wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 6



Wstałam z łóżka i poszłam wziąć prysznic. Po godzinie wyszłam wysuszyłam włosy i zaplotłam luźnego warkocza i ubrałam się w czarne, krótkie spodenki z wysokim stanem, białą luźną koszulkę włożoną do środka, do tego nałożyłam balerinki, usta przejechałam nawilżającą szminką, a oczy podkreśliłam mocno tuszem do rzęs, lekkie kreseczki nad okiem i byłam gotowa. Dochodziła 18:00, Sean wrócił z warsztatu.
-Kiedy przyjedziesz naprawić tę zębatkę?
-Dasz radę przywieźć mi go tu?
-No dam…
-To przywieź… Jutro go zrobię…
-Gotujesz coś?
-Tak, makaron z serem, chcesz?
-No…
Podałam mu talerz, zjadłam migiem i poszłam umyć zęby, spakowałam do torebki telefon, portfel, lusterko, tusz, szminkę i chusteczki. Byłam gotowa.
Usiadłam w salonie na skórzanej kanapie i włączyłam telewizor. Oglądałam Keeping Up With The Kardashians. Dźwięk dzwonka do drzwi wyrwał mnie z odrętwienia.
Poleciałam i otworzyłam Harry’emu.
-Gotowa?- spytał.
-Tak, tylko wezmę torebkę.
-Ok.
Wróciłam się i pożegnałam z bratem.
-Będziesz dziś w domu, jak wrócę?
-Tak.
-To na razie.
-Pa.
Harry otworzył mi drzwi samochodu, usadowiłam się na fotelu obok kierowcy. Zapach perfum chłopaka palił moje nozdrza. Harry usiadł i włączył silnik, który głośno zawarczał. Przygryzłam wargę.
-To gdzie jedziemy?
-Zobaczysz…
-Nie lubię niespodzianek…
-Tak jak każda kobieta…
-Tsaaa…
Po 1,5 godzinie jazdy zaparkował przy jakimś małym nie wiem, klubie, restauracji…
Weszliśmy do środka, okazało się, że klub miłośników bilarda.
-Ale ja nie umiem grać…- mówiłam.
-Nauczę cię.
Podeszliśmy do stołu na samym końcu w rogu sali. Harry zamówił dla nas po soku. Wzięłam kij.
Harry podszedł i przyległ do mnie całym ciałem,  swoją prawą dłoń złapał moją, która trzymała kij, a lewą złapał tak, żebyśmy mogli odbić.
-Najpierw musimy rozbić…- mówił kojącym głosem, czułam jego oddech na szyi i wiedziałam, że pojawiła się tam gęsia skórka. No byłam tego pewna…
-O tak…
Zrobił ruch kijem i kula rozbiła pozostałe, które rozpierzchły się po całym stole.
-Zdolna jestem, nie?
-Oczywiście…
Kolejny ruch mieliśmy wbijać żółtą bilę do luzy. Jego usta były milimetry od mojej skóry na szyi, czasami brał oddechy nosem, jak w zmierzchu, gdy Edward upajał się zapachem Belli…
Wbiliśmy. Odsunęłam się od Harry’ego, który oparł się o stół.
-Muszę iść do toalety.
-Prosto i w prawo.
Weszłam do pomieszczenia i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nie wiem czemu, ale rozwiązałam warkocza, moje trochę pofalowane włosy ułożyły się ślicznie.
-Chcesz tam wracać, czy nie chcesz?- mówiłam do odbicia.
-Chcesz?
Kiwnęłam głową.
Ale przed wyjściem zastanowiłam się nad jednym.
Czemu on tak mnie wącha… Bo to się robi przerażające.
Wyszłam, Harry obserwował mnie skrupulatnie.
-Rozgrywka…- powiedziałam do loczka.
-Ty chcesz ze mną rywalizować?- spytał i się zaśmiał- Grace grasz od 10 minut.
-To co… Rozgrywka…
-Proszę bardzo.
Uśmiechał się do mnie i kręcił głową.
Po godzinie chłopakowi została 1 bila, czarna.
-Mówiłaś, że wygram i to się właśnie stanie.
Byłam markotna i zła. Po co mi była tak rozgrywka? Po to, żeby mnie nie wąchał…
-Nie…- zaprotestowałam.
-Już nie masz nic do powiedzenia, Gracie.
-Mam…- podeszłam do stołu i wzięłam bilę, którą miał wbijać Harry i schowałam za siebie. Loczek zaczął mnie gonić dookoła stołu, a ja śmiałam się jak głupia. Gdy mnie dogonił jednym ruchem posadził mnie na stole, a nasze twarzy dzieliły centymetry.
-Możesz mi oddać bilę?
-I tak przegrałeś…- mówiłam zahipnotyzowana pięknem jego oczu.
-Nie, bo mogę jeszcze wrzucić tę bilę…
-Nie możesz, nie wiesz, w którym była miejscu…
Odwróciłam głowę i włożyłam bilę do luzy.
-Ja wygrałam…
Zaczęliśmy się śmiać. Podszedł do nas właściciel klubu.
-Bardzo przepraszam, że przeszkadzam, ale zamykamy.
-Um… My już wychodzimy…- powiedział Harry i wręczył mężczyźnie 20 funtów za soki.
-Zaraz ci oddam…- powiedziałam, gdy mężczyzna odszedł.
-Gentelmeni nie przyjmują pieniędzy od kobiet.
Uśmiechnął się i wziął kurtkę.
-Zagiąłeś mnie tym tekstem…
-Dziękuję miło mi.
Wyszliśmy. Harry otworzył mi drzwi do samochodu.
Usadowiłam się. Harry ruszył.
-Jakie masz plany na jutro?
-Idę do Lucy…
-Oooo… Aha, a pojutrze?
-Nie mam planów.
-Hmmm…- zamyślił się- Kino wieczorem?
Kiwnęłam głową.
-Ale ty wybierasz film…- powiedziałam.
-Nie wiem, jakie lubisz typy.
-To chyba lepiej.
Loczek zaśmiał się. 1,5 godziny później stanęliśmy pod moim domem.
-Podobało ci się dziś?
-Bardzo… dzięki…
-Do usług…- powiedział.
-To co do zobaczenia pojutrze.
-Tak.
-Jeszcze raz dziękuję za dziś.
Otworzyłam drzwi, ale przekręciłam się i dałam Harry’emu buziaka w policzek.
-Na razie…- powiedział.
Zamknęłam drzwi i podążyłam do domu. Sean siedział w dresach i oglądał jakiś horror. Chyba Laleczkę Chucky.
-Jak było?- spytał.
-Fajnie.- zdjęłam buty- Idę spać.
-Dobranoc.
-Dobranoc.
Wzięłam kąpiel i położyłam się spać.


Wesołych Świąt kochane!!! Miłego czytania!

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten twój blog. Po prostu go kocham. Nie mogę się doczekać następnego. <3. Love xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmierzch :D
    Naprawdę oryginalne opowiadanie :*
    Czekam na kolejną część <3
    Wzajemne xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. rozdział świetny ♥
    achh te zmierzchowe sceny :P
    ale dobrze że do niego wróciła a nie uciekła przez okno :D
    czekam na kolejny ♥ ♥ ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. no właśnie z tym mi się skojarzyło

    OdpowiedzUsuń