Grace
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam z parkingu, większa
grupa dziewczyn stanęła przed i nagrywała mój odjazd wykrzykując moje imię,
błyskały flesze. Dodałam gazu i zaraz jechałam już spokojną ulicą Londynu. Po
1,5 godzinie zatrzymałam się pod domem i wjechałam do garażu. Spojrzałam na
tylnie siedzenie, było trochę brudno, więc postanowiłam, że odkurzę go. Poszłam
do domu po odkurzacz i włączyłam go. Nagle usłyszałam wołanie…
HALOOOOO…
Nie wyłączając odkurzacza poszłam do drzwi
wejściowych i zobaczyłam w nich rozbierającego się z kurtki Sean’a.
-Cześć siostra… Dawno się nie widzieliśmy…
Przytuliłam go na powitanie.
-Co cię sprowadza?
-A tak przyjechałem…
-Nudzi ci się u Leigh, czy co…
-Nie, jej przyjaciółka zorganizowała dziś wieczorek,
typu mani, pedi… itp.
-I ty nie miałeś co z sobą zrobić tak?
-Dokładnie.
Zaśmiałam się.
-Obawiam się, że akurat dziś nie jestem dobrym
towarzyszem…
-Czemu?
-Jutro z rana wyjeżdżam do Manchesteru, na ten
turniej taneczny, pamiętasz?
Kiwnął głową.
-Właśnie odkurzam samochód, a potem pójdę się
pakować, ale możesz siedzieć tu, dla mnie to nie ma problemu. Gadałeś z Leigh o
przeprowadzce tu?
Uśmiech z jego twarzy zszedł.
-Coś się stało?
-Nic.
-Przecież widzę.
-Posłuchaj Gracie, sądzę, że powinniśmy sprzedać ten
dom i pieniądze podzielić między siebie. Chciałbym kupić mieszkanie dla mnie i
Leigh, ty też się stąd wyprowadzisz, będą tylko problemy z opłatami.
Poszłam wyłączyć odkurzacz i usiedliśmy w salonie.
-Ty mówisz serio?
-Jak najbardziej. Warsztatu absolutnie nie sprzedam,
zbyt wiele znaczył dla taty, ale dom… Słuchaj, każde z nas ma swoje życie, ja
je chcę ułożyć z Leigh, a ty z Harrym… Tak mi się wydaje przynajmniej… Nie ważne.
Przemyśl to, wyjdzie na to na dobre.
Poprawiłam grzywkę.
-Pomyślę o tym.
-To dobrze. Ja nie będę zawracał ci głowy, jadę do
domu.
-Zostań, zrobię coś na kolację.
-Nie, nie, nie, nie trzeba, naprawdę…
-Sean, zostań… Daj mi pół godziny dokończę odkurzać
samochód…
-Ale to nie będzie problem.
-Dawno dla ciebie nie gotowałam zmizerniałeś,
braciszku…
-Leigh jest dobrą kucharką…
-W to nie wątpię, ale dziś to ja stanę za garami.
-Ok, niech będzie.
Sean usiadł na fotelu i włączył telewizor, wróciłam
do garażu i odkurzyłam cały samochód. Potem zrobiłam zapiekankę dla siebie i
brata. Potem poszedł mi wymienić olej do samochodu, choć w ogóle nie prosiłam… Gdy
nakładałam porcję dla Sean’a wpadłam na genialny pomysł.
-SEAN!!!- wydarłam się, żeby usłyszał mnie z garażu.
-CO?!
-Ja nie wrócę do Londynu, jak skończy się turniej,
pojadę do LA.
Mój brat wszedł do salonu z brudnymi od smaru
rękoma.
-Ale po co?
-Do Hazzy.
Uśmiechnęłam się szeroko i nakazałam mu umyć ręce.
-Serio?- spytał.
-No… Ale nic mu nie powiem, napiszę do Zayna, albo
do Liama, albo wiem do Lou i poproszę o adres hotelu. Zarezerwuję sobie bilet
tam.
Otworzyłam klapę komputera, było dostępne kilka
miejsc w klasie biznesowej.
Podskoczyłam z radości na krześle.
-A co z samochodem?
-Cholera, zapomniałam o nim.
-No to Gracie, przyjedź do Londynu, zostaw samochód
i pojedź taksówką.
-Masz rację.
Zarezerwowałam miejsce w klasie biznesowej. Samolot
miałam mieć prawdopodobnie o godzinie 20:55.
Po zjedzeniu mój brat pojechał, a ja poszłam się
spakować. Włożyłam do walizki rzeczy, a do mniejszej torby kostium i inne
duperele potrzebne do występu, wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać.
Rankiem obudziłam się o 7:00, zrobiłam sobie pożywne
śniadanie i wypiłam kawę. O 8:00 wyjechałam z domu, a o 9:30 umówiłam się z
dziewczynami pod uniwersytetem. Do mojego samochodu wsiadła czwórka, a do
Veronici, pozostała trójka. Ruszyłyśmy konkurs miał się rozpocząć o 14:00.
Jechałyśmy gadając o wszystkim i o niczym. Po długich godzinach wjechałyśmy
autostradą do Manchesteru, a potem mój GPS wskazywał nam drogę do hali, gdzie
miał się odbyć konkurs. Zaparkowałam. Wypakowałyśmy swoje rzeczy i poszłyśmy
dowiedzieć się czegoś.
-Dzień dobry…- powiedziała Lily.- My jesteśmy z
uniwersytetu z Londynu.
-Londyn, czyli panie są jedyne… Dwa uniwersytety się
wycofały… Reprezentujecie panie stolicę.
Otworzyłyśmy szeroko oczy. Grubo…- szepnęła Jade.
Dostałyśmy wykaz i życzono nam powodzenia.
Miałyśmy być piąte, nasz występ planowo był ustalony
na 15:20, miałam nadzieję, że zdążę.
Powiedziałam dziewczynom o moich planach i obiecały
mi, że będą się szybko zbierać. Przebrałyśmy się w stroje, udostępniono nam
salę do rozgrzania się itp.
Zrobiłyśmy sobie rozgrzewkę, przetańczyłyśmy układ
pięć razy i wychodził świetnie. Lily razem z Jade robiła nam fryzury, a ja i
Lucy makijaże. Byłam właśnie w czasie malowania, gdy zadzwonił mój telefon.
Jade spojrzała na ekran telefonu, który leżał na parapecie, 10 metrów ode mnie.
EJ HARRY DZWONI!!!
Powiedziała głośno, a wszystkie prócz mnie i Lucy
podbiegły.
-Która odbiera?- spytała Lily.
-Ja.- krzyknęła Veronica.
Dawaj na głośnik!- powiedziała Jade.
Halo?
Eee…
Gracie?
Gracie
nie ma, a kto mówi?
Kilka dziewczyn głośno zachichotało.
Harry,
a z kim ja mam przyjemność?
Dużo
tu nas, mam wymieniać?
Nie
trzeba, a jest tam gdzieś Gracie koło was?
Maluje
się.
To
przekażcie jej, żeby zadzwoniła później, ok.? A no i życzę wam powodzenia.
Dziękujemy!
Powiedziały chórem i połączenie zostało zakończone.
-Ach wy…- powiedziałam.
Lucy zaśmiała się i dokończyła makijaż. Po 10
minutach byłam gotowa, a również dochodziła godzina naszego występu. Napisałam
Hazzie, że przepraszam za dziewczyny, nie
dziękuję, żeby nie zapeszyć i że go mocno kocham!!!
University
Collage London
Weszłyśmy na
podest, gdzie miałyśmy tańczyć, Lucy podała płytę i numer nagrania. Zaczęło
się. Piruety, szpagaty, wymachy, a przede wszystkim nasze długie włosy wirowały
w rytm piosenki. Po 4 minutach koniec. Byłyśmy z siebie dumne. Jury podziękowało
nam i Lucy podała numer telefonu do sekretariatu Uniwersytetu, na który
zadzwonią z wynikami. Przebrałyśmy się. Miałyśmy jeszcze z 20 minut wolnego,
więc zajechałyśmy do pobliskiego Starbucksa. Kupiłyśmy kawy i wsiadłyśmy do
samochodów. Podczas jazdy wysłałam sms-a do Lou i ta odpisała mi wszystko z
podpisem: Nic nikomu nie powiem, będzie
niespodzianka, czekam na ciebie :*.
Około 19:00 dojechałyśmy, zaparkowałam pod
uniwersytetem i pożegnałam się z dziewczynami z piskiem opon ruszyłam do domu,
tam zaparkowałam samochód i zadzwoniłam po taksówkę, ta zawiozła mnie na
lotnisko. Oddałam bagaż udałam się do odprawy i wsiadłam do samolotu.
Wystartował. Odetchnęłam. Zdążyłam. Uff… Obok mnie przez cały lot było wolne
miejsce. Przysnęłam na kilka godzin, więc nie czułam się zmęczona gdy
wylądowaliśmy. W LA, było ciepło, no ale nie że gorąco. Odpięłam kurtkę i
odebrałam bagaż. Kilka osób zrobiło mi zdjęcia, ale ja zasłoniłam lekko ręką
twarz i poszłam do postoju taksówek. Wsiadłam do jednej i podałam adres. Pojazd
po 30 minutach zaparkował, kierowca wyjął mi walizkę, poszłam do recepcji.
Kobieta powiedziała, że powiadomiono ją o moim przyjeździe i wręczyła mi kartę
do pokoju. Pojechałam na ostatnie piętro. Weszłam do pokoju. Na łóżku leżały
ciuchy Harry’ego, a na podłodze skarpetki. Odłożyłam walizkę i przebrałam się w
bokserkę, krótkie materiałowe spodenki, związałam włosy w kitkę i narzuciłam na
szyję ręcznik. Lou mi napisała, że są na siłowni. Uśmiechnęłam się. Zjechałam
windą do podziemi, dookoła pakowało wielu mięśniaków. Zauważyłam stojącego przy
drzwiach Eda. Uśmiechnął się szeroko, gdy mnie zobaczył.
-Harry pakuje, czy biega?
-Pakuje.
Wskazał głową na mojego chłopaka, który stał w rogu
i po, Mark, trener chłopaków stał obok i mówił cos do niego. Obserwowałam go, a
palce w żebra wbił mi Louis.
-A ty co się czaisz…- powiedział.
Przywitałam się z nim.
-Zrób wejście, Grace. Szczęka mu opadnie.
Zaszłam od drugiej strony i weszłam na bieżnię dwa
miejsca obok, Harry głośno oddychał i był zajęty wyłącznie pakowaniem. Zaczęłam
biec. Spoglądałam kątem oka, na mojego chłopaka. Jego klatka piersiowa była
taka… mokra… Jezu… zaraz się rozpłynę. Biegłam przed siebie, cicho podśpiewując
piosenkę. Harry odłożył hentla i zaczął dychać głośno. Zamknął oczy.
-Fajna klata, ziom…- powiedziałam do niego.
-Dzięki.- rzucił i po kilku sekundach spojrzał na
mnie, gdy ja patrzyłam przed siebie i biegłam dalej.
Usiadł i patrzył się badawczo marszcząc brwi.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Co ty tu robisz?!- wypalił po chwili.
-Biegam na bieżni w LA i mówię ci, że masz fajną
klatę… ziom…
-Ale Gracie… Eeee… Ja nie rozumiem.
Zatrzymałam bieżnię.
-Przyjechałam do ciebie, nie jesteś szczęśliwy?
-Na dziś wystarczy…- powiedział Mark, trener.-
Najwyżej możecie razem pobiegać.
Trener odszedł do Nialla, który był po drugiej
stronie, a Hazz podszedł do mnie. Położyłam mu dłonie, na rozgrzanej klatce,
był taki gorący w obydwu tego słowa znaczeniach… Dłonie przeszły na szyję, a
jego ręce wylądowały na moich biodrach, a następnie kości ogonowej.
-Przyjechałaś do mnie…- mruczał.
-Yhym…
Pocałowaliśmy się namiętnie, a gdy oderwaliśmy po
jakimś czasie czterech chłopaków patrzyło się i śmiało z nas.
-Ale śmieszne…- powiedziałam.
-Zazdrośni, że moja jest ze mną?- powiedział Harry
pokazując wszystkim język.
-Ha, ha, ha…- odpowiedział Liam.
-Harry musisz się zbierać, jedziesz z Niallem na
wywiad o 18:30.- powiedział Paul- menager, który przyszedł w międzyczasie.
-Tak, pamiętam. Ale mam jeszcze trochę czasu…
Odpuściliśmy sobie bieżnię i poszliśmy razem do
pokoju, opowiadałam Hazzie o konkursie, moim przelocie, o zamiarze sprzedaży
domu itp.
Gdy weszliśmy do pokoju, od razu kazałam Harry’emu
iść pod prysznic, jak podczas tego, wykonałam telefon do Lucy, a gdy łazienka
się zwolniła ja ją zajęłam. Ubrałam dżinsy i czarną koszulkę. Położyliśmy się
na łóżko, przytuliłam się do loczka i pocałował mnie w usta.
-Wiesz, niedługo są twoje urodziny…- zaczął.
-I?
-I chciałem się spytać w jakim klubie chciałabyś
mieć imprezę…
Usiadłam i założyłam kosmyk swoich włosów za ucho.
Spojrzałam się na Harry’ego.
-Nie chcę imprezy…- powiedziałam cicho.
-Nie chcesz?- spytał zdziwiony.
-Nie, chciałabym spędzić ten wieczór z tobą, nie
chcę imprezy, lania się alkoholu i całodziennego leczenia kaca, wolę spokojny
wieczór z winem i Tobą… Tylko tobą… Moje dziewiętnaste urodziny chcę spędzić
tylko z tobą… Harry…
Uśmiechnął się lekko.
-Jeśli nie chcesz imprezy, to spełnię twoje
życzenie… Obiecuję, że będzie wspaniale.
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Zamknęłam
oczy i zasnęłam, spałam długo, musiałam odespać podróż samolotem. Gdy się
obudziłam w pokoju leżał talerz z gorącym kurczakiem i ryżem. Obok była
karteczka:
Pojechałem na wywiad,
wrócę wieczorem. Kocham cię! Xx. Harry.
Też cię kocham…- powiedziałam do siebie. Zabrałam
się za pałaszowanie obiadokolacji, po zjedzeniu włączyłam gigantyczną plazmę i
oglądałam E!. Przeleżałam 2 odcinki, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Proszę…-
krzyknęłam.
Do środka wszedł Liam, Zayn i Louis. Wstałam z
łóżka.
-Ze względu na to, że twój facet jest na wywiadzie
dziś to my zorganizujemy cos dla ciebie.- powiedział Louis.
Spojrzałam na nich dziwnie.
-Nie rozumiem.
-Słuchaj, ubieraj płaskie buty, jakieś wygodne i
luźne dresy, góra nie ważna…
-Ale po co?
-Chcemy cię zabrać w fajne miejsce…
-A tam jest bezpiecznie, gdzie mnie zabieracie?-
spytałam z uśmiechem na twarzy.
Zaśmiali się.
-Tak…- powiedział Zayn.- Ubieraj się i jedziemy.
-To ja się przebiorę tylko…
-Będziemy czekać przed pokojem.
-Ok.
Ubrałam dresy i rozczesałam włosy. Maznęłam usta pomadką ochronną. Wzięłam małą torebkę i
schowałam do niej telefon i kartę do pokoju. Chłopaki gadali ze sobą i
uśmiechnęli się gdy wyszłam.
-Idziemy?- spytał Louis.
-Tak.
Zjechaliśmy windą na dół i poszliśmy tyłem do
postoju taksówek, wsiedliśmy do jednej i pojazd ruszył po jakichś 40 minutach
zaparkowałam pod ogromną halą.
-Boże, gdzie wy mnie wywieźliście…- zaśmiałam się.
Z tyłu zauważyłam blask flesza.
-Nie odwracajcie się… Amerykańscy paparazzi…-
powiedział Zayn.
Weszliśmy przez szklane drzwi do środka. Mało mi
gały na wierzch nie wyszły. Ogromny tor kartingowy… Boże… Aż mnie zatrzęsło,
stanęłam jak wryta, a cała trójka wybuchła gromkim śmiechem.
-Wiedziałem, że ci się spodoba…- powiedział Zayn
obejmując mnie ramieniem. Zza szklanego pomieszczenia wyszedł krótko ścięty
facet, który przywitał się z chłopakami.
-Nowa koleżanka?- spytał Zayna.
-Nie, to dziewczyna Hazzy, zabraliśmy ją, bo się
nudziła.
-W takim razie zapraszam.
Chłopcy przepuścili mnie przodem i weszłam do
przebieralni, mężczyzna podał mi czerwony kombinezon, który nałożyłam i
czerwony kask. Chłopcy także się przebrali. Zaprowadzono nas do takiego małego
garażu wypełnionego kartingami. Wsiadłam
do pierwszego i go odpaliłam. Zaśmiałam się głośno i wjechałam na tor, facet kazał
nam zrobić kilka kółek, by rozgrzać pojazd. Za mną jechał Zayn, a zaraz za nim
Liam. Louis był z tyłu. Ostre zakręty.
Przygryzłam wargę i przyspieszyłam. Wooo-Hooo!!!
Krzyczałam głośno, a za mną słyszałam krzyk Zayna.
-Grace szybciej!
Dodałam gazu i pędziłam ledwo wyrabiając na
zakrętach, ale to było coś czego od dawna potrzebowałam. Adrenalina. Przez to,
że jest zima, nie jeździłam na motorze, zapomniałam już, co znaczy igrać z
szybkością. Nagle obok mnie ustawił się Louis, który jechał tą samą prędkością
co ja, dodałam gazu, a chłopak zaśmiał się i próbował dotrzymywać mi tempa. Byłam
szybsza. Znacznie szybsza. Kierownica przekręcała się co chwilkę pod wpływem
mojej siły i karting mocno skręcał. Chłopaki głośno się ze mnie śmiali, a ja
byłam skupiona na prędkości, która dodawała mi energii. Dojechaliśmy do etapu
początkowego. Zatrzymałam się i ściągnęłam na chwilkę kask. Zayn zatrzymał się
obok, a Louis i Zayn za nami. Chłopcy także ściągnęli kaski i poprawili
fryzury.
-Co jest?- spytał Zayn z uśmiechem na twarzy.
-Mam propozycję…- powiedziałam uśmiechając się i
podnosząc jednocześnie brew.
Zaśmiali się głośno.
-Zgaduję, że chcesz wyścig…- powiedział Liam.
-Bingo…
-No dobra, ale jakieś zasady…- powiedział Louis.
-Nie dajecie mi wygrać, macie się ze mną ścigać jak
z facetem… Żadnych ulg.
-Ok.- powiedzieli chórem.
-Robimy trzy kółka, ten kto przyjedzie pierwszy jest
zwycięzcą…
-Jakieś zadanie dla przegranych?
-Każdy przegrany musi napisać post na Twitterze o
tym, jak bardzo ceni wygranego, zgoda?
-Niech będzie…- powiedział Liam z uśmiechem.
Odgarnęłam włosy do tyłu i założyłam kask.
Właściciel toru wyszedł zza szklanego pomieszczenia z flagą.
Trzy… Dwa… Jeden… START!
Ruszyliśmy z piskiem, chłopcy wyprzedzili mnie od
razu, ale ja pokręciłam głową i powiedziałam do siebie: Nie będę o żadnym z nich pisała miłych słów, jaki jest wspaniały…

-Kto wygrał?- spytał uśmiechnięty Zayn faceta z
flagą.
-Ty i Grace.
-Obydwoje?- spytałam z niedowierzaniem.
-Równocześnie przejechaliście linię mety.
Podaliśmy sobie ręce, a Liam i Louis byli źli,
zniesmaczeni, może trochę rozgoryczeni.
-Grace oszukiwała…- krzyknął Louis z uśmieszkiem na
twarzy.
-Ja?- spytałam, a Zayn wybuchnął śmiechem.
-Dobrze jeździsz, naprawdę, szacunek…- powiedział
Liam.
Uśmiechnęłam się.
-Przyznaj Tommo, jeździ lepiej od ciebie…-
powiedział facet.
Czułam się wyższa od niego, od wszystkich… Byłam
dumna z siebie. Jak cholera…
Louis spojrzał na mnie.
-Przyznaję, jeździsz lepiej, ale… Kiedyś się
odegram…
-Czekam na rewanż…
Odprowadziliśmy kartingi do garażu i poszliśmy zdjąć
kombinezony. Podziękowaliśmy za udostępnienie toru. Wsiedliśmy do podstawionego
samochodu, Cal siedział za kierownicą i gdy usadowiliśmy się w środku, ruszył.
Miałam 5 nieodebranych od Harry’ego.
Spojrzałam na Zayna.
-Nie zapomnijcie, co macie napisać…- powiedział
Mulat.
-Pamiętamy… Jak wrócimy, nie mamy telefonów.-
powiedział Liam z uśmiechem.
-Lou?
-Tak?
-Jak Eleanor, co u niej?
-Dobrze, skończyła się jej przerwa, wróciła na
zajęcia.
-Ja jak wrócę to też wracam…- westchnęłam ciężko.
Spytałam Zayna i Liama o Danielle i Perrie. Po 40
minutach Cal zaparkował pod hotelem, a my weszliśmy do środka. Chłopaki
opowiadali jak byli kiedyś w piątkę na torze i wtedy to Harry wygrał…
Uśmiechnęłam się szeroko.
-… jeździ tak samo brutalnie jak ty…- powiedział
Zayn nie przestając się śmiać.
Wjechaliśmy na nasze piętro, nabrałam ochoty na coś
słodkiego.
-Ma któryś ochotę iść ze mną do pobliskiej cukierni?
-Ja mogę iść…- powiedział Liam.
-Ja też.
-Ja właściwie też.
Weszłam na chwilkę do pokoju i wzięłam portfel.
-Postawię wam kremówki…- mrugnęłam do trójki
oczkiem.
Zjechaliśmy znów na dół i wyszliśmy głównym wyjściem
na dwór. Było mi gorąco, adrenalina buzowała we krwi. Wstąpiliśmy do Starbucksa
po picie. Kupiliśmy wszyscy sobie karmelowe latte.
-El przekonała mnie do tej kawy…- powiedział Lou
uśmiechając się do siebie.
-Obydwie uwielbiamy tę kawę.
Potem poszliśmy po słodkości. Kupiłam ciastka i
kremówki, które zapakowano do specjalnych trzech pudełeczek. Kłócili się, bo chcieli płacić,
ale ich wyśmiałam i powiedziałam, że nie ma mowy. Poszliśmy z drugiej strony.
Szłam pośrodku. Między Liamem, a Zaynem, Louis szedł kawałek z tyłu i rozmawiał
z El przez telefon.
-Prześlij jej ode mnie gorące buziaczki…-
powiedziałam donośnym głosem.
Przekazał, a ja kontynuowałam rozmowę z chłopakami o
najnowszych modelach ścigaczy.
-Ten, co go wypróbowałaś wtedy, jest genialny…-
powiedział Zayn biorąc łyka kawy.
-Cieszę się, że dobrze się spisuje…
Uśmiechnęłam się.
-A jak ten turniej co z Lucy brałaś udział?- spytał
Liam.
-Czekamy na wyniki.
-Jaka jest nagroda za pierwsze miejsce?
-Z tego co wiem to jest to udział w turnieju już na
całe Stany i poszczególne kraje Europy. No i tygodniowe warsztaty z sławnym choreografem Nick’iem Demoura. Nie
mogę się doczekać wyników.
-Kiedy mają być?
-No…- nie dokończyłam, bo zaczął mi dzwonić telefon.
Przeprosiłam chłopaków. Odeszłam na bok i odebrałam.
Halo?
Dzień
dobry, z tej strony Kimberly Jenkins.
Dzień
dobry pani profesor…
Grace
dzwonili do mnie organizatorzy tego turnieju.
Tak?
I?
Zajęłyście
drugie miejsce.
Drugie?
Chyba było mi przykro.
Ale
mam dla ciebie i dla dziewczyn
niespodziankę…
Jaką?
Mimo,
że zajęłyście drugie miejsce, to jury powiedziało, że wy też MUSICIE jechać na
te warsztaty.
Naprawdę?
– wykrzyknęłam.
Tak,
jeśli możesz to powiadom wszystkie dziewczyny, jak wrócicie do szkoły to
wszystko wam przedstawię cały plan podróży do NY.
Kiedy
to ma być?
Na
początku lutego.
Dobrze,
dziękuję za informację.
Nie
ma za co, gratuluję.
Dziękuję,
do widzenia pani profesor.
Do
widzenia.
Rozłączyłam się.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA…- wydarłam się.
Cała trójka spojrzała na mnie.
-Co się stało?
-Jedziemy do NY!!!- wykrzyknęłam.
Każdy z chłopaków mnie przytulił i gorąco
pogratulował.
-Chodźcie wracamy…
Napisałam do wszystkich dziewczyn sms-a z
wiadomością, że zajęłyśmy drugie miejsce i że jedziemy do NY. Doszliśmy do
hotelu i dałam chłopakom kremówki do zjedzenia. Porozchodziliśmy się do swoich
pokoi. Harry leżał na łóżku i jeansach i oglądał telewizję.
-Gdzie byłaś?- spytał.
-Byłam najpierw z chłopakami na torze kartingowym, a
potem poszliśmy do cukierni i na kawę.
-Miło spędziłaś wieczór?
-Bardzo.
-To dobrze.- uśmiechnął się i zaglądnął do torby z
ciasteczkami. Wziął łyka mojej kawy i zjadł dwa ciastka.
-Harry, dowiedziałam się dziś, że zajęłyśmy drugie
miejsce w turnieju i jedziemy na początku lutego do NY na warsztaty i
turniej!!!
-Naprawdę?!- przytulił mnie.- To wspaniale. Bardzo
się cieszę.
Pocałował mnie w usta. Mmmmmm… Uwielbiam te jego
malinowe usta… Harry włożył rękę pod moją bluzkę i zaczął majstrować przy
zapięciu stanika. Moje dłonie jeździły po jego szyi, a po chwili przeniosły się
na jego gęste włosy. Harry całował moją szyję posadził mnie sobie na biodrach.
Całował mnie namiętnie, ściągnęłam z niego koszulkę i wpiłam się w jego
rozgrzane usta. Gdy tak się całowaliśmy na dobre. Moje dłonie powędrowały do
paska od spodni Harry’ego i odpięłam go zręcznie, potem złapałam za guzik od
spodni. Zeszłam Harry’emu z bioder, by szybko ściągnął spodnie. Sama też
pozbyłam się swoich, co zajęło mi o kilka sekund więcej czasu. Harry wziął mnie
na ręce i położył na łóżko, górował nade mną. Przyciągnęłam go do siebie
oplatając go wokół pasa. Harry oparł się rękoma o ramę łóżka i przygryzł
zawadiacko wargę. Uśmiechnęłam się szeroko i znów połączyłam nasze usta w
nieprzerywalnym pocałunku. Dotknęłam obydwiema dłońmi jego żeber, poczułam że
przechodzi go dreszcz. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy prosto w oczy.
Dzielił nas milimetr, ale nie robiliśmy nic prócz patrzenia sobie w oczy. Jego
szmaragdowe płonęły. Połączył nasze usta
w kolejnym magicznym pocałunku, nasze oddechy były coraz szybsze… Znacznie
szybsze… Harry ściągnął ze mnie koszulkę, a następnie nasza bielizna wylądowała
na podłodze, chłopak zrobił jeszcze co trzeba i…
Życzę Wam wszystkim wspaaaniałego Dnia Kobiet :*** Miłego czytania!!!
Życzę Wam wszystkim wspaaaniałego Dnia Kobiet :*** Miłego czytania!!!
AAAAAAAA SUPER!!
OdpowiedzUsuńKurczę, ale zajebisty <3 Aww *_* Ja niemal byłam pewna, że zajmą I miejsce, a tu II, ale to i tak :D A ten pomysł na niespodziankę dla Hazzy. Ta siłownia hahahah :D To było szczere. Miłooo spędzony wieczór ~_^ :D
OdpowiedzUsuńJednym słowem roz** system :D Czekam na kolejny ♥
Świetny *-* czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuńPS. Zapraszam do mnie :*
Super super super ♥♥♥
OdpowiedzUsuńBoskii
OdpowiedzUsuńjak zawsze wspaniały :*
OdpowiedzUsuńKiedy następny?! *_*
OdpowiedzUsuńZa minutkę :)
Usuń