Nie ukrywam, że ostatnie dni były swojego
rodzaju ekscytujące, ale jednocześnie absolutnie wykańczające. Od 10:00 do
23:00 ciągłe patrzenie w komputer, oglądanie zdjęć, wybieranie stylizacji,
bardzo sporne zresztą, pomoc w doborze strojów na sesje, spotkania w domach
mody. Wszystkiego było bardzo dużo. Na moje szczęście Sil nie odczuła tego, bo
mama Harry’ego ma ją ze sobą w Holmes Chapel. Dzwoni do mnie i opowiada czego
to ona nie robiła w ciągu dnia. Gemma wstawiła zdjęcie sprzed 1,5 roku, kiedy
mała była z nią na spacerze. Byłam wówczas tak zmęczona i przejęta, jak moja
mała urosła, że płakałam pół nocy i oglądałam nagrania, gdy była malutka. Coś
a’la matczyny kryzys. Do tego samotne noce w domu. Harry miał bardzo dużo pracy
w studiu i prawie cały wolny czas spędzał na próbach, ewentualnie wychodził na
drinka z Jeffem i Glenne, jego znajomymi, którzy pracują tu przez jakiś czas,
bo są menagerami Meghan Trainor.
Biorę walizkę i zapinam
kosmetyczkę, za dwie godziny mam samolot do LA. Lecę tam na kilka dni, Miranda
ma dla mnie jakąś niespodziankę, ale dowiem się o niej, gdy się pojawię w
mieście aniołów. Będę miała spotkanie i tam się wszystkiego dowiem. Poza tym
sesja do Glamour i wywiad u Jimmy’ego Fallona.
Harry jak zwykle nie
był zadowolony, że się udzielam publicznie, co mnie porządnie wkurzyło.
Pokłóciliśmy się, mimo tego, że było tak dobrze, że znów się dogadywaliśmy,
całowaliśmy tak jak kiedyś to było normą, wytknęłam mu, że mnie nie wspiera, że
tylko mnie krytykuje. Zdenerwował się i tyle go widziałam. Dopiero rankiem, gdy
wstawałam do pracy spał jak zabity.
Theresa podjeżdża
swoim kabrioletem pod mój dom i wysiada.
-Uuu…- mówię z
uśmiechem.
-Poznaj Rogera…-
mówi Tessa klepiąc maskę pokrytą błyszczącym czerwonym lakierem.
-Miło mi…- mówię.
Wkładam walizkę i
wracam się, by sprawdzić, czy wyłączyłam gaz itp. Zamykam drzwi, gdy na podjazd
wjeżdża auto Harry’ego. Jestem zdziwiona, bo o tej porze ostatnio go nie ma w
ogóle. Wysiada w swojej ulubionej bluzie Packers, a w dłoni trzyma portfel i
telefon.
-Jedziesz już?-
pyta, gdy otwieram mu kluczami drzwi.
-Tak…- mówię cicho.
-Kiedy wrócisz?
-Za kilka dni…-
mówię.
-Kilka to znaczy?
-Cztery-
prawdopodobnie, ale jeśli zostanę dłużej to zadzwonię.
-Ok.- mówi i zapada
między nami cisza.
Opuszczam głowę.
-To ja już idę…-
mówię cicho.
Schodzę schodek
niżej, gdy jego ręka łapie mnie.
-Poczekaj.- mówi i
przyciąga do siebie.
Jego usta dotykają
moich z zawziętością, namiętnością i pożądaniem. Zapominam o bożym świecie,
moja ręka automatycznie wjeżdża mu pod bluzę, a on przygryza zadziornie moją
wargę, by ją potem delikatnie pocałować.
-Uważaj na siebie…-
mówi.
Kiwam głową i
wsiadam do samochodu Tess. Ta macha Hazzie i wyjeżdża z podjazdu.
-Ale wy jesteście
słodcy…- mówi.
Uśmiecham się lekko.
Gdyby wiedziała, jak jest na co dzień…
Droga mija nam
całkiem szybko, czekam z walizkami, gdy Tess załatwia sprawy z parkingiem
strzeżonym dla jej Rogera. Dziewczyna idzie z uśmiechem w moją stronę i zabiera
złotą walizkę. Idziemy do wejścia lotniska i tam prosto do odprawy. Oddaję
walizkę i po sprawdzeniu biletu i dokumentów idę prosto do samolotu. Tess
trajkocze mi o tym, jaka jest ciekawa jaką niespodziankę przygotowała mi
Miranda, mnie to też bardzo ciekawi.
Siedzimy, Tess
wyciąga Harper's Bazaar i czyta go, podczas gdy ja z nudów nawalam w Subwaya.
(...)
-Grace nie ociągaj
się tak!- mówi żartobliwie Theresa.
-Daj mi spokój,
jestem wykończona...- mówię.
Dziewczyna zaczyna
się śmiać, zaraz będziemy w hotelu. Gdy tylko dostaję kartę do mojego
apartamentu czuję, że od razu idę spać. Wykonuję szybki telefon do Silver.
Ściągam z siebie rzeczy i kładę je do walizki. Znajduję spodenki i za dużą
koszulkę. Biorę prysznic.
Harry
Wsiadam do taksówki
i mówię mężczyźnie, gdzie ma jechać. Piszę sms-y z Niallem o dograniu jeszcze
chórków do Once In a Lifetime. Wkrótce taksówka parkuje pod pubem. Płacę i
wchodzę do środka. Jeff siedzi z Nadine i Glenne przy stoliku i machają mi.
Witam się ze
wszystkimi z osobna i siadam koło Nadine. Jeff obejmuje swoją narzeczoną i
uśmiecha się do niej. Zamawiam po piwie dla mnie i Jeffa i po owocowym piwie
dla pań.
-Znów nie wziąłeś ze
sobą Grace?- pyta Glenne.
-Grace
prawdopodobnie już wylądowała w Los Angeles.
-Po co tam poleciała?-
pyta Nadine.
-Ma sesję w Glamour
i wywiad u Jimmy’ego Fallona…- mówię zdegustowany.
-Wow! To
fantastycznie!- mówi Glenne.- Kurde, dziewczyna naprawdę zaczyna być kimś
więcej w świecie show-biznesu i osiąga to tylko i wyłącznie swoją pracą.
-Taa…- mówię pod
nosem.
-Coś nie tak?- pyta
Nadine.
-Powiem Wam, że
wszystko jest nie tak… Jej praca, to że nie ma dla mnie czasu, że stale gdzieś
jeździ i od rana do wieczora siedzi w pracy.
Cała trójka spogląda
na siebie.
-O co chodzi?- biorę
łyka piwa.
-A jesteś pewny, że
w ogóle tam leci, że całe dnie spędza w pracy itd?
-Nie rozumiem…-
marszczę brwi.
Glenne wywraca
oczami.
-Jest bardzo
atrakcyjna…- mówi narzeczona mojego przyjaciela.
-Wiem o tym…
-Boże, ty nic nie
kumasz Harry.- mówi Nadine.
-Mówcie proszę
prosto z mostu…- mówię.
-Grace jest
seksowna, piękna i jestem pewna, że sporo mężczyzn kręci się koło niej.- mówi
Glenne, a Jeff i Nadine przytakują.
-I?- wzruszam
ramionami.
-Może ma kogoś na
boku…- mówi Nadine.
W momencie gdy moja
przyjaciółka wymawia te słowa oblewają mnie wewnętrzne dreszcze. Patrzę na nich
przerażony i przenoszę wzrok z Glenne na Jeffa, a potem na Nadine.
-Nie, to
niemożliwe.- mówię stanowczo.- Mamy dziecko, kochamy się.
-Nie czujesz, że coś
się wypaliło?- pyta Jeff.
Kręcę głową
przecząc.
-Kłócimy się, ale
każda para tak robi, to normalne… Nie to absolutnie jest niemożliwe.- mówię.
-Nie ma jakiegoś
przyjaciela?- pyta Nadine popijając swoje piwo.
Namyślam się i
właściwie nikt mi nie przychodzi do głowy. Kiedyś to był Justin, ale teraz z
tego co wiem, nie utrzymują większego kontaktu, ale… ten nowy współpracownik
Nolan…
Podnoszę wzrok na
nich.
-Jest ktoś…- mówi
Jeff.
-To znaczy… jest
jakiś nowy stażysta u nich w zakładce i Grace była z nim reprezentować BV w
Nowym Jorku.
-Widziałam te
zdjęcia…- mówi Nadine.- I nie chcę cię smucić, ale to jest chłopak z wyższej
półki.- dodaje podpierając głowę dłonią.
Namyślam się, Grace
była przy nim taka uśmiechnięta, taka szczęśliwa… Przy mnie już dawno się nie
uśmiechała w ten sposób, tęsknię za tym. Jeśli ona rzeczywiście coś ma na
rzeczy z tym chłopakiem, to przyznaje z ręką na sercu, że go zabiję.
-Poobserwuj ją…-
mówi Jeff.
Dziewczyny zmieniają
temat, a Jeff coś wtrąca od czasu do czasu. Nic nie mówię tylko moczę usta w
gorzkim piwie od czasu do czasu.
Ona by mnie
zdradziła, nigdy mi tego nie zrobiła, zbyt bardzo mnie kocha, zbyt bardzo kocha
Silver by doprowadzić do końca między nami. Boże, w życiu Grace by tego nie
zrobiła. Jest otwarta i powiedziałaby mi, gdyby było coś na rzeczy,
powiedziałaby, że czuję, że coś się wypala. Ale to nie jest prawda… Wciąż chcę
się z nią ożenić, chcę mieć z nią jeszcze dzieci, chcę z nią oglądać, jak małe
wersje nas będą dorastać… Przecież ona jest cholerną miłością mojego życia.
-Harry nie przejmuj
się tak, to mogą być tylko głupie przypuszczenia.- Nadine łapie moją dłoń
starając mnie pocieszyć.
-Masz rację…-
uśmiecham się lekko.
(…)
Grace
Wstaję z łóżka i
ubieram się w czarny top, białą marynarke i jasno niebieskie dżinsy. Theresa
wali mi do drzwi krzycząc za dwie godziny mam sesję, a ona ma zamiar jeszcze
zjeść śniadanie.
Wywracam oczami i
poprawiam makijaż.
-Już!- krzyczę, a
ona się śmieje. Otwieram jej drzwi i wychodzę.
-Ale się grzebiesz!-
mówi.
-Tess!- cedzę z uśmiechem.
-Zgadnij kto
przyjedzie!- mówi, gdy wychodzimy z hotelu.
-Michael Jackson…-
mówię bezmyślnie.
-Jasne, chyba w
wersji zombie…- mówi, na co zaczynam się śmiać. Zakładam okulary
przeciwsłoneczne.-Darbi przyleci dziś wieczorem!- mówi ucieszona.
-To dobrze…
Posiedzimy i pogadamy przy dobrym winie…- mówię.
-Dokładnie.
Wchodzimy do
restauracji i tam zamawiamy sobie tosty francuskie na śniadanie. Widzę, że
paparazzi zbierają się przed wyjściem. Wzdycham ciężko. Po zjedzeniu jesteśmy
obstrzeliwane wychodząc. Pod restaurację przyjeżdża po nas samochód, który zawozi
nas do budynku, gdzie będę miała robioną sesję. Wchodzimy do środka, a w holu
czeka na nas kobieta, który przedstawia się jako ta, która dzwoniła do mnie.
Idziemy razem z Tess za nią. Poznaję fotografa- Paulo Contenni, który będzie mi
robił zdjęcia. Mówi jak będzie wszystko wyglądało, jak mam się zachowywać i tak
dalej. Charakteryzatorka ma przygotowane sukienki, które wcale nie są złe.
Kobieta widząc chyba moją minę idzie szukać innych, Theresa śmieje się, bo
ponoć miałam minę jakbym miała ją zabić.
-Widziałaś jak
poleciała?- szepcze moja koleżanka.
Kręcę głową.
-Chyba się lekko zestresowała…- mówię.
Kobieta wnosi czarną
sukienkę, białą, we wzorki oraz kremową. Pokazuje mi je i te są znacznie
ładniejsze od poprzednich. Przymierzam wszystkie i zauważam, że bardzo podnoszą
mi biust.
-Fotograf
powiedział, że ma być pani bardzo seksowna i mamy pani nie chować pod jakimiś
zabudowanymi sukienkami…- tłumaczy dziewczyna, a ja kiwam głową.
Na pierwszy ogień ma
iść biała sukienka, więc ją ubieram. Makijażystka robi mi koci makijaż, a usta
trochę nazbyt podkreśla czerwoną szminką. Theresa patrzy na mnie.
-Wyglądasz zabójczo…- mówi, na co się
uśmiecham.
Idę do fotografa i
tam rozpoczynam swoja pracę. Ten wszystko mi tłumaczy co mam robić… Całą sesję
staram się być jak najbardziej skupiona na pracy, chcę pokazać Harry’emu, że
potrafię, że te sesje nie są głupim pretekstem, by wyjeżdżać.
-Dobrze!- krzyczy
fotograf.
-Wspaniale!
Dokładnie tak.
-Pokaż co potrafisz!
Czy tylko dla mnie nie jest to normalne, że
mój narzeczony nie wspiera mnie w moich przedsięwzięciach? Czy tak ma każda
kobieta, której udaje się coś zrobić zawodowo i spełnia się w tym co robi?
Idę zmienić sukienkę
na czarną, a potem na kremową. Fotograf robi szybkie zdjęcia i chwali mnie co
rusz, mówiąc, że jestem profesjonalistką i że mój facet umrze, jak zobaczy te
zdjęcia.
Szczerze?
Oby…
Ta czarna sukienka wygląda troszkę jak
bielizna erotyczna z trenem. I bardzo, bardzo mi się podoba na sobie.
-Będę mogła sobie zgrać to zdjęcie?- pytam
fotografa, gdy makijażystka poprawia mi makijaż.
-Jasne… Ale radzę
poczekać, aż wyjdzie ten numer…- mruga do mnie okiem.- Dostaniesz pierwszy
egzemplarz na dzień przed wydaniem.

-Jesteś mężatką?-
pyta fotograf, gdy układam się na blacie trzymając futro pod głową.
-Nie… Ale szykuję
się do ślubu…- mówię zamykając oczy.
-To przygotuj się, że twój mężczyzna zmusi cię
do ślubu w ciągu kilku dni od zobaczenia tych zdjęć, wyglądasz porażająco
genialnie!
-Dobra mamy to!-
mówi głośno, a w sali rozlegają się brawa.
Podchodzę do niego,
a on całuje moją dłoń.
-Mogę spojrzeć?- pytam,
a on odsłania komputer i pokazuje mi zdjęcia.
-Wow…-
szepczę.-Wyglądam… ekstra…- mówię cicho.
Robię telefonem
zdjęcie fotki w czarnej sukience i decyduję się szukać podobnej, by podgrzać
troszkę Harry’ego. Usmiecham się na samą myśl o tym, czego nie robiliśmy ponad
dwa tygodnie. U nas to niemożliwe, gdy Hazz jest w domu…
Ściągam rzeczy i
ubieram swoje. Ścieram szminkę i spinam włosy w koka. Na planie zdjęciowym
byłam prawie trzy godziny. Theresa puka do drzwi i pyta, czy może wejść.
Wpuszczam ją.
-Grace ktoś na
ciebie czeka na zewnątrz…- mówi z szerokim uśmiechem.
-Kto?- pytam
nakładając marynarkę na plecy.
-Nie mogę ci
powiedzieć… Jak będziesz gotowa to czekamy na ciebie…
Marszczę brwi w
lekkim zdezorientowaniu, a Theresa szczęśliwa opuszcza garderobę. Wychodzę z
planu zdjęciowego i idę ku drzwiom, tam stoi Tess z jakimś mężczyzną i wydaje
mi się, że skądś go znam. Przechodzę przez drzwi i podskakuję przestraszona,
gdy za mną odzywa się głos mojego przyjaciela.
-Gracie powiem ci,
że nawet bym Obamy się spodziewał, ale nie ciebie…- mówi Jus, a ja rzucam się
mu na szyję.
Śmieje się i tuli
mnie mocno do siebie.
-Ale się dawno nie
widzieliśmy…- mówię czując znajomy zapach przyjaciela i kiedyś tam „chłopaka”.
-Spoważniałeś…- mówię,
gdy się od siebie odsuwamy, a ja szturcham go ramieniem.
-Dzięki, ale jestem
starszy niż byłem 1,5 roku temu…
Zaczynam się śmiać i
przedstawiam Justinowi Theresę, a on mi swojego ochroniarza Ronny’ego.
-Jeju Grace, ty z
kolei wyglądasz na coraz młodszą…
-Żeby tylko to była
prawda…- mówię z uśmiechem, gdy podążamy korytarzem.
-Ale tak!- mówi.-
Gdybym nie wiedział, że masz Silver nigdy bym ci nie uwierzył.
Kręcę głową z
uśmiechem.
-Co u ciebie?-
pytam.
-Mam teraz trochę
wolnego tzn. od śpiewania… Skupiłem się teraz na sesjach, podpisałem kontrakt
na kampanię reklamową do Calvina Kleina.
-Gratulacje…- klepię
go po ramieniu.
-Dzięki… Ale to
tylko tyle pozytywnych rzeczy… Nudzę się cały czas, no bo ile można imprezować…
-Jak ja dawno nie
byłam na imprezie…- mówię do siebie.
-Koniecznie musimy
wybrać się razem…- mówi szybko.
Zaczynam się śmiać.
-Nie mam czasu
zbytnio, po załatwieniu wszystkich spraw w LA wracam do Londynu, Silver jest u
mamy Harry’ego…
-A on? Czemu nie
przyjechał z tobą?
-Ma próby do kolejnej
trasy, dzień w dzień, od rana do nocy.
-Słyszałem szykują
kolejną świetną płytę…
-…szkoda, że nasz
związek na tym cierpi…- mówię.
-Wiesz co Gracie…
Coś czuję, że mamy sobie wiele do opowiedzenia.- mówi Jus.
-Na pewno sporo…
Telefon Justina
dzwoni, a on przeprasza mnie na chwilkę. Gdy kończy, mówi do nas:
-Co macie teraz w
planach?- pyta z uśmiechem.
Spoglądam na
Theresę, a ta wzrusza ramionami.
-Chyba nic…- mówię.
-To jedziecie z nami
na tor kartingowy.- oświadcza Bieber.
-Nie…- zaczynam się
śmiać.- Mam szpilki.
-To podjedziemy do
waszego hotelu i założysz jakąś bluzę i trampki.
-Ale…- zaczynam.
-Chcesz spędzić
trochę czasu ze swoim ex i przyjacielem?- pyta Justin, na co się uśmiecham.
Tak Jus zapowiada
jedziemy do hotelu, gdzie zakładam czarne spodnie, koszulę w kartkę i czarny
top, na moich nogach pojawiają się czarne conversy.
Schodzimy na dół i
jedziemy na tor kartingowy. Tam słyszę śmiech Alfredo i Ryana, wchodzę
niepewnie z Theresą, a uśmiech na ich twarzach rośnie.
-Gracie…- mówi
Alfredo rozkładając ramiona szeroko.
Podchodzę do niego i
przytulam się mocno.
-Ale was dawno nie
widziałam…- mówię i teraz przytulam Ryana.
-Co tu robisz?- pyta
Alfie.
-Miałam sesję do Glamour i jutro nagrywam
program … I Justin miał sesję w tym samym budynku, więc zaprosił nas, tak i oto
jesteśmy.- mówię z szerokim uśmiechem.
Przedstawiam
chłopakom Theresę, a zaraz potem Justin zarządza by wsiąść do samochodzików.
(…)
Skaczę z radości i
śpiewam We Are The Champions, na co chłopaki się śmieją. Znów wygrałam i to ograłam
chłopaków i Theresę po całej linii.
-Nic się nie
zmieniłaś…- mówi Ryan śmiejąc się.
-Zmieniłam…- mówię,
a Justin kiwa głową.
-Ma rację…- mówi
Jus.- To już nie jest ta sama szalona dziewczyna, która uwielbiała się mścić.
Zaczynam się śmiać.
-Nieprawda!
-Prawda!- mówi
Justin podchodząc do mnie, by mnie objąć.- Teraz jesteś poważną matką i
wychodzisz za mąż…- mówi ciszej.
-Oj, już nie szalej,
już wydajesz mnie za mąż?- mówię z uśmiechem.
-A nie?
-Kto wie co będzie,
nie wiem, kiedy będzie ślub. Nie mamy czasu na nic.- mówię z lekkim uśmiechem.
Chłopaki odkładają
kaski, a ja siadam na fotelu.
-Myślałem, że te
zaślubiny to już poważniejszy temat.
Wywracam oczami.
-Powiedzcie, jak
mamy wziąć ślub, skoro Harry wylatuje za dwa tygodnie na 3 miesiące do Kolumbii
na pierwszy koncert, a ja zaczynam żyć w BV i samolocie.
Justin opuszcza
głowę i lekko się uśmiecha. Theresa dostaje sms-a i mówi, że Darbi już
przyleciała.
-Będziemy się
zbierać…- mówię.- Muszę być jutro wypoczęta i nasza współpracowniczka przyleciała
do LA.
-Już?- pytam ze
smutkiem Justin.
-Niestety…- mówię z
lekkim uśmiechem.
Chłopak podchodzi i
przytula mnie, a Ryan i Alfredo wymieniają ukradkowe spojrzenia co zwraca moją
uwagę.
-Dzwoń, jak będziesz
w LA…- mówi z uśmiechem.
-Ok. Jesteśmy w kontakcie…-
całuję go w policzek, a on uśmiecha się szeroko.
Żegnam się z
chłopakami i wychodzimy razem z Theresą. Paparazzi robią nam zdjęcia, więc
szybko wsiadamy do taksówki i jedziemy do hotelu.
Darbi ma pokój obok
Theresy i umawiamy się, że wieczorem przyjdą, byśmy mogły pogadać, na wino.
Biorę prysznic i
nakładam pidżamy.
Wkrótce moje
dziewczyny są już u mnie w pokoju. Siedzę na parapecie, Darbi leży wyłożona na
moim łóżku z komputerem na kolanach, a Theresa siedzi na fotelu z nogami na
oparciu.
-Miły jest ten
Justin…- mówi patrząc w sufit.
Kiwam głową i
skroluję posty na TT.
-Jest wspaniałym
człowiekiem…- mówię.
-Ty wiesz najlepiej…
W końcu z nim byłaś…- mówi Theresa.
Uśmiecham się pod
nosem.
-No byłam, byłam…-
mówię opuszczając głowę.
-Czemu ja nie mam
takiego szczęścia do facetów?- wzdycha Tess.
-Już nie przesadzaj,
Peter był ekstra…- mówi Darbi.
-Był!- podkreśla
Theresa.
-Czemu był?- pytam.
Theresa poprawia się
na fotelu i upija łyka wina.
-Bo już nie jesteśmy
razem…- mówi cicho.- Notorycznie mnie zdradzał.- dodaje.
Otwieram szeroko
oczy i patrzę na nią wstrząśnięta.
-Zdradził cię?-
dopytuję.
-Żeby to tylko raz…-
mówi odgarniając włosy do tyłu.
-Jak się
dowiedziałaś?- pytam.
-Przyłapałam ich
razem w knajpie, jak się obściskiwali, poza tym moja przyjaciółka zrobiła mu
zdjęcia, jak wychodził z jej domu rankiem.
-Tak mi przykro…-
mówi.
-Nie ma sprawy…-
mówi cicho.
-Nie miałaś
podejrzeń?- pytam schodząc z parapetu i siadając na końcu łóżka.
-W życiu…- mówi
Theresa dolewając sobie trunku.- Ale rzeczywiście wtedy zaczął znikać na całe
wieczory, mówił, że chodził z kolegami z pracy na piwo i takie tam… Nasze
relacje się wtedy troche popsuły, kłóciliśmy się, czepiał się, miał pretensje o
byle co...
-Powiedz Grace o
kolacji…- mówi Darbi.
Patrzę pytająco na
Tess.
-Zrobiłam kolację,
taką naprawdę szykowną, pół dnia siedziałam nad garami i gotowałam dla niego.
Ubrałam się tak ładnie i czekałam… Przyszedł i powiedział, że nie jest głodny,
po czym poszedł spać.
-Ale chamstwo…-
mówię.
Theresa poprawia się
na fotelu.
-Nie chcę do tego
wracać i roztrząsać tego.- mówi.
-Dlatego unikasz
facetów, prawda?- pytam.
Kiwa głową.
-Ja na szczęście nie
mam takich problemów…- mówi z uśmiechem Darbi.
Wywracamy oczami z
Tess i patrzymy na Darbi.
-Usidlę Nolana
prędzej czy później. Będzie mój!
Zaczynam się głośno
śmiać, a ona patrzą na mnie jak na wariatkę.
-Kochanie…- zwracam
się do Darbi.- Nolan ma chłopaka…- mówię i znów zaczynam się śmiać.
-Co?!- mówią obydwie
w tym samym czasie.
-Powiedział mi to na
pokazie Versace…- mówię popijając wino.
Darbi zamyka
komputer.
-Ale jak ma
chłopaka?- pyta załamana.
-Istnieje coś
takiego, jak homoseksualizm…- zaczynam, a Darbi ucina mówiąc: Dobra, dobra…
-No nie wierzę,
Darbi ty nie masz szczęścia do facetów, obydwie nie mamy…- podsumowuje Theresa.
-Jedynej Grace się
udało…- mówi Darbi kładąc głowę na poduszce.
Klepię ją po nodze.
-Znajdziecie jeszcze
mężczyzn swojego życia.- mówię.
***
Dodaję dziś skontuzjowana :D Miłego czytania xx.
***
Dodaję dziś skontuzjowana :D Miłego czytania xx.
Nooooo.....wreszcie jest :) Jest super ☺
OdpowiedzUsuńP.S. Co się stało ?
Walka o mistrzostwa szkoły w piłce nożnej :)) Camilla xx.
UsuńGenialny jak zwykle ... To podpuszczanie ah ci przyjaciele .... Ja czuje że będzie happy end i się tego trzymam ... Weny kochana, weny
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
LittleThings<3
Wspaniały jak zawsze :* :*
OdpowiedzUsuń"Gdyby wiedziała, jak jest na co dzień…" wszędzie jest dobrze, gdzie nas niema. Jestem coraz bardziej podekscytowana, co będzie dalej! Biorę się za 124 ;p
OdpowiedzUsuń