Odkąd tylko przyszedł Harry nie zdołałam zasnąć. Co
chwilkę mocne kopanie małej mi dokucza, a gdy już jestem na półmetku stanu
uśpienia, daje czadu od początku. Do tego Harry chrapie… Jak żyć…
Loguję się na TT i piszę: Harry chrapie zdecydowanie zbyt
głośno…
Gemma odpisuje chwilkę później: Słyszę go
po drugiej stronie korytarza…
Harry w pewnym momencie przestaje chrapać i
normalnie oddycha. Odsuwam się od niego i przykrywam kołdrą pod szyję. Zasypiam
dopiero ok. 5 i śpię długo.
Tydzień
później…
Harry
Jest już po jedenastej, gdy sam się budzę, Grace śpi
w najlepsze. Jej pokręcone loki leżą na poduszce, tak jak zawsze lubiłem i
lubię. Porozrzucane na całej poduszce. Uśmiecham się, gdy widzę super koszulkę
na jej plecach. Robię zdjęcie, jak śpi plecami do mnie z wyraźnym napisem
mojego nazwiska, wstawiam je na IG: To ja.
Całuję ją w kark i przykrywam mocniej kołdrą. Moja
dziewczyna zmienia pozycję na plecach. Kołdra unosi się do góry na brzuchu,
więc przykrywam ją mocniej. Uśmiecham się szeroko i część niesfornych kosmyków
ściągam z jej oczu. Śpi w najlepsze.
Wychodzę z łóżka
spoglądając na nią jeszcze raz, nakładam na siebie spodnie dresowe, a na górę
bluzę zapinaną. Moja mama krząta się po kuchni w szlafroku z swoim standardowym
kokiem na głowie.
-Dzień dobry synku...- uśmiecha się i daję jej całusa w policzek.
-Cześć mamo... Co robisz?- pytam.
-Śniadanie na twojej dziewczyny, waszej córki oraz twojej głodnej siostry... Twoja jajecznica jest na gazie, zamieszaj ją.- mówi mama krojąc rzodkiewkę do twarożka.
Podchodzę do gazu i mieszam wspaniale pachnącą potrawę dzieciństwa. Mama uśmiecha się widząc moje zadowolenie.
-Gracie znalazła jakieś wózki?
-Tak, wczoraj jak siedziała z Elle i Gemmą to szukały...
-To wspaniale, myślałam sobie, że warto byłoby pojechać do sklepu dziecięcego w Cheshire. Co myślisz?
-Na pewno się zgodzi...
Na dół schodzi Gemma.
-Jak ja uwielbiam weekendy w domu...- mówi i siada na krzesełku opierając głowę o blat.
-Ty i Grace spędzacie za dużo czasu...- podsumowuję.- Ona robi tak samo w domu.
Mama się uśmiecha.
-Dzień dobry synku...- uśmiecha się i daję jej całusa w policzek.
-Cześć mamo... Co robisz?- pytam.
-Śniadanie na twojej dziewczyny, waszej córki oraz twojej głodnej siostry... Twoja jajecznica jest na gazie, zamieszaj ją.- mówi mama krojąc rzodkiewkę do twarożka.
Podchodzę do gazu i mieszam wspaniale pachnącą potrawę dzieciństwa. Mama uśmiecha się widząc moje zadowolenie.
-Gracie znalazła jakieś wózki?
-Tak, wczoraj jak siedziała z Elle i Gemmą to szukały...
-To wspaniale, myślałam sobie, że warto byłoby pojechać do sklepu dziecięcego w Cheshire. Co myślisz?
-Na pewno się zgodzi...
Na dół schodzi Gemma.
-Jak ja uwielbiam weekendy w domu...- mówi i siada na krzesełku opierając głowę o blat.
-Ty i Grace spędzacie za dużo czasu...- podsumowuję.- Ona robi tak samo w domu.
Mama się uśmiecha.
Grace
Telefon leżący na biurku zaczyna wibrować, więc sięgam po niego i przykładam słuchawkę do ucha. Ten dalej brzęczy i dopiero zauważam, że nie odebrałam. Jest to nieznany numer.
-Halo?
-Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do pani Grace Moore?
-Tak to ja, słucham...
-Z tej strony asystentka pani Anny Wintour...
-Przepraszam, kogo?!
-Pani Anny Wintour, redaktor naczelnej amerykańskiego Vogue'a...
-Och...
-...dzwonię do pani z propozycją spotkania pań ze sobą... inicjatywa spotkania jest od samej pani redaktor...
-W jakiej sprawie byłoby to spotkanie?
-Niestety nie dostałam takiej informacji, ale pani Wintour proponuje spotkanie za 3 dni we wtorek o 14:00 w Hotelu Hilton.
-Oczywiście, że się zjawię...
-Fantastycznie...
Rozmowa się zakończyła.
Telefon leżący na biurku zaczyna wibrować, więc sięgam po niego i przykładam słuchawkę do ucha. Ten dalej brzęczy i dopiero zauważam, że nie odebrałam. Jest to nieznany numer.
-Halo?
-Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do pani Grace Moore?
-Tak to ja, słucham...
-Z tej strony asystentka pani Anny Wintour...
-Przepraszam, kogo?!
-Pani Anny Wintour, redaktor naczelnej amerykańskiego Vogue'a...
-Och...
-...dzwonię do pani z propozycją spotkania pań ze sobą... inicjatywa spotkania jest od samej pani redaktor...
-W jakiej sprawie byłoby to spotkanie?
-Niestety nie dostałam takiej informacji, ale pani Wintour proponuje spotkanie za 3 dni we wtorek o 14:00 w Hotelu Hilton.
-Oczywiście, że się zjawię...
-Fantastycznie...
Rozmowa się zakończyła.
Harry
HARRY!!!- słyszę krzyk Grace i od razu zrywam się i lecę na górę.
Gdy wbiegam do pokoju oddycha ciężko.
-Słonko co ci jest?!- panikuje.
-Dzwoniła do mnie asystentka Anny Wintour i ona chce się ze mną spotkać... Rozumiesz?! ASYSTENTKA ANNY WINTOUR!!!
HARRY!!!- słyszę krzyk Grace i od razu zrywam się i lecę na górę.
Gdy wbiegam do pokoju oddycha ciężko.
-Słonko co ci jest?!- panikuje.
-Dzwoniła do mnie asystentka Anny Wintour i ona chce się ze mną spotkać... Rozumiesz?! ASYSTENTKA ANNY WINTOUR!!!
-Ale mnie przestraszyłaś…- mówię wzdychając.
-Harry, czy ty to rozumiesz? Najbardziej wpływowa
kobieta świata w modzie zaproponowała mi spotkanie.
-Bardzo się cieszę, a właściwie w jakim celu ona cię
zaprosiła na spotkanie?
-Dowiem się na
spotkaniu...
-Tak się cieszę,
kochanie…- mówi mi wyciągając ręce do mnie, bym ją przytulił.
Kładę się obok jej
brzucha, podczas gdy ona opuszcza się na poduszkę. Całuję brzuch i łaskoczę ją
lekko. Kładę twarz na brzuchu i czuję lekkie kopnięcie w policzek.
-Czułeś?- pyta.
Kiwam głową. Mówię coś
do brzucha, gdy mój telefon zaczyna dzwonić. Niechętnie się podnoszę i zerkam
na ekran. To Simon.
-Leż kochanie…- mówi.
Wychodzę z pokoju i
odbieram.
Rozmowa dotyczy faktu,
że ktoś z pacjentów kliniki ginekologicznej zrobił Grace zdjęcie, jak idziemy
korytarzem i cały Twitter, DailyMail.com wrze. Simon mówi, że skoro to jest
prawda, to, że muszę to potwierdzić. Nie podał konkretnego sposobu, ale polecił
nam w najzwyczajniejszy sposób dodać zdjęcie, albo napisać krótką wiadomość.
Czułem, że to nadejdzie. Gdy wróciłem do pokoju Gracie siedziała i oglądała
zdjęcia na telefonie.
-Kochanie musimy
potwierdzić twoją ciążę…- mówię.
Gracie odwraca się.
-Potwierdzić? A nie
dopiero poinformować?
-Ktoś zrobił nam
zdjęcie w klinice…
-O nie…
Siadam koło niej.
-Cóż mam powiedzieć…
Musimy… - mówi splatając swoje palce.- Ale to musi być wyrąbane zdjęcie…
Uśmiecham się szeroko.
-Będzie, bo cię kocham…
Przechylam ją do tyłu i
całuję, chociaż brzuch naprawdę mnie ogranicza.
-A co to ma do rzeczy?-
mówi, gdy całuje ją w usta.
-Nic…- uśmiecham się.
Moja mama wchodzi do
pokoju i uśmiecha się.
-Przepraszam, że
przeszkadzam…- mówi.
-…nie przeszkadza
pani…- mówi odsuwając moją twarz rękoma śmiejąc się głośno, podczas gdy omijam
jej ręce i daje jej całusy.
-Gracie, chcesz
pojechać do sklepu dziecięcego ze mną?
-Jasne…- jej oczy
zaczynają błyszczeć.
-Świetnie.- uśmiecha
się moja mama.
-Muszę się przebrać.
Mama opuszcza pokój.
Cały czas nie daje jej wstać, po cały czas ją całuję.
-No weź, Styles!-
śmieje się.
Odsuwam się od niej i
daje soczystego buziaka w usta, po czym pomagam jej wstać. Gracie przebiera się, prostuje poplątane włosy, robi sobie makijaż i wygląda pięknie.
-Harry jadę…- mówi mi,
gdy ja leżę na łóżku w naszym pokoju.
-Jakby co, mam telefon
ciągle przy sobie…
-Ok., ale jestem
bezpieczna… Jadę z twoją mamą.
-Wiem, wiem…- uśmiecha
się.
-Kocham Cię…- krzyczy z
dołu i zaraz słyszę zatrzask drzwi.
Grace
-A jakieś ubranka
kupiłaś już?- pyta mnie Anne, gdy idziemy w stronę sklepu.
-Nie… Pomyślałam sobie,
że jeśli coś mi się spodoba tu, to zrobię pierwsze zakupy, właśnie tutaj.
Anne bierze wózek i
obydwie wkładamy do niego torebki.
-Wiesz, dalej nie
wierzę, że będę babcią…- mówi, gdy idziemy wzdłuż alejki ubranek chłopięcych.
-Szalone, prawda?-
uśmiecham się szeroko.
-Och totalnie…
Chcichocze.
Wchodzi w alejkę
podpisaną wielkim różowym plakatem z podpisem: GIRL. Uśmiecham się i wchodzimy.
Róż razi moje oczy, ale serce aż skacze, gdy myślę, że już niedługo moja mała
kruszynka będzie w moich ramionach. Anne radzi mi czego powinniśmy z Harrym
kupić najwięcej, co najbardziej mi się przyda… Znajduję śliczne body z napisem
na brzuszku: Daddy’s Princess i bez wahania wkładam do wózka. Anne pokazuje mi
wybrane przez siebie rzeczy i wszystkie akceptuje. Wychodząc z alejki znajduję
białe conversy dla maluszka. Anne zakrywa usta, by nie wydać z siebie długie:
Awwww… Od razu je wzięłam. Idziemy szukać wózków. Jeden wpada mi szczególnie w
oko, ale przypominam sobie, że bardzo podobny widziałam w Londynie w Hamleys.
Postanawiam nie kupować póki co. Oglądam pościele do łóżeczka dla dzieci, a
mama Harry’ego znika pomiędzy półkami, nagle wyłania się zza kolejnej ściany i
łapie mnie za rękę, bym zobaczyła co znalazła. Białe drewniane łóżeczko, do
którego przyczepiony jest baldachim. Łóżeczko, może być kołyską, a także łóżeczkiem
nieruchomym. Obydwie zakochujemy się w tym.
-Biorę definitywnie.
-Kupię takie drugie,
jak przyjedziecie do nas z nią…- uśmiecha się i obejmuje mnie ramieniem.
Idziemy
kolejną alejką i natrafiamy na koniki na biegunach. Anne patrzy się na nie.
-Dobra tego też
bierzemy…- mówi.- Zostanie u nas i poczeka na Silver.
Poza tym dokupuję
grzechotki, gryzaczki, smoczki.
-Ale się
ubezpieczyłyśmy…- podsumowuję zakupy patrząc na załadowany wózek.
-Jesteś w ciąży
kochanie… Dla dziecka trzeba jak najlepiej…
-No tak…- uśmiecham
się.
Płacimy za zakupy.
Jeden z ochroniarzy pomaga nam załadować wszystko do samochodu, wracamy, gdy
jest już pora na obiad.
-Ma pani pomysł na
obiad?- pytam.
-No właśnie nie…- mówi
kobieta drapiąc się po czole.
-Może nasza pieczeń…-
proponuję.
-Och! Świetny pomysł!-
uśmiecha się Annie.
Parkujemy pod domem.
-Pójdę po Harry’ego, niech wynosi łóżeczko i konika.
-Ok.
Odpinam pas i wysiadam powoli z samochodu. Biorę
reklamówkę z ubrankami. Mój chłopak mija mnie w drzwiach.
-Kupiłyście konika na biegunach?- pyta z szerokim
uśmiechem.
-Tak, bardzo chciałam go…- mówi mama Hazzy.
(…)
Siedzę na łóżku wieczorem i oglądam co zdążyłam dziś
kupić. Wyciągam rzeczy z torby i całą kopę zaczynam układać. Odkładam kolejne
rzeczy z szerokim uśmiechem. Harry wchodzi do pokoju.
-Co robisz, kochanie?-pyta.
-Układam rzeczy małej…- mówię wskazując, by usiadł
obok.
Siada i obejmuje mnie ręką w biodrach, całuje mnie
delikatnie w obojczyk i oglądam jak zręcznie składam rzeczy. Sztywnieje widząc właśnie to body.
-Księżniczka tatusia…- szepcze.
-Tak… Śliczne, prawda?- pytam.
-Nie mogę się doczekać, kiedy będzie w tym chodziła.
Nie mogę się doczekać, kiedy się pojawi… Jak się urodzi to będzie
najpiękniejszy dzień w moim życiu, poza tym, kiedy cię poznałem.
Odwracam lekko głowę.
-Kocham cię…- szepczę, gdy zbliża nasze usta do
siebie.
Muskam je.
-Też nie mogę się doczekać… Będziemy wreszcie we
trójkę…- szepczę, gdy Harry głaszcze mój brzuch.
-Będziemy prawdziwą rodziną.- dodaje i czuję
kopnięcie małej.
-Nasza córka się zgadza…- śmieję się.
(…)
-Dzieci musicie już jechać?- pyta Anne, a ja kładę
dłonie na brzuchu.
-Musimy… Mam spotkanie z Anną Wintour, a potem moje
przyjaciółki urządzają mi baby shower. Oczywiście jesteście zaproszone z
Gemmą.- uśmiecham się.
-A później przyjedziecie?- pyta Anne przytulając
mnie mocno.
-Mamo musimy pomalować ściany w pokoju małej, poza
tym ja mam pracę…- mówi Harry.
-Oj no dobrze…- mówi kobieta ze smutkiem na twarzy.-
Tak jakoś się przyzwyczaiłam, że po moim domu chodzi ciężarna synowa…
Podnoszę wzrok na Anne, a moje policzki oblewają się
rumieńcem.
-My nie jesteśmy małżeństwem…- mówię cicho.
-Oj dobra dobra…- śmieje się Anne i przytula mnie
znów.
Harry pakuje naszą walizkę do zapakowanego
bagażnika.
-Jesteś gotowa, skarbie?- pyta.
Kiwam głową.
-Jeszcze raz dziękuję za ten tydzień…- mówię do Anne
i po raz kolejny ją przytulam. Gemma nie odzywa się i po prostu mnie przytula,
bardzo mocno. Żegnam się także z Robinem i wsiadam do samochodu.
-Masz jakieś wywiady?- pytam w połowie drogi.
-Kilka w telewizji… Jeden w NY…- mówi z nieciekawą
miną.
-Uh…
-…Paul mówi, że możesz jechać z nami…- uśmiecha się
i łapie mnie za rękę, którą trzymam na brzuchu.
-Harry… Nie chcę tam jechać…- mówię cicho.
-Dlaczego?- pyta zdziwiony.
-Bo po pierwsze amerykańscy paparazzi są bardzo
agresywni, a po drugie od wczoraj mam bóle kręgosłupa, boję się, że zaczyna się
właśnie teraz przeciążenie kręgosłupa.
-Czemu mi nie powiedziałaś?- pyta.
-Bo byś zaczął wariować…- chichoczę.- A nie bolało
mnie w takim stopniu, że bym nie dawała rady…
-Masz mi mówić, kochanie… O wszystkich bólach… O
wszystkim.
Wzdycham głośno.
-Tak… Chcę wiedzieć o wszystkim słońce…
Gdy dojeżdżamy do Londynu biorę swoją torebkę i tak
jak kazał mi Harry, idę na górę. Włączam wodę na zieloną herbatę i mój chłopak
na dwie tury przynosi wszystko do mieszkania. Biorę tabletki, jako, że mamy
wieczór. Na dworze jest już ciemno, więc zapalam lampkę. Ściągam płaszcz i
wieszam go.
Zalewam sobie herbatę, gdy Harry przychodzi z
łóżeczkiem i jedną torbą z pościelą dla dziecka.
-Wszystko już…
Uśmiecham się.
-Może pójdziemy się wykąpać…- proponuję.
Harry całuje mnie w czoło.
-Jasne…
Idę napuścić wody do wanny i nalewam płynu do piany.
Zrzucam z siebie rzeczy i staję jedynie w bieliźnie profilem do lustra.
-Jesteś już taka duża, słonko…- mówię czule.
Mała kopie mnie mocno.
Uśmiecham się i zrzucam bieliznę. Wchodzę do wody w
naszej obszernej wannie. Relaksuję się przed jutrzejszym dniem i dopiero czuję,
jak mięśnie kręgosłupa się rozluźniają przynosząc mi ukojenie. Nurkuję głową
pod wodą mocząc w ten sposób włosy.
-Idealnie…- szepczę.
Moje piersi są całe nabrzmiałe i całe mnie bolą, gdy
ich dotykam. Biust stał się pełniejszy i ładniejszy, ale ból jest całkiem mocno
przeszkadzający. Wzdycham i dotykam dłońmi brzucha. Mała mocno kopie. Harry
przychodzi dopiero po 5 minutach. Rozbiera się i dołącza do mnie. Łapie
delikatnie za moją stopę i zaczyna ją masować. Zamykam oczy i opieram kark o
tył wanny.
-Idealnie…- szepczę ponownie.
Harry muska moją stopę.
-Lubisz jak masuje ci stopy…
-Mhm…
-Potem mogę ci jeszcze raz je wymasować z użyciem
balsamu… Spuchły ci dziś…
-Zauważyłeś?- pytam czule.
-Jasne… Wszystkie zmiany widzę.
Uśmiecham się.
-Powinnaś iść do masażysty na masaż pleców…
Znalazłem coś a’la spa kilka kilometrów stąd…
-Pomyślę o tym… Ale rzeczywiście… Boli mnie
kręgosłup.
-Możesz wziąć ze sobą dziewczyny, żeby było
raźniej…- uśmiecha się.
-Póki co myślę o jutrze…- otwieram oczy i spoglądam
w sufit.
-…o czym konkretnie…
Przenoszę wzrok na Harry’ego.
-Nie wiem w co się ubrać…- mówię.
Harry zaczyna się śmiać i kręci głową.
-Wiesz co zauważyłem?
-Nie…
-Zawsze jak masz jakiś problem to chodzi o ciuchy…
Łaskoczę go w stopę, a on podskakuje wychlapując
wodę.
-To jest ważne! Nie śmiej się. To jest królowa mody.
Muszę się ubrać modnie, ale i skromnie. Ona nie lubi przepychu.
-Skąd wiesz?
-Przeczytałam chyba z 15 wywiadów z nią.
-Za bardzo się przejmujesz…- mówi Harry głaszcząc
mnie po nodze.
-Chcę się przygotować do wszelkich pytań, czy
czegokolwiek.
-Zachwycisz ją…
-Jasne…- mówię sarkastycznie.
Myję się szybko i wychodzę. Wycieram się i opatulam
szlafrokiem. Będąc w sypialni nakładam coś na siebie. Przeszukuję
swoją szafę, aż wreszcie dokopuję się do granatowego kombinezonu, który kupiłam
jakiś czas w NY. Miałam go ubrać na wywiad z chłopakami, ale był tak luźny na
brzuchu, że aż za bardzo. Dobieram szpilki. Jestem zadowolona.
-Jesteś głodna?- pyta wchodząc w ręczniku do
sypialni.
-Nie…- uśmiecham się.
Harry przygląda mi się z uśmiechem na twarzy.
-Co jest?- pytam go.
-Nic…
-…to czemu mi się tak przyglądasz?- uśmiecham się.
-Wyglądasz pięknie w mojej koszuli z tym wystającym
brzuszkiem.
Chichocze i daje mu buziaka w usta.
Wieszam na drzwiach do garderoby mój kombinezon i
kładę się na łóżku. Wzdycham z ulgą.
-Brałaś tabletki?
-Tak.
Mała kopie mnie mocno w żołądek i bekam głośno.
Harry wchodzi do pokoju z szeroko otwartymi oczami.
-Co… to… było…
-Mała kopnęła mnie w żołądek…- zaczynam się śmiać.
-To było lepsze od beknięć Nialla po butelce piwa i
pizzy.
-Ktoś go wreszcie pokonał!- śmieję się.
(…)
Na
spotkanie z Anną, Harry poprosił Aarona by pojechali ze mną, a także bym nie
jechała własnym samochodem. Nie wiem skąd, ale paparazzi dowiedzieli się o moim
spotkaniu, a biorąc pod uwagę ostatnie plotki i spekulujące wiele zdjęcia, nie
miałam spokoju.
Wchodząc do środka hotelu Hilton Annę spotkałam na korytarzu,
przywitała się ze mną uściskiem dłoni.
-Pójdźmy do restauracji hotelowej…- zaproponowała
kobieta.
Przystałam na jej propozycję. Usiadłyśmy przy stole.
-Gratulacje z powodu ciąży!- zaczęła ściągając
okulary.
-Dziękuję bardzo.
-Jaka płeć?
-Dziewczynka…
-Już niedługo rozwiązanie, prawda?
-Tak… Prawdopodobnie w styczniu.
Kelner przyniósł kawę Anny, a także moją zieloną
herbatę.
-Moja asystentka nic ci nie powiedziała…- pyta mnie
z zaciekawieniem.
-Trzymała język za zębami, nie wiedziałam w ogóle
czego dotyczyć ma nasze spotkanie…
-Zaraz ci wyjaśnię…- uśmiecha się.-…wiem, że to
zabrzmi dziwnie, ale obserwowałam cię od jakiegoś czasu, po obejrzeniu twojej
dawnej sesji do Teen Vogue’a doszłam do wniosku, że jesteś kobietą naturalną,
skromną i nie przesadzasz z niczym, poza tym jesteś fotogeniczna…
Uśmiecham się.
-Słyszeć to z pani ust, to dla mnie fantastyczna
sprawa…
-Miło mi. Po drugie… czytałam twoje wywiady… twój
sposób rozmowy z gwiazdami jest inny… twoja koleżanka, z którą prowadziłaś te
wywiady jest także bardzo dobra… ale minusem jest fakt, że nie widziałam jej
stylu, ale sądząc po strojach ubiera się w TopShopie itp.
-Ja też…
-Ale widziałam cię w kreacji od D&G i to zrobiło
na mnie wrażenie. Na Fashion Week’u jak widziałam tę sukienkę nie podobała mi
się, ale właśnie na tobie leżała idealnie.
Uśmiecham się.

Kobieta uśmiecha się.
-Nie wierzę, że mi to pani proponuje…
-To lepiej uwierz Grace… To jest dla ciebie ogromna
szansa.
-Nie wiem, jak pani dziękować.
-Nie dziękuj mi…- śmieje się.
-Kiedy mam zacząć?
-Myślę,
że już po narodzinach dziecka, jak już się ogarniesz, dojdziesz do siebie po
porodzie. Będzie to wymagało trochę twojej pracy… Właściwie, kiedy będziesz
gotowa to skontaktuj się z Theresą Marie albo Darbi Gwynn. One pełnią funkcję
asystentek Mirandy.
-Ok.
-Myślę, że to byłoby na tyle…- podsumowuje Anna.
-Zobaczymy, jak się spiszesz…- mówi z uśmiechem.
Żegnam się z nią i wychodzę z hotelu Hilton.
Ochroniarze czekają przed wejściem.
Ochroniarze
odwieźli mnie pod sam wieżowiec.
-Dziękuję...- powiedziałam.- Gdyby nie wy, to na wszystkich portalach społecznościowych byłoby więcej moich zdjęć niż już jest.
Wysiadłam z samochodu i czym prędzej podążyłam do środka. Na windę czekałam dłuższą chwilę, gdy już wreszcie przyjechała wsiadłam do niej i pojechałam na 25 piętro. Mała przez całą rozmowę z Anną, a także powrót do domu kopała mnie mocno. Otworzyłam drzwi.
-Dziękuję...- powiedziałam.- Gdyby nie wy, to na wszystkich portalach społecznościowych byłoby więcej moich zdjęć niż już jest.
Wysiadłam z samochodu i czym prędzej podążyłam do środka. Na windę czekałam dłuższą chwilę, gdy już wreszcie przyjechała wsiadłam do niej i pojechałam na 25 piętro. Mała przez całą rozmowę z Anną, a także powrót do domu kopała mnie mocno. Otworzyłam drzwi.
****
I jak wam mija urlopik od szkoły? Komentujcie i dziękuję za poprzednie.
Jako swojego rodzaju dodatek dodam, że napisałam dziś 127 rozdział xx. Do następnego rozdziału xx.
Uwielbiam jak piszesz o tym co dzieje się między Harrym a Grace. Aww. Nie mogę doczekać się jak urodzi xx
OdpowiedzUsuńGenialny 💚💛❤️💙
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podoba! Szybko i sprawnie się go czytało ;) Widać, że Harry trochę zawziął się za siebie i stara się, aby Grace było dobrze.
OdpowiedzUsuńWeekend mam nieco dłuższy odpoczywam od zeszłej środy, ale to mnie nie pociesza wkrótce egzaminy :/ Szalejesz z tymi rozdziałami! Ha! Jestem ciekawa co tam się będzie dziać. W ogóle ile planujesz napisać rozdziałów?
Ps. Wesołych Świąt i mokrego dyngusa x
Ha! Dzięki kochana! Gwarantuję Ci/ Wam, że w tych rozdziałach będzie się działo naprawdę sporo, naprawdę... :D Dokładnie nie wiem ile rozdziałów będzie w tym opowiadaniu, ale będzie ich tyle, ile będzie trzeba, żeby wyczerpać całą wenę i spis pomysłów :D Myślę, że ten rok jeszcze na pewno się ze mną pomęczycie, jak nie dłużej xx.
UsuńPS. Ja już mam okrojony pomysł na inne opowiadanie, więc także zbieram pomysły na to nowe i staram się zaczynac pisać, podczas, gdy nie mam weny w tym haha xx.
Dziękuję bardzo i tobie też wesołych świąt!
Swietny rozdzial :)
OdpowiedzUsuńJak wszystkie na tym blogu
Uwielbiam twoj blog i zawsze cierpliwie czekam na rozdzial, no chyba ,ze nie ma go baardzo dlugo. Mam nadzieje, ze teraz nie bede dlugo czekac ;)
Pozdrawiam i zycze weny :)
Panna Domka
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Ci :
OdpowiedzUsuń- braku śnieżyc, a raczej trochę słońca
- gadatliwych spotkań z rodziną
- mokrego dyngusa ( tylko się nie przezięb )
Panna Domka
Boję się co się stanie, jak otworzy drzwi. Świetny rozdział. Czekam na następny! :)
OdpowiedzUsuńMajka x
Super świetny :)
OdpowiedzUsuńKiedy następny ?
OdpowiedzUsuń