piątek, 5 września 2014

Rozdział 57



CZYTASZ=KOMENTUJESZ


 Krzyknęłam „otwarte” i usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
-Gdzie jesteś?- spytał głośno.
-W toalecie…- odkrzyknęłam.
-Czekam w salonie.
Spojrzałam do lustra i uśmiechnęłam się do siebie. Po czym otworzyłam powoli drzwi i wyszłam z łazienki. Usłyszałam ciche skrzypnięcie fotela w salonie, Harry wstał i uśmiechnął się szeroko na mój widok.
-I jak ładnie wyglądam?
Harry ominął stół do kawy i podszedł do mnie.
-Ładnemu we wszystkim ładnie…
Pocałował mnie w policzek i wziął za rękę. Otworzył drzwi i natychmiast puścił ją. Zamknęłam drzwi na klucz i wsiadłam do podstawionego samochodu, był to można powiedzieć bus.
-Załatwiłem nam czterech ochroniarzy, którzy zadbają o nie robienie zdjęć…
-Dziękuję…- pocałowałam go w policzek.
Kierowca ruszył, a ja siedziałam przez kolejne 20 minut objęta umięśnionym ramieniem Stylesa. Gdy zatrzymaliśmy się pod budynkiem restauracji. Harry wysiadł pierwszy i poszedł na pierwszy ogień zdjęć. Poprawiłam sukienkę, by nie zawodziła mi, gdy wysiądę. Hazz podał mi rękę i powoli wysiadłam. Ochroniarze naprawdę robili co mogli, ale było im trudno. Przed restauracją był jeden wielki krzyk: HARRY! GRACE! Nienawidziłam takich sytuacji. Weszliśmy prędko do środka, wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy na 29 piętro, gdzie mieściła się restauracja Franco Di Marre. Tak przeczytałam z szyldu przed wejściem głównym. Ściany w pomieszczeniu były oszklone i widać było niezwykłą panoramę Los Angeles. Stolik mieliśmy pod samym oknem, światła na zewnątrz tworzyły niezwykłą pajęczynę, która wyglądała rozbrajająco pięknie.
-Harry tu jest ślicznie…- powiedziałam do Stylesa, który pomógł mi zdjąć płaszczyk.- Nigdy tu nie byłam… Kelner wziął nasze odzienia wierzchnie. Hazz odsunął mi krzesło i usiadłam na nim. Potem on usiadł naprzeciwko mnie.
-Chciałem zabrać tu wcześniej, ale wyszło trochę inaczej…- zasmucił się.
Harry położył rękę na stole wpatrując się we mnie, a ja złapałam go za dłoń.
-Harry zapomnijmy o tym i nie rozmawiajmy o  tym teraz. Cieszmy się chwilą, kiedy jesteśmy razem…
Uśmiechnął się do mnie szeroko i pocałował moją dłoń. Do naszego stolika podszedł kelner i podał nam menu, wybraliśmy przystawkę brokuły zawijane z kurczakiem małą tortillą, danie główne carbonarrę, Harry spytał, czy życzę sobie deser, ale odmówiłam.
-Poproszę jeszcze Bodegas Artadi z 1980 roku, całą butelkę…- dodał Harry.
-Już podaję.
Kelner odszedł. Harry wrócił wzrokiem na mnie i od razu się uśmiechnął.
-Ostatnio sobie myślałem…- powiedział przełykając ślinę- W jakim miejscu bylibyśmy, gdyby nie nasze rozstanie.
Zaśmiałam się.
-Tkwilibyśmy w Londynie, ja byłabym obładowana studiami, a ty pracą w studiu.
-Masz rację…
-Nie wszystko musiało się potoczyć jak się potoczyło, ale jestem prawie pewna, że gdyby nie doszłoby do tego co było nie byłoby mnie tu z tobą w tak pięknym miejscu.

Uśmiechnął się i kiwnął głową. Kelner przyniósł przystawkę i nalał nam do kieliszków wino. Po chwili odszedł informując, że danie główne będzie za 10 minut. Puścił moją dłoń i wyjął z marynarki czarne podłużne pudełko. Spojrzałam na niego. Harry przesunął pudełko w moją stronę i wziął łyka wina.
-Co to jest?
-Otwórz.- powiedział z szerokim uśmiechem.
Wzięłam do ręki pudełko i otworzyłam je. Moim oczom ukazał się przepiękny, diamentowy naszyjnik. Nie mogłam się oprzeć jego widokowi, wyglądał ach…
-I jak?- spytał mnie.
-Ja… Nie wiem co powiedzieć, Harry. Jest piękny, ale nie mogę tego przyjąć, pewnie kosztował majątek…
-Oj Słoneczko, załóż go po prostu… Będzie wyglądał na tobie cudownie.
-Pomożesz mi?- spytałam wyciągając naszyjnik z pudełka.
-Oczywiście.
Harry wstał z krzesła i podszedł do mnie, stanął za mną i odgarnął delikatnie moje włosy na prawy bok, wziął ode mnie naszyjnik i zapiął go. Nachylił się pocałował moją szyję i szepnął do ucha: Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie…
Uśmiechnęłam się szeroko. Harry wrócił na swoje miejsce.
-Jest idealny dla ciebie…
-Dziękuję.
Zjedliśmy nasze przystawki cały czas spoglądając na siebie i uśmiechając się. Niedługo potem przyszło danie główne. Słyszeliśmy krzyki z korytarza głównego, ale ochroniarze nie pozwolili wejść paparazzi. Zaczęłam jeść danie główne.
-Byłeś tu kiedyś?- spytałam.
-Tak, raz.
-Kiedy?
-Jeszcze przed tym, jak się poznaliśmy. Spędziłem tu z Gemmą, mamą i Robinem Dzień Matki. Kupiłem jej wtedy podobny naszyjnik.
-Pewnie była zadowolona z takiego prezentu.- uśmiechnęłam się szeroko.
Z sąsiedniego stołu podeszła do nas dziewczynka, która była tak urocza, że od razu ja sama zrobiłabym sobie z nią zdjęcie dla mnie. Miała kręcone włosy, oliwkową karnację i beżową sukienkę. Poprosiła Harry’ego o zrobienie zdjęcia. On od razu się zgodził. Kończąc jedzenie głównego dania doszło do ciekawej sytuacji.
Przez przypadek dotknęłam go obcasem. A Harry uniósł wzrok z jedzenia i podniósł go powoli na mnie. Ja znałam ten wzrok. On znaczył: Nie graj tak, mała… Przeniosłam obcas na wewnętrzną stronę łydki Stylesa i szłam w górę i w górę i w górę, aż doszłam do… tak, właśnie… Wiedziałam jak wyzwolić w nim pasję… Takie rzeczy wiedziałam tylko i wyłącznie ja… Odrzuciłam włosy do tyłu i delikatnie przygryzłam wargę uśmiechając się przy tym zawadiacko. Moja dłoń subtelnie podparła brodę.  Harry gwałtownie wstał i zarządził wyjście z restauracji.
Tak bardzo chciało mi się śmiać, ale widząc jego mega poważną minę. Zapłacił za naszą kolację. Przyniósł nam odzienia, Harry pomógł mi założyć płaszcz, a potem sam nałożył swój. Wyszliśmy szybciutko i skierowaliśmy się do windy, która zwiozła nas na dół… Harry był cholernie zniecierpliwiony długością jazdy… Trwało to 15 sekund…
Wyszliśmy z restauracji, wsiadłam do busa i zajęłam miejsce, za chwilkę obok zasiadł Hazza. Spojrzał na mnie…
-Zaraz wybuchnę…- zamruczał przygryzając wargę, po czym zaczął całować moją szyję.
-Kochanie, wiesz, że ja nie mogę…- odparłam niechętnie.
Hazz odsunął się i jego mina wyrażała teraz złość.
-Jesteś na mnie zły?- spytałam po chwili całując go w policzek.
-Nie, przecież to nie jest od ciebie zależne…
Jechaliśmy jeszcze chwilkę, poprosiłam kierowcę, żeby wjechał przez bramę i zaparkował na podjeździe. Brama była bowiem wysoka, a do tego mieliśmy żywopłot. Mężczyzna tak zrobił i nie mieliśmy problemu z kolejnymi zdjęciami. Weszliśmy szybko do domu i zamknęliśmy za sobą drzwi.
-Muszę się przebrać…- stwierdziłam.
-Ja też bym chciał, ale nie wziąłem ciuchów.
-Chodź…- pociągnęłam go za rękę na górę. Patrzył na mnie bardzo zaciekawiony. Splotłam nasze palce i drugą dłonią podniosłam sukienkę, by lepiej mi było wchodzić po schodach. Odwróciłam głowę lekko do tyłu, by zobaczyć minę Hazzy. Był uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Ty się tak nie ciesz… I tak do tego nie dojdzie, ale mogę ci zaproponować coś innego…- powiedziałam wchodząc do pokoju.
Puściłam jego rękę, rzuciłam torebkę na łóżko, zrzuciłam płaszcz. Rozpięłam sukienkę, która zsunęła mi się po biodrach. W rezultacie stałam przed nim w skąpej bieliźnie i w naszyjniku na szyi.
-Pamiętasz, jak nie byłam gotowa na…
-Pamiętam…
Podeszłam do niego powoli. Odpięłam mu guzik od płaszcza i zdjęłam mu go z pleców. On cały czas mnie obserwował. Uniosłam jego koszulkę lekko do góry i dotknęłam dłonią nagiego torsu. Wkrótce nie miał jej na sobie. Przyciągnął mnie do siebie. Oplotłam jego pas nogami. Usiedliśmy na łóżku. Wplotłam palce w jego niezwykle gęste włosy. Podniosłam pupę z jego kolan i schyliłam głowę, by powąchać jego włosy. Za to Harry składał mi pocałunki na żebrach i pod piersiami. Położyliśmy się gładko na łóżku. Czułam jego pocałunki na całym ciele, gdy wreszcie dotarł do twarzy wpiłam się w nie i wiedziałam, że szybko się nie oderwę. Zaczęłam manewrować przy pasku od jego spodni, przygryzł mi wargę i zamruczał. Uśmiechnęłam się i zacisnęłam mu dłoń na pośladku…
-Gracie…- zamruczał.
Przejechałam ręką po jego plecach aż do szyi, ułożył mnie na łóżku, tak, aby nade mną górować. Całował moją szyję, a ja wiłam się czując jego usta na sobie. Powoli zwalnialiśmy tempa, muskaliśmy się nawzajem. Czułam się jak w niebie… Czułam się kochana… Czułam się doceniona… Czułam się tylko Jego…
-Kocham cię…- wymruczał mi do ucha muskając je.
Po czym położył się obok przyciągając mnie do siebie.
-Ja ciebie też.
-Jak bardzo?- spytał mnie.
-Cholernie mocno.
-Ja ciebie mocniej.
-Nie sądzę…
-Uwierz mi.
Spojrzał mi prosto w oczy, jego błyszczały się jak dwa szmaragdowe guziczki.
-Chcę się z tobą ożenić…- powiedział zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
Spojrzałam na niego zszokowana.
-Nie teraz oczywiście, jesteśmy za młodzi… Ale za 5, 6 lat…
-To wspaniałe co mówisz… Ale nie wiemy co będzie jutro, a co dopiero za tyle czasu.- powiedziałam i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
-Ja to wiem, Grace… Do tego ślubu dojdzie.
Pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy spokojnie głaszcząc swoje plecy.
-Jestem głodna…- powiedziałam.
Sięgnęłam po koszulkę Hazzy i narzuciłam ją na siebie i zbiegłam na dół. Zaglądnęłam do lodówki i wyjęłam jajka i inne składniki potrzebne do upieczenia omleta. Na szczęście miałam w lodówce truskawki, brzoskwinie w puszce, trochę malin i jagód no i obowiązkowo bita śmietana. Zrobiłam masę i potem wrzuciłam ją na patelnię, czekałam aż omlety z obu stron się zarumienią. Poczułam duże dłonie na moich biodrach, oraz pojedyncze pocałunki na szyi.
-Pięknie pachniesz…
-Pinacolada?
-Yhym… Uwielbiam ten zapach na tobie…
Odłożyłam kolejnego upieczonego omleta na talerz z boku i zaczęłam go dekorować owocami. Harry mi pomagał, a podczas tego zaczął mi opowiadać o chłopakach co robili na ostatnich próbach. Jednym słowem załamka… Robiąc cappuccino Harry siedział w pokoju i oglądał telewizję.
-Ty, co ty tam oglądasz…
-Co?- odezwał się po chwili nie odrywając oczu od TV.
Wyszłam z kuchni i zaglądnęłam do salonu. Prawie się ślinił widząc roznegliżowane modelki Victoria Secret. Rzuciłam w niego poduszką i dostał nią porządnie w głowę.
-Co ty robisz?- spytał skutecznie oderwany.
-Zapobiegam twojemu zaślinieniu…- odparłam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Przecież się nie ślinię…- odrzekł uśmiechając się.
-Zaraz zaczniesz…
-Nie zacznę…- powiedział z szerokim uśmiechem.
-Zaczniesz…
-Nie zacznę…
Wstał z kanapy i zaczął biec w moją stronę, pobiegłam na górę, ale Harry był bardzo szybki, dogonił mnie i przerzucił sobie przez ramię. Zniósł mnie na dół, a ja krzyczałam w niebogłosy.
-Puść mnie wariacie!
Położył mnie na kanapie i zaczął łaskotać. Darłam się, a on nie przestawał. Na szczęście czajnik zaczął gwizdać i musiał mnie puścić. Pobiegłam zalać swoje cappuccino. Harry czekał już w kuchni.
-A ja i tak uważam, że gdybym cię nie oderwała to zacząłbyś się ślinić.
-No nieprawda…
-Prawda, Harry…
Loczek zaniósł na górę jedzenie, a ja wzięłam kawę Hazzy i swoje cappuccino.  Chłopak położył tackę na mojej etażerce i uśmiechnął się do mnie. Poprawił poduszki. Na dworze było już bardzo ciemno. Zapaliłam lampkę. Harry wziął ode mnie napoje i położył je obok jedzenia. Potem usiadłam koło niego i zaczęliśmy jeść karmiąc się nawzajem, potem włączyliśmy sobie film.

Harry
Jej głowa opadła mi bezwładnie na ramię. Spała jak małe dziecko cicho oddychając. Położyłem jej głowę na poduszce i ściągnąłem jej moją koszulkę. Po czym sam się w nią ubrałem. Wyłączyłem telewizor. Pocałowałem ją w czoło i zszedłem na dół. Założyłem płaszcz i buty. Poprawiłem włosy w lustrze i wyszedłem z domu upewniając, czy drzwi się zatrzasnęły. Czekała na mnie taksówka, paparazzi czekali aż wyjdę z domu Justina, wykrzykiwali moje imię, mówili, że doprowadzam do rozpadu związku Justina i Grace. W pewnym sensie się tak czułem, ale póki Grace to nie przeszkadza to mnie też. Chciałbym jednak, żeby wróciła do mnie na stałe. Żeby była tylko moja. Usłyszałem dźwięk mojego telefonu i odebrałem go.
-Halo?
-Cześć Harry tu Justin.
-O siema.
-Bardzo ci dziękuję, że spędziłeś z nią dziś czas, nie chciałem, żeby była sama, a skoro się tak dobrze dogadujecie to pewnie spędziliście dobrze dzień.
-Tak byliśmy na golfie. Było fajnie. Jutro też gdzieś ją zabiorę, więc się nie martw, że będzie sama.
-Ok. Jeszcze raz wielkie dzięki.
-Na razie.
(…)

Grace
-Idziemy na spacer?- zaproponowałam.
Harry spojrzał na mnie pytająco.
-Oj chodź. Nawet jak nam zrobią kilka zdjęć to nic się nie stanie… Jest taka ładna pogoda…
-No dobrze.
Wyszliśmy z domu Justina i przeszliśmy furtką. Idąc chodnikiem rozmawialiśmy.
-Kupiłaś już sukienkę na ślub?
Uśmiechnęłam się.
-Yhym.
-Tylko tyle?
-Nic ci więcej nie powiem. To będzie niespodzianka.
-Ale ładna chociaż?
-Nie, Harry kupiłam brzydką sukienkę.
-Dobra no…- zaśmiał się.
-A ty masz garniaczek?
-A no mam. Od Saint Laurent.
-Ja od Prady.- zamknęłam usta.
-Czyli muszę sprawdzić na Internecie kolekcję Prady…
-Ej no!!!
Zaśmiał się głośno.
-Kiedy wracasz do Londynu?- spytałam po chwili.
-Nie wiem, a chcesz się mnie pozbyć?
-W żadnym wypadku…
-Myślałem, że zostanę jeszcze na dwa dni, a kiedy Justin wraca?
-Za 2 dni prawdopodobnie wieczorem.
-Aha.
Wstąpiliśmy do Starbucksa. Harry kupił sobie kawę, ja nie miałam ochoty. Zadzwoniła do mnie Lucy.
Cześć Piękna…- powiedziałam, gdy tylko odebrałam.
No hej, czemu ty nie dzwonisz do mnie?- chyba była oburzona.
Przepraszam, byłam tak zalatana, że zapomniałam.
Wiesz co… Zapominać o najlepszej przyjaciółce…
Przepraszam cię kochana…
Dobra wybaczam ci, ale dzwoń do mnie, bo tęsknię za tobą…
Oj ja też za tobą tęsknię…
Co robisz?
Byłam z Harrym w Starbucksie.
Styles uśmiechnął się szeroko, wzięłam mu z ręki kubek i zaciągnęłam łyka kawy.
TO TY JESTEŚ W LONDYNIE?!
Nie, no co ty… W Los Angeles…
To co on tam robi?
Przyleciał na kilka dni…
…akurat wtedy jak Justin wyjechał…
… przestań…
Lucy zaśmiała się głośno.
Ja coś czuję, że chemia wróciła na dobre…
…Lucy…
Zaraz zadzwonię do Eleanor i jej wszyyyystko powiem…
Nie dzwoń do niej, bo rozpęta się piekło.
Harry spojrzał na mnie, a ja sama parsknęłam śmiechem.
Ty nie rób ze mnie debila, ty znowu z nim kręcisz…
Lucy to nieprawda…
Dobra mów sobie dalej…
Echhh…
Zmieńmy temat. Kiedy przyjeżdżasz?
Nie wiem kochana… Może być tak, że przyjadę na kilka dni, a potem znów wyjadę i przylecę na sam ślub. Jednak to się może zmienić.
Aha… Daj mi znać, jak będziesz wiedziała, dobrze?
Nie ma sprawy…
No to nie przeszkadzam wam… Do zobaczenia.
Pa. Ucałuj dziewczyny i Tylera.
Ok., papa.
Pa.
-Kto rozpęta piekło?
-Nie wiem, czy powinnam ci mówić…
Hazz spojrzał na mnie.
-Nikomu nie powiem.
-Nikomu…- powtórzyłam.
-Nikomu.
-Eleanor rozpęta piekło.
-Czemu?
-Pamiętasz jak reagowała na ciebie, jak nie byliśmy razem?
-Już rozumiem.
-Nie da mi spokoju, jak się dowie, że znów się widujemy w sensie takim, że przyleciałeś do mnie to…
-… rozumiem…
Uśmiechnęłam się.
Z mojej torebki znów zaczął grać Antichrist.
-Jezu, kto się znów dobija…
Hazzie też zaczął grać telefon, też ktoś dzwonił.
Odebrał, a ja wreszcie znalazłam swój.
-Halo?
-No cześć Grace tu Kendall.
-Hej, co tam?
-Dziękuję. Świetnie. Co robisz w sobotę?
-Nie mam konkretnych planów…
-Uff… Myślałam, że dzwonię za późno… Nie wiem czy słyszałaś o Coachelli?
-O tym festiwalu muzycznym?
-Yhym…
-Słyszałam…
-Co powiedziałabyś, żeby wybrać się tam ze mną, moją siostrą Kylie i moimi przyjaciółkami na niego…
-To jest bardzo dobry pomysł… Chętnie się z wami wybiorę…
-No to świetnie. W piątek przyjadę po ciebie z dziewczynami około 14:00. Ok.?
-Ok.
-Jesteśmy umówione.
-Tak.
-Do zobaczenia.
-Pa.
Harry podszedł do mnie.
-Idziemy wieczorem do Soho?- spytał mnie wkładając telefon do kieszeni.
-Yhym.
-A teraz gdzie idziemy?- spytał mnie.
-Jest w miarę wcześnie, więc jedźmy na plażę…
Harry spojrzał na mnie, jak na wariatkę.
-Nie masz kąpielówek?- zapytałam z uśmiechem.
-Mam, zawsze mam.
-No to co się martwisz…
Gdy doszliśmy do domu Justina, Harry powiedział, że przyjedzie za pół godziny i mam być gotowa. Wpadłam do domu i zrzuciłam z siebie poprzednie rzeczy. Ubrałam się, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Nałożyłam na siebie czerwony strój kąpielowy. Nałożyłam okulary, zeszłam na dół i wyjęłam z lodówki dwie butelki wody i wrzuciłam je do torebki. Mój telefon zaczął dzwonić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Jest mi przykro... Bardzo przykro, że mimo tego, że zawsze dodaję w piątki i staram się, to nie widzę wcale komentarzy. Dziękuję za te ostatnie DWA tym osobom, które je napisały. Mam nadzieję, że docenicie to w jaki sposób poświęcam czas na pisanie. 

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 56



CZYTASZ = KOMENTUJESZ

HAPPY BIRTHDAY TO YOU, HAPPY BIRTHDAY TO YOU, HAPPY BIRTHDAY TO CHARITY, HAPPY BIRTHDAY TO YOU!!!



Impreza urodzinowa mojej czerwono włosej cziki trwała od jakiejś godziny. Charity zakochała się w sukience, którą jej kupiłam, ale powiedziała, że nic nie musiałam kupować, wystarczyłaby jedynie moja obecność.  Odśpiewałyśmy bardzo głośne Happy Birthday i siostra Charity, Louise podała tort. Chłopaki zaczęli wznosić głośne toasty za naszą wspaniałą koleżankę. Charity zdmuchnęła 21 świeczek i wszyscy zaczęli się cieszyć. Czerwonowłosa pokroiła tort i dała każdemu po kawałku, ja z takiego powodu, że jechałam samochodem otrzymałam specjalnie dla mnie szampana bezalkoholowego.
-Grace, ja naprawdę nie wiem, jak bardzo ci podziękować za tę sukienkę. Jest przepiękna.
-Nie ma za co, Charity. Dla ciebie wszystko.
Dziewczyna mnie przytuliła. Chris (kolega Justina i jednocześnie „przyjaciel” Charity) razem ze swoim bratem włączyli głośną muzykę i zaczęli tańczyć. Ja i Charity grzałyśmy siedzenia, a goście ruszyli do tańca. Leciała Macarena. Wszyscy równiutko tańczyli, a my śmiałyśmy się do rozpuku.
Charity nagrała trochę i wrzuciła na Instagrama. Po jakiejś godzinie „tancerze” usiedli i zaczęliśmy jeść przyrządzone przez Charity i jej mamę potrawy. Siostra robiła masę zdjęć, a ja poprosiłam, by jedno zrobiła moim telefonem. Potem wstawiłam je na IG. Potem znów zaczęliśmy tańczyć tym razem wszyscy. Bawiliśmy się od wczesnych godzin popołudniowych do późnych nocnych. Moje koleżanki zostały u Charity na noc, ja nie chciałam jej się zwalać na głowę. Jej rodzina była jeszcze w jej domu. Koledzy natomiast mieli zorganizowany transport. Jedynie Chris został pomóc Charity w sprzątaniu. Podziękowała mi za przyjazd i za wspaniały prezent, po czym wsiadłam do samochodu i wróciłam do LA, co zajęło mi godzinę. Gdy tylko weszłam do domu zobaczyłam Justina dźwigającego walizkę na dół.
-Co ty robisz?
-Jadę na kilka dni do Europy na promocję Journals.
-Ale tak nagle?
-Scooter zadzwonił, nie mogę tego odwołać…
Zasmuciłam się.
-Niedługo wrócę.
Justin położył walizkę koło drzwi i przytulił mnie.
-Mogłeś zadzwonić…
-I kazać ci wracać z urodzin Charity? 
-No…
-Daj spokój Gracie…
Justin szepnął mi do ucha: Nie będziesz tu sama, znalazłem kogoś z kim się będziesz świetnie bawić, ale nie powiem kto to…
Potem do domu wszedł ochroniarz i wziął walizkę Jus’a.
-Uważaj na siebie…- powiedziałam.
-Ty też.

(…)
Rano nie dawał mi spokoju dzwonek do drzwi.
-Kuźwa, jak to jakiś listonosz to wpierdzielę.- powiedziałam do siebie.
Poprawiłam luźne dresy na tyłku i bluzkę, która się podwinęła. Otworzyłam gwałtownie drzwi i zbiegłam na dół. Poprawiłam włosy 
Znów dzwonek.
-Nie wyrobię.- krzyknęłam.
Zaczęłam otwierać zamki, które zamknęłam na noc i otworzyłam drzwi.
Oślepiło mnie słońce… Albo jego widok… Stał przede mną w zwykłym czarnym T-Shircie i czarnych rurkach. Na stopach miał karmelowe sztyblety. Uśmiechnął się szeroko.
-Cześć piękna…- powiedział cicho.
Byłam tak bardzo zaskoczona, że nie wiedziałam co powiedzieć.
-Wpuścisz mnie?
-Yhym.
W torbie miał zakupy, a na miejscu parkingowym zaparkował jakimś białym samochodem.
-Ładnie tu macie…
Otrząsnęłam się po chwili.
-Harry…- powiedziałam cicho, a chłopak spojrzał na mnie rozpakowując zakupy.
Podeszłam do niego powolutku, a gdy stanęłam obok pocałowałam go w usta. Styles posadził mnie na blacie i jeździł ręką pod koszulką. Byłam przeszczęśliwa nie widzieliśmy się około tygodnia, a tak się za nim stęskniłam. Oderwaliśmy się od siebie po jakichś 10 minutach. Uśmiechaliśmy się przez każde połączenia naszych ust.
-Co ty tu robisz?- spytałam delektując się smakiem jego ust oraz zapachem jego szamponu jabłkowego.
-Justin poprosił mnie, abym przyjechał tu, żebyś nie była sama, skoro on wyjeżdża, więc spakowałem się szybko i wsiadłem w pierwszy samolot do ciebie.
Musnął moje usta.
-Jak ja się za Tobą stęskniłem, Grace…
Przytulił mnie i pocałował w szyję.
-Cieszysz się, że jestem?
-Nawet nie wiesz jak…
Pocałowałam go w obojczyk.
-Zrobię ci śniadanie…
-A ty jadłeś?
-Nie…
-Robisz dla nas, a ja zrobię kawę. Tylko pójdę się przebrać.
-Nie!- zaprotestował.
-Czemu?- spojrzałam na niego.
-Bo te dresy idealnie leżą na twoich biodrach.
Uśmiechnęłam się.
-Niech będzie.
Włączyłam wodę na kawę.
-Mówiłeś mi, że masz próby w studiu…
-Ja już zrobiłem wszystko, z tego co wiem, Niall musi jeszcze dograć kilka jego wejść na gitarze.
Harry zaczął robić naleśniki. Zjedliśmy na tarasie, po czym Hazz kazał mi się ubierać, bo powiedział, że jedziemy na golfa.
-Co proszę?- zapytałam go.
-Jedziemy na golfa kotku.- pocałował mnie w czoło i poszedł do samochodu, po rzeczy, by się tu przebrać.
-Na golfa?- zapytałam siebie.- Po co na golfa…
Nie wiedziałam co włożyć.
Nałożyłam bieliznę, a Harry wszedł do mojego pokoju uśmiechnął się, gdy poprawiłam sobie ramiączko na prawym obojczyku. Oparł się o futrynę i zlustrował mnie od góry do dołu. Po chwili podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. Staliśmy przed lustrem i wpatrywaliśmy się w nasze odbicie. Harry nie miał koszulki. Położył mi dłonie na biodrach, moje włosy przerzucił na prawy bok i pocałował w szyję. Po chwilce obrócił mnie do siebie i złapał zębami za ramiączko. Potem połączył nasze usta w namiętnym pocałunku i wiedziałam, że oczekiwał, że za chwilkę dojdzie do czegoś lepszego. Jednak dziś ja nie mogłam. I przez kolejne 3-4 dni też.
-Grace…- mówił między pocałunkami.
-Harry… ja…- starałam się mu to przekazać, ale nie mogłam, bo ciągle całowaliśmy się.
-Słonko, zrzuć to…- strzelił gumką od moich majtek.
-Nie mogę…
Harry odsunął się.
-Nie możesz, czy nie chcesz…
-Nie mogę…- opuściłam głowę.
-Do kiedy?
-3-4 dni
-Biedna…
Przytuliłam się do niego, a on pocałował mnie w czoło. Potem zaczęłam się ubierać. Gdy zeszłam na dół, Harry stał przede mną w białych spodenkach, czarnej bluzie dresowej i czarnej czapce z daszkiem, ja ubrałam się dość podobnie. Wsiedliśmy do jego samochodu i pojechaliśmy na obrzeża LA na pole golfowe. Z racji tego, że nie umiałam w ogóle grać, Harry dał mi bardzo szybką, pomocną i niezwykle zbliżeniową lekcję. Obejmował mnie od tyłu i pokazywał, jaką trzeba mieć postawę, ogólnie co i jak. Po lekcji wprowadzającej dołączyli do nas znajomi Harry’ego. Loczek grał wspaniale i widać było od razu, że lubi golfa i ma do niego dryg. Hazz prowadził wózek golfowy do kolejnych dołków. Po jakimś czasie zmęczyłam się trochę, chociaż golf, to niby spokojny sport, przy którym żadny człowiek się męczy, wyjątkiem jestem ja. Harry bawił się ze znajomymi, a ja siedziałam grzecznie na wózku i patrzyłam jak gra.

-Świetnie.- pochwalił Harry’ego mężczyzna.
Harry uśmiechnął się szeroko.
-Podobało ci się?- spytał mnie.
-Byłeś świetny.
Nałożyłam okulary, Harry zaliczył kolejne dołki. Podsumowałam sobie, że trafiłam do trzech dołków z 25, a Harry do 25. Fajnie… Usiedliśmy na wózku, a znajomi Hazzy odjechali drugim. Podałam mu butelkę z wodą.
-Piękna pogoda dziś, prawda?- powiedział.
-Masz rację.
Loczek spojrzał na mnie.
-Jesteś dziś jakaś nie w sosie.
-Ja? Dlaczego?
-Nic nie mówisz praktycznie, mało się śmiejesz…
Harry dotknął dłonią mojego policzka delikatnie i uśmiechnął się.
-Brzuch mnie trochę boli…
Harry skrzywił się.
-Ty to jesteś biedna…
-Wszystkie kobiety są biedne…
-A co mnie wszystkie obchodzą, dla mnie liczysz się tylko ty…
Objął mnie ramieniem i ruszył wózkiem golfowym. Zamiast wracać ku parkingowi, Harry objechał całe pole golfowe dookoła, a jest to największe i najbardziej znane pole golfowe w USA. Gdy wiatr wiał lekko pod wpływem prędkości upajałam się zapachem świeżo koszonej trawy oraz mieszanką mięty, jabłka i Jego perfum. Zamknęłam oczy, a Harry przytulił mnie mocniej. Byłam tylko ja i On. Nic nie mówiliśmy. Obydwoje czuliśmy, że musimy się upajać tą chwilą, bo może być takich mało…
Dopiero po 40 minutach zatrzymał się przy restauracji, tam też pracownik zabrał wózek. Harry nie odstępował mi na krok. Cały czas, albo mnie obejmował, albo był bardzo blisko.
-Może pójdziemy coś zjeść?
-Nie jestem głodna, ale napiłabym się herbaty.
Otworzył mi szklane drzwi do restauracji. Szef kuchni zaoferował świeże krewetki, ale podziękowałam.
-Poproszę o jedną herbatę miętową bez cukru i zwykłą czarną kawę.- powiedział Loczek.
-Zjedz coś, jeśli chcesz…- zachęciłam Hazzę.
-Nie, nie jestem głodny.
-Nie zwracaj na mnie uwagi, jeśli chcesz jeść to jedz.- dodałam.
-Ale Grace, ja naprawdę nie jestem głodny.
Spojrzałam na kelnera.
-Poproszę te krewetki dla tego pana na osobny rachunek.
-Już się robi.
-Grace…- Harry schował twarz w dłoniach.- Co ja z tobą mam…- pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
-Zasmakują ci…- uśmiechnęłam się.
Przyszły nasze napoje. Sięgnęłam do torebki po tabletki, a po poproszeniu kelnera o szklankę wody połknęłam ją. Potem krzywiłam się na smak mięty bez cukru.
-Nie krzyw się, tylko pij, kochanie…- uśmiechnął się szeroko i wziął łyka kawy.
Nagle zaczął dzwonić mój telefon. Zaczęłam go szukać w torebce. Był to nieznany numer. Odebrałam.
Halo?
Dzień dobry, czy ja rozmawiam z Grace Moore?
Tak to ja.
Nazywam się Samantha Yvilley i chciałam bardzo serdecznie zaprosić panią na rozdanie nagród British Fashion Awards…
Och… Naprawdę?
Tak i będzie nam bardzo miło, jeżeli przybędzie pani.
Oczywiście, a kiedy będzie gala?
We wtorek za dwa tygodnie tygodniu.
Jasne, że będę. Bardzo dziękuję za zaproszenie.
To my dziękujemy, że pani przybędzie. Do zobaczenia.
Tak. Do zobaczenia.
-Kto to był?
-Samantha Yvilley i zaprosiła mnie na rozdanie nagród British Fashion Awards.- uśmiechnęłam się.
Harry oparł się o tył krzesła.
-Ja jestem w tym roku nominowany w kategorii najlepiej ubrany mężczyzna.
-Naprawdę?
-Yhym.
-Harry no to gratuluję.- uśmiechnęłam się szeroko.- Będę trzymała kciuki.
Loczek zaczął jeść przyniesione przez kelnera krewetki. Wzięłam kolejnego łyka herbaty i znów się skrzywiłam. Harry patrzył się za oknem na grających w golfa mężczyzn.
O dziwo po 30 minutach ból się znacznie zmniejszył. Dochodziła godzina piętnasta, Harry powiedział, żebyśmy się zbierali, ale póki co poszedł do toalety. Poprosiłam do siebie kelnera i zapłaciłam za krewetki. Powiedziałam, że, jakby Harry się pytał kto zapłacił za krewetki, żeby powiedział, że na koszt firmy. Sytuacja, którą przewidziałam z zapłatą oczywiście miała miejsce... Harry, wychodząc z restauracji otworzył mi drzwi i przepuścił mnie w nich. Zdjęłam czapkę i poprawiłam włosy. Usiadłam w samochodzie. Loczek usiadł z boku i ruszył.
-Podobało ci się?
-Bardzo.- uśmiechnęłam się.- Nie okazywałam tego, bo wiesz…
-Wiem, wiem…
Harry skręcił w stronę obwodnicy LA. Zdjęłam okulary i spojrzałam na Hazzę.
-Czemu się tak na mnie patrzysz?
-A tak… Nie mogę?
-Pewnie, że możesz. Ty wszystko możesz…
Uśmiechnęłam się, a on poprawił włosy. Zapanowała chwilka ciszy między nami, a jedynie tym, kto przerywał ją był spiker w radiu.
-Pójdziemy wieczorem na kolację?- spytał mnie po chwili.
-Taką elegancką?
-Yhym.
-Oczywiście z największą przyjemnością.

Harry
Grace usadowiła się porządnie na fotelu i skierowała głowę w stronę okna ewidentnie nad czymś myślała. Zmarszczyła lekko brew i kosmyk włosów opadł jej na czoło. Założyła go za ucho i uśmiechnęła się do siebie.
-O czym myślisz?- spytałem ją wracając wzrokiem na drogę.
-W co mam się dziś ubrać…
-Poważna sprawa.- powiedziałem sarkastycznie.
-Ej! Dla mnie bardzo ważna i dla ciebie też powinna być…
-Czemu?
-No jeśli będę ładnie wyglądała to ci się spodobam…
-Myślisz, że dresach mi się nie podobasz?- zapytałem uśmiechając się.
-Nie wiem…- odpowiedziała wzruszając ramionami.
-Masz moje zapewnienie, że jak najbardziej tak…- oderwałem na chwilę wzrok od drogi, wziął dłoń Grace i pocałowałem jej palce u dłoni.
-Mówiłam ci, jaki jesteś wspaniały?
-Nieeee…- powiedziałem przedłużając.
-No to ci mówię…
Znów zapanowała cisza, a w radiu usłyszałem: Proszę Państwa, drodzy słuchacze mamy wspaniałą wiadomość od mangamentu One Direction.
Kliknąłem na inny numer stacji.
-Czemu przełączyłeś?
-Nie chce mi się słuchać tego…
-Ej…
-Ech… Dobrze.
Przełączyłem.
LINK STORY OF MY LIFE

…gwiazdorzy zrobili fanom niespodziankę. Dziś rano na Youtubie pojawiła się wersja z tekstem drugiego singla One Direction, który nosi tytuł Story of my life.

-Nie słyszałam tego…
Powolne nuty piosenki rozbrzmiały i usłyszałem swój głos.

Grace

Written in these walls are the stories, that I can’t explain
I leave my heart open, but it stays right here empty for days…


Od razu słysząc jego głos wstrząsnął mną porządny dreszcz. Harry od razu to zauważył, patrzyłam się w swoją szybę z boku obserwując budynki, które mijaliśmy. Piosenka leciała dalej. Liam zaczął śpiewać, a gdy Zayn rozpoczął swoją solówkę doszłam do wniosku, że to ich najlepsza piosenka. Doszłam do tego nie słysząc
refrenu. Ale gdy ten nadszedł i usłyszałam pierwsze…

The story of my life, I take her home
I drive all night to keep her warm and time 

Is frozen…

Z moich oczu poleciało kilka łez, które skapnęły mi na bluzę. Gdy Harry to śpiewał wiedziałam, że śpiewa o mnie. Czułam się tak przepełniona szczęściem, że łzy leciały mi ciurkiem. Schowałam twarz w dłonie i słuchałam tej piosenki dalej, potem zaczął śpiewać Niall i Louis, śpiewali równie pięknie. Ale Harry… Za każdym razem, gdy słyszałam jakąkolwiek nutę wyśpiewaną z jego ust zaczynałam płakać. Przy kolejnym refrenie kolejny raz zrobiłam to samo, co wcześniej, a łzy leciały nie miłosiernie szybko. Harry zjechał na stację benzynową i zajechał ją od tyłu. Czułam się taka nie tyle doceniona, co wyróżniona, ale o tym wyróżnieniu wiedziałam tylko ja i On. Piosenka się skończyła. Wyjęłam z torebki chusteczkę, którą zręcznie otarłam spływające łzy.
-Możesz na mnie spojrzeć?- spytał mnie cichutko.
Otarłam oczy i spojrzałam na niego, ale gdy tylko ją obróciłam Harry pocałował mnie namiętnie. Zaczesał mi kosmyk włosów za ucho i musnął moje usta.
-Pisząc tę piosenkę z chłopakami myślałem tylko o Tobie. Wiem, że ty wiesz, że to jest o Tobie.
Przytuliłam go.
-Dziękuję, to jest najpiękniejsza piosenka jaka mogła powstać…
Z moich oczu wypłynęła jeszcze jedna łza, a otarł ją kciukiem.
Odsunęłam się od niego i usiadłam prosto.
-Jedziemy?- spytał uśmiechając się.
Kiwnęłam głową.
Spojrzałam w lusterko i się załamałam. Wyjęłam z torebki specjalne chusteczki do demakijażu i pozbyłam się rozmazanego tuszu.
-Przez ciebie się rozpłakałam…- powiedziałam cicho.
-Przepraszam, skarbie.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Chciałbym zobaczyć, jak zareagujesz jak usłyszysz resztę utworów z Midnight Memories.
-Tak nazywacie płytę?
-Tak.
-Up All Night, potem Take Me Home, a teraz Midnight Memories… Szalejecie… Co będzie następne? Let’s have Sex?
-Tylko z tobą…
Trzepnęłam go w ramię.
-Nie mogę…- powiedziałam czerwieniąc się.
-Pamiętam.- Harry spojrzał na mnie.- Jesteś taka urocza, jak się rumienisz…
Policzki mnie zapiekły mocniej.
Jechaliśmy jeszcze około 10 minut. Hazz zawiózł mnie do domu i powiedział, że będzie o 19:00. W takim razie miałam TYLKO 2 godziny na wybranie ubrania, umalowanie się, uczesanie i wykąpanie. O Boże… Wyskoczyłam z samochodu, oczywiście przed domem Justina stali paparazzi, ale nie sądzę, że ci wynajęci… Weszłam szybko do domu i pobiegłam na górę. Napuściłam wodę do wanny i zaczęłam kąpiel. Po jakimś czasie leżenia w wodzie wyszłam z niej i posmarowałam ciało balsamem o zapachu pinacolady.  Wyprostowałam włosy i zrobiłam sobie makijaż. Weszłam do pokoju mając na sobie czarną koronkową bieliznę. Zerknęłam do szafy, z której rzeczy prawie wylądowały na podłodze,, gdybym ich nie złapała w odpowiednim czasie. W rezultacie wybrałam czarną sukienkę, otworzyłam szafę i zaczęłam myśleć nad torebką. Po chwili podjęłam decyzję także o butach. Miałam jakieś 30 minut. Założyłam sukienkę i rozczesałam jeszcze włosy, usta poprawiłam szminką. Spojrzałam na siebie w lustrze.
-Chyba jest ok…- powiedziałam do siebie.- Tak chyba tak.
Nałożyłam płaszczyk i buty. Zeszłam na dół. Harry przyjechał 15 minut wcześniej. Byłam w łazience na dole, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi…

*zdjęcie Harry'ego i Seleny Gomez (Grace) pochodzi z Tumblr'a Fuckyeaharlena 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Jak tam przed rozpoczęciem roku?Bo u mnie serio kiepsko... Mam deprechę... Mam nadzieję, że u was jest lepiej :) Dzięki za komentarze proszę o kolejne... Tak wgl to dziś zauważyłam, że mój poprzedni blog ponad 94 tysiące wyświetleń. Wow!!! To bardzo dużo :) Dzięki :* Następny rozdział jak zawsze :P