piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 156



-Bardziej je odkryj…- burczy siedząc na łóżku po turecku, ma założone ręce i jest obrażony.
-Harry… To mój weekend tylko z przyjaciółkami, ostatni nie jako mężatka…- mówię mu wzdychając.
-Ale takie dekolty?- pyta wskazując na jeden z prezentów od Versace na urodziny.
-Nie miałam okazji jej ubrać…- mówię cicho.-… a jest piękna… Przyznaj…- podnoszę złotą sukienkę do góry i przykładam ją do siebie.
-Jest ładna, ale… taki dekolt…- Harry robi przerażoną minę, a ja zaczynam się śmiać.
-Jesteś niemożliwy…
Pakuję sukienkę do torby i szukam jednego ze strojów kąpielowych.
-Nie widziałeś tego czarnego kostiu…- przerywam widząc jego skrawek pomiędzy nogami Hazzy, przemierzam pokój i sięgam po niego, a Hazz robi znaczące spojrzenie, na które wywracam oczami.
-Oj Harry…- wzdycham dając mu buziaka w usta. On wywraca oczami i podpiera dłonią brodę. Podążam do garderoby po kolejną sukienkę i trzy pary butów
-Dlaczego jedziesz na kilka dni?- pyta.
-Zapytaj swojej siostry, kuzynki i przyjaciółki…- mówię pakując je.
-A będziesz miała striptizerów?- pyta cicho.
Odwracam się do niego i uśmiecham się, siadam mu na kolanie i daję buziaki w usta.
-A nawet jeśli…- mówię, a Harry od razu coś burczy.
-No bo oni będą przystojniejsi i bardziej umięśnieni ode mnie… Spodobają ci się…
Uśmiecham się i daję mu namiętniejszego całusa w usta.
-Nigdy.- mówię stanowczo.
-Na pewno?
-Na pewno…- mówię i ponawiam pocałunek po czym wracam do układania.
Pakuje swoje rzeczy dalej, gdy nagle Harry wstaje i obejmuje mnie mocno przyciskając policzek do moich pleców i ściska mnie mocno. Harry wzdycha cicho.
-Czemu tak bardzo się boisz?- pytam go.
-Że Ci się ktoś spodoba i odwołasz ślub...
-Haaarry!- chichoczę, wyswobadzam się z jego ramion i wtulam się w jego całując jego brodę.
-Kocham Cię najmocniej na świecie, nigdy nie zrezygnuje że ślubu z tobą...- mówię mu, a on się uśmiecha i przytula mnie mocniej.
Gdy się odrywa włącza telewizor w naszej sypialni mówiąc, że zaraz pojawi się moje wystąpienie u Allana Carra.
-Po co to włączyłeś, nie lubię oglądać swoich wywiadów…- mówię mu, a on się śmieje.
-Słyszałem, że zrobił ci sprośny wywiad o mnie…
Uśmiecham się pod nosem.
-Nie wyjawiłam wszystkiego…- mówię i idę do garderoby po kolejne ubranie.
Przed rozpoczęciem emisji są jeszcze reklamy, przypomina mi się coś.
-Jak wrócę z wyjazdu panieńskiego jadę do NY to mam sesję i pokaz.
-Jaki pokaz?- pyta z sypialni.
Wychodzę z garderoby niosąc stanik w dłoni i wkładam do kieszonki z bielizną.
-Victoria’s Secret.
Harry od razu przenosi wzrok na mnie.
-Nie, nie lecisz ze mną…- mówię szybko.
-Czemu?- pyta.
-Bo jesteś zboczony.- mówię konkretnie, a on się śmieje kiwając głową.
-No i co z tego?- pyta wiedząc co mam na myśli.
-To z tego, że mam sesję, muszę wyglądać pięknie, a nie wykończona…
-Wykończona? Po czym?- pyta głupowato, a ja unoszę brwi.
-Po twojej naładowanej broni…- mówię, a on uśmiecha się zawadiacko.
-Myślę, że użyję jej jeszcze raz dziś…- mówi lustrując mnie od góry do dołu.
-Co?- pytam, podczas, gdy on zrywa się na równe nogi i zanosi mnie na łóżko. Rzuca mnie na nie i trzyma moje dłonie w żelaznym uścisku.
-Harry, dziewczyny za godzinę przyjeżdżają…- mówię, gdy on wpija się w moją szyję.
-Godzina to mnóstwo czasu…- mówi mi do ucha ocierając się o moje uda.
-Jesteś niemożliwy…- mówię mu i czuję, jak wpija się w moje usta.
W tle słychać muzyczkę show brytyjskiego komika. Mój wzrok przechodzi na ekran telewizora i gdy Harry gryzie skórę między moimi piersiami uśmiecham się, bo bardzo ładnie wyglądam. Theresa zna się na rzeczy. 

„Jedna z najmłodszych i współczesnych ikon mody na całym świecie, uznana za Najseksowniejszą Kobietą obecnego roku, Kobietę Roku Glamour, zdobywczyni nagrody British Fashion Awards w kategorii dziennikarz, a jednocześnie matka i szczęśliwie zakochana w Harrym Stylesie! Proszę państwa! Grace Moore!”

-Ale seksowna…- mruczy Hazz.
-Ładnie mi ta sukienka podkreśliła biust.- mówię wplatając palce w jego włosy, Hazz zerka i uśmiecha się.
-Nic i tak nie pobije tego, co ja tu mam…- mówi ucieszony.
Kręcę głową i staram się kupić na tym, co mówi prezenter, podczas gdy pomruki Harry’ego zagłuszają to.
Siadam na kanapie, a Allan proponuje mi drinka. Życzę sobie Sex On The Beach, a on wzrusza brwiami i mówi, że przed wszystkim trzeba dać jakąś grę wstępną, a nie tak od razu kawa na ławę.
-Gra wstępna rozpoczęta…- mówi Harry ściągając mi dresy. Wracam wzrokiem na niego i uśmiecham się szeroko. On zsuwa dresy i pojawia się w samych bokserkach.
Widownia się śmieje i ja też.

„-Do Harry’ego też tak mówisz? „Seks! Teraz! Tu!” ?
-Mooożeee…- mówię, a on zaczynam się śmiać.”

-Jak jesteś napalona, to nie ma ciebie mocnych…- mówi Hazz do mojego ucha, na co się uśmiecham.
-To chyba dobrze…- mówię mu, a rozsuwa moje nogi, jeszcze raz zatapia się w szyi, a ja pomrukując z przyjemności z drugiej strony słucham wywiadu.

„-Wiesz to zaszczyt gościć u siebie najseksowniejszą kobietę tego roku…- mówi podając mi drinka.
-Dzięki, przystojniaku…- mówię mu, a Allan się śmieje i macha ręką, jakby to w ogóle nie ruszyło. Widownia się śmieje.”

 -Harry!- piszczę, gdy wchodzi we mnie bez żadnego ostrzeżenia.
-Hm?- pyta i dokonuje pchnięcia.
Wypinam się trochę do góry i jedną dłoń kładę na jego biodrze, drugą na jego szyi. Z kolei on opiera się ręką o ramę łóżka i patrzy w moje oczy.
-Dobrze ci?- pyta z uśmieszkiem.
-Jasne…- mówię i zamykam oczy skupiając się na rosnącym cieple w podbrzuszu. Motylkach w brzuchu…

„-Zastanawiałem się ostatnio, jak to się stało, że się poznaliście…
-Długa, piękna historia, mamy za mało czasu, żeby opowiedzieć ją całą, ale to moja przyjaciółka, a kuzynka Harry’ego nas poznała ze sobą, na swoich urodzinach…”

-Przyspiesz…- ledwo łapię oddech i daję do zrozumienia Hazzie, że chcę więcej. Dla niego to nie jest problem… Żaden. Łapię go za ramię i wbijam paznokcie, podczas gdy ona sprawia, że odradzam się na nowo… Jęczę przeciągle i czuję, jak Hazz zmienia pozycję. Siada, a ja siadam na nim… Z uśmiechem oglądam jego reakcje na moje przejęcie pałeczki.

„-Zagrajmy w grę!- proponuje Allan i wręcza mi dwie tabliczki. TAK i NIE.
-Już się boję…- mówię mu.
-Nie masz czego…- mówię i mruga okiem do kamery.- Myślę, że fanki One Direction podziękują mi za to.
Uśmiecham się i czekam na zasady.”

-Harry, Boże!- mówię mu w usta, gdy on łapie za moje pośladki i przyspiesza nadane przeze mnie tempo.
-Przecież ja nie wytrzymam bez ciebie tych kilku dni…- mówi mi w usta, na co się krzywię.
-Jedziesz ze mną do Nowego Jorku i będziemy tylko uprawiać seks, rozumiesz?- mówię mu w usta i wyginam się do tyłu, na narastającą przyjemność.

„-Pierwsze pytanie: Czy Harry śpi nago, jak mówi we wszystkich wywiadach?

Zaczynam się śmiać i wskazuję na tabliczkę NIE. Widownia zaczyna buczeć, jakby zawiedziona, na co zaczynam się śmiać.
 
-Pytanie drugie: Czy dziś uprawialiście seks?
Otwieram szeroko oczy i chowam twarz w dłoniach.

-Nie odpowiem ci na to…- mówię.- To show oglądają dzieci!
-Dzieci nie wiedzą co to! Odpowiedź proszę!
Wzdycham cicho i podnoszę tabliczkę -TAK.

-Pytanie trzecie: Czy Harry śpiewa pod prysznicem? -TAK

-Czwarte: Czy Harry gada przez sen? -TAK

-Piąte: Czy wasza córka przyłapała was kiedyś na *wiesz czym*?

Śmieję się i wskazuję na NIE.

-Szóste: Czy Harry lubi cię rozbierać? 

-Te pytania są okropne!- mówię Allanowi.
-Nikt cię nie słucha, a ja muszę wiedzieć…- mówi, na co zaczynam się głośno śmiać.
-Po co ci to?- pytam.
-Nie interesuj się…- mówi na odczepnego, a ja śmieję się głośniej i wskazuję tabliczkę TAK.

-Ostatnie pytanie: Czy bierzecie ślub?
Moja odpowiedź: NIE.”

-Jezu, jesteś wspaniały…- leżę na jego klatce piersiowej oddychając ciężko.
-Nie powiem, kto tu jest wspaniały…- mówi sunąc palcem po moich żebrach.
-Będę za tobą tęsknił przez następne kilka dni…- mówi cicho.
-Ja też...- mówię podnosząc twarz, by na niego spojrzeć.- Kiedy ty wyjeżdżasz?- pytam dotykając palcem jego ust.
-Jutro… Do Las Vegas, ale chłopaki mówią, że szykują dla mnie coś jeszcze…- mówi.
-Striptizerki…- mówię.
-Nie zdziwiłbym się… A co jesteś zazdrosna?
Uśmiecham się.
-Nie jestem, bo wiem, że na żadną kobietę nie patrzysz tak jak na mnie, więc jestem spokojna…- mówię mu i daję mu małego buziaka w górną wargę.- Kochasz mnie, tak jak kocham ciebie, dlatego możemy być spokojni… i…- uśmiecham się.-… możesz zaszaleć…- całuję go jeszcze raz i wstaję z łóżka, szukając bielizny.
-Naprawdę?- pyta.
-Tak, ale pamiętaj… Są granice zdrowego rozsądku…- uśmiecham się zakładając stanik.
-Zapamiętam…- mówi i także wstaje z łóżka.
Ubieram się i proszę Harry’ego, aby zniósł moją walizkę, jem jeszcze kawałek ciasta przyniesionego przez Anne poprzedniego dnia, gdy przyjeżdżała po Silver, swoją drogą razem pojechały do mojej mamy. Słyszę odgłos klaksonu na zewnątrz co świadczy o przyjeździe dziewczyn. Wychodzę z domu i parskam śmiechem widząc całą gromadę ściśniętych lasek w jednym aucie + Louis, przyjaciel mojego narzeczonego wysiada, by przywitać się z Harrym.
-Gotowa na szaleństwo?- krzyczy z tyłów Lucy.
-Z wami zawsze…- śmieję się.
Widzę w środku Eleanor, Lucy, Sophię, Lou i Gemmę, macham im wszystkim i zakładam buty, bo wybiegłam na boso. Harry związuje włosy i bierze moją walizkę, chce ją wrzucić do bagażnika.
Gdy tylko idziemy dziewczyny wybuchają śmiechem.
-Wiesz, kochanie, na moment przestałem się bać, ale znów zacząłem.- mówi otwierając bagażnik Suva Louisa.
Bagażnik ma zrobione miejsce idealne na moją walizkę, Louis wraca z kawałkiem ciasta w dłoni i chwali je, uśmiecham się szeroko i przychodzi moment, kiedy muszę żegnać się z Harrym. Z uśmiechem do niego podchodzę.
-Bardzo cię kocham…- mówię mu i łączę nasze usta w pocałunku, on uśmiecha się i ujmuje moją twarz w dłonie pogłębiając pocałunek.
-FUUUUU!!!- krzyczą dziewczyny waląc w okna. Czuję, jak druga dłoń Harry’ego schodzi na mój pośladek i ściska go.
-Baw się dobrze…- mówi mi w usta.-…i uważaj na te wariatki…
-Ty też kochanie… Uważaj na swoich…- mówię i daję mu jeszcze jednego dłuższego buziaka.
-Jezu, może idźcie jeszcze na górę, co?- mówi Eleanor.
-Hazz zabierz mnie stąd!- mówi Louis.
Śmieję się i Harry otwiera mi drzwi od auta, wsiadam z przodu koło Tomlinsona i otwieram okno.
-Kocham cię…- mówię cicho, a on się uśmiecha i dodaje: Ja ciebie mocniej…
Ruszamy i zamykam drzwi. Zaczynamy!
Na lotnisko docieramy 30 minut później, Louis pomaga nam wyciągać walizki, żegna się z Eleanor całusem, a mnie radzi, bym uważała na nie, po czym z uśmiechem odjeżdża. Wkrótce wsiadamy do samolotu ja z Eleanor, Gemma z Lou, a Sophia z Lucy, robię im zdjęcie i podpisuję:
Wydają się bardziej podekscytowana ode mnie.
Samolot startuje, a ja jeszcze wysyłam sms-a mojej mamie, że dam znać, jak wyląduję... wciąż się martwi... Rozmawiam z Eleanor o garniturze, który razem z Lucy wybrałyśmy dla chłopaków na drużby Hazzy. Swoją drogą mnie się bardzo spodobały. Otwieram gazetę, a Gemma z podekscytowaniem podnosi się na fotelu i odwraca się do nas.
-Jezu…- mówi z uśmiechem.
-Co jest?- pytam.
-To będzie najlepszy wyjazd ever…- mówi, na co wszystkie zaczynamy się śmiać.
-Naprawdę?- pytam.
-Taaaak!- dodaje Lou.-…padniesz, jak zobaczysz, co zostało przygotowane!- mówi, a Lucy ją ucisza, na co się śmieje.
-Będzie ciekawie…- mówię z uśmiechem.

(…)
Gdy tylko lądujemy zaczynam bardziej czuć podekscytowanie związane z tym wszystkim, wsiadamy do taksówki, która wiezie nas na wzgórza Hollywood, gdzie dziewczyny wynajęły dom.
-Jesteście szalone!- mówię im stając przed wielkim basenem.
-Wszystko dla ciebie kochana…- mówi Soph i daje mi buziaka w policzek.
Rozpakowujemy się, mam najładniejszy pokój na poddaszu z prywatną łazienką i balkonem, który pokazuje piekne widoki na całe LA. Podłączam telefon do ładowania, gdy słyszę nawoływanie Lucy, byśmy wszystkie zeszły na dół, spotykam się z Soph na schodach, a ta wygląda na zdziwioną.
-Nie wtajemniczyły cię?- pytam.
-Akurat w to nie, we wszystko inne tak…-mówi.
Wzruszam ramionami i wchodzimy do salonu. Siadamy wszystkie na kanapie, a El i Lucy mają szerokie uśmiechy.
-Co kombinujecie?- pyta Gemma.
-Dziś pójdziemy sobie do The Nice Guy wieczorem, co wy na to?- pytają.
-Dobry pomysł…- mówi Lou.-…będzie super…
-Na pewno…- mówi.
-Ale tam nie będzie striptizerów, prawda?- pytam.
Dziewczyny zaczynają się śmiać.
-Aż taka jesteś na nich napalona?- pyta podchwytliwie El.
-Spokojnie, kochanie… Dziś jeszcze będzie lajtowo, zjemy kolację, może wypijemy po drinku, będzie bardzo spokojnie, ale to nie zmienia faktu, że dzisiejszy dzień będzie tylko rozkręceniem tego, co będzie później…- mówi Lucy i puszcza mi oczko.
-Dobrze, dobrze…- mówię.
-Idźcie się odświeżyć, przespać, by na 21:00 być w The Nice Guy.- dyryguje Eleanor, a ja wzdycham cicho. Rzeczywiście jestem padnięta. Wstajemy z kanapy, a El jeszcze zabiera głos na chwilkę.
-A! I żadnych rozmów z przyszłym mężem!- mówi do mnie Eleanor grożąc palcem.
Zaczynam się śmiać.
-Załóżmy, że cię posłucham…- mówię śmiejąc się.
-Nie, nie, nie! Skonfiskuję ci telefon!- mówi El i biegnie na górę, ja z nią. W rezultacie jest pierwsza i odłącza mój telefon.
-Udostępnię ci go, gdy tylko będziesz dzwoniła do Silver, lub mamy… a tak! To nie!- mówi, na co śmieję się głośniej.
-Kocham cię El.- mówię przytulając ją mocno.
Wg planu idę się wykąpać w wielkiej wannie, boże nie-wielkiej, ogromnej! Robię sobie mnóstwo piany i włączam telewizor, w którym właśnie zaczyna lecieć „Jak poznałem waszą matkę!”. Zaczynam się śmiać ze sposoby w jaki całują się Sheldon i Amy…

Harry
Siadam na łóżku w sypialni i wykręcam numer do Grace. Kilka sygnałów, gdy głos kobiecy odzywa się sygnalizując: Halo?
-Cześć słoneczko… Jak podróż?- pytam chowając do torby bokserki.
-No wiesz Harry, nazywać słoneczkiem dziewczynę swojego przyjaciela? Nieładnie…- mówi kobieta, a ja marszczę brwi w niezrozumieniu.
-Kto mówi?- pyta.
-Eleanor Jane Calder.- mówi śmiejąc się.
-No tak… Mogłem się domyśleć…- mówię z uśmiechem.- Dasz mi Gracie?
-Nie dam…- mówi stanowczo. Sięgam po koszulę i przytrzymując telefon ramieniem składam ją do torby.
-Dlaczego?- pytam.
-Bo Grace ma zakaz kontaktu z tobą do końca wyjazdu panieńskiego…- mówi El chichocząc.
-Co ty ga…- mówię, ale ona przerywa mi.
-To jest jej wyjazd, a ty panie Styles nie masz tu do gadania… To po pierwsze primo, ma się wyszaleć bez wizji małżeństwa w głowie, a po drugie primo, jakbym usłyszała wasze seks-telefony to chyba bym zeszła… I miała koszmary do końca życia…- mówi, a ja zaczynam się śmiać.
-Widzę, że Louis mówi ci wszystko…
-Nie to Niall…- mówi El, na co znów się śmieję.-…nie ważne kto Harry, ważne, że ktoś to mógł słyszeć… Boże…
-A powiesz jej, że bardzo ją kocham?- pytam El zamykając torbę.
-To mogę zrobić…- odpowiada z przekąsem.
-W takim razie dzięki…

Grace
Przyjeżdżamy do klubu i siadamy przy stoliku, zamawiamy sobie przekąski różnego rodzaju oraz trochę alkoholu. Dopijam drugiego drinka i wrzucam nachosa, gdy Sophia zadaje pytanie, które lekko mnie krępuje.
-No więc Grace, co przygotowujesz na noc poślubną?- pyta, a ja się rumienię, chociaż w światłąch klubu nie widać tego. Przenoszę wzrok na Gemmę, która widząc mnie, zaczyna się śmiać.
-Wiem, że to może być obrzydliwe uprawiać seks z moim młodszym bratem, ale to przyjmę…- mówi, a my zaczynamy się śmiać.
-Więc?- dopytuje Lucy.
-W naszej sypialni będą zamontowane dwie rury do tańca…- mówię, a one wszystkie wybuchają podekscytowanym śmiechem.
-I?
-Ja zwinę się wcześniej, by mieć czas na przebranie itp. Zatańczę mu w skąpej bieliźnie do „Rocket” Beyonce. Byłam u Juliana i pomógł mi ogarnąć tekst, a jak tylko wrócę, mam sesje w NY i umówiłam się z choreografem, który ma przygotować dla mnie taniec.
-Ale ekstra…- mówi Gem.-…a jak ja bym tak zatańczyła Jasonowi? Boże, ale bym się skompromitowała…
-Co ty! Gemma masz ekstra ciało, wystarczy VS Shop i szalej…- mówię.
-Uprawiacie seks?- pyta ją Soph, a ona kiwa głową.- Jasne, często…
-Tym bardziej niespodzianka będzie wskazana… Raz na jakiś czas…- mówi Lucy.
-Tylko raz na jakiś czas…- mówię.-…bo się przyzwyczai!
Zaczynają się śmiać. Maczam kolejnego nachosa w sosie i wkładam go do ust. Soph siorbie końcówkę swojego drinka.
-Grace…- zaczyna.-…nie boisz się? Małżeństwa?
Spoglądam na nią i połykam zawartość w ustach, biorę łyka drinka i uśmiecham się.
-Nie… Bo wiem, że to zmieni moje nazwisko, a wszystko będzie takie samo… Mieszkam z Harrym, mam z nim dziecko, gotuję jak matka i żona, sprzątam, wykonuję normalne obowiązki…
-Nie wiem, jak to będzie u ciebie kochanie…- zwraca się do mnie Lucy.-…ale ja po poślubieniu Tylera uważam zmieniłam się. Zmieniła się nasza relacja… Stała się inna, nie zła, ale zmieniła się.
-Pewnie przez odpowiedzialność, jaką musicie mieć w stosunku do siebie…- mówi Lou, a Lucy kiwa głową.
-Bardzo możliwe…- odpowiada.
-Być może z nami będziemy bardziej świadomości, ale w gruncie rzeczy wątpię, by coś zmieniło się diametralnie.
Gemma idzie zamówić jeszcze drinki dla nas, a zaraz do tego zamawiamy kolejne przekąski, gdy wśród tańczących zauważam Justina z jakąś dziewczyną. Marszczę brwi, by przyjrzeć się, czy aby to na pewno on. Nie mogę się mylić to jak nic on…
-Czemu tak patrzysz?- pyta mnie Lucy.
-Tam jest Justin…- mówię.
-Serio?- nagle wszystkie się odwracają, a ja zatapiam frytkę w keczupie.
-Z jakąś laską…
-Mhm…- mówię, a wtedy podnoszę wzrok i on także. Zauważa mnie i nie może przestać się patrzeć, ja staram się nie.
-Myślisz, że podejdzie?- pyta Soph.
-Nie wiem sama…- odpowiadam, ale gdy tylko kończę swoją wypowiedź widzę, że podąża ku naszemu stolikowi. Uśmiecha się szeroko, ale ja nie jestem tym pocieszona, że przychodzi, że jest tutaj. Nie podchodzi, a znika po zmianie piosenki. Część dziewczyn idzie na parkiet, a ja w pewnym momencie zostaję sama, gdy Sophia idzie do łazienki. Wtedy zauważam go znów przy barze i tym razem podąża w moją stronę.
-Hej Gracie…- mówi.
-Hej Jus…- odpowiadam mu, jest uśmiechnięty, ale jednocześnie smutny, mam świadomość z jakiego powodu.
-Co tu robisz?- pyta mnie, a ja biorę łyka drinka.
-Jestem w trakcie wyjazdu panieńskiego…- mówię, a jego mina diametralnie się zmienia.
-Ooo… w takim razie nie przeszkadzam…- mówi, ale wtrącam się.
-Usiądź na chwilkę, póki dziewczyny nie wróciły…
Wzdycha cicho i siada.
-Nie możesz się tak zachowywać, bo łamiesz serce sobie i mnie, byłeś, jesteś i będziesz mi bliski, jest mi przykro, że tak się ode mnie odizolowałeś… Wciąż będziesz moim przyjacielem, nawet po tym jak wyjdę za Harry’ego…
-Umiesz przechodzić do sedna sprawy.
-Po co mam owijać w bawełnę, skoro wiem, że wszystko jest w takim samym poziomie co było…
Justin wzdycha, a ja oczekuję na jego słowa.
-Nie chodzi o to, Grace… Sprawa jest zupełnie inna, bo zakochałem się w tobie i gdy tylko cię widzę serce bije mi inaczej, szybciej, rozumiesz? Moim marzeniem jest być na miejscu Harry’ego i być obdarzonym miłością, którą ty obdarzasz jego…
Wzdycham cicho.
-Dlaczego po roku ci nie przeszło?
-Nie wiem, chciałbym, bo czuję się coraz bardziej smutny i pełen uczuciowości, a co za tym idzie dużo imprezuję i jestem tego świadom. Grace ja się w tobie zakochałem zaraz po zerwaniu z Kylie… Tak sądzę… I chyba przez ten cały czas musiałem sobie to wreszcie uświadomić.
-Nie możesz mnie kochać, zniszczysz sobie życie…
-Wiem, o tym, dlatego próbuję nad tym pracować.
Wzdycham znów i łapię go za dłoń.
-Próbuj…- mówię mu, gdy wraca Eleanor i Lucy, puszczam dłoń Justina i on wstaje.
-Znam odpowiedź, ale zapytam, jesteś pewien nie brania udziału w moim ślubie?- pytam go.
-Nie Gracie, życzę wam wszystkiego najlepszego, ale złamię sobie serce robiąc to…- kiwam głową w zrozumieniu i odchodzi.
-Co? O co chodziło Justinowi?- pyta Lucy.
-Długa historia i kiedyś wam ją opowiem…- widząc, że idzie Gemma.-…wolę to zatrzymać w naszej trójce…- mówię ciszej i uśmiecham się widząc szczęście dziewczyn.

(…)
Obracam się na brzuch na leżaku i czuję, jak słońce dotyka metaforycznie mojej skóry, rozluźniając ją i powodując, że jest delikatniejsza i cieplejsza. Czuję się idealnie, słyszę śmiech dziewczyn, które chlapią się w wodzie, a także fragment rozmowy Sophii z Liamem.
Przyjechałyśmy na plażę w Santa Monica, gdzie usadowiłyśmy się z boku i korzystamy z czasu wolnego.
-Liam mówił, że są na lotnisku i czekają na samolot do Las Vegas…- mówi mi siadając na kocu.
-Dobrze, dobrze, niech Hazz się wyhasa…- mówię, na co zaczynamy się śmiać.
-W sumie racja…- mówi kładąc się obok mnie.- A jakie masz nastawienie do striptizerek?- pyta mnie.
-Mam świadomość tego, że to jego weekend kawalerski i chłopaki załatwią mu striptizerki…- mówię, a Sophia kiwa głową.
-Zatrudnili i to całą ferajnę, ale nie martw się, nie pozostaniesz dłużna…- mówi, a ja się uśmiecham.
-Ja też oczekuję tego…- chichoczę.
Wstaję i mijam Gem i Lou, idę na chwilę do wody. Tam zauważam z wody paparazzich, których błyski fleszy mimo słońca oślepiają mnie. Dziewczyny robią mi zdjęcia mówiąc, że wyglądam jak Afrodyta wyłaniająca się z morskiej piany, po czym Lou rzuca, że wysyła to do Harry’ego, na co zaczynam się śmiać. Po ochłodzeniu się wracam na plażę, ale kładę się na leżaku, bo Gemma zajęła kocyk. Czuję się tak dobrze, taka szczęśliwa. Pełna życia.
Rozmawiamy z dziewczynami o różnych rzeczach, gdy Lou chichocze do telefonu.
-Harry napisał: „Las Vegas jest niedaleko LA! Jak będziesz mi wysyłać takie zdjęcia, to weekend panieński się skończy moim najściem.”
-Już, już…- mówi pod nosem El.
-Niech tylko spróbuje…- mówi Lucy.
Kelner z pobliskiej restauracji przynosi nam drinki na koszt firmy, za które bardzo dziękujemy i opalamy się dalej. Swoją drogą dzień na plaży dobrze nam robi, by potem wieczorem poimprezować trochę, natomiast jutro dziewczyny wynajmują jacht, na którym również sobie wieczorkiem potańczymy i tam przenocujemy.

Harry
Docieramy do hotelu i dostajemy tam kluczyki do naszych apartamentów, na mojej twarzy nie przestaje gościć uśmiech, Louis wpada na chwilkę do mnie, gdy opieram się o barierkę balkonu.
-Gotowy na imprezę dziś?- pyta mnie przyjaciel, na co chichoczę.
-Szczerze się boję, gdy widzę wasze podekscytowanie tym…
-Naprawdę?- pyta Louis i zaczyna się śmiać.- Będzie super, nie martw się… Poza tym znając twoich kuzynów to oni tam rozkręcą imprezę, nie?
-Matty i Ben…- mówię pod nosem śmiejąc się.
-Będzie super…- mówi mi przyjaciel i klepie mnie po ramieniu i wraca ku drzwiom.- A i dostałeś smsa…- mówi i wychodzi.
Wracam do pokoju i dostaję mms-a od Lou, na którym jest zdjęcie Grace, która hm… wygląda ponętnie, bardzo... odpisuję przyjaciółce na wiadomość i z uśmiechem idę do apartamentu kuzynów, by się z nimi przywitać…

(…)

Grace
Po zjedzeniu obiadu w jednej z restauracji, wychodzimy z dziewczynami z lokalu. Robi mi się trochę smutno, bo dziewczyny nie mówią nic o imprezie w klubie, gdzie mam się odpicować, jak cholera… Gdzie będę miała swoich striptizerów…
-Co jest?- pyta Gemma widząc, że trochę straciłam nastrój na zabawę.
-Nic…- uśmiecham się lekko, a Gemma kładzie rękę na mojej nodze.
-Coś się stało? Nagle straciłaś humor…- mówi, na co szybko zaprzeczam.
-Trochę boli mnie głowa, ale jest wszystko w porządku.
Jedziemy do wynajętego domu, a tam dziewczyny mnie zaskakują.
-Mamy tu dla ciebie ubrania, które ubierzesz na dzisiejszy wieczór… Bardzo wyjątkowy wieczór…- mówią, na co unoszę brwi.-…ale więcej ci nie powiemy, wszystkiego dowiesz się wieczorem… Za dwie godziny przyjedzie po ciebie auto Gracie, my jedziemy na miejsce imprezy, pojazd przywiezie cię w określone miejsce i masz się ubrać w to, co ci tu dałyśmy.
Nawet nie wchodzą do środka, tylko mocno mnie przytulają i dają po buziaku, po czym wsiadają do samochodu z powrotem i odjeżdżają. Jestem zaskoczona. Zamykam drzwi na dole i idę do mojego pokoju, gdzie biorę prysznic. Włączam muzykę i spłukuję głowę z piany. Słyszę dzwoniący telefon z pokoju Eleanor, więc naga wybiegam do jej pokoju i sięgam po niego. Okazuje się to być mój ukochany…
-El przekaż Grace…- zaczyna zanim się odzywam.
-To ja…- mówię.
Zapada chwilka ciszy w telefonie.
-Cześć słonko… Oddała ci telefon?
-Nie ma dziewczyn, jestem sama w domu.
-Nie ma ich? To gdzie są?
-Chyba dziś robią mi tą właściwą imprezę…- mówię idąc do łazienki.
-Tak?
-Pojechały gdzieś i powiedziały, że przyjedzie po mnie auto i zawiezie mnie na właściwie miejsce.
-Coś czuję, że zrobią ci tam ostrą imprezę…
-Mam taką nadzieję, że tak mnie mamiły, że dziś pomyślałam, że z takiej mojej imprezy nici, ale czuję się pozytywnie.
-Należy ci się impreza, przed tym, jak całkowicie mi się oddasz…- mówi Harry i na pewno się uśmiecha. Sięgam po grzebień i rozczesuję włosy.
-Całkowicieee…- mówię podkreślając to słowo.
Nagle słyszę krzyk u mojego faceta.
-Nie będę ci przeszkadzał w przygotowaniach i już nie mogę się doczekać, jak się zobaczymy.
-Aż tak się stęskniłeś?- pytam, na co on chichocze.
-Cholernie. Kocham Cię i do zobaczenia.
-Pa kochanie.
Odkładam telefon i muszę wysuszyć włosy by zrobić z nich naturalne fale i potrzebuję na to co najmniej pół godziny. Gdy to robię przechodzę do makijażu, który wychodzi mi dziś bardzo dobrze, a zaraz po tym nakładam rzeczy. W szpilkach zakupionych przez dziewczyny zakochuję się, bo są piękne i niesamowicie wygodne. Jestem gotowa, więc wstawiam na Instagrama zdjęcie. Poprawiam jeszcze rzęsy, gdy ktoś dzwoni do domu. Schodzę na dół z kopertówką i jeszcze poprawiam usta przed otwarciem. A gdy otwieram drzwi… Zamieram.

*****

Wciąż mam żałobę po wczorajszej przegranej Polaków! Oficjalnie przegranej! Dla mnie są największymi bohaterami z Kubą na czele!!! Nigdy nie przeżywałam takich emocji z piłką, do tego stopnia, że po meczach nie mogłam spać ze względu na bóle serca i trzęsienie się rąk. To co pokazali nasi piłkarze czyni ich wielkim rozdziałem w historii polskiego futbolu.

To było po pierwsze...

Po drugie zaczęłam prawo jazdy i nie wchodziłam na bloga. Aż tu nagle wchodzę? I? 
200 tysięcy wyświetleń! Ogromnie wam dziękuję!

Po trzecie: Miłego czytania i komentujcie! Zbliżamy się do końca bardzo dużymi krokami :( <3 

 

9 komentarzy:

  1. Roździal megaa ����
    Mysle ze po tym slubie bedzie juz koniec :"( nie chce tego bo szczerze to jest jedyne ff hetero jakie czytam i kocham to bardzo. Nie moge sie doczekac next'a xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do meczu dokładnie mam takie same odczucia i w 100% zgadzam się z tobą.Co do rozdziału, jak zawsze boski ale aż boje się tego kogo zobaczyła Grace za drzwiami ale mam wielką nadzieję że to nie Justin.I już czekam niecierpliwie na kolejny rozdził bo zostawiłaś mnie w takim napięciu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże kto może być za drzwiami:ooo mam nadzieję, że nie Justin:/ rozdział świetny, następny to będzie pewnie sztos nie mogę się doczekać!!☆ a co do meczu, to też nie mogłam spać, było mi tak strasznie przykro:/ ale jestem z nich mega dumna!! Walczyli do samego końca i to m.in. czyni ich bohaterami♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Justin! Na 100% beeeedzie będzie się działo! Już nie mogę sie doczekać :* A co do meczu to prawie się popłakałam jak obronił karnego Kuby :( ale i tak jestem z nich dumna <3 / Dominika :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu nie ma rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam na Wattpad jest już dodany nowy 😊

      Usuń
    2. Ja mam tylko do 144 rozdziału

      Usuń