piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 55.



CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Usiadłam na fotelu.
-Więc co sobie pani życzy?
-Chciałabym tatuaż na środkowym palcu lewej ręki z boku.
-Jaki?
-Napis Love.
-Dobrze, proszę sobie wybrać czcionkę…
-… mam wybraną…
Wyjęłam z torebki wydrukowaną kartkę z napisem. Mężczyzna spojrzał na nią.
-W takim razie, zaczynamy.
Justin usiadł obok i złapał mnie za drugą rękę.
-Czemu akurat Love?- zapytał mnie, a ja poczułam pierwszy dotyk igły.
Spojrzałam na niego.
-Nie wiem właściwie… Nie wiem też czemu wtedy zrobiłam sobie serduszko przy pasie… Nie wiem…
Syknęłam z bólu.
-Przepraszam…- powiedział tatuażysta, a Justin ścisnął moją drugą rękę.
Robienie tatuażu nie trwało długo. Jakąś godzinę. A wychodząc z salonu byłam zadowolona, jak nigdy. Pojechałam jeszcze z Justinem do chińskiej restauracji tam zjedliśmy późny obiad i wróciliśmy do domu. Wstawiłam zdjęcia na Instagrama. Po czym dostałam sms-a od Hazzy, że mnie kocha jeszcze bardziej, gdy to zobaczył. Późnym wieczorem swoją premierę na Youtube miał teledysk do Best Song Ever.
Głośno się śmiałam, gdy to oglądałam. Wyszedł im niezwykły teledysk. Gdy się skończył odłożyłam telefon i zeszłam na dół. Świeżo wytatuowany palec trochę mnie bolał, ale to było nic. Justin siedzący na hokerze w kuchni uśmiechnął się do telefonu.
-Patrz co Hayden Williams namalował dla ciebie…- Justin podał mi swój telefon.
-Hayden Williams?- spytałam zaskoczona.
-No tak, spójrz…
Otworzyłam buzię ze zdziwienia.
-Jejku, zostałam narysowana, przez Haydena Williamsa…
-Cieszysz się?
-Bardzo…
Podskoczyłam z radości.
-Boże… Zostałam zauważona przez Haydena Williamsa…
-Jesteś taka piękna, że nie mogłaś być nie zauważona Grace…
-Oj daj spokój…
Zarumieniłam się. Wstawiłam to zdjęcia na Instagrama z podpisem: YAY!!! Jestem szczęśliwa jak nigdy… Dziękuję ci @HaydenWilliams za to, najwspanialszy rysunek mnie, jaki widziałam.
Zakończyłam ten dzień wspólnym wieczorem w ogrodzie Justina, siedzieliśmy razem na fotelach i rozmawialiśmy sobie o wszystkim.
Obudziłam się rano i zeszłam na dół. W domu panowała niezwykła cisza. Zaczęłam robić tosty, pokroiłam szynkę, ser, trochę pomidorów. Zrobiłam kawę, a Justin zszedł na dół. Usiadłam na hokerze i napiłam się kawy.
-Cześć…- powiedział zachrypniętym głosem.
-Hej…
-Pamiętasz, że dziś idziemy na kosza…
-Pamiętam… O której wychodzimy?
-Ok. 15:00.
-Dobrze. Póki co jadę na trening.
-Oki.
Ubrałam się czarną koszulkę ze złotym napisem Celine, beżowe spodnie dresowe i adidasy. Wsiadłam do moje ulubionego BMW Justina i pojechałam do Hunter’s Studio. Dziś dla odmiany miałyśmy tam próbę. Przyjechała Charity, za którą bardzo się stęskniłam.
-Ile to czasu…
-Prawie trzy tygodnie…
-Zbyt długo…
Ściskałyśmy się długo.
-Dobra, bo się udusicie… - zaśmiała się Ashley.
Odsunęłyśmy się od siebie, a Charity wręczyła mi karteczkę.
-Co to?
-To jest zaproszenie na taką małą imprezę przy winie z okazji moich urodzin.
-Och… Dziękuję…
Miało się to odbyć w domu Charity nad Manhattan Beach za trzy dni.
Zaczęłyśmy próbę. Tym razem ćwiczyłyśmy nowy układ do piosenki Yonce. Ma on być nagrany na stronę agencji. Wszystko wychodziło świetnie. Byłam zadowolona z dzisiejszej próby jak nigdy. Dziewczyny namawiały mnie, żebyśmy poszły po długiej próbie razem na obiad, ale przeprosiłam je i powiedziałam, że jadę z Justinem. Wyszłyśmy razem ze studia, a mój humor się zepsuł widząc paparazzich. Pożegnałam się z dziewczynami. Wróciłam do domu.
Mama Justina przyszła dziś do nas i zrobiła lasagnę, którą wspólnie zjedliśmy. Potem poszłam wziąć szybki prysznic, przebrałam się, zapięłam grzywkę do góry, żeby mi było wygodnie. Mieliśmy jeszcze chwilkę czasu, Justin gadał ze Scooterem, który przyjechał. Ja zamknęłam się w pokoju i siedziałam na necie. Dostałam sms-a od Hazzy.
Dailymail.com
Weszłam na tę stronę. Na stronie głównej ukazał się artykuł, mający jako zdjęcie główne mnie w czerwonej koszuli. Pacnęłam się w czoło dłonią. Jak ja mogłam nie poznać tej koszuli. Jak mogłam… Przecież to była autentycznie jego koszula…
Przepraszam Harry, że ją nosiłam, do głowy mi nie przyszło, że jest twoja…
Nic się nie stało… Noś ją kiedy chcesz…
Dzięki :)
-Grace?- usłyszałam nawoływanie Justina z dołu.
Otworzyłam drzwi i krzyknęłam: Słucham?
-Zejdź na dół…
Zeszłam na dół.
Scooter wstał z fotela, gdy pojawiłam się w salonie.
-Witaj Grace.
-Cześć Scooter.- burknęłam.
-Dawno się nie widzieliśmy.
-Trochę zleciało.
Usiadłam koło Justina, a on objął mnie ramieniem.
-Słuchajcie… W mediach musi się pojawić więcej zdjęć…
Obydwoje westchnęliśmy głośno.
-Już niedługo…- szepnął mi do ucha Justin.
-Scooter…- zaczęłam.- Paparazzi śledzą mnie na każdym kroku. Wczoraj jak byłam na spotkaniu przepychali się, nie mogłam przejść. Co rusz na portalach są różne rzeczy o mnie. Bardzo często obrażające mnie i moją rodzinę. Mówią, że zdradzam Justina, że jestem szmatą i w ogóle. Boli mnie to.
Położyłam głowę na ramieniu Biebera.
-Angażując się i podpisując kontrakt przystałaś na takie warunki…
-Przystałam, bo byłam głupia. Teraz wiem co znaczy, ten cały popierdzielony show-biznes. Zero prywatności. Nie mogę się spotkać z kimś nie będąc pod ostrzałem fleszy… Dobrze, że niedługo się to skończy.
Scooter zamrugał kilka razy oczami.
-Ty zamierzasz zerwać kontrakt?
-Nie, poczekam, aż sam się skończy… Nie mam zamiaru płacić twojej wytwórni. Został miesiąc.
Wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę drzwi.
-I chciałbym ci powiedzieć, że nie możesz się spotykać z Harrym.
-Co ty powiedziałeś?- zatrzymałam się i odwróciłam w stronę Brauna.
-Nie możesz… To źle wpływa na moją reputację i Justina…
-Nie przesadzaj…- powiedział Justin.
-Jak możesz mi zabronić spotykać się z moim przyjacielem?!- krzyknęłam.
-Ja nie wiem, czy to na pewno jest twój przyjaciel… Zresztą wystarczająco dużo czasu spędziliście w Sydney.
-Nie zabronisz mi się z nim spotykać…
-Zabronię…
Zacisnęłam dłoń w pięść, a wczoraj zrobione paznokcie wbiły mi się w skórę.
Justin stanął obok mnie.
-Scooter nie możesz jej zabronić.
Ale Braun ciągle patrzył na mnie i uśmiechał się.
-Mogę Justin… Mogę…
-Co ty pieprzysz?- krzyknęłam.- Nie zabronisz mi!
-Mam ci pokazać co pisze w kontrakcie?
-Co?!
-Scooter, daj jej spokój. On jest jej przyjacielem.
-A skąd wiesz co robili w Sydney?- spytał Justina Braun.
-Nic nie robiliśmy. On jest moim przyjacielem i będę się z nim spotykała, czy tego chcesz, czy nie.
-Scooter… Mogę z tobą pogadać w studiu w piwnicy?- zapytał stanowczo Justin.
-Tak.
Usiadłam na fotelu i zaczęłam płakać. Wściekłość przerodziła się w bezradność. Moja ręka zdrętwiała mi od ciągłego ściskania jej w pięść.
Justin wrócił po 15 minutach. Scooter bez słowa wyszedł.
-Grace nie musisz się martwić…- powiedział uśmiechnięty.
-Jak mam się nie martwić… Nie mam życia…
-Spokojnie… Scooter odwołał wszystko co mówił…
-Jak to?- spojrzałam na Justina, a on usiadł obok i otarł mi łzy kciukiem.
-Zagroziłem, że nie będę śpiewał na najbliższej gali.
-A on?
-Powiedział, że nie mogę, więc powiedziałem mu, że się przekona. Można powiedzieć, że zaszantażowałem go. Oznajmiłem mu, że jeśli nie odwoła wszystkich słów jakie ci powiedział dziś to może się pożegnać także z posadą moje menadżera.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
-Naprawdę mu tak powiedziałeś?
-Yhym.
-Jesteś wspaniały.
Pocałowałam go w policzek i przytuliłam się mocno.
-Grace…- powiedział po chwili.
-Słucham?
-Jeśli znów coś czujesz do Harry’ego, to powiedz mi, ja to zrozumiem.
Spojrzałam na niego.
-Jest moim przyjacielem. Jeśli cokolwiek miałabym zacząć nowego to po zakończeniu się kontraktu. A ty? Zakochałeś się w kimś?
-Właściwie to… to… nie…
-Obydwoje jesteśmy singlami… Ale jednocześnie parą.
-Tak.
-Jedźmy już na ten mecz.
Poprawiłam makijaż i pojechaliśmy na mecz. Weszliśmy tylnim wejściem na salę oglądaliśmy emocjonujący mecz. W przerwach leciały skoczne piosenki. Było wspaniale. W ogóle nie przejmowałam się, że robią nam zdjęcia. Byłam tylko ja i Justin. Jednak trochę mi było głupio, że go okłamałam w sprawie Hazzy, którego kocham bardzo… bardzo… To z nim chcę sobie ułożyć życie. Jeśli oczywiście, będzie to możliwe. Mecz zakończył się wynikiem 99:90 dla Chicago Bulls. Byłam z deka smutna, bo liczyłam, że wygrają koszykarze z San Antonio. Ale to nic. Ważne, że świetnie się bawiłam z Justinem. Po meczu pojechaliśmy zjeść coś. Prosto potem zmierzyliśmy w stronę studia, gdzie Bieber miał kończyć nagrywanie. Przesiedzieliśmy tam do późnej nocy, po czym wróciliśmy do domu i poszliśmy spać.
Następnego dnia otrzymałam telefon od mangamentu Justina. Przed wywiadem u Jimmy’ego Fallona za dwa dni, który będzie wraz z Justinem, sama pojadę na jeden dzień do Londynu, gdzie nagram wywiad z Davidem Lettermanem. Po nagraniu lecę prywatnym samolotem do NY, gdzie Justin już będzie. Gdy tylko wstałam około 6:00 spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do małej walizeczki, jakbym miała się przebrać, czy coś. Już o 7:30 byłam na lotnisku, gdzie czekał na mnie samolot.
Po wylądowaniu na osobnym pasie startowym lotniska Heathrow, podjechał po mnie samochód. Jako że miałam godzinę do umówionego spotkania z charakteryzatorką poprosiłam szofera, aby zawiózł mnie do mieszkania i przyjechał za równo godzinę. Podziękowałam mu i praktycznie wbiegłam do środka. Poczekałam na windę i przy okazji wzięłam ze skrzynki listy, które przyszły. Wjechałam na górę, a podczas jazdy windą przeglądałam koperty. Kolejne wkładałam do torebki. Znalazłam w niej klucze i z uśmiechem na twarzy otworzyłam drzwi mojego mieszkania. Bardzo ciekawą rzeczą, było to, że pachniało tu wanilią. Położyłam torebkę i wyjęłam z szafki sok z butelki. Otworzyłam go i upiłam łyka. Wyciągnęłam z szafki laptopa i zaczęłam płacić rachunki. Po zapłaceniu ich miałam jeszcze 10 minut weszłam do sypialni i rzuciłam się na łóżko. Pachniało Nim bardzo... Tylko dziwne było to, że nie spał w tym łóżku od naszego zerwania. Napisałam do niego, czy spał tu... Powiedział, że jedną noc, bo do Niall'a przyjechali rodzice i brat z żoną z synkiem. Przeprosił mnie, że mi nie powiedział, na co ja mu odpisałam, że nic się nie stało i że przecież to też jego mieszkanie. Mój telefon zadzwonił. Szofer czekał na dole. Wyszłam z wielką niechęcią żegnając się z moim M. Zamknęłam je i zjechałam na dół. Wsiadłam. Kierowca zawiózł mnie prosto pod budynek, gdzie kręcono David Lettermann Show. Weszłam przez wielkie drzwi, a kobieta, która na mnie czekała zaprowadziła prosto do garderoby. Zaczęli mnie czesać i podali sukienkę z prześwitującymi wstawkami przy biuście. Zrobili mi kitkę taką trochę niechlujną. Reżyser wszedł do garderoby, gdy wkładałam drugiego buta.
-Proszę za mną Grace...
Poszłam za mężczyzną. Ustawiłam się za kulisami i słyszałam jak David mówił:
Moim dzisiejszym gościem jest niezwykła dziewczyna, która rok temu była jeszcze sumienną i zwykłą studentką. Dziś Grace Moore ma za sobą burzliwy związek z Harrym Stylesem, z którym utrzymuje przyjacielskie stosunki, natomiast teraz jest szczęśliwa z Justinem Bieberem. Nie patrzmy jednak na to z kim jest lub była, a na to jaką jest wspaniałą tancerką. Proszę państwa Grace Moore. 

Weszłam do studia i zaczęłam machać do klaskającej publiczności. David podał mi dłoń i wskazał fotel, na którym usiadłam. Założyłam nogę na nogę.
-Jest mi bardzo miło, że przyjęłaś zaproszenie do mojego programu. Już dawno chciałem cię zaprosić, ale wciąż byłaś zajęta...
-Trudno mi jest teraz znaleźć trochę wolnego czasu, mam bardzo dużo prób, do tego występy, wywiady...
-Jesteś pełnoetatową tancerką... Zrezygnowałaś ze studiów dziennikarskich, by przeprowadzić się do LA, gdzie mieszkasz z Justinem i odbywasz wiele prób.
-Tak, tę decyzję podjęłam bardzo impulsywnie. Miałam trochę dosyć Londynu, chciałam od niego odpocząć, a propozycję, którą otrzymałam od mangamentu Justina wydawała mi się idealna do tego. Teraz jednak czuję, że znów mnie tu ciągnie.
-Z jakiego powodu?
-Tak po prostu, to jest miasto, które po prostu kocham, znam każdy zakątek Londynu, mam tu wspaniałych przyjaciół, brata, mam niedaleko do rodzinnej miejscowości.
-Więc gdybym cię spytał Londyn vs. LA wybrałabyś?
-Londyn. Ale to nie znaczy, że nie lubię LA. Jest to piękne miasto, przez cały czas jest ciepło. Londyn bardziej kapryśny, ale jedyny w swoim rodzaju.
-Przejdźmy do tematów, które chyba najbardziej interesują naszą widownię...
Poprawiłam się na fotelu.
-Chodzą plotki, że uczucie miedzy tobą, a Justinem rozwinęło się na planie All That Matters.
-Można tak powiedzieć... W tym teledysku reżyser wymagał od nas niesamowitej bliskości, namiętności, uwodzicielstwa itd. Ja na początku czułam się bardzo skrępowana, więc żeby pokonać strach przed dotykiem Justina spotkaliśmy się kilka razy i potem było coraz lepiej...
-... gdzie lepiej?- David uśmiechnął się, a publiczność zaśmiała się.
-... na planie teledysku... w każdym razie udało mi się pokonać skrępowanie. Po teledysku Justin zaprosił mnie na spotkanie i jakoś się stało, że pomiędzy nami wywiązało się coś głębszego...
-A Harry?
-Jest moim przyjacielem.
-Nic więcej?
-Przyjaciel tylko i wyłącznie.
-Aż mi się wierzyć nie chce, że się rozstaliście...
-Dlaczego?
-Bo uważam, że tworzyliście świetną parę... i naprawdę się nie wstydzę tego mówić będąc facetem.
-Brawa dla tego pana.- powiedziałam, a publiczność zaczęła klaskać.
-Ostatnio jednak na portalach plotkarskich było mnóstwo zdjęć twoich i Harry’ego…
-… i Liama, Nialla, Louisa, Zayna, Lucy, Eleanor i Lily.

David zaśmiał się.
-Umiesz odwracać kota ogonem.
Opuściłam głowę śmiejąc się.
-W każdym razie na zdjęciach z wieloma twoimi przyjaciółmi jest także Harry…
-… mój przyjaciel…
-…tak… wyglądaliście na bardzo zadowolonych swoim towarzystwem…
-Bo dobrze się ze sobą bawiliśmy…
-Bawiliście?
-O Jezu…
Publiczność wybuchnęła gromkim śmiechem, zresztą ja też zaczęłam się śmiać.
-Dobra… W takim razie powiedz mi jaki jest Justin?
-Miły, kochany, wyrozumiały i trudno go zdenerwować, ktoś naprawdę musi mu zajść za skórę.
-Widziałaś go w takim stanie?
-Raz, jak chciałam iść na jedną z imprez, a Justin nie mógł wtedy iść ze mną, samej mi nie pozwolił.
-Zademonstruj nam…
Wstałam z fotela zmarszczyłam brwi, tupnęłam nogą i krzyknęłam: Nigdzie nie pójdziesz…
David wybuchnął śmiechem i długo nie mógł przestać. Widząc roześmianego prowadzącego publiczność zaczęła klaskać i śmiała się głośno. David strzelił mi wybuchającego żółwika.
-To musiał być genialny widok…
-Taa… Ale nie lubię, jak się na mnie denerwuje…
-Ok. Grace mam do ciebie jeszcze jedno pytanie i zadanie na koniec… Czy to prawda, że interesujesz się motoryzacją?
-Kiedyś bardziej, ale tak… Mam ją we krwi.
-W takim razie sprawdzimy cię…
Na plan wjechał motocykl, wraz z Davidem poszłam do miejsca, gdzie został postawiony.
-Ten pojazd jest uszkodzony, musisz sprawdzić co się w nim stało i naprawić go.
-O jejku…
Dostałam specjalne rękawice i zaczęłam robić przegląd, już wiedziałam świeca zapłonowa się spaliła.
-Mogę prosić nową świecę zapłonową i narzędzia.
Przyniesiono mi to co trzeba, 5 minut i gotowe.
-Już?- zapytał zdziwiony Lettermann.
-Yhym.
Odpaliłam motocykl, który bardzo fajnie zaryczał.
-Proszę państwa, wielkie brawa dla Grace Moore.
David podał mi rękę, a publiczność pożegnała oklaskami. Bardzo mi się podobało… Wzięłam torebkę z garderoby i wyszłam na zewnątrz… Paparazzi robili mi zdjęcia, a ja zrobiłam kilka z osobami, które czekały na zewnątrz. Padał deszcz. Potem wsiadłam do samochodu, który czekał na mnie. Pojechał prosto na Heathrow. Tam z trzymając parasol nad moją głową szofer zaprowadził mnie do samolotu.
-Dziękuję bardzo, że wszędzie zawiózł mnie pan na czas.
-Zawsze do usług panno Moore.
Usiadłam na fotelu, rozplątałam włosy, a samolot wystartował. Jako że miałam zamkniętą część samolotu tylko dla siebie, przebrałam się w wygodniejsze ubrania. Położyłam wygodnie głowę na fotelu i zasnęłam. Obudziłam się pół godziny przed lądowaniem. Spakowałam swoje rzeczy, poprawiłam się w lusterku, które miałam  ze sobą. Miałam lekkie wory pod oczami, ale nie martwiłam się tym.Good Morning! :)

Poczułam, że samolot schodzi do lądowania. W końcu zatrzymał się na pasie i drzwi się otworzyły. Zamknęłam walizkę i przeszłam przez korytarzyk ku wyjściu. Ochroniarz wziął mi walizkę, a ja założyłam okulary i poszłam przodem. Musiałam przejść przez bramki. Paparazzi oblegali lotnisko. Wyprowadzono mnie bocznym wejściem. Wsiadłam do samochodu, który zawiózł mnie prosto do hotelu. Tam umyłam się i przygotowałam do nagrania programu Jimmy Fallon’s Show. Ktoś zapukał do drzwi, otworzyłam je, a do środka wszedł Justin przytulił mnie od tyłu i dał buziaka w policzek.

-Zbieraj się Grace… Musimy iść.
-Już?
-Tak… Nagramy szybciej ten program to będziemy mieć więcej czasu przed koncertem.
-No dobrze…
Spakowałam rzeczy do torebki, nałożyłam okulary. Wyszłam z pokoju i poszłam z Justinem w stronę windy, zjechaliśmy na dół.

(…)
Program wyszedł genialnie, koncert także. Zaraz po tym jak zagraliśmy na MSG kipiałam radością i zadowoleniem. Chociaż czułam, że moje nogi, a szczególnie kolana zaczęły boleć. Gdy wyjechaliśmy można by powiedzieć karawanem z parkingu areny poprosiłam Justina, żeby załatwił mi pokruszony lód w worku na nogi. W samochodzie przebrałam bluzkę i spodnie na dłuższą tunikę z numerkiem. Bardzo zmęczeni po show na MSG. Idziemy spać!
Justin wjechał do McDrive’a po jakieś jedzenie dla nas. Poprosiłam o to, co zawsze. Otrzymaliśmy zamówienia i ruszyliśmy na lotnisko. Tam czekał na mnie i na Justina prywatny samolot, ekipa leciała drugim. Justin położył mi na wykończonych nogach lód, a ja odetchnęłam z ulgą. Piłam sobie colę i grałam w Subway’a. Justin powiedział, że jest bardzo zmęczony, więc poszedł do osobnego „pokoju” i tam się położył. Jednak przed pójściem zrobił mi zdjęcie i wstawił je na Instagrama z podpisem:
Ja posiedziałam chwilkę na Internecie, potem pisałam sms-y z Lucy, która była wtedy na wykładzie profesor Johnson, ale tak muliła, że masakra. Dowiedziałam się, że Lucy wybrała już sukienkę, nie tę co pokazywała mi w Sydney, ale inną. Napisała, że jest przepiękna i zakochała się w niej. Obiecałam, że jak tylko przylecę do Londynu to przyjadę do niej, by ją zobaczyć. Lucy żaliła mi się jedynie, że nie może znaleźć odpowiedniego welonu i butów. Złożyłam jej kolejną obietnicę, że znajdę z nią takie jakie sobie wymarzy. Pytała mnie, czy mam wybraną sukienkę, ale oznajmiłam jej, że nic mi nawet nie przychodzi do głowy. Nie chciałam kupować jakiejś wyrachowanej tylko ładną, schludną i prostą. Najlepiej beżową. Dlaczego? Właściwie nie wiem. Po zakończonej rozmowie myślałam co kupić parze młodej jako prezent. Myślałam, myślałam, aż zasnęłam.
Obudziło mnie szturchanie.
-Gracie, wylądowaliśmy…
-Naprawdę?- otworzyłam oczy niechętnie.
-Tak… Chodź…
Wstałam z fotela rozciągając kości. Moje kolana miały się znacznie lepiej, ale jak na nich stanęłam lekko się zatrzęsły. Czułam, że jestem zmęczona. A do tego miałam jeszcze dziś nagrywać z dziewczynami ten filmik na stronę agencji. Umówiłam się z nimi dopiero o 15:00, bo zamierzały się porządnie wyspać. Ja postanowiłam najpierw kupić prezent dla Charity, która jutro ma urodziny. Wczoraj przed koncertem miałam czas, więc zamówiłam w MiuMiu sukienkę dla niej. Do tego zamierzałam dziś kupić jakąś skromną bransoletkę.
Wróciliśmy do domu ok. 5 rano, więc gdy weszłam do pokoju rzuciłam walizeczkę na podłogę, skoczyłam pod kołdrę i spałam ze 4 czy 5 godzin. Gdy się obudziłam poczułam zmasakrowane ciało. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie mocną kawę. Potem zaczęłam robić jajecznicę i piec grzanki. Zjadłam wszystko samotnie, bo Justin spał w najlepsze. Ubrałam się w czarne spodnie, jasno dżinsową koszulę i moje najwygodniejsze szpilki, rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż. Nałożyłam okulary przeciwsłoneczne i wyszłam z domu. Wsiadłam do BMW Justina i pojechałam na obrzeża miasta, jeden z jubilerów bardzo mi przypadł do gustu. Zaparkowałam jakieś 30 minut później i poszłam do niego.


W rezultacie kupiłam Charity srebrną bransoletkę. Gdy wyszłam ze sklepów niedaleko mojego samochodu byli paparazzi, którzy oślepiali wręcz fleszami… Mężczyzna, który pilnował parkingu otworzył mi drzwi, a gdy wsiadłam do samochodu ruszyłam z piskiem opon. Ruszyłam w stronę centrum. Tam wjechałam na specjalny parking i wsiadłam do windy, która zawiozła mnie na czwarte piętro należące do MiuMiu. Przywitałam się z jedną z projektantek. Wyjęła sukienkę z magazynu podpisaną na torbie. Grace Moore.
-Bardzo dziękuję, za tak szybkie uszycie jej…
-Och nie ma za co…
Z bocznych drzwi wyjechała ogromna paleta sukienek. Na samym końcu widniała beżowa sukienka.
-Halo. Przepraszam, może się pani zatrzymać…- powiedziałam do kobiety przesuwającej paletę.
-Tak?
-Mogę zobaczyć tę ostatnią sukienkę?
-Tę?- kobieta wskazała sukienkę.
-Nasza najnowsza kolekcja…- powiedziała projektantka.
-Mogłabym ją przymierzyć?
-Jasne…
Weszłam do pracowni, tam rozebrałam się do bielizny zostawiając na torbie ulubione okulary.
Nałożyłam ją. Spojrzałam w lustro i doszłam do wniosku, że piękniejszej sukni na sobie nie miałam. Była prosta, schludna i idealnie dopasowana do mojego ciała. Sięgała mi do kostek, a na lewej nodze miała rozcięcie aż do połowy uda, nawet trochę wyżej. Miała długi rękaw, który przylegał mi do rąk. Sukienka była gładka bez dekoltu, jednakże plecy z tyłu były całkowicie wycięte. Przełożyłam włosy na prawy bok, jak zawsze i uśmiechnęłam się do lustra.
-Jest boska…- powiedziałam do siebie.
Projektantka weszła do środka i zachwyciła się. Zrobiłam dwa zdjęcia jak wyglądam w niej z przodu, a jak z tyłu. Wysłałam je Lucy i zabroniłam komukolwiek pokazywać. W tej sukience przyjdę na ślub.
-Mogę ją kupić?
-Oczywiście.
Podałam kartę i zapłaciłam za dwie sukienki. Potem wyszłam ze sklepu, wsiadłam w samochód i wróciłam. Czas zleciał bardzo szybko. Siedziałam na dole i oglądałam KUWTK. Ktoś zadzwonił dzwonkiem wstałam niechętnie z kanapy i otworzyłam drzwi. Był to listonosz.
-Dzień dobry, mam list polecony do pani Grace Moore.
-To ja.
-Proszę.- wręczył mi list.- Proszę się tu podpisać.
-Dziękuję i do widzenia.- powiedział mężczyzna.
-Do widzenia.
Zamknęłam drzwi i usiadłam z powrotem na kanapie. Spojrzałam na telewizor. Kendall miała urodziny i była z rodziną w parku rozrywki. Nie ważne… Otworzyłam kopertę, która zaadresowana była bardzo znajomym pismem.
Lucy Maria Cox oraz Tyler Hampton mają wielką przyjemność zaprosić Grace Moore na ceremonię zaślubin.
Odbędzie się ona 2 sierpnia 2013 roku w dworku Corthex Hall w Sheperds Hall.
Mamy nadzieję, że uczynisz nas szczęśliwszymi i zaszczycisz nas obecnością w tak ważnym dla Nas dniu.
Para Młoda
Uśmiechnęłam się szeroko i napisałam do Lucy, że oczywiście, że zaszczycę ich obecnością na ślubie. Podziękowałam także za zaproszenie. Postanowiłam pojechać przed nagraniem filmiku do McDonalda, ale to McDrive’a. Kupiłam sobie paczkę frytek i picie. Potem pojechałam do głównego studia naszej agencji, gdzie czekały na mnie dziewczyny. Przebrałam się w to, co sobie przygotowałam. Na stopy założyłam krótkie botki na wysokim i grubym obcasie. Do tego założyłam krótki czarny crop top z białymi krzyżami, a na dół czarne dresy z Adidasa. Do tego duże złote kolczyki, włosy pozostawiłam lekko poplątane, a usta pomalowałam czerwoną szminką, na głowę nałożyłam czarną czapkę ze złotym napisem BOY. Czerwoną koszulę w kratkę pożyczyłam Mandy, która uwiązała ją sobie na biodrach. Zrobiłyśmy sobie przez godzinę rozgrzewkę i przetańczyłyśmy układ kilka razy. Potem nagrano nas osobno, bo w filmik układu mają być wklejone, jak same występujemy. Potem przystąpiłyśmy do właściwego filmowania układu tanecznego. Wszystko szło idealnie, zrobiłyśmy kilka naprawdę świetnych ujęć. Montażysta, który nas kamerował powiedział, że wszystko pięknie zostanie zmontowane. Próba się przedłużyła. Przeze mnie. Po każdym przetańczonym układzie musiałam siadać i odpoczywać. Dopiero około 24 byłam w domu. Justin siedział z Alfredo na dole i grali w pokera przy Whisky. Przywitałam się z każdym i oświadczyłam, że idę spać oraz, że mają mnie nie budzić rano. Napuściłam sobie wody do wanny i dodałam płynu aromatyzującego oraz płynu do piany. Do łazienki wzięłam ze sobą telefon. Zrobiłam sobie zdjęcie i wstawiłam na Instagrama z podpisem: Wspaniałe zakupy w @MiuMiu, nagrywanie układu i wreszcie w domu… Dobrej nocy. Rozświetliłam zdjęcie i wyglądało jak zrobione za dnia. Na ekranie pojawił mi się Harry i odebrałam telefon.
-Twój widok w kąpieli działa na mnie, jak budzik…
-Naprawdę?
-Masz najładniejsze nogi pod słońcem.
-Nie zgadzam się.
-Nie masz nic do gadania… Ja wiem swoje.
-Wstałeś dopiero?
-Tak… Muszę jechać na próbę do studia. Niedługo płyta ma wyjść na rynek.
-Ja dziś jadę na urodziny do Charity i mam dzień wolny, no, ale ostatnio mi spuchły nogi od tańca, więc wiesz…
-Oj biedna moja…
-Oj biedny mój…
W tle usłyszałam Nialla.
Harry, bo Lily przychodzi dziś tu…
-O Jezu…- usłyszałam ciche westchnięcie Harry’ego.- Dobra, a o której?
-Jadę po nią po próbie, planuję ją wziąć na koncert Taylor Swift, a potem tu…
-Spoko po próbie pojadę do mieszkania Grace.
-A ona nie ma nic przeciwko?
-Nie…
-To dobrze.
-Ty powinieneś tam zamieszkać Harry.- powiedziałam stanowczo.
-Nie będę ci się na głowę zwalał, jak przyjedziesz to będzie problem.
-Przecież przyjeżdżam rzadko, teraz przyjadę za jakiś tydzień, może mniej… A Niall nie musiałby się martwić, że usłyszysz jego i Lily.
Harry się zaśmiał.
-Poza tym, bardzo mnie dziwi, że nie chcesz być w Naszym mieszkaniu, kiedy ja w nim także jestem…
-To nie o to chodzi skarbie…
-To o co? Bo ja tego nie rozumiem…
-Boję się, że media mogą coś pisać, o tym, że mieszkam w twoim mieszkaniu…
-… i twoim…
-Nie ważne. Boję się, że przez to Justin może mieć do ciebie jakieś wyrzuty przeze mnie.
-Harry, co ty gadasz? Justin jest szczęśliwy, że jesteś moim przyjacielem, nawet nie wyobrażasz sobie jaki był ucieszony, gdy dowiedział się, że się pogodziliśmy. Odetchnął od kłótni. On cię bardzo lubi…
-… on mnie bardzo lubi, a ja śpię z jego dziewczyną.
Westchnęłam głęboko. Co miałam mu powiedzieć?
-Grace?- odezwał się po chwili.
-Źle ci z tym?- spytałam.
-Nie wiem. Jest mi głupio, bo to, że przespaliśmy się ze sobą wtedy w hotelu w LA było moją winą…
-… gdybym nie chciała się z tobą przespać, to bym się nie przespała…
-… no niby tak, ale…
-… żadnego ale, nie żałuję żadnej nocy  w ciągu ostatnich dwóch miesięcy Harry… Mimo że z nim jestem to…- zacięłam się.
Gdybym powiedziała, że kocham go to powiedziałby to po co z nim jesteś. Nie mogę powiedzieć dla kasy, bo może zmienić o mnie mniemanie i mieć mnie za materialistkę. Chciałabym wyznać prawdę, ale to może zburzyć między nami, to co odbudowaliśmy.
-To?
-Nie ważne. Przepraszam Harry, muszę kończyć. Miłego dnia ci życzę.
-A ja tobie samych pięknych snów… Kocham cię Grace…
-Na razie.
-Pa.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę, zamoczyłam głowę pod wodą i umyłam włosy. Przeleżałam w wannie jeszcze kilkanaście minut, po czym owinęłam się puszystym ręcznikiem, wytarłam się nim, ubrałam za długą koszulkę i krótkie spodenki oraz grube skarpety. Gdy położyłam głowę na poduszce od razu zostałam porwana w objęcia Morfeusza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Przepraszam, że dopiero teraz, ale myślałam, że opublikowałam posta już o 11:00, a tu wracam do domu i patrzę, że 54 wciąż. Proszę o komentarze i dziękuję za ostatnie. Bardzo mnie wspieracie, a swoimi słowami typu: Super! Jesteś świetna! dostaję kopa i zabieram się za pisanie do przodu. Mam już napisane 20 rozdziałów do przodu :P
Takie info: Jeśli ktoś ma zamiar oglądać VMA to piszcie tu w komentarzach swoje przemyślenia itp. Buziaki!!!

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 54.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Postałam jeszcze jakieś dwie minuty na schodach i dopiero wtedy zeszłam. Przywitałam się z chłopakami. Alfredo nie chciał mnie puścić.
-Puść ją, bo udusisz…
-Stęskniłem się za nią…
Gdy wreszcie puścił mnie usiadłam koło Chrisa.
-Wyspałaś się?
-Średnio…
-No to po co siedzisz? Idź spać.
-Przyszłam zrobić sobie herbatę.
-To ja ci zrobię…
-Dziękuję…- uśmiechnęłam się szeroko.
-My będziemy się zbierać.- oznajmił Ryan.
-Nie, nie, siedźcie, ja zaraz i tak zmykam na górę…
-Nie przeszkadza nam, że tu siedzisz. Eva czeka na mnie…- oznajmił Chris.
-No to chyba, że tak…
-Charity prosiła ci przekazać, że o 10:00 w Sunset Studio macie próbę.
-No to chyba musze iść rzeczywiście spać. Nie wstanę rano. Jestem nieprzytomna.
Woda zaczęła się gotować, a Justin zalał mi herbatę. Podziękowałam mu buziaczkiem w policzek i poszłam na górę. Zamknęłam drzwi od mojego pokoju i usiadłam na łóżku. Wzięłam łyka herbaty, która była tak gorąca, że poparzyłam sobie język. Dotknęłam go zimnymi palcami, co przyniosło mi chwilową ulgę. Spojrzałam na telefon, był wyłączony, co było bardzo dziwne… Spróbowałam go włączyć, ale pojawiła się pusta bateria na ekranie. Znalazłam ładowarkę i podłączyłam telefon. Miałam ok. 15 nieodebranych od Harry’ego i 7 sms-ów.
-Odezwij się.
-Martwię się.
-Czemu nie dzwonisz? Widziałem, że doleciałaś.
-Grace, oddzwoń.
-Oddzwoń !
-Gracie martwię się.
-Wszystko ok.?
Odchrząknęłam i zadzwoniłam do niego.
-Halo?- odezwał się po chwili.
-No cześć piękny…- powiedziałam do telefonu.
-Dlaczego nie zadzwoniłaś? Wiesz jak się martwiłem?
-Telefon mi padł, a nie zauważyłam tego, jak przyleciałam od razu poszłam spać. Przepraszam.
Martwił się o mnie… To było bardzo słodziutkie… Jak ja za nim tęsknię... :(((
-Jejku, już myślałem, że zadzwonię do Justina…
-Przestań.
Zaśmiał się.
-Co robisz?- spytałam.
-Robię pranie.
-Już wiesz, jak się robi?
-Zawsze wiedziałem.
-Jasne, tylko czemu zawsze ja musiałam robić?
-Bo taka rola kobiety?
-Wiesz co? Foch.
-I tak mnie kochasz…
-A jesteś w naszym mieszkaniu?
-Nie, u Nialla.
-A czemu nie tam?
-Bo to jest twoje mieszkanie.
-Weź przestań, ono też jest twoje przecież. Możesz tam mieszkać, skoro mnie nie ma. Zresztą ja ci na nic nie muszę pozwalać, masz tam pełne prawo mieszkać.
-Nie chcę…
-Dlaczego?
-Nie wiem…
-Jezu, ty to zawsze coś wymyślisz...
Zaśmiał się.
-Co?
-Jesteś taka słodka, jak się denerwujesz…
Uśmiechnęłam się.
-A skąd możesz wiedzieć, jak ja teraz wyglądam?
-Moja bujna wyobraźnia działa cuda…
-Weź… Niech twoje bujne włosy ujarzmią twoją bujną wyobraźnię.
-Wiesz co? Foch.
-Nie naśladuj mnie, bo nie umiesz…
-Ja nie umiem? Najlepiej cię naśladuję…
-Jasne… Nie rozśmieszaj mnie…
Zapadła chwilka ciszy.
-Grace?
-Słucham?
-Co teraz masz na sobie?
Spojrzałam na swoje ciało. Obwisłe dresy, które zakupiłam dawno temu w Londynie rozciągnęły się bardzo, ale to w nich najlepiej się czułam. Duża bluza moje brata, którą zabrałam mu kiedyś idealnie leżała na moim tułowiu. Poza tym na stopach miałam puszyste różowe skarpety i niechlujnie związane włosy. Postanowiłam oszukać Stylesa…
Zmieniłam ton głosu, na taki pożądliwy…
-Prócz koronkowej bielizny nic… Żadnej bluzy, żadnego szlafroczka… Nic…- wyszeptałam ostatnie słowo.
-Będziesz tak spała z Justinem?
-Tak to ja mogę spać tylko z tobą…
-A Justin?
-Z nim śpię w grubych dresach…
-Czuję się wyróżniony…- uśmiechał się.
-Powinieneś…
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Poczekaj chwilkę…
-Proszę…
-Grace?- Justin wszedł do środka.
-Słucham?
-Przepraszam, ale muszę jechać dograć jeszcze jedną piosenkę…
-Oww… No dobrze…
Justin podszedł do mnie i cmoknął mnie głośno w czoło.
-Wrócę z rana, albo w nocy.
-Ok. Uważaj na siebie.
-Wiem, pa.
-Pa.
Jestem…
*cmok* *cmok*
Harry wydał z siebie takie dźwięki.
-Daj spokój…
-Dobra… Idź spać…
-Co?
-Idź spać, Grace.
-A ty?
-Ja dopiero co wstałem…
-Aha… No to idę spać…
-Idź i niech ci się przyśni coś fajnego… Tak jak mi dziś.
-Co ci się śniło?
-Nasza nocka z okazji moich urodzin.
Przypomniałam sobie.
-Ty masz dalej te złote stringi?
-Mam… Kiedyś je dla ciebie założę.
Zaśmiałam się głośno.
-Nie mogę się doczekać…
-Ja chyba też, ale jak je przymierzałem to niesamowicie się wbijają…
-Przykro mi… Kobiety to znoszą…
-Wolę bokserki…
-Wiem…
-Dobra, idź spać.
-Dobranoc.
-Dobranoc. Kocham cię.
-Ja ciebie mocniej.
-Papa.
-Pa.
Odłożyłam telefon i zasnęłam.

(…)
Po zjedzeniu śniadania, składającego się z owsianki i pobudzającej czarnej kawy. Nałożyłam szary przewiewny crop top i za dużą czerwoną koszulę, która leżała w mojej walizce, nie wiem skąd, do tego czarne dresy.

Spakowałam do czerwonej torebki wodę i batonika 0% cukru. Nałożyłam okulary i wyszłam z domu. Osłoniłam się torebką i wsiadłam do jednego z samochodów Justina. Nie wrócił do domu. Gdy tylko wyjechałam z podjazdu z piskiem opon ruszyłam. Przejeżdżałam przez kolejne aleje, skręciłam w Hollywood St. Jechałam dalej. Zaparkowałam na parkingu, przed Sunset Studio. Wysiadłam. Nie obyło się bez paparazzi. Nie zwracałam uwagi na to, że prosili o kilka słów do kamery, o uśmiech, że pytali o Harry’ego, o Justina i inne mniej ważne rzeczy. Przyspieszyłam kroku, gdy zrobili się bardziej nachalni. Weszłam szybko do środka i skierowałam się na pierwsze piętro. Usłyszałam pierwsze dźwięki do Partition. Otworzyłam drzwi, a moje dziewczyny się rozgrzewały. Sammy, Kimberly, Ashley i Jenna. Gdy tylko mnie zobaczyły podbiegły i mocno przytuliły.
-Gdzie Charity?- spytałam Kim.
-Musiała pilnie wyjechać do Sydney na nagrania do teledysku Kylie Minogue.
Zasmuciłam się trochę, bo się minęłyśmy.
W międzyczasie, gdy byłam wyściskiwana wszedł nasz choreograf- Johnny Defiasco. Od razu zabrałyśmy się do roboty. Przygotowano nam układ, który będziemy musiały nagrać na stronę agencji. Poproszono nas o to. Ale trochę pracy na pewno to wymaga. Zapomniałam co to prawdziwy wysiłek. Przez ostatnie dni leżałam plackiem na plaży, albo bawiłam się w klubach. Dziewczyny były bardzo zaskoczone tym, że po godzinie byłam zmęczona i ledwo dychałam. Dały mi chwilkę przerwy i wróciłyśmy do roboty. Próba miała trwać około 3 godzin. Wyszło sześć. Byłam masakrycznie głodna i zmęczona, gdy wróciłam do domu Justina. Chłopak kupił pizzę i oglądał mecz kosza z kolegami. Przywitałam się z nim, złapałam za jeden kawałek pizzy i poszłam na górę. Włożyłam spocone rzeczy do pralki, a po piętrze chodziłam w bieliźnie. Zjadłam ten kawałek pizzy i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w pidżamy mimo że, była 18:00. Położyłam się do łóżka grzejąc pod kołdrą zmęczone treningiem.
Kolejny dzień zaczęłam krótkim dystansem wokoło osiedla, na którym mieszkaliśmy. Skorzystałam, pierwszy raz z siłowni Justina. Potem wybrałam się na kolejny trening, tylko z Ashley i Kimberly.

Nasz choreograf nagrał filmik i potem przesłał mi go, abym wstawiła go na Instagrama. Po chwili pojawiło się mnóstwo lajków. Mając przerwę dostałam niespodziewany telefon.
-Halo?- spytałam biorąc do ust butelkę z wodą.
-Cześć Grace tu mówi Kendall Jenner.
Szybko odsunęłam od swoich ust butelkę, połykając prędko to co miałam w nich.
-Cześć Kendall, bardzo mnie zaskoczyłaś tym telefonem.
-Wiem…
-Masz jakąś sprawę?
-Pomyślałam sobie, że może miałabyś ochotę się ze mną spotkać na kawę np. dziś po południu, jeśli oczywiście nie masz nic zaplanowane.
-Jasne, może o 16:00 w Zero Cafe.
-Świetny pomysł. Do zobaczenia.
Odłożyłam telefon i wstałam z podłogi. Pożegnałam się z dziewczynami i wróciłam do domu Justina. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, pomalowałam się i ubrałam się we wzorzysty niebieski kombinezon. Spakowałam kilka rzeczy do białej torebki. Chciałam jeszcze pojechać przed  spotkaniem na Manicure. Sprawdziłam, czy trzeba zrobić jakieś zakupy. Lodówka była pusta. Justin zszedł na dół zaspany.
-Gdzie idziesz?- spytał.
-Jadę zrobić zakupy, potem na Manicure i potem jeszcze jadę zrobić sobie tatuaż na palcu, pojedziesz ze mną?
-No pewnie, że tak.
-A i zapomniałabym po Manicure jadę na spotkanie z Kendall Jenner…
Justin spojrzał na mnie z deka przerażony.
-Z Kendall?
-Tak, a co?
-Nie no nic… Pozdrów ją ode mnie.
-Ok., a właściwie czemu tak późno wstałeś?
-Zabalowaliśmy do 5:00.
-I wszystko zrozumiane…
Schowałam telefon do torebki.
-To co ja mam jeść?- zapytał patrząc pustą lodówkę.
Przewróciłam oczami. Podniosłam miskę, pod którą leżał stos kanapek, które przygotował dla mnie Justin wczoraj na kolację.
Uśmiechnął się. Skierowałam się w stronę drzwi.
-Grace…
-Słucham?
-Scooter powiedział, że mają na Internecie znaleźć się jakieś nasze zdjęcia.
Westchnęłam.
-I zaproponował, abyśmy jutro poszli na mecz kosza? Paparazzi są już wynajęci.
-No niech będzie, skoro wszystko jest zaplanowane.
-I jest jeszcze druga sprawa…
-Dostałem zaproszenie do show Jimmy’ego Fallona.
-To dobrze…
-Ale razem z tobą…
-Muszę iść tam?
-Nie, ale jeśli pójdziesz, Scooter, nie będzie już tak na ciebie naciskał ze zdjęciami.
-Na pewno?
-Tak, obiecał mi to.
-W takim razie dobrze.
Justin pokazał ząbki w szerokim uśmiechu.
-Muszę iść.- oznajmiłam i posłałam mu buziaczka, po czym wyszłam z domu. Wsiadłam do Range Rovera Justina i ruszyłam w stronę centrum LA. Była dziś śliczna pogoda. Włączyłam radio, w którym usłyszałam coś co mnie bardzo zainteresowało.

LINK- Best Song Ever

Drodzy słuchacze, mamy dziś dla was niezwykłą niespodziankę. Zespół One Direction nagrał nową płytę, która będzie się nazywać Midnight Memories. Ale to nie koniec. Za chwilkę po raz pierwszy w naszym radiu zostanie puszczony pierwszy singiel Best Song Ever.

Piosenka była rytmiczna, a ja ruszyłam ze świateł. Już na początku spodobało mi się wejście Harry’ego. Refren wpadł mi niezwykle szybko w ucho. Piosenka mi się strasznie spodobała. Zrobiłam ją znacznie głośniej i jadąc podśpiewywałam zapamiętane wersy refrenu. W ciągu jej trwania od razu ściągnęłam ją sobie na telefon. Wkrótce piosenka się skończyła, a ja dojechałam do centrum, gdzie umówiłam się na Manicure. Zaparkowałam z boku i wysiadłam z samochodu. Przeszłam ulicą i weszłam do budynku. Przywitałam się z Ritą, która przygotowywała kiedyś mnie i Charity do występu z Rihanną. Robiła nam paznokcie i jakieś dziwne maseczki na dłonie. Przywitałam się z nią.
-Co dziś robimy?
-Tipsy beżowe… Takie jak zawsze.
-Ok.
Zabrała się do roboty, gdy robiła mi lewą rękę,  ja surfowałam po Internecie, używając prawej. Odpowiedziałam na kilka pytań od fanek. W radiu leciało Best Song Ever. Po jakichś 50 minutach moje dłonie wyglądały ślicznie. Paznokcie takiej długości jak lubiłam w pięknym jasnym kolorze. Zapłaciłam za usługę i wyszłam z budynku, gdzie miała salon. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do Tesco, by zrobić zakupy, a następnie pozostawiając je w bagażniku ruszyłam ku Zero Cafe. Było ono na drugim końcu miasta, zdążyłam na spotkanie z Kendall Jenner i na parkingu byłam punktualnie. Dziewczyna widząc, że zaparkowałam wyszła z samochodu i przytuliła się do mnie.
-Fantastycznie wyglądasz…- zaczęła z szerokim uśmiechem.
-Dzięki, ty także.
Weszłyśmy do kawiarni, ale nabrałyśmy ochoty na sałatki. Zamówiłam sobie grecką, Kendall także.
-Muszę ci pogratulować…- zaczęłam.
-Tak, a czego?
-Słyszałam, że na PFW chodziłaś na wybiegu Karla Lagerfelda i Givenchy.
Kendall opuściła głowę, jakby się zawstydziła.
-Daj spokój… Akurat taka dziewczyna jak ja była potrzebna na wybiegu do tych kolekcji, więc wiesz, udało mi się.
-Żeby wystąpić w PFW trzeba mieć odpowiednie wymiary itd.
Przyszły sałatki.
-Powiem ci szczerze, że ty też mogłabyś wziąć udział.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Jestem za niska i trochę przytyłam ostatnio.
-Nie zauważyłam…
-Troszkę…
-Nie widać nic po tobie. Pewnie spaliłaś ostatnio na treningach. Słyszałam, że wróciłaś do nich.
-Tak… Pragnę wrócić do tych 7 kilo mniej.
Przez chwilkę panowała nie mówiłyśmy do siebie, jedynie zajadałyśmy się sałatkami.
-Zapomniałabym… Justin kazał ci przekazać pozdrowienia.
-Och… Dziękuję…
Znów cisza. Kelner przyniósł dla mnie mrożoną wodę cytrynową.
-Masz teraz jakieś plany? Jakieś koncerty?
-Właściwie to nie wiem…- powiedziałam mieszając słomką swój napój.- Ponoć Justin ma mieć jakiś występ na gali, a poza tym, ja mam swoje prywatne projekty z agencji, rozumiesz…
-Rozumiem, rozumiem, a jakieś poważne sesje?
-Chętnie wzięłabym w jakiejś udział. Moja ostatnia sesja do Teen Vogue’a bardzo mi się podobała…
-Była świetna.- Kendall uśmiechnęła się szeroko.
-Dzięki. Ja z kolei widziałam twoją sesję do Harpers Bazaar. No i była niesamowita… Wyszłaś genialnie…
-Nie przesadzaj, Grace. To rzeczywiście były dobre zdjęcia, ale tak ci powiem szczerze nie byłam jakoś bardzo zaskoczona rezultatem sesji…
-Naprawdę?
-Jasne… Miałam lepsze zdjęcia…
-Aha…
Nabiłam na widelec dwie oliwki i wsunęłam je do buzi.
-A jak ci się podobało w Sydney?- zapytała Kendall.
-To były chyba najlepsze wakacje w moim życiu. Grono najwspanialszych przyjaciół razem, imprezy, plaża… Genialne…
-A chłopaki z One Direction, jak oni?
-Spędziliśmy wspaniały czas na jachcie i w ogóle…
-Widziałam twoje zdjęcia z Harrym…
-To tylko mój przyjaciel…
Kendall spojrzała na mnie.
-Już nic do niego nie czujesz?- spytała się badawczo.
-Ale w jakim sensie?
-No… - zatkała się.- Miłosnym.
Spojrzałam na nią.
-Nic.- powiedziałam opuszczając głowę.
-Bo wiesz…- zaczęła Kendall z szerokim uśmiechem. Ja wzięłam do ust kawałek pomidora.- Myślisz, że umówiłby się ze mną?
Zaczęłam się krztusić. Kaszlałam jak gruźlik, gardło w dalszym ciągu mnie drapało i nie mogłam wypowiedzieć słowa, bo każdy oddech kończył się kaszlem. Kendall poczekała chwilkę, aż się uspokoję. Miała strasznie przestraszoną minę.
-Sądzę…- zaczęłam mówić zachrypniętym głosem.-… że się z tobą umówi.
-Tak sądzisz?
-Yhym…- powiedziałam odchrząkając.
-Jak świetnie, jest taki przystojny…
-Tak.- zakończyłam.
Moja sałatka była zjedzona, a woda prawie wypita. Dostałam sms-a od Justina o treści: Jak skończysz to wróć do domu, pojedziemy jednym samochodem. Na co mu odpisałam, że ok.
-Wiesz Grace… Muszę się już zbierać powoli…- powiedziała Kendall.
-Jaka szkoda…- powiedziałam.
-No… Niestety. Obiecałam, że pojadę z Khloe do centrum handlowego.
-Nie musisz mi się tłumaczyć, ja też muszę się zbierać.
Wstałyśmy z miejsc i zapłaciłyśmy za swoje sałatki.
-Bardzo mi było miło z tobą porozmawiać.
-Mi także.
Uśmiechnęłam się.
Dziewczyna znów mnie przytuliła i poszła w stronę swojego samochodu, a ja w stronę swojego.
Od razu wykręciłam numer do Harry’ego.
-Halo?- spytał i na pewno był uśmiechnięty.
-Cześć kotku…
-Mmmm… Nieźle zaczynasz…
-Nie obudziłam cię?
-Nie miałem się kłaść dopiero…
-To dobrze… Co u ciebie?
-Nic takiego, cały dzień spędziłem z The 1975 pisałem z nimi tekst piosenki na ich płytę. A u ciebie?
-Zaraz jadę zrobić sobie drugi tatuaż…
-Co?
-No…- uśmiechnęłam się i ruszyłam z parkingu włączając głośnomówiący.
-Gdzie…
-A gdzie byś chciał?
-Grace… Uważasz, że tatuowanie siebie to dobry pomysł?
-A czemu nie? Sam jest wytatuowany i to jest seksowne.
Harry westchnął.
-Ja nie lubię jak kobieta jest wytatuowana…
-A jeśli kobieta wszystkie tatuaże robi z myślą o tobie?
Zapanowała chwilka ciszy. Stanęłam na światłach, a paparazzi w samochodzie obok robił mi zdjęcia. Osłoniłam twarz dłonią.
-Naprawdę? Serduszko jest zrobione z myślą o mnie.
-Tak i tatuaż, który będę miała dziś też.
-Wiesz, że jesteś najwspanialszą dziewczyną na świecie?
-Skoro ty to mówisz, to ci wierzę…
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham…
Ruszyłam z piskiem opon.
-Będę kończyła dojeżdżam do domu… A i zapomniałabym powiedzieć.
-O czym?
-Niedługo może do ciebie dzwonić Kendall Jenner.
-Po co?
-Żeby się umówić z tobą…
-Że co?
-Byłam dziś z nią na krótkim spotkaniu i pytała, czy coś do ciebie czuję, a jak jej powiedziałam, że nie. Co oczywiście jest nieprawdą, to była przeszczęśliwa.
-Jak ja mam ją spławić…
-Wymyśl coś kotku… Ale takiego, że zapamięta, że Harry’ego Stylesa się nie zaprasza, bo on jest Grace Moore, na długo…
-Jak ją umiejętnie spławię to co dostanę w zamian…
-Dostaniesz ode mnie fantastyczną noc…
-Już nie mogę się doczekać…
-Ja też.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Do zobaczenia.
-Papa.
Po kolejnych dwóch minutach jazdy zaparkowałam pod domem i wysiadłam z samochodu. Justin zajął miejsce kierowcy, a ja usiadłam obok niego. Pojechaliśmy na drugi koniec miasta do tatuażysty, który robił tatuaże Hazzie i Justinowi. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Miłego czytania, a rozdział w piątek tj. 22 sierpnia. Buziaki! :))