę w dłoni. Swoją torebkę mam na ramieniu, a bagaż podręczny na
drugim.
Uchh…
Idę do kasy, a mężczyzna stoi obok. Płacę za bilety
i naklejam oznaczenie na walizkę, potem oddaję ją na taśmę.
-Dziękuję panu bardzo…- wręczam mu 20 funtów
napiwku.
-Och… Dziękuję serdecznie i miłego lotu.
Mężczyzna idzie. Siadam na jednym z krzeseł i
spoglądam na moją małą jak śpi. Poprawiam jej kurteczkę, odpinam zamek i
uśmiecham się szeroko. W jej policzkach pojawiają się dwa dołeczki, gdy krzywi
się. Może jej się coś śni.
Pasażerowie
lotu do Nowego Jorku proszeni są do udanie się do odprawy przy bramce 8.
Dziękuję.
Biorę wszystkie rzeczy i do ręki nosidełko ze śpiącą
Silver. Idę do odprawy i staję w kolejce. Paparazzi robią mi zdjęcia, więc
nakładam specjalną ochronę na nosidełko Silver, by nie robili jej zdjęć. Daję
dokumenty i podaję nazwisko, kobieta mnie wpuszcza. Idę tunelem do samolotu.
Wsiadam i stewardessa kieruje mnie na odpowiednie miejsce. Siadam z ulgą i
ściągam małej kurteczkę. Nie budzi się, a śpi słodko. Wkrótce, gdy już samolot
startuje, budzi się i jest bardzo zdezorientowana, ale co mnie bardzo dziwi,
nie płacze. Wyciągam ją z nosidełka i trzymam na rękach. Karmię ją po jakichś
dwóch godzinach, a potem spokojnie zasypia w moich ramionach. Kładę ją do
nosidełka i sama muszę na chwilę zamknąć oczy. Mała kwili właściwie przed samym
wylądowaniem. Przewijam ją i karmię, potem znów śpi. Zapinam pasy, gdy
lądujemy. Znów to nie miłe uczucie w żołądku. Ale jesteśmy… Nowy Jork.
Mała budzi się, gdy zaczynam ją ubierać, jest
dziwnie szczęśliwa, wierzga nóżkami. Nie wiem… Może to to, że widzi moją
ekscytację. Taksówką jedziemy pod Radisson Blu, gdy odbieram bagaż. Jeden z
ochroniarzy stojący przy wyjściu rozpoznaje mnie w oknie taksówki i od razu z
drugim idą w stronę postoju.
-Grace?- uśmiecha się Paddy.
-Hej…- uśmiecham się szeroko.
Zabierają moje rzeczy, a ja niosę tylko swoją torbę
i nosidełko. Fani piszczą widząc mnie, więc jak najszybciej wchodzę do środka.
-Zadzwonię do Aarona… Przyjedzie po ciebie…- mówi
Paddy.- Chłopaki są na miejscu.
-Bardzo ci dziękuję…- mówię, a Paddy uśmiecha się i
mówi coś jednemu z pracowników hotelu i przekazuje walizki.
Recepcjonistka po zobaczeniu mojego dowodu
osobistego daje mi kartę. Wjeżdżam na 10 piętro i wchodzę do pokoju. Gdy czuję
zapach piżma oraz jego perfum na twarz ciśnie mi się uśmiech. Jego walizka jest
otwarta, a na fotelu leżą dwie koszulki. Pracownik hotelu kładzie moją walizkę
przy wejściu i idzie. Przewijam małą jeszcze raz i karmię, bo się domaga.
-To co… Jedziemy zobaczyć tatusia…- mówię, a ona się
uśmiecha, jakby rozumiała o czym mówię.
Nagle ktoś puka do drzwi, gdy je otwieram okazuje
się to być Aaron.
-Cześć…- mówię z uśmiechem.
-Przybyłem jak najszybciej, byś nie miała problemów…
-Wszyscy są dziś dla mnie tacy pomocni…- uśmiecham
się.
-Co mam wziąć?- pyta Aaron.
-Jeśli mógłbyś to tę torbę tylko…- wskazuję na mój
bagaż podręczny.
Ochroniarz schyla się nad nosidełkiem i łapie małą
za rączkę.
-Jaka ona jest duża… Jeju…
Uśmiecham się szeroko i narzucam kurtkę. Kartę
wkładam do torebki.
-Wezmę ją jeśli pozwolisz…- mówi z uśmiechem.
-Proszę.
Wychodzimy z pokoju.
-Nie mogę się doczekać…- mówię, gdy wchodzimy do
windy.
-Harry wariował z tęsknoty za wami…- mówi naciskając
guzik.- Ciągle tylko Grace, Silver, Grace, Silver…
-A ja ciągle tylko: Harry, Harry…
Ochroniarz się uśmiecha. Pod hotelem czeka samochód,
do którego wsiadam i przypinam małą.
-Jedziemy zobaczyć tatę…- uśmiecham się, a ona
zaczyna piszczeć. Aaron zaczyna się śmiać i jedziemy na arenę.
-Ale jestem ciekawy jego miny, jak was zobaczy.
-Ja też…- uśmiecham się.
Wkrótce
dojeżdżamy na tyły areny. Wysiadam z samochodu i biorę małą, która wierzga
nóżkami i piszczy co chwilkę.
Aaron bierze torbę podróżną, gdzie trzymam trochę
rzeczy małej, a ja biorę torbę do rąk i nosidełko.
Ochroniarz otwiera mi żelazne drzwi, które skrzypią
potwornie, gdy się otwierają. Wpuszcza mnie do środka, a moje serce mięknie.
-Jezu…- szepczę, gdy widzę go stojącego tyłem na
końcu korytarza.
Paul, który rozmawia z Hazzą, widzi mnie i uśmiecha
się. Wtedy też odwraca się Harry. Staje zszokowany, podczas, gdy ja tak samo
stoję.
-Gracie!- wykrzykuje nagle i biegnie w moją stronę.
Aaron bierze mi na chwilkę nosidełko z rąk. Harry dobiega i unosi mnie do góry,
jestem szczęśliwa w jego silnych ramionach.Ujmuje jego twarz w dłonie i
namiętnie całuję. Harry trzyma mnie mocno obejmując w żebrach i mając oplątane
moje nogi wokół jego bioder.
Wplatam palce w jego włosy i całuję całą jego twarz.
-Boże jak ja tęskniłem za wami!- mówi przy kolejnym
pocałunku.
-Nawet nie wiesz, jak my tęskniłyśmy…
Harry daje mi jeszcze wiele całusów. Schodzę z jego
bioder. Silver w swoim nosidełku wpatruje się błyszczącymi oczkami w tatę, nagle
wyciąga smoczka i wykrzykuje: Da!
-Tak to twój tatuś…- mówi Harry wzruszony, bierze ją
na rączki. -Moje najpiękniejsze kobiety są wreszcie ze mną…- uśmiecha się
szeroko.
-Silver, córciu...- mówi całując ją w czółko, a ona łapie za jego
grzywkę, która spada jej na twarz.
-Ał!!!- mówi Harry i próbuje wyswobodzić swoje włosy z jej małych paluszków.
Biorę nosidełko i razem z Harrym idę do garedroby, gdzie wszyscy siedzą. Lou się uśmiecha, gdy mnie widzi. Chłopaki krzyczą zaskoczeni, tulą mnie i witają się.
-Czy to jest Silver?!- pyta Niall.
-Nie Nialler, mam inną córkę...- śmieję się.
Harry jakoś radzi sobie ze wyswobodzeniem swoich włosów z dłoni małej, ale kilka pozostało. Mała wierzga nóżkami i śmieje się.
-Da!- piszczy, a wszyscy wybuchają śmiechem.
Harry promienieje, a z jego twarzy nie może zniknąć uśmiech. Całuje i kołysze małą. Siadam na oparciu kanapy, gdy podnosi wzrok na mnie i uśmiecha się szeroko.
-Gdzie jest mama?- pyta Harry, a ona szuka mnie wzrokiem.
-Ma!- piszczy.
-Pięknie...- mówi Harry całując jej nosek, ale mając wzrok wlepiony w moje oczy.
-Chodź do wujka Zayna!- śmieje się mulat i zabiera małą z jego ramion.
Harry na początku nie chce jej dawać, ale Zayn patrzy na niego... Nie wiem... Znacząco.
-Masz jeszcze jedną księżniczkę...- mówi Louis.
-Nie zapomniałem.- mówi podchodząc do mnie.
Bierze mnie na ręce i wychodzi z garderoby.
-Nie za głośno tam!- krzyczy Niall, a wszyscy zaczynają się śmiać.
Znam tę drogę, wiem, gdzie mnie prowadzi.
Wchodzi po schodkach na scenę i sadza mnie na niej, siada obok oplatając mnie nogami w biodrach. Po prostu się do niego przytulam, najmocniej jak mogę.
-Nie wyobrażasz, jak bardzo tęskniłam...- mówię.
-Co noc mi się śniłaś...- mówi Harry całując moje czoło.-Nie mogłem przeżyć tej rozłąki... To było zdecydowanie zbyt długo... Miesiąc... Boże...
Jego serce biło mocno, bardzo, a ciepło mnie przyciągało bardziej i bardziej.
-Grace...- mówi Harry.
Podnoszę wzrok na niego.
-Ty i Silver jesteście dla mnie najważniejsze...
Uśmiecham się.
-Kocham Cię...-szepczę.
On uśmiecha się szeroko.
-Tęskniłam za tym uśmiechem...- mówię dotykając delikatnie jego ust palcem i dołeczków.
-Gdzieś to przeczytałem...- mówi całując mój nos.
-Ile chcesz zostać?- pyta wpatrując się w moje oczy.
-Jak najdłużej...- mówię z uśmiechem.-A tak na serio to myślałam o tygodniu może 1,5 tygodnia.
Uśmiecha się i całuje mnie namiętnie. Wplątuję palce w jego włosy i zaczesuję je do tyłu. Czuję, że jego palce zacieśniają się na moich plecach i przysuwają bliżej i bliżej siebie. Uśmiechamy się, gdy nasze języki dotykają się. Moje dłonie głaszczą jego policzki i ciepłe uszy. Teraz właśnie czuję, że tworzymy jedną całość. Ja i On. Ja i Mój Chłopak. Ja i Harry.
-Kocham cię...- szepcze mi w usta.
Daję mu kolejnego całusa.
-Ja ciebie też...- szepczę.
Przytulam się do jego torsu i siedzę tak póki odchrząknięcie nie ocuci mnie ze stanu czystego szczęścia.
-Grace...- zaczyna Louis.
-Hm?- pytam.
-Ona chyba zrobiła kupę...- mówi cicho, a ja zaczynam się głośno się śmiać.
-Już idę...
Całuję szczękę Harry'ego.
-Tato... Chyba musisz nauczyć wujków jak zmieniać pieluchę...
Hazz chichoczę.
-Chyba tak...- przyznaje mi rację.
Wstajemy, a Harry bierze mnie na ręce.
-Po co mnie niesiesz?- śmieję się.
-Bo jesteś moją królową, a królowe nosi się na rękach...
Uśmiecham się szeroko i znów całuję jego szczękę.
Wchodzimy do garderoby.
-Proszę państwa, przyszedł ekspert od zmieniania pieluch.- mówię z uśmiechem.
Harry kładzie mnie na kanapie i daje całusa, po czym zabiera się do zmiany pieluszki Silver.
-Fuuu!!!- mówią nagle wszyscy czterej.
-Jesteście beznadziejni...- mówi Hazz z uśmiechem i kontynuuje zmianę pieluchy.
-Powinniście mieć dzieci...- mówię.- Nie mówilibyście: Fuuu!!!
Oni zaczynają się śmiać. Hazz zręcznie zapina małej śpioszki i bierze ją na ręce.
-Przyjemnie, prawda?- pyta Hazz Silver, a ona się
uśmiecha.-Ał!!!- mówi Harry i próbuje wyswobodzić swoje włosy z jej małych paluszków.
Biorę nosidełko i razem z Harrym idę do garedroby, gdzie wszyscy siedzą. Lou się uśmiecha, gdy mnie widzi. Chłopaki krzyczą zaskoczeni, tulą mnie i witają się.
-Czy to jest Silver?!- pyta Niall.
-Nie Nialler, mam inną córkę...- śmieję się.
Harry jakoś radzi sobie ze wyswobodzeniem swoich włosów z dłoni małej, ale kilka pozostało. Mała wierzga nóżkami i śmieje się.
-Da!- piszczy, a wszyscy wybuchają śmiechem.
Harry promienieje, a z jego twarzy nie może zniknąć uśmiech. Całuje i kołysze małą. Siadam na oparciu kanapy, gdy podnosi wzrok na mnie i uśmiecha się szeroko.
-Gdzie jest mama?- pyta Harry, a ona szuka mnie wzrokiem.
-Ma!- piszczy.
-Pięknie...- mówi Harry całując jej nosek, ale mając wzrok wlepiony w moje oczy.
-Chodź do wujka Zayna!- śmieje się mulat i zabiera małą z jego ramion.
Harry na początku nie chce jej dawać, ale Zayn patrzy na niego... Nie wiem... Znacząco.
-Masz jeszcze jedną księżniczkę...- mówi Louis.
-Nie zapomniałem.- mówi podchodząc do mnie.
Bierze mnie na ręce i wychodzi z garderoby.
-Nie za głośno tam!- krzyczy Niall, a wszyscy zaczynają się śmiać.
Znam tę drogę, wiem, gdzie mnie prowadzi.
Wchodzi po schodkach na scenę i sadza mnie na niej, siada obok oplatając mnie nogami w biodrach. Po prostu się do niego przytulam, najmocniej jak mogę.
-Nie wyobrażasz, jak bardzo tęskniłam...- mówię.
-Co noc mi się śniłaś...- mówi Harry całując moje czoło.-Nie mogłem przeżyć tej rozłąki... To było zdecydowanie zbyt długo... Miesiąc... Boże...
Jego serce biło mocno, bardzo, a ciepło mnie przyciągało bardziej i bardziej.
-Grace...- mówi Harry.
Podnoszę wzrok na niego.
-Ty i Silver jesteście dla mnie najważniejsze...
Uśmiecham się.
-Kocham Cię...-szepczę.
On uśmiecha się szeroko.
-Tęskniłam za tym uśmiechem...- mówię dotykając delikatnie jego ust palcem i dołeczków.
-Gdzieś to przeczytałem...- mówi całując mój nos.
-Ile chcesz zostać?- pyta wpatrując się w moje oczy.
-Jak najdłużej...- mówię z uśmiechem.-A tak na serio to myślałam o tygodniu może 1,5 tygodnia.
Uśmiecha się i całuje mnie namiętnie. Wplątuję palce w jego włosy i zaczesuję je do tyłu. Czuję, że jego palce zacieśniają się na moich plecach i przysuwają bliżej i bliżej siebie. Uśmiechamy się, gdy nasze języki dotykają się. Moje dłonie głaszczą jego policzki i ciepłe uszy. Teraz właśnie czuję, że tworzymy jedną całość. Ja i On. Ja i Mój Chłopak. Ja i Harry.
-Kocham cię...- szepcze mi w usta.
Daję mu kolejnego całusa.
-Ja ciebie też...- szepczę.
Przytulam się do jego torsu i siedzę tak póki odchrząknięcie nie ocuci mnie ze stanu czystego szczęścia.
-Grace...- zaczyna Louis.
-Hm?- pytam.
-Ona chyba zrobiła kupę...- mówi cicho, a ja zaczynam się głośno się śmiać.
-Już idę...
Całuję szczękę Harry'ego.
-Tato... Chyba musisz nauczyć wujków jak zmieniać pieluchę...
Hazz chichoczę.
-Chyba tak...- przyznaje mi rację.
Wstajemy, a Harry bierze mnie na ręce.
-Po co mnie niesiesz?- śmieję się.
-Bo jesteś moją królową, a królowe nosi się na rękach...
Uśmiecham się szeroko i znów całuję jego szczękę.
Wchodzimy do garderoby.
-Proszę państwa, przyszedł ekspert od zmieniania pieluch.- mówię z uśmiechem.
Harry kładzie mnie na kanapie i daje całusa, po czym zabiera się do zmiany pieluszki Silver.
-Fuuu!!!- mówią nagle wszyscy czterej.
-Jesteście beznadziejni...- mówi Hazz z uśmiechem i kontynuuje zmianę pieluchy.
-Powinniście mieć dzieci...- mówię.- Nie mówilibyście: Fuuu!!!
Oni zaczynają się śmiać. Hazz zręcznie zapina małej śpioszki i bierze ją na ręce.
-Ma identyczne oczy, jak ty Grace...- mówi Louis.
-...ale uśmiech Hazzy...- dodaję z uśmiechem.- I dzięki Bogu... Wyrwie tym niejednego faceta.- dodaję, a Harry zaczyna się śmiać.
-Jakiego faceta?- mówi Silver do ucha.-...żadnych facetów przed czterdziestką... co ta mama mówi...
Silver spogląda na mnie.
-Ma!- piszczy.
Uśmiecham się szeroko.
Paul wchodzi do garderoby.
-Chłopcy musicie się szykować...- mówi z uśmiechem.
Chłopaki przebierają koszulki i mają robione fryzury, podczas gdy ja i moja mała córka chodzimy za kulisami i oglądamy wszystko. Wychodzimy na miejsca, gdzie na koncercie będziemy oglądać chłopaków. Arena zapełnia się, a kilka fanek mnie zauważa i macha do mnie piszcząc. Pokazuję z uśmiechem, żeby były ciszej. Podchodzę do nich.
-Hej! - mówię, a jedna z nich zaczyna płakać.
-Co jest?- pytam.
-Nie wierzę, że macie dziecko... Taką śliczną dziewczynkę...
-Ja czasami też w to nie wierzę...- mówię całując czółko Silver.
-Zazdroszczę ci Grace...- mówi druga zaczepiając Silver.- Zazdroszczę wszystkim wam... Eleanor, Perrie, Danielle, macie najwspanialszych chłopaków na świecie...
-Jesteśmy tego świadome...- mówię z uśmiechem.
-Jak to jest być dziewczyną Hazzy?- pyta inna.
-On i Silver są dla mnie najważniejszymi osobami na świecie... A Harry jest najbardziej romantycznym i kochanym człowiekiem... Wy znacie go z muzyki, z piosenek, które pisze i wykonuje, ale nie widziałyście go gotującego naleśniki w domu w fartuchu z batmanem, czy gdy np. siedzi jak normalny chłopak i ogląda tv. Jest taki normalny i przez to dla mnie cholernie wyjątkowy.
-Naprawdę ma taki fartuch?- pyta jeszcze inna.
-Tak, dostał go od Nialla na święta. Ile zostało do koncertu?- pytam dziewczyn.
-30 minut...- mówią.
-Grace?- pyta jedna dziewczyna.
-Tak?
-Zamierzasz być panią Styles?- pyta mnie.
Spoglądam na jej policzki popisane "1D". A na moich muszą się pojawić rumieńce.
-Małżeństwo to sprawa na całe życie i nie myślę o tym, poza tym jestem zbyt młoda na małżeństwo i to będzie decyzja Harry'ego, czy wybierze mnie, czy kogoś innego.
Uśmiechają się.
-Całkowicie uważamy, że Harrace jest wspaniałe.
Uśmiecham się szeroko i żegnam się z nimi.
Małżeństwo.
Skąd ten pomysł?
Jesteśmy zbyt młodzi...
Wchodzę do garderoby, a Niall przejmuje opiekę nad małą. Harry zakłada koszulkę i uśmiecha się.
Hazz mocuje się z zawiązaniem swojej bandanki na głowie.
-Schyl się...- mówię i nakładam mu bandanę jak zawsze.
-Tylko ty tak umiesz...
-No jasne...- mówię i uśmiecham się.
Chłopaki puszczają muzykę, żeby rozgrzać się przed występem, ale okazuje się, że w ich radiu została płyta BMTH. Mała wzdryga się na mocne brzmienie.
-Mówiłem, żebyście wyjęli...- krzyczy na Louisa Niall.-Dziecko się wystraszyło.
Louis ścisza i unosi ręce w obronnym geście.
Silver piszczy i wierzga nogami. Louis i Niall spoglądają na siebie i Louis podgłaśnia.
Silver chyba próbuje śpiewać, jak Sykes (wokalista BMTH). Jej ga-ga, ma, du-du przypominają, jakby śpiew...
Wszyscy wybuchają śmiechem.
Harry obejmuje mnie od tyłu.
-Wiem, co ma jeszcze po tobie...- mówię mu do ucha.
-Hm?
-Zamiłowanie do śpiewania...
On chichocze i całuje mnie w policzek.
***
Miłego czytania!
Oooo cudowny :* <3
OdpowiedzUsuńJaki cudowny*-*
OdpowiedzUsuńAwwwwww Cudny :*
OdpowiedzUsuńNa miejscu Grace , tez bym poleciała do Hazzy i to jak najszybciej :)
Cudowny rozdział , taki romantyczny i wogóle ZAISTY !
Chłopaki i to ,, Fuuuuu " i ,, Ona chyba zrobiła kupę "
Louis pewnie się przeraził
Hahah
Next koniecznie ,jak najszybciej !!
Weny duuuużo ;)
Panna Domka
Aż się rozpisałam ! :)
Usuńsupcio <3
OdpowiedzUsuńSłodki *_*
OdpowiedzUsuń