piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 130



Wchodzę do apartamentu niosąc za sobą walizkę jedną i drugą.
-Chodź kochanie…- mówię Sil, gdy ta wiezie swoją walizeczkę z zabawkami.
Wchodzę przez łuk do kuchni, która jest cała biała. Wyspa kuchenna biała, szafki białe, hokery… Uśmiecham się lekko, a Sil gdy staje obok.
-Mamusiu, jak tu ładnie…- mówi.
-Masz rację…- mówię małej. Zostawiamy walizki i idziemy oglądać inne pokoje. Sypialnia jest jeszcze piękniejsza, niż cokolwiek innego. Jest wielkie łóżko, na ścianie wisi wielki telewizor, a ściana jest szklana, mam bezpośrednie wejście do garderoby. Sil łapie mnie za rączkę i prowadzi szukać swojego pokoiku. Anna zadbała o to, by Sil miała pokój dla dziewczynki i na ścianach przyczepiona jest świeżo tapeta z księżniczkami, oraz białe i różowe dodatki.
Mała rzuca się na łóżko i zaczyna na nim skakać. Śmieję się i patrzę na nią.
-Idę zobaczyć inne pokoje kochanie…- mówię, a ona już patrzy na domek dla lalek, który dostała jako prezent. Wchodzę do łazienki, gdzie jest wanna, w rogu prysznic i śliczny zlew.
Siadam w fotelu w salonie i wodzę wzrokiem po pięknych obrazach zawieszonych na ścianach. Wszystko jest takie klasyczne, delikatne, harmonijne, a jednocześnie niezwykle skromne. Minimalizm w idealnej oprawie... Na stoliczku znajduje się numer do Anny, a także daty imprez na których mam się pojawić. Biorę głęboki wdech i wypuszczam go ze świstem. Następny miesiąc będzie pracowity.
 Pukanie do drzwi rozlega się w całym mieszkaniu, schodzę z kanapy i podążam zdziwion do wejścia.
-Justin?- mówię z uśmiechem.- Co ty tu robisz?- pytam.
-Grace, kochanie...- zaczyna wchodząc do środka.- Wynajmuję mieszkanie w tym samym bloku, ale na lewym skrzydle budynku, myślałaś, że się nie dowiem, że teraz będziemy sąsiadami?
Uśmiecham się.
-Nie wiedziałam, że tu mieszkasz...- mówię i zapraszam go do salonu.
-To już wiesz...- mówi.- Mam tu nagrania przez miesiąc i wynająłem mieszkanie.
-Fajnie, że będziemy mieszkać obok siebie...- mówię.
-Też tak sądzę... Sama jesteś?- pyta.
-Nie, Silver jest w pokoiku po prawej, bawi się, a ja siedziałam i patrzyłam się w ścianę. Chcesz coś do picia?- pytam idąc do kuchni.
-Może jakiś sok?- pyta.
Kiwam głową i znajduję butelkę soku jabłkowego w jednej z szafek.
-Nagrywasz płytę?- pytam nalewając.
-To nie jest jeszcze płyta, ale coś a'la przygotowania do nowej... Nagrywam utwory z feat'ami.
-Aaaa...- mówię.
Justin zaczyna się śmiać.
-Nie wiesz co to, racja?- pyta z uśmiechem.
Na co podnoszę wzrok na chłopaka i sama parskam śmiechem.
-To znaczy, że ktoś zaprosił mnie do współpracy i jestem jakby drugim wokalistą w tej piosence, taki duet...- mówi.
-Aaaa...- mówię rozumiejąc.
Justin kręci głową i poprawia włosy przeczesując je palcami. Robi to dokładnie jak... Patrzę gdy to robi i prawie wylewam sok.
-Co jest?- pyta widząc to co robię.
-Nic...- mówię wycierając papierem ręcznikowym blat.
Justin podchodzi bliżej i zabiera mi butelkę.
-Źle się czujesz?- pyta unosząc brwi.
Przeczę kręcąc głową, Justin podnosi palcem moją brodę do góry.
-Grace? Chodzi o Hazzę?- pyta.
Opuszczam głowę i przygryzam policzki, czuję, że łzy w moich oczach zbierają się bardzo szybko i zaraz wypłyną z moich oczu. Justin wzdycha i mocno przyciąga mnie do siebie. Zaczynam gorzko płakać i czuję, że moje serce po raz kolejny łamie się na pół, po tym jak już myślałam, że jest w porządku myliłam się, bo ciągle jest tak samo. Jestem tak samo przerażona i smutna tym co się stało.
-Oddałam mu pierścionek...- płaczę.- Powiedziałam, że jeżeli stale zamierza tak się zachowywać to lepiej żebyśmy to skończyli...
-...a co z tą dziewczyną?- pyta Justin.
-Powiedziałam mu, że ich widziałam, ale on twierdzi, że pomiędzy nią, a nim nic nie ma, że są tylko przyjaciółmi... Stwierdziłam, że mu nie wierzę, bo nie wyglądało to jak "tylko przyjaciele"... - mówię cicho biorąc w dłonie chusteczkę od Justina.
-Jus...- zaczynam.- Ja szukałam sukni ślubnej...- mówię i znów wybucham płaczem.
Justin przyciąga mnie do siebie mocno i głaszcze po głowie.
-Gracie, wszystko się ułoży...- mówi składając pocałunek na mojej głowie.
Zamykam oczy i czuję jak łzy spływają mi po policzkach.
-Wiem, jak bardzo cię to boli, ale on cię zbyt bardzo kocha, żeby sprawić, że będziesz smutna.- mówi mi do ucha.
-Ale jestem...- mówię cicho.
Justin głaszcze mnie po plecach, a ja wtulam się mocno w jego ramię.
-Kocham Go...- szepczę.- Jest dla mnie wszystkim... Ale... Wiem, że przerwa na przemyślenie ważnych spraw jest potrzebna...- dodaję.
-Czasami jest potrzebna, zobaczysz... Wszystko wróci do normy.
Odsuwam się od Justina, a on wyciera mi łzy z policzków.
-Ubrudziłam ci koszulkę.- mówię dotykając jednego z mokrych pól, które zostały po łzach. Justin zakłada mi kosmyk włosów za ucho.
-Mamusiu?- głos Silver roznosi się w salonie, podnoszę głowę i spoglądam na nią.
-Tak, córciu?- pytam ocierając szybko łzy.
-Dlaczego płaczesz?- pyta.
-Trochę boli mnie główka...- mówię cicho to co przychodzi mi do głowy.
-Przez tatusia boli cię główka?- pyta podchodząc do mnie.
-Nie...- uśmiecham się lekko.
Silver patrzy mi w oczy przez chwilkę i wdrapuje się na moje kolana, po czym przytula się mocno.
-Kocham Cię Mamusiu...- mówi cichutko wprost do mojego ucha.
Przytulam ją mocniej i całuję w czoło.

(...)
Rankiem budzę się i wiem, że muszę wziąć się w garść, miałam w końcu traktować NY jako szansę rozwoju, akcji i nowych projektów, poza tym także jako terapię narzeczeńską. Gotując mleko na kakao dla Silver nie zauważam, że mój telefon stale brzęczy i informuje o kolejnych połączeniach.
-Sil! Chodź grzanki gotowe!- mówię, a ona wychodzi z pokoiku i razem z ulubionymi zabawkami przemierza krótki korytarzyk prowadzący z jej pokoju do kuchni.
Sadzam ją na hokerze i podaję talerze.
-Mamusiu, jaki to dżem?- pyta.
-Tfuskawkowy...- przedrzeźniam ją.
Ona zaczyna się śmiać, a ja sama się uśmiecham.
-Gdzie dziś jedziemy?- pyta.
Odchrząkuję i zalewam kubek dużej czarnej kawy, która ma mnie postawić na nogi po nieprzespanej nocy.
-Pojedziesz ze mną załatwić dwie sprawy, a potem pójdziemy gdzieś razem...- mówię.
Kiwa głową i bierze do ust kolejną kosteczkę grzanki.
Otwieram kubeczek jogurtu i biorę bułkę. Telefon, który leży bliżej Sil znów brzęczy.
-Tatuś dzwoni!- piszczy mała odkładając kosteczkę na talerz.
Zerkam na ekran i cicho wstrzymuję oddech.
-Chcesz z nim porozmawiać?- pytam.
Mała kiwa głową, na co ja się lekko uśmiecham i biorę kawę do swojej sypialni, by przygotować się do spotkania.

Harry
Siadam na łóżku i przytrzymując ramieniem telefon rozmawiam z Silver. Szukam jednej ze swoich białych koszulek.
-Tatusiu, a tam są palmy?- pyta.
-Są, kochanie, bardzo dużo, kokosowe, daktylowe...
-A co to daktyle?- pyta, a ja tłumaczę jej czym są owe owoce.
-A jadłeś je?- pyta.
-Jadłem.
-A przywieziesz mi je?- pyta i słyszę, że przeżuwa.
-Kupię specjalnie dla ciebie...- mówię z uśmiechem.
-A dla mamusi?- pyta Silver, na co na chwilkę przerywam czynność.
-Jeśli mamusia będzie chciała, to jasne...- mówię cicho.
-Mamusia będzie szczęśliwa...- mówi Sil.-Dziś jadę z mamusią do jej pracy, a potem gdzieś pójdziemy...- mówi zasysając słomkę, pewnie pije kakao.
-Podoba ci się tam?- pytam.
-Tak, mam bardzo ładny pokój i wieeeelki domek dla lalek.- mówi.- Mogłam zabrać moje lalki Barbie...- mówi nieco zasmucona.
-Jak będę w NY to się z tobą pobawię, ok?- pytam.
-Taaak!!!- piszczy moja mała.
-Jesz śniadanko?- pytam.
-Tak, mamusia mi niedawno zrobiła...- mówi przeżuwając.
-A co mamusia robi?- pytam skubiąc kołnierzyk jednej z koszul.
-Poszła wybrać ubranka...- mówi.
-A jak minęła wam podróż?- pytam.
-Prawie cały czas spałam, poza siku i jedzeniem.- mówi dumna, na co się uśmiecham.
-A potem przyszedł taki pan i mamusia płakała i powiedziałam jej, że bardzo ją kocham, ładnie prawda?- pyta.
Podnoszę wzrok znad koszuli i patrzę w okno, zaraz jednak wolna dłoń dotyka kości nosowej i lekko ją masuje.
-Jak nazywał się ten pan, córciu?- pytam.
-Mamusia mówiła na niego Jus...- mówi akcentując ostatnie wypowiedziane przezwisko.
-O cholera...- szepczę pod nosem.-Coś jeszcze robili?- pytam.
-On ją głaskał i wycierał łezki...- mówi.
-Aha...- mówię cicho.
-Tatusiu tęsknię za tobą mocno...- mówi cicho Sil.
Mięknę słysząc to i uśmiecham się lekko.
-Ja za tobą też najpiękniejsza na świecie księżniczko. Niedługo do mnie przyjedziesz...- mówię.
W tle słyszę głos Grace i mówi przez nos co świadczy o katarze, który zawsze po łzach utrzymuje się sporo czasu.
-Tatusiu, muszę kończyć, bo zaraz wychodzę z mamusią. Kocham Cię i wujków, ale najbardziej wujka Nialla. Paaa!- mówi.
-Pa słoneczko.- mówię cicho.
Odkładam telefon i klnę pod nosem.

Grace
Razem z Silver wychodzimy z budynku i kierujemy się do jednej z taksówek. Trzymam ją mocno za rączkę, by podążający za nami paparazzi nie staranowali jej. Wsiadamy i szybko mówię kierowcy by jechał do redakcji Us Vogue.
-Nie lubię ich...- mówi Silver.
-Ja też kochanie...- mówię.- Bardzo...
Droga jest dość krótka, więc wkrótce jesteśmy pod redakcją, a tam znów fotografowie czyhają na nas.
-Wezmę cię na ręce księżniczko.- mówię zakładając jej kosmyk włosów za ucho i później poprawiając dużą czarną kokardę na główce.
Kiwa głową.
Płacę i wysiadam pierwsza z pojazdu, od razu krzyk i piski, nawoływania i flesze są wszędzie. Biorę Silver na ręce i idę szybko do środka w otoczeniu dwóch ochroniarzy, którzy wybiegli ze środka UV by mi pomóc.
"Grace, widzieliśmy u ciebie Justina."
"To koniec Harrace?"
"Jak rozstanie przeżywa wasza córka?"
"Czy Harry pogodził się z tym, że zostawiłaś go dla innego?"
-Co za bujdy!- krzyczę w myślach i wnet przechodzę przez drzwi obrotowe.
-Dziękuję, nie wiem co się dzieje...- mówię ochroniarzom, a oni cicho odchodzą kiwając głową. Stawiam Sil na podłodze i poprawiam jej ubranka kucając. Podnoszę wzrok na jej twarzyczkę i widzę jej przerażoną minę, jakby chciała się rozpłakać.
-Słoneczko, dlaczego płaczesz?- pytam przytulając ją do siebie.
-Bo oni tak krzyczą i mówią o tobie i tatusiu...- mówi cichutko.
Marszczę lekko czoło i całuję ją w czoło.
-Wiesz kochanie, oni tak będą, bo to ich praca i bardzo lubią mówić głupie rzeczy. Ale ty ich nie słuchaj...- mówię cichutko do jej uszka.
-Oni zawsze będą tak krzyczeć?- pyta.
-Pewnie tak...- mówię całując ją w czoło.- Ale mamusia będzie zawsze robiła tak, żeby oni nie krzyczeli... Obiecuję.- mówię ocierając ostatnią łezkę.
Silver kiwa główką.
-Skoro to już wiemy to proszę teraz szeroki uśmiech, najpiękniejszy na świe...-mówię i patrzę na dołeczki w jej policzkach.
-Dokładnie taki.- mówię całując je.
Za sobą słyszę odchrząknięcie. Blondynka w perfekcyjnym uniformie uśmiecha się do nas i wystawia rękę.
-Witam, nazywam się Claire i dostałam za zadanie doprowadzić panią do redaktor Wintour.
Potrząsam jej dłonią i mówię, by nas prowadziła... Jazda windą trwa ok. 20 sekund, kobieta wychodzi pierwsza i prowadzi mnie oraz Silver do gabinetu, który jest za wielkimi szklanymi drzwiami. Kobieta nakazuje nam zaczekać, więc stajemy, kucam by poprawić Silver ubranko i całuję ją w policzek.
-Jak tam wejdziemy bądź grzeczna, ok?- pytam.
Kiwa głową i łapie mnie za rękę. Kobieta wychodzi z uśmiechem i zaorasza nas do środka.
-Nareszcie moja ulubiona dziennikarka pojawiła się w Nowym Jorku.- mówi Anna z szerokim uśmiechem okrąża biurko załadowane jakimiś dokumentami.- Jak podoba się wam apartament?- pyta.
-Jest bardzo ładny, stylowy minimalizm... Jestem bardzo wdzięczna, bo dzięki temu, że mamy ten apartament nie musiałam na gwałt szukać mieszkania.- mówię.
-Tak też myślałam i czułam, że brak miejsca zamieszkania będzie twoim kolejnym argumentem przeciw...- mówi Anna na co się uśmiecham.- Bardzo się cieszę, że się zdecydowałaś, to będzie dla ciebie inne doświadczenie niż praca w BV, na pewno sporo sie nauczysz.- mówi.
Kiwam głową w zrozumieniu.
-Kiedy zaczynam pracę?- pytam.
-Twoja praca w naszym Vogue'u będzie wyglądała następująco: jesteś od teraz moją reprezentantką i na wszystkie spotkania, na które nie będę mogła jechać, będziesz jechać ty, w redakcji będziesz, ale tyle o ile, możesz pracować w mieszkaniu, bo domyślam się, że chcesz spędzać czas z córką, moja asystentka znalazła także opiekunki, które możesz zatrudnić dla niej, gdy nie będziesz mogła się nią opiekować. Twoja praca polega głównie na wyborze zdjęć do naszego czasopisma, ale także na pojawianiu się na wielu imprezach, dobierać je możesz sama, ale o ważniejszych będziesz powiadamiana. Mam na uwadze także, że masz swoje prywatne projekty, więc możesz je realizować, kiedy będę potrzebować materiału moja asystentka będzie cię informować.
Uśmiecham się szeroko i kiwam głową.
-To dla mnie zaszczyt móc dla pani pracować.- mówię.
-Przestań...- mówi z uśmiechem.- To już pierwszą rzecz powiedziałam, teraz druga... Powinnaś mieć asystentkę.- mówi.
-Asystentkę? Czy ona jest potrzebna?- pytam.
-Jeżeli będziesz ją mieć odejdą ci spore obowiązki np. takie jak umawianie się na spotkania, odbieranie zaproszeń...- mówi.- Wiem, że przyjechała z tobą jakaś koleżanka...
-Tak, Theresa, ale wie pani pracowałyśmy na tym samym stanowisku i nie chcę teraz wychodzić na jakąś wielką panią, której potrzebna jest asystentka. Theresa dłużej ode mnie pracowała w BV i nie chcę stawiać jej na stanowisku niższym.
Anna uśmiecha się i kręci głową.
-Za dużo się martwisz Grace.- mówi mi.- Moja asystentka rozmawiała już z Theresą i ta powiedziała, że będzie przeszczęśliwa jako dziennikarka amerykańskiego Vogue oraz asystentka szefowej działu Trendy&Style w końcu przyczyni się do wyznaczania trendów na świecie. To jest takie o stanowisko, na to trzeba zapracować.
-Pani Wintour ale jest pani świadoma, że ja nie będę pracowała tu zawsze, na czas kiedy mój...- zatrzymuję się na chwilkę.-...narzeczony jest w trasie ja mogę być tu... ale gdy wróci ja też chcę wrócić.
-Grace porozmawiamy o tym wtedy, gdy dojdzie do takiej sytuacji.- mówi.- Jakoś się porozumiemy...- uśmiecha się lekko.
Kiwam głową z lekkim uśmiechem. Anna wciska jakiś przycisk.
-Claire pokaże ci twoje biuro na ostatnim piętrze budynku, Theresa jest w mniejszym biurze, obok twojego.
-Wspaniale.- mówię z szerokim uśmiechem. Claire wchodzi do środka i zaprasza mnie. Podaję Annie rękę na pożegnanie i razem z Silver wychodzimy.
Asystentka mojej szefowej prowadzi mnie do mojego biura, które jest za wielkimi rozsuwanymi, jabłoniowymi drzwiami. Theresa wyskakuje z biura i rzuca mi się na szyję, przytula mocno i gratuluje stanowiska. Drzwi się otwierają i wchodzę do środka. Wielka przestrzeń, wielkie biurko ze skórzanym krzesłem, ściana cała ze szkła z widokiem na panoramę Nowego Jorku, Silver wyrywa się i biegnie na białą zamszową kanapę i siada na niej podskakując pupcią. Na ścianach widać stare okładki z Vogue'a oprawione w antyramy. Siadam na fotelu i obracam się dookoła.
-Silver podoba ci się?- pytam.
-To jest tylko twoje mamusiu?- pyta oglądając się dookoła.
-Tak, tylko moje.- mówię dumnie.
-Bardzooo mi się podoba!- piszczy, na co zaczynam się śmiać.

(…)
Po powrocie z Paryża czuję, że jedyne na co mam ochotę to oglądać stare odcinki Przyjaciół albo Seksu W Wielkim Mieście. Po NYFW czuję, że jedyne na co mam ochotę to oglądać stare odcinki Przyjaciół albo Seksu W Wielkim Mieście. Było absolutnie wspaniale, ale jednocześnie wykańczająco. Anna dała mi dzień wolnego, więc postanowiłam spać jak najdłużej. Chciałam w ciągu dnia pójść na jakieś zakupy, albo sama nie wiem. Pojutrze muszę lecieć z Silver do Dubaju, ponieważ Harry ma tam koncerty, a teraz zaczęły się jego dwa tygodnie. Póki co śpię... i spałabym pewnie długo, gdyby nie donośne pukanie do drzwi.
-Jezu, człowiek raz nie może się wyspać!- mówię do siebie wyskakując z łóżka. Prawie wpadam na ścianę. Podchodzę do drzwi i spoglądam przez wizjer. Moje małe, śpiące oczy otrzymują porządną porcję energii, bo od razu szeroko się otwierają.
-Harry?!- krzyczę w myślach.
Biegiem wracam do lustra i szybko się poprawiam, co ja za koszulkę założyłam (Pyjama NY), dobry Boże i majtki. Znów zaczyna pukać...
Otwieram zamki i patrzę na niego, on od razu lustruje mnie wzrokiem, od czego na moim ciele pojawia się gęsia skórka.
-Hej...- mówi.
-Hej...- odpowiadam opierając się o drzwi. Jest skrępowany i nieśmiały.- Proszę...- mówię.
-Dziękuję...- mówi.- Przepraszam Grace, że tak bez uprzedzenia, ale okazało się, że mamy 3 dni wolnego, więc chciałem zabrać Sil.
-W porządku...- mówię.

Harry
Koronkowe majtki? Koszulka, dzięki której widzę jej piersi? Jezu drogi, za co ty mnie karasz... Wchodzę za nią do kuchni i widzę jak podchodzi do czajnika elektrycznego i włącza go.
-Ładne mieszkanie...- mówię cicho, ale na tyle, by Grace usłyszała.
-Dziękuję.- odpowiada nawet na mnie nie patrząc. Wzdycham cicho i podchodzę bliżej jej.
-Robię ci kawę.- mówi.- Chcesz coś do jedzenia?- pyta.
-Nie chcę ci robić kłopotu...- mówię opierając się tyłem o blat.
Grace otwiera lodówkę.
-Mam szynkę, ser, powinien być tutaj chleb tostowy...- mówi i schyla się do szafki. Odwracam głowę w drugą stronę i staram się zachować odpowiednio do sytuacji, Grace jest na mnie zła, oddała mi pierścionek i prosiła o chwilkę przerwy. Chcę to uszanować, ale... Ja w niczym nie zawiniłem, nie czuję się winny "separacji narzeczeńskiej".
-Więc na co masz ochotę?- pyta zalewając kubki wrzątkiem.
-Po prostu tosty?- pytam, na co ona bierze łyka kawy i odkłada kubek, bo poparzyła język, zaczyna przyrządzanie. Zastanawiam się jaki temat ugryźć, bo nie chcę, by było cicho, ani żeby nie wyszła z tego kłótnia.
-Jak trasa?- pyta Grace ratując sytuację.
-Umm... W porządku, właściwie jak zawsze koncert, sen, przygotowania i tak w kółko. Ale miejsca gdzie gramy są wspaniałe...- mówię.
-Kolumbia, Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie- rarytasy...- mówi Grace zamykając klapę tostera.
-Masz rację…- mówię cicho, biorąc kubek ze swoją kawą w dłoń.- Jest pięknie, bardzo ciepło…- mówię.
-Ta…- burczy pod nosem Grace.
Patrzę na nią od tyłu, jej włosy tak jak zawsze poplątane od snu i poduszki, zgrabne, śliczne nogi, pośladki krągłe i jędrne…
Opuszczam głowę, bo nagle robi mi się cholernie przykro, całe ostatnie 2,5 tygodnia mówiłem chłopakom, jak to Grace spotyka się z Justinem, z Nolanem i innymi fagasami… Chcę ją z powrotem… Tęsknie za nią, za jej dotykiem, słodkimi pocałunkami na dzień dobry… Przeprosiłbym ją, ale niczym nie zawiniłem i naprawdę nie mam jej za co przepraszać. No może trochę za bardzo spoufaliłem się z Nadine, ale przecież do niczego między mną, a nią nie doszło.
-Harry?- pyta machając mi przed oczami ręką.
-Co?- pytam wyrwany z myśli.
-Zamyśliłeś się.- mówi, na co kiwam jej głową.
Grace wyciągnęła tosty i spryskuje je ketchupem, podsuwa mi talerz. Siadam na hokerze, patrzę jak moja ukochana stoi przede mną oparta plecami o blat i patrzy w kawę.
-Coś nie tak?- pytam.
-Co?- pyta wyrwana z myśli.
-Zapytałem, czy coś nie tak, jesteś jakaś smutna…- mówię.
-…po prostu zmęczona, miałam bardzo ciężki tydzień i szykuje się równie ciężki…- mówi cicho.
-Masz sporo pracy, prawda?- pytam.
Kiwa głową.
-Ale to co…- mówi cicho.- W Londynie nie docenili by mnie tak, jak zrobiono to tu…- dodaje pewniej.
-Dobrze ci tu?- pytam.
-Póki co nie tęsknię…- podnosi głowę i spogląda w okno.
-A nie tęsknisz za tym co było między nami?- pytam cicho. Grace przelyka ślinę i nieprzerwanie patrzy w okno, ściska mocniej kubek i dopiero po kilkunastu sekundach, odrywa wzrok od otoczenia na zewnątrz i przenosi go na mnie. Nie odzywa się przez kolejne kilkanaście sekund. Jeden z jej kosmyków spada na czoło.
-Tęsknię, oczywiście, że tęsknię...- mówi.- Ale wiesz, za czym tęsknię?- pytam.
Patrzę na nią pytająco.
-Tęsknię za beztroską, która była, jak się poznaliśmy, za tym, jak musiałam wyganiać brata z domu, byś spędził u mnie trochę czasu sam na sam. Wtedy nie było problemów, nie było zmartwień, a teraz? Zobacz, jak inni ludzie zamieszali w naszym życiu, nie dogadujemy się, nie akceptujesz tego co robię, kłócimy się... W ciągu ostatniego miesiąca kłóciliśmy się więcej niż w ciągu czasu, który się znamy.
-Grace...- zaczynam.
-Posądzamy się o zdrady, a to jest poważne posunięcie w złą stronę, prawda?- pyta.
Kiwam głową.
-Ale to nie tak, że ja cię posądzałem...- zaczynam.
-...mam ci przypomnieć co do mnie powiedziałeś?...- przerywa mi.
Wzdycham cicho i przeczę kręcąc głową.
-Grace... Kocham Cię...- mówię.-...zawsze będę cię kochał, bo jesteś dla mnie najważniejsza...- wstaję z hokera i idę w jej stronę.
-To dlaczego słysząc rozmowę z Nadine było słychać w twoim głosie, że to ją darzysz uczuciem.- mówi patrząc w podłogę.
-Nigdy nie darzyłem Nadine uczuciem...- mówię.
Grace podnosi wzrok, jej oczy wypełnione łzami są szklane i błyszczą się. Widzę, ile te głupie wyrwane z kontekstu wypowiedzi są dla niej katorgą i bólem.
-Harry nie wierzę ci...- mówi cicho, a wtedy z jej oczu wypływają łzy.
Odpycha się od blatu i chce pójść do sypialni, łapie ją za dłoń, ale wyrywa mi się. Podążam za nią, Grace kładzie się na łóżku i płacze. Wchodzę do środka jej pokoju i siadam na krawędzi.
-Przyrzekam ci, że między mną, a Nadine nic nie było... Grace...- mówię.- To ty jesteś najważniejsza... Kocham Cię!- mówię.
-Harry do cholery przestań gadać takie bzdury!- mówi ocierając dłonią oczy. -Znam cię nie od wczoraj i wiem, jaki jesteś wyznając uczucia, kochany, uroczy, marszczysz czoło i te twoje gesty w stosunku do... kiedyś mnie.- mówi.
-To nieprawda!- mówię.- Grace uwierz mi...- mówię.
-Harry błagałeś ją, by przyjęła twój prezent i nalegałeś! I zachowywałeś się właśnie tak...- mówi.
-Jak?- pytam.
-Tak jak wtedy wyznając uczucia.- mówi patrząc mi w oczy.
Patrzę na nią.
-Spójrz na mnie.- mówię i przysuwam się bliżej niej. Grace cały czas ucieka wzrokiem, wiem, jakie to jest trudne.
-Proszę, spójrz.- mówię po raz drugi. Gdy tego nie robi łapię za jej brodę i ustawiam tak, by patrzyła mi w oczy.
-Kocham Cię.- mówię i składam na jej ustach pocałunek. Pocałunek, który marzyłem, żeby się nie kończył.
Pełen delikatności, dotyku, a co najważniejsze uczucia. Ona jest tak pochłonięta, że jestem prawie pewien, że straciła głowę. Układam ją by leżała plecami na łóżku i góruję nad nią. Dotykam jej ciała i mimo tego, że pocałunek nie jest bardziej drapieżny czuje moje uczucie to tej dziewczyny. Całuję jej policzki i przenoszę się na szyję, wszystko robię na takim dziwnym spokoju, też bujam w obłokach. Grace łapie za moje włosy i gdy moje dłonie ujmują jej biust ocuca się.
-Harry, proszę przestań.- mówi.
Otwieram oczy i patrzę w jej oddalone o kilka cm.
-Czy to był dobry dowód?- pytam.
-Nie Harry...- mówi cicho. Odsuwa mnie i wstaje z łóżka, udaje się do łazienki.
Klnę pod nosem.
***
Mam ewidentnego doła przez akcję Harry'ego z Kendall, a na dodatek źle się czuję po wczoraj. Nie lubię tego! Ale Wam życzę dziewczynki, miłego czytania i Szczęśliwego Nowego Roku, spokoju, szczęścia, dobrych ocen, sumiennej pracy, która zaprowadzi Was na szczyt. Buziaki! xx.

12 komentarzy:

  1. cudowny rozdział, już przez chwilę myślałam że się zejdą ale dobrze niech Harrry walczy. Jak sobie pomyślę że muszę czekać przez kolejny tydzień na rozdział to chyba oszaleje.
    w nowym roku życzę Ci dużo weny, szczęścia oraz spełnienia najskrytszych marzeń :*
    A tak poza marginesem uważasz że ta cała sprawa z Harrym i Kendall to prawda?
    pozdrawiam Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia i pocałunki mówią same za siebie kochanie xx.

      Usuń
  2. Głupia Kendall....kto jeszcze chce ją zabić ?

    Cudowny rozdział.Może w następnym razem będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chcę! A już ją kuźwa polubiłam... I Grace się z nią pogodziła... Chyba zmienię fabułę...

      Usuń
  3. Świetny rozdział <33 a powie mi jeszcze ktoś o co chodzi z Kendall i Harrym ?;oo ja nie w temacie i nie wiem dlaczego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobno są razem

      Usuń
    2. Zdjęcia mówią same za siebie... Ile w tym prawdy się nie dowiemy, bo Harry nawet nie potwierdzi tego, przez ich przerwę...

      Usuń
  4. No cóż ubolewam nad tym bardzo, już myslalam ze znajdzie sobie normalna dziewczynę.
    w każdym bądź razie życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę nie kończ tej dramy! Taki tok wydarzeń mega mi sie podoba!! :* Justin ♥♥ /Dominika :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej kochanie. Szczerze chyba bardziej bym się cieszyła gdyby był z Taylor. Co do nowego roku to życzę ci mnustwa weny i zdrowia. Rozdział cudowny, jak zwykle. Mam nadzieję, że się między nimi ułoży.
    Kocham Cię i pozdrawiam,
    LittleThings<3
    P.S. Co mylisz o tej całej sprawie z Kendall ... Romans czy coś poważnego ?

    OdpowiedzUsuń
  7. super rozdział, mam nadzieje, że niedługo się pogodzą
    zycze weny/Ola

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny,najlepszy, wspanialy ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń