środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 54.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Postałam jeszcze jakieś dwie minuty na schodach i dopiero wtedy zeszłam. Przywitałam się z chłopakami. Alfredo nie chciał mnie puścić.
-Puść ją, bo udusisz…
-Stęskniłem się za nią…
Gdy wreszcie puścił mnie usiadłam koło Chrisa.
-Wyspałaś się?
-Średnio…
-No to po co siedzisz? Idź spać.
-Przyszłam zrobić sobie herbatę.
-To ja ci zrobię…
-Dziękuję…- uśmiechnęłam się szeroko.
-My będziemy się zbierać.- oznajmił Ryan.
-Nie, nie, siedźcie, ja zaraz i tak zmykam na górę…
-Nie przeszkadza nam, że tu siedzisz. Eva czeka na mnie…- oznajmił Chris.
-No to chyba, że tak…
-Charity prosiła ci przekazać, że o 10:00 w Sunset Studio macie próbę.
-No to chyba musze iść rzeczywiście spać. Nie wstanę rano. Jestem nieprzytomna.
Woda zaczęła się gotować, a Justin zalał mi herbatę. Podziękowałam mu buziaczkiem w policzek i poszłam na górę. Zamknęłam drzwi od mojego pokoju i usiadłam na łóżku. Wzięłam łyka herbaty, która była tak gorąca, że poparzyłam sobie język. Dotknęłam go zimnymi palcami, co przyniosło mi chwilową ulgę. Spojrzałam na telefon, był wyłączony, co było bardzo dziwne… Spróbowałam go włączyć, ale pojawiła się pusta bateria na ekranie. Znalazłam ładowarkę i podłączyłam telefon. Miałam ok. 15 nieodebranych od Harry’ego i 7 sms-ów.
-Odezwij się.
-Martwię się.
-Czemu nie dzwonisz? Widziałem, że doleciałaś.
-Grace, oddzwoń.
-Oddzwoń !
-Gracie martwię się.
-Wszystko ok.?
Odchrząknęłam i zadzwoniłam do niego.
-Halo?- odezwał się po chwili.
-No cześć piękny…- powiedziałam do telefonu.
-Dlaczego nie zadzwoniłaś? Wiesz jak się martwiłem?
-Telefon mi padł, a nie zauważyłam tego, jak przyleciałam od razu poszłam spać. Przepraszam.
Martwił się o mnie… To było bardzo słodziutkie… Jak ja za nim tęsknię... :(((
-Jejku, już myślałem, że zadzwonię do Justina…
-Przestań.
Zaśmiał się.
-Co robisz?- spytałam.
-Robię pranie.
-Już wiesz, jak się robi?
-Zawsze wiedziałem.
-Jasne, tylko czemu zawsze ja musiałam robić?
-Bo taka rola kobiety?
-Wiesz co? Foch.
-I tak mnie kochasz…
-A jesteś w naszym mieszkaniu?
-Nie, u Nialla.
-A czemu nie tam?
-Bo to jest twoje mieszkanie.
-Weź przestań, ono też jest twoje przecież. Możesz tam mieszkać, skoro mnie nie ma. Zresztą ja ci na nic nie muszę pozwalać, masz tam pełne prawo mieszkać.
-Nie chcę…
-Dlaczego?
-Nie wiem…
-Jezu, ty to zawsze coś wymyślisz...
Zaśmiał się.
-Co?
-Jesteś taka słodka, jak się denerwujesz…
Uśmiechnęłam się.
-A skąd możesz wiedzieć, jak ja teraz wyglądam?
-Moja bujna wyobraźnia działa cuda…
-Weź… Niech twoje bujne włosy ujarzmią twoją bujną wyobraźnię.
-Wiesz co? Foch.
-Nie naśladuj mnie, bo nie umiesz…
-Ja nie umiem? Najlepiej cię naśladuję…
-Jasne… Nie rozśmieszaj mnie…
Zapadła chwilka ciszy.
-Grace?
-Słucham?
-Co teraz masz na sobie?
Spojrzałam na swoje ciało. Obwisłe dresy, które zakupiłam dawno temu w Londynie rozciągnęły się bardzo, ale to w nich najlepiej się czułam. Duża bluza moje brata, którą zabrałam mu kiedyś idealnie leżała na moim tułowiu. Poza tym na stopach miałam puszyste różowe skarpety i niechlujnie związane włosy. Postanowiłam oszukać Stylesa…
Zmieniłam ton głosu, na taki pożądliwy…
-Prócz koronkowej bielizny nic… Żadnej bluzy, żadnego szlafroczka… Nic…- wyszeptałam ostatnie słowo.
-Będziesz tak spała z Justinem?
-Tak to ja mogę spać tylko z tobą…
-A Justin?
-Z nim śpię w grubych dresach…
-Czuję się wyróżniony…- uśmiechał się.
-Powinieneś…
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Poczekaj chwilkę…
-Proszę…
-Grace?- Justin wszedł do środka.
-Słucham?
-Przepraszam, ale muszę jechać dograć jeszcze jedną piosenkę…
-Oww… No dobrze…
Justin podszedł do mnie i cmoknął mnie głośno w czoło.
-Wrócę z rana, albo w nocy.
-Ok. Uważaj na siebie.
-Wiem, pa.
-Pa.
Jestem…
*cmok* *cmok*
Harry wydał z siebie takie dźwięki.
-Daj spokój…
-Dobra… Idź spać…
-Co?
-Idź spać, Grace.
-A ty?
-Ja dopiero co wstałem…
-Aha… No to idę spać…
-Idź i niech ci się przyśni coś fajnego… Tak jak mi dziś.
-Co ci się śniło?
-Nasza nocka z okazji moich urodzin.
Przypomniałam sobie.
-Ty masz dalej te złote stringi?
-Mam… Kiedyś je dla ciebie założę.
Zaśmiałam się głośno.
-Nie mogę się doczekać…
-Ja chyba też, ale jak je przymierzałem to niesamowicie się wbijają…
-Przykro mi… Kobiety to znoszą…
-Wolę bokserki…
-Wiem…
-Dobra, idź spać.
-Dobranoc.
-Dobranoc. Kocham cię.
-Ja ciebie mocniej.
-Papa.
-Pa.
Odłożyłam telefon i zasnęłam.

(…)
Po zjedzeniu śniadania, składającego się z owsianki i pobudzającej czarnej kawy. Nałożyłam szary przewiewny crop top i za dużą czerwoną koszulę, która leżała w mojej walizce, nie wiem skąd, do tego czarne dresy.

Spakowałam do czerwonej torebki wodę i batonika 0% cukru. Nałożyłam okulary i wyszłam z domu. Osłoniłam się torebką i wsiadłam do jednego z samochodów Justina. Nie wrócił do domu. Gdy tylko wyjechałam z podjazdu z piskiem opon ruszyłam. Przejeżdżałam przez kolejne aleje, skręciłam w Hollywood St. Jechałam dalej. Zaparkowałam na parkingu, przed Sunset Studio. Wysiadłam. Nie obyło się bez paparazzi. Nie zwracałam uwagi na to, że prosili o kilka słów do kamery, o uśmiech, że pytali o Harry’ego, o Justina i inne mniej ważne rzeczy. Przyspieszyłam kroku, gdy zrobili się bardziej nachalni. Weszłam szybko do środka i skierowałam się na pierwsze piętro. Usłyszałam pierwsze dźwięki do Partition. Otworzyłam drzwi, a moje dziewczyny się rozgrzewały. Sammy, Kimberly, Ashley i Jenna. Gdy tylko mnie zobaczyły podbiegły i mocno przytuliły.
-Gdzie Charity?- spytałam Kim.
-Musiała pilnie wyjechać do Sydney na nagrania do teledysku Kylie Minogue.
Zasmuciłam się trochę, bo się minęłyśmy.
W międzyczasie, gdy byłam wyściskiwana wszedł nasz choreograf- Johnny Defiasco. Od razu zabrałyśmy się do roboty. Przygotowano nam układ, który będziemy musiały nagrać na stronę agencji. Poproszono nas o to. Ale trochę pracy na pewno to wymaga. Zapomniałam co to prawdziwy wysiłek. Przez ostatnie dni leżałam plackiem na plaży, albo bawiłam się w klubach. Dziewczyny były bardzo zaskoczone tym, że po godzinie byłam zmęczona i ledwo dychałam. Dały mi chwilkę przerwy i wróciłyśmy do roboty. Próba miała trwać około 3 godzin. Wyszło sześć. Byłam masakrycznie głodna i zmęczona, gdy wróciłam do domu Justina. Chłopak kupił pizzę i oglądał mecz kosza z kolegami. Przywitałam się z nim, złapałam za jeden kawałek pizzy i poszłam na górę. Włożyłam spocone rzeczy do pralki, a po piętrze chodziłam w bieliźnie. Zjadłam ten kawałek pizzy i weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w pidżamy mimo że, była 18:00. Położyłam się do łóżka grzejąc pod kołdrą zmęczone treningiem.
Kolejny dzień zaczęłam krótkim dystansem wokoło osiedla, na którym mieszkaliśmy. Skorzystałam, pierwszy raz z siłowni Justina. Potem wybrałam się na kolejny trening, tylko z Ashley i Kimberly.

Nasz choreograf nagrał filmik i potem przesłał mi go, abym wstawiła go na Instagrama. Po chwili pojawiło się mnóstwo lajków. Mając przerwę dostałam niespodziewany telefon.
-Halo?- spytałam biorąc do ust butelkę z wodą.
-Cześć Grace tu mówi Kendall Jenner.
Szybko odsunęłam od swoich ust butelkę, połykając prędko to co miałam w nich.
-Cześć Kendall, bardzo mnie zaskoczyłaś tym telefonem.
-Wiem…
-Masz jakąś sprawę?
-Pomyślałam sobie, że może miałabyś ochotę się ze mną spotkać na kawę np. dziś po południu, jeśli oczywiście nie masz nic zaplanowane.
-Jasne, może o 16:00 w Zero Cafe.
-Świetny pomysł. Do zobaczenia.
Odłożyłam telefon i wstałam z podłogi. Pożegnałam się z dziewczynami i wróciłam do domu Justina. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, pomalowałam się i ubrałam się we wzorzysty niebieski kombinezon. Spakowałam kilka rzeczy do białej torebki. Chciałam jeszcze pojechać przed  spotkaniem na Manicure. Sprawdziłam, czy trzeba zrobić jakieś zakupy. Lodówka była pusta. Justin zszedł na dół zaspany.
-Gdzie idziesz?- spytał.
-Jadę zrobić zakupy, potem na Manicure i potem jeszcze jadę zrobić sobie tatuaż na palcu, pojedziesz ze mną?
-No pewnie, że tak.
-A i zapomniałabym po Manicure jadę na spotkanie z Kendall Jenner…
Justin spojrzał na mnie z deka przerażony.
-Z Kendall?
-Tak, a co?
-Nie no nic… Pozdrów ją ode mnie.
-Ok., a właściwie czemu tak późno wstałeś?
-Zabalowaliśmy do 5:00.
-I wszystko zrozumiane…
Schowałam telefon do torebki.
-To co ja mam jeść?- zapytał patrząc pustą lodówkę.
Przewróciłam oczami. Podniosłam miskę, pod którą leżał stos kanapek, które przygotował dla mnie Justin wczoraj na kolację.
Uśmiechnął się. Skierowałam się w stronę drzwi.
-Grace…
-Słucham?
-Scooter powiedział, że mają na Internecie znaleźć się jakieś nasze zdjęcia.
Westchnęłam.
-I zaproponował, abyśmy jutro poszli na mecz kosza? Paparazzi są już wynajęci.
-No niech będzie, skoro wszystko jest zaplanowane.
-I jest jeszcze druga sprawa…
-Dostałem zaproszenie do show Jimmy’ego Fallona.
-To dobrze…
-Ale razem z tobą…
-Muszę iść tam?
-Nie, ale jeśli pójdziesz, Scooter, nie będzie już tak na ciebie naciskał ze zdjęciami.
-Na pewno?
-Tak, obiecał mi to.
-W takim razie dobrze.
Justin pokazał ząbki w szerokim uśmiechu.
-Muszę iść.- oznajmiłam i posłałam mu buziaczka, po czym wyszłam z domu. Wsiadłam do Range Rovera Justina i ruszyłam w stronę centrum LA. Była dziś śliczna pogoda. Włączyłam radio, w którym usłyszałam coś co mnie bardzo zainteresowało.

LINK- Best Song Ever

Drodzy słuchacze, mamy dziś dla was niezwykłą niespodziankę. Zespół One Direction nagrał nową płytę, która będzie się nazywać Midnight Memories. Ale to nie koniec. Za chwilkę po raz pierwszy w naszym radiu zostanie puszczony pierwszy singiel Best Song Ever.

Piosenka była rytmiczna, a ja ruszyłam ze świateł. Już na początku spodobało mi się wejście Harry’ego. Refren wpadł mi niezwykle szybko w ucho. Piosenka mi się strasznie spodobała. Zrobiłam ją znacznie głośniej i jadąc podśpiewywałam zapamiętane wersy refrenu. W ciągu jej trwania od razu ściągnęłam ją sobie na telefon. Wkrótce piosenka się skończyła, a ja dojechałam do centrum, gdzie umówiłam się na Manicure. Zaparkowałam z boku i wysiadłam z samochodu. Przeszłam ulicą i weszłam do budynku. Przywitałam się z Ritą, która przygotowywała kiedyś mnie i Charity do występu z Rihanną. Robiła nam paznokcie i jakieś dziwne maseczki na dłonie. Przywitałam się z nią.
-Co dziś robimy?
-Tipsy beżowe… Takie jak zawsze.
-Ok.
Zabrała się do roboty, gdy robiła mi lewą rękę,  ja surfowałam po Internecie, używając prawej. Odpowiedziałam na kilka pytań od fanek. W radiu leciało Best Song Ever. Po jakichś 50 minutach moje dłonie wyglądały ślicznie. Paznokcie takiej długości jak lubiłam w pięknym jasnym kolorze. Zapłaciłam za usługę i wyszłam z budynku, gdzie miała salon. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do Tesco, by zrobić zakupy, a następnie pozostawiając je w bagażniku ruszyłam ku Zero Cafe. Było ono na drugim końcu miasta, zdążyłam na spotkanie z Kendall Jenner i na parkingu byłam punktualnie. Dziewczyna widząc, że zaparkowałam wyszła z samochodu i przytuliła się do mnie.
-Fantastycznie wyglądasz…- zaczęła z szerokim uśmiechem.
-Dzięki, ty także.
Weszłyśmy do kawiarni, ale nabrałyśmy ochoty na sałatki. Zamówiłam sobie grecką, Kendall także.
-Muszę ci pogratulować…- zaczęłam.
-Tak, a czego?
-Słyszałam, że na PFW chodziłaś na wybiegu Karla Lagerfelda i Givenchy.
Kendall opuściła głowę, jakby się zawstydziła.
-Daj spokój… Akurat taka dziewczyna jak ja była potrzebna na wybiegu do tych kolekcji, więc wiesz, udało mi się.
-Żeby wystąpić w PFW trzeba mieć odpowiednie wymiary itd.
Przyszły sałatki.
-Powiem ci szczerze, że ty też mogłabyś wziąć udział.
Otworzyłam szeroko oczy.
-Jestem za niska i trochę przytyłam ostatnio.
-Nie zauważyłam…
-Troszkę…
-Nie widać nic po tobie. Pewnie spaliłaś ostatnio na treningach. Słyszałam, że wróciłaś do nich.
-Tak… Pragnę wrócić do tych 7 kilo mniej.
Przez chwilkę panowała nie mówiłyśmy do siebie, jedynie zajadałyśmy się sałatkami.
-Zapomniałabym… Justin kazał ci przekazać pozdrowienia.
-Och… Dziękuję…
Znów cisza. Kelner przyniósł dla mnie mrożoną wodę cytrynową.
-Masz teraz jakieś plany? Jakieś koncerty?
-Właściwie to nie wiem…- powiedziałam mieszając słomką swój napój.- Ponoć Justin ma mieć jakiś występ na gali, a poza tym, ja mam swoje prywatne projekty z agencji, rozumiesz…
-Rozumiem, rozumiem, a jakieś poważne sesje?
-Chętnie wzięłabym w jakiejś udział. Moja ostatnia sesja do Teen Vogue’a bardzo mi się podobała…
-Była świetna.- Kendall uśmiechnęła się szeroko.
-Dzięki. Ja z kolei widziałam twoją sesję do Harpers Bazaar. No i była niesamowita… Wyszłaś genialnie…
-Nie przesadzaj, Grace. To rzeczywiście były dobre zdjęcia, ale tak ci powiem szczerze nie byłam jakoś bardzo zaskoczona rezultatem sesji…
-Naprawdę?
-Jasne… Miałam lepsze zdjęcia…
-Aha…
Nabiłam na widelec dwie oliwki i wsunęłam je do buzi.
-A jak ci się podobało w Sydney?- zapytała Kendall.
-To były chyba najlepsze wakacje w moim życiu. Grono najwspanialszych przyjaciół razem, imprezy, plaża… Genialne…
-A chłopaki z One Direction, jak oni?
-Spędziliśmy wspaniały czas na jachcie i w ogóle…
-Widziałam twoje zdjęcia z Harrym…
-To tylko mój przyjaciel…
Kendall spojrzała na mnie.
-Już nic do niego nie czujesz?- spytała się badawczo.
-Ale w jakim sensie?
-No… - zatkała się.- Miłosnym.
Spojrzałam na nią.
-Nic.- powiedziałam opuszczając głowę.
-Bo wiesz…- zaczęła Kendall z szerokim uśmiechem. Ja wzięłam do ust kawałek pomidora.- Myślisz, że umówiłby się ze mną?
Zaczęłam się krztusić. Kaszlałam jak gruźlik, gardło w dalszym ciągu mnie drapało i nie mogłam wypowiedzieć słowa, bo każdy oddech kończył się kaszlem. Kendall poczekała chwilkę, aż się uspokoję. Miała strasznie przestraszoną minę.
-Sądzę…- zaczęłam mówić zachrypniętym głosem.-… że się z tobą umówi.
-Tak sądzisz?
-Yhym…- powiedziałam odchrząkając.
-Jak świetnie, jest taki przystojny…
-Tak.- zakończyłam.
Moja sałatka była zjedzona, a woda prawie wypita. Dostałam sms-a od Justina o treści: Jak skończysz to wróć do domu, pojedziemy jednym samochodem. Na co mu odpisałam, że ok.
-Wiesz Grace… Muszę się już zbierać powoli…- powiedziała Kendall.
-Jaka szkoda…- powiedziałam.
-No… Niestety. Obiecałam, że pojadę z Khloe do centrum handlowego.
-Nie musisz mi się tłumaczyć, ja też muszę się zbierać.
Wstałyśmy z miejsc i zapłaciłyśmy za swoje sałatki.
-Bardzo mi było miło z tobą porozmawiać.
-Mi także.
Uśmiechnęłam się.
Dziewczyna znów mnie przytuliła i poszła w stronę swojego samochodu, a ja w stronę swojego.
Od razu wykręciłam numer do Harry’ego.
-Halo?- spytał i na pewno był uśmiechnięty.
-Cześć kotku…
-Mmmm… Nieźle zaczynasz…
-Nie obudziłam cię?
-Nie miałem się kłaść dopiero…
-To dobrze… Co u ciebie?
-Nic takiego, cały dzień spędziłem z The 1975 pisałem z nimi tekst piosenki na ich płytę. A u ciebie?
-Zaraz jadę zrobić sobie drugi tatuaż…
-Co?
-No…- uśmiechnęłam się i ruszyłam z parkingu włączając głośnomówiący.
-Gdzie…
-A gdzie byś chciał?
-Grace… Uważasz, że tatuowanie siebie to dobry pomysł?
-A czemu nie? Sam jest wytatuowany i to jest seksowne.
Harry westchnął.
-Ja nie lubię jak kobieta jest wytatuowana…
-A jeśli kobieta wszystkie tatuaże robi z myślą o tobie?
Zapanowała chwilka ciszy. Stanęłam na światłach, a paparazzi w samochodzie obok robił mi zdjęcia. Osłoniłam twarz dłonią.
-Naprawdę? Serduszko jest zrobione z myślą o mnie.
-Tak i tatuaż, który będę miała dziś też.
-Wiesz, że jesteś najwspanialszą dziewczyną na świecie?
-Skoro ty to mówisz, to ci wierzę…
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham…
Ruszyłam z piskiem opon.
-Będę kończyła dojeżdżam do domu… A i zapomniałabym powiedzieć.
-O czym?
-Niedługo może do ciebie dzwonić Kendall Jenner.
-Po co?
-Żeby się umówić z tobą…
-Że co?
-Byłam dziś z nią na krótkim spotkaniu i pytała, czy coś do ciebie czuję, a jak jej powiedziałam, że nie. Co oczywiście jest nieprawdą, to była przeszczęśliwa.
-Jak ja mam ją spławić…
-Wymyśl coś kotku… Ale takiego, że zapamięta, że Harry’ego Stylesa się nie zaprasza, bo on jest Grace Moore, na długo…
-Jak ją umiejętnie spławię to co dostanę w zamian…
-Dostaniesz ode mnie fantastyczną noc…
-Już nie mogę się doczekać…
-Ja też.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Do zobaczenia.
-Papa.
Po kolejnych dwóch minutach jazdy zaparkowałam pod domem i wysiadłam z samochodu. Justin zajął miejsce kierowcy, a ja usiadłam obok niego. Pojechaliśmy na drugi koniec miasta do tatuażysty, który robił tatuaże Hazzie i Justinowi. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Miłego czytania, a rozdział w piątek tj. 22 sierpnia. Buziaki! :))

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 53.




 CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Harry
Przez cały czas czułem na sobie jej wzrok, byłem chyba onieśmielony tym, ale sprawiało mi to przyjemność, że siedzimy w ciszy i ONA mnie obserwuje. Nie poruszyłem się na milimetr, a przez moje ciało przechodziły coraz to nowe dreszcze. Spojrzałem na swoje dłonie, gęsia skórka była bardzo na nich widoczna. Zamknąłem oczy i delektowałem się tym, jak na mnie patrzy. Minęła długa chwilka moje ciało zdrętwiało od nie poruszania się. Podniosłem głowę, a Grace wlepiła oczy w kawę.
-Nabrałeś mięśni..
-Trochę ćwiczyłem…
-To dobrze… Robią wrażenie…- Grace spaliła się rumieńcem, a ja się zaśmiałem.
Wzięła łyka kawy.
-Ty też dużo pracowałaś nad sobą…
-To prawda, ale znów muszę wrócić na siłownię i na próby.
-Będziesz teraz bardzo zajęta, prawda?
-Nie wiem… Jestem już umówiona z koleżankami z Agencji  na próby do układów.
-Jakich?
-Do Partition i Yonce Beyonce.
Spojrzałem na Grace unosząc brwi.
-Tak wiem, że Beyonce jest tam striptizerką, ale spokojnie…
-Czyli będziesz zajęta…
-A czemu się pytasz?
-Ot tak… A Justin będzie teraz gdzieś wyjeżdżał?
-Nie wiem szczerze mówiąc. Mówił, że teraz spędza czas z chłopakami.
Spojrzałem na zegarek.
-Musimy się zbierać, za 40 minut jest koncert.
Zapłaciłem i wyszliśmy ze Starbucks’a. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem w stronę klubu, gdzie ma być koncert. Przed wejściem było dużo ludzi, więc wjechałem od tyłu. Ochroniarz uśmiechnął się do mnie i pomachał ręką.
-Cześć John.- powiedziałem, wysiadając z samochodu.
-Witaj Harry.
Podaliśmy sobie ręce na powitanie. John wpuścił nas do środka. Poszliśmy bocznym wejściem na salę, gdzie wchodzili ludzie. Znaleźliśmy na biletach na nasze miejsca i usiedliśmy. Czekając aż koncert się zacznie.

Grace
Ludzie zaczęli się schodzić. Lucy napisała mi, że jakby co idą do Sunrise Club. Potem popisałam chwilkę z Charity, a potem zaczęliśmy oglądać nasze zdjęcia z telefonu Hazzy. Przewijałam je.
Wybuchnęłam śmiechem, a Harry wyrwał mi telefon z ręki i spojrzał.
-Skąd ty masz to zdjęcie?
Chodziło mu o fotkę, którą mu zrobiłam którejś nocy, gdy przyszłam po próbie tanecznej i on spał rozwalony na łóżku z otwartą buzią. Nie mogłam złapać oddechu, Harry tylko mówił cicho: Przestań no! A ja śmiałam się w najlepsze… Przełożył kolejne i spojrzałam na nie.
-Kiedy zrobiłeś to zdjęcie?- wyszeptałam.
-Ja go nie zrobiłem…
Spojrzałam na niego.
-Tylko dlaczego jest na twoim telefonie?
-No… Nie wiem… Ale jest…-zaczął.
-…przepiękne…- dodałam i spojrzałam na niego.
Harry trzymał rękę na moim oparciu, podniosłam podparcie i przysunęłam się do niego kładąc głowę na jego ramieniu. Jego ręką będąca wcześniej na oparciu wylądowała na moim ramieniu i zacisnęła się kurczowo na bicepsie, pocałował mnie lekko w czoło.
-Gdy tak myślę o tym co było, Grace… Nie mogę przeboleć, że byłem tak głupi…
-Ćśśś… Nie mówmy o tym, jesteś tylko człowiekiem, zapomnijmy o tym co było…
Tak bardzo chciałam go teraz pocałować. Obejrzałam się do tyłu. Na sali byli dorośli ludzie, zajęci rozmową i to kilkanaście rzędów dalej. Dojrzałam, że pokazują sobie jakieś broszury. Poza tym nikogo nie było w tym klubie. Obróciłam głowę i musnęłam jego brodę, Harry opuścił lekko twarz w dół i musnął moje usta.
-Jesteś tym, co najlepsze w moim życiu.
Musnęłam jego usta jeszcze dwa razy, prawdopodobnie otwarto bramki, bo zaczęło się schodzić bardzo dużo ludzi. Odsunęliśmy się od siebie, byliśmy na wielkim balkonie i zebrała się masa ludzi. Koncert rozpoczął się punktualnie. Zaczęli od All I Want, wprost uwielbiam tę piosenkę. Potem wykonali High Hopes. Ta piosenka jest cudowna, a moim ulubionym momentem jest początek refrenu:

Yeah but I've got high hopes- Tak, ale mam wielkie nadzieje
It takes me back to when we started- Cofają mnie do momentu, kiedy zaczęliśmy.
High hopes, when you let it go, go out and start again - Wielkie nadzieje, kiedy odpuszczasz, wychodzisz i zaczynasz od nowa.
Gdy zaczął się mój najukochańszy moment, Harry objął mnie od tyłu i poruszaliśmy się w rytm tej piosenki. Podśpiewywałam sobie, a Styles śpiewał mi do ucha. Pocałował mnie za uchem i dmuchnął zimnym powietrzem na szyję. Kolejne piosenki, skończyło się All Comes Down, Talk, Perfect World i Pray. Podeszli do nas jacyś znajomi Hazzy, przywitali się, Harry trochę z nimi rozmawiał, a ja ciągle kołysałam się do ballad Kodaline. Way Back When, The Answer i Lose Your Mind- następne piosenki, które ubóstwiam. Koncert skończył się ok. 20:30, wyszliśmy z klubu i od razu wsiedliśmy do samochodu.
Zapięłam pas.
-Grace?
-Tak?- spojrzałam na niego. Jego delikatne palce powędrowały ku mojej kasetce. Pstryk. Mój pas był odpięty. Spojrzałam na niego.
-Może pojedziemy do hotelu…
Spojrzałam na niego.
-O czym ty mówisz?
Jego palce z kasetki powędrowały na moje uda, spojrzał na mnie wzrokiem, któremu nie potrafię odmawiać. Przygryzłam lekko wargę. Trochę nie zrozumiałam jego zmiany nastroju z romantycznego na pożądliwego.
-Tylko jedźmy do takiego, gdzie jest wygodne łóżko…
Harry uśmiechnął się szeroko i z piskiem opon wyjechał z parkingu, jechaliśmy jakieś 10 minut, wjechał do parkingu podziemnego hotelu zaparkował. Wysiedliśmy szybko. Zaczekałam w holu, podczas, gdy poszedł załatwić pokój na jedną noc. Po chwili wrócił do mnie, łapiąc mnie namiętnie w ramionach i zaprowadził do windy. Niestety nie jechaliśmy w niej sami. Towarzyszyło nam małżeństwo, które chyba też po dotarciu do pokoju zrobi ten-teges. Pokój 505… Znów… To chyba jakieś przeznaczenie… Hazz nie mógł wcelować kartą do pokoju w szczelinę, więc wyrwałam mu kartę i zręcznie otworzyłam drzwi.
-Taką cię lubię najbardziej…- wymruczał.
Zamknęłam z kopa drzwi, Harry przycisnął mnie do nich. Całowaliśmy się tak namiętnie, że myślałam, że wybuchnę. Podniósł mnie tak, abym objęła go udami wokół bioder. Jeszcze przed zdjęciem mi koszulki odpiął mi stanik. Uwielbiałam jak mruczy między pocałunkami… Postawił mnie na ziemi, ściągnęłam mu koszulkę i nie odrywając się od niego złapałam za pasek od jego spodni, zręcznie go odpięłam, guzik i zamek tak samo. Moje dłonie zsunęły dżinsy z jego pupy. Przycisnął mnie znów do ściany, przy czym wydawałam z siebie pojedyncze krzyknięcie, co mu się spodobało. Cały czas się całując odpięłam dżinsy swoje i zsunęłam je z pupy. Harry pozbył się mojej koszulki wraz ze stanikiem. Wbiłam mu paznokcie najpierw w klatkę piersiową, a potem w plecy.
-I masz jeszcze moje ulubione stringi…
To prawda, rzeczywiście je miałam. Złapał mnie za żebra i położył na łóżko. Nachylał się nade mną obściskując moją szyję. Byłam pewna, że ślady zostaną… Kontynuowaliśmy czynności przez jeszcze chwilkę, nagle Hazz wstał wyjął ze spodni portfel i poszedł do łazienki. Wyłączyłam telefon i czekałam na niego. Wyszedł z łazienki w całej okazałości nachylił się nade mną i ściągnął mi zębami majtki. Wreszcie, choć po niedługiej przerwie przeszliśmy do czynności miłosnych… Kolejna wspaniała noc… Kolejne niezapomniane przeżycie z mężczyzną mojego życia… z chłopakiem, który potrafi doprowadzić kobietę do… szaleństwa… Po jakichś dwóch godzinach zmęczeni opadliśmy na poduszki, Harry wyrzucił to co trzeba i wrócił do mnie do łóżka. Nasze oddechy były bardzo szybkie, serce kołatało jak szalone, a pożądanie malało… No chyba, że leżysz naga w łóżku z Bogiem. Przysunęłam się do niego, jego dłoń opadła na mój pośladek. Harry zjechał z poduszki w dół mocniej pod kołdrę i muskał moją klatkę piersiową i szyję. Dmuchał delikatnie na moją skórę. Co chwilkę czułam przeszywające mnie dreszcze i gęsią skórkę. Gdy wreszcie wrócił do mnie pocałował moje usta i uśmiechnął się.
-Kocham cię.- szepnął.
-Ja ciebie też.- powiedziałam.
Wtuliłam się w niego i momentalnie zasnęłam.

Lucy
Wracaliśmy z klubu, Zayn źle się czuł, więc nie pił, a Liam musi ograniczyć alkohol z powodu bólu nerki. Dziewczyny były nachlane, zresztą Niall i Lou też. Zadzwoniłam do Grace, ale odezwała się poczta głosowa. Wykręciłam do Hazzy to samo. Co jest…- myślałam. Chłopaki powiedzieli, żeby dała spokój, odezwą się.

Grace
Obudziłam się rano w ramionach mojego Boga, czułam się przeszczęśliwa. Spał mocno, ale to nie przeszkadzało mi w tym, abym mogła go pocałować. Wyciągnęłam się do góry i pocałowałam jego szyję i zagłębienie obojczyka.  Zdjęłam delikatnie jego dłoń z moich bioder, trzymał mnie tak kurczowo, jakby nie chciał puścić. Wreszcie udało  mi się. Wstałam z łóżka, powędrowałam do łazienki trzymając w dłoniach bieliznę. Napuściłam wodę do wielkiej wanny, zwykle nie robię tego w hotelach, ale tu skusiłam się, bo jej ogromna wielkość rozłożyła mnie na łopatki. Obok stał płyn do wytworzenia piany. Pachniał ślicznie więc wlałam trochę. Zapach roznosił się po całej łazience. Gdy wanna nalała się do połowy weszłam do niej i czekałam, aż się zapełni. Gorąca woda rozluźniła jeszcze bardziej moje ciało. Zmoczyłam włosy. Leżałam tak przez 10 minut. Nagle drzwi łazienki się otworzyły, a do łazienki wszedł Hazz (miał na sobie spodnie). Stanął jak wryty…
-Mogę do ciebie dołączyć kotku?- spytał mnie nieśmiało.
-Po co się pytasz… Chodź…- zniknął szybko z łazienki i wrócił z telefonem.
-Co chcesz zrobić?
-Zdjęcie…
-No nie…
-Proszę…
Spojrzałam na niego po czym on uśmiechnął się szeroko.
-Ok.
-Ale zrób ładną pozę…
-Wymagania…- powiedziałam do siebie.
Pstryk.
-Dziękuję…
Odniósł telefon i wrócił do mnie. Zrzucił spodnie i bokserki i wszedł do wody. Przysunęłam się do niego oplotłam go nogami wokół pasa, a jego nogi pozostały wyprostowane. Moja ręka pokryta pianą przejechała po jego ramieniu aż do obojczyka i szyi. Przeszła na kark, a druga wykonała tę samą czynność. Jego ręce przeniosły się z pleców na biodra i pośladki, przysunęłam się jeszcze bardziej. Dotknął moje czoło swoim, nasze nosy się stykały, splotłam dłonie na karku i pocałowałam jego policzek, potem drugi, aż wreszcie dotknęłam ustami jego pełnych malinowych warg. Musnęłam je delikatnie, ale to Harry pogłębił pocałunek. Jego usta były moim uzależnieniem, gdy tylko je widziałam miałam ochotę je pocałować. Harry pocałował moją szyję i odchylałam się lekko do tyłu pod wpływem jego pocałunków. Moje dłonie wplątały się w jego gęste włosy. Gdy wróciłam do prostej pozycji pocałował moje czoło. Położyłam mu głowę na obojczyku.
Kocham Cię…- wyszeptał.
Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Pocałowałam go jeszcze raz uśmiechając się przy tym. Nagle Harry wstał z wody, owinął się ręcznikiem i poszedł do sypialni. Za chwilkę wrócił z całą kosmetyczką. Spojrzałam na niego zdziwiona. Uśmiechnął się do mnie.
-Zaplanowałem wczorajszy wieczór…
-O ty…
-Wiedziałem, że mi się nie oprzesz…
Cmoknął mnie w czoło i wszedł z powrotem do wanny.
-Skąd ty masz te rzeczy?
-Poszedłem do samochodu, mam nawet rzeczy dla ciebie na przebranie…
-Żartujesz…
-Nie…
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Jesteś wspaniały.
-Daj spokój.
Harry umył mi głowę, a potem ja jemu. Zrobiłam mu brodę z piany. Potem spłukałam mu głowę i on mi. Umyliśmy się. Wyszłam pierwsza, owinęłam się ręcznikiem i poszłam do sypialni, gdzie leżała mała torba podróżnicza. Wyjęłam czystą czarną koszulkę, a dżinsy postanowiłam założyć, te co poprzednio. Obok czystej koszulki Hazzy leżała mała różowa torba z napisem VS. Czy ja dobrze sądzę… Przygryzłam wargę z ciekawości i otworzyłam ją. Szczęka mi opadła… Różowe stringi, na miarę tak skąpych jakie mu kupiłam na urodziny… Pamiętacie te złote… Do tego koronkowy różowy, koronkowy stanik.
-Założysz?
Obejrzałam się do tyłu i kiwnęłam głową.
-A nie ubierzesz się i pokażesz mi, jak wyglądasz?
Uniosłam brew.
-Chciałbyś?
-Jeszcze się pytasz…- uśmiechnął się szeroko.
Poszłam do łazienki, założyłam stanik, który był idealnie dopasowany, to samo stringi. Spojrzałam się w dużym lustrze. Nie żebym wyglądała źle, ale majtki były zdecydowanie zbyt skąpe… Wyszłam z łazienki, Harry wyciągał rzeczy z torby i zerknął na mnie, wrócił wzrokiem na torbę, a potem spojrzał się na mnie niedowierzając.
-Grace…- wyszeptał.
-Słucham…
-Jaka ty jesteś piękna…
Uśmiechnęłam się. Styles podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie zaczęliśmy się całować. Nie wiem, jak ja wyjadę bez niego… Będę za nim tęsknić… Nie wytrzymam... Zbyt bardzo mnie pociąga i kocha... Zbyt bardzo ja go kocham... Czemu on nie może pojechać ze mną...
Oderwaliśmy się od siebie.
-Musimy wracać do Sydney.- powiedziałam.
-Zjemy śniadanie i pojedziemy.
Harry zadzwonił do obsługi i zamówił nam śniadanie.
 Ubrałam się i lekko umalowałam. Zawsze mam w torebce jakieś kosmetyki. Moje włosy były mokre, ale, że Harry przewidział taką sytuację, że się prześpimy pożyczył suszarkę od siostry. On miał wszystko zaplanowane… Zaczęłam suszyć włosy, a w międzyczasie przyszło śniadanie. Usiedliśmy na balkonie i zajadaliśmy naleśniki z czekoladą i owocami. Wypiliśmy kawę i zaczęliśmy się zbierać. Harry narzucił czystą koszulę w niebieską kratkę i założył bandankę. Nie zakryła mu całej grzywki, więc pomogłam mu ją założyć. Harry zarzucił torbę z przygotowanymi akcesoriami sobie na ramię, ja zamknęłam torebkę i wyszliśmy z pokoju. Harry poszedł zapłacić za nocleg, a ja poczekałam na niego w holu. Potem zeszliśmy na parking podziemny, tam wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Sydney.
-Czyli prosto z Sydney lecisz do LA?

-Tak… A ty do Londynu?
-Yhym. Mam kilka spraw do załatwienia w mangamencie. A kiedy przyjedziesz do Londynu?
-Planowałam za dwa tygodnie, ale co z tego wyjdzie, to nie wiem.
-Dopiero za dwa tygodnie?- zapytał lekko podłamany.
-Niestety. Próby zajmują mi dużo czasu, w planie jest jeszcze udział na jakiejś gali, czy coś…
-Szkoda… Będę tęsknił za tobą…
Zatrzymaliśmy się na światłach.
-Ja też będę tęskniła…
Uśmiechnęliśmy się do siebie i jechaliśmy dalej.
-Ja nie wiem, czy Paul zaplanował coś dla nas… Pewnie ze dwa, trzy wywiady. Wypoczęliśmy z chłopakami…
-Będziecie mogli wrócić do takiego samego toku pracy…
-Tak…
Otworzyłam torebkę i włączyłam telefon. Miałam 7 nieodebranych od Lucy, w tym momencie pojawiło mi się jej zdjęcie na ekranie, co oznaczało, że dzwoni.
-Lucy dzwoni, co mam jej powiedzieć?
-Um… Powiedz jej, że ja się zatrułem McDonaldem co go jedliśmy, strasznie rozbolał mnie brzuch i nie mogłem prowadzić, a ty nie wzięłaś żadnych dokumentów.
-Ok.
Przesunęłam palce po ekranie.
-Halo?
-No nareszcie, gdzie ty się podziewasz Grace, czemu nie wróciłaś do nas, martwiłam się i o ciebie i o Hazzę…
-Widzisz wyniknęła taka bardzo niespodziewana sytuacja…
-Jaka sytuacja?
-Jadąc na koncert wjechaliśmy po Maka i Harry zatruł się hamburgerem. Już pod koniec koncertu bolał go brzuch. Chciał prowadzić, ale mu nie pozwoliłam, bo zwijał się z bólu. A ja nie miałam ani dowodu osobistego, ani prawa jazdy ze sobą…
-Och… A jak się czuję Harry?
Podstawiłam mu telefon do ucha, wziął go z mojej ręki i rozmawiał z kuzynką.
-Jest już ok., Grace kupiła mi w aptece jakieś tabletki i późną nocą przestał mnie boleć brzuch.
-No to dobrze, wracacie już?
-Tak, została nam jeszcze godzina drogi.
-Ok… Harry przekaż Grace, że będziemy z dziewczynami na plaży. Jutro wyjeżdżamy…
-Dobrze, przekażę, a wiesz co chłopaki robią?
-Są w waszym domu leczą kaca, Liam’a boli nerka i leży przez cały czas, a Zayn siedział na tarasie, jak wychodziłyśmy od was.
-Ok., dziękuję.
-Do zobaczenia.
-Na razie.
Harry oddał mi telefon.
-Dziewczyny będą na plaży.
-Ok., przebiorę się w apartamencie, dobrze, że mam drugie klucze.
Droga przeminęła nam bardzo szybko i przyjemnie. Dojechaliśmy w jakieś 40 minut, bo nie było korków przy wjeździe do miasta. Harry zawiózł mnie pod budynek, gdzie mieszkamy do jutra z dziewczynami.
-Dziękuję ci za ten koncert, za wspaniały czas i za tę noc…
Pocałowałam go w policzek i szepnęłam do ucha: I jeszcze, za to, że wszystko zaplanowałeś… Pocałowałam jego ucho i wyszłam z samochodu. Pomachałam mu i wjechałam windą na piętro apartamentu. Weszłam do środka i poszłam się przebrać w strój. Nałożyłam na siebie strój i wyjęłam kapelusz z walizki. Wyjęłam rzeczy z torebki, wyrzuciłam je na łóżko i spakowałam ją na nowo. Napisałam El, że już jadę do nich. Biedne dziewczyny musiały iść z buta, bo przez przypadek wzięłam dowód rejestracyjny wypożyczonego samochodu. Narzuciłam na siebie długą kwiecistą spódnicę i czarny crop top. Zaparkowałam na parkingu pod plażą i weszłam na nią. Znalazłam dziewczyny, które leżały w tym samym miejscu co zawsze. Położyłam się koło nich. Opowiedziałam im wszystko od początku do końca i dały mi spokój. Wygrzewałam się na plaży i Eleanor zrobiła mi dwa zdjęcia moim telefonem, które potem połączyłam ze sobą i wstawiłam na Instagrama oznaczając dziewczyny, dopisałam jeszcze:  
Last Day on Sydney’s Beach… :(
Po serii opalania się poszłyśmy do wody, gdzie chlapałyśmy się jak małe dzieci. Dzień na plaży upłynął bardzo spokojnie, wróciłyśmy do apartamentu ok. 19:00. Zamówiłyśmy sobie pizzę i zamierzałyśmy oglądać filmy. Siedziałyśmy umyte od piasku w pidżamach w salonie, zajadałyśmy się kupionymi przekąskami i pizzą, popijałyśmy napojami. Nie chciało mi się pić drinków, dlatego upijałam się pepsi. Ok. 2 wyłączyłyśmy telewizor, po oglądnięciu trzeciego już filmu. Poszłyśmy spać. Samolot mamy jutro o 13:30 i ja i dziewczyny. Tak się złożyło, że wylecimy o tej samej porze.
Gdy rano obudził mnie telefon była 9:00. Wstałam i zaczęłam robić dziewczynom śniadanie. Te słysząc, że chodzę po apartamencie wstały i zaczęły się pakować. Lily z racji tego, że miała porządek w walizce to zajęło jej to 10 minut, zaczęła sprzątać porozrzucane chipsy z podłogi. Myła naczynia. Ja nałożyłam jajecznicę na talerze, podpiekłam bagietkę i podałam ją do śniadania. El zrobiła kawę. Usiadłyśmy na tarasie i spokojnie wszystko zjadłyśmy. Z właścicielem apartamentu byłyśmy umówione na 12:30. W międzyczasie, gdy się spakowałam pojechałam wynajętym samochodem, tam skąd go wynajęłam, zapłaciłam za niego. Wypłaciłam pieniądze z bankomatu i wróciłam taksówką do apartamentu. Czas leciał nieubłaganie. Przebrałam się w zwykły czarny top, czarne spodnie i nałożyłam na głowę czapkę z daszkiem. Właściciel apartamentu dostał pieniądze od naszej czwórki za wynajęcie i wyszłyśmy z apartamentu z walizkami do taksówki, która czekała na nas. Poszłam jeszcze sprawdzić, czy wszystko wzięłyśmy. Uśmiechnęłam się na myśl o tym wspaniałym czasie, jaki spędziłam z przyjaciółkami i nie tylko. Zjechałam na dół i usiadłam obok Eleanor.
-Dziękuję wam za ten wyjazd…
Zrobiłyśmy grupowy uścisk.
-Tak bardzo chciałabym lecieć z wami samolotem.- zrobiłam smutną minkę.
-Daj spokój… Wracasz do pracy, a my do studiów…- powiedziała Lily.
El zapłaciła za taksówkę i kierowca pomógł nam wyjąć walizki. Nie obyło się bez zdjęć natrętnych paparazzi. Założyłam okulary przeciwsłoneczne. Głos z głośników kazał nam oddać bagaże. Udałyśmy się do różnych odpraw. Pożegnałam się z dziewczynami i weszłam do tunelu prowadzącego do mojego samolotu. Wsiadłam do niego i zajęłam miejsce. Niedługo potem samolot ruszył. Przede mną było 20 godzin lotu…

(…)
-Grace! Grace! Popatrz się!
-Grace! Co robiłaś z Harrym? Justin nie jest zazdrosny?
-Grace! Co teraz? Wrócisz do Harry’ego? Mamy wasze zdjęcia!
Takie wykrzykiwania słyszałam, gdy przechodziłam przez bramki. Ochrona wzięła mi walizkę, więc nie musiałam jej targać. Przed lotniskiem czekał na mnie samochód. Ochrona włożyła walizkę do bagażnika, a ja usadowiłam się na miejscu z tyłu. Ściągnęłam czapkę poprawiając włosy. Włożyłam słuchawki do torebki oraz apaszkę składając ją. Znów byłam w LA. Znów wracam do tańca i znów wracam do Justina… Jest moim przyjacielem, ale to panem mojego serca jest Harry. Uśmiechnęłam się na myśl o nim. Nie jechałam długo samochodem. Wkrótce zaparkowaliśmy pod domem Justina. Bieber wyszedł mi na spotkanie. Uściskał mnie mocno i że paparazzi byli niedaleko musnął mnie w kącik ust. Wyjął walizkę, podziękował kierowcy i weszliśmy do domu.
-Zmęczona po podróży?
-Troszkę…
-Ale się opaliłaś…- uśmiechnął się.
-Słońce Australii robi swoje…
-Może jesteś głodna?
-Nie, aż tak bardzo…
-A jednak zrobię ci coś.
-To ty umiesz gotować?- zapytałam z udawanym zaskoczeniem.
-Mama mnie poduczyła…
-Dała radę?
-Grace!
Posłałam mu buziaczka.
Justin przygotował prostą zapiekankę.
-Jak Scooter?- spytałam.
-Był zły na ciebie, ale ja nie jestem i trochę mu powiedziałem.
-Dlaczego był zły?
-Że pojechałaś sama z Harrym na koncert, że byliście na jachcie i piliście wino itd.
Opuściłam głowę.
-Ja na ciebie zły nie jestem, nie byłem i nie będę, jeżeli będziesz się z nim spotykać.
-Dzięki. Widzisz, ja… dobrze się z nim rozumiem.
-Domyślam się.- powiedział Justin uśmiechając się.- Byliście w końcu ze sobą trochę.
-Na koncert pojechaliśmy, bo obydwoje lubimy Kodaline.
-W pełni cię rozumiem i nie mam żadnych pretensji. Mówię ci, co Scooter mówił.
-Dużo było zdjęć?
-Bardzo dużo. Masa z plaży. Z jachtu też całkiem pokaźna ilość.
-Jak ja nienawidzę tych paparazzi.
-Nie tylko ty.
-A jak spędziłeś czas?
-No… No… Ja… Tego… No… Wywiady… Czasem jakieś imprezy… i… i tyle…
-Się nagadałeś…
-No wiem…
-A mieliście jakieś próby?
-Żadnych…
-Ale jutro jest?
-Charity ci nie pisała?
-Nie…
-Masz próbę z agencji, musicie zrobić jakiś filmik, czy coś.
-Aha…
Byłam zmęczona. Justin zaniósł mi na górę walizkę rozpakowałam ją, a rzeczy włożyłam do pralki. Wzięłam prysznic, ubrałam się w dresy i poszłam spać. Obudziłam się koło 22, włożyłam rzeczy do suszarki i kolejną serię do pralki. Zeszłam na dół, by się napić. Alfredo, Ryan i Chris siedzieli na kanapie i gadali.
-Zamierzasz jej powiedzieć?- spytał Justina Alfredo.
-Jeszcze miesiąc… Oby Scooter czegoś nie wymyślił…
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

 Na początku muszę was przeprosić, że nie dodałam wczoraj. Mam nadzieję, że się wam podoba :) Komentujcie dla mnie. Poza tym mam ważne ogłoszenie: Mianowicie w poniedziałek tj. 28 lipca wyjeżdżam. Wracam 12 sierpnia. Nie będę miała internetu, więc nie będę mogła dodać rozdziałów. Gdy tylko wrócę wstawię :))) Nie bądźcie na mnie złe. Kocham was!