sobota, 8 marca 2014

Rozdział 28.



Grace
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam z parkingu, większa grupa dziewczyn stanęła przed i nagrywała mój odjazd wykrzykując moje imię, błyskały flesze. Dodałam gazu i zaraz jechałam już spokojną ulicą Londynu. Po 1,5 godzinie zatrzymałam się pod domem i wjechałam do garażu. Spojrzałam na tylnie siedzenie, było trochę brudno, więc postanowiłam, że odkurzę go. Poszłam do domu po odkurzacz i włączyłam go. Nagle usłyszałam wołanie…
HALOOOOO…
Nie wyłączając odkurzacza poszłam do drzwi wejściowych i zobaczyłam w nich rozbierającego się z kurtki Sean’a.
-Cześć siostra… Dawno się nie widzieliśmy…
Przytuliłam go na powitanie.
-Co cię sprowadza?
-A tak przyjechałem…
-Nudzi ci się u Leigh, czy co…
-Nie, jej przyjaciółka zorganizowała dziś wieczorek, typu mani, pedi… itp.
-I ty nie miałeś co z sobą zrobić tak?
-Dokładnie.
Zaśmiałam się.
-Obawiam się, że akurat dziś nie jestem dobrym towarzyszem…
-Czemu?
-Jutro z rana wyjeżdżam do Manchesteru, na ten turniej taneczny, pamiętasz?
Kiwnął głową.
-Właśnie odkurzam samochód, a potem pójdę się pakować, ale możesz siedzieć tu, dla mnie to nie ma problemu. Gadałeś z Leigh o przeprowadzce tu?
Uśmiech z jego twarzy zszedł.
-Coś się stało?
-Nic.
-Przecież widzę.
-Posłuchaj Gracie, sądzę, że powinniśmy sprzedać ten dom i pieniądze podzielić między siebie. Chciałbym kupić mieszkanie dla mnie i Leigh, ty też się stąd wyprowadzisz, będą tylko problemy z opłatami.
Poszłam wyłączyć odkurzacz i usiedliśmy w salonie.
-Ty mówisz serio?
-Jak najbardziej. Warsztatu absolutnie nie sprzedam, zbyt wiele znaczył dla taty, ale dom… Słuchaj, każde z nas ma swoje życie, ja je chcę ułożyć z Leigh, a ty z Harrym… Tak mi się wydaje przynajmniej… Nie ważne. Przemyśl to, wyjdzie na to na dobre.
Poprawiłam grzywkę.
-Pomyślę o tym.
-To dobrze. Ja nie będę zawracał ci głowy, jadę do domu.
-Zostań, zrobię coś na kolację.
-Nie, nie, nie, nie trzeba, naprawdę…
-Sean, zostań… Daj mi pół godziny dokończę odkurzać samochód…
-Ale to nie będzie problem.
-Dawno dla ciebie nie gotowałam zmizerniałeś, braciszku…
-Leigh jest dobrą kucharką…
-W to nie wątpię, ale dziś to ja stanę za garami.
-Ok, niech będzie.
Sean usiadł na fotelu i włączył telewizor, wróciłam do garażu i odkurzyłam cały samochód. Potem zrobiłam zapiekankę dla siebie i brata. Potem poszedł mi wymienić olej do samochodu, choć w ogóle nie prosiłam… Gdy nakładałam porcję dla Sean’a wpadłam na genialny pomysł.
-SEAN!!!- wydarłam się, żeby usłyszał mnie z garażu.
-CO?!
-Ja nie wrócę do Londynu, jak skończy się turniej, pojadę do LA.
Mój brat wszedł do salonu z brudnymi od smaru rękoma.
-Ale po co?
-Do Hazzy.
Uśmiechnęłam się szeroko i nakazałam mu umyć ręce.
-Serio?- spytał.
-No… Ale nic mu nie powiem, napiszę do Zayna, albo do Liama, albo wiem do Lou i poproszę o adres hotelu. Zarezerwuję sobie bilet tam.
Otworzyłam klapę komputera, było dostępne kilka miejsc w klasie biznesowej.
Podskoczyłam z radości na krześle.
-A co z samochodem?
-Cholera, zapomniałam o nim.
-No to Gracie, przyjedź do Londynu, zostaw samochód i pojedź taksówką.
-Masz rację.
Zarezerwowałam miejsce w klasie biznesowej. Samolot miałam mieć prawdopodobnie o godzinie 20:55.
Po zjedzeniu mój brat pojechał, a ja poszłam się spakować. Włożyłam do walizki rzeczy, a do mniejszej torby kostium i inne duperele potrzebne do występu, wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać.
Rankiem obudziłam się o 7:00, zrobiłam sobie pożywne śniadanie i wypiłam kawę. O 8:00 wyjechałam z domu, a o 9:30 umówiłam się z dziewczynami pod uniwersytetem. Do mojego samochodu wsiadła czwórka, a do Veronici, pozostała trójka. Ruszyłyśmy konkurs miał się rozpocząć o 14:00. Jechałyśmy gadając o wszystkim i o niczym. Po długich godzinach wjechałyśmy autostradą do Manchesteru, a potem mój GPS wskazywał nam drogę do hali, gdzie miał się odbyć konkurs. Zaparkowałam. Wypakowałyśmy swoje rzeczy i poszłyśmy dowiedzieć się czegoś.
-Dzień dobry…- powiedziała Lily.- My jesteśmy z uniwersytetu z Londynu.
-Londyn, czyli panie są jedyne… Dwa uniwersytety się wycofały… Reprezentujecie panie stolicę.
Otworzyłyśmy szeroko oczy. Grubo…- szepnęła Jade.
Dostałyśmy wykaz i życzono nam powodzenia.
Miałyśmy być piąte, nasz występ planowo był ustalony na 15:20, miałam nadzieję, że zdążę.
Powiedziałam dziewczynom o moich planach i obiecały mi, że będą się szybko zbierać. Przebrałyśmy się w stroje, udostępniono nam salę do rozgrzania się itp.
Zrobiłyśmy sobie rozgrzewkę, przetańczyłyśmy układ pięć razy i wychodził świetnie. Lily razem z Jade robiła nam fryzury, a ja i Lucy makijaże. Byłam właśnie w czasie malowania, gdy zadzwonił mój telefon. Jade spojrzała na ekran telefonu, który leżał na parapecie, 10 metrów ode mnie.
EJ HARRY DZWONI!!!
Powiedziała głośno, a wszystkie prócz mnie i Lucy podbiegły.
-Która odbiera?- spytała Lily.
-Ja.- krzyknęła Veronica.
Dawaj na głośnik!- powiedziała Jade.
Halo?
Eee… Gracie?
Gracie nie ma, a kto mówi?
Kilka dziewczyn głośno zachichotało.
Harry, a z kim ja mam przyjemność?
Dużo tu nas, mam wymieniać?
Nie trzeba, a jest tam gdzieś Gracie koło was?
Maluje się.
To przekażcie jej, żeby zadzwoniła później, ok.? A no i życzę wam powodzenia.
Dziękujemy!
Powiedziały chórem i połączenie zostało zakończone.
-Ach wy…- powiedziałam.
Lucy zaśmiała się i dokończyła makijaż. Po 10 minutach byłam gotowa, a również dochodziła godzina naszego występu. Napisałam Hazzie, że przepraszam za dziewczyny, nie dziękuję, żeby nie zapeszyć i że go mocno kocham!!!
University Collage London
 Weszłyśmy na podest, gdzie miałyśmy tańczyć, Lucy podała płytę i numer nagrania. Zaczęło się. Piruety, szpagaty, wymachy, a przede wszystkim nasze długie włosy wirowały w rytm piosenki. Po 4 minutach koniec. Byłyśmy z siebie dumne. Jury podziękowało nam i Lucy podała numer telefonu do sekretariatu Uniwersytetu, na który zadzwonią z wynikami. Przebrałyśmy się. Miałyśmy jeszcze z 20 minut wolnego, więc zajechałyśmy do pobliskiego Starbucksa. Kupiłyśmy kawy i wsiadłyśmy do samochodów. Podczas jazdy wysłałam sms-a do Lou i ta odpisała mi wszystko z podpisem: Nic nikomu nie powiem, będzie niespodzianka, czekam na ciebie :*.
Około 19:00 dojechałyśmy, zaparkowałam pod uniwersytetem i pożegnałam się z dziewczynami z piskiem opon ruszyłam do domu, tam zaparkowałam samochód i zadzwoniłam po taksówkę, ta zawiozła mnie na lotnisko. Oddałam bagaż udałam się do odprawy i wsiadłam do samolotu. Wystartował. Odetchnęłam. Zdążyłam. Uff… Obok mnie przez cały lot było wolne miejsce. Przysnęłam na kilka godzin, więc nie czułam się zmęczona gdy wylądowaliśmy. W LA, było ciepło, no ale nie że gorąco. Odpięłam kurtkę i odebrałam bagaż. Kilka osób zrobiło mi zdjęcia, ale ja zasłoniłam lekko ręką twarz i poszłam do postoju taksówek. Wsiadłam do jednej i podałam adres. Pojazd po 30 minutach zaparkował, kierowca wyjął mi walizkę, poszłam do recepcji. Kobieta powiedziała, że powiadomiono ją o moim przyjeździe i wręczyła mi kartę do pokoju. Pojechałam na ostatnie piętro. Weszłam do pokoju. Na łóżku leżały ciuchy Harry’ego, a na podłodze skarpetki. Odłożyłam walizkę i przebrałam się w bokserkę, krótkie materiałowe spodenki, związałam włosy w kitkę i narzuciłam na szyję ręcznik. Lou mi napisała, że są na siłowni. Uśmiechnęłam się. Zjechałam windą do podziemi, dookoła pakowało wielu mięśniaków. Zauważyłam stojącego przy drzwiach Eda. Uśmiechnął się szeroko, gdy mnie zobaczył.
-Harry pakuje, czy biega?
-Pakuje.
Wskazał głową na mojego chłopaka, który stał w rogu i po, Mark, trener chłopaków stał obok i mówił cos do niego. Obserwowałam go, a palce w żebra wbił mi Louis.
-A ty co się czaisz…- powiedział.
Przywitałam się z nim.
-Zrób wejście, Grace. Szczęka mu opadnie.
Zaszłam od drugiej strony i weszłam na bieżnię dwa miejsca obok, Harry głośno oddychał i był zajęty wyłącznie pakowaniem. Zaczęłam biec. Spoglądałam kątem oka, na mojego chłopaka. Jego klatka piersiowa była taka… mokra… Jezu… zaraz się rozpłynę. Biegłam przed siebie, cicho podśpiewując piosenkę. Harry odłożył hentla i zaczął dychać głośno. Zamknął oczy.
-Fajna klata, ziom…- powiedziałam do niego.
-Dzięki.- rzucił i po kilku sekundach spojrzał na mnie, gdy ja patrzyłam przed siebie i biegłam dalej.
Usiadł i patrzył się badawczo marszcząc brwi. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Co ty tu robisz?!- wypalił po chwili.
-Biegam na bieżni w LA i mówię ci, że masz fajną klatę…  ziom…
-Ale Gracie… Eeee… Ja nie rozumiem.
Zatrzymałam bieżnię.
-Przyjechałam do ciebie, nie jesteś szczęśliwy?
-Na dziś wystarczy…- powiedział Mark, trener.- Najwyżej możecie razem pobiegać.
Trener odszedł do Nialla, który był po drugiej stronie, a Hazz podszedł do mnie. Położyłam mu dłonie, na rozgrzanej klatce, był taki gorący w obydwu tego słowa znaczeniach… Dłonie przeszły na szyję, a jego ręce wylądowały na moich biodrach, a następnie kości ogonowej.
-Przyjechałaś do mnie…- mruczał.
-Yhym…
Pocałowaliśmy się namiętnie, a gdy oderwaliśmy po jakimś czasie czterech chłopaków patrzyło się i śmiało z nas.
-Ale śmieszne…- powiedziałam.
-Zazdrośni, że moja jest ze mną?- powiedział Harry pokazując wszystkim język.
-Ha, ha, ha…- odpowiedział Liam.
-Harry musisz się zbierać, jedziesz z Niallem na wywiad o 18:30.- powiedział Paul- menager, który przyszedł w międzyczasie.
-Tak, pamiętam. Ale mam jeszcze trochę czasu…
Odpuściliśmy sobie bieżnię i poszliśmy razem do pokoju, opowiadałam Hazzie o konkursie, moim przelocie, o zamiarze sprzedaży domu itp.
Gdy weszliśmy do pokoju, od razu kazałam Harry’emu iść pod prysznic, jak podczas tego, wykonałam telefon do Lucy, a gdy łazienka się zwolniła ja ją zajęłam. Ubrałam dżinsy i czarną koszulkę. Położyliśmy się na łóżko, przytuliłam się do loczka i pocałował mnie w usta.
-Wiesz, niedługo są twoje urodziny…- zaczął.
-I?
-I chciałem się spytać w jakim klubie chciałabyś mieć imprezę…
Usiadłam i założyłam kosmyk swoich włosów za ucho. Spojrzałam się na Harry’ego.
-Nie chcę imprezy…- powiedziałam cicho.
-Nie chcesz?- spytał zdziwiony.
-Nie, chciałabym spędzić ten wieczór z tobą, nie chcę imprezy, lania się alkoholu i całodziennego leczenia kaca, wolę spokojny wieczór z winem i Tobą… Tylko tobą… Moje dziewiętnaste urodziny chcę spędzić tylko z tobą… Harry…
Uśmiechnął się lekko.
-Jeśli nie chcesz imprezy, to spełnię twoje życzenie… Obiecuję, że będzie wspaniale.
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Zamknęłam oczy i zasnęłam, spałam długo, musiałam odespać podróż samolotem. Gdy się obudziłam w pokoju leżał talerz z gorącym kurczakiem i ryżem. Obok była karteczka:
Pojechałem na wywiad, wrócę wieczorem. Kocham cię! Xx. Harry.
Też cię kocham…- powiedziałam do siebie. Zabrałam się za pałaszowanie obiadokolacji, po zjedzeniu włączyłam gigantyczną plazmę i oglądałam E!. Przeleżałam 2 odcinki, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Proszę…- krzyknęłam.
Do środka wszedł Liam, Zayn i Louis. Wstałam z łóżka.
-Ze względu na to, że twój facet jest na wywiadzie dziś to my zorganizujemy cos dla ciebie.- powiedział Louis.
Spojrzałam na nich dziwnie.
-Nie rozumiem.
-Słuchaj, ubieraj płaskie buty, jakieś wygodne i luźne dresy, góra nie ważna…
-Ale po co?
-Chcemy cię zabrać w fajne miejsce…
-A tam jest bezpiecznie, gdzie mnie zabieracie?- spytałam z uśmiechem na twarzy.
Zaśmiali się.
-Tak…- powiedział Zayn.- Ubieraj się i jedziemy.
-To ja się przebiorę tylko…
-Będziemy czekać przed pokojem.
-Ok.
Ubrałam dresy i rozczesałam włosy. Maznęłam usta pomadką ochronną. Wzięłam małą torebkę i schowałam do niej telefon i kartę do pokoju. Chłopaki gadali ze sobą i uśmiechnęli się gdy wyszłam.
-Idziemy?- spytał Louis.
-Tak.
Zjechaliśmy windą na dół i poszliśmy tyłem do postoju taksówek, wsiedliśmy do jednej i pojazd ruszył po jakichś 40 minutach zaparkowałam pod ogromną halą.
-Boże, gdzie wy mnie wywieźliście…- zaśmiałam się.
Z tyłu zauważyłam blask flesza.
-Nie odwracajcie się… Amerykańscy paparazzi…- powiedział Zayn.
Weszliśmy przez szklane drzwi do środka. Mało mi gały na wierzch nie wyszły. Ogromny tor kartingowy… Boże… Aż mnie zatrzęsło, stanęłam jak wryta, a cała trójka wybuchła gromkim śmiechem.
-Wiedziałem, że ci się spodoba…- powiedział Zayn obejmując mnie ramieniem. Zza szklanego pomieszczenia wyszedł krótko ścięty facet, który przywitał się z chłopakami.
-Nowa koleżanka?- spytał Zayna.
-Nie, to dziewczyna Hazzy, zabraliśmy ją, bo się nudziła.
-W takim razie zapraszam.
Chłopcy przepuścili mnie przodem i weszłam do przebieralni, mężczyzna podał mi czerwony kombinezon, który nałożyłam i czerwony kask. Chłopcy także się przebrali. Zaprowadzono nas do takiego małego garażu wypełnionego kartingami.  Wsiadłam do pierwszego i go odpaliłam. Zaśmiałam się głośno i wjechałam na tor, facet kazał nam zrobić kilka kółek, by rozgrzać pojazd. Za mną jechał Zayn, a zaraz za nim Liam. Louis był z tyłu. Ostre zakręty.
Przygryzłam wargę i przyspieszyłam. Wooo-Hooo!!! Krzyczałam głośno, a za mną słyszałam krzyk Zayna.
-Grace szybciej!
Dodałam gazu i pędziłam ledwo wyrabiając na zakrętach, ale to było coś czego od dawna potrzebowałam. Adrenalina. Przez to, że jest zima, nie jeździłam na motorze, zapomniałam już, co znaczy igrać z szybkością. Nagle obok mnie ustawił się Louis, który jechał tą samą prędkością co ja, dodałam gazu, a chłopak zaśmiał się i próbował dotrzymywać mi tempa. Byłam szybsza. Znacznie szybsza. Kierownica przekręcała się co chwilkę pod wpływem mojej siły i karting mocno skręcał. Chłopaki głośno się ze mnie śmiali, a ja byłam skupiona na prędkości, która dodawała mi energii. Dojechaliśmy do etapu początkowego. Zatrzymałam się i ściągnęłam na chwilkę kask. Zayn zatrzymał się obok, a Louis i Zayn za nami. Chłopcy także ściągnęli kaski i poprawili fryzury.
-Co jest?- spytał Zayn z uśmiechem na twarzy.
-Mam propozycję…- powiedziałam uśmiechając się i podnosząc jednocześnie brew.
Zaśmiali się głośno.
-Zgaduję, że chcesz wyścig…- powiedział Liam.
-Bingo…
-No dobra, ale jakieś zasady…- powiedział Louis.
-Nie dajecie mi wygrać, macie się ze mną ścigać jak z facetem… Żadnych ulg.
-Ok.- powiedzieli chórem.
-Robimy trzy kółka, ten kto przyjedzie pierwszy jest zwycięzcą…
-Jakieś zadanie dla przegranych?
-Każdy przegrany musi napisać post na Twitterze o tym, jak bardzo ceni wygranego, zgoda?
-Niech będzie…- powiedział Liam z uśmiechem.
Odgarnęłam włosy do tyłu i założyłam kask. Właściciel toru wyszedł zza szklanego pomieszczenia z flagą.
Trzy… Dwa… Jeden… START!
Ruszyliśmy z piskiem, chłopcy wyprzedzili mnie od razu, ale ja pokręciłam głową i powiedziałam do siebie: Nie będę o żadnym z nich pisała miłych słów, jaki jest wspaniały…
Zaśmiałam się do siebie i przyspieszyłam gwałtownie, w zakręt wchodził Liam, po chwili jechałam już obok niego. Spojrzał się na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego i mrugnęłam oczkiem, wyprzedziłam Payne’a i miałam zamiar dogonić Tomlinsona. Jest, mam go… Ale głupi nie jest, jedzie środkiem, by nie dać się wyprzedzić. Próbowałam… Ale raz był po prawej, a raz po lewej. Gdy zjeżdżał w prawo, gwałtownie dodałam gazu i zjechałam na lewo, gwałtownie skręcił przyciskając mojego kartinga do bandy. O nie… Ja się tak nie bawię. Wyprzedził nas Liam, a gdy Louis spojrzał się na swojego przyjaciela z zespołu wykorzystałam sytuację i teraz to Louis jechał przy bandzie, a ja gwałtownie przyspieszyłam i pojechałam do przodu prześcigając i Liama, i Louisa. Został tylko Zayn. Chłopak zaczął trzecie okrążenie, a kończyłam drugie. Jechałam strasznie szybko, ledwo co wyrabiałam na zakrętach. Zayn jechał jak Louis, środkiem… Postanowiłam zrobić tak, jak zrobiłam z Tomlinsonem. Zayn odwrócił głowę na ułamek sekundy i przyspieszył. Ja także. Zrobiło się trochę miejsca obok Malika, więc po chwili jechałam koło niego. Spojrzałam się na Mulata, przygwoździłam go do bandy, Zayn próbował się wyswobodzić. Zwalniając i przyspieszając ale bez skutku. Śmiałam się głośno. Moim oczom ukazała się meta, byłam żądna wygranej. Tak mało mi zostało. Jechałam razem z Zaynem jednakową prędkością. Przejechaliśmy linię mety, powoli hamowaliśmy, co przy tak dużej prędkości od razu nie jest możliwe. Gdy się zatrzymaliśmy, ściągnęłam kask i zaczęłam się śmiać.
-Kto wygrał?- spytał uśmiechnięty Zayn faceta z flagą.
-Ty i Grace.
-Obydwoje?- spytałam z niedowierzaniem.
-Równocześnie przejechaliście linię mety.
Podaliśmy sobie ręce, a Liam i Louis byli źli, zniesmaczeni, może trochę rozgoryczeni.
-Grace oszukiwała…- krzyknął Louis z uśmieszkiem na twarzy.
-Ja?- spytałam, a Zayn wybuchnął śmiechem.
-Dobrze jeździsz, naprawdę, szacunek…- powiedział Liam.
Uśmiechnęłam się.
-Przyznaj Tommo, jeździ lepiej od ciebie…- powiedział facet.
Czułam się wyższa od niego, od wszystkich… Byłam dumna z siebie. Jak cholera…
Louis spojrzał na mnie.
-Przyznaję, jeździsz lepiej, ale… Kiedyś się odegram…
-Czekam na rewanż…
Odprowadziliśmy kartingi do garażu i poszliśmy zdjąć kombinezony. Podziękowaliśmy za udostępnienie toru. Wsiedliśmy do podstawionego samochodu, Cal siedział za kierownicą i gdy usadowiliśmy się w środku, ruszył. Miałam 5 nieodebranych od Harry’ego.
Spojrzałam na Zayna.
-Nie zapomnijcie, co macie napisać…- powiedział Mulat.
-Pamiętamy… Jak wrócimy, nie mamy telefonów.- powiedział Liam z uśmiechem.
-Lou?
-Tak?
-Jak Eleanor, co u niej?
-Dobrze, skończyła się jej przerwa, wróciła na zajęcia.
-Ja jak wrócę to też wracam…- westchnęłam ciężko.
Spytałam Zayna i Liama o Danielle i Perrie. Po 40 minutach Cal zaparkował pod hotelem, a my weszliśmy do środka. Chłopaki opowiadali jak byli kiedyś w piątkę na torze i wtedy to Harry wygrał… Uśmiechnęłam się szeroko.
-… jeździ tak samo brutalnie jak ty…- powiedział Zayn nie przestając się śmiać.
Wjechaliśmy na nasze piętro, nabrałam ochoty na coś słodkiego.
-Ma któryś ochotę iść ze mną do pobliskiej cukierni?
-Ja mogę iść…- powiedział Liam.
-Ja też.
-Ja właściwie też.
Weszłam na chwilkę do pokoju i wzięłam portfel.
-Postawię wam kremówki…- mrugnęłam do trójki oczkiem.
Zjechaliśmy znów na dół i wyszliśmy głównym wyjściem na dwór. Było mi gorąco, adrenalina buzowała we krwi. Wstąpiliśmy do Starbucksa po picie. Kupiliśmy wszyscy sobie karmelowe latte.
-El przekonała mnie do tej kawy…- powiedział Lou uśmiechając się do siebie.
-Obydwie uwielbiamy tę kawę.
Potem poszliśmy po słodkości. Kupiłam ciastka i kremówki, które zapakowano do specjalnych trzech  pudełeczek. Kłócili się, bo chcieli płacić, ale ich wyśmiałam i powiedziałam, że nie ma mowy. Poszliśmy z drugiej strony. Szłam pośrodku. Między Liamem, a Zaynem, Louis szedł kawałek z tyłu i rozmawiał z El przez telefon.
-Prześlij jej ode mnie gorące buziaczki…- powiedziałam donośnym głosem.
Przekazał, a ja kontynuowałam rozmowę z chłopakami o najnowszych modelach ścigaczy.
-Ten, co go wypróbowałaś wtedy, jest genialny…- powiedział Zayn biorąc łyka kawy.
-Cieszę się, że dobrze się spisuje…
Uśmiechnęłam się.
-A jak ten turniej co z Lucy brałaś udział?- spytał Liam.
-Czekamy na wyniki.
-Jaka jest nagroda za pierwsze miejsce?
-Z tego co wiem to jest to udział w turnieju już na całe Stany i poszczególne kraje Europy. No i tygodniowe warsztaty z  sławnym choreografem Nick’iem Demoura. Nie mogę się doczekać wyników.
-Kiedy mają być?
-No…- nie dokończyłam, bo zaczął mi dzwonić telefon.
Przeprosiłam chłopaków. Odeszłam na bok i odebrałam.
Halo?
Dzień dobry, z tej strony Kimberly Jenkins.
Dzień dobry pani profesor…
Grace dzwonili do mnie organizatorzy tego turnieju.
Tak? I?
Zajęłyście drugie miejsce.
Drugie? Chyba było mi przykro.
Ale mam dla ciebie  i dla dziewczyn niespodziankę…
Jaką?
Mimo, że zajęłyście drugie miejsce, to jury powiedziało, że wy też MUSICIE jechać na te warsztaty.
Naprawdę? – wykrzyknęłam.
Tak, jeśli możesz to powiadom wszystkie dziewczyny, jak wrócicie do szkoły to wszystko wam przedstawię cały plan podróży do NY.
Kiedy to ma być?
Na początku lutego.
Dobrze, dziękuję za informację.
Nie ma za co, gratuluję.
Dziękuję, do widzenia pani profesor.
Do widzenia.
Rozłączyłam się.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA…- wydarłam się.
Cała trójka spojrzała na mnie.
-Co się stało?
-Jedziemy do NY!!!- wykrzyknęłam.
Każdy z chłopaków mnie przytulił i gorąco pogratulował.
-Chodźcie wracamy…
Napisałam do wszystkich dziewczyn sms-a z wiadomością, że zajęłyśmy drugie miejsce i że jedziemy do NY. Doszliśmy do hotelu i dałam chłopakom kremówki do zjedzenia. Porozchodziliśmy się do swoich pokoi. Harry leżał na łóżku i jeansach i oglądał telewizję.
-Gdzie byłaś?- spytał.
-Byłam najpierw z chłopakami na torze kartingowym, a potem poszliśmy do cukierni i na kawę.
-Miło spędziłaś wieczór?
-Bardzo.
-To dobrze.- uśmiechnął się i zaglądnął do torby z ciasteczkami. Wziął łyka mojej kawy i zjadł dwa ciastka.
-Harry, dowiedziałam się dziś, że zajęłyśmy drugie miejsce w turnieju i jedziemy na początku lutego do NY na warsztaty i turniej!!!
-Naprawdę?!- przytulił mnie.- To wspaniale. Bardzo się cieszę.
Pocałował mnie w usta. Mmmmmm… Uwielbiam te jego malinowe usta… Harry włożył rękę pod moją bluzkę i zaczął majstrować przy zapięciu stanika. Moje dłonie jeździły po jego szyi, a po chwili przeniosły się na jego gęste włosy. Harry całował moją szyję posadził mnie sobie na biodrach. Całował mnie namiętnie, ściągnęłam z niego koszulkę i wpiłam się w jego rozgrzane usta. Gdy tak się całowaliśmy na dobre. Moje dłonie powędrowały do paska od spodni Harry’ego i odpięłam go zręcznie, potem złapałam za guzik od spodni. Zeszłam Harry’emu z bioder, by szybko ściągnął spodnie. Sama też pozbyłam się swoich, co zajęło mi o kilka sekund więcej czasu. Harry wziął mnie na ręce i położył na łóżko, górował nade mną. Przyciągnęłam go do siebie oplatając go wokół pasa. Harry oparł się rękoma o ramę łóżka i przygryzł zawadiacko wargę. Uśmiechnęłam się szeroko i znów połączyłam nasze usta w nieprzerywalnym pocałunku. Dotknęłam obydwiema dłońmi jego żeber, poczułam że przechodzi go dreszcz. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy prosto w oczy. Dzielił nas milimetr, ale nie robiliśmy nic prócz patrzenia sobie w oczy. Jego szmaragdowe płonęły.  Połączył nasze usta w kolejnym magicznym pocałunku, nasze oddechy były coraz szybsze… Znacznie szybsze… Harry ściągnął ze mnie koszulkę, a następnie nasza bielizna wylądowała na podłodze, chłopak zrobił jeszcze co trzeba i…


Życzę Wam wszystkim wspaaaniałego Dnia Kobiet :*** Miłego czytania!!!

środa, 5 marca 2014

Rozdział 27.



Tydzień później…
Dziś wróciłam z Harrym do domu po imprezie noworocznej organizowaną przez Little Mix na Bahamach, było naprawdę świetnie, a przede wszystkim ciepło. Tańczyliśmy wszyscy do białego rana, każdy z każdym, nawet dziewczyny tańczyły ze sobą, ale to jak było już grubo… Domki na plaży były śliczne, każda para miała do wyboru, Harry wybrał ten z samego boku, już ja wiedziałam dlaczego… Tak… Ale te nocki z nim, nawet czasami poranki i przerwy pomiędzy opalaniem były… Jezu… no świetne… Już wiem co go kręci… Powiedzieć? No dobra powiem… 

Czerwona bielizna. 

Któregoś dnia założyłam ją tak normalnie pod bluzkę, a ten normalnie rozbierał mnie oczami, a świra dostał, jak zobaczył, że ta bielizna jest czerwona. Tsaaaa… Wszyscy się świetnie bawili, poznałam bliżej chłopaków i ich dziewczyny, polubiłam wszystkie: Danielle, Perrie i Eleanor (która już wcześniej miała ze mną dobre kontakty). Bywało, że chłopaki wychodzili razem na piwo, do pobliskiego barku, a my się zbierałyśmy w domku którejś i gadałyśmy godzinami, dopóki ci napruci jak bele nie wrócili. Najgorzej było z Louisem i Niallem. Ja i Danielle śmiałyśmy się najgłośniej z ich stanu. Impreza noworoczna odbyła się na plaży, przyjechały inne dziewczyny z Little Mix ze swoimi chłopakami i wiele różnych znajomych chłopaków i dziewczyn.

Obudziłam się koło 13:50 (o 7:00 wylądowaliśmy w Londynie i gdy wróciliśmy od razu poszliśmy spać). Harry spał z otwartymi ustami, a ja myślałam, że się posikam, jak go zobaczyłam. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie herbaty, odmroziłam lasagnę i przygotowałam ją. Harry jakąś godzinę później zszedł na dół i zjadł ze mną.
-Mam pomysł na wieczór… - powiedział Harry uśmiechając się.
-Jaki?
-Masz ochotę na malowanie?
-Czego niby?
-No mieszkania… Chłopaki nam już trochę pomalowali, został tylko salon, meble mają przyjść w przyszłym tygodniu, ogarniemy do końca, żeby się niedługo wprowadzić.
-Niech będzie.- uśmiechnęłam się i rzuciłam się Harry’emu na szyję.
Ubraliśmy się odpowiednio i wyjęliśmy z garażu farby potrzebne.
Harry wrócił do domu po pędzle i wałki, a ja wpadłam na świetny pomysł.
-Kotku…- powiedziałam przeciągle.
-Tak?
-A może byśmy przenocowali tam? Wzięłabym kołdrę poduszki, trochę jedzenia i obowiązkowo wino.
Uśmiechnął się szeroko.
-Zgadzam się.
Pobiegłam na górę i złożyłam kołdrę, poduszki i zapakowałam je do samochodu, potem zrobiłam kanapki i zapakowałam dwa kieliszki oraz wino. Włożyłam je do mojej torby i wsiedliśmy do samochodu. Nie braliśmy telefonów, nie chcieliśmy, by ktokolwiek nas rozpraszał… Po godzinie dojechaliśmy wreszcie i z ze wszystkim jakoś weszliśmy na górę. Rzuciłam kołdrę i poduszki na materac i zabraliśmy się do malowania. Mieliśmy już za sobą pierwszą ścianę, gdy Harry wziął farbę na palec i zrobił mi kropkę na nosie.
Spojrzałam na niego unosząc brwi. Wzięłam trochę farby na palec wskazujący, środkowy i serdeczny no i zrobiłam mu linię od czoła z boku oczu aż do brody… Harry spojrzał na mnie, a ja wiedziałam co powinnam zrobić… Uciekać gdzie pieprz rośnie. Z krzykiem wybiegłam z salonu i ruszyłam do sypialni, potem wyminęłam Hazzę i znów wróciłam do salonu, złapał mnie za biodra i wysmarował mi całe policzki, czoło, brodę  farbą. Darłam się wniebogłosy.
-KONIEC!!!- krzyknęłam.- Wróćmy do malowania.
Malowaliśmy kolejne ściany, ja poprawiałam pędzlem po Hazzie, który w niektórych miejscach był nie uważny. Potem poprawiliśmy jeszcze prześwity na ścianach w sypialni. O 20:00 rzuciliśmy się zmęczeni na materac i na szczęście już czyści od farby. Dobrze, że łazienkę mamy zrobioną… Chwała przyjacielowi Hazzy...
Harry wstał po chwili i przyniósł dwa kieliszki wina. Uśmiechnęłam się na ich widok.
-Proszę…- podał mi kieliszek.
Zamoczyłam usta, a do mojego nosa doszedł zapach alkoholu. Harry położył się obok mnie, wziął łyczka i odłożył swój kieliszek na podłogę, dotknął dłonią mojego policzka. Kosmyk moich poplątanych włosach wylądował za moim uchem. Harry przybliżył twarz do mojej i musnął moje usta, ja też odłożyłam kieliszek i dotknęłam dłonią jego policzka. Delikatne muśnięcia przerodziły się w namiętne pocałunki, jak zawsze…
Nagle…
Odezwał się…
Mój brzuch burcząc przeraźliwie głośno.
-Co to było?- spytał.
-Nooo… Tego… Chyba ja…
-Jak ty?
-No mój brzuch…
Harry wybuchnął śmiechem.
-Zaraz zrobię coś…
-Kanapki są w pudełku…
-Zapomniałem, że tu nie ma kuchenki.
Pocałował jeszcze raz i zszedł z materaca. Podążył do kuchni nie-kuchni. Wzięłam łyczka wina i usiadłam. Harry przyniósł kanapki przygotowane przeze mnie w południe. Zjedliśmy je szybko, a potem dokończyliśmy pić wino. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, stykaliśmy się kolanami i uśmiechaliśmy do siebie.
-Nie mogę się doczekać, kiedy się tu wprowadzimy.
-Ja też.
-Nie będę miała znów czasu, by pomóc ci w uporządkowaniu wszystkiego, bo będę mieć zajęcia…
-Matko, zapomniałem!- puknął się w głowę.
-O czym?
-Dzwoniła do mnie Lucy i kazała ci przekazać, że nie macie zajęć jeszcze przez tydzień, bo za trzy dni jedziecie do Manchesteru na turniej taneczny.
-Czemu nie zadzwoniła do mnie?
-Nie odbierałaś, więc zadzwoniła do mnie.
-Kiedy ci to powiedziała?
-Jak byliśmy na Bahamach, dzień przed imprezą noworoczną.
-Aha, czyli muszę się umówić z dziewczynami na trening. Najważniejsze, że stroje mamy, zrobimy sobie dłuższą próbę by utrwalić sobie układ.
-Chyba tak.
Pocałowałam go szybko i wzięłam łyka wina. Jako, że w mieszkaniu było ciepło rozebrałam się do bielizny i położyłam pod kołdrę, Harry zrobił tak samo. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i pocałowałam jednego z wytatuowanych ptaszków. 
Love me, Love me
Say that you love me…

Podśpiewałam cicho.
-Znasz piosenki Justina Biebera?
-A ty?
-No ja znam.
-Ja też trochę, a skąd znasz?
-Niall jest jego fanem, teraz się z nim koleguje, Zayn też.
-Fajnie.
Uśmiechnęłam się.

Harry
Przeniosłem wzrok na jej prawie nagie plecy, przejechałem opuszkiem palca po kręgosłupie, pojawiła się tam gęsia skórka. Uśmiechnąłem się do siebie. Aż tak na nią działam? Że aż dostaje gęsiej skórki? Położyłem rękę na jej żebrze i przyciągnąłem wyżej do siebie, tak, żeby jej głowa leżała koło mojej. Jej oczy znów miały inny kolor wczoraj miała bardzo ciemne piwne, a dziś są czarne, jak węgle. Położyła dłoń na mojej klatce piersiowej i przeniosła na nią wzrok. Wplotła palce w moje włosy i zaczesała mi grzywkę do tyłu. Potem pocałowała moją brodę i wtuliła się w klatkę. Zasnęła. Słyszałem jej ciche posapywania. Pocałowałem ją w czoło i sam także zasnąłem.

Grace
Następnego ranka otworzyłam oko, po stronie na której spał Harry nikogo nie było. Poprawiłam włosy i usiadłam na materacu. Nałożyłam na stopy skarpetki. Weszłam do kuchni, tam też go nie było, potem do łazienki, tam także, następnie do pustej jeszcze garderoby i pokoju gościnnego. Zmarszczyłam brwi, gdzie on poszedł? Machnęłam na to ręką. Nie zgubi się. Spojrzałam przez okno, a przez drzwi wejściowe wszedł Harry ze świeżymi kawami ze Starbucks’a, torbą ciepłego i świeżego pieczywa oraz reklamówką z…
Przyjrzałam się.
Z jogurtami.
-Myślałem, że będziesz spać jak wrócę…
-Obudziłam się i myślałam, że uciekłeś ode mnie…
Zrobiłam smutną minkę, ale zaraz potem się rozchmurzyłam. Harry położył na małym stoliku zakupy i uśmiechnął się. Prócz jogurtu była jeszcze litrowa butelka wody. Wzięłam torby i kawy i zaniosłam je do sypialni, Harry spojrzał na mnie.
-Zjemy w łóżku…- mrugnęłam do niego okiem.
-Ok. Niech będzie.
Harry rozebrał się z kurtki i czapki i zaraz przyszedł do pokoju. Usiadłam sobie po turecku i przykryłam nogi kołdrą. Otworzyłam delikatnie jogurt, a Hazza rozerwał bułkę na dwie części. Zamoczyłam połówkę bułki i wzięłam gryza. Popiłam kawą i kolejny raz zamoczyłam bułkę. Na moje nieszczęście trochę jogurtu spadło na mostek pomiędzy piersiami.
Cholera jasna…
Harry uśmiechnął się zawadiacko i uniósł brew. Poprawił się na łóżku, tak jakby chciał pozbyć się tego jogurtu z mojego ciała. Starłam dużą kropkę palcem i wytarłam o chusteczkę.
-Lepiej jedz kochanie.- powiedziałam i uśmiechnęłam się triumfalnie.
Pokręcił głową, po 15 minutach śniadanie było zjedzone, a kawy wypite, położyliśmy się na poduszkach i przytuliliśmy. Przysnęłam na chwilkę, ale był to taki lekki sen. Otworzyłam oczy.
-Chyba musimy wracać do domu Harry.- powiedziałam cicho.
-Też tak sądzę.
-To co zbieramy się?
Kiwnęłam głową i wstałam z materaca.
-Wiesz…- powiedział, gdy przechodziłam przez drzwi.
-Tak?- odwróciłam się.
-Masz najładniejszą pupę, jaką widziałem…
Uśmiechnął się.
-Jak poćwiczę, będzie jeszcze lepsza.- powiedziałam mrużąc oczy, przygryzłam wargę, weszłam do salonu, ale zorientowałam się, że moje rzeczy zostały w sypialni. Zajrzałam do środka. Harry stanął tyłem do drzwi i poprawiał włosy, schylił się po rzeczy, a ja go klepnęłam w tyłek, po czym zabrałam rzeczy i najzwyczajniej w świecie zwiałam do łazienki. Zamknęłam się w środku, ubrałam się we wczorajsze dresy i wyszłam z pomieszczenia. Harry stał ubrany i patrzył czy farba wyschła.
-Jest ok.  
Złożyłam kołdrę, Harry wziął wałki i pędzle w reklamówkę, by umyć je w domu, wiaderko farby wyrzuciliśmy od razu. Załadowaliśmy pościel i poduszki do samochodu. Harry wrócił się jeszcze, by sprawdzić, czy wszystko wzięliśmy, potem wrócił i ruszyliśmy do domu. Miałam ochotę na długą kąpiel z pianą. Pognałam na górę i sprawdziłam czy ktoś nie dzwonił do mnie. Okazało się, że miałam 27 nieodebranych od Lucy, 14 od Tyler, 6 od Lily.
Wiadomość była jedna od Lucy: Jak wrócisz TO NATYCHMIAST MASZ DO MNIE DZWONIĆ!!!
Włączyłam wodę, by się nalewała, a ja wykonałam telefon do przyjaciółki.
JA CIEBIE CHYBA ZABIJĘ!!!- wydarła się do telefonu.
Co się stało?
Konkurs nie jest za tydzień, jest pojutrze!
ŻE CO?!
Dzwoniła do mnie wczoraj Jenkins, że dzwonili do niej. Musimy dziś zrobić próbę Grace, OBOWIĄZKOWO!
Masz rację, ale gdzie?
Julie mi mówiła, że wyśle mi zaraz adres, jej chłopak pracuje w szkole tańca i spytał się właściciela, czy możemy wynająć salę na kilka godzin, no i on się zgodził.
Jak ci wyśle, to od razu do mnie wysyłaj.
Ok., jakby co zrobimy próbę tak o 15:00, weź sobie dużo picia, bo będziemy ćwiczyć do bólu, aż wszystko nie wyjdzie perfecto.
Dobrze.
Odetchnęła.
A jak mieszkanie?
Meble przychodzą w przyszłym tygodniu, a ściany i podłogi są gotowe.
Bardzo się cieszę…
Usłyszałam nawoływanie z dołu.
-Gracie?
Lucy, muszę kończyć, Harry mnie woła.
Ok., do zobaczenia.
Pa.
-Słucham?
Zeszłam na dół.
-Paul do mnie dzwonił…
Był zakłopotany.
-I?
-… jutro wieczorem wyjeżdżam z chłopakami do LA na kilka dni, mamy tam koncert i kilka wywiadów.
-Jutro?
Od razu zrobiło mi się przykro, że nie będzie obecny na moim występie.
Kiwnął głową.
-Coś się stało?
-Pojutrze mam konkurs…
-Pojutrze? Przecież miał być za tydzień.
-Ale przesunęli termin.
-Cholera jasna… Chciałem to zobaczyć…
Było mu strasznie przykro. Miał minę, jakby miał zaraz zacząć płakać.
-Innym razem…- powiedziałam uśmiechając się lekko.
-Wtedy będę na pewno.
-Trzymam cię za słowo.
Musnęłam jego usta, a mój telefon wydał dźwięk sms-a. Był to adres tam gdzie mamy ćwiczyć.
-O 15:00 mam próbę z dziewczynami.
-Zawieźć cię?
-Nie będziesz tam ślęczał do nocy…
-Aż tak długo?
-Ostatnia próba, musimy poćwiczyć.
-Ok. Mógłbym zaprosić chłopaków na mecz?
-Oczywiście, ale nie pijcie za dużo. Musicie jutro funkcjonować.
Pocałował mnie w czoło.
Poszłam na górę i wzięłam kąpiel. Przeleżałam godzinę w gorącej wodzie. Umyłam włosy, które potem wysuszyłam, zrobiłam sobie wysoką kitkę, ubrałam dresy i spakowałam do torby Conversy. Dochodziła 13:50. Musiałam ruszać, bo sala treningowa była po drugiej stronie miasta, a nie chciałam się spóźnić. Harry pichcił coś, bo ślicznie pachniało. Wzięłam dwie butelki wody.
-A mniej więcej nie wiesz, o której wrócisz?
-Nie mam zielonego pojęcia.
Kiwnął głową. Pocałował mnie w usta.
-Posprzątam trochę.
Uśmiechnęłam się.
-Dziękuję, kocham cię skarbie.
-Ja ciebie też.
Założyłam kurtkę, emu, czapkę i szalik. Wsiadłam do samochodu i położyłam torbę z rzeczami na siedzeniu obok. Ostrożnie przejechałam przez bramę i ruszyłam. Po godzinie i 20 minutach dojechałam. Słyszałam już z zewnątrz dźwięki piosenek. Weszłam na pierwsze piętro. Przywitałam się z dziewczynami, ściągnęłam kurtkę pozostając jedynie w dresach i luźnej koszulce, zmieniłam buty i zaczęłyśmy. Lucy włączyła piosenkę i zaczęłyśmy. Na początku to była totalna porażka, wpadałyśmy na siebie, byłyśmy podłamane naszym poziomem, który wcześniej był o wiele bardziej zadowalający. Ale wzięłyśmy się do kupy i zaczynało być coraz lepiej.
Minęła już trzecia godzina, jest coraz lepiej z techniką tańca, ale my jesteśmy coraz bardziej zmęczone. Zrobiłyśmy sobie 30 minut przerwy, Lily, Lucy i ja poszłyśmy do pobliskiej chińskiej knajpki po jedzenie, wróciłyśmy z torbami, gdy zjadłyśmy i usiadłyśmy, by wszystko w brzuchu się ułożyło. Wypiłam już pierwszą butelkę wody.
Na dworze zdążyło się zrobić ciemno. Po odpoczynku, znów wzięłyśmy się do roboty. Po kolejnych dwóch godzinach razem z czterema innymi dziewczynami robiłyśmy gwiazdy, a gdy wychodziły nam perfekcyjnie połączyłyśmy je do układu. Dopiłam do połowy drugą butelkę wody i spojrzałam na telefon. Żadnych wiadomości… Chłopaki pewnie oglądają mecz. Wreszcie po kolejnych trzech godzinach nasz układ choreograficzny miał ręce i nogi, wszystko wyszło perfekcyjnie, byłyśmy dumne z siebie i z tego, że nie zmarnowałyśmy popołudnia i wieczoru, a spożytkowałyśmy go wspólnie tańcząc i doskonaląc się. Spojrzałam na zegarek 23:36.
-Chodźcie idziemy już…- powiedziała Veronica.
-Jestem za.- powiedziałam.- Harry jutro wyjeżdża do L.A.
-Biedna, nie będziesz widzieć swojego ukochanego.
-Taaa… Biedna ja.
Idąc do swoich samochodów ustaliłyśmy, że pojedziemy dwoma samochodami, ja wezmę ze sobą czwórkę, a Veronica, która ma dużego Jeep’a pozostałą trójkę. Pożegnałyśmy się i pojechałam do domu. W garażu zaparkowałam punktualnie o 1:00. Wyszłam z samochodu i weszłam do domu. Panowała tu cisza, dom błyszczał, na stole została tylko miska z resztkami chipsów. Weszłam na górę, wzięłam czystą bieliznę i poszłam wziąć prysznic. Harry spał słodko. Czułam, że moje ciało jest zmasakrowane, dosłownie. Położyłam się koło loczka, przebudził się i spytał:
-Jak było?
-Dobrze, a ty jak mecz z chłopakami?
-Byli tylko Louis i Zayn.
-Aha. Wspaniale posprzątałeś, dziękuję…
-Nie ma za co…
Przytuliłam się do jego klatki piersiowej i zasnęłam.

Harry
Gdy obudziłem się następnego ranka byłem trzymany w uścisku przez Grace. Jej noga była między moimi, a głowa wtulona w moją klatkę piersiową. Miała na sobie taki ładny kremowy stanik, który kurczowo przylegał do jej piersi. Uśmiechnąłem się na widok jej lekko otwartych ust, musiała spać naprawdę mocno, nie chciałem ryzykować obudzenia jej, więc odpuściłem sobie na razie wstanie z łóżka i robienie śniadania. Pocałowałem ją w czoło, a ona poprawiła się i mocno skrzywiła twarz. Bolało ją coś, pewnie mięśnie. Mruknęła coś pod nosem i spała dalej. Moje powieki znów zrobiły się ciężkie, przysnąłem. Gdy ponownie otworzyłem oczy Gracie nie spała, bawiła się moimi loczkami. Uśmiechnęła się szeroko.
-Dzień dobry śpiochu…
Szeptała. Uwielbiałem, gdy tak robiła, to było wtedy takie… podniecające…
-Dzień dobry…- szepnąłem.
Poprawiła się na łóżku, wypinając klatkę piersiową w górę, no cóż, miałem fajne widoki… Jęknęła i przeklnęła ledwie słyszalnie.
-Boli cię?
-Nie mogę wstać z łóżka po prostu… Przetrenowałam mięśnie, ale jak je rozgrzeję, będzie ok. Zaraz pójdę biegać.
-Biegać? Jest strasznie zimno.
-Dam radę.
Podniosła się i usiadła. Myślałem, że zaraz zacznie płakać. Nie mogłem patrzeć, jak cierpi. Wziąłem ją na ręce i pomogłem jej się ubrać. Potem ubraną już zniosłem na dół i zrobiłem śniadanie. Tyle dobrego, że w rękach zakwasów nie miała. No, ale i tak nakarmiłem ją jajecznicą.
-Nigdzie nie pójdziesz Gracie? No chyba że…
-Chyba że?
-Chyba, że pobiegam z tobą…
-Ok.
Poszedłem na górę i ubrałem dresy. Potem nałożyłem Grace adidasy i ja nałożyłem także swoje. Wyszliśmy z bramy i podążyliśmy wzdłuż drogi, po jakichś 6 minutach bezustannego: Ał, Cholera, Szlag, Boli… Grace biegła już normalnie, rozgrzała nogi, złapałem ją za rękę i biegliśmy równym tempem.

Imponowała mi, chłopaki zawsze mi mówią, że najszybciej biegam, a Grace, moja kochana Gracie dorównywała mi tempa, a czasami nawet prześcigała.
-Dobra jesteś…- powiedziałem zwracając uwagę, na „parę” która wychodziła mi z ust przy każdym oddechu.
-W średniej szkole byłam najszybsza z całej klasy z dziewcząt, nawet trenowałam bieganie, ale zbrzydło mi to i moją jedyną aktywnością fizyczną były ćwiczenia Mel B.
-Miałaś mięśnie?
-Miałam szczególnie na brzuchu, ale teraz już ich nie mam, nie ćwiczyłam tego długo.
Grace skręciła w uliczkę prowadzącą do lasku. Byłem za nią jakieś 10 metrów, bo nie zdążyłem skręcić i gdy gwałtownie się zatrzymałem poślizgnąłem się, ale nie przewróciłem. Odwróciła głowę i uśmiechnęła się szeroko. Przyspieszyła niesamowicie, śmiała się głośno, a ja jej melodyjny śmiech odbijał się echem. Byłem już trochę zmęczony, ale także przyspieszyłem tempa. Grace zniknęła mi z pola widzenia, byłem za nią jakieś 20 metrów, skręciłem w uliczkę, Grace biegła szybko i odwróciła głowę.
-Szybko, szybko!- krzyknęła.
Dodałem gazu, już byłem za nią, przebiegaliśmy przez ulicę, a w naszą stronę pędził samochód. Krzyknąłem tylko: GRACE!!!
Rzuciłem się i zakryłem swoim ciałem moją dziewczynę, odskoczyliśmy i wylądowaliśmy na trawie pokrytej miękkim śniegiem. Usłyszałem pisk opon.
Grace wypluła z ust śnieg, który się do nich dostał.
Usiadła.
-Nic ci nie jest słoneczko?- spytałem strzepując śnieg z czapki i ubrania.
-Nie… Nic… Harry…
Przytuliła mnie.
-Uratowałeś mi życie…- szepnęła mi do ucha.- Naraziłeś się dla mnie… Boże, Harry kocham cię…
Pocałowała mnie w usta i przytuliła, zza kierownicy wyszła młoda kobieta była w naszym wieku.
Grace powtórzyła: Ty naraziłeś się dla mnie…
Wstała z miejsca.
ŚLEPA JESTEŚ, ZA DUŻO TAPETY NA OCZACH?! MOGŁAŚ ZROBIĆ MU KRZYWDĘ!!!
Nie wierzyłem co ona mówi. MI krzywdę? Przecież to ona mogła wpaść pod samochód.
TO TY MI WYBIEGŁAŚ NA ULICĘ!!!
PRZECIEŻ TU JEST PRZEJŚCIE I PIERWSZEŃSTWO DLA PIESZYCH, POZA TYM JECHAŁAŚ Z 90km/h.
CHCESZ SIĘ KŁÓCIĆ?!!
JA MOGĘ, MOGĘ TAKŻE  ZADZWONIĆ NA POLICJĘ, TU JEST MONITORING DOSTANIESZ Z 5 KOŁA DO ZAPŁACENIA I OD PŁACZU CI TEN SAMOOPALACZ ZEJDZIE!!!
Kobiecie zrzedła mina.
Mam kontakty…
Powiedziała Grace, a ja uśmiechnąłem się do siebie.
Dajcie już spokój…
Zaooponowałem.
My wybiegliśmy na ulicę, a pani jechała za szybko. Koniec. Każdy ma nauczkę, Grace idziemy do domu.
Ale Harry…
Gracie chciała się kłócić, a ja chciałem to skończyć szybko.
Harry? Harry Styles?
Spytała brunetka poprawiając do tyłu włosy.
Nie poznałam cię. Przeprowadzałam z Tobą wywiad jakiś czas temu we Francji.
Przepraszam, nie pamiętam, Grace idziemy.
Jak chcesz, to mogę zadzwonić później…
Puściła do mnie oczko, a Gracie spięła mięśnie twarzy, oddychała przez nos, niczym rozwścieczony byk od czerwonej płachty.
Musimy iść…
Złapałem Gracie za rękę i ruszyliśmy do domu, gdy weszliśmy w uliczkę prowadzącą do jej domu, wyrwała rękę i szła przodem.
-Grace, po co się z nią tak kłóciłaś?
Żadnej odpowiedzi. Była strasznie zła, za ten tekst babki od wywiadu, za to, że mam mój numer i że ją stamtąd zabrałem. Musiałem jej dać chwilkę, żeby się uspokoiła. Gdy weszliśmy do domu, od razu poszła na górę wzięła czyste rzeczy i poszła wziąć prysznic.
Zaparzyłem dwie herbaty i poszedłem wziąć prysznic na dole. Wyszedłem zawinięty w ręcznik. Grace piła herbatę z jednego z kubków, także była owinięta w ręcznik. Spojrzała na mnie i wzięła kubek na górę. Poszedłem za nią, położyła kubek na komodzie i spojrzała się w lustrze. Zaczęła rozczesywać włosy i je wygładzać. Z końcówek kapały pojedyncze krople wody. Stałem przy łóżku i ją obserwowałem. Odwróciła się i podeszła do mnie dość szybko. Ujęła moją twarz w dłonie i zaczęła namiętnie całować, ni stąd ni zowąd. Jej dłonie błądziły po moim mokrym ciele. Grace robiła się coraz bardziej zachłanna, popchnęła mnie na ścianę. Ale chwilkę potem to ona była przygwożdżona przeze mnie. Całowałem jej szyję, a ona szybko podała mi do ręki portfel. Już wiedziałem o co chodzi… Poszedłem na chwilkę do łazienki, zrobiłem to co trzeba i wróciłem, zerwałem z niej ręcznik i … już każdy wie co było dalej.
Leżeliśmy na miękkim dywanie. Skradaliśmy sobie pocałunki. Patrzeliśmy sobie w oczy i śpiewaliśmy, czy nuciliśmy jakieś melodie.
Musnęła moje usta po raz nasty.
-Musisz się pakować, mój rycerzu na białym koniu…
Uśmiechnęła się.
-Dzięki, że mnie wtedy stamtąd zabrałeś, mogłabym jeszcze jej coś zrobić.
Mówiła to na luzie, spokojnie…
-Która jest?
Odwróciła głowę i spojrzała na zegarek ścienny.
15:56.
-To rzeczywiście muszę.- podniosłem się z dywanu i podążyłem do szafy, by wyjąć czyste bokserki.
-Harry?
-Tak?
Spojrzałem na nią, leżała na brzuchu zasłaniając wszystko, machała nogami wesoło, a brodę podparła prawą dłonią.
-Wiem, że braliśmy prysznic przed, ale może weźmiemy razem po…
Uśmiechnąłem się. Kiwnąłem głową i podszedłem do niej. Wziąłem ją na ręce i weszliśmy razem pod gorący strumień, było wspaniale. Pocałunki, gdy na głowę leje ci się woda. Dotykaliśmy się każdym centymetrem ciała. Pocałowała mnie w czoło, nos i oczy i wyszła z kabiny, opatuliła się ręcznikiem i minutę później miała już na sobie koronkową czarną bieliznę. Wytarła włosy i zaczesała je do tyłu, spryskała je jakimś słodkim płynem, przeczesała je znów i wyciągnęła suszarkę, opuściła głowę w dół i suszyła. Owinąłem pas ręcznikiem i wytarłem sobie włosy, zacząłem się golić, po chwili Grace stanęła na jakimś stołku i zaczęła mi suszyć włosy, uśmiechała się szeroko. Po chwili były suche Gracie zaczesała grzywkę do tyłu i pocałowała mnie w głowę. Dokończyła suszenie swoich włosów, a ja golenie się. Moja dziewczyna wyszła pierwsza z łazienki i skierowała się do szafy, wybrała sobie ubrania i nałożyła je. Ja ubrałem białą koszulkę i te moje „sławenne” rurki, jak to Gracie mówi. Dochodziła 16:30, zszedłem na dół i odgrzałem na lasagnę, Grace natomiast robiła sobie makijaż. Po chwili zeszła, a ja nałożyłem na talerze porcje lasagnii. Karmiliśmy się nawzajem, a Grace śmiała się niepohamowanie.
-Kocham cię wariacie!- powiedziała, gdy wziąłem ją na ręce i kręciliśmy się dookoła.
-Kocham cię wariatko!- powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.
Posadziłem ją na blacie, jej dłonie błądziły po moim ciele, uśmiechała się. Pocałowała mnie czoło.
-Będę tęsknić.
-To tylko tydzień, ale…
-… ale?
-… ja też będę tęsknił.
Przytuliła mnie.
-Musisz się spakować, pomóc ci?
-Jeśli sprawi ci to przyjemność to pewnie.
Wziąłem ją na ręce i zaniosłem na górę, wyciągnąłem z szafy walizkę i zacząłem pakować rzeczy.
-Jaka tam jest temperatura?
-Jest styczeń, więc jest tak, jak u nas późną wiosną, ciepło.
-Ale masz fajnie…
-Plusy tej roboty.
Bo 30 minutach byłem gotowy.
-Masz ładowarkę do telefonu?- spytała Grace z łazienki.
-Cholera…
-I jakbyś do mnie dzwonił?
-Chłopaki mają I-Phony, daliby mi.
Schowałem ładowarkę.
-O której masz samolot?
-O 20:00, ale mam być wcześniej.
-Dochodzi 18:00, jedziemy już?
-Tak szybko chcesz się mnie pozbyć.
Objąłem ją w biodrach, a dłonie położyłem jej na brzuchu, położyła mi rękę na szyi i podrapała za uchem.
-Zostawiłabym cię tu, ale wiem, że nie możesz się spóźnić. Ja jak wrócę, od razu spakuję rzeczy i pójdę spać, więc żadne rewelacje.
Zaśmiałem się.
-W takim razie, chodźmy.
Złapałem za rączkę walizki i zniosłem ją na dół, ubraliśmy kurtki i buty. Zapakowałem torbę do bagażnika i usiadłem za kierownicą. Ruszyliśmy. Za jakieś 1,5 godziny zaparkowaliśmy na parkingu Heathrow. Dookoła jak zwykle były barierki, a pod lotniskiem czekał ochroniarz, który przywitał się z nami. Piski były słyszalne już przy drzwiach lotniska.
-Gotowa na wejście do pełnego krzyku i pisku świata?
-Chyba tak.
Ochroniarz wziął moją walizkę, a ja objąłem Grace ramieniem. Weszliśmy do środka. Wszyscy nawoływali moje imię, jak zwykle typu ożeń się ze mną, kocham cię itp.
Grace trzymała się blisko mnie i chyba niezbyt dobrze czuła się w takiej atmosferze, gdy weszliśmy do specjalnego miejsca, gdzie wszyscy z mojej ekipy oczekiwali na samolot, oczywiście w zamknięciu przed fankami, Gracie odetchnęła, a na jej policzkach pokazały się rumieńce i jeden lekki dołeczek. Przywitałem się ze wszystkimi. Grace usiadła koło Niall’a, a po jej drugiej stronie siedziała Eleanor.
-Niezłe zamieszanie, nie?- powiedział Zayn.
-Dawno tak nie było…- dodał Josh.
-Racja.- powiedziała Lou.
Przyszła do nas obsługa lotniska i zaprosiła nas do odprawy. Znów piski… Postanowiliśmy, że pożegnamy się tu, El poszła z Louisem, a my poczekaliśmy, aż wszyscy wyjdą.
-Będę za tobą strasznie tęsknić, skarbie…- powiedziała uśmiechając się lekko.
-Ja za tobą mocniej słoneczko…
Pocałowałem ją namiętnie, gdy ktoś zagwizdał na mnie, Louis kazał iść już. Przytuliłem Gracie i pożegnałem się z nią jeszcze jednym całusem. Pomachałem jej i wszedłem do tunelu prowadzącego do samolotu.
Wysłałem jej sms-a z buziaczkiem. A ona odpisała jedynie.
Już za tobą tęsknię.
Wsiadłem do samolotu i zająłem miejsce koło Zayna.


No to miłego czytania!!! :* 
Ps. Proszę o komentarze :D