piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 77.



Jestem sama. Pośród czterech ścian. Od kilku dni sama jak palec. Z nikim bliskim się nie widuję, a jedyne co robię to próbuję się ogarnąć co naprawdę wychodzi mi fatalnie. Uczę się i staram się to robić dobrze, ale jedynie błądzę wzrokiem po literach zapisanych notatek. Moje myśli są przy Nim. Co robi? Jak się czuje? Gdzie jest? Czy kiedykolwiek mi wybaczy?
Lucy za trzy dni wraca z Hiszpanii. Eleanor jest w Manchesterze. Z żadną z nich nie rozmawiałam od ślubu. Czuję się samotna. Na zajęcia jeżdżę dzień w dzień i spotykam się z bardzo miłym przyjęciem mnie przez studentów z roku. Moi koledzy i koleżanki starają się ze mną rozmawiać. Zazdroszczą mi tego, co osiągnęłam. Gdyby tylko wiedzieli, jak to wszystko wygląda naprawdę… Żałuję wszystkiego. Żałuję tego, że przyjęłam propozycję kontraktu. Boże, tak bardzo tego żałuję… Moje życie przez wszystkie kłamstwa znów jest beznadziejne…  Tak jak wtedy, gdy Harry mnie zostawił dla Ellis. Na moim telefonie mam setkę zdjęć Harry’ego. Oglądam je każdego wieczora dopóki telefon mi nie spadnie na twarz ze zmęczenia. Tak bardzo za nim tęsknię. Tak bardzo go kocham. Dzień w dzień myślę o nim i sprawdzam na portalach internetowych, czy nie ma jego zdjęć. Zapadł się pod ziemię. Może jest w domu u Nialla? Albo w LA? Albo u Louisa? Gdziekolwiek jest… tęsknię.
Kolejny dzień był do dupy. Z podkrążonymi oczami od płaczu i nadmiaru nauki o razu braku snu wróciłam do domu. Jutro mam mieć egzamin u Jenkins. Jest 20:00, gdy wracam do mieszkania, które jest tak bardzo puste bez niego. Robię sobie kanapkę, ale nie mogę przełknąć żadnego kawałka, bo znów do moich nozdrzy dochodzi Jego zapach. Idę pod prysznic, czuję się otępiała, zimna woda oblewa moje ciało, a ja wpatruje się w ciemną ścianę prysznica. W ciągu tych kilku dni dzwoniłam do niego setki razy i nagrałam masę wiadomości głosowych. Nie odpowiedział na nic. Myślałam, że gdy usłyszę jego głos wszystkie się poprawi i będzie lepiej, lecz gdy słyszałam:  
Cześć tu Harry Styles. Niestety teraz nie mogę rozmawiać, zostaw wiadomość. *pip*
Za każdym razem było gorzej…
Najgorsze jest to, gdy kładę się do łóżka. Zapach piżma, jego perfum i mięty była dla mnie zabójczą mieszanką i tym bardziej nie mogłam się oderwać od jego poduszki. Każdego wieczora leżałam zapłakana i ani razu nie pomyślałam, że opuścić jego stronę. Poduszka jest cała mokra od wszystkich łez, które zdążyłam wypłakać przez ostatnie dni. Czasami myślę o tym, jak każdego wieczora wyłączał światło przed snem, a potem kładł się obok i całował mnie w obojczyk. Teraz nie ma nikogo, kto by zgasił światło i pocałował tak jak on. To jest najgorsze. Zostałam tylko ja i te cztery ściany.

Wszystkie egzaminy zdałam na 3+, więc to dobrze biorąc pod uwagę w jakim stanie się uczyłam. Dziś wraca Lucy i obiecała mi, że zaraz po przyjeździe odwiedzi mnie. Wieczór w takim razie mam zarezerwowany dla przyjaciółki, która po rozmowie telefonicznej powiedziała, że przyjedzie z winem. Obawiam się, że się domyśliła. Sprzątam trochę w mieszkaniu. Chodzę w sobie w bieliźnie i krótkich spodenkach, które stały się lekko opięte na moich pośladkach. Dochodzi 20:00, a ja siedzę sobie na kanapie w salonie owinięta kocem.
Rozlega się pukanie do drzwi. Sprawdzam przez wizjer i widzę moją przyjaciółkę, która stoi przed drzwiami. Otwieram zamki i pierwszy raz od tygodnia się uśmiecham. Dziwne jest to uczucie. Lucy wchodzi uśmiechnięta i mnie mocno przytula.
-Jaka opalona jesteś…- mówię.
-Mieliśmy piękną pogodę… Cały czas słońce, opalanie…
-Zazdroszczę.
Lucy otwiera wino i nalewa do kieliszków, ale ja nie mam ochoty, więc dziewczyna nalewa tylko sobie.
-Nie gadajmy o mnie.- mówi… -Co się stało?- pyta.
-Powiedziałam Harry’emu o kontrakcie i tak jakby zostawił mnie…
Lucy patrzy na mnie.
-Wiem, że chcesz mi powiedzieć, że powinnam mu to powiedzieć wcześniej…- mówię do niej.
Lucy kiwa głową.
-Powinnaś.
-… wiem o tym… nie powinnam się w ogóle na to zgadzać. Zrobiłam wielki błąd.
-Jak się trzymasz?- pyta mnie po chwili.
-Źle, beznadziejnie, tragicznie, co wieczór czuję, że tęsknię bardziej i bardziej…
-Biedactwo…- mówi Lucy i przytula mnie do siebie.
Znów się rozklejam. Płaczę jej na ramieniu dobrą godzinę.
-Dzwoniłaś do niego?- pyta mnie głaszcząc włosy.
-Nie raz, nie dwa… Zostawiłam mu masę wiadomości, zero odzewu…
-Może musisz mu dać trochę czasu… On też cię kocha i jeśli będzie chciał z tobą być to ci wybaczy… Znam Hazzę.
-Tobie też nie powiedziałam wszystkiego…- mówię.
-Jak to?
-Od czasu, gdy Harry dowiedział się, że Jimmy to nie jego dziecko sypialiśmy ze sobą raz na tydzień, raz na dwa tygodnie…
Lucy patrzy na mnie zszokowana.
-Żartujesz…- mówi, a ja przeczę.
-Tak jakby byliśmy parą… Pocałunki na twoim ślubie nie były naszymi pierwszymi od rozstania. Całowaliśmy się na każdym kroku.
-Czemu mi nie powiedziałaś?
-Bo razem z Harrym doszłam do wniosku, że tak będzie lepiej. Wiedziałam o tym tylko ja i On. Nie masz mi tego za złe?- pytam przyjaciółkę.
-Nie mam oczywiście, że nie… Ale jestem zszokowana.
Przytulam się do przyjaciółki i rozmawiamy, podczas gdy ja przybliżam jak to było w ciągu ostatnich miesięcy.
Wstaję z kanapy, by wysmarkać nos i staję profilem do Lucy. Z ramion spada mi koc.
-Grace… - pyta mnie ostrożnie przyjaciółka.
-Słucham…- patrzę na nią.
-Twój brzuch…- mówi.
-Co z nim?
-Jest taki odstający…
-Co?- zaczynam się śmiać, co naprawdę brzmi jak histeryczny chichot.
-Kiedy miałaś ostatnio okres?- pyta mnie.
-Miesiąc temu.- mówię i podnoszę koc z podłogi.
-A miałaś mdłości?- pyta mnie.
-Tylko przy zapachu i smaku alkoholu… Ale to przez to, że w ogóle nie uprawiałam żadnego sportu... 
Lucy podnosi wzrok na mnie.
-...i ryczałam wniebogłosy... i musiałam się uczyć.
-No bo kurde twój brzuch wygląda jak osoby ciężarnej…
-Coo?- mówię.
-No spójrz.
Idziemy do łazienki i patrzymy się do lustra. Nie jest płaski, jest zaokrąglony i twardy.
-Podjadałam, to na pewno nie ciąża... Zapuściłam się. Zresztą teraz mi lata koło nosa jak wyglądam nie mam dla kogo ładnie wyglądać. 
-Masz test ciążowy w domu?- pyta mnie.
-Nie, nie wiem…
-Pobiegnę do apteki…  
-Ale po co...- mówię zirytowana.- To wyłącznie pizze i chińskie żarcie są przyczyną tego.
-Skoro tak twierdzisz to co zależy ci sprawdzić...
Macham ręką, a moja przyjaciółka ubiera się i jej nie ma. Robię sobie w tym czasie kubek herbaty i idę zrobić te testy tylko ze względu na to, by dała mi spokój.
Wchodzę do łazienki z kocem na ramionach i robię je po kolei.

Lucy
-Już?- pytam.
-Tak, wejdź.
Wchodzę. Grace stoi nad zlewem i przygląda się trzem małym urządzeniom. Gdy widzę wynik głośno przeklinam, a Grace siada na podłodze. Kolejny test mówi to samo, a trzeci potwierdza wynik pozostałych dwóch.
-Jesteś w ciąży.- mówię.
Grace siada na podłodze i podpiera głowę rękoma.
-To jest dziecko Harry’ego?- pytam szybko.
Kiwa głową lekko i opiera ją o ścianę.
-To nie powinno się w ogóle zdarzyć.- mówi cicho.
Jestem tak zszokowana, że sama siadam jak otępiała na podłodze naprzeciwko Grace.
Patrzy otępiała w podłogę i skubię koniec koca. 
-To jest niemożliwe...- szepcze.- Przecież zawsze miał prezerwatywę.
Przysuwam się do niej i łapię jej rękę, by choć trochę dodać jej otuchy. 
-Zdarza się...
-Dlaczego akurat mi?- pyta podnosząc wzrok na mnie.- Cholera jasna!- przysuwa głowę do kolan.
-Pomogę ci...- mówię.
-Nie będziesz mi wiecznie pomagać. Jestem dorosła i kurwa jestem w ciąży.  Jak teraz będzie wyglądało życie studentki z dzieckiem? Kto mnie przyjmie do pracy, czy na staż wiedząc, że mam dziecko?
-Grace, jakoś dasz sobie radę… Będziesz mieć mnie i Harry’ego…- mówię.
-Nie zamierzam mu mówić póki co…- oświadcza pewna tego, co mówi.
-Co? Dlaczego?- pytam zdziwiona.
-Mam mu powiedzieć tydzień po tym, jak się rozstaliśmy? Spotkam się z nim i powiem: Cześć Harry!  Wiem, że mi nie ufasz i nie chcesz ze mną być, ale jestem w ciąży, więc musisz. Nie chcę tego… Póki co dziecko…- Grace zatrzymała się.- Jak to kolokwialnie brzmi w moich ustach… Jest małe, nawet nie wiem, który to miesiąc, ale brzuch jest widoczny i dam sobie radę… Potem powiem Harry’emu. Jak nasze relacje się ostudzą…
Patrzę na Grace niezadowolona jej pomysłem.
-To jest twoja decyzja i twoje dziecko… Pamiętaj, że we mnie masz oparcie…
Grace uśmiechnęła się lekko. Siadam na zamkniętej klapie od klozetu, gdy Grace wstaje i podchodzi do lustra. Zsuwa lekko spodenki i staje profilem. Głaszcze brzuch.
-To jest nieprawdopodobne…- mówi.- Tam w środku jest człowiek. Moje dziecko i Harry’ego. Kurde, zupełnie wyobrażam sobie siebie... Jako matki...- akcentuje ostatnie słowo.

(…)
-Teraz muszę się martwić reakcją mojej rodziny…- mówi.- Nie wiem, jak zareaguje mama i Sean. Może być ostro…
-Będą musieli to zaakceptować… - pocieszam ją.
-No tak, ale nie chcę się z nimi kłócić…
-Czemu zakładasz, że będą się źli?
-Lucy mam 19 lat i jestem w ciąży…- mówi dobitnie Grace akcentując wiek i swój stan.
-Uważam, że póki co powinnaś iść do lekarza na USG i gdy już naprawdę się upewnisz pojedziesz ze zdjęciem dziecka.
-Może masz rację…
-…i nie denerwuj się… teraz jesteś ważna ty i twoje dziecko…- mówię z uśmiechem.
Grace mnie przytula.
-Jesteś najwspanialszą przyjaciółką na świecie.- brunetka całuje mnie w policzek.
-Umów się na wizytę…- mówię.
-Pojedziesz ze mną?- pyta mnie z nadzieją.
-Oczywiście, to będzie dla mnie zaszczyt.- uśmiecham się.
(…)

Grace
Kolejne dni upływają mi spokojnie. Ale w piątek po południu zaraz po zajęciach jadę z Lucy do kliniki ginekologicznej.
-Co u Tylera?- pytam.
-Umówił się dziś z Harrym na drinka.
-Aha…
To nie psuje mi humoru, bo właśnie jadę zobaczyć moje dziecko.
-Stresujesz się?- pyta mnie Lucy.
-Nie, ale to takie dziwne uczucie.- mówię i dotykam brzucha.
-Zaczęłaś nosić luźne rzeczy…- zauważa blondynka.
Kiwam głową.
-Nie zamierzam narażać mojego stanu na złośliwości i na paparazzich, którzy mogą wszystko ujawnić.
Parkuję tyłem na parkingu i wysiadam. Łapie Lucy za rękę i wchodzimy do środka. Mijają mnie dwie kobiety jedna w zaawansowanej ciąży, a druga z nosidełkiem i małym chłopcem w nim.
-Dzień dobry… Byłam zarejestrowana do dr. Keeting.
Kobieta spogląda na mnie i na Lucy.
-A panie są razem?- pyta pielęgniarka.
-Nie, nie…- mówimy szybko.- To jest moja przyjaciółka…- mówię, a Lucy pokazuje obrączkę i dodaje: Mam męża.
-Gabinet 109, lekarka wywoła panią.
Siadamy razem z Lucy przed gabinetem i zauważam, że sukienka układa się przylegając do brzucha. Dalej nie wierzę, że jestem w ciąży.
-Grace Moore… Zapraszam.
-Poczekam tu na ciebie…- mówi Lucy.
Wchodzę do środka i siadam.
-Pani pierwszy raz u nas?- pyta mnie znad okularów.
-Tak.
-Jak sądzę ciąża…
Kiwam głową.
-Dobrze, który miesiąc?
-Niestety nie wiem. O ciąży dowiedziałam się kilka dni temu.
-Och… No to inaczej kiedy ostatnio miała pani miesiączkę?
-Miesiąc temu…
-Do tej pory była regularna?
-Była różnica 5-6 dni…
-Jakieś inne problemy? Mdłości?
-Mdłości miałam tylko od zapachu alkoholu…
Kobieta wszystko zapisuje.
-Senność?
-Nie.
-Ile ma pani lat?
-19.
Kobieta spogląda na mnie.
-Wygląda pani dojrzale… Dobrze… Zrobimy USG. Proszę się położyć…
Kobieta wskazuje kozetkę. Podnoszę bluzkę, a kobieta nalewa mi na brzuch żel i rozciera go ultrasonografem.
-Gdzie się ukryłeś?- mówi lekarka przesuwając ultrasonografem- O jest! Tutaj, niech pani spojrzy.
Na czarnym ekranie ukazuje się mała główka i widoczna rączka. Moje serce bije mocniej.
-Posłuchajmy serduszka…- uśmiecha się kobieta.
Włącza głośnik i słyszę ciche pukanie w taki sam rytm jak mój. Przykładam dłoń do ust i zaczynam płakać. 
Wszystko się zmienia. 
Całe nastawienie.
Najpiękniejszy dźwięk to pukanie serca mojego dziecka.
-Mały ssie kciuk…- mówi kobieta wskazując palcem.
-Boże, to jest takie piękne…- mówię wycierając oczy.
-To jest połowa trzeciego miesiąca.
Lekarka się uśmiecha i podaje mi ręcznik papierowy. Wycieram brzuch.
-Pani doktor jak to jest możliwe, że miałam  okres będąc w ciąży…
-Jest pani jedną z wielu badanych kobiet, które tak mają. Jeśli wierzyć długoletnim badaniom…
Kiwam głową.
-Wypiszę pani witaminy, które trzeba zażywać… I teraz proszę uważać, nie przemęczać się. Mogą przyjść mdłości, napady jedzenia, ale proszę się nie objadać. Jeść dużo owoców i warzyw, mało tłustych rzeczy. Umówmy się za miesiąc wtedy będzie znana płeć dziecka.
Kobieta wręcza mi płytkę.
-Co to jest?
-Nagranie z USG razem z biciem serca.
-Dziękuję pani doktor.
-Nie ma za co i do zobaczenia.
Gdy wychodzę Lucy wstaje.
-I?- pyta.
Przytulam przyjaciółkę.
-Połowa trzeciego miesiąca. Jego serce bije tak samo jak mi…- mówię i znów zaczynam płakać.
-O matko…- zaczyna płakać Lucy i mnie mocno przytula.
-Pojedziemy do mnie i pokażę ci nagranie, a jutro pojadę do Newcastle.
Zapisuję się na kolejną wizytę i wychodzę z Lucy z kliniki. Jedziemy do mnie i włączam na komputerze. Obydwie wpatrujemy się w ekran.
-Czy on ssie kciuk?- pyta mnie Lucy, a ja kiwam głową.
-To jest wspaniałe.- wpatruję się, jak zahipnotyzowana.
Rozmawiam z przyjaciółką i ona niestety musi jechać do domu. Ja cały wieczór przesiaduję nad komputerem w poszukiwaniu ciekawych portalów dla ciężarnych.

(…)
Parkuję pod domem i zauważam samochód Leigh, więc mój brat wciąż jest z dziewczyną tu. Elliot wybiega z domu i rzuca mi się na szyję. Wszyscy są zdziwieni moją obecnością tutaj i pytają, czemu nie ma ze mną Harry’ego. Mama zauważa, że coś jest nie tak z nim i ucina temat. Gdy siadamy do stołu odważam się oświadczyć im coś ważnego.
-Muszę wam coś powiedzieć…- mówię i wstaję.
Włączam telewizor i wkładam płytę do DVD. Nagranie się włącza.
-Gracie?- zaczyna Leigh, a ja podnoszę bluzkę, by pokazać brzuch.
-O matko przenajświętsza…- mówi mama.
Sean patrzy na mnie wzrokiem mówiącym: Który ci to zrobił? Przez kolejne 15 minut panuje cisza.
-Czy to planowałaś?- pyta Leigh, a ja przeczę.
-Kto ci to zrobił?- pyta Sean.
-Harry jest ojcem.
Sean przeklina pod nosem i wychodzi z domu.  Mama wstaje z miejsca i podchodzi do mnie.
-Nie wiem, co mam powiedzieć córciu…- mówi mama, głaszcze mój policzek, a z jej oczu płyną łzy.- Z jednej strony jesteś tak młoda… Ale z drugiej cieszę się i wiem, że będziesz dobrą matką…
Mama przytula mnie, a potem wszyscy inni. Oglądamy nagranie jeszcze kilka razy, a Leigh przez cały czas trzyma mnie w uścisku, jakby nie chciała puścić.
-Cieszę się, że tak to przyjęliście…
-Możesz liczyć na mnie i na Sean’a.
Opuszczam głowę.
-Przejdzie mu… - mówi Leigh.- Pójdę z nim pogadać…- dodaje.
-Nie kochana, ja to zrobię…- mówię i wstaję z fotela.
Narzucam na ramiona kurtkę i idę na cmentarz. Wiem, że tam jest. Po dwóch kilometrach nie czuję zmęczenia i wchodzę na teren cmentarza. Sean siedzi na ławce przed grobem taty. Odwraca się, gdy słyszy skwierczenie kamyczków.
-Mogę się dosiąść?- pytam cicho.
Odsuwa się lekko na bok i siadam koło niego.
-Grace…- zaczyna.
-Wiem, co chcesz powiedzieć… Na początku też nie byłam szczęśliwa, wręcz przerażona, a przede wszystkim sama. Nie wyobrażałam sobie życia z dzieckiem, ale po usłyszeniu bicia serca i tego jak wygląda po prostu nie cofnęłabym czasu. Wiem, że jestem młoda, wiem, że mam przed sobą całe życie, wszystko to wiem. Teraz jestem szczęśliwa, choć wcale nie byłam, gdy się dowiedziałam. Brak zabezpieczenia sprawił, że moje życie jest piękniejsze, niż było…
-On wie?- pyta mnie Sean.
-Nie i póki co nie zamierzam mu mówić… Pokłóciłam się z nim i tak jakby zerwaliśmy kontakt.
-Co za…- zaczyna Sean.
-… nie mów nic o nim…  to była moja wina… miałeś rację… powinnam mu powiedzieć o kontrakcie wcześniej…
-Przez to się rozstaliście?- pyta mnie brat przytulając do siebie.
-Tak…
Panuje chwila ciszy.
-Który to miesiąc?
-Połowa trzeciego…
-Chłopiec, czy dziewczynka?
-Jeszcze nie wiem, będę wiedzieć za miesiąc prawdopodobnie. Ale wiesz… Intuicja podpowiada mi, że to chłopiec…
Sean przytula mnie mocno do siebie.
-Grace wciąż jesteś moją małą siostrą…
-Wiem o tym…
-Możesz na mnie liczyć o każdej porze dnia i nocy, ok.?
-Ok. Dziękuję ci.
Sean uśmiecha się szeroko i opuszcza wzrok na ziemię.
-Pamiętasz jak zawsze mi mówiłaś, jak szedłem do Leigh: Tylko się zabezpieczajcie?
Zaczynam się śmiać.
-No jasne, że tak.
-…w rezultacie to ty się nie zabezpieczyłaś…
Całuje brata w policzek i przytulam się do jego torsu. 

*w tym rozdziale występuje nawiązanie do piosenki These Four Walls- Little Mix. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ram pam pam! Tak o to zaczynamy drugą część opowiadania :) Mam nadzieję, że wam się podoba. Czeka was jeszcze dużo zawrotnych sytuacji. Przyrzekam :D

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 76.



-Grace możesz na chwilkę?- pyta mnie, na co kiwam głową.
Staję koło niego i idę, gdzieś, gdzie prowadzi mnie loczek. Gdy wychodzimy bezpośrednio na powietrze wzdrygam się.
-Zimno ci?- pyta mnie.
-Troszkę… Ale dam radę…- uśmiecham się.
-Poczekaj tu chwilkę…
Harry biegnie do swojego stolika i zdejmuje marynarkę wiszącą na oparciu krzesła, po czym odprowadzany wzrokiem przez chłopaków nakłada mi na ramiona odzienie. Zaciągam się zapachem Jego, perfum i mięty. Obejmuje mnie i idziemy dróżką ogrodu za dworek, gdzie dostrzegamy kilka ławek i śliczną fontannę. Siadamy na ławce i przytulamy się mocno.

Lucy
-Jak myślicie, gdzie poszli?- mówi El.
-Może pogadać…- mówi Perrie.
-…albo się całować…- oświadczam z uśmiechem.
-… albo poprzytulać…- dodaje Lily.
-Co oni tam robią…- myśli El.
-Możemy sprawdzić…- mówi z szerokim uśmiechem Danielle.
Spoglądamy po kolei na siebie i nagle wszystkie wstajemy przykuwając wzrok chłopaków. Pozostali goście są na parkiecie. Nasi chłopcy chyba ogarniają o co chodzi, bo Lily i Perrie wskazują palcem na drogę, którą szła Grace i Harry. Uśmiechamy się do nich, a ci machają rękoma dając nam wolną wolę.
Łapiemy się za ręce i biegniemy w stronę ogrodów na tyłach dworku. Stajemy za budynkiem i powoli wychylamy się. Szepcząc mówię dziewczynom co się dzieje…
Harry trzyma na kolanach Grace i głaszcze ją po nodze, która jest na widoku przez wycięcie. Dziewczyna nie ma butów i gołym okiem widać, że spuchły jej nogi. Hazz całuje jej czoło i głaszcze ją teraz po nodze. Łączą usta w pocałunku i widać, że obydwoje pałają do siebie miłością bez granic. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, aż skończy się ten debilny kontrakt.
-Kocham cię…- mówi Harry.
Powtarzam dziewczynom, a ty zatykają sobie usta, że nie zrobić długiego: Awww…
-Ja też cię bardzo kocham… Najmocniej na świecie…- mówi Grace i przytula się mocno do Hazzy.
Znów wszystko powtarzam.
-Jesteś dla mnie najważniejsza, wiesz?- mówi Harry, a w tym momencie nawet ja zatykam usta, a gęba mi się śmieje, jak po dobrej wódce.
-Kocham cię.- powtarza się Grace.
-Byłaś dziś fantastyczna…- mówi Harry.- Proszę o kolejne spotkania z nutką nieświadomości…
Dziewczyna poprawia się i siada okrakiem na Hazzie, całując go delikatnie. Wyglądają jak zwykła para nastolatków, która wyznaje sobie miłość i przyrzeka sobie wierność na lata. Jestem szczęśliwa, a to, że tak się zachowują w stosunku do siebie czyni mnie szczęśliwszą stukrotnie. Nagle Eleanor wydaje z siebie krzyk, a mam wrażenie, że ją zabiję. Grace odwraca się i patrzy się w tamtą stronę.
-Kurna uciekamy…- mówię szybko i zwiewamy.
-Czemu ty wrzasnęłaś?!- mówię do niej.
-Bo mi stanęłaś na stopie butem!- mówi.
-O shit! Przepraszam.- zatrzymuję się i ją też zatrzymuję, żeby przytulić. Dziewczyny już siedzą, a faceci się na nas patrzą, jak na idiotki.

Grace
-Co to było?- pytam się Harry’ego schodząc z niego.
-Nie wiem, jakby ktoś krzyknął…- mówi.
-To to ja też wiem Einsteinie…- śmieję się.
Schylam tułów, by założyć buty i pocieram stopy, który wyglądają jak po wstrzyknięciu botoksu. Bolą mnie i drętwieją. Zakładam szpilki i poprawiam marynarkę Hazzy na moich ramionach. Chłopak całuje mnie jeszcze raz namiętnie.
Wracamy do namiotu i tam siadam obok dziewczyn. Są w trakcie rozmowy, więc się dołączam.
Bawimy się wszyscy do białego rana, a ja tańczę na boso jeszcze kilka tańców z Tylerem, Louisem, Zaynem i Liamem. Na sam koniec wcięty Robin porywa mnie w tan, a Anne śmieje się razem z Harrym z nas. Ok. 3 Lucy i Tyler ulatniają się, mimo to, zabawa toczy się dalej. Ja sama idę do pokoju ok. piątej. Rozbieram się i idę spać.
Gdy budzę się rano czuję, jak bardzo bolą mnie stopy. Idę wziąć prysznic i doprowadzić się do ogólnego porządku. Zakładam zwiewną brzoskwiniową sukienkę i sandałki. Włosy wiążę w warkocza na boku. Sprawdzam, czy moje oczy nie są aż tak bardzo podpuchnięte, ale jest ok. W jednym czasie dostaje 3 sms-y.
Od El: Przyjdź po mnie, bo mi głowa napiernicza… Louisa nie ma.

Od Danielle: Gracie ratuj mam kaca i wszystko mnie boli. Przyjdź do  mnie… Liam jest już na śniadaniu.

Od Perrie: Przyjdź do mnie sytuacja awaryjna… Zayn poszedł z chłopakami na śniadanie.

Do wszystkich piszę, że zaraz będę.
Idę do pokoju El i pierwsze, co czuję, to smród alkoholu.
-Zabalowałaś…- mówię otwierając okno.
Znajduję w jej walizce jakieś rzeczy i gdy powoli pomagam jej się ubierać. Czeszę ją w kucyka i nakładam na nos okulary.
-Chodź…- mówię.
El nakłada na stopy balerinki i idziemy do pokoju Danielle.
Tutaj sytuacja się powtarza i u Perrie też. Śniadanie jest w głównej sali dworku. Gdy schodzimy na dół słychać brzęczenie sztućców i rozmowy. Otwieram drewniane i wprowadzam skacowane do środka. Wszyscy wybuchają śmiechem, a one syczą z bólu.
-Dzień dobry wszystkim…- mówię.
-Ćśśś…- mówią dziewczyny do mnie.
Zayn macha do nas i przywołuje do wielkiego stołu. Siedzi tu całe One Direction, Lily i są puste miejsca dla nas. Siadam koło Harry’ego wcześniej odprowadzając każdą do swojego chłopaka.
-Ślicznie wyglądasz…- mówi mi na ucho Harry.
-Dziękuję…- mówię.
Zabieramy się za śniadanie.
El nagle ściąga okulary i nieświadomie mówi:
-Wiecie co mi się dziś śniło?- wszyscy spoglądamy na nią przecząc.
-Że Harry i Grace uprawiali seks.
Chłopaki wybuchają śmiechem, a my obydwoje patrzymy na nią zdziwieni.
-Skąd w ogóle? Jak… Jak mogło ci się to śnić?- pyta ją Louis.
-Nie wiem. Ale tak mi się śniło…
-Fuuu… To musiało być obrzydliwe…- mówi Niall.
A ja zaczynam się śmiać.
-Fuuu…- powtarzam po nim marszcząc nos.

(…)
-Będę pamiętała do końca życia, że byłaś tu ze mną…
Lucy przytula mnie mocno.
-Dziękuję ci bardzo, że wybrałaś mnie na swoją druhną, to było wspaniałe…
Odwzajemniam jej uścisk.
-Naprawdę musisz jechać?- pyta mnie Tyler, obejmując Lucy.
-Muszę, za trzy dni mam galę, a nie jestem jeszcze spakowana. O 18:00 mam samolot do LA.
-Szkoda, że nie dasz rady zostać na poprawinach…- mówi Lucy.
-Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałabym zostać…
Przytulam parę młodą i odprowadzają mnie do samochodu. Pakuję walizeczkę.
-A ja?- pyta mnie zachrypnięty głos.
-A ty…- mówię przytulając się do niego. -Zobaczymy się za trzy dni na gali, skarbie…- dodaję.
-Już nie mogę się doczekać z dwóch powodów…- mówi mi gładząc mnie po włosach.
-Jakich?- pytam patrząc w jego oczy.
-Że znów zobaczę jak tańczysz i że po gali wszystko wróci do starego ładu…- uśmiecha się.
Gdy o tym myślę, jest mi przykro, że tyle czasu go okłamuję. Niespodziewanie daję mu buziaka w usta i wsiadam do samochodu. Odjeżdżam ku Londynowi. Kiedy myślę o tym całym kontrakcie, Justinie i mnie z nim jako o parze robi mi się gorąco, a serce bije mocniej. Myślę o Harrym, który tak bardzo mnie kocha i nie wie takiej ważnej rzeczy związanej ze mną. Tak bardzo żałuję, że nie powiedziałam mu na początku, byłby uświadomiony, a ja nie miałabym go na sumieniu. Boję się jego reakcji, na to jak się dowie. Najgorsze przede mną…
Dojeżdżam do domu i pakuję rzeczy, ogarniam mieszkanie i piszę bratu, żeby przyjechał do mnie. Sean obiecuje się zjawić w ciągu 20 minut. Gdy wchodzi bez pukania do mojego mieszkania zastaje mnie w stanie totalnego nieogarnięcia. Wiem, że on też wyczekuje momentu, aż skończy mi się kontrakt i że nie będę z nikim zobowiązana.
-Jak ślub?- pyta mnie, a ja uśmiecham się chowając kosmetyczkę.
-Był po prostu wspaniały, wszystko się udało, wesele było piękne i romantyczne, a Lucy i Tyler to para wymarzona…
Mój brat uśmiecha się.
-A ty? I Harry?
-Sean, chcę do niego wrócić, zaraz po zakończeniu kontraktu…
-…on o nim wie?- pyta mnie badawczo brat siadając na brzegu łóżka.
Przeczę delikatnie kręcąc głową.
-Nie powiedziałaś mu?
-Nie, zbyt bardzo się bałam.
-Czego się bałaś?- dopytuje, a ja wreszcie zapinam walizeczkę.
-Że weźmie mnie za materialistkę, której chodzi o kasę, chociaż tak wcale nie było…
Mam 1,5 godziny do samolotu i przebieram się jadę z bratem na lotnisko.
-Jeśli on cię rzeczywiście kocha, to nie powiedziałby tego…
Mówi mi do ucha, gdy żegnam się z nim.
-Dzięki Sean…- uśmiecham się lekko i oddaję bagaż. Udaję się do odprawy i wchodzę do samolotu. Zajmuję miejsce i liczę, że wszystko co mówi mój brat jest prawdą.

Lecę ok. 9 godzin, a na LAX ląduję ok. 3 nad ranem. Lotnisko jest pełne paparazzich, którzy czekają na jakiś komentarz w sprawie mojego życia z Justinem lub Harrym. Nie zawracam głowy Justinowi i jadę prosto do pierwszego hotelu.  Jestem zmęczona i mimo tego, że cały lot spałam oczy zamykają mi się same. W swoim apartamencie biorę orzeźwiający prysznic i kładę się do łóżka. Budzik nastawiam na 9:00, by spokojnie zjeść śniadanie i pojechać do Justina, by się z nim przywitać. Od nakręcenia filmiku nie mieliśmy ze sobą kontaktu, ale z tego co widziałam miał dużo pracy w studio. Rankiem budzę się kilka minut przed budzikiem, ponieważ wschodzące słońce idealnie upatrzyło sobie moje łóżko, jako punkt oświetlenia. Otwieram balkon z którego porządnie wieje, co wcale mnie nie zachwyca. Ubieram się i nakładam zwykłą czarną koszulkę dżinsy i botki na obcasie z odkrytym palcem. Zjadam zamówione jedzenie i jadę taksówką pod dom Justina. Kodem otwieram bramkę i dzwonię do drzwi.
Słyszę, że ktoś zbiega na dół.
-Kto tam?- głos Biebera jest lekko zachrypnięty.
-Tu Grace, otwórz mi.
Dosłownie dopiero po minucie drzwi się otwierają.
-Cześć…- mówi wyraźnie speszony.
-Nie wpuścisz mnie?- pytam go.
-Jasne, wchodź, tylko, że…
Z góry roznosi się znany mi głos…
-… kto to Justin?- mówi kobiecy głos.
U szczytu schodów pojawia się Kylie w jednym z podkoszulków Justina. Dobra no to teraz mi opadła szczęka.
-Kylie…- próbuję wydusić z siebie słowo.
-Cześć Grace…- ona też jest speszona i nie wie co mówić.
-Miałem ci powiedzieć jakiś czas temu…- mówi mi Justin.
-…spotykacie się, tak?- pytam, a Kylie schodzi na dół i staje koło Justina.
Obydwoje kiwają głową.
-A czy ona wie?- pytam Justina, a ten kiwa głową.
-Wszystko…
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, przecież odsunęłabym się wtedy tak porządnie…- mówię.
-Scooter by tego nie chciał. Ukrywam przed nim związek z Kylie.
-Och…- mówię.
Dokładnie jak ja i Harry.
Spoglądam na nich.
-Jesteś zła?- pyta mnie Kylie marszcząc brwi w zakłopotaniu i lekkim smutku.
-Nie jestem zła, po prostu bardzo zaskoczona.- uśmiecham się.
-Mogłeś mi powiedzieć…- mówię do Justina.- Od kiedy jesteście razem?
-Od 1,5 miesiąca.
-Przecież to taki szmat czasu… Wykombinowalibyśmy coś z tym kontraktem i żadne z nas nie miało by nic na sumieniu…- wypalam.
-To znaczy…- zaczynam się poprawiać.
-Wszyscy by wiedzieli jak jest naprawdę…- mówi za mnie Kylie.
-No właśnie…
-Kontrakt kończy się za dwa dni, więc następnego dnia po gali pojedziemy we trójkę do Scootera.- mówi Justin.
Kiwamy głową. Znów na nich spoglądam.
-Jesteście szczęśliwi?- pytam z uśmiechem.
-Bardzo…- odpowiada Justin całując Kylie w policzek.
-A ty jesteś?- pyta mnie Bieber z serdecznym uśmiechem na twarzy.
Kiwam głową.
-Po występie na tej gali zamierzam wrócić na studia…- oznajmiam, gdy Kylie robi kawę na śniadanie, a ja siedzę z Justinem na hokerach.
-Opłaca ci się?- pyta Kylie.- Zostały jeszcze 3 miesiące.
-Nadrobiłam wszystko przez ostatnie dwa tygodnie. Dużo zajęć nam przepadało. Mam do zaliczenia jeszcze egzaminy i to wszystko.
-To wspaniale, trzymam kciuki za ciebie.- mówi Justin.
Gdy w dalszym ciągu rozmawiamy, czuję się coraz bardziej okropnie. Gdy pojawia się w moich myślach Harry pierwsze co, to, że mam go na sumieniu. Justin powiedział Kylie, że łączy nas tylko kontrakt i przyjaźń, a dziewczyna zgodziła się być z Bieberem. Dlaczego ja nie zrobiłam identycznie z Harrym?
Dzień przebiega mi przyjemnie na próbach z Katy Perry i Austinem Mahone. Osobiście nie mogę się doczekać występów na tak wspaniałej scenie, jaka jest tutaj. Gala American Music Awards to naprawdę wspaniałe przedsięwzięcie. Wieczorem jednak stało coś, czego nigdy w życiu nie chciałam bardziej jeśli chodzi o karierę.
Siedząc w swoim apartamencie i oglądając jak zwykle KUWTK. Mój telefon zaczyna dzwonić.
-Halo?- pytam zdziwiona widząc na ekranie nieznany numer.
-Dobry wieczór Grace…- głos kobiety jest znajomy, ale nie wiem kto to.
-Z kim mam przyjemność rozmawiać?
-Tutaj Beyonce Knowles…
Prostuję się szybko.
-Och… Co za wspaniała niespodzianka, nie poznałam cię…
Kobieta śmieje się, a w tle słyszę piśnięcie dziecka.
-Cichutko Blue, mama rozmawia…- mówi Bey do swojej córki.
-Przepraszam…- mówi znów do słuchawki.
-Nic się nie stało… O co chodzi?
-Pamiętasz jak po Brits powiedziałam, że się z tobą skontaktuję?
-Tak, pamiętam.
-No więc, mam ci do powiedzenia propozycję, nie do odrzucenia…- śmieje się Beyonce.
-Słucham…
-W przyszłym roku startuje moja trasa całoroczna i ogólnoświatowa dosłownie… Byłabym niezwykle uradowana i szczęśliwa, gdybyś dołączyła do moich utalentowanych tancerek i wspomogła mnie na każdym z dwustu trzydziestu koncertów…
-Nie mówisz poważnie…- mówię ledwie co mogąc to robić. Moje serce bije jak oszalałe i robi mi się duszno.
-Jak najbardziej… Niezwykle mi zaimponowałaś na ostatniej gali… Wkładałaś tyle serca w każdy najdrobniejszy detal, twoje zaangażowanie było widoczne gołym okiem. Mimo bólu nóg, który ci puchły tak że dobrze widziałam, dawałaś radę, zagryzałaś wargi i tańczyłaś całym swoim sercem. Takie osoby jak ty trzeba docenić. Bo jesteś fantastyczna i osiągniesz bardzo wiele. A u mnie możesz zacząć…- wiem, że Bey uśmiecha się.
-Ja po prostu nie wiem co powiedzieć…
-Nie musisz mi mówić teraz… Dam ci 1,5 miesiąca na decyzję. To jest ważne, żeby przemyśleć niektóre sprawy, ponieważ podczas trasy będziesz musiała być do mojej dyspozycji, ciągłe próby, występy…
-Rozumiem… dziękuję ci za tę szansę, wszystko przemyślę jak mówisz… Boże tak się cieszę…
-To ja się cieszę, że poznałam taką dziewczynę jak ty…
-Jesteś moją idolką…- mówię.
-Bardzo mi miło to słyszeć. Przepraszam Grace, ale moja córka wariuje i musze ją położyć spać. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję.
Odkładam telefon. Nie wiem co powiedzieć, co zrobić. Zaczynam po prostu skakać po łóżku i się drzeć ze szczęścia.

(…)
Gala przebiega idealnie, wszystkie ruchy są skoordynowane i jestem szczęśliwa ze wszystkiego. Gdy zobaczyłam Harry’ego poczułam wielki ból. Styles wiedział, że jest coś nie tak, ale mówiłam, że jest ok. Rankiem gdy obudziłam się u jego boku wstałam ok. 8:00, na 9:00 byliśmy umówieni ze Scooterem. Harry mnie wypytywał gdzie jadę i po co, ale ucinałam mówiąc, że jadę załatwić ważne sprawy. Pojechałam do Justina i stamtąd razem z nim i Kylie pojechałam do biura Scootera. Kylie siedzi na korytarzu.
Siadamy na fotelach, przy wielkim biurku. Braun wyciąga stos papierów, który jakiś czas temu czytałam.
-Wpadłem ostatnio na wspaniały pomysł… Skoro, żadne z was nie ma partnerów to może poszlibyśmy z waszą „relacją” trochę dalej.
-O czym mówisz?- pytam zdziwiona.
-Może o zaręczynach…
Patrzę na Scootera i mam ochotę wyrwać mu wargi, które uśmiechają się pięknie.
-NIE!- krzyczy Justin.- Wkopałeś mnie w to i nie pozwolę sobą pomiatać. Mam dziewczynę!- wykrzykuje Bieber.
-CO?!- krzyczy Scooter.
-Tak i jest nią Kylie Jenner! Nic ci nie mówiłem, ale miałem spokój chociaż. Nie to co Grace, której zabraniałeś się spotkać z przyjacielem.
-Przeprosiłem ją…- mówi Braun wymachując rękoma.
-To za mało! Twoje słowa pokazały jakim jesteś naprawdę człowiekiem!
-Możecie się zamknąć i usiąść!- krzyczę.
Patrzą na mnie jak na ducha.
-Nie będzie żadnych zaręczyn, a ja ani Justin nie podpisujemy kolejnego kontraktu. Chcę być wolna!- mówię dobitnie.- Gdzie mam podpisać?- pytam Scootera, gdy ten siada na fotelu.
-Tutaj…- pokazuje mi plik papierów do podpisania.
Załatwiam wszystko.
-A ja?- pyta menadżera.
-Tu…
-Jak ma wyglądać to, że nie jesteśmy razem?- pyta Jus.
Scooter wzdycha i myśli nad najlepszym scenariuszem, wreszcie po 5 minutach ciszy zabiera głos.
-Pójdziesz z Kylie na kolację… Jeśli ktoś cię zapyta o to powiesz, że wspólnie doszliście do wniosku, że nie dacie rady żyć na odległość, bo Grace miejsce to Londyn, a twoje LA i postanowiliście skończyć swój związek. Grace jeśli ktoś cię złapie udziel komentarza takiego samego.
-Ok.
-W takim razie to wszystko…
Wstajemy z miejsc i wymieniamy się uściskami dłoni. Wychodzimy z biura Scootera. Kylie wstaje i poprawia spódniczkę.
-Już?- pyta z nadzieją, a ja kiwam głową. Justin podchodzi do niej i ją całuje.
-Żegnamy się…- mówię, gdy odrywają się.
-Jesteś wciąż moją przyjaciółką, Grace… I nie zapomnij o mnie…- mówi Justin mocno mnie przytulając.
-Ty też, jakby co możesz do mnie dzwonić…
-Ty także…
Odsuwam się od Justina i tulę Kylie, po czym gdy się odrywamy od siebie Justin łapie Kylie za biodro i przyciąga do siebie.
-Życzę wam szczęścia…- mówię z uśmiechem.
-My tobie też.- Justin puszcza mi oczko.
Wychodzę z mangamentu i jadę od razu do hotelu. Razem z Harrym mam za dwie godziny samolot do domu. Przyjeżdżam do hotelu i zastaję go leżącego na łóżku z telefonem w dłoni. Pisze coś szybko na klawiaturze, a gdy mnie widzi uśmiecha się.
-Załatwiłaś te ważne sprawy?- pyta mnie.
-Tak…- odpowiadam i zrzucam moje botki na bok. Naskakuję na łóżko i kładę się obok.
-Wszystko wyjaśniłam i teraz kochanie… możemy być naprawdę razem.- mówię i lekko się uśmiecham.
-Co?- pyta zdziwiony.
Kiwam głową, a on uśmiecha się szeroko. Odkłada telefon i kładzie mnie na łóżku plecami. Po chwili całuje moje usta delikatnie.
-Moja wspaniała dziewczyna…- mówi.
-Mój wspaniały chłopak.- dodaję, a gdy wypowiadam te słowa w twarzy Harry’ego widzę ulgę, jakby czekał na to zbyt długo.
-Najwspanialszy chłopak.- muskam jego usta.
-Kocham cię.- szepcze.
-Też cię kocham, skarbie…- głaszczę jego policzek kciukiem i delikatnie całuję usta.
Niestety musimy się zbierać na samolot. Chłopaki są już w drodze do Londynu, a Harry powiedział, że zaczeka na mnie i wrócimy razem. Moja torba jest malutka więc nie mam z nią problemu i nosi ją ochroniarz Hazzy. Wymeldowując się z hotelu dostaję jeden kwiat róży i jest mi bardzo miło z tego powodu. Nakładamy okulary i wychodzimy z hotelu. Przed wejściem głównym jest wielka chmara paparazzich.
-Grace co powiesz na temat związku z Justinem? Dziś był on widziany w towarzystwie Kylie Jenner i wyglądali jak para!
Mężczyzna chamsko podstawia mi mikrofon pod usta, a Harry mówi bym wsiadła do samochodu. Tak też robię, a przechodząc koło jednego z reporterów odmawiam komentarza. Wkrótce Harry siada i ruszamy na LAX.
 
Tam szybko przechodzimy do samolotu i siadamy na wyznaczonych miejscach w pierwszej klasie.
Gdy przylatujemy jest wieczór. Harry proponuje mi pójście do jakiegoś przyjemnego lokalu na kolację, bez wahania się zgadzam. Biorę prysznic, modeluję włosy, maluję się i ubieram to wszystko zajmuje mi dwie godziny podczas których Harry zdąża zrobić zakupy w pobliskim sklepie i oglądnąć całe wiadomości sportowe. Gdy jestem gotowa oznajmiam mu to, a on uśmiecha się lustrując mnie od góry do dołu.  
-Piękna jak zwykle…- uśmiecha się i całuje mnie namiętnie w usta.
-Mrrr…- mruczę, gdy wychodzimy z mieszkania.
Pod budynkiem, gdzie mieszkamy czeka samochód. Modest bardzo zadbało ostatnio o bezpieczeństwo chłopaków, mają załatwiane samochody, chmarę ochroniarzy, ale zazwyczaj chłopaki też chcą iść gdzieś sami bez towarzystwa mięśniaków. Tak było dziś. Wsiedliśmy do samochodu, a Harry podał namiary kierowcy na restaurację. Splotłam nasze palce w uścisku dłoni i uśmiechnęłam się do niego. Dałam mu całusa i przytuliłam się. Siedzieliśmy w ciszy przez całą drogę. Gdy mieliśmy wysiąść z samochodu Harry puścił moją rękę.
-To już koniec z ukrywaniem kotku. Jesteśmy parą…- uśmiecham się.
Po czym wysiadam i czekam aż Harry wyjdzie z samochodu. Splatamy nasze dłonie, a będący przed wejściem paparazzi zaczynają po prostu wariować.
Pchają się na nas, ale ochroniarze z restauracji zagradzają im wejście i mamy spokój. Wnętrze restauracji jest bardzo eleganckie, krzesełka wykonane są z czarnego drewna i mają poduszki z atłasu. Siadamy przy stoliku z daleka od wejścia głównego. Kelner podaje nam menu i zaczynamy je studiować. Zauważam jak Harry obserwuje mnie znad karty i to mnie naprawdę satysfakcjonuje i śmieszy. Przybliżam swoją stopę do jego i pocieram łydką o jego łydkę. Uśmiecha się szeroko.
-Co zamawiasz?

-Sałatkę Cezara.
Kelner podchodzi a Harry zamawia dwarazy moje zamówienie.
-Dzwoniła do mnie Beyonce…- mówię.
-Och… Naprawdę?- Harry marszczy czoło, jakby nagle się czymś przeraził.
-Dostałam od niej propozycję pracy. Jako tancerka.- oświadczam.
-No to chyba… dobrze.- stara się uśmiechać, ale widzę, że to go chyba zasmuciło bardziej niż ucieszyło.
-Mam z nią jechać w całoroczną trasę po całym świecie… Tylko, że ta trasa wymaga ode mnie odstawienia wszystkiego co mnie otacza tu, na bok.
-Nie rozumiem…- mówi Harry łapiąc mnie za dłoń. Kelner przynosi jedzenie.
-Beyonce powiedziała, że jeśli chcę pojechać i z nią tańczyć to muszę mieć na uwadze, że będę praktycznie cały rok z nią w trasie, nie będę miała czasu przyjechać do domu.
-W ogóle?- pyta Harry.
Kiwam głową.
-Może na święta, ale te są tylko dwa razy do roku. No i trwają 3-4 dni…
Harry opuszcza wzrok na sałatkę. Widzę jego smutek, ale wiem, że stara się to ukryć, by nie zrobić mi przykrości.
-Wiesz…- zaczyna, gdy jesteśmy w połowie jedzenia posiłku.- Jeśli bardzo ci na tym zależy, to nikt cię nie będzie tu zatrzymywać. Uważam, że dla ciebie to będzie wspaniała szansa i niezwykłe doświadczenie…
-… Harry…- przerywam mu.- Mam 1,5 miesiąca na podjęcie decyzji. W tym czasie zamierzam studiować, jeśli oczywiście przyjmą mnie z powrotem. Nie powiedziałam, że przyjmę tę propozycję od razu, to jest rzeczywiście duże poświęcenie w postaci kontaktów z rodziną, przyjaciółmi i Tobą. Biorę tę pracę pod uwagę, ale interesują mnie inne aspekty, wiesz?- mówię, głaszcząc go po policzku.- A w szczególności Ty. O relację z tobą się nie martwię, bo wiem, że jak zatęsknisz to przyjedziesz do mnie…
-Wiem, że tak będzie, jeśli to przyjmiesz, ale weź pod uwagę, że nie będzie tak jak było, kiedy się poznaliśmy. Nie będziesz chodzić na zajęcia i nie będzie cię tu w Londynie, gdzie wcześniej miałem cię cały czas…
-Harry… Jeśli nie chcesz, żeby wyjeżdżała to mi to powiedz… Nie pojadę… Nie chcę, żebyś był smutny z tego powodu…
-…nie chcę cię ograniczać, wiem, że to co robisz sprawia ci niesamowitą frajdę i kochasz to…
-…ale to na tobie mi najbardziej zależy…
Harry się uśmiecha.
-Mam jeszcze całkiem duży kawał czasu, więc wrócimy do tej rozmowy później, ok.?- głaszczę go po policzku, a on muska delikatnie moją dłoń. Kończymy jeść posiłek i siedzimy rozmawiając o innych duperelach przez kolejne godziny.
Kiedy wracamy do domu bierzemy szybko wspólny prysznic i kładziemy się spać. Gdy budzę się rano Jego twarz leży na swojej ulubionej poduszce, a klatka piersiowa unosi się od spokojnego oddychania. Śpi jak zabity i uśmiecha się przez sen. Spoglądam na zegarek i ukazuje mi się godzina 11:30. Wstaję więc i idę do kuchni zamykając przedtem drzwi do sypialni. Robię śniadanie i odpisuję na kolejne e-maile z propozycjami pracy tancerki. Na wszystkie odmawiam. Gdy Harry wychodzi z pokoju zamykam klapę laptopa i rzucam mu się na szyję.
-Wstał mój mały miś…- śmieję się całując go w usta.
-Nie spodziewałem się takiego przywitania…- śmieje, się gdy go całuję.
-Teraz będziesz mieć to codziennie…- daję mu buziaka w nos.
Siadamy do śniadania, a ja oświadczam, że muszę jechać na uniwersytet. Harry proponuje podwózkę, ale chcę załatwić to sama bez niepotrzebnych fotografów. Ubieram się szybko w czarny luźny kombinezon i moje ulubione botki. Biorę torebkę i żegnam się z moim ukochanym chłopakiem. Na samą myśl o tym jednocześnie uśmiecham się i przewraca mi się żołądek. Na myśl o rozmowie z Harrym stresuję się jak nigdy. Dojeżdżam do uniwersytetu i kieruję się do rektora. Okazuje się, że jest nim od ubiegłego miesiąca profesor Jenkins. Kobieta wita mnie miło. Oświadczam jej, że chcę wrócić na studia i chcę zaliczyć ten rok.
-Będzie bardzo trudno… Masz dużo materiału do nadrobienia.
-Dużą część mam przyswojoną.- mówię.- Wszelkie dodatkowe zadania zrobione. Pozostaje mi tylko zaliczenie egzaminów i nauka obecnego materiału.
Kobieta patrzy na mnie zamyślona.
-Lubię cię Grace i wiem, że jesteś mądrą i inteligentną kobietą. Rozumiesz moje położenie, nie wiem, czy po prostu po tylu miesiącach nie uczęszczania na wykłady możesz mieć zaliczony ten rok.
Jenkins wstaje i przeprasza mnie na chwilkę, po czym mówi, że zaraz wróci. Wychodzi z gabinetu. Wraca dopiero za 20 minut.
-Rozmawiałam z profesorem Hunterem i profesor Turner. Powiedzieli, że jeśli zaliczysz u nich wszystko na co najmniej 3 to zaliczą ci. Ja też.
-Och… Pani profesor tak bardzo dziękuję… Nie wie pani ile to dla mnie znaczy…
-Nie dziękuj, tylko pędź do domu się uczyć.
-Dobrze… A kiedy będę mieć egzaminy?
-W przyszłym tygodniu. Ale powiadomię cię telefonicznie… Chyba, że zmieniłaś numer…
-Nie, wciąż jest ten sam.- uśmiecham się. Dobrze, że wzięłam udział w tym konkursie tanecznym wtedy.
Wychodzę szczęśliwa ze szkoły i jadę do domu. Wchodzę do mieszkania.
-Harry! Powiedzieli, że jak zaliczę wszystkie egzaminy na co najmniej 3 to mi zaliczą rok, wiesz?- krzyczę szczęśliwa.
Harry wychodzi z sypialni z laptopem w dłoni, na jego twarzy maluje się właściwie nie wiem co. Siada na kanapie i patrzy tępo w stolik.

LINK- Straight Lines- Danny Cope
-Możesz mi wytłumaczyć ten cały kontrakt z Justinem?- pyta nie patrząc mi nawet w oczy.
Moje serce zaczyna bić w tempie pędzącego samochodu, a ciało oblewają zimne poty.
-Ja… ja… skąd… ty wiesz?
-Miałaś włączoną skrzynkę e-mailową. Były tam e-maile od Scootera z wyciągiem z konta, od jego mangamentu. Wytłumacz mi to.- patrzy na mnie ze łzami w oczach.
Siadam naprzeciwko niego i nerwowo przełykam ślinę.
-Od samego początku.- dodaje.
-Ja…- zamykam oczy.
-… i nie okłamuj mnie…- dodaje po raz kolejny.
Obraz zaczyna się stawać mglisty i czuję, jak po policzku spływają mi łzy.
-Gdy pojechałam do Los Angeles na kręcenie teledysku… Scooter powiedział, że bardzo dobrze pasuję do Justina. Zaproponował mi kontrakt na podstawie którego…- zatrzymuje się i ocieram łzy, który już i tak stały się czarne od tuszu.
-…którego co?- ponagla mnie.
-…na podstawie którego miałam udawać dziewczynę Justina.
Podnoszę wzrok na Hazzę.
-Czyli wy nie byliście razem?- pyta szeptem.
Kiwam głową, a Hazz chowa twarz w dłoniach.
-Okłamywałaś mnie tyle czasu?- pyta mnie niedowierzając.- Mówiłaś, że on sobie nie da rady… Dlaczego mi nie powiedziałaś?- pyta mnie.
-Bo bałam się, że weźmiesz mnie za materialistkę…- mówię ocierając kolejne łzy.
-Dostawałaś za to pieniądze?- pyta.
Kiwam głową.
-Ale nie robiłam tego dla pieniędzy…- dodaję.- Robiłam to po to, by pomóc Justinowi odzyskać wizerunek po jego dawnych wybrykach.
Harry wstaje z miejsca.
-Nie wierzę… Sypialiśmy ze sobą od jakichś 3 miesięcy, mówiłaś, że mnie kochasz…
-… bo cię kochałam i kocham w dalszym ciągu… Harry, ja chciałam ci powiedzieć, ale tak bardzo bałam się odrzucenia przez ciebie. Bałam się, że nie będziesz mógł wytrzymać, jak będę musiała wstawić z nim zdjęcia jak się całujemy…
-…całe trzy miesiące nie mogłem wytrzymać…- mówi.- Ciągłe koszmary, że ode mnie odchodzisz, że wolisz jego ode mnie. Powoli mnie to wykańczało, ale teraz…
Znów siada na fotelu.
-Harry wierzysz mi?- pytam go.
-Nie wiem w co mam wierzyć… Nikt nie okłamał mnie tak bardzo jak ty dziś i przez ostatnie miesiące. Nie wiem, czy jeszcze ci ufam…- mówi, a z moich oczy wypływają kolejne porcje łez.
-Nie mów tak… Nie chciałam cię okłamywać…
-To dlaczego mi nic nie powiedziałaś po pierwszej nocce?
-Bo bałam się, że nie będziesz mnie już chciał.
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- pyta mnie.
-Dziś wieczorem.
Patrzy tępo na stolik do kawy.
-Ufasz mi?- pyta mnie.
-Oczywiście. A ty mi ufasz?- pytam
Wzrusza ramionami.
-Nie wiem…- mówi.
-Harry… Przepraszam, że ci nie powiedziałam, tak bardzo cię przepraszam.
Podchodzę do niego i klękam na podłodze patrząc mu w oczy, z których płynie kilka pojedynczych łez.
-Nie…- mówi.- Ja ci nie ufam… A bez zaufania nie ma związku… Zawiodłem się…- mówi cicho i wstaje z fotela idąc do sypialni.
-Czyli to znów koniec?- pytam go.
-Tym razem to ty doprowadziłaś do końca.
-Harry… Kocham cię, rozumiesz?- mówię mu, gdy pakuje swoje rzeczy do walizki.
-Ja ciebie też kocham Grace, ale nie ufam ci… To co zrobiłaś zbyt bardzo mnie zraniło i dobiło, żebym mógł teraz myśleć…
Zapina walizkę i narzuca koszulę na plecy. Zaczynam mocno płakać.
-Nie rób tego, ja sobie nie poradzę sama…- łkam.
-Mi też będzie ciężko…- mówi załamującym się głosem.- Ale nie mam wyboru. To ty wszystko zepsułaś.
I po prostu wychodzi. Słyszę koła walizki i dźwięk windy, że już przyjechała. Szybko wybiegam z mieszkania.
-Harry! Proszę cię.- łkam. Po raz ostatni spotykam się z jego wzrokiem, gdy drzwi się zamykają, a on opuszcza głowę.
Wracam do domu i siadam na kanapie załamana. A jedyne co robię to donośnie płaczę… 

Mały suprajs :D Miłego czytania i komentujcie! Mam nadzieję, że się wam spodoba, chociaż sądząc po reakcji Alice na ten rozdział może być średnio xd Niezły zwrot akcji! 
Tym rozdziałem kończymy pierwszą część opowiadania :) 
PS. Głosujcie na mojego bloga w sondzie, na blog miesiąca na http://spis1d.blogspot.com/p/blog-miesiaca.html
Pozdrawiam gorąco xx.