Przyszły chyba najgorsze momenty ciąży. Ostatni
tydzień był wspaniały czułam się jak nowo narodzona. Jadłam dobrze i chyba
czułam zachodzące zmiany. Nogi puchły mi mocniej, a nocami bolała głowa. Ale
nie to było najgorsze. Każdego ranka spędzałam dobre dwie godziny na
wymiotowaniu. Wiem, że taka miała być kolej rzeczy, ale dajcie spokój. To było
przegięcie… Leżałam na kanapie z zimną chustką na czole.
Harry
-Sorry za spóźnienie…- mówię do chłopaków.
-Znów się spóźniłeś…- mówi Louis, a ja macham na to
ręką.
-Zdarza się.- mówię mu.
Przechodzimy do próby nowych piosenek. Promocja
nowej płyty będzie się wiązać z pojedynczymi koncertami i masą wywiadów.
Po dwóch pełnych godzinach nasza trenerka wokalu
oraz techniczny od nagrań dają nam pół godziny przerwy.
-Harry co jest?- pyta mnie Niall, gdy siadamy na
fotelach w studiu nagraniowym.
-Mnie? Nic…
-Przecież to widać… Przez 1,5 tygodnia do nikogo się
nie odzywałeś, siedziałeś w H.Ch. A teraz rozmawiasz z nami tylko wtedy, jak
się ciebie o coś spytamy…- mówi Zayn.
-Mam problemy ok.?- wybucham.
-Coś nie tak z Grace?- pyta Louis.
-Tak, wszystko się spierdoliło!- krzyczę.
-Spokojnie…- uspokaja mnie Liam.- Powiedz co się
stało?
Spoglądam na chłopaków i opuszczam głowę chowając
twarz w dłonie. Tak bardzo mi trudno o tym mówić, a robię to już drugi raz.
Wcześniej powiedziałem mamie i Gemmie. Podnoszę wzrok na chłopaków i wreszcie
zaczynam.
-Grace nie była z Justinem naprawdę… Miała podpisany
kontrakt i dostawała pieniądze za udawanie jego dziewczyny…
-Przecież to absurd…- mówi Louis.
-Nie absurd, tylko święta prawda.- mówię.
Opowiadam chłopakom wszystko od początku do końca.
Zayn
-… no i zjechałem windą na dół i pojechałem prosto
do H.Ch.
Nie mogę uwierzyć w słowa Stylesa. Zerwałem się z
fotela i złapałem za kurtkę.
-Gdzie ty idziesz Zayn?- krzyczy Liam.
-Wrócę niedługo.
Wsiadam do samochodu i jadę prosto pod mieszkanie
Grace. Koniecznie chcę, żeby wytłumaczyła mi dlaczego wszystkich okłamywała, a
w szczególności Harry’ego.
Wjeżdżam windą na górę i zaraz stoję przed drzwiami
do jej mieszkania.
Pukam mocno do drzwi.
Grace
Przykrywam się kocem i zakrywam brzuch bluzą Sean’a,
zapinając zamek.
-Kto tam?- próbuję mówić głośno, ale chęć
wymiotowania przyciska mi żołądek.
-Tu Zayn, otwórz mi.
Zayn?
Poprawiam się i mocniej przykrywam kocem.
-Wejdź.- mówię.
-Cześć Grace…- mówi Zayn i zamyka drzwi.
-Coś się stało?- pytam go.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego nas wszystkich
okłamywałaś, a w szczególności Hazzę?
Podnoszę wzrok. Wiedzą już wszyscy. To boli.
-Byłem po twojej stronie, gdy Harry odszedł do
Ellis, ale to co zrobiłaś po prostu jest okropne!- mówi głośno, jest wyraźnie
zdenerwowany.
Mój żołądek ściska się niebezpiecznie i czuję, że
zaraz zwymiotuję.
-Zayn, ja dziś nie jestem w stanie o tym z tobą
rozmawiać…
-… co? Dlaczego?
-Czuję się fatalnie.
-Grace nie odkładaj tej rozmowy na później, bo
czujesz się gorzej.
O nie. Zrywam się z łóżka i biegnę do łazienki, po
czym silnie wymiotuję do toalety. To jest okropne i chyba najgorsza seria
dzisiejszego poranka…
-Grace?- puka do drzwi łazienki Zayn.
-Zostaw mnie. Idź stąd!- mówię zaczesując włosy w
kitkę.
Znów seria wymiotów.
-Grace zadzwonić po lekarza?
-Nigdzie nie dzwoń, po prostu idź! Zostaw mnie!-
mówię, gdy przez chwilkę mam spokój.
Już wtedy nic nie słyszę prócz trzasku drzwi.
Zayn
Wracam do studia z 30 minutowym spóźnieniem.
-Gdzie ty byłeś?- pyta mnie Niall. Ściągam kurtkę.
-Pojechałem z kimś pogadać…- Harry patrzy na mnie,
ale sekundę później oczy otwierają się szerzej.
-Byłeś u niej?- pyta mnie Harry.
Kiwam głową.
-Byłeś u Grace?- dopytuje Liam.
Kiwam głową.
-Co ci powiedziała?- pyta Harry.
-Właściwie to niewiele…
-…coś więcej?- ponagla mnie Hazz.
-Gdy wszedłem do mieszkania leżała na kanapie z
zimnymi okładami na głowie i gdy chciałem zacząć rozmowę uciekła do łazienki…
-…do łazienki?- pyta Louis.
-…wymiotowała…
Błysk oka Harry’ego widział każdy z nas.
-Pewnie wypiła za dużo…- mówi Liam.
-Nie sądzę… Wyglądała na chorą.- mówię.- Ale to już
jej sprawa. Zamierzam dokończyć tę rozmowę z nią. Złapię kiedyś ją.
-Nie dokańczaj żadnej rozmowy...- mówi Hazz z
opuszczoną głową.- Nie jedź do niej. Odpuść. Skupmy się na płycie i ćwiczeniu.
Grace
Chłopaki mnie nienawidzą, Harry też. Straciłam
najbliższych mi przyjaciół. Zawiodłam ich. Gdy leżę bokiem na łóżku głaszczę
brzuch, który naprawdę mógłby być teraz głaskany przez Harry’ego.
Zwijam się w kulkę i leżę, nawet nie wiem, kiedy
zasypiam.
Spóźniam się na zajęcia z profesorem Hunterem i
siadam obok Lucy.
-Jak się czujecie?- pyta szeptem.
-Świetnie, ale z rana znów miałam problemy.
-Mocno?
Kiwam głową.
-…i do tego Zayn jeszcze przyszedł do mnie…
-A po co?- pyta Lucy zdziwiona marszcząc lekko
czoło.
-Chciał, żebym mu wytłumaczyła tę całą sytuację,
dlaczego wszystkich okłamywałam i tak dalej…
-Jego to też uraziło?
-Najwidoczniej…
-I jak potoczyła się rozmowa?
-Nie potoczyła się…- mówię.
-Nie wpuściłaś go do mieszkania?
-Gdy tylko zaczęła się rozmowa pobiegłam do
łazienki, żeby wiesz…
-No to się nagadał…
-Kazałam mu od razu wyjść…
-I wyszedł?
-Mhm.
Przez kolejne 30 minut uważnie wsłuchuję się w słowa profesora.
Dostaję sms-a.
-Grace
przyjedź do mnie po południu… Pokażę ci tę restaurację. Zamierzam zrobić
kolację w przyszłym tygodniu.
-Ok.
Przyjadę koło 16:00.
Zajęcia kończą mi się wcześniej z powodu choroby
profesor Turner. Wsiadam w samochód i jadę w stronę domu. W radiu leci High Hopes Kodaline. Bujam się
wysłuchując nut wyśpiewywanych przez wokalistę.
Piosenka pełna wspomnień z koncertu Kodaline w
Canberze. Było tak idealnie.
Retrospekcja
Yeah
but I've got high hopes- Tak, ale mam wielkie nadzieje
It takes me back to when we started- Cofają mnie do momentu, kiedy zaczęliśmy.
High hopes, when you let it go, go out and start again - Wielkie nadzieje, kiedy odpuszczasz, wychodzisz i zaczynasz od nowa.
It takes me back to when we started- Cofają mnie do momentu, kiedy zaczęliśmy.
High hopes, when you let it go, go out and start again - Wielkie nadzieje, kiedy odpuszczasz, wychodzisz i zaczynasz od nowa.
Gdy
zaczął się mój najukochańszy moment, Harry objął mnie od tyłu i poruszaliśmy
się w rytm tej piosenki. Podśpiewywałam sobie, a Styles śpiewał mi do ucha.
Pocałował mnie za uchem i dmuchnął zimnym powietrzem na szyję. Kolejne
piosenki, skończyło się All Comes Down, Talk, Perfect World i Pray. Podeszli do
nas jacyś znajomi Hazzy, przywitali się, Harry trochę z nimi rozmawiał, a ja
ciągle kołysałam się do ballad Kodaline.
*******
Gdy tylko wspomnę o tym co naprawdę było chce mi się
płakać. Ale nie mogę zapominać, że sama sobie taki los zgotowałam. Staję na
światłach i stukam paznokciami o kierownicę. Obok jedzie samochód z
zaciemnionymi szybami. Gdy tylko zapala
się zielone światło ruszam szybko do domu. Tam przebieram się i robię sobie
warzywa na parze z gotowanym kurczakiem. W międzyczasie ważę się, czego nie
robiłam od pół roku. Muszę mieć na uwadze, że wciąż będę tyć. Moje jedzenie
jest gotowe i zaczynam jeść. Oglądam Fashion Police na E! i zajadam się.
Dostaję sms-a od Sean’a z informacją, że mam być za 10 minut na dole. Przebieram
się w ogrodniczki i czarny t-shirt.
Zakładam czapkę daszkiem do tyłu oraz
trampki. Gdy jestem
w
windzie Sean pisze mi, że czeka po drugiej stronie jezdni, bo na parkingu nie
było miejsca. Od jakiegoś czasu miałam spokój z paparazzi. Ale akurat dziś
musieli się zjawić pod budynkiem i
strzelić mi masę fotek. Wsiadam szybko do samochodu witając się z bratem
krótkim: cześć. Sean odjeżdża bardzo szybko od mojego budynku i rusza ku
restauracji.
-Boże jaka szopka…- wzdycha.
-Za każdym razem, gdy wychodzę na dwór i paparazzi
robią mi zdjęcia to strasznie się boję, że dojrzą brzuch.- mówię drapiąc się po
nadgarstku.
-Jeśli będziesz to dobrze tuszować nie zauważą… Póki
co nie masz dużego brzucha Grace, nie przejmuj się…- pociesza mnie brat.
-A co będzie za miesiąc, dwa? Będę musiała nosić
worki, albo siedzieć całymi dniami w domu.
Sean krzywi się.
-Koniec mojego tematu.- mówię.
Mój brat parkuje pod restauracją i wchodzimy szybko
do środka.
-Ach to pan, Panie Moore…- uśmiecha się kelnerka
stojąca przy podeście, gdzie rezerwowane są stoliki.
-Jeśli pani pozwoli, chciałem pokazać siostrze to
miejsce…- uśmiecha się mój brat promiennie.
-Jasne, proszę.
Wchodzimy głębiej w restaurację. Sean prowadzi mnie
schodkami na górę. Znajduje się tam piękny oszklony taras, dookoła jest pełno
kwiatów i lampionów.
-To będzie do naszej dyspozycji…- mówi mój brat, a
ja go łapię za dłoń.
-Tu jest pięknie.- mówię zauroczona.
-Naprawdę? Podoba ci się tu?
-Jest wspaniale…- mówię siadając na jednym ze
foteli.
Słyszymy chrząknięcie za nami.
-Panie Moore, chciałam tylko omówić pewne
formalności…- uśmiecha się kelnerka.
-Tak, oczywiście…- mówi Sean idąc za kobietą
schodami w dół.
Spoglądam przez okno i widzę zmierzające ku
zachodowi słońce. Opuszczam wzrok na mój brzuch i dotykam go dłońmi.
-Wiesz skarbie… Tak bardzo chciałabym trzymać cię w
ramionach…- uśmiecham się.-Mamusia cię bardzo kocha.
Sama nie wierzę w to co mówię. Zawsze lubiłam
dzieci, uwielbiałam się nimi opiekować, ale myślałam o dziecku dopiero za kilka
lat i dopiero po ustatkowaniu się. Moje poglądy zmieniły się totalnie, gdy
dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Gdybym miała możliwość usunięcia, nigdy
nie zrobiłabym takiej głupoty, po tym jak usłyszałam bicie serca mojego
słoneczka. Na myśl o ostatnim USG czułam, że chcę znów je zobaczyć jak urosło i
znów usłyszeć bicie serduszka. Gdy myślę o dziecku zżera mnie ciekawość jakiej
płci jest dziecko. Instynkt macierzyński i intuicja matki podpowiadają mi, że
to będzie chłopiec i będzie tak bardzo podobny do Harry’ego, co jest moim
marzeniem. Zamykam oczy i czuję jak na ogrodniczki kapią moje pojedyncze łzy.
Sięgam po telefon i znów wybieram jego numer. Od ostatniego tygodnia nie
dzwoniłam, nie pisałam. Przykładam telefon do ucha, podcierając lekko nos. Nie
odbiera..
*Cześć tu Harry. Zostaw wiadomość. *pip*
-Harry
ty wiesz, że to ja. Wcale nie muszę mówić…- pociągam lekko
nosem.- Po raz kolejny do ciebie dzwonię
i po raz kolejny się powtarzam. Czuję
się okropnie wiedząc, że masz do mnie tyle pretensji. Rozumiem to. Ale tak jak
ci mówiłam, nie robiłam tego dla pieniędzy Harry… Zrobiłam to ze zwykłej potrzeby
odwdzięczenia się za to co pomógł mi osiągnąć Justin. Chciałam ci powiedzieć,
ale bałam się… Bałam się twojej reakcji na tę wiadomość, nie chciałbyś umawiać
się ze mną na te wszystkie „randki” i nocki, których tak bardzo potrzebowałam.
Potrzebowałam i potrzebuję ciebie, teraz jeszcze bardziej…- dodaję cicho
łkając.- Mam prośbę…- zaczynam, ale w
gardle staje mi gula w gardle uniemożliwiająca dalszą mowę.-… jeśli chcesz skończyć wszystko… odizolować się, jeśli nie chcesz,
żebym dzwoniła, pisała i dała ci spokój…- mój głos jest jak szept, a łzy mi
lecą ciurkiem po policzkach.- Napisz mi
to. Zrozumiem… Ale niedługo ktoś inny będzie potrzebował twojej opieki i
miłości.- łkam, ledwo co łapiąc oddech.- Nie ważne…- prostuję.- Po
prostu mi to napisz, jednym niezobowiązującym sms-em. Pamiętaj, że wciąż kocham
najmocniej na świecie i nawet jeśli będziesz chciał wszystko ze mną skończyć,
ja wciąż cię będę kochać. Kocham cię i bardzo za tobą tęsknię, Harry...-
wypowiadam ostatnie słowa zbyt mocno drżącym głosem.
Wyłączam się i odkładam telefon na stół, na
ramionach sekundę później czuję dłonie na moich ramionach. Sean siada na fotelu
obok i ściera z moich policzków ślady łez.
-Wszystko się ułoży… On nie jest taki głupi, żeby
cię zostawić. Zbyt bardzo cię kocha.- mówi.
-I ty to mówisz?- mówię wycierając kolejną porcję
łez.
Sean opuszcza na chwilę głowę i kładzie mi drugą
rękę na kolanie.
-On sobie u mnie nagrabił i jeszcze, mówiąc
kolokwialnie, zrobił ci dziecko…- spinam ciało na tę myśl.- Kiedyś naprawdę go
lubiłem i wierzyłem, że będziecie ze sobą długo, bo widziałem jak cię
uszczęśliwiał, tryskałaś radością, bezustannie się śmiałaś. Ale potem była ta
akcja z tą jego byłą… Po części jego postawa była zrozumiała, bo dziecko było
jego i musiał się opiekować, ale w sposób jak cię potraktował, myślałem, że mu
nogi z dupy powyrywam.- ciało mojego brata się spina.- Od tego czasu nie zrobił
nic, czym mógłby sobie wynagrodzić u mnie to zachowanie. A teraz ta sytuacja…
-…nie rozmawiajmy już o tym, braciszku…- mówię.-
Wiedz, że teraz to była moja wina i tęsknię za nim bardzo…
Łapię brata za rękę i kieruję się w stronę schodów.
-Uważaj…- ostrzega mnie brat.- Strome są.
-Uważam.
Gdy schodzimy na dół zamieram na widok stojącej do
mnie tyłem Lou. Zaciskam rękę brata i szybko pospieszam go z wyjściem. Głos
kelnerki rozwala całą sytuację.
-Panie Moore, mam jeszcze jedno pytanie…- mówi
kelnerka stanowczo zbyt głośno. Mój brat puszcza moją rękę i idzie do kelnerki.
Lou odwraca się i krzyczy moje imię.
-Grace!
-Witaj Lou…- mówię udając zaskoczoną.
-Jak wspaniale wyglądasz…- mówi kobieta przytulając
mnie.- Nowy krem? Kosmetyki?
Jestem w ciąży.- mówię w myślach.
-Tak ostatnio kupiłam jakieś nowe. Co tu robisz?-
pytam ją.
-Rezerwuję stolik na przyszłą sobotę, Lux ma
urodziny i robimy jej z Tomem kameralne spotkanie rodzinne, potem impreza w
domu z dzieciakami…- śmieje się kobieta.
-Wspaniale…- mówię z entuzjazmem.
Zapada krótka cisza między nami.
-Wiesz?- pytam wprost.
Kiwa niepewnie głową.
-Ale to nie zmienia mojej relacji z tobą. To jest
twoja sprawa i jego.
I właśnie za to tak ją uwielbiam. Że się nie wtrąca
i jest neutralna, pozostając w przyjacielskich relacjach ze mną i Harrym.
Uśmiecham się szeroko i ściskam ją mocno.
-To wiele dla mnie znaczy…- mówię do Lou.
Odwzajemnia uśmiech.
-A właściwie co ty tu także robisz?
-Mój brat organizuje spotkanie rodzinne…- mówię z
uśmiechem.
-Och… To fantastycznie.- mówi Lou.
Sean wraca.
-Musimy jechać…- mówi.
-Tak, nie zatrzymuję was…- śmieje się Lou.
-Do zobaczenia…- mówię.
Wychodzimy z restauracji.
-Słuchaj, a jak ja mam powiedzieć Leigh?- pyta mnie
brat.
-Powiedz jej, że mama chce poznać rodziców Leigh i
że postanowiłeś zaprosić jej rodzinę i naszą na elegancką kolację…
-A jak będzie węszyć?- pyta Sean.
-To coś wymyślisz…
Sean parska śmiechem.
-Tylko coś takiego dobrego…- dodaję prostując.
-No jasne…- mówi.
Nim zdążam się obejrzeć jest 20:00, żegnam się z
bratem i wysiadam pod budynkiem. Jadę na górę i wchodzę do swojego mieszkania.
Pierwsze co… Prysznic, kolacja, tabletki i sen.
(…)
Znów spóźniam się na zajęcia, ponieważ zaspałam, ale
te wydają się być naprawdę wyjątkowe.
Przepraszam profesor Jenkins, która nie czepia się,
a jedynie kiwa głową odpowiadając mi tak na: Dzień Dobry. Siadam koło Lucy i
wsłuchuję się w wykład, który trwa nieprzerwanie 2 godziny.
-Panna Cox i Moore proszę zostać.
Lucy spogląda na mnie przerażona.
-Boże, a jak nie zdałyśmy?!- piszczy.
-Przestań gadać takie głupoty…- besztam ją.
Studenci wychodzą, a my siadamy w pierwszym rzędzie.
Jenkins podchodzi do nas i kładzie nam dwie białe teczki. Jedna podpisana: Grace Moore, druga:
Lucy Cox Hampton.
-Co to jest pani profesor?
-Spójrzcie do środka…- mówi kobieta ze szczerym
uśmiechem na twarzy.
Otwieramy nasze teczki. Na grubym pliku materiałów
jest napisane tytuł:
STAŻ W AMERYKAŃSKIM MAGAZYNIE GQ, DZIENNIKARKA GRACE
MOORE. STAŻYSTKA.
Otwieram usta z wrażenia.
-To niemożliwe…- mówię z Lucy w jednym momencie.
Pani profesor śmieje się i przeczy.
-Za dwa tygodnie jedziecie do Nowego Jorku, by odbyć
staż w magazynie GQ. Będziecie tam pod opieką jednej z najbardziej
doświadczonych dziennikarzy tego magazynu, Amelii Herletch…
Zamyka usta dłonią z wrażenia.
-Nie wierzę…- mówię.
-Będziecie tam na tydzień- dwa tygodnie i
przeprowadzicie główne wywiady z wielkimi osobistościami, gwiazdami i
celebrytami.
-To pani nas wybrała?- pyta Lucy.
-W porozumieniu z innymi wykładowcami doszliśmy do
wniosku, że Grace, ty jesteś obyta w świecie show-biznesu, poza tym swoją
determinacją pokazałaś, że w ciągu dwóch miesięcy można zaliczyć półrocze.
Natomiast ty Lucy, świetnie odnajdujesz się w rozmowach jesteś bezpośrednia,
odważna i się nie stresujesz… To was czyni wybranymi.
-Nie wiemy jak pani dziękować i całemu gronu
pedagogicznemu…
-Nie ma za co…
(…)
Dzień
przed kolacją zaręczynową, dla Leigh kolacją rodzinną postanawiam pojechać do
centrum handlowego i kupić jakiś ładny strój. Zabieram ze sobą dziewczynę brata
do centrum handlowego w Enfield Town. Wybieram miejsce na obrzeżach ze względu
na większą możliwość uniknięcia paparazzich. Ale to są tylko moje małe
marzenia. Podczas jazdy Leigh próbuje wyciągnąć ode mnie informacje na temat
kolacji. Wmawiam dziewczynie, że sama nie wtrącałam się ani trochę i że Sean
organizuje to sam. Łyka to. Uff… Parkuję naprzeciwko galerii handlowej i
wysiadamy z samochodu. Idziemy kupić jakieś ładne rzeczy. Zaliczamy Zarę,
TopShop, Miss Selfridge i Badgley Mischka. Gdy docieramy do Missguided Leigh
dostrzega na wystawie białą sukienkę do połowy ud z krótkim rękawem, która
idealnie będzie pasować do okazji. Leigh przymierza ją i kupuje. Chcemy kupić
buty, więc wracamy do TopShopu.
-A ty?- pyta mnie Leigh oglądając ślicznie kremowe szpilki.
-Widziałam w jednym ze sklepów koronkowy kombinezon,
ale to pójdziemy tam na końcu.

-Wiesz bardzo zdziwiło mnie to całe spotkanie w
restauracji…- mówi Leigh nabijając widelcem kawałek pomidora.
-Czemu?- pytam poprawiając włosy i próbując wody z
cytryną.
-No bo… Hmm…- Leigh opiera się o tył krzesła.- Nasi
rodzice się poznali i Sean tak nagle to zorganizował…
-…mama dzwoniła do niego i mówiła, że skoro
jesteście już ze sobą trzy lata to wypadałoby się bliżej poznać…- wsuwam do ust
widelca z sałatą i kurczakiem.
-To o to chodzi…- rozchmurza się Leigh, a ja kiwam
głową.
Dokańczamy posiłek i idziemy do sklepu, gdzie
przymierzam i kupuję koronkowy kombinezon. Postanawiamy iść na parking, ale
przypomina mi się fakt, że Lux ma urodziny i proszę Leigh o wejście do sklepu
dla dzieci. Gdy buszuję między półkami w poszukiwaniu jakiejś fajnej lalki dla
Lux i od razu przyglądam się zabawkom dla niemowlaków. Moja twarz jest
uśmiechnięta przez cały czas i czuję, że jestem w swoim świecie. Hamleys jest
jednym z najbardziej znanych sklepów zabawkarskich i wiem, że znajdę tu coś dla
Lux. Dostrzegam dużego, białego, pluszowego misia. Łapię go i idę do Leigh,
która kręci się w innej alejce. Dziewczyna ogląda na wieszaczkach kolekcję
ubranek dla sklepu i podnosi białe ubranko z małymi skrzydełkami na pleckach.
-Jeśli tego nie kupisz ja to zrobię…- mówi
rozczulona.- Musisz ubrać swój skarb w to… Jest piękne.
Biorę pod pachę misia i oglądam ubranko. Jest po
prostu niewymawialnie cudowne. Pakuję je do koszyka i rzucam wzrokiem na
błękitny rowerek po drugiej stronie sklepu. Łapię Leigh za rękę i idziemy
oglądnąć rowerek.
-Ja już bym go kupiła…- mówię.
-…poczekaj aż się dowiesz jaka płeć…- dodaje Leigh,
a ja zaczynam się śmiać.
-Czuję, że to chłopiec…- uśmiecham się i dotykam
brzucha.
-Ale niedługo się upewnię…- mówię specjalnie
sepleniąc.
Leigh zaczyna się śmiać.
-Wybrałaś tego misia?- pyta Leigh, a ja kiwam
niepewnie.
-Ten jest brudny…- mówi Leigh wskazując plamkę za
uchem misia.
-Rzeczywiście.
-Chodź wymienimy i może poszukamy czegoś innego.
Idziemy rozmawiając o ubrankach. Przeczucie mi mówi,
żeby zakończyć temat. I dobrze, że to robię. Gdy zakręcamy w alejkę wpadam na
niego i odbijam się od Jego gorącego torsu. W powietrzu czuję jego zapach,
który, cholera, przypomina mi wszystko. Leigh stoi z boku i patrzy raz na mnie,
raz na Harry’ego.
-Przepraszam…- mówi cicho, ma wyraźnie zachrypnięty
głos, na pewno miał dużo prób.
-Nic… nic… nic… się nie stało…- mówię podnosząc
wzrok.
Do oczu napływają mi łzy, gdy widzę jego zakłopotaną
twarz. W dłoniach trzymamy tego samego misia. Jego wzrok przykuwa trzymany w
rękach Leigh koszyk oraz małe ubranko. Spogląda na nią i na mnie. Wiem, że
widzi moje wzruszenie… Omija nas i skręca w inną alejkę… Odwracam głowę i śledzę jego niepewne kroki. Jest zgarbiony i odwraca na chwilkę głowę do tyłu. Jednak po mnie niż sekundzie znów idzie przed siebie ze spuszczoną głową. Stoję w miejscu
jeszcze chwilę, gdy Leigh łapie mnie za ramię.
-Chodźmy stąd…- mówi.
Kiwam głową.
W rezultacie kupuję strój Elsy z Krainy Lodu. Odwożę Leigh do domu.
-Nie przejmuj się…- pociesza mnie.- Będzie dobrze.
Sama też ma gorszy humor i zauważam to od razu.
Kiwam głową i dziewczyna żegna się ze mną buziaczkiem
w policzek. Odjeżdżam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miałam dziś taki wspaniały dzień, że postanowiłam dodać wcześniej, nie wiem ile osób przeczyta, ale dobra :D
PS. Dziękuję Alice za dziś xxx.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Miałam dziś taki wspaniały dzień, że postanowiłam dodać wcześniej, nie wiem ile osób przeczyta, ale dobra :D
PS. Dziękuję Alice za dziś xxx.
jestem bardzo ciekawa w jaki sposob Harry dowie sie o dziecku :D taki rozdział wciagajacy ze z wielka checia przeczytałabym nastepny :)
OdpowiedzUsuńPopieram :) Pomimo mojego wiecznego braku czasu często tutaj zaglądam, bo mam nadzieję, że pojawi się wcześniej rozdział. Uwielbiam Twoje opowiadanie! x - Laura
UsuńNo fajnie, wkurwia mnie sytuacja z chłopakami... Nie mogą tego zrozumieć jak Grace czuła się, gdy Harry ją zostawił dla Ellis a teraz wszyscy się od niej odwracają to jest nie fair.
OdpowiedzUsuńHarry z resztą też jego duma nie pozwala mu się odezwać. Frajer pieprzony ogh jeszcze jak się zachował w sklepie. Kurdę chcę już następny rozdział x
Boże Harry to dupek olewając dziewczyne swojego zycia. Wkurwia mnie juz. Ale rodział swietny czekam.na next
OdpowiedzUsuńKurde, ale Grace ma skomlikowana sytuacje. Harry mógł by sie odezwac w tym sklepie, a przynajmniej przez telefon. Zachowuje sie jak skonczony kretyn! Chlopaki z zespolu nie lepsi. Pff... mogliby przynajmnien spróbować ją zrozumieć i przypomnieć sobie jak Harry potraktował Grace po akcji z Elis. Zaskoczył mnie ten rozdział, ale mimo wszystko genialny jak zwykle! Czekam na nexta i nie moge sie doczekać <3
OdpowiedzUsuńDodaj rozdział szybciej ! Prosimy <3
OdpowiedzUsuńSię zrobiło... No cóż, żyje się dalej, hahha XD
OdpowiedzUsuńCzuję, że kolejny rozdział będzie ciekawy, moja intuicja to wyczuwa,hahha
Nie mam ochoty dzisiaj dużo pisać w komentarzu, ale cóż, mam malutkie problemy. Świetny rozdział i do następnego :) Buziaczki <3
Harry zachowuje się jak dupek !! Powinien wysłuchać Grace I dać jej szansę !!Czekam na next i na rozdział, w którym się pogodzą ;)
OdpowiedzUsuńJutro piąteczek <3
OdpowiedzUsuńWiedziałam, kiedy co rusz ubrania okazywały się bardziej dopasowane ze to ciąża, tak czułam. Nie mogę się jutra doczekać ;)
OdpowiedzUsuńGigi
Kiedy następny?
OdpowiedzUsuńKiedy następny? Juz nie moge sie doczekac
OdpowiedzUsuń