-Więc Grace…-
zaczyna Jimmy.- Na początku chciałem ci bardzo podziękować, że zgodziłaś się na
wywiad. W końcu znalazłaś dla mnie czas…
-Rzeczywiście ostatnio jest z tym krucho, dużo
podróżuję, a swój wolny czas poświęcam rodzinie, o ile oczywiście chwilka wolna
się znajdzie.
-Wiesz…- mówi
Jimmy.- Jesteś dla mnie w pewnym stopniu fenomenem…
-Czemu?- pytam.
-Bo, przepraszam,
jeżeli cię to urazi, ale pojawiłaś się znikąd… I nagle zaistniałaś w świecie
show- biznesu… Niektórzy bardzo ciężko na to pracują…
-Zgadzam się z
tobą…- mówię.- Widzisz, w trakcie studiów asystentka Anny Wintour zadzwoniła do
mnie mówiąc, że ona chce się ze mną spotkać.
-Byłaś wtedy w
ciąży…- dopowiada Jimmy.
-Dokładnie.- mówię.-
Zaproponowano mi staż, a po zakończeniu studiów pracę jako dziennikarka modowa…
I tak się wszystko zaczęło… Miranda Prinsley, moja szefowa i redaktor naczelna
zaczęła mnie wysyłać jako ambasadorkę BV i nie wiem, czy na szczęście, ale
zaczęto się mną interesować.
-Słyszałem bardzo
dużo plotek, że to głównie fakt, że jesteś narzeczoną Harry’ego Stylesa
popchnął cię tak do przodu.
Wywracam oczami.
-To nieprawda…
Rzeczywiście media szybko też zaczęły zwracać na mnie uwagę, po tym jak
pojawiłam się raz, drugi, ale wszystko co mam osiągnęłam sama… Harry czasami
się denerwuje, że za dużo pracuję.
-Naprawdę?- Jimmy zaczyna się śmiać.
-Tak…- mówię z uśmiechem.-
Wiesz, kiedy on jest w domu rolę niani do naszej córki przejmuje on.
-Pomaga ci w domu?-
pyta Jimmy.
-Tyle o ile…-
mówię.- Zresztą to jest facet, więc nie chodzę z białą rękawiczką i nie
sprawdzam czy kurz pod telewizorem jest wytarty…- Jimmy się śmieje.- Ale to
miłe gdy wracam późno i czeka na mnie świeżo zrobiona kolacja.- uśmiecham się.
-Jestem facetem, ale
uważam, że jesteście bardzo ładną parą…- mówi.
-Dziękuję…-
uśmiecham się.
-Jak to jest jak
Harry wyjeżdża?
-Cicho, smutno,
nudno…- mówię.
-Nudno powiadasz…-
mówi.
Dopiero po sekundzie
ogarniam przenośnię prowadzącego, na co widzowie zaczynają się śmiać.
-O boże będzie hejt
na TT…- mówię pod nosem, a Jimmy się śmieje.
-Masz problemy z
fankami?- pyta.
-Teraz nie… Kiedyś
zdecydowanie… Szczególnie jak byłam w ciąży to standardem było: Jesteś z nim w
ciąży, by go naciągnąć na kasę i takie tam.- wzruszam ramionami.
-Nie wydajesz się
być tym przejęta…- mówi.
-Jak widać, nie
jestem… Mam gdzieś co mówią, jestem ja, on, nasza córka, rodzina, przyjaciele…
Harry’ego bardzą obchodzą fani i nie dziwię mu się i ja swoimi też się
przejmuję, rozmawiam z nimi, czasami wymieniam e-maile.
-Ile lat ma wasza
córeczka? Silver?
-Tak, Silver…- mówię
z uśmiechem.- Ma 2,5 roku.
-Daje wam popalić?-
pyta.
-Jak każde dziecko…
Ale jest bardzo kulturalna, grzeczna, chociaż jak ma głupawkę to…- zatrzymuję
się, a Jimmy zaczyna się śmiać.- Wtedy tylko wołam Harry’ego i zamykam się w
pokoju i słyszę, jak piszczy i ucieka przed tatą.
-Jakim on jest
tatą?- pyta.
-Silver to zdecydowanie córeczka tatusia…-
uśmiecham się.- Bardzo mi przypomina Harry’ego, przez jej włosy…- widownia
zaczyna się śmiać.- On się zawsze obraża, jak się śmieję z nich… Wiesz… gdy
byłam w ciąży i Harry tylko dotknął dłonią brzucha, Silver kopała i nie dawała
mi spokoju. Wydaje mi się, że między nimi jest swojego rodzaju porozumienie
telepatyczne.
-A co z wujkami One
Direction?- pyta Jimmy.
-To jest grubsza
sprawa…- mówię.- Przede wszystkim kochają bardzo Silver, są wspaniali i czasami
doprowadzają mnie do szału, gdy przychodzą do nas z kolejnymi maskotkami, a
moja córka ma ich naprawdę masę… Silver też ich bardzo kocha, ale najbardziej
Nialla… On nie musi przynosić maskotek, bo i tak bez względu na to, jak
przyjdzie on staje się jej maskotką.
-Wykorzystujesz ich
czasami jako nianie?- pyta Jimmy, a ja zaczynam się śmiać.
-Wiesz…- zaczynam
znacząco, a widownia się śmieje.
-Czyli tak…-
dopowiada Jimmy.

Jimmy się śmieje.
-Garnki powywalane,
miski powyciągane i ogólny chaos.- mówię.
-Gdzie był Louis?-
pyta Jimmy.
-Grał na telefonie w
salonie.- mówię.
Jimmy poprawia się
na fotelu i następuje przerwa na reklamy. Mam poprawiany makijaż i rozmawiam
chwilkę z Jimmy’m o głupotach. Wracamy na wizję.
-Jesteście zaręczeni
od ponad dwóch lat? Nie uważacie, że wasz związek powinien być w jakiś sposób sformalizowany?-
pyta.
-Jesteśmy zaręczeni,
ale sami nie wiemy, czy teraz jest odpowiedni moment… Zobaczymy…- mówię.
-Pracujesz nad
jakimiś projektami teraz?
-Aktualnie
przymierzam się, ale to jest zdecydowanie za wcześnie, by o tym rozmawiać…
Jimmy wstaje i
dziękuje mi za rozmowę, a ja również mu dziękuję i gdy tylko kończy się
nagrywanie idę do garderoby.
Theresa wstaje z
Darbi z krzesła.
-Jedziemy teraz
zobaczyć twoją niespodziankę…- mówi podekscytowana Darbi.
-Teraz?- pytam.
Przebieram się w
swoje rzeczy, a dziewczyny tylko mnie pospieszają.
-Co to jest?-pytam.
-Zobaczysz, ale coś
wspaniałego…- mówi Tess.
Wkrótce siedzimy w
samochodzie i kierowca wiezie nas do wielkiego budynku na przedmieściach Los
Angeles. I to nie do byle jakiego budynku, tylko siedziby Adidas. Wchodzimy do
środka i Darbi prowadzi nas do sali konferencyjnej, gdzie mają być jacyś
ludzie.
-Możecie mi
powiedzieć co to jest? Przecież nie mogę wejść do tego pomieszczenia nie
wiedząc o co chodzi…- mówię.
Tess patrzy na
Darbi, a ona na nią.
-Powiedz jej…- mówi
Theresa.
Darbi kiwa głową.
-Więc…- zaczyna.-
Miranda jest wspólniczką tutejszych salonów Adidas i poproszono ją o wybranie
osoby, która mogłaby reklamować i wydać własną kolekcję Adidas.
Moje oczy otwierają
się szerzej i na ustach pojawia się uśmiech.
-Nie…- zaczynam.
-Tak…- uśmiecha się
Tess.
-Jeśli się zgodzisz
będziesz miała kontrakt na trzy kolekcje Adidas Neo.
-O boże…- mówię z uśmiechem.
-Zgadzasz się?- pyta
się Darbi, a ja od razu kiwam głową.
(…)
Od razu po spotkaniu
czuję, jak bardzo jestem doceniana przez ludzi. Podpisałam kontrakt i firma
będzie się ze mną kontaktować.
Podpisuję dokumenty
i wychodzę z budynku Adidasa w skowronkach. Piszę Eleanor, Lucy, mamię i
Seanowi o tej wspaniałej wiadomości, Harry'emu chcę powiedzieć osobiście i
zobaczyć jego minę. Uśmiecham się na samą myśl o moim chłopaku, mimo kłótni
jego pożegnanie ze mną było czymś, czego już dawno potrzebowałam ze strony
Harry'ego.
Oświadczam Theresie,
że jutro chcę wracać do domu, ta mówi, że zamówi nam bilety na lot z samego
rana. Postanawiam wziąć jeden dzień wolnego, by zrobić kolację dla mnie i
Harry'ego, a Seana lub Gemmę, by któreś z nuch zajęło się Silver. Niech ta
kolacja będzie początkiem pięknej nocy, która sprawi, że kolejne dni będą
lepsze, a nasze relacje znów wrócą do normy przed wyjazdem Harry'ego.
(...)
Prawie cały lot
spałam, mimo tego, że będąc w LA wstałam z łóżka, ubrałam się, zjadłam
śniadanie i pojechałam na lotnisko.
Zaspana wychodzę z
samolotu i odbieram bagaże, idziemy do samochodu, który stał przez ostatnie 4
dni na parkingu strzeżonym. Wsiadamy i Tess mówi, że najpierw zawieziemy Darbi,
potem mnie. Znów przysypiam.
-Co ty tak
umierasz...- mówi Theresa zamykając automatyczny dach swojego samochodu.
-Nie wiem, ale muszę
jeszcze pojechać po Silver do Holmes Chapel.
W tym momencie
dostaję sms-a, który mówi, że Silver jest w Londynie.
Marszczę brwi i
odpisuję Anne: "Miałam po nią
jechać, coś się stało, że przyjechała wcześniej?"
Anna wysyła
zwrotnego sms-a: "Nie, kochanie,
Gemma ją chciała troszkę mieć przy sobie, więc przyjechałam z Silver."
"Przyjadę po nią za dwie
godziny..."- piszę.
"Nie
musisz, przywiozę ci ją, a potem prosto pojadę do domu, pewnie jesteś
zmęczona"
Uśmiecham się.
"Umieram..."- piszę jej.
"Tak myślałam :) będziemy później"
"Do zobaczenia"- piszę.
Odkładam telefon do
torebki. Odwozimy Darbi do jej apartamentu, a potem jedziemy do mnie. Dziękuję
Tess za wszystko i żegnam się z nią. Wchodzę do domu i jedynie na co mam ochotę
to kąpiel. Dom oczywiście jest pusty... Idę na górę i napuszczam wodę, niosę
sobie tam komputer i włączam sobie 1 sezon "Przyjaciół". Rozbieram
się, a rzeczy wkładam do pralki. Zanurzam się i włączam. Po ponad 6 odcinkach
wychodzę i suszę się ręcznikiem, suszę włosy i ubieram dresy oraz bluzę
Harry'ego. Właściwie nie wiem co mam robić, ale jestem zbyt zmęczona, by
sprzątać, czy układać rzeczy w szafie, do czego już jakiś czas się przymierzam.
Znajduję w zamrażarce warzywa, więc to one będą stanowiły mój obiad. Smażę
kawałek kurczaka i siadam przed telewizorem. Zjadam, a potem kładę się do
łóżka. Oglądając 7 odcinek zasypiam.
Dzwonek do drzwi ocuca mnie z objęć Morfeusza i mało
nie spadam ze schodów, gdy z nich zbiegam, by otworzyć drzwi. Anne stoi
uśmiechnięta, moja mała jest na jej rękach, a Gemma wysiada z samochodu.
Uśmiecham się szeroko.
-Obudziłyśmy cię?- pyta zatroskana Anne.
-Nic się nie stało…- mówię z uśmiecham i wpuszczam
je do środka.
Silver wyrywa się od babci i mocno mnie przytula.
-Tęskniłam za tobą, mamusiu…- mówi mi do ucha.
-Ja też za tobą tęskniłam księżniczko…- mówię i
całuję ją w policzek.
Wstaję na równe nogi.
-Macie ochotę na kawę, herbatę?- pytam poprawiając
top.
-Ja zawsze…- mówi mama Harry’ego, więc ja zapraszam
je do salonu. Siadają, a ja włączam ekspres i szukam ciasteczek, które jakiś
czas temu kupiłam. Wykładam je na talerzyk i zalewam kawy, gdy siostra mojego
narzeczonego podchodzi. Przypomina mi się pomysł z kolacją, więc szeptem
zaczynam.
-Gem…- mówię słysząc, że Anne rozmawia z Silver.
-Hm?- podnosi na mnie wzrok.
-Czy będziesz w stanie przenocować Silver?- pytam.-
Mam plany co do Harry’ego…
Gemma uśmiecha się szeroko.
-O co ty mnie w ogóle pytasz…- mówi z uśmiechem.-
Sil jest zawsze miło widziana u mnie, pamiętaj jeden telefon i jestem…
-Dziękuję…- uśmiecham się szeroko.
Niesiemy kawy do salonu, a gdy Gemma siada od razu
łapie ślubne katalogi, które leżą na ławie, odkąd wróciliśmy z Paryża i jej
oczy zaczynają się świecić.
-Czy wy coś planujecie?- pyta z szerokim uśmiechem.
-Co masz na myśli?- pyta Anne.
-No ślub, spójrz mamo, Grace ma tu katalogi z
sukniami…
Kręcę głową z uśmiechem.
-Sami nie wiemy…- mówię.- Nie mamy czasu, Hazz
wyjeżdża teraz, nie ma opcji, żeby brać ślub w przerwie pomiędzy trasą… A te
katalogi wzięłam będąc przy okazji w Paryżu…
Gemma i Anne kartkują go i zachwycają się projektami
Oscara De La Renty.
-Jest jakaś, która podobała ci się najbardziej?
-Tak… Była cała wysadzana perłami, z głębokim
kwadratowym dekoltem, ale wiecie to jeszcze niepewne… Chciałabym znaleźć
sukienkę, w której absolutnie się zakocham i to ona będzie tą jedyną.
-Wasz. Ślub. Będzie. Wydarzeniem. Historycznym…-
mówi z przesadnym akcentem Gemma, na co zaczynam się śmiać.
-Co to jest ślub?- pyta Silver.
Anne bierze ją na kolana i kładzie jeden kosmyk
włosów za jej uszko.
-Ślub to takie ważne wydarzenie, kiedy pani kocha
pana, a pan kocha panią bardzo mocno i wtedy pni ubiera białą sukienkę i
nakłada obrączkę…- pokazuje Anne Silver.
-A czy ja też będę mieć ślub?- pyta Sil patrząc na
babcię.
Uśmiecham się szeroko.
-No jasne, że tak…- mówi Gemma.- O ile twój tata nie
udusi każdego chłopaka, z którym będziesz…
Zaczynamy się śmiać.
-Masz rację Gem…-
mówię.
(…)
-Dziś będziesz spała
u cioci Gemmy…- mówię Silver.- A z rana przyjadę i pojedziemy na balet, co ty
na to?
Silver jest cała
brudna od dżemu, który jest na grzankach. Siedzę na hokerze gotowa do pracy i przyglądam się małej. Mała ochoczo kiwa głową i z szerokim uśmiechem
pokazuje zęby. Głaszczę ją po policzku, a potem chowam naczynia do zmywarki.
Harry schodzi na dół i wita się z nami, i mi i Sil daje całusa w czoło.
-Wyspałyście się?-
pyta.
Obydwie kiwamy
głową. Harry nalewa sobie kawy do kubka i upija łyka. Spoglądam na niego, a on
patrzy na mnie pytająco. Wzruszam ramionami i obserwuję go dalej. Lustruję go
od góry do dołu, a on to zauważa, na jego twarzy pojawia się mały uśmieszek,
bierze kolejnego łyka, gdy ja sunę wzrokiem po jego ciele.
Harry
Moje ciało oblewają
dreszcze, które są coraz mocniejsze, za każdym razem, gdy moja ukochana wodzi
po mnie wzrokiem. Nie interesuje się tym, że mogę to zauważyć. Widzę, że jej
lewa dłoń leży spokojnie na powierzchni wyspy kuchennej, jej paznokcie
wystukują delikatny rytm, a prawa dłoń jest przy jej twarzy. Nieświadomie
przygryza wargę, a potem trzyma ją pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym.
Podnosi wzrok wyżej i wreszcie nasze oczy się spotykają, a na jej ustach także
pojawia się ślad uśmieszku.
Silver podnosi się z
hokera i mówi, że idzie się bawić, na co kiwamy głową.
-Sil poszła na górę,
a ja wychodzę…- mówi.
Wstaje z hokera i
wstawia swój kubek do zmywarki, odrzuca włosy do tyłu, wyciąga lusterko z
torebki i kreśli na ustach czerwony ślad. Odpycham się od blatu i siadam na
hokerze.
-Będziesz dziś o
normalnej porze?- pyta z błyskiem w oku.
Uśmiecham się lekko.
-Tak, będę…-
odpowiadam, a na jej ustach maluje się zadziorny uśmiech.
-Dobrze… Bądź
punktualnie…- mówi wkładając telefon do torebki.- Możesz zawieźć Silver do
Gemmy, jak będziesz jechał do studia?- pyta.
-Jasne, a Gem ma się
nią zająć?- pytam.
-Silver dziś u niej
nocuje…- mówi i wówczas na jej ustach formuje się uśmiech.
Unoszę brwi i także
się uśmiecham.
-Dom będzie pusty…-
mówi Grace biorąc do ręki swoją kurtkę, która zresztą narzuca na plecy. Przez
cały czas się uśmiecha.
Grace idzie do
korytarza, gdzie zakłada szpilki i znów przemierza drogę przez salon do mnie,
do kuchni. Podchodzi i lekko muska mi usta wpatrując się w moje oczy.
-Do zobaczenia…-
mówi mi w usta.
Po czym krzyczy: Silver, mamusia idzie! Bądź grzeczna u Gemmy
i nie krzycz na Jasona!
Z góry mała krzyczy:
Kocham Cię mamusiu! Obiecuję!
Grace
Gdy przyjeżdżam do
BV panuje tu lekkie zamieszanie. Z działu stylizacyjnego wychodzi wzburzona
Taylor Swift i patrzę zdziwiona, jedna z pracownic owego działu trzyma trzy
sukienki.
-Wy się nazywacie
wykwalifikowanymi trendsetterkami?- krzyczy piosenkarka.
Dobrze, że Miranda
wyjechała w delegację.
-Co tu się dzieje?-
pytam głośniej.
Taylor gdy mnie
widzi uśmiecha się szeroko i podbiega przytulając mocno.
-Jak dobrze, że
chociaż ty tutaj jesteś…- mówi.
-Ale co się stało?-
pytam znów.
-Wasz zespół miał
się zająć stylizacjami na moją europejską trasę koncertową i to wszystko miało
być na dziś… I było… ALE JA NIE BĘDĘ WYSTĘPOWAŁA W SZMATACH!- podnosi głos.
-Poczekaj, poczekaj
właściwie dlaczego my mieliśmy tym zająć?- pytam prowadząc Taylor do działu
stylizacyjnego.
-Bo wasza redaktor
naczelna mi to zaproponowała, więc się zgodziłam.- mówi.
Rzeczywiście rzeczy
przygotowane przez pracownice tego działu są niezbyt zadowalające.
-Zaraz ci coś znajdziemy…- stoję przed szafą i
wyciągam całe mnóstwo rzeczy, które mogłyby się nadać.
W ciągu godziny
razem z Taylor dobieramy wszystkie stroje, a dziewczyna jest bardzo wdzięczna.
Próbuje mnie namówić na kawę, ale mam zbyt dużo pracy, by móc wychodzić w
czasie pracy, poza tym dziś wcześniej wychodzę, by zrobić kolację na wieczór.
Harry zawsze kończy o 20:00. Gdy piosenkarka opuszcza budynek BV, mówię
dziewczynom, żeby poczytały trochę magazyn, w którym pracują, bo to prezentują
jest absolutnie tragiczne. Wracam do siebie i siadam przy komputerze. Nolan i
Darbi rozmawiają nt. jednego ze zdjęć. Wchodzę na Dailymail.com, by jak zwykle
wyszukać kolejne zdjęcia paparazzich, które mogłabym użyć w naszej zakładce.
Nie znajduję nic ciekawego prócz nowych zdjęć Harry’ego. Patrzę na nie i na
ustach pojawia się lekki uśmiech. Patrzę na jego zaspane oczka i tą rozpiętą
koszulę. Jak ja mam tu wytrzymać cały boży dzień, czując mrowienie w podbrzuszu
widząc jego zdjęcia zrobione przez paparazzich. Rozmawiam z Nolanem o ostatnim pokazie, gdy
Darbi wpada do naszego gabinetu z fantastycznymi wieściami, że moja sesja do
Glamour ukaże się za kilka dni i prawdopodobnie pokryje się z wydaniem sesji do
Elle. Uśmiecham się szeroko.
Podczas, gdy Darbi
zaczyna czysto przyjacielską rozmowę z Nolanem szukam na jednym z blogów
kucharskich odpowiedniego dania na dzisiejszy wieczór. Przewijam kolejne strony
i przewijam, ale nie mogę znaleźć niczego, co by było idealne na dziś. Wpisuję
w wyszukiwarkę hasło: "dania na romantyczną kolację" i wciskam enter.
Wybieram pesto z sosem serowym i ziołami. Drukuję sobie przepis i wracam do
pracy.
(...)
Będąc w sklepie
kupuję produkty na kolację i na śniadanie. Dwie dziewczyny proszą mnie o
zdjęcie, więc zgadzam się i pstryk już. Robię zakupy i chcę jak najszybciej
jechać do domu, by przebrać się i zacząć gotowanie.
Rozkładając zakupy jednocześnie
przebieram się w dresy. Zaczynam przygotowywać sos doprawiam go. Kursuję między
przepisem, a garnkiem pełnym w sos. Mielę bazylię i wrzucam ją do sosu. Podryguję
w rytmy Jennifer Lopez Play.
I could wait all
night and Day/ Mogłabym czekać wszystkie noce i dni
To go to a party, sit down and wait/ Żeby iść na imprezę, siedzieć i czekać
Give my request to the DJ/ Przekazywać moje prośby dj'owi
'Cause my song he's gotta play/ Ponieważ musi zagrać moją piosenkę
And when I hear that beat/ I kiedy usłyszę uderzenie
I get my body up out my seat/ Wstaje z siedzenia
I grab a guy and move my feet/ Porywam jakiegoś faceta i poruszam nogami
He's playing my song/ Gra moją muzykę
To go to a party, sit down and wait/ Żeby iść na imprezę, siedzieć i czekać
Give my request to the DJ/ Przekazywać moje prośby dj'owi
'Cause my song he's gotta play/ Ponieważ musi zagrać moją piosenkę
And when I hear that beat/ I kiedy usłyszę uderzenie
I get my body up out my seat/ Wstaje z siedzenia
I grab a guy and move my feet/ Porywam jakiegoś faceta i poruszam nogami
He's playing my song/ Gra moją muzykę
Czuję się tak
cholernie podekscytowana wizją dzisiejszej nocy, moje myśli krążą wyłącznie
koło tego, co będzie się działo w naszym łóżku, a może nie tylko. Jeśli Harry
jest napalony, tak bardzo jak ja jestem to całą noc mamy z głowy i będę musiała
mieć czas w ciągu dnia, by pozbierać się po kolejnych po sobie doznaniach.
Uśmiecham się szeroko i gdy sos jest gotowy idę na górę, by wyciągnąć zamówioną
sukienkę. Biorę prysznic i układam włosy, tak jak Harry lubi- puszyste. Jest
19:30, więc robię makijaż i poprawiam usta szminką. Zastanawiam się nad
szpilkami, ale pozostaję przy klasycznych. Nakładam sukienkę i szpilki. Obracam
się w lustrze i z uśmiechem schodzę na dół. Na stole w jadalni nakładam ciemny
obrus i ozdabiam stół świeczkami, gdy już jest 20:00 wstawiam makaron i sos,
powrót zajmuje Harry'emu zawsze ok. 15 minut, akurat by wszystko przygotować.
Przyrzekam, że mną nosi, czuję, że gdyby mój narzeczony przyszedł teraz, to
moje podniecenie powodowałoby, że wybuchnę i rzuciłabym się na niego, ale nie
taki jest plan. Poprawiam wszystko, a ugotowane danie kładę na półmisku. Siadam
na swoim krześle i wyczekuję przyjścia mojego faceta.
15 minut, 30 minut,
1 godzina, 2 godziny...
Zerkam na telefon co
kilka minut i zaczynam się denerwować. Piszę mu sms-a, gdzie jest i nie
otrzymuję odpowiedzi zwrotnej w ciągu kolejnej godziny. Czuję wzrastającą
irytację, smutek i cholerny gniew, podniecenie ucieka siną w dal.
Harry
-Dobra, to jeszcze
raz...- krzyczy pijany Jeff.
Siłujemy się na
dłonie, a Nadine i Glenne nam kibicują. Kelnerka kładzie na kolejne drinki, na
co się uśmiecham. Znów powalam przyjaciela, z czego zaczynam krzyczeć i
duszkiem wypijam mojego ulubionego drinka. Świat już powoli zaczyna wirować,
ale nie ma przeciwskazań, by bawić się dalej.
Grace
Wzdycham ciężko...
Może im się przedłużyło, odkładam jedzenie do lodówki i gaszę wszystkie
świeczki. Trzymając w dłoniach szpilki wchodzę na górę, zmazuję makijaż i
ubieram pidżamy. Sukienkę rzucam na fotel w naszej sypialni i kładę się do
łóżka. Momentalnie zasypiam.
Walenie do drzwi i
przerywane dzwonki do drzwi sprawiają, że biegnę przestraszona na dół.
Otwieram.
-No hej moja
przyszła żonko...- burczy Harry z uśmieszkiem.
On nie jest
pijany... On jest zalany w trzy dupy...
Wchodzi do środka i łapię go, by się nie przewrócił.
Wchodzi do środka i łapię go, by się nie przewrócił.
-Gdzie ty byłeś?!-
pytam ściągając mu kurtkę.
-Musiałem przemyśleć
parę rzeczy...- język mu się plącze, a oczy ma tak małe, że prawie zamknięte.
-Nie rozśmieszaj
mnie...- mówię pod nosem. Ściągam mu buty, a on patrzy na mnie zagryzając
wargi.
-Grace... Rozpalasz
we mnie najgłębsze podniecenia...- warczy.
Szczerze, teraz mam
to głęboko gdzieś.
-Wstawaj.- mówię i
ciągnę go za rękę, by wstał z szafki na buty.
-Kochanie, przestań,
bo mojemu przyjacielowi robi się ciasno.- mówi wsuwając dłoń do moich spodenek.
-Zamknij się, nie
chcę cię słyszeć.- mówię i prowadzę go na górę, co nie jest proste.
-I ten ton...-
ściska mojego pośladka. Puszczam to mimo uszu, gdy się nie odzywam kładzie
głowę na moim ramieniu, prowadzę go do sypialni i tam go kładę na łóżku.
Rozbieram go, gdy już śpi. Przykrywam go kołdrą i biorę rzeczy, w których będę
szła jutro z Silver na balet. Dobrze, że Silver ma łóżko pojedyncze, więc
spokojnie się mieszczę, przykrywam się jej kołderką i zasypiam.
Rankiem, gdy wchodzę
do sypialni po czystą bieliznę w pokoju śmierdzi alkoholem, otwieram okno i
przykrywam go kołdrą. Przyznaję, że jestem na niego zła i to piekielnie. Jestem
więcej niż pewna, że był z tymi swoimi przyjaciółmi. Ubieram się szybko
i zjadam śniadanie. Do małej białej torby wkładam rzeczy Sil i jadę do Gemmy,
parkuję pod kamienicą, gdzie siostra Harry'ego mieszka i wysiadam szybko. Pukam
do mieszkania i Jason otwiera mi z szerokim uśmiechem.
-Hej...- witam się z
nim.-Gdzie moja mała?- pytam.
-W łazience myje
zęby...
-Ok...- wchodzę do
środka, Gemma wychodzi z łazienki. Witam się teraz z nią, w pokoju dziennym
zauważam multum zabawek mojej córki, które są naprawdę wszędzie.
-W co się bawiła?-
pytam z uśmiechem.
Jason się uśmiecha i
mówi:
-Poprawka:
bawiliśmy... Zrobiłem jej namiot z koców i kołdry i siedziała tam dopóki nie
zasnęła.
Uśmiecham się
szeroko. Silver wychodzi i uśmiecha się na mój widok.
-Mamusia!- piszczy i
wyciąga rączki ku mnie.
Podnoszę ją i daję
jej buziaczka.
-Słyszałam, że
fajnie się bawiłaś...- mówię do niej.
Kiwa głową i zaczyna
opowiadać. W tym czasie przebieram ją w rzeczy na balet i żegnamy się z Gem i
Jasonem.
Jadąc do szkoły
baletu wjeżdżamy po Lux i Lou, moja Sil gada zaciekle z przyjaciółką o tym co
oglądały w "Dora poznaje świat". Natomiast ja i Lou ciągle mówimy o
nadchodzącej trasie chłopaków.
-Sama nie wiem... To
jest daleko...- mówię niepewnie.- Gdyby pierwszy koncert był w Londynie, byłoby
super.
-Wszyscy się
zdziwiliśmy, że trasa zaczyna się od Kolumbii...- mówi Lou odpinając pas, gdy
już stoję na miejscu parkingowym.
-Ale to pewnie
dlatego, że wcześniej chłopcy tam nie grali.
Lou przyznaje mi rację. Bierzemy nasze
dziewczynki z samochodu i wchodzimy do środka. Lux łapie Silver za rękę i
prowadzi ją do szatni. Potem rozmawiając z Lou, stylistka prowadzi mnie do
środka. Na pierwszych trzech zajęciach jeden z rodziców powinien być, ale potem
będziemy zostawiać nasze pociechy. Lux chodziła do innej szkoły przez jakiś
czas, ale potem Lou i Tom postanowili zmienić lokację. Pani przedstawia się
dzieciom, jako pani Elsa Proof, a moja Silver od razu piszczy, że ma na imię,
jak główna bohaterka "Krainy Lodu".
Siadam z Lou na
kanapie i obserwuję pierwsze poczynania mojej córki w tańcu. Mnie też czasami
brakuje tych godzin spędzonych na nieustannym powtarzaniu ruchów układu. Lou
szepcze mi, że Sil wygląda jak księżniczka. Pani pokazuje im pierwsze ruchy, a
ja cykam fotki i nagrywam filmiki, które potem rozsyłam do mamy, brata, Gemmy,
Anne, Lucy i Eleanor. Silver jest skupiona i tylko od czasu do czasu pomacha
mi. Wykonują pozy z jeziora łabędziego, a gdy Silver podnosi rączki i robi
piruet z gracją moje oczy zasklepiają się łzami. Lou szepcze: Nie płacz,
Gracie, bo mała się zestresuje...
Kiwam nieznacznie
głową i ukradkiem ocieram oczy. Lux zagaduje Silver i obydwie śmieją się przez
cały czas. Zajęcia powoli się kończą, a gdy pani im dziękuje mała biegnie do
mnie.
-Tańczyłaś
najpiękniej ze wszystkich Silver...- mówię z szerokim uśmiechem całując ją w
czółko.
-Byłam jak księżniczka?-
pyta wpatrując się tym samym odcieniem tęczówek co ja.
Uśmiecham się
szeroko.
-Byłaś jak Elsa w
kryształowym pałacu...- mówię jej na uszko, a ona klaszcze w dłonie.
Przebieram ją i
odwożę Lou i Lux do ich domu. Postanawiam także odwiedzić brata w niegdyś
wspólnym interesie.
-Mama jedziemy do
domku?- pyta Sil jedząc ciastko.
-Nie, pojedziemy do
wujka Seana, ok?
Sil kiwa głową i
wkrótce jesteśmy pod warsztatem mojego brata. Dawno tu nie byłam, naprawdę...
Zbyt dawno. Wysiadam i od razu przykuwam uwagę dwóch klientów mojego brata, mój
brat uśmiecha się. Wyciągam Silver i łapię ją za rączkę. Moja mała księżniczka
macha do wujka.
Podchodzę do jednego
z motocykli i uśmiecham się dotykając ramy.
-Wiesz, że mamusia
jeździła na takich, nim się urodziłaś?- mówię.
Silver patrzy na
mnie i nic nie mówi.
-Podobają ci się?-
pytam córkę, a ona kiwa głową trochę bez przekonania.
-A chciałabyś się ze
mną przejechać?- pytam Sil, a na jej ustach pojawia się szeroki uśmiech.
-Wezmę od wujka
kaski i wracam tutaj.- całuję ją w czoło.
Sean dyskutuje na
temat serii motocykli dla firmy motoryzacyjnej. Jestem dumna z brata, bo biznes
taty, a teraz mojego brata jest jak najbardziej na chodzie. Oznajmiam tylko
bratu, że jadę z Sil na krótką wycieczkę. Biorę kaski i wracam do małej. Sadzam
ją i potem sama siadam. Włączam silnik, a Silver mówię, że ma się mnie mocno
trzymać. Jadę wolno po ścieżkach rowerowych, by pokazać córce, jak wspaniała
jest motoryzacja. Uśmiecham się widząc na jej twarz uśmiech. Gdy już zawracamy,
a klientów nie ma Sean mówi, że zaopiekuje się siostrzenicą, a ja mam chwilkę,
by wrócix do dawnej pasji. Tylko na chwilę.
Nie wiem co czuję
jadąc, to dziwne uczucie, bo jednocześnie odzywa się głęboko schowana miłość do
pasji, ale jednocześnie myśl, że to niebezpieczne i nie mogę ryzykować dla
Silver. Nie przesadzam, ale myślę i czuję, że tego warkotu, przyspieszenia
nigdy w życiu nie pozbędę się z serca. Wiatr we włosach, adrenalina, prędkość i
miłość, to moje życie przed narodzinami Silver. Mój humor od razu się poprawia,
wracam do warsztatu Seana i rozmawiam z nim na temat warsztatu, mój brat mówi
jak wiele ma pracy, wspomina o pomyśle Leigh na zatrudnienie dodatkowego
pracownika, ale do tego mój brat nie jest przekonany co do tego.
Siadam na starej
kanapie i przyglądam się Sil, która podaje wujkowi narzędzia, które jej
wskazuje.
-Ktoś zaraz nas
odwiedzi...- mówi mój brat z szerokim uśmiechem.
-Kto?- pytam.
Nagle na plac, gdzie
stoją motory wjeżdża motocyklista i parkuje niedaleko drzwi wejściowych. Słońce
zaczyna świecić prosto w moje oczy, więc zakładam okulary przeciwsłoneczne.
Mężczyzna ściąga kask i moim oczom ukazuje się Tom Lorenz.
Uśmiecha się szeroko
i wita się z moim bratem.
-Cześć Gracie...-
mówi podając mi rękę.
-Hej...- uśmiecham
lekko.
Tom jest uśmiechnięty
od ucha do ucha i rozmawia z Seanem. Wychodzę na zaplecze na chwilkę i słyszę
jak Tom zagaduje do Silver.
-A panienka na kogoś
czeka?- pyta.
-Na mamusię...- mówi
moja mała.
-Gdzie twoja
mamusia?- pyta.
-Tam...- mówi Silver
i wówczas wskazuje na mnie jak wychodzę zza szafek.
Tom otwiera szeroko
oczy i patrzy zszokowany. Silver wyciera rączki i podbiega do mnie.
-Grace ty masz
dziecko?!- pyta oszołomiony.
-Tak...- mówię i
podnoszę Sil do góry całując ją w policzek.
-Od kiedy?- pyta
się.
Sean parska
śmiechem.
-Mam tyle lat!- mówi
Silver pokazując na dłoni 2 paluszki i jeden w połowie.
-Jeju, nic nie
wiedziałem...- mówi ciszej.-A kto szczęśliwym tatą?- pyta patrząc prosto w
oczy.
-Silver jak tata ma
na imię?- pytam córkę.
-Harry Styles...-
mówi dumna.- A ja jestem Silver Styles...- mówi uśmiechając się szeroko.
Sean kręci głową ze
śmiechu.
Tom spogląda na moją
dłoń, którą obejmuję ciało Silver, jego źrenice otwierają się nienaturalnie
szeroko.
-Wychodzisz za
niego?- pyta cicho.
-Tak jakby...-
mówię, gdy mój telefon się rozdzwania. Kładę Sil na ziemi, a ona biegnie do
wujka. To Harry. Wyciszam i wkładam telefon do torby.
-My już się
zbieramy...- mówię bratu i daje mu całusa w policzek.
-Ciebie też było
miło zobaczyć...- mówię do Toma podając mu dłoń.
Sil żegna się, a Tom
potrząsa moją dłonią.
Wychodzę bez słowa i
zabieram Sil w stronę samochodu. Tom woła mnie na co odwracam się i mówi: Wciąż
jesteś dla mnie tą jedyną...
Obracam się na
pięcie i słyszę komentarz mojego brata: Odpuściłbyś...
Wsiadamy i włączam
Silver jej piosenki, wjeżdżam do sklepu i robię zakupy, po czym już ok. 16:00
wracam do domu. Harry siedzi w salonie i ogląda telewizję, ale widzę, że śpi.
Zanoszę zakupy, a Silver każę cicho się rozebrać.
Patrzę do lodówki i
na mojego narzeczonego. Kręcę głową sama do siebie i wzdycham ciężko. Harry
podnosi się i widzę, że nie śpi.
-Hej...- mówi
szeptem.
-Hej...- mówię mu
nawet nie zwracając uwagi na niego.
Odwrócona do niego
plecami słyszę, że stoi niedaleko i upija łyki wody z butelki. Och czyżby kacyk?
Układam w szafce
butelki z mlekiem.
-Grace?- pyta.
-Słucham...- mówię.
-Co jest dziś na
obiad?- pyta.
Przygryzam policzki
i odwracam się do niego przodem pupą opierając się o blat.
****
Miłegoooo czytania!!! Dajcie znać co myślicie! xx.
****
Miłegoooo czytania!!! Dajcie znać co myślicie! xx.
Uuuuchuchu ....czy mi się wydaje czy będzie porządny ochrzan dla Harrego? Bo jak dla mnie to Grace z Silver powinna gdzieś się wyprowadzić od Harrego ,by przemyśleli oboje czy to jeszcze ma sens .
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Magda
Grace powinna pokazać Harremu że jego zachowanie ją rani
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział jak zwykle <3
OdpowiedzUsuńLittleThings<3
Szykuje się drama tajm! Ooo będzie ciekawie!
OdpowiedzUsuń<333najlepszyy!
OdpowiedzUsuńNie wierzę, że Harry ją tak olał. Błagam cię nie doprowadź do zdrady! Zrób to dla mnie, proszę.
OdpowiedzUsuńZostaniesz! Zobaczysz! :D
Usuń