Rano otwieram oczy i
znów je zamykam, gdy słońce jarzy mi w twarz. Poprawiam się na łóżku i wtulam
twarz w mojego mężczyznę, swoją nogę przerzucam za jego prawe udo i składam
pocałunek na jego szyi. Pochrapuje cicho, a ja chichoczę na ten dźwięk, który
uwielbiam słuchać z rana. Dłonią dotykam jego policzka i zaczynam go smyrać
między kosmykami włosów.
-Mmmm…- mruczy i
podnosi dłoń, którą trzyma na moich pośladkach, ściskając jeden z nich.
-Czy mój miś jeszcze
śpi?- pytam cicho.
-Nie…- mówi cicho, ale
ma taką chrypę, że zaraz zacznę go całować.
Jego dłoń jedzie w górę
i zauważam, że otwiera oczy, które z rana, gdy są zaspane, są takie śliczne i
malutkie.
-Jak ci się spało?-
pyta przekładając się na bok, czym jednocześnie zrzuca mnie z siebie. Podkłada
dłoń pod głowę i uśmiecha się do mnie.
-W sumie…- mówię robiąc
minę, jakbym jednak była niezadowolona.
-Źle ci się spało?-
pyta zdziwiony śmiejąc się.
-Nie… Co ty… Z tobą mi
się śpi najlepiej na świecie…- mówię i całuję go delikatnie w usta.
-Wiadomo, jestem dobry
w spaniu…- mówi z głupkowatym uśmiechem, a ja wyczuwam dzięki temu
dwuznaczność. Wywracam oczami i daję mu szybkiego buziaka.
-Jesteś jak zawsze
skromny...- mówię mu w usta, po czym chcę wyjść z łóżka, by nałożyć bieliznę,
ale ogromna siła łapie mnie za brzuch i przyciąga do siebie.
-Po pierwsze kiedy do
mnie mówisz i kiedy jestem w trakcie rozmowy z tobą nie odwracaj się do mnie
tym majstersztykiem (ma na myśli moją pupę), a po drugie, gdzie się wybierasz…
Jesteśmy sami, a ty gdzieś lecisz… I nie mów mi, że do pracy…
-Pracę skończyłam już i
do końca przyszłego miesiąca mam wolna. Jestem umówiona, dlatego wstaję…
Harry unosi brwi.
-A z kim ty możesz być
umówiona…- przybliża usta do moich ust.
-Nie mogę ci
powiedzieć, co robię potem, bo jest to związane z naszą nocą poślubną…- mówię,
a na mojej i jego twarz rośnie uśmiech.-… ale najpierw jadę po sukienkę, którą
mam ubrać na przyjęcie twojej wytwórni…
-Czy to będzie coś
seksownego?- pyta Harry dotykając moich warg.
-Może nie zrobię ci
orgii w pokoju zabaw jak w „Pięćdzisięciu Twarzach Grey’a”, ale myślę, że ci
się spodoba… Po tych wszystkich latach wywnioskowałam, że lubisz takie
klimaty…- uśmiecham się i wpijam w jego usta. On wsuwa dłonie pod kołdrę
zmierzając dłonią ku mojej kobiecości, jednocześnie pieszcząc językiem moje
podniebienie.
-Harry, muszę…- mówię,
ale on znów wpija się w moje usta.-…iść…
-…nie chcę cię
wypuszczać, nawet jeśli przygotowujesz coś dla mnie…- mówi mi w usta, na co
zaczynam się śmiać.
-Nie będę tam długo…
Poza tym pamiętaj, że Silver chodzi szybko spać…- mówię mu, a on się uśmiecha.
-Ok…- poddaje się, na
co daję mu jeszcze jednego buziaka. Wstaję z łóżka, a on mnie obserwuje
podpierając głowę dłonią. Szukam bielizny słysząc ciche chichotanie za sobą.
Wybieram koronkowe różowe majtki i byle jaki czarny gładki stanik.
-Boże, masz taki piękny
biust…- mówi, na co zaczynam się śmiać.
-Dzięki, mnie się
podobają twoje pośladki…- mówię, na co on też się śmieje.
-Dzięki, to miłe…-
kręcę głową chichocząc.
Narzucam bluzkę i
szukam legginsów. Słyszę, że Harry wstał i otwiera szufladę z bielizną.
-Idę robić śniadanie!-
krzyczy z korytarza, podczas, gdy ja nie mogę się ogarnąć w garderobie.
Znajduję buty i legginsy, które nakładam na pupę. Włosy mam wyprostowane, ale
ich harmonia po takiej nocy musi być zaburzona. Robię sobie kucyka i zmazuję
makijaż z wczoraj. Prysznic wezmę jak wrócę, i tak będę cała spocona. Schodzę
na dół, gdy widzę, jak mój Harry już ze związanymi włosami podrzuca na patelni
omlety. Spogląda na mnie.
-Nie no nie rób mi
tego…- mówi zrezygnowany patrząc na mnie.
-O co ci chodzi?- pytam
go zdziwiona.
-Mam świra na punkcie
twojego dekoltu i pupy…- mówi jakby to było oczywiste. Spoglądam na bluzkę, ale
nie ma dekoltu… Poprawiam legginsy, ale dalej nie wiem o co chodzi Styles’owi.
-Nie rób tak, jak masz
wychodzić, bo zostaniesz tu i dostaniesz karę…- mówi, na co ja się uśmiecham.
Odwracam się tyłem do
Harry’ego i zaczynam sunąć dłońmi po moich biodrach i pośladkach.
-Mogę dostać karę
wieczorem?- pytam jeszcze bardziej przyciągając jego wzrok.
-Kara wieczorem to kara
podwojona…- mówi Harry nakładając na talerz nasze omlety.
-Czyżby?- pytam.
-Masz jeszcze odwagę
pytać?- unosi brwi uśmiechając się zawadiacko.
-Mam odwagę… Ale jestem
tylko bezbronną dziewczynką, więc proszę delikatnie…
-Ty jesteś bezbronną
dziewczynką?- pyta śmiejąc się pod nosem.- Ty w środku masz bestię, która jest
silna i wytrzymała… No bo co jak co, ale takiego combo jak wczoraj to już dawno
nie miałaś…- mówi Harry podając mi dżem.
Uśmiecham się pod
nosem.
-Wczoraj rzeczywiście
było nadzwyczajne combo…- przyznaję mu rację i biorę łyka kawy.
-A ty po takim combo
miałaś jeszcze siłę na kolejne…- mówi z uśmiechem.
-Miałam, bo tak się
stęskniłam…- mówię i daję mu buziaka, gdy siada obok.
Zjadam i dopijam kawę.
Biegnę umyć zęby, narzucam bluzę dresową i buty.
-Bądź gotów na dzisiejszą
noc…- mówię przed wyjściem, a Styles z uśmiechem stoi w drzwiach w samych
bokserkach.
-Będzie fajnie…- mówi,
na co ja krzyczę, że go kocham i jadę.
Jadę po sukienkę, a
potem jadę na próbę z zaprzyjaźnionym choreografem, z którym współpracowałam podczas
przygotowań do występów z Beyonce. Mieszka w Londynie, więc poprosiłam go, by
za dość pokaźną sumkę wymyślił mi układ, który zatańczę w bieliźnie przed moim
seksoholikiem. Zatrzymuję się pod szkołą tańca współczesnego, gdzie wynajął
salę. Witam się z Jakiem i przechodzimy do pracy.
(…)
-Harry jestem już…-
mówię zmęczona wchodząc do domu.
Harry wygląda z kuchni,
coś pięknie pachnie w powietrzu, z góry zbiega Silver, która rzuca mi się na
szyję.
-Mamusiu, śniłaś mi się, że byłaś księżniczką…- mówi
mi do ucha i przytula się mocniej.
-Naprawdę kochanie?-
pytam biorąc ją na rączki. Sil kiwa głową, po czym idziemy do kuchni. Tam myję
dłonie, a Hazz daje mi buziaka w policzek.
-Jak ci minęła
tajemnicza sprawa?- pyta, na co uśmiecham się i zaglądam do garnka, gdzie
gotuje się sos do spaghetti.
-Bardzo wyczerpująco,
więc zaraz muszę wziąć prysznic, ale udanie.- Harry miesza sos w garnku, a ja
staję za nim i dotykam dłońmi jego barków lekko je ugniatając, składając
jednocześnie na jego plecach pocałunki.
-Grace, muszę ci
powiedzieć o czymś bardzo ważnym.- mówi po chwili, czuję, jak się spina.
-Coś się stało?-
składam jeszcze jeden pocałunek na jego kręgosłupie.
-Dostałem dziś telefon,
zaraz jak potem wyszłaś, że pojutrze odbędzie się nasze spotkanie z rodziną
królewską, a zaraz po tym kilkugodzinna gala, w której występujemy na samym
końcu…
-Pojutrze?- zastanawiam
się, co jest pojutrze, gdy mi się przypomina…
-Nie będzie cię na
naszym przyjęciu?- pytam smutno.
-Niestety…- odwraca się
do mnie przodem.-…nic nie mogłem zrobić, bardzo cię przepraszam, skarbie…- mówi
cicho ujmując moją twarz w dłonie.- Jesteś na mnie zła?
Wzdycham ledwie
słyszalnie i uśmiecham się pocieszająco do Hazzy, dotykam swoją dłonią jego
dłoni i spoglądam mu w oczy.
-Kochanie, wiem, że to
od ciebie nie zależy… Nie jestem na ciebie zła, to jest praca i ja wszystko
rozumiem…- biorę jego dłoń w moją dłoń i delikatnie ją całuję.
Harry uśmiecha się
lekko i przytula mnie do siebie mocno.
-Dobrze, słoneczko,
cieszę się, że tak to przyjęłaś…- mówi i całuje mnie w czoło.-…czy to jakoś
wpłynie, że mnie nie będzie?
-Nie wiem…- mówię
szczerze.-…myślę, że część osób chciała cię poznać, ale to będą mieli okazję na
ślubie…- uśmiecham się, a on głaszcze mnie po twarzy.
-Kocham cię bardzo.-
mówi i całuje mnie delikatnie.
(…)
Ashley i Sam
przyleciały do Londynu i przygotowują mnie w moim domu do przyjęcia
przedślubnego przygotowanego przez mangament i wytwórnię Harry’ego. Tak, więc
siedzę grzecznie i słucham, co znów gwiazdki z recepcji Vogue’a odwaliły. Ashley
zawsze tak poważnie do tego podchodzi, że pękam ze śmiechu. Dziewczyny robią mi
fryzurę i makijaż, gdy mój Harry wchodzi do środka, w dresach. Uśmiecham się do
niego, a on siada na pufie dwa metry ode mnie.
-Czy ja będę musiał
przemawiać?- pyta mnie.- Bardzo się stresuję, na czymś takim.
-Obawiam się, że
obydwoje będziemy musieli przemawiać…- pocieszam go dotykając jego kolana bosą
stopą. Łapie za nią dłonią i trzyma mi ją.
-Zamknij oczy…- mówi
Ashley i psika mi głowę lakierem.
Dziewczyny stają i przyglądają
mi się.
-Harry przyznaj…- mówi
Sam.- Wygląda jak milion dolarów…
Uśmiecham się i widzę,
jak jego uśmiech rośnie.
-Dla mnie zawsze
wygląda najpiękniej…- mówi, na co marszczę nos i wstaję z taborecika, by dać mu
buziaka.
-Żadnych pocałunków! Szminka
jeszcze jest świeża!- piszczy Sam, ale i tak robię to, co chcę.
-Właśnie dlatego
mężczyźni są beznadziejnymi doradcami…- mówi szczerze Ashley, na co zaczynam
się śmiać.
Dziękuję
dziewczynom i umawiam się z nimi na 12:00 u mnie, by przygotować mnie na na przyjęcie numer 2, na które zabiorę ze sobą Eleanor i Lucy,
jako moje najbliższe przyjaciółki. Oczywiście wyzwały mnie od małpy, gdy miały
kupować ubrania na taką okazję w dwa dni, ale potem, gdy już kupiły były
podekscytowane. Odprowadzam dziewczyny do drzwi i dziękuję im bardzo za dziś.
Potem idę na górę, by wziąć sukienkę. Harry łazi w bokserkach, dzięki czemu mam
okazję do poklepania go po tyłku, Silver jeździ swoim samochodzikiem po całym
piętrze i krzyczy, że jest jak Lewis Hamilton - kierowca F1.
-Widać, czyją
jest córką...- powtarza mi Harry, a mnie ogarnia duma.
Ściągam jedwabny
szlafroczek i paraduję bez stanika po naszym pokoju, dzięki czemu Styles
zaczyna się głupkowato cieszyć.
-Nie patrz tak na
mnie...- śmieję się i nakładam sukienkę. Poprawiam w niej biust i zapinam ją na
szyi. Zakładam szpilki i wychodzę z garderoby, gdy mój Harry zapina właśnie
rozporek. Staję w miejscu i kładę rękę na biodrze.
-Jak wyglądam?
Podoba Ci się?- pytam Harry'ego, który podnosi wzrok znad swojego krocza, gdzie
walczył z rozporkiem.
Podnosi wzrok i
otwiera szeroko oczy.
-Boże, wyglądasz
olśniewająco...- mówi.-...Ale ten dekolt...
-Jaaaa...-
zaczynam się śmiać.
-Raz Ci go
wybaczę, bo idziesz tam ze mną... Kurczę, powalisz tam wszystkich...- mówi
Hazz, na co się uśmiecham i daję mu buziaka.
-Mamusiu, a Ty
wyglądasz jak królewna śnieżka...- mówi wjeżdżając na różowym autku do naszej
sypialni.
-Mam nadzieję, że
to w takim sensie, że Ci się podobam w tym...
-Bardzo mamusiu!
Chcę być taką śliczna, jak Ty!- mówi z uśmiechem, na co ja aż wzdycham,
niechcąc się w jakikolwiek sposób rozmazać.
-Kochanie,
będziesz piękniejsza niż wszyscy razem wzięci, a na pewno piękniejsza niż
ja...- mówię jej i kucam przy niej, by dać jej całuski w policzka i ustka.
Harry uśmiecha się i zakłada marynarkę. Renee przychodzi 10 minut przed naszym
wyjściem i każę jej położyć Sil wcześniej, ponieważ poprzedniego dnia spała
krócej. Poprawiam usta i uśmiecham się do mojego przyszłego męża.
-Jesteśmy
gotowi?- pytam go, on mierzwi włosy, po
czym kiwa głową.
Wychodzimy z
domu, a na podjeździe czeka już na nas auto, Aaron nim kieruje i z uśmiechem
nas wita. Wsiadamy do środka i rozmawiamy z ochroniarzem. Wiezie nas do
siedziby mangamentu, gdzie ma się odbyć kolacja. Chłopcy mają także przyjść, z
czego się bardzo cieszę. Mówię Harry'emu jakie kwiaty wybrałam, ale on i tak
nie wie o czym dokładnie mówię, więc wystarczą mu informacje, że są białe i
ecru. Harry wysiada pierwszy i to on idzie na pierwszy ogień paparazzich,
otwiera mi drzwi i podając dłoń, pomaga mi wysiąść. Chcę, jak najszybciej wejść
do środka. Przy wejściu czeka jeden z pracowników, który prowadzi nas do sali
konferencyjnej. Gdy wchodzimy roznoszą się brawa, a ja jestem ogromnie
zaskoczona taką ilością ludzi. Wszyscy z ekipy koncertowej, chłopcy, mangament,
Kim, techniczni i autorzy piosenek. Siadamy na środku stołu i gdy wszyscy się
uspokajają wstaje Simon Cowell i manager One Direction Kimberly, z dwoma
ogromnymi bukietami kwiatów.
-Zanim
podejdziemy do Was i przekażemy te dwa bukiety na Wasze dłonie chciałem
powiedzieć kilka słów...- mówi Simon.- Harry'ego i chłopaków poznałem wszyscy
wiedzą kiedy, ale nie sądziłem, że dalej będziemy wielką współdziałającą grupą,
gdy jeden z chłopaków będzie brał ślub. Gdy dowiedziałem się, z kim Harry zaczyna
się spotykać, zastanawiałem się, czy to będzie kolejny związek, który wywoła bum!
i ucichnie. Stwierdziłem wówczas, że czas pokaże. I pokazał... Wszyscy wiemy,
że w związkach są wzloty i upadki, z których się podnosimy, ale Wasz związek
przeszedł wiele takich, które inne związki by nie przetrwały... Teraz jesteście
tutaj z nami, kilka dni przed waszym ślubem... Harry...- zwraca się do
H.-...jesteś niezwykle utalentowanym, fantastycznym, dobrym człowiekiem i masz
kobietę swojego życia, dziecko... i chciałem ja, jako wasz szef, chociaż tego
określenia nie lubię pogratulować wam tak wielkiego uczucia, ktore w czasach
pośpiechu i natłoku kariery, co w obu przypadkach, może wystawiać na próbę,
życzę wam jeszcze więcej sukcesów, pociechy, miłości, wspólnej radości, mam
nadzieję, że więcej Silver, która dzwoni do mnie na videochacie...- wszyscy
wybuchają śmiechem.-...dumy z siebie i niekończącej się miłości...- mówi Simon,
na co z uśmiechem klaszczemy mu.
Kim też mówi
krótkie przemówienie, po czym we dwójkę podchodzą do nas z kwiatami. Jeszcze na
ucho składają nam życzenia, które tak bardzo trafiają do mojego serca, że mam
szklane oczy.
Przychodzi kolej
na Harry'ego, łapię go za dłoń i wiem, że się stresuje.
-Moi kochani...-
zaczyna do mikrofonu.-...jestem przeszczęśliwy, że trafiłem między takich
ludzi, którzy są moją rodziną i pomogli spełnić marzenia. Jest mi także bardzo
miło, mnie i mojej przyszłej żonie, podziękować za takie wspaniałe spotkanie,
ponieważ jest to okazja do podziękowania za wsparcie i wiarę w nas.- rozlegają
się oklaski.- Chcę przy Was wszystkich podziękować Grace...- podnoszę wzrok na
Hazzę i on łapie mnie za dłoń.-...że mimo wszystkich wyjazdów ona zawsze mnie
wspierała, a każdą wygraną nagrodą po pewnym czasie ekscytowała się bardziej niż
ja...- goście zaczynają się śmiać.-...i wiem, że to ja w pewnym czasie zacząłem
nawalać i przestałem to widzieć, ale potem dopiero zdałem sobie sprawę, jak
ogromnym wsparciem jest dla mnie ta kobieta... Ponieważ to ona sprawiła, że
piosenki, które śpiewałem miały sens, ponieważ odzwierciedlenie uczuć w owych
utworach znajdowało się w mojej Gracie.- mówi i całuje moją dłoń. Z moich oczy
wylatuje po jednej łzie.
-Dziękuję...-
szepczę, a on się uśmiecha.
-Kocham Cię
bardzo, moja Ty dziennikarko...- mówi, na co zaczynam się śmiać.
Po czym siada, a
rozmowy zaczynają pochłania wszystkich zebranych. Rozmawiam z wieloma osobami,
a gdy ich nie znam, poznaję i rozmawiam. Wszyscy życzą nam wszystkiego co
najlepsze w naszym Nowym, przyszłym życiu... i... Oczywiście pytają, czy
zmieniam nazwisko... :)
(…)
Ashley i Sam
wpadają punktualnie o 12:00 i po tym, jak biorę prysznic zaczynają
przygotowywać. Silver siedzi w moim łóżku i ogląda bajki włączając się czasami
do rozmowy. Moja mała prosi Ashley, by ją także uczesała, a moja fryzjerka nie
potrafi jej odmówić. Czeszą mnie w koka i robią delikatny makijaż, który
podkreślają czerwoną szminką. O 14:00 ma się zacząć całe spotkanie, na które
zabieram moje przyjaciółki, jak wcześniej wspominałam. Przychodzą o 13:00 w
ślicznych kreacjach i zabawiają moją Silver, podczas, gdy moje przygotowanie
jest już na półmetku. Ubieram sukienkę i buty, po czym wychodzę z garderoby i
wszyscy cicho wzdychają. Uśmiecham się szeroko i objaśniam moim stylistkom
kwestię ślubnego makijażu. Mają one także pomóc przygotowywać Eleanor, Lucy,
Gemmę i Sophię, jako moje druhny. Gdy wszystko jest ogarnięte dziękuję im
bardzo i one idą. Lucy stwierdza, że nawet w tej sukience mogłabym iść do
ślubu, bo także jest piękna, ale El jej przerywa i mówi: Nic nie przebije jej
sukni ślubnej.
Renee przychodzi
30 minut przed rozpoczęciem, a my już jesteśmy gotowe, by jechać. Biorę torebkę
i wychodzimy. Jedziemy autem, a ja wracam do nagrywania snapów. Eleanor rapuje
nową Nicki Minaj, na co wybuchamy z Lucy co rusz śmiechem. Zatrzymując się pod
budynkiem hotelu Four Seasons, gdzie jest obiad z redakcjami. Z uśmiechem
wchodzę do środka, gdy wszyscy zaczynają klaskać, a mnie prowadzą na moje
miejsce. Mam rozpocząć całą tą okazję krótkim przemówieniem. Idę na podest i
biorę mikrofon.
-Słowa nie opiszą
co teraz czuję, gdy widzę wszystkich, którzy przyczynili się do tego jest dziś,
do tego, gdzie jestem. Nie wiedziałam, że przed ślubem robi się takie
uroczystości, ale bardzo się cieszę, że to właśnie to wydarzenie stało się przyczyną
do zebrania wszystkich moich przyjaciół, pracodawców, fotografów, z którymi
pracowałam, stylistów. Vogue to bez krzty wątpienia moja druga rodzina,
ponieważ zmieniła moje życie i sprawiła, że jestem taka, jaka jestem.
Dzisiejszy dzień to dla mnie okazja do podziękowania Anne, która zadzwoniła do
mnie 3 lata temu i kompletnie nieznanej sobie dziewczynie zaproponowała staż w
British Vogue, że zaufała mi i zmuszała, bym przyjechała do Stanów, by tam być
jej prawą ręką… Anno - dla mnie to wszystko było ogromnym zaszczytem… Kolejną
osobą jest Miranda…- uśmiecham się do niej, a ona do mnie.-…której na początku
się potwornie bałam, która dawała mi absurdalnie trudne artykuły do opisywania,
choćby myślę znane każdemu moje „Kropki w modzie”, ale dzięki temu jestem tutaj
i mam w niej ogromne wsparcie, dziękuję ci Mirando…- przenoszę wzrok na
Theresę.-…moja asystentka Theresa przez pewien cięższy okres, jakim było
przeniesienie do US Vogue była przy mnie i jedyne co robiła to wertowała kartki
w kalendarzu, jest mi bardzo bliska, jest kochana, uczynna, jest świetnym
doradcą i stylistą, a co najważniejsze moja córka ją kocha za naleśniki z
czekoladą…- uśmiecham się i wszyscy zaczynają się śmiać.-… dziękuję Nolanowi i
Darbi za wszystko, za wsparcie, telefony i e-maile, w których zawsze pytali,
jak mi idzie, czy sobie radzę… dziękuję fotografom za wspaniałe współprace,
które zostaną w moim sercu na wieczność, dziękuję obydwu redakcjom za to, że
zmienili mnie jako człowieka bardziej doświadczonego i kochającego ponad
wszystko, co ważne w Vogue’u, modę…
Odkładam
mikrofon, a kilkanaście osób się zbiera, by dać mi kwiaty. Zapomniałam coś
jeszcze dodać.
-…poczekajcie
chwilkę, bo zapomniałam coś jeszcze powiedzieć…- mówię.-…w końcu nie biorę tego
ślubu sama…- goście zaczynają się śmiać.-…mój narzeczony nie mógł się pojawić
dziś, ponieważ występuje dziś przed samą królową Elżbietą i rodziną królewską i
choć bardzo chciał, nie mógł tego odwołać…- odkładam z powrotem mikrofon, a
zespół zaczyna grać.
Wszyscy podchodzą
do mnie z kwiatami i gratulują mi nadchodzącego ślubu, nie wiem, jak wrócę do
domu z taką ilością kwiatów. Podany jest obiad, a przy stole siedzę z Anną,
Mirandą, Theresą i moimi przyjaciółkami. W pewnym momencie redaktor naczelna BV
wstaje i stuka delikatnie o kieliszek wznosząc toast za mnie i Harry’ego na
nowej drodze życiowej, po czym podchodzi do mikrofonu i prosi mnie do siebie.
Nie wiem, co chcę dokładnie zrobić, ale z tyłu głowy czuję światełko.
-Proszę państwa
myślę, że dziś jest odpowiedni dzień i chwila, na to by wydać bardzo ważne
oświadczenie z mojej strony, które jest bezpośrednio związane z Grace. Otóż, ja
jako redaktor naczelna zawsze miałam marzenia, które w ostatnim czasie spełniły
się. Dostałam bowiem propozycję, by zostać dyrektorem generalnym Fendi oraz
Chanel...- na sali ludzie zaczynają gadać, a wszyscy są zaskoczeni. Moja
Theresa i Anna uśmiechają się szeroko.-…postanowiłam przyjąć to stanowisko, bo
mimo średniego wieku, także mam marzenia i wreszcie uznam swoje życie za udane,
gdy przyjmę je… Stanowisko redaktor naczelnej postanowiłam osobiście przekazać,
mojej, z ręką na sercu, wzorowej uczennicy, która jest wzorem do naśladowania
stylem bycia, ubierania i życia, dla wielu osób na świecie. Od końca przyszłego
miesiąca moje stanowisko przejmuje Grace Moore.
Na sali ludzie
zaczynają mówić i bić brawa, a moje dziewczyny maja tak szeroko otwarte oczy
jak nigdy. Śmieję się pod nosem i przytulam mocno Mirandę szepcząc jej na ucho:
Że nigdy nie zawiodę jej na tym stanowisku.
(…)

Gdy wreszcie
wracam do domu uśmiecham się pod nosem, bo zaraz powiem mojemu Harry’emu co się
stało. Sądząc po godzinie powinien już być. Wchodzę do domu i wnoszę kwiaty,
które dostałam, a raczej dostaliśmy.
-Harry nie
zgadniesz co się stało!- krzyczę wkładając bukiety od Anny i Mirandy do
wazonów.
-Zaskocz mnie…-
słyszę, jak schodzi na dół.
-Miranda
mianowała mnie dziś redaktor naczelną brytyjskiego Vogue’a.
-Kim cię
mianowała?!- pyta głośniej i zbiega szybciej.
-Zastąpię ją na
stanowisku… Boże jestem taka szczęśliwa!- uśmiecham się.
-Grace, nawet nie
wiesz, jak jestem z ciebie dumny…- mówi wchodząc do kuchni, gdy układam kwiaty
w wazonie.
- Cholera, jak ty
pięknie wyglądasz… - mówi, na co się uśmiecham.
-Podobam ci się w
bieli?- pytam go odkładając wazon.
-Jeszcze jak…-
uśmiecha się szeroko.
Przytula mnie od
tyłu i całuje delikatnie w policzek, a potem w szyję.
-Jak ci dziś
poszło?- pytam go, czując, jak jego dłonie dotykają moich bioder.
-Całkiem sprawnie
i nieźle…- odpowiada szczątkowo.
-Ale się
rozgadałeś…- chichoczę.
-Nie będę teraz
nic mówił… Zamierzam cię zanieść na górę i uprawiać z tobą seks, póki nie ma
naszej córki…- otwieram szeroko oczy i uśmiecham się szeroko.
-Jesteś bardzo
bezpośredni…- mówię czując, jak przybliża swoje biodra do moich.-…i ordynarny…
-…lubisz mnie
ordynarnego, wiem o tym…- mówi mi do ucha, na co chichoczę.
-Czyżby panie
Styles?
-Oj tak,
uwielbiasz te słówka, które tak bardzo pobudzają cię…- mówi, na co się
uśmiecham.
-A co jeśli ja
dziś nie mam ochoty?- pytam ostrożnie, na co Harry przysuwa się bliżej i jego
dłonie z bioder wędrują ku mojej kobiecości. Mimo sukienki dobrze wie co i jak.
-Czy już nabrałaś
ochoty?- pyta po chwili dotykania mnie.
-Jeszcze nie do
końca…- szepczę czując, jak przechodzą mnie dreszcze.
-Może cię
rozbiorę i wtedy pójdzie nam szybciej…- mówi mi do ucha.
-Myślę, że możemy
tak zrobić…- przygryzam wargę, gdy dotyka mnie szybciej.
-Więc na górę?-
pyta, zgadzam się cicho mrucząc, na co on się uśmiecha.
Prowadzi mnie na górę i do sypialni, gdy widzę swoje
łóżko z uśmiechem staję na środku, gdy Harry klęka przede mną i rozpina mi
szpilki, wyciąga moje z nich i na klęczkach odpina pasek od mojej sukienki, z
uśmiechem spoglądam w dół, odchyla materiał sukienki i widzi ukryte pod nim
satynowe body. Wstaje i ściąga z moich ramion sukienkę. Z uśmiechem wyjmuje
wsuwki z moich włosów, wiem, że uwielbia rozpuszczone, nawet jeśli mają mi
przeszkadzać. Gdy pozbywa się wszystkich mierzwi mi włosy i przenosi kosmyki do
przodu. Robi krok do przodu i kładzie ciepłe dłonie na moich pośladkach. Ściska
je i po delikatnym pocałunku wsuwa język, pieszcząc wnętrze moich ust,
zawieszam ręce na jego szyi i wsuwam palce między kosmyki wiedząc, że to go
rusza. Czuję, jak dotyka mnie bardzo delikatnie, ale i znacząco, całuje mnie
coraz drapieżniej. Mruczę mu w usta, a on się uśmiecha. Unosi ręką moje udo do
góry i dotyka je, gdy nagle dzwoni ktoś do drzwi. Mruczy w usta okazując swoje
niezadowolenie i narzuca na biodra dresy. Zbiega na dół i otwiera drzwi, gdy
słyszę pisk radości i krzyk: TATUŚ!
Uśmiecham
się pod nosem i stwierdzam, że dziś ciekawych doznań nie będzie. Przebieram się
w dresy i spędzam z moją rodziną cudowny dzień na wspólnym rysowaniu, graniu w
gry i rozmowach, które potem zakończyły się tak, że wszyscy posnęli.
***
Miłego czytania! Buziaki! xx.
***
Miłego czytania! Buziaki! xx.
Kocham ten rozdział! <3 Ja chcę już ślub i piękną Grace w sukni ślubnej *-*
OdpowiedzUsuńRozdzial jak zawsze super!�� dodasz dzisiaj nexta? ��
OdpowiedzUsuńRoździały mi się nie pokazują, w sensie ich treść :/
OdpowiedzUsuń