-Jestem taka
podekscytowana…- mówi mama, na co moje dziewczyny zaczynają się śmiać. Theresa
załatwiła samolot, który zawiezie nas do Paryża, bez trudów związanymi z
paparazzimi.
Gdy tylko samolot
wznosi się w powietrze stewardessa przynosi nam napoje i przekąski.
-Grace, wiesz, że
nie zdradziłaś nam jaką rolę będziemy odgrywały…- mówi Lucy, a Gemma i Eleanor
kiwają głową.
-Wiem, ale dopóki
nie znajdę wam sukni dla druhen nic wam nie powiem…- mówię, a mama zaczyna się śmiać.
-Oj no weź… Powiedz
chociaż trochę…- mówi El.
-Nie.- mówię
z uśmiechem, a one zrezygnowane opierają się o tył fotela.
Do samolotu zabrałam
mnóstwo katalogów ślubnych i wymieniamy się z dziewczynami szukając
odpowiedniego projektu, Theresa jest z nami, bo mam mieć sesję, czy wywiad w
Paryżu.
-Wiecie nie mogę się
doczekać tego ślubu…- mówi Gemma niespodziewanie, gdy tylko lądujemy w Paryżu.
Theresa siedzi na telefonie i mówi, że samochód jest załatwiony, który zawiezie
nas do hotelu (zdecydowałam, że wszystkie będziemy razem w hotelu).
-Powiedziała Gemma…-
mówi Lucy śmiejąc się.- To tu Grace powinna skakać…
-Oj no!- śmieje się
siostra Hazzy.- Nie czujecie tego? Jedziemy pomagać Grace wybierać jej suknię
ślubną…- mówi podekscytowana.
-Dobrze, że Gemma
tak się z tym obnosi…- mówię.- Zmotywuje mnie chociaż… Bo mnie zżera ciekawość
i przerażenie…
-Nie masz się czego
bać…- mówi mama łapiąc mnie za rękę.-To razem z narodzinami Silver będzie
najpiękniejszy dzień w twoim życiu, gwarantuję ci to…- mówi pokrzepiająco, a ja
uśmiecham się szeroko na jej słowa.
Wychodzimy z
samolotu i idziemy prosto do dużego auta załatwionego przez Theresę, w celu
chronienia mojej prywatności… Wsiadamy i jedziemy prosto do hotelu, gdzie po
załatwieniu formalności związanymi z apartamentami rozdzielamy się. Wszystkie
dziewczyny będące ze mną tutaj stwierdziły zgodnie jako, że powinnam mieć sama
apartament z największymi luksusami, to moje ostatnie chwile wolności. Nie
podchodzę tak do tego, ślub jest tylko formalnością i nie ukrywajmy w normalnym
życiu nie zmieni nic, prócz tego, że będzie już pełnoprawną rodziną, a stanę
się Grace nie-Moore…
Jestem zmęczona
całym tygodniem pełnym pracy, więc mówię dziewczynom, że dziś dajmy sobie
spokój z jeżdżeniem po kolejnych domach mody. Biorę prysznic i od razu kładę
się spać.
(…)
Kolejny dzień jest
emocjonujący, bo pierwszy w poszukiwaniu sukienki. Dziewczyny odpicowały się
jak nie powiem co…
-Ale właściwie po co się tak ubieramy?- pyta
Gemma.

-Ty się nie śmiej…-
mówi Lucy.- Też się odpicowałaś…
-Bo jestem osobą publiczną i pracuje w Vogue’u
i mam wyglądać dobrze, bez względu gdzie jestem…- mówię, a one przyznają mi
rację.
Pomagam mamie
ogarnąć, co mogłaby ubrać i to moja mama nie one wszystkie wyglądają jak milion
dolarów. Ma takie zgrabne nogi, że nie mogę, a jak podkręcam jej włosy to miód
malina. Wychodząc z hotelu, Theresa oznajmia mi, że w holu czeka ochroniarz,
dla bezpieczeństwa.
-My ją obronimy…-
mówi Gemma, a wszystkie zaczynają się śmiać.
-Paul prosił…-
dodaje Tess.
-Paul?- pyta El.
-Tak… Simon kazał mu
przekazać…- mówi Tess.
-O kurde… Wszyscy
się o mnie martwią to trochę śmieszne…- mówię.


-Bardzo się cieszę
pani Moore, że zainteresowała się pani naszymi wyrobami…- mówi kobieta
przedstawiając się chwilkę wcześniej.
-Swoją drogą
podobała mi się struktura, którą prezentujecie…- mówię, a moje ręcę drżą, takie
to dziwne.
-Proszę za mną…-
mówi kobieta, a mama mnie zatrzymuje na chwilkę i każe dziewczynom iść.
-Nie stresuj się
kochanie…- mówi łapiąc mnie za dłonie.- Jesteś już kobietą, matką i nie takie
rzeczy przechodziłaś, a boisz się przymierzania sukienki? Zobaczysz, będziesz
przeszczęśliwa i nie przejmuj się tak bardzo tym… Jestem z tobą…- mówi i
przytula mnie do siebie, na co czuję się zancznie lepiej. Po schodach wchodzę
trzymając ją za dłoń.
Pracownia jest
idealnie przygotowana, a suknie, którymi bezpośrednio byłam zainteresowana
czekają na manekinach. Okrążam je i przyglądam się każdemu detalowi, w
rezultacie na zdjęciach wyglądały znacznie lepiej niż w rzeczywistości, czym
bardzo się zawodzę. Pokazuję dziewczynom, że trzeba jechać dalej. Dziękuję
kobiecie, mówiąc, że to nie jest to czego szukam i jedziemy w kolejne miejsce,
czyli do Toma Forda. Tam nie ukrywam, że jeszcze bardziej się zawodzę, a mój
humor od razu robi się nie za dobry.
-Grace, kochanie…
Nie przejmuj się, jest jeszcze tyle miejsc…- mówi mama, a ja kiwam głową.
Jedziemy dalej, ale
przy nastepnych łapię większego doła, dopiero późnym wieczorem już padnięta
trafiamy do pracowni Oscara De La Renty i tam znajduję coś co mi przypada do
gustu. Mężczyzna, który nas oprowadza zapamiętał mnie i stwierdził, że od
momentu, kiedy brałam od niego katalogi minęło mnóstwo czasu…
-Potrzebowała sporo
czasu do zastanowienia…- mówi Gemma, a on uśmiecha się i zaprasza nas, by
pokazać suknie.
-Ale zanim pani je
pokażę, niech powie pani, co dokładnie oczekuje pani od sukni…- mówi.
-Chcę, by mnie
zachwyciła, żeby była tak piękna, że padnę na zawał…- mówię, a dziewczyny się
śmieją.
-Lepiej nie…- klepie
mnie po ramieniu Eleanor.
-A jaki krój?
-Nie wiem sama, tego
jest tyle, gdybym wybrała sobie jeden to byłoby inaczej, wiedziałabym
konkretnie co chcę…
-Suknia z trenem?-
pyta, a ja nieśmiało kiwam głową.
-Z welonem?- pyta, a
ja znów kiwam głową.
-Ma być monumentalna, czy raczej subtelna?
-Chciałabym
spróbować takich i takich…- mówię.
-Dobrze, myślę, że
znajdę coś dla pani…- mówi i zaprasza nas do pracowni, gdzie jest mnóstwo
sukni. Jedna podoba mi się bardziej niż wszystkie i dziewczyny każą mi ją
przymierzyć.
Gdy ją zakładam czuję
się inaczej, nie przestraszona, a w skowronkach.
Spoglądam na siebie
w lustrze, a moja mama robi mi mnóstwo zdjęć, dziewczyny z szerokim uśmiechem
obserwują mnie.
-I jak?- pyta Gem.
-Jest ładna, ale
mnie nie powaliła…- mówię cicho wzdychając lekko.
-Zaraz przyniosę
inny model…- mówi meżczyzna.
Ściągam z pomocą
Lucy suknię i czekam na kolejną, tamta już w ogóle mi się nie podoba i po
przymierzeniu jeszcze jednej, którą ściągam nawet bez pokazania się dziewczynom
stwierdzam, że jedziemy dalej.
Theresa dziękuje
doradcy i załatwia auto.
-Tamta pierwsza była
ładna…- mówi Tess.
-Może i tak, ale nie
byłam jakoś przekonana.
(…)

W Louis Vitton
bardzo podoba mi się jedna sukienka, ale moim marzeniem było zawsze mieć
suknię, o której nigdy nikt nie zapomni, jak wyglądała, więc ta odpadała. Nie
miała trenu, o którym myślałam cały czas szukając sukni.
-A co powie pani o
tej?- mówi doradczyni sklepu przynosząc kolejną.
Ta. Jest. Piękna.
-Wow…- szepcze Eleanor.
-Czy nie jest
piękna?- pyta kobieta, a my wszystkie kiwamy głową.
-Proszę
przymierzyć.- podaje mi ją, idę za kotarę i tam kobieta pomaga mi ją włożyć.
Przerzucam włosy na
jedną stronę i wychodzę.
-Matko, jaka
piękna…- mówi mama, a Gemma aż zatyka usta. Rzeczywiście… W pewnym sensie
przypomina projekt, który zawsze chciałam, ale to nie zmienia faktu, że swoją
strukturą i cięciem jest kompletnie różna od tych, których przymierzałam
wcześniej.
-Podoba się pani?-
pyta doradczyni, a ja robię jeden obrót, wtedy wyczuwam jest potwornie ciężka
jest.
-Przez konstrukcję,
która sprawia, że jest taka puszysta…
Robię sobie zdjęcie
lustrze, by nie zapomnieć, a potem ewentualnie porównać…
-Na razie
podziękuję, ale jeżeli nic nie znajdę, wrócę po nią…- mówię i ściagam suknię.
-Ta była wyjątkowo
piękna…- mówi Lucy.
-Może i tak, ale
jaka ciężka, to sobie nie wyobrażacie…- mówię.
Jest pora obiadowa,
więc zabieram dziewczyny na obiad, siadamy przy stole i zamawiamy jedzenie.
Rozmawiamy oczywiście o tym, co się zbliża, ale także o innych rzeczach.
Pokazuję dziewczynom zdjęcia sukienek, które chciałabym, żeby miały jako
druhny, a one się zachwycają.
-Zmieniasz
nazwisko?- pyta Lucy, gdy kelner przynosi jedzenie nam wszystkim.
-Nie wiem sama…-
mówię.-Chciałabym, ale z drugiej strony mam obawy, że ludzie zaczną coś gadać…
-Co mieliby gadać?-
pyta Gemma.
-Np. że teraz będę
wszędzie zapraszana przez nazwisko, a nie przez to co robię…- mówię.
-Za bardzo
przejmujesz się tym…- mówi Lucy.
-Może i tak, ale
spójrzcie na to z mojej strony, tyle hejtu, ile ja strawiłam żadna z was nie
doświadczyła… A nie przepraszam, Eleanor też…- mówię.
-Rozumiem Grace…-
mówi Calder.- Ja choć nie wychodziłam za Louisa to byłam i jestem już inaczej
postrzegana, jestem rozpoznawalna, co wcale nie jest takie fajne… Nie ma
prywatności i ciągle słyszę: „Mogę zdjęcie?”…
-To jest denerwujące…-
przyznaję.- Ale związałyśmy się z osobami publicznymi, wokalistami i musimy się
z tym liczyć, aczkolwiek tego nie lubię, a to robię.
Moja mama zaczyna nagle się śmiać, a my się
patrzymy na nią zdziwione.

-I co było dalej?-
pytam.
-Byłam z nim prawie
8 miesięcy… I pamiętam, gdy tylko zaczęliśmy chodzić ze sobą, jak wy to
mówicie, to cała szkoła miała mnie na celowniku, właściwie wszystkie
dziewczyny…- mówi.
Chichoczę.
-Widzisz mamo, co my
czujemy? Z tą różnicą, że tych dziewczyn, które nas obserwują jest kilka
milionów…- mówię, a mama kiwa głową.
-Wiem, wiem…- śmieje
się.- Potem poznałam twojego tatę, wielkiego pasjonata statków, miłość mojego
życia…- uśmiecha się pod nosem.- Zginął tak jak chciał… W ich obecności…- mówi
mama.
Wzdycham cicho.
-Ale nie rozmawiajmy
o tym, ślub teraz jest temat no.1…- mówi, na co się uśmiecham.
(…)
Po drugim dniu nie
ukrywam, że mam powoli dosyć i po obejrzeniu naprawdę mnóstwa sukni to jestem
podłamana, bo nie znalazłam właściwej. W ciągu dnia tak puchną mi nogi, że nie
wiem, co się dzieje, postanawiam przerwać poszukiwania i jedziemy do jednego ze
spa. Każdej z nas należy się chwilka odpoczynku, nachodziłyśmy się bez celu…
Dalej bez żadnego efektu… Bez sukni… Gdy mam robiony masaż czuję się
fantastycznie, a masażystka stwierdza, że jestem bardzo spięta… Ciekawe czemu…
-Tracę nadzieję
Eleanor…- mówię przyjaciółce, która leży obok.
-Daj spokój,
znajdziesz jeszcze coś idealnego… Czemu się poddajesz?
-Bo od trzech dni
chodzimy i jeszcze nic nie znalazłam, co by było moją wymarzoną suknią…
-Jeżeli nie tu, to w
Nowym Jorku poszukamy, jak nie tam, to w Milanie… Na pewno jest gdzieś coś, co
cię zainteresuje.
-Oby…- wzdycham
cicho.
Nagle przez drzwi
wpada Theresa z ręcznikiem na sobie, patrzę na nią przerażona.
-Riccardo Tisci na
linii…- mówi moja asystentka, biorę od niej telefon i przykładam go do ucha.
-Halo?- pytam.
-Grace, jak miło cię słyszeć…- mówi projektant, a ja uśmiecham się szeroko.
-Ciebie też, dawno się nie widzieliśmy…
-I to trzeba zmienić, jak najszybciej…- mówi.-…wg
plotek, które krążą chciałem się upewnić, czy są prawdziwe i czy rzeczywiście
szukasz sukni ślubnej?
-Tak, są prawdziwe…- mówię.
-To fantastycznie, gratulacje! A czy znalazłaś
taką która by cię zadowoliła?- pyta.
-Niestety nie..- mówię.-...szukam od dwóch
dni w calym Paryżu i nie znalazłam tego, co rzeczywiście by mnie
usatysfakcjonowało...
-Mam dla ciebie propozycję... Przyjedź
do mojej pracowni i mam dla ciebie suknię...
-Ale? Jak masz?
-Mam suknię, która miała być honorową w
moim następnym pokazie, ale to tobie mogę ją przeznaczyć, znając twój styl, myślę,
że ci się spodoba...- mówi.
-Dobrze, będę za godzinę.- mówię.
Theresa stoi i czeka.
-Riccardo ma dla mnie suknię i twierdzi, że to
będzie ta jedyna.- mówię.-Dlatego zaraz po masażach jedziemy do
Givenchy.
Masażystka kontynuuje, a ja patrzę na Eleanor.
-Skąd ma pewność, że spodoba ci się ta suknia...-
pyta.
-Nie wiem, ale wiele razy zaufałam jego szalonej
intuicji i byłam zadowolona, więc nie ukrywam, że tym razem także spróbuję...
-Masz rację, nie masz nic do stracenia.
-Jedynie do zyskania.
Po kolejnych 30 minutach masażu przebieramy się w
nasze rzeczy 9 kół i wychodzimy z ośrodka, wsiadamy do podstawionego auta.
Siedzę przy oknie i wyglądam przez nie w zastanowieniu, że może tam czeka
suknia, która porazi mnie tak, że stwierdzę, że jest najpiękniejsza na świecie
i to ją chcę mieć na swoim ślubie. Telefon w mojej dłoni oznajmia mi, że mam
wiadomość, sprawdzam kto to i uśmiecham się pod nosem.
"Znalazłaś już swoją suknię, królewno?"
Uśmiecham się szerzej.
"Nie, książę, jeszcze nie, ale dostałam bardzo ważny
telefon, który twierdził, że ma coś, co mnie zadowoli..."
"Jestem ciekaw ciebie w tej sukni..."
"Zobaczysz ją dopiero na ślubie... Na pewno nie
wcześniej...xx."
"O no jasne! Ale ty w garniturze zobaczysz mnie
wcześniej!"
"Misiu, ja ci sama go wybrałam..."
"Wybrałaś?"
"Kiedy?"
Uśmiecham się szeroko.
"Jakieś dwa miesiące temu, poza tym ten
garnitur jest w domu już..."
"Czemu ja nic nie wiem?"
"Chciałam ci go pokazać wcześniej, ale nie było
okazji, poza tym stwierdziłam, że ci się spodoba..."
"Tak dobrze mnie znasz, żebyś kupowała mi
garnitur ślubny i była pewna, że mi się spodoba? Xx."
"Znam cię całego dosłownie..."
Uśmiecham się pod nosem, gdy kierowca oświadcza, że
jesteśmy na miejscu. Wysiadamy wszystkie i podążamy do pracowni projektanta,
czeka na nas i wita się ze mną, przedstawiam mu dziewczyny i mamę.
-Plotki
o twoim ślubie krążą od dawna, ale nigdy nie były potwierdzone... Pracowałem
nad tą suknią już wtedy jak rozpoczęły się plotki i byłaś moją inspiracją...-
mówi, a ja się uśmiecham szeroko, czując jak moje serce bije oszalałe. Miała
być ona moją główną suknią w pokazie za miesiąc, ale stwierdziłem, że skoro
jesteś w Paryżu to zapytam cię...
-Czy mogę ją zobaczyć?- pytam.
-Lepiej dla ciebie, jeżeli od razu ją ubierzesz...

Spoglądam na dziewczyny, które siadają w fotelach, a
ja idę do osobnego pomieszczenia, gdzie pracownice domu mody Givenchy. Ubieram
suknię, w której czuję się dziwnie wygodnie, nie jest ciężka, a gdy odwracam
się widzę piękny tren, mam nałożony welon, który jest tak długi, że stanowi
część trenu. Pracownice uśmiechają się szeroko i otwierają drzwi, obcasami
wystukuje kroki i wchodzę do pomieszczenia, gdzie są moje pomocnice. Wszystkie
zatykają usta z wrażenia, a mojej mamie zaczynają lecieć łzy. Jeszcze nie
widziałam się w lustrze, ale gdy tylko się odwracam i spoglądam w swoje odbicie
z uśmiechem na twarzy stwierdzam, że to w tej sukni chcę poślubić Harry'ego.
-Ona jest... Majstersztykiem...- mówię Riccardo. A
ten tylko się przygląda.
-Cóż, wiedziałem kogo sobie wziąć za inspirację...-
mówi.-...Weźmiesz w niej ślub?- pyta mnie, a ja kiwam głową.
-Nie ma innej opcji...- mówi.
***
KIBICUJEMY POLSKIEJ REPREZENTACJI!!!!!!!!!!! ⚽⚽⚽⚽🏆🏆🏆
No i wiadomo...
Miłego czytania!!!💕💕
***
KIBICUJEMY POLSKIEJ REPREZENTACJI!!!!!!!!!!! ⚽⚽⚽⚽🏆🏆🏆
No i wiadomo...
Miłego czytania!!!💕💕
omg, ale suknia <3
OdpowiedzUsuńSuper :))
OdpowiedzUsuńMogłabyś mi powiedzieć w którym rozdziale był ślub Lucy? ;)
OdpowiedzUsuńAlbo podać link do niego?:)
Rozdział 75 :) Camille xx.
UsuńTeraz tylko czekać na ślub :)
OdpowiedzUsuń