piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 90.



Odkąd tylko przyszedł Harry nie zdołałam zasnąć. Co chwilkę mocne kopanie małej mi dokucza, a gdy już jestem na półmetku stanu uśpienia, daje czadu od początku. Do tego Harry chrapie… Jak żyć…
Loguję się na TT i piszę: Harry chrapie zdecydowanie zbyt głośno…
Gemma odpisuje chwilkę później: Słyszę go po drugiej stronie korytarza…
Harry w pewnym momencie przestaje chrapać i normalnie oddycha. Odsuwam się od niego i przykrywam kołdrą pod szyję. Zasypiam dopiero ok. 5 i śpię długo.

Tydzień później…
Harry
Jest już po jedenastej, gdy sam się budzę, Grace śpi w najlepsze. Jej pokręcone loki leżą na poduszce, tak jak zawsze lubiłem i lubię. Porozrzucane na całej poduszce. Uśmiecham się, gdy widzę super koszulkę na jej plecach. Robię zdjęcie, jak śpi plecami do mnie z wyraźnym napisem mojego nazwiska, wstawiam je na IG: To ja.
Całuję ją w kark i przykrywam mocniej kołdrą. Moja dziewczyna zmienia pozycję na plecach. Kołdra unosi się do góry na brzuchu, więc przykrywam ją mocniej. Uśmiecham się szeroko i część niesfornych kosmyków ściągam z jej oczu. Śpi w najlepsze.
Wychodzę z łóżka spoglądając na nią jeszcze raz, nakładam na siebie spodnie dresowe, a na górę bluzę zapinaną. Moja mama krząta się po kuchni w szlafroku z swoim standardowym kokiem na głowie.
-Dzień dobry synku...- uśmiecha się i daję jej całusa w policzek.
-Cześć mamo... Co robisz?- pytam.
-Śniadanie na twojej dziewczyny, waszej córki oraz twojej głodnej siostry... Twoja jajecznica jest na gazie, zamieszaj ją.- mówi mama krojąc rzodkiewkę do twarożka.
Podchodzę do gazu i mieszam wspaniale pachnącą potrawę dzieciństwa. Mama uśmiecha się widząc moje zadowolenie.
-Gracie znalazła jakieś wózki?
-Tak, wczoraj jak siedziała z Elle i Gemmą to szukały...
-To wspaniale, myślałam sobie, że warto byłoby pojechać do sklepu dziecięcego w Cheshire. Co myślisz?
-Na pewno się zgodzi...
Na dół schodzi Gemma.
-Jak ja uwielbiam weekendy w domu...- mówi i siada na krzesełku opierając głowę o blat.
-Ty i Grace spędzacie za dużo czasu...- podsumowuję.- Ona robi tak samo w domu.
Mama się uśmiecha.
 
Grace
Telefon leżący na biurku zaczyna wibrować, więc sięgam po niego i przykładam słuchawkę do ucha. Ten dalej brzęczy i dopiero zauważam, że nie odebrałam. Jest to nieznany numer.


-Halo?
-Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do pani Grace Moore?
-Tak to ja, słucham...
-Z tej strony asystentka pani Anny Wintour...
-Przepraszam, kogo?!
-Pani Anny Wintour, redaktor naczelnej amerykańskiego Vogue'a...
-Och...
-...dzwonię do pani z propozycją spotkania pań ze sobą... inicjatywa spotkania jest od samej pani redaktor...
-W jakiej sprawie byłoby to spotkanie?
-Niestety nie dostałam takiej informacji, ale pani Wintour proponuje spotkanie za 3 dni we wtorek o 14:00 w Hotelu Hilton.
-Oczywiście, że się zjawię...
-Fantastycznie... 


Rozmowa się zakończyła.
 
Harry
HARRY!!!- słyszę krzyk Grace i od razu zrywam się i lecę na górę.
Gdy wbiegam do pokoju oddycha ciężko.
-Słonko co ci jest?!- panikuje.
-Dzwoniła do mnie asystentka Anny Wintour i ona chce się ze mną spotkać... Rozumiesz?! ASYSTENTKA ANNY WINTOUR!!!
-Ale mnie przestraszyłaś…- mówię wzdychając.
-Harry, czy ty to rozumiesz? Najbardziej wpływowa kobieta świata w modzie zaproponowała mi spotkanie.
-Bardzo się cieszę, a właściwie w jakim celu ona cię zaprosiła na spotkanie?
-Dowiem się na spotkaniu...
-Tak się cieszę, kochanie…- mówi mi wyciągając ręce do mnie, bym ją przytulił.
Kładę się obok jej brzucha, podczas gdy ona opuszcza się na poduszkę. Całuję brzuch i łaskoczę ją lekko. Kładę twarz na brzuchu i czuję lekkie kopnięcie w policzek.
-Czułeś?- pyta.
Kiwam głową. Mówię coś do brzucha, gdy mój telefon zaczyna dzwonić. Niechętnie się podnoszę i zerkam na ekran. To Simon.
-Leż kochanie…- mówi.
Wychodzę z pokoju i odbieram.
Rozmowa dotyczy faktu, że ktoś z pacjentów kliniki ginekologicznej zrobił Grace zdjęcie, jak idziemy korytarzem i cały Twitter, DailyMail.com wrze. Simon mówi, że skoro to jest prawda, to, że muszę to potwierdzić. Nie podał konkretnego sposobu, ale polecił nam w najzwyczajniejszy sposób dodać zdjęcie, albo napisać krótką wiadomość. Czułem, że to nadejdzie. Gdy wróciłem do pokoju Gracie siedziała i oglądała zdjęcia na telefonie.
-Kochanie musimy potwierdzić twoją ciążę…- mówię.
Gracie odwraca się.
-Potwierdzić? A nie dopiero poinformować?
-Ktoś zrobił nam zdjęcie w klinice…
-O nie…
Siadam koło niej.
-Cóż mam powiedzieć… Musimy… - mówi splatając swoje palce.- Ale to musi być wyrąbane zdjęcie…
Uśmiecham się szeroko.
-Będzie, bo cię kocham…
Przechylam ją do tyłu i całuję, chociaż brzuch naprawdę mnie ogranicza.
-A co to ma do rzeczy?- mówi, gdy całuje ją w usta.
-Nic…- uśmiecham się.
Moja mama wchodzi do pokoju i uśmiecha się.
-Przepraszam, że przeszkadzam…- mówi.
-…nie przeszkadza pani…- mówi odsuwając moją twarz rękoma śmiejąc się głośno, podczas gdy omijam jej ręce i daje jej całusy.
-Gracie, chcesz pojechać do sklepu dziecięcego ze mną?
-Jasne…- jej oczy zaczynają błyszczeć.
-Świetnie.- uśmiecha się moja mama.
-Muszę się przebrać.
Mama opuszcza pokój. Cały czas nie daje jej wstać, po cały czas ją całuję.
-No weź, Styles!- śmieje się.
Odsuwam się od niej i daje soczystego buziaka w usta, po czym pomagam jej wstać. Gracie przebiera się, prostuje poplątane włosy, robi sobie makijaż i wygląda pięknie.
-Harry jadę…- mówi mi, gdy ja leżę na łóżku w naszym pokoju.
-Jakby co, mam telefon ciągle przy sobie…
-Ok., ale jestem bezpieczna… Jadę z twoją mamą.
-Wiem, wiem…- uśmiecha się.
-Kocham Cię…- krzyczy z dołu i zaraz słyszę zatrzask drzwi.

Grace
-A jakieś ubranka kupiłaś już?- pyta mnie Anne, gdy idziemy w stronę sklepu.
-Nie… Pomyślałam sobie, że jeśli coś mi się spodoba tu, to zrobię pierwsze zakupy, właśnie tutaj.
Anne bierze wózek i obydwie wkładamy do niego torebki.
-Wiesz, dalej nie wierzę, że będę babcią…- mówi, gdy idziemy wzdłuż alejki ubranek chłopięcych.
-Szalone, prawda?- uśmiecham się szeroko.
-Och totalnie…
Chcichocze.
Wchodzi w alejkę podpisaną wielkim różowym plakatem z podpisem: GIRL. Uśmiecham się i wchodzimy. Róż razi moje oczy, ale serce aż skacze, gdy myślę, że już niedługo moja mała kruszynka będzie w moich ramionach. Anne radzi mi czego powinniśmy z Harrym kupić najwięcej, co najbardziej mi się przyda… Znajduję śliczne body z napisem na brzuszku: Daddy’s Princess i bez wahania wkładam do wózka. Anne pokazuje mi wybrane przez siebie rzeczy i wszystkie akceptuje. Wychodząc z alejki znajduję białe conversy dla maluszka. Anne zakrywa usta, by nie wydać z siebie długie: Awwww… Od razu je wzięłam. Idziemy szukać wózków. Jeden wpada mi szczególnie w oko, ale przypominam sobie, że bardzo podobny widziałam w Londynie w Hamleys. Postanawiam nie kupować póki co. Oglądam pościele do łóżeczka dla dzieci, a mama Harry’ego znika pomiędzy półkami, nagle wyłania się zza kolejnej ściany i łapie mnie za rękę, bym zobaczyła co znalazła. Białe drewniane łóżeczko, do którego przyczepiony jest baldachim. Łóżeczko, może być kołyską, a także łóżeczkiem nieruchomym. Obydwie zakochujemy się w tym.
-Biorę definitywnie.

-Kupię takie drugie, jak przyjedziecie do nas z nią…- uśmiecha się i obejmuje mnie ramieniem.
Idziemy kolejną alejką i natrafiamy na koniki na biegunach. Anne patrzy się na nie.
-Dobra tego też bierzemy…- mówi.- Zostanie u nas i poczeka na Silver.
Poza tym dokupuję grzechotki, gryzaczki, smoczki.
-Ale się ubezpieczyłyśmy…- podsumowuję zakupy patrząc na załadowany wózek.
-Jesteś w ciąży kochanie… Dla dziecka trzeba jak najlepiej…
-No tak…- uśmiecham się.
Płacimy za zakupy. Jeden z ochroniarzy pomaga nam załadować wszystko do samochodu, wracamy, gdy jest już pora na obiad.
-Ma pani pomysł na obiad?- pytam.
-No właśnie nie…- mówi kobieta drapiąc się po czole.
-Może nasza pieczeń…- proponuję.
-Och! Świetny pomysł!- uśmiecha się Annie.
Parkujemy pod domem.
-Pójdę po Harry’ego, niech wynosi łóżeczko i konika.
-Ok.
Odpinam pas i wysiadam powoli z samochodu. Biorę reklamówkę z ubrankami. Mój chłopak mija mnie w drzwiach.
-Kupiłyście konika na biegunach?- pyta z szerokim uśmiechem.
-Tak, bardzo chciałam go…- mówi mama Hazzy.

(…)
Siedzę na łóżku wieczorem i oglądam co zdążyłam dziś kupić. Wyciągam rzeczy z torby i całą kopę zaczynam układać. Odkładam kolejne rzeczy z szerokim uśmiechem. Harry wchodzi do pokoju.
-Co robisz, kochanie?-pyta.
-Układam rzeczy małej…- mówię wskazując, by usiadł obok.
Siada i obejmuje mnie ręką w biodrach, całuje mnie delikatnie w obojczyk i oglądam jak zręcznie składam rzeczy. Sztywnieje widząc właśnie to body.
-Księżniczka tatusia…- szepcze.
-Tak… Śliczne, prawda?- pytam.
-Nie mogę się doczekać, kiedy będzie w tym chodziła. Nie mogę się doczekać, kiedy się pojawi… Jak się urodzi to będzie najpiękniejszy dzień w moim życiu, poza tym, kiedy cię poznałem.
Odwracam lekko głowę.
-Kocham cię…- szepczę, gdy zbliża nasze usta do siebie.
Muskam je.
-Też nie mogę się doczekać… Będziemy wreszcie we trójkę…- szepczę, gdy Harry głaszcze mój brzuch.
-Będziemy prawdziwą rodziną.- dodaje i czuję kopnięcie małej.
-Nasza córka się zgadza…- śmieję się.

(…)
-Dzieci musicie już jechać?- pyta Anne, a ja kładę dłonie na brzuchu.
-Musimy… Mam spotkanie z Anną Wintour, a potem moje przyjaciółki urządzają mi baby shower. Oczywiście jesteście zaproszone z Gemmą.- uśmiecham się.
-A później przyjedziecie?- pyta Anne przytulając mnie mocno.
-Mamo musimy pomalować ściany w pokoju małej, poza tym ja mam pracę…- mówi Harry.
-Oj no dobrze…- mówi kobieta ze smutkiem na twarzy.- Tak jakoś się przyzwyczaiłam, że po moim domu chodzi ciężarna synowa…
Podnoszę wzrok na Anne, a moje policzki oblewają się rumieńcem.
-My nie jesteśmy małżeństwem…- mówię cicho.
-Oj dobra dobra…- śmieje się Anne i przytula mnie znów.
Harry pakuje naszą walizkę do zapakowanego bagażnika.
-Jesteś gotowa, skarbie?- pyta.
Kiwam głową.
-Jeszcze raz dziękuję za ten tydzień…- mówię do Anne i po raz kolejny ją przytulam. Gemma nie odzywa się i po prostu mnie przytula, bardzo mocno. Żegnam się także z Robinem i wsiadam do samochodu.
-Masz jakieś wywiady?- pytam w połowie drogi.
-Kilka w telewizji… Jeden w NY…- mówi z nieciekawą miną.
-Uh…
-…Paul mówi, że możesz jechać z nami…- uśmiecha się i łapie mnie za rękę, którą trzymam na brzuchu.
-Harry… Nie chcę tam jechać…- mówię cicho.
-Dlaczego?- pyta zdziwiony.
-Bo po pierwsze amerykańscy paparazzi są bardzo agresywni, a po drugie od wczoraj mam bóle kręgosłupa, boję się, że zaczyna się właśnie teraz przeciążenie kręgosłupa.
-Czemu mi nie powiedziałaś?- pyta.
-Bo byś zaczął wariować…- chichoczę.- A nie bolało mnie w takim stopniu, że bym nie dawała rady…
-Masz mi mówić, kochanie… O wszystkich bólach… O wszystkim.
Wzdycham głośno.
-Tak… Chcę wiedzieć o wszystkim słońce…
Gdy dojeżdżamy do Londynu biorę swoją torebkę i tak jak kazał mi Harry, idę na górę. Włączam wodę na zieloną herbatę i mój chłopak na dwie tury przynosi wszystko do mieszkania. Biorę tabletki, jako, że mamy wieczór. Na dworze jest już ciemno, więc zapalam lampkę. Ściągam płaszcz i wieszam go.
Zalewam sobie herbatę, gdy Harry przychodzi z łóżeczkiem i jedną torbą z pościelą dla dziecka.
-Wszystko już…
Uśmiecham się.
-Może pójdziemy się wykąpać…- proponuję.
Harry całuje mnie w czoło.
-Jasne…
Idę napuścić wody do wanny i nalewam płynu do piany. Zrzucam z siebie rzeczy i staję jedynie w bieliźnie profilem do lustra.
-Jesteś już taka duża, słonko…- mówię czule.
Mała kopie mnie mocno.
Uśmiecham się i zrzucam bieliznę. Wchodzę do wody w naszej obszernej wannie. Relaksuję się przed jutrzejszym dniem i dopiero czuję, jak mięśnie kręgosłupa się rozluźniają przynosząc mi ukojenie. Nurkuję głową pod wodą mocząc w ten sposób włosy.
-Idealnie…- szepczę.
Moje piersi są całe nabrzmiałe i całe mnie bolą, gdy ich dotykam. Biust stał się pełniejszy i ładniejszy, ale ból jest całkiem mocno przeszkadzający. Wzdycham i dotykam dłońmi brzucha. Mała mocno kopie. Harry przychodzi dopiero po 5 minutach. Rozbiera się i dołącza do mnie. Łapie delikatnie za moją stopę i zaczyna ją masować. Zamykam oczy i opieram kark o tył wanny.
-Idealnie…- szepczę ponownie.
Harry muska moją stopę.
-Lubisz jak masuje ci stopy…
-Mhm…
-Potem mogę ci jeszcze raz je wymasować z użyciem balsamu… Spuchły ci dziś…
-Zauważyłeś?- pytam czule.
-Jasne… Wszystkie zmiany widzę.
Uśmiecham się.
-Powinnaś iść do masażysty na masaż pleców… Znalazłem coś a’la spa kilka kilometrów stąd…
-Pomyślę o tym… Ale rzeczywiście… Boli mnie kręgosłup.
-Możesz wziąć ze sobą dziewczyny, żeby było raźniej…- uśmiecha się.
-Póki co myślę o jutrze…- otwieram oczy i spoglądam w sufit.
-…o czym konkretnie…
Przenoszę wzrok na Harry’ego.
-Nie wiem w co się ubrać…- mówię.
Harry zaczyna się śmiać  i kręci głową.
-Wiesz co zauważyłem?
-Nie…
-Zawsze jak masz jakiś problem to chodzi o ciuchy…
Łaskoczę go w stopę, a on podskakuje wychlapując wodę.
-To jest ważne! Nie śmiej się. To jest królowa mody. Muszę się ubrać modnie, ale i skromnie. Ona nie lubi przepychu.
-Skąd wiesz?
-Przeczytałam chyba z 15 wywiadów z nią.
-Za bardzo się przejmujesz…- mówi Harry głaszcząc mnie po nodze.
-Chcę się przygotować do wszelkich pytań, czy czegokolwiek.
-Zachwycisz ją…
-Jasne…- mówię sarkastycznie.
Myję się szybko i wychodzę. Wycieram się i opatulam szlafrokiem. Będąc w sypialni nakładam coś na siebie. Przeszukuję swoją szafę, aż wreszcie dokopuję się do granatowego kombinezonu, który kupiłam jakiś czas w NY. Miałam go ubrać na wywiad z chłopakami, ale był tak luźny na brzuchu, że aż za bardzo. Dobieram szpilki. Jestem zadowolona.
-Jesteś głodna?- pyta wchodząc w ręczniku do sypialni.
-Nie…- uśmiecham się.
Harry przygląda mi się z uśmiechem na twarzy.
-Co jest?- pytam go.
-Nic…
-…to czemu mi się tak przyglądasz?- uśmiecham się.
-Wyglądasz pięknie w mojej koszuli z tym wystającym brzuszkiem.
Chichocze i daje mu buziaka w usta.
Wieszam na drzwiach do garderoby mój kombinezon i kładę się na łóżku. Wzdycham z ulgą.
-Brałaś tabletki?
-Tak.
Mała kopie mnie mocno w żołądek i bekam głośno. Harry wchodzi do pokoju z szeroko otwartymi oczami.
-Co… to… było…
-Mała kopnęła mnie w żołądek…- zaczynam się śmiać.
-To było lepsze od beknięć Nialla po butelce piwa i pizzy.
-Ktoś go wreszcie pokonał!- śmieję się.

(…)
Na spotkanie z Anną, Harry poprosił Aarona by pojechali ze mną, a także bym nie jechała własnym samochodem. Nie wiem skąd, ale paparazzi dowiedzieli się o moim spotkaniu, a biorąc pod uwagę ostatnie plotki i spekulujące wiele zdjęcia, nie miałam spokoju.
Wchodząc do środka hotelu Hilton Annę spotkałam na korytarzu, przywitała się ze mną uściskiem dłoni.
-Pójdźmy do restauracji hotelowej…- zaproponowała kobieta.
Przystałam na jej propozycję. Usiadłyśmy przy stole.
-Gratulacje z powodu ciąży!- zaczęła ściągając okulary.
-Dziękuję bardzo.
-Jaka płeć?
-Dziewczynka…
-Już niedługo rozwiązanie, prawda?
-Tak… Prawdopodobnie w styczniu.
Kelner przyniósł kawę Anny, a także moją zieloną herbatę.
-Moja asystentka nic ci nie powiedziała…- pyta mnie z zaciekawieniem.
-Trzymała język za zębami, nie wiedziałam w ogóle czego dotyczyć ma nasze spotkanie…
-Zaraz ci wyjaśnię…- uśmiecha się.-…wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale obserwowałam cię od jakiegoś czasu, po obejrzeniu twojej dawnej sesji do Teen Vogue’a doszłam do wniosku, że jesteś kobietą naturalną, skromną i nie przesadzasz z niczym, poza tym jesteś fotogeniczna…
Uśmiecham się.
-Słyszeć to z pani ust, to dla mnie fantastyczna sprawa…
-Miło mi. Po drugie… czytałam twoje wywiady… twój sposób rozmowy z gwiazdami jest inny… twoja koleżanka, z którą prowadziłaś te wywiady jest także bardzo dobra… ale minusem jest fakt, że nie widziałam jej stylu, ale sądząc po strojach ubiera się w TopShopie itp.
-Ja też…
-Ale widziałam cię w kreacji od D&G i to zrobiło na mnie wrażenie. Na Fashion Week’u jak widziałam tę sukienkę nie podobała mi się, ale właśnie na tobie leżała idealnie.
Uśmiecham się.
-Wiem, że studiujesz… Ale chciałabym, żebyś staż w British Vogue… Póki co będzie to kilka godzin w tygodniu, ale chciałabym, żebyś doradzała dziennikarce, Mirandzie Presley, która pracuje nad tym. Staż jest płatny.
Kobieta uśmiecha się.
-Nie wierzę, że mi to pani proponuje…
-To lepiej uwierz Grace… To jest dla ciebie ogromna szansa.
-Nie wiem, jak pani dziękować.
-Nie dziękuj mi…- śmieje się.
-Kiedy mam zacząć?
-Myślę, że już po narodzinach dziecka, jak już się ogarniesz, dojdziesz do siebie po porodzie. Będzie to wymagało trochę twojej pracy… Właściwie, kiedy będziesz gotowa to skontaktuj się z Theresą Marie albo Darbi Gwynn. One pełnią funkcję asystentek Mirandy.
-Ok.
-Myślę, że to byłoby na tyle…- podsumowuje Anna.
-Nie wiem, jak pani dziękować.
-Zobaczymy, jak się spiszesz…- mówi z uśmiechem.
Żegnam się z nią i wychodzę z hotelu Hilton. Ochroniarze czekają przed wejściem.
Ochroniarze odwieźli mnie pod sam wieżowiec.
-Dziękuję...- powiedziałam.- Gdyby nie wy, to na wszystkich portalach społecznościowych byłoby więcej moich zdjęć niż już jest.
Wysiadłam z samochodu i czym prędzej podążyłam do środka. Na windę czekałam dłuższą chwilę, gdy już wreszcie przyjechała wsiadłam do niej i pojechałam na 25 piętro. Mała przez całą rozmowę z Anną, a także powrót do domu kopała mnie mocno. Otworzyłam drzwi.


****
I jak wam mija urlopik od szkoły? Komentujcie i dziękuję za poprzednie.
Jako swojego rodzaju dodatek dodam, że napisałam dziś 127 rozdział xx. Do następnego rozdziału xx.

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 89.



(…)
Skręcamy w dobrze znaną mi ulicę. Samochód Anne jest na podjeździe i widzimy, że drzwi od domu się zamykają za jakąś osobą. Harry parkuje na podjeździe i ujmuje moją twarz w dłonie. Muskam jego usta.
-Zaraz już będą wiedzieć…- mówi i się uśmiecha.
-Mhm.- delektuje się smakiem kolejnego pocałunku.
-Kocham Cię…- uśmiecham się.
-Ja ciebie też.
Muskam znów jego usta i wysiadamy z samochodu. Wchodzimy na ganek i Harry otwiera drzwi. Wpuszcza mnie pierwszą. To miejsce w ogóle się nie zmieniło. Pachnie tu kurczakiem z warzywami, co znaczy, że jesteśmy na obiad.
-Mamo!- krzyczy Harry.
Anne wychyla się z kuchni.
-No nareszcie przyjechaliście? Czemu nie zadzwoniliście? Chodźcie tu się przytulić.
-Mamo… Mamy coś do powiedzenia wam… Gdzie jest Robin i Gemma?- mówi Harry.
-Pojechali na zakupy, jestem sama. Chcecie mi powiedzieć o tej niespodziance?- pyta.
 -Tak.- stoję lekko za Harrym.
-Mam nadzieję, że będzie pani szczęśliwa.- mówię i podchodzę do Anne. Odchylam płaszcz.
Kobieta blednie i opiera się o fotel. Patrzy na nas. Raz na mnie, raz na Harry’ego. Harry obejmuje mnie od tyłu i kładzie dłonie na brzuchu.
-Jestem w ostatnim tygodniu szóstego miesiąca ciąży.- mówię, gdy oczy kobiety zachodzą łzami.
Wypływają z jej oczu jak potok. Dotyka lekko ręką brzucha i akurat wtedy Silver kopie.
-Będziesz babcią.- mówi Harry uśmiechnięty szeroko.
-O matko przenajświętsza…- szepcze.- Czy to on czy…
-…ona…- dopowiadam.- Silver…- uśmiecham się.
Anne wstaje z miejsca i przytula nas mocno.
-Będę babcią małej dziewczynki…- mówi do siebie.- Spełniliście moje marzenie.
Kobieta się odsuwa ode mnie i próbuje się ogarnąć.
-Ale numer. Jaka ona musi być już duża. Twój brzuch jest… Wow…
Śmiejemy się.
-Pójdę po walizkę…- mówi Harry i całuje mnie w czoło.
-Chodź kochanie… Pewnie zmarzłaś, zrobię ci herbatę.
Podążam za kobietą do znajomej kuchni.
-Nie wierzę Gracie… To naprawdę wspaniałe… To cud.- śmieje się sama do siebie.
Chichoczę i podpieram brodę ręką.
Kobieta włącza czajnik na herbatę i podchodzi do mnie. Przytula mnie mocno.
-Spełniliście moje marzenie.- mówi wzruszona.- Już niedługo będzie tu biegała mała ślicznotka…
Kiwam głową.
-Nie mogę się doczekać. Dbasz o siebie, prawda?
-Ja już nie muszę dbać o siebie, bo wszystko Harry za mnie robi.- mówię, gdy kobieta odsuwa się ode mnie.
Anne uśmiecha się.
-Kiedy się dowiedziałaś?
-Byłam w połowie trzeciego.
-A Harry dowiedział się?
-Kilka tygodni temu.
Anne patrzy na mnie i podaje herbatę.
-Dowiedziałam się zaraz po tym, jak wyznałam mu prawdę nt. związku z Justinem…
-Och…
-… i to nie wyglądało by dobrze, gdy po wielkiej kłótni mówię mu, że jestem w ciąży.
-Też bym tak zrobiła…- mówi Annie.
Biorę łyka herbaty.
-Zaraz będzie obiad…- zmienia temat.
-Super.- uśmiecham się.
-Wiesz Gracie… Jak się dowiedziałam, że znów jesteście razem doszłam do wniosku, że powinnam poznać twoich rodziców. Ja wiem, że jest jeszcze dużo czasu do świąt, ale co powiedziałabyś na wspólne święta.
-Mówi pani serio?
-Jasne, słonko. Wiem, że masz brata, masz mamę, ojczyma i młodszego brata, a i jest jeszcze babcia. Pomieścilibyśmy się tutaj…
-To wspaniałe co pani mówi, jeśli moja mama nie będzie miała innych planów to zobaczymy.
-…Gracie teraz jesteśmy jedną, wielką rodziną…
Uśmiecham się i słyszę śmiech Gemmy. Dziewczyna zrzuca czapkę i wchodzi do kuchni.
-Gracie!- krzyczy, ale blednie jak jej matka, gdy widzi mój brzuch.
-Co…Co…Co… Co ty… Grace… Co ty…
-Jestem w ciąży Gem… Będziesz ciocią.
-Ale… Ale… Na… Na… Na se…seriooo
Wstaję ze swojego miejsca i powoli podchodzę do Gemmy, która stoi jak wryta i mamrocze pod nosem: ...ale... ale... ale...
Biorę jej dłoń w rękę i kładę ją na moim brzuchu. Czuję, jak mała robi fikołka, co także wyczuwa Gem.
Dziewczyna odsuwa rękę, gdy wyczuwa ruch dziecka we mnie. Źrenice jej zielonych oczu otwierają się mocno, a uśmiech pojawia się na jej ustach. Do środka wchodzi Harry i Robin, mężczyzna staje jak wryty. Gemma kuca i przykłada ucho do mojego brzucha, w kuchni panuje cisza. Dziewczyna odskakuje.
-To burczenie, to... dz... dz... dzie... dziecko?- pyta się.
Kiwam głową, a Harry uśmiecha się.
-Będziesz ciocią Gem...- mówię.- Będziesz miała bratanicę. Silver.
-O matko!- wykrzykuje i rzuca się na mnie tuląc mocno.
-Annie, to będziemy teraz dziadkami?- pyta zszokowany Robin.
Harry klepie Robina po ramieniu.
-Podołasz się temu zadaniu?- pyta Harry.
-Ale numer...- mówi Gem.
Uśmiecham się.
-... Boże, jak fantastycznie, będę ciocią! Na kiedy masz termin? Jak jej dacie na drugie imię? Jak sobie dacie radę?
-...córciu, powoli...- śmieje się Anne.
-Och, tak się cieszę!!!
-Spokojnie, będziesz musiała się wykazać ciociu...
-Tak, a co mam zrobić?!
-Musisz mi pomóc wybrać wózek i łóżeczko, a także przewijak...
-Kupimy jej najpiękniejsze rzeczy.- uśmiecha się szeroko.
(...)
Idąc do kuchni i słyszę kawałek rozmowy Hazzy i Anne.
-Nie zostawię jej...
-Synku, on do mnie dzwonił co najmniej raz w tygodniu, z prośbą, żebym cię ściągnęła do domu. Wszyscy chcą się z tobą zobaczyć...
-Nie chcę żeby siedziała tu sama...
Wchodzę powoli do kuchni i patrzę na Anne i Harry'ego, którzy zwrócili uwagę na moją osobę.
Podchodzę do zlewu i włączam kran z wodą, by umyć kubek.
-Gracie, ja to zrobię.- mówi Harry,
-Harry, ja nie jestem kaleką.
Chłopak wzdycha.
-Zrobisz, jak chcesz ale uważam że powinieneś iść...- mówi mama Harry'ego i wychodzi z plikiem dokumentów z kuchni.
Harry podchodzi do mnie.
Wycieram dłonie w mały ręcznik i uśmiecham się do niego.
-Co tam tato?- pytam kładąc mu ręce na szyi.
-Nic mamo... Jak się czujecie?
-Dobrze...
Harry zbliża swoją twarz do mojej i łączymy nasze usta w pocałunku. Potem chłopak dotyka swoim czołem mojego.
-O czym mówiła twoja mama?- pytam odgarniając jego bujne włosy za ucho.
-Mój stary przyjaciel z czasów szkoły podstawowej organizuje imprezę i wszyscy starzy absolwenci mojej szkoły zjeżdżają się na takie spotkanie.
-I w czym problem tkwi?- pytam nawijając na palca kosmyk jego włosów.
-Właściwie to w niczym... Po prostu nie idę.
-Czemu?- spoglądam w jego oczy.
-Bo nie chcę cię tu zostawić samej.
-Samej? Jest Gemma, twoja mama, Robin i Silver...- uśmiecham się.
-Ale nie chcę jakoś, wolę być tu z tobą...
-Nie żebym chciała się ciebie pozbyć...-mówię z szerokim uśmiechem na ustach, a Harry unosi brew.-...ale też uważam, że spotkanie ze starą zgrają znajomych jest super pomysłem... Poza tym dziś wieczorem na dwa komputery, będę szukać z Gem artykułów i mam z nią do pogadania na pewne tematy, nudziłbyś się...
-To brzmi jak byś chciała się mnie pozbyć...- mruczy i całuje mnie.
-Nie... Ciebie nigdy...
Gemma wchodzi do kuchni.
-O boże wy tutaj?
-No i przeszkadzasz nam...- mówi Harry.
Bije go w ramię.
-Jak ty się do siostry odzywasz...- karcę go.
-Właśnie Styles! - śmieje się Gemma.
Gemma bierze jabłko i wraca do salonu.
-Myślisz, że powinienem iść?
-Mhm...- mruczę wspinając się na palcach, by dosięgnąć jego ust. -Nasza córka musi mieć usta po tobie...- mówię i całuję go namiętnie. Harry sadza mnie na wyspie kuchennej.
Gemma znów wchodzi.
-Boże, ale jak przyjdę to nie chcę was widzieć nagich... Plis... Będę miała koszmary!
Zaczynam się głośno śmiać.
-Weź idź stąd! - śmieje się Harry.
Gemma wybucha melodyjnym śmiechem.
Łączę usta z Harrym i pieszcze jego język swoim. Jego ręka wędruje pod mój sweter i wpija palce w moje plecy. Z kolei moje podciągają koszulkę do góry. Moje dłonie błądzą po jego umięśnionym ciele.
-Mmm...- mruczę, gdy przechyla mnie lekko do tyłu.
Gemma wchodzi.
-Wy serio skończycie w łóżku!- śmieje się.
-Z tobą kobieto nie da się no!- krzyczy Harry.
Obniżam swój sweterek.
Schodzę z wyspy i idę do sypialni Harry'ego, gdzie zostawiłam swój telefon. Moja mama dzwoni do mnie na video czacie, więc akceptuje jej zaproszenie i razem z Elliotem pojawia się na ekranie.
-GRACIE!- krzyczy mój młodszy brat, gdy wreszcie mnie widzi.
-Hej przystojniaku!- śmieję się
-Co u ciebie córciu?- pyta mama ucieszona moim widokiem.- Jak się czujecie?
-Mała mi dokazuje, kopie, a lekarka powiedziała, że będzie jeszcze gorzej.
Na ustach mamy pojawia piękny szczery uśmiech, który ma także Elliot.
-Dokładnie jak u mnie...
Moja mama ma zaszklone oczy, a ja widząc choć trochę jej wzruszenia płakałam, czasami nie wiedząc czemu.
-Mamusiu nie płacz...- mówię.
Elliot przenosi wzrok na mamę i ją przytula.
-Gracie, a jak ja już zostanę wujkiem to nie zapomnicie o mnie?
Zaczynam się śmiać.
-Elliot o tobie nie da się zapomnieć, poza tym ja, mama, Sean, babcia bardzo cię kochamy... Nawet jeśli już zostaniesz wujkiem to i tak pozostaniesz moim malutkim braciszkiem.
-...ale ja już taki malutki nie jestem...
-...jesteś... dla mnie zawsze będziesz...- mówi mama i przytula go mocno.
-Gdzie jesteś słonko?- pyta mama.
-U rodziców Harry'ego, musieliśmy im powiedzieć...
-...jaka reakcja była?- pyta mama, a na twarzy Elliota maluje się niezadowolenie
-Byli bardzo szczęśliwi, a Harry po dzisiejszym USG nie daje mi nic do zrobienia. Najlepiej żebym leżała i się zdrowo odżywiała...
-...to znaczy, że będzie dobrze o was dbał.
-A ja go wciąż nie lubię.-wcina się Elliot.
-Czemu?- pytam. - Zobacz, on teraz będzie tatą Silver, a jej mamą, bardzo mi pomaga, wspaniale się zachowuje. Elli ja go kocham...
-To czemu przez niego płakałaś? Przecież ja pamiętam i nie jestem głupi.
-Nikt tak nie powiedział...
-Ja go po prostu nie lubię.
Mama jest wołana przez babcię.
-Zaraz wrócę.-mówi mama, a ja kiwam głową.
-Pamiętasz, jak dobrze się z nim dogadywałeś?
Niebieskie oczy mojego brata, zupełnie inne niż moje, czy Sean'a. On ma tylko 7 lat, a widzi rzeczy, których nie widzi połowa dorosłego społeczeństwa.
Mój brat kiwa głową. Widzę na półce w jego pokoju zdalnie sterowany helikopter, który Harry mu kupił na gwiazdkę.
-Ale to co... Nie lubię go.
-Sprawiasz mi przykrość braciszku.
Podnosi wzrok na kamerkę i coś czuję, że się rozpłacze.
-Nie płacz żołnierzu!- mówię.
-Nie chcę, żebyś płakała przez niego.
-Nie będę.
-A jeśli?
-To wtedy go obydwoje znielubimy. Co ty na to?
Na jego ustach zaczyna się malować uśmiech.
Kiwa głową.
-Ale chcę mu dać do zrozumienia, że nie lubię go aż tak bardzo jak wtedy, gdy byłem z wami w aquaparku.
Zaczynam się śmiać.
-Czyli lubisz go trochę?
-Tak.
Harry wchodzi do pokoju.
-Co robisz?- pyta mnie.
-Rozmawiam z Elliotem.
-Aha...
Harry macha do Elliota, gdy podchodzi do mnie i całuje moją skroń.
-Harry już trochę cię lubię...- uśmiecha się nieśmiało, a Harry otwiera usta z wrażenia. Chichoczę.

-A mam szansę zyskać u ciebie stuprocentowy poziom lubienia?- pyta mój chłopak.
-Pomyślę... Ale ten helikopter na gwiazdkę od ciebie jest super...
Zaczynam się śmiać i przenoszę wzrok na Hazzę.
-Chyba powinieneś czytać między wierszami...- mówię do mojego chłopaka całując go w szczękę.
-Zacznę szukać fajnych prezentów...- mówi Harry i puszcza oko do Elliota.
Mój mały brat zaczyna się śmiać jak Sean, gdy byliśmy mali.
-Elliot, a Sean jest w Londynie?
Mały kiwa głową i pożera ciastko.
-Ciągle mówi o tym, że zostanie wujkiem...- mówi zirytowany.- a przecież też nim będę...
Chichoczę, a Harry usadawia się koło mnie.
-Naprawdę?- nie dowierzam, a mały kiwa głową.
-Leigh ma dosyć go...- mówi Elli i zaczyna się sam śmiać.
Mama wraca na miejsce koło Elliota i uśmiecha się szeroko, gdy widzi Harry'ego.
-Przepraszam babcia miała problem z nowym robotem kuchennym...- mówi.
W ciągu kolejnych 15 minut rozmowy widzę, jak bardzo Harry jest lubiany przez mamę. Ciągle się śmieją z siebie mają tematy do rozmowy. Idealnie... Ale został jeszcze Sean... Pod koniec rozmowy wpada do pokoju mama Harry'ego, przysiada się i zaczyna rozmawiać z mamą, co jest wspaniałe bo od razu łapią wspólny kontakt, co lepsze wymieniają się numerem telefonu, ale najlepsze... moja mama powiedziała, że zaprasza całą rodzinę Harry'ego do Newcastle jak najszybciej, by mogły się lepiej poznać. A święta w Holmes Chapel są zaplanowane razem z moją rodziną. Nie odzywałam się ani słowem, gdy nasze mamy rozmawiały na wszelkie tematy. Ale co zapadło mi w pamięć to zdanie wypowiedziane przez mamę Harry'ego: ...bo w końcu jesteśmy teraz jedną wielką rodziną...
Spojrzałam wtedy na Harry'ego i wymieniliśmy uśmiechami.
Wczesnym wieczorem gdy Harry wyszedł na imprezę usiadłyśmy z Gemmą w salonie na kanapie, leżałyśmy pod jednym kocem szukałyśmy akcesoriów dla małej, a także pobieżnie oglądałyśmy powtórki z VMA na MTV.
-A taki wózek?- pytam Gemmę. Dziewczyna patrzy na mój ekran.
-Za ciemny...- mówi przyszła ciocia.
-Szlag mnie już trafia...- mówię głośno, a Gemma się śmieje.- Za nic nie znajdę odpowiedniego wózka.
Odkładam komputer na stolik i wyłączam go.
Spoglądam na okno.
-Zimno jest na dworze?- pytam.
-Mama mówiła, że znośnie jak na jesień...
-Masz ochotę na spacer?- pytam ją.
Gemma na mnie patrzy zdziwiona i zaraz zaczyna się śmiać.
-Ale ty na serio?
-No tak, trochę mi duszno, ale lepiej się śpi po pobycie na świeżym powietrzu.
-Rzeczywiście. Masz rację...- uśmiecham się i zakładam buty. Gemma leci po bluzę na górę i zmienia spodnie na dłuższe.

-Harry mnie zabije, że idę z tobą na spacer o tej porze roku...

-Dobra tam... Olej go...- marszczę nos i zaczynam się śmiać.
Wychodzimy z domu, chowam w kieszenie płaszcza swój telefon, a Gemma prowadzi mnie ku lasowi, w którym z tego co pamiętam jest piękne jezioro. Uroki Holmes Chapel są naprawdę zachwycające.
Idąc rozmawiamy o wszystkim i o niczym, dowiedziałam się, że Gemma póki co odpuszcza sobie szukanie innej pracy niż tej w Bleach. Tam ma Lou, Sam i inne koleżanki.
-A co z Ashtonem?- pytam ją ciągnąc za sobą gałąź.
Gemma macha ręką.
-Nie jest wart moich starań...
-Czemu?
-Bo to facet powinien się starać, a nie kobieta w dodatku starsza od niego. I to jest drugi powód: jest 3 lata młodszy... Wiem, że się mówi, że wiek nie ma znaczenia, ale czułabym się lepiej z kimś kto ma tyle lat co ja...
-Rozumiem...
-Jest jeszcze jeden powód dla którego zostawiłam Ashtona...- mówi cicho Gemma grzebiąc swoim patykiem w ziemi.
-Hm?
-Spotkałam się z nim jakiś czas temu i poszłam z nim coś zjeść wieczorem, potem zaprosił mnie na krótki spacer po Hyde Parku wieczorem... Cały czas śmialiśmy, żartowaliśmy, w pewnym momencie złapał mnie za rękę...
Spoglądam na Gem, dziewczynie jest przykro rozmawiać o nim, ale nie chcę jej przerwać, bo wydaje mi się, że jestem pierwszą osobą, która słyszy tę historię.
-...czułam się szczęśliwa, bo tym razem to on zrobił ten jeden krok do przodu... tyle, że ja odebrałam go źle...
-Jak?
-...splotłam nasze palce, a on wziął swoją rękę... powiedział mi: Gemma to, że cię złapałem za rękę, nie znaczy, że cię lubię bardziej... Nic z tego nie będzie, bo nie jesteś w moim typie... Widziałaś z jakimi dziewczynami się umawiam? Ty jesteś zupełnie inna...
Otwieram usta z wrażenia.
-Nie mówisz poważnie...
-Jak najpoważniej... Ryczałam całą noc, bo ja się w nim naprawdę zakochałam, Gracie... Mieliśmy bardzo podobne poczucie humoru, przecież gdy byłam w trasie z Harrym, nie spędzałam czasu z własnym bratem tylko z nim. Żałuję...
Łapię Gemmę za rękę.
-Znajdziesz sobie milion razy lepszego faceta od tego sukinsyna.
Uśmiecha się lekko i mnie przytula.
-Dobrze, że poszłyśmy na ten spacer... Musiałam się komuś wygadać.
Zmieniamy temat na mniej bolesny. Dziecko...
Gemma jest niesamowicie podekscytowana, że będzie ciocią. Mówi jak nie może się doczekać, że mała będzie biegać w pieluszce po domu w Holmes Chapel. Wychodząc z lasku mamy już późną wieczorną godzinę, mijamy średniej wielkości dom, od którego otwierają się drzwi. Staję w miejscu, gdy widzę kto z niego wychodzi.
-...Mamo kurtka Jimmy'ego jest na parapecie...
Jej kolor włosów zrobił się jaśniejszy. Ma na twarzy uśmiech, a zaraz za nią wychodzi mężczyzna z czapką na głowie. Dziewczyna wychodzi przez bramkę i także staje w miejscu.
Gemma łapie mnie za rękę i chce żebym szła do przodu. Ani myślę...
-Tatuś się znalazł?- pytam.
Mężczyzna chyba mnie rozpoznaje, a Ellis opuszcza głowę.
-Gracie, chodź nie możesz się denerwować...- mówi cicho Gem.
Ellis zwraca uwagę na mój opięty na brzuchu płaszcz. A jej oczy otwierają się szeroko. Uśmiecham się szeroko.
Z domu wychodzi babcia z Jimmy'm na rękach. Chłopiec jak wykapany ojciec, ale ten prawdziwy ojciec. Kobieta wita się z Gemmą.
-Przyjechała koleżanka do ciebie?- pyta kobieta Gem.
-To moja przyjaciółka, ale i dziewczyna Harry'ego...
Kobieta spogląda na mój brzuch.
-Czyli Harry będzie tatą?- pyta z uśmiechem szerokim.
Kiwam głową.
-Wielkie gratulacje dla was...- mówi mi kobieta i ściska, co jest bardzo miłe z jej strony.
-Pozdrówcie Harry'ego ode mnie...- dodaje i wraca do domu.
Gemma łapie mnie za rękę i idziemy przed siebie.
-Widziałaś jej wzrok?- pytam Gemmę, gdy idziemy już ulicą prowadzącą do domu.
-Mało jej oczy z orbit nie wyleciały...- mówi Gemma i zaczynam się śmiać.
-Ale ma bardzo miłą mamę...
-Właściwie to my ją nawet nazywaliśmy ciocią, jak byliśmy młodsi...
-... a jej córka to dziewczyna, z którą był, go okłamała i wykorzystała.- podsumowuje.
Wchodzimy do środka.
-Jesteście głodne?- pyta Anne z kuchni.- Zrobiłam zapiekankę ze szpinakiem.
-Ja jestem chętna!- podnoszę rękę.

 (...)
Po zjedzeniu, Anne radzi mi, bym wzięła kąpiel, by się rozgrzać. Przystaję na jej pomysł. Idę na górę, by znaleźć swoje ubranie do spania.W tym czasie Anne puszcza mi wodę do wanny i nalewa waniliowy płyn, by wytworzyć pianę. Dziękuję jej i zamykam się w łazience. Gdy wchodzę do wnętrza wanny moje ciało oblewa miły dreszczyk, a mała daje mi mocnego kopniaka. Relaksuję się leżąc i surfując po internecie. Odpowiadam na parę pytań z TT i oglądam zaktualizowane zdjęcia na IG. Jest wspaniale, co najlepsze, mam chwilkę dla siebie i mogę pobyć sama ze sobą. Po jakimś czasie myję się, a potem wytarte ciało smaruję balsamem. Nakładam koszulkę STYLES '94 oraz długie szare spodnie. Bluzka niegdyś zbyt duża, wręcz męskiego rozmiaru jest opięta na brzuchu. Wchodzę do pokoju Hazzy i biorę tabletki przepisane przez lekarkę i kładę się spać. Zasypiam w mgnieniu oka, odkąd tylko moja twarz zetknęła się z poduszką.
Późną nocą, poczułam zimne nogi pomiędzy moimi.
-Przepraszam kochanie...-szepcze Harry.
-Czemu jesteś aż tak zimny?- pytam.
-Bo na dworze jest masakra...
-Mhm...- odpowiadam i przytulam się do niego.
-Ale jesteś cieplutka...- mówi i uśmiecham.
Mała kopie akurat, gdzie brzuch dotyka biodra.
-Poczułem to…- całuje mnie w głowę.
-Cicho…- mówię.
Chichocze i zamyka oczy. Ja zasypiam słuchając cichego bicia serca mojego chłopaka.

****************
Jak Wam się podoba rozdział? Słodki, prawda? 
Nie będę pisała więcej o sobie, bo fantastyczny tydzień rozwaliła informacja o odejściu Zayna. Płakałyśmy z Alice, jak histeryczki sobie do telefonu i rozważałyśmy dlaczego tak zrobił, co było przyczyną, czy Perrie, czy rzeczywiście, jego stan zdrowia. Nie ważne czemu...

On zawsze będzie w moim sercu, jako ten z niezwykłą skalą głosową i tylko ten, który potrafi wyciągnąć wysokie noty, jak w You&I. Kocham Zayna całym sercem i obiecuję, że tutaj Zayn nie odejdzie, ani w żadnym przyszłym fanfiction, które może będę pisała. 
Zawsze będzie członkiem mojego ukochanego zespołu, który nauczył mnie i popchnął do tego, by walczyć o marzenia i przede wszystkim w nie wierzyć. 

Jest mi trudno, że nie zobaczę go na koncercie, na który (co jest bardzo prawdopodobne) udam się z Alice. Ale tam są też ci, którzy przyczynili się do sukcesu zespołu i pokazaniu mi, jak można spełnić marzenia.

Moim celem nie było absolutnie uśmiercenie, jak to nazwałyście w poprzednim poście, ale w pewnym sensie czuję śmierć One Direction i bardzo was proszę o niepodważanie mojego zdania

Tak jak Sindi napisała w poprzednim komentarzu czuję, że to może być (tfu, tfu) ostatnia płyta i trasa chłopców.
Takie mam odczucia i tyle.

Zayn "I'm half a heart without you"... xxx.