Siadam na muszli i
patrzę na pozytywny wynik i chowam twarz w dłoniach. Przyznaję, że ręce mi się
trzęsą, a w brzuchu aż się wywraca. Znowu chce mi się wymiotować, ale jestem w
tak ciężkim szoku, że nie mogę się ruszyć z miejsca, by skierować się do środka
muszli...
Patrzę na wyniki i
cholera, chce mi się płakać i to nie byle jak... Chce mi się wyć!
-Ja w ciąży...-
czuję, jak oczy zachodzą mi łzami. Wstaję z muszli i podnoszę koszulkę, by
spojrzeć na brzuch w lustrze, jest twardy, ale takiego zaokrąglenia nie widzę,
jest zbyt wcześnie...
Z moich oczu znów wypływają łzy, ale teraz
strumieniem.
Wycieram je otwartą
dłonią i muszę wyjść z łazienki, bo zaraz zemdleję. Idę do sypialni, by
ochłonąć. Kładę się do łóżka i przykrywam kołdrą pod szyję.
Harry
Wchodzę do domu
niosąc na rękach Silver, która nie dała rady i padła na kolanach babci Annie.
Ściągam buty i idę zanieść małą do pokoju, rozbieram ją i ubieram w pidżamki.
Przykrywam kołdrą i całuję w czoło. Przymykam do niej drzwi i idę do Gracie,
zapalam lampkę i siadam na brzegu łóżka. Dotykam dłonią jej policzka i
uśmiecham się widząc, jak śpi. Przebudza się, gdy ściągam koszulę.
-Jak się czujesz?-
pytam ją.
-Już nie chce mi się
wymiotować...- mówi.-...ale...
-Co ale?- pytam ją.
-...zrobiłam
testy...- mówi.
-I?- patrzę w jej
oczy.
Waha się przez
chwilę i opuszcza głowę. Gdy podnosi ją do góry widzę na niej cień przerażenia, nie odzywa się, ani słowem i opuszcza ją ponownie, zakrywa oczy
dłońmi i zaczyna płakać. Podchodzę do niej i siadam obok obejmując mnie
ramieniem...
-Jeden, który
zrobiłam był pozytywny…- mówi przez łzy.
Biorę głęboki wdech
i próbuje przyswoić myśl, że pod sercem Grace rośnie nasze kolejne dziecko... Wzdycham
cicho, przyciągam ją do siebie i mocno przytulam.
-Jakoś sobie poradzimy...-
mówię jej na ucho.
-Nie wiem co myśleć,
Harry...- mówi mi.
-Szczerze mówiąc ja
też...
-Moje myśli to jeden
wielki chaos.
Grace siada mi na
kolanach i wtula się w mój tors. Nie wiem, jak to będzie.
Przytulam ją mocno
do siebie i całuję w czoło, po czym ona kładzie się do łóżka.
Idę do łazienki i
patrzę chwilę na test... Wzdycham cicho i rozbieram się, by wziąć
prysznic, potem kładę się koło Grace, która musiała jeszcze płakać, gdy
wyszedłem. Ocieram jej łzy i kładę się obok, wtulam się w jej szyję i kładę
rękę na brzuchu... Tak jak to zawsze miałem w zwyczaju robić, gdy to Silver
była w środku.
Grace
Gdy się budzę
zaczyna świtać, biorę dłoń Hazzy z mojego brzucha i wstaję do toalety... W
drodze przecieram oczy i wzdycham cicho. Patrzę na pozytywny test ułożony na
blacie łazienki.
-Skoro już jestem w
ciąży, to sprawdzę też drugim...- mówię do siebie. Zamykam się w łazience
Odpakowuję kolejny i
postępuję wg instrukcji, kładę go obok jego poprzednika i czekam na wynik. Ten wyjątkowo
długo się zastanawia...
Siadam na zamkniętej
muszli i wyczekuję, chociaż mam świadomość na co... Przecieram zaspane oczy i
zastanawiam się ile czasu minęło odkąd poddałam się testowi.
Wzdycham cicho i
czekam, aż pojawią się kreseczki. Marszczę brwi i widząc jedną zastanawiam się,
czy obraz nie plącze mi się przed
oczami. Mrużę je i wytężam wzrok. Wskazuje jedną kreseczkę, a ja sięgam po
ulotkę i szukam informacji o tym, ile kreseczek co znaczy.
2 kreski- wynik
pozytywny
1 kreska- wynik
negatywny"
Odstawiam ulotkę i
wtedy po łazience roznosi się ciche pukanie do drzwi.
-Grace? Czemu tu
jesteś? Coś się stało? Otwórz mi...
Wstaję z muszli i
otwieram drzwi Hazzie.
Wprowadzam go do
środka.
-Nie wiem, czy mam
oczopląsy, ale czy te dwa testy różnią się wynikiem?- pytam go.
Harry przeciera oczy
i patrzy na testy. Raz na ten, raz na ten.
Marszczy czoło.
-Zaraz... Ten jeden
jest pozytywny, a ten drugi negatywny?- pyta.
-Czyli dobrze
widzę...- mówię.
-Co to znaczy?- pyta
mnie.
-Któryś musi być albo
przeterminowany, albo zepsuty...
Harry szuka pudełek,
ale wszystkie maja taką samą datę przydatności.
-Więc któreś są
zepsute.- oświadczam.
-Kurde…- mówi Harry
drapiąc się po czole.
-Zgłupiałam...-
mówię i siadam na muszli.
-Wiesz, co będzie
najlepszym rozwiązaniem?- mówi Harry.
-Co?- pytam.
-Jutro zadzwoń do
swojej lekarki, może przyjmie cię na szybkie badanie i będziesz mieć
odpowiedź.- mówi.
Kiwam głową.
Harry bierze testy i
wyrzuca je do śmietnika.
-Chodź, idziemy
spać... Wszystko okaże się później.- mówi i całuje mnie w czoło.
-Masz rację.
Następnego dnia
jeszcze przed śniadaniem dzwonię do lekarki, która prowadziła mi ciążę... Mówi,
że przyjmie mnie między pacjentkami. Tak więc, nic nie jem i piję sporo wody,
oświadczam Hazzie, że jadę do lekarza, Silver chce mi towarzyszyć, ale Harry
zagaduje ją.
Będąc w klinice
lekarka mnie woła i wita się ze mną, w skrócie opowiadam jej o akcji z testami,
a ona stwierdza, że najlepszym sposobem na upewnienie się jest wizyta na USG.
Kobieta leje mi żelem po brzuchu i jeździ ultrasonografem. Patrzy w ekranik, a
ja robię to samo... Właściwie sama juz nie wiem... Czy chcę tam zobaczyć
kolejne dziecko, czy chcę zobaczyć pustą macicę... Mam mętlik w gło...
-Tam nic nie ma...-
mówi lekarka przerywając moje rozmyślania i podaje mi ręcznik, by się
powycierać. Czuję dziwne dreszcze na ciele, od stóp do głów...
-Na pewno?- pytam.
-Tak, nic tutaj nie
ma...- mówi.
Na te słowa robi mi
się dziwnie przykro. Nie chcę, by tak było, w końcu to nie jest odpowiedni czas
na kolejne dziecko, ale...
-Jesteś
zawiedziona...- mówi lekarka.
-Nie... To...- jąkam
się.- Sama już nie wiem... Bardzo dużo pracuję, Harry też i nie dałabym rady...
-Ale...- unosi brew.-Próbujcie...-
zachęca.
-Jestem sama przez tyle czasu,
mam szaloną trzylatkę i maleństwo, które chce jeść i spać. Nie dałabym sobie rady...
-W takim razie musicie znaleźć odpowiedni
moment na dziecko... Poza tym Grace... Nie martw się, jesteś naprawdę młoda i
macie mnóstwo czasu na dzieci... Silver jest waszą pierwszą i była wpadką,
drugą ciążę już możecie zaplanować, dostosować do twojego narzeczonego.
Kiwam głową i z
uśmiechem dziękuję lekarce. Żegnam się z nią i wychodzę. Słysząc odgłos obcasów
odbijających się o linoleum opuszcza wzrok na mój płaski brzuch. Dotykam go
dłonią i momentalnie robi mi się okropnie przykro. Nie chcę by tak było, ale
nie umiem tego pohamować i opanować. Zaraz, czy do moich oczy napływają łzy?
Jedna skapuje mi na
policzek, więc szybko ją ocieram i idę dalej pociągając nosem.
Paparazzi nie dają
spokoju, wsiadam do auta i jadę prosto do domu. Słyszę piski Sil z ogrodu, więc
ściągam buty i boso podążam po trawie. Harry siedzi na kosiarce i właśnie ją
wyłącza, mała bawi się w piaskownicy. Mój narzeczony podchodzi do mnie i patrzy
przejęty.
-I?- pyta.
Momentalnie do moich
oczu napływają łzy, ale nie chcę się z nimi obnosić.
-Nie będziemy mieć
dzidziusia...- mówię, Harry cicho wzdycha z ulgą, a ja muszę się odwrócić, bo
łzy w kącikach oczu są na pograniczu wypłynięcia. Wolnym krokiem wchodzę do
domu, kładę torbę na fotelu i opieram się o blat.
-Jesteś smutna?-
pyta podchodząc do mnie.-...że nie jesteś w ciąży?
-Nie, to nie tak...-
mówię opuszczając wzrok na podłogę. Łzy skapują mi, a Harry podnosi mi brodę
palcem.
-Przecież mi możesz
powiedzieć, co ci leży na sercu...- mówi głaszcząc mnie po policzku.
Wzdycham cicho i
wycieram oko.
-Gdyby dziecko się
pojawiło, mielibyśmy podwójny problem...- zaczynam.-Ale i podwójne szczęście...
Śniło mi się dziś drugie dziecko, to była kolejna dziewczynka...- mówię.- Miała
twoje oczy, włosy bardzo podobne do Sil, a rysy twoje, gdy machała nóżkami z
łóżeczka i widziała nas w jej policzkach były te dołeczki...- dotykam kciukiem
dołeczków Harry'ego.- Była śliczną dziewczynką, naprawdę prześliczną... Ten sen
sprawił, że zatęskniłam, jak Sil była mniejsza, zatęskniłam za płaczem.w
nocy... Zatęskniłam za byciem w ciąży i choć wiem, że to totalnie zaburzyłoby
nasz harmonogram pracy, zaczęłam myśleć, jak to może być, jako mama 2 dzieci.
Harry wzdycha cicho.
-Mamy jeszcze czas
na kolejne dziecko... Poczekajmy jeszcze trochę...- przytula mnie i całuje w
czoło.
Kiwam głową wiedząc,
że to co mówi jest najlepszym rozwiązaniem.
(...)
Silver przybiega do
mnie do łóżka i skacze po nim.
-Córciu, miej litość
dla mamusi...- jęczę w poduszkę.
Mała klęka i daje mi
buziaka w czoło.
-Ale mamusiu jestem
głodna...- mówi podnosząc bluzeczkę od pidżamek i wskazując na wystający
brzuszek paluszek.
Otwieram oko.
-A powiedz mi, co
chciałabyś zjeść...
-Chrupki!- piszczy.
-Z mlekiem...-
mówię.
-Mhm...- kiwa głową
i zaczyna się bawić moimi palcami.
-Ciocia Tess dziś
przyjdzie?- pyta.
-Tak...- mówię i
podnoszę się na poduszce.- Nagrywam dziś reklamę... Pojedzie z nami, by się
tobą zająć, jak będę pracować.
-A zabierze mnie na
naleśniki?- pyta.
-Nie wiem, czy taka
ilość naleśników, które jecie jak jesteście razem nie jest zbyt duża...
Mała się uśmiecha i
kręci głową zarzucając loczkami.
-Nie...- chichocze.
-Dziś Tess cię
zabierze gdzieś indziej.
-Nie na naleśniki?-
pyta.
Wychodzę z łóżka i
biorę Sil na ręce.
-Będą cię boleć zęby
od takiej ilości naleśników Silver...
Mała wsuwa palce w
moje włosy.
-Nie lubię, jak mnie
bolą zęby...- burczy.
-W takim razie
trochę trzeba odpocząć od naleśników...
Sadzam Sil na
hokerze i robię jej płatki na mleku, sama przygotowuję sobie jajecznicę i
gotuję wodę na kawę. Nalewam ciepłego mleka do miseczki i podsuwam Sil.
Mój telefon dzwoni i
jestem prawie pewna, że to Tess, ale to Harry.
Odbieram i ramieniem
przytrzymuję telefon.
-Słucham, kochanie?
-Miałem dzwonić
wieczorem, ale rozmawiałem właśnie z mamą. Planują wakacje z Robinem, może
weźmiemy ich ze sobą, co myślisz?
Uśmiecham się
szeroko.
-Wakacje z babcią
Twist? Zawsze.
-To fantastycznie...-
mówi z uśmiechem.- Zawsze będziemy mieli możliwość, gdzies wyskoczyć razem.
-Masz rację, zawsze
jakiś wypad we dwoje...
-...jakiś seks...
-Harry!- zaczynam
się śmiać.
-Oj przecież nigdy
mi nie odmówisz...- mówi.
-Zobaczymy...- mówię
z uśmiechem nakładając jedzenie na talerz.
-Grace, odwołaj to!
-Nie... To ja będę
decydować, kiedy będziemy to robić...
-Co robić?- pyta
Sil.
-Jedzenie...-
odpowiadam jej, a ona je dalej.
-Och ty niegrzeczna
dziewczyno!
-Lubię, jak mnie tak
nazywasz...- mówię.
-Dobrze, przyzwyczaj
się, bo jesteś coraz bardziej nie do zniesienia.
Uśmiecham się.
-A to czemu?- pytam
go.
-Dlatego, że mówisz
mi rzeczy, które mnie podniecają, podczas, gdy jestem więcej niż 5 tys km od
ciebie.
Zagryzam dolną wargę
w uśmiechu.
-Już nie będę...-
mówię.
-Dobrze, że słuchasz
się tatusia...
Odkładam talerz i
idę na chwilkę do sypialni.
-Uważaj tatusiu...
-A to czemu?- pyta i
jestem pewna, że się uśmiecha.
-Bo mamusia też jest
słaba, gdy tatusia nie ma, ale jak tatuś wróci mamusia odzyskuje siły...- mówię
szukając ubrań.
-Czy to za sprawą
tatusia jesteś silna?- pyta.
-W dużej mierze...
-Myślałem, że
całkowicie...
-W bardzo dużej
mierze...- mówię.
-Ok, skumałem.
Szukam butów i gdy
je mam idę do kuchni.
-Co robisz?- pytam
go.
-Leżę, bo już u mnie
jest późno, a jutro mamy trochę wywiadów w miejscowych radiach, a wieczorem
koncert...
-Nagrywam dziś
kampanię z Pantene...- mówię.-Wspominałam ci o niej.
-Tak, pamiętam...
Silver jedzie z tobą?
-Tak, ale Theresa
się nią zajmie...
-Dobrze... Kochanie,
kończę, bo padam... Zadzwonię wieczorem i pogadam z małą...
-Ok. Kocham Cię...-
mówię.
-Ja ciebie
mocniej...
Rozłączam połączenie
i wracam do kuchni.
-Mama czajniczek
robi bul bul...- mówi.
-Wiem słońce, już go
wyłączam.
Zalewam kawę i
dosiadam się do Sil. Jemy posiłek, potem myjemy zęby.
-Zgadnij kto jedzie
z nami na wakacje?- pytam Sil, gdy jedziemy samochodem na nagranie.
-Ciocia Gem?- pyta.
-Blisko, ale nie...
Przeczę.
-Ciocia El?
-Nie... Babcia Annie
i dziadek Robin.
Mała klaszcze w
dłonie z podekscytowania i cieszy się.
-Teraz będzie mogła
to wykonać.- głaszczę ją po głowie.

Zaczynamy...
(...)

-Ty masz jeszcze
piękniejsze skarbie.- mówię jej i kucam, by dać buziaka w ustka.
Wstawiam na
Instagrama zdjęcie na tle napisu Pantene i dodaję podpis: Wielki zaszczyt być
nową twarzą kampanii Pantene „Strong Is Beautiful”. Chowam telefon i łapię Sil
za rękę. Chcę już stąd wyjść, jestem piekielnie zmęczona… Najważniejsze, że to
co miałam zrobić na okres nastepnego tygodnia jest już wykonane, jutro tylko
zrobię dokładne przejrzenie zdjęć do kolejnego numeru i wyślę ję do działu
technicznego. Theresa mówi, że poleci na kilka dni do Londynu po jutrzejszej
wizycie w UV. Pukanie do drzwi mojej garderoby sprawia, że podnoszę wzrok znad
telefonu.
-Halo, czy mogę
przeprowadzić wywiad z panną Moore?- pyta kobiecy, dobrze znany mi głos z
wyraźnym brytyjskim akcentem.
-LUCY!- wykrzykuję i
rzucam jej się na szyję.
-Cześć ślicznotko!-
piszczy i całuje mnie w policzek, podczas, gdy ja miażdżę jej żebra. Podskakuję
w miejscu czując, jak jestem cholernie szczęśliwa mając przyjaciółkę tu w Nowym
Jorku, gdzie najbardziej mi brakuje spacerów i lunchów z nią.
Odrywamy się od
siebie i zakładam jej kosmyk blond włosów za ucho. Przedstawiam Lucy Theresę.
-Co tu robisz?-
pytam pakując rzeczy, Lucy w tym czasie przytula Silver i daje jej buziaki w
policzek, a mała się do niej przytula.
-Przyjechałam do
mojej najlepszej przyjaciółki!- mówi.- Mam kilka dni wolnego, w redakcji
widziałam, że twoje zdjęcia z kampanii Pantene mają być w następnym numerze i
dowiedziałam się, gdzie masz zdjęcia, Harry mi troszkę pomógł…- uśmiecha się.
-Super, że jesteś,
trafiłaś idealnie, bo tylko jutro muszę jechać oddać zdjęcia do wydruku i będę
wolna…
-Mam to wyczucie
czasu…- mówi z uśmiechem i bierze Sil na ręce. Wychodzimy z budynku, gdzie
odbywały się zdjęcia i wsiadamy do mojego auta. Jedziemy do apartamentu .
-Jak ci idzie?-
pytam, gdy wychodzimy z windy.
-Dobrze, nawet
nieźle…- mówi.- Mam sporo wywiadów i jeszcze piszę artykuły o gwiazdach… Więc
jestem zadowolona…- uśmiecha się.-Dużo pracuję, ale nie odczuwam tego, Tyler
też nie, bo ostatnio dużo wyjeżdża, prowadzi imprezy w Manchesterze w każdy
piątek, więc tam jeździ.
Wchodzimy do
mieszkania, a Lucy wstrzymuje oddech.
-Ale tu pięknie…-
mówi.
-Nie widziałaś go
jeszcze no nie?- pytam.
-Nie, za każdym
razem, jak miałam przyjechać wypadało coś… Kto je tak urządził?- pyta, biorę
jej walizkę i zanoszę do mojej sypialni.
-Znajomy Anny
Wintour, jeden ze sławniejszych w NY projektantów wnętrz.
-Kurde, ty to masz
szczęście…- uśmiecha się.
Uśmiecham się i
wracam do Lucy.
-Jesteś głodna?- pytam ją.- Wczoraj zrobiłam tartę
ze szpinakiem, mogę odgrzać i zjemy z winem...
-Byłoby super...- mówi Lucy zacierając dłonie.-
Jadłam w samolocie tylko kubeczek budyniu i orzeszki.
-Zauważyłam, że jakoś marnie wyglądasz...- mówię
jej, spoglądając na jej bladawe lica.-I pierwsze co to schudłaś...
-Widać?- pyta z uśmiechem.
-Widać, widać, ale nie wiem z czego ty się tak
cieszysz, odkąd cię znam zawsze byłaś skóra i kości...
-Oglądałam ostatnio zdjęcia ze ślubu...- mówi, a ja
wyciągam kieliszki na wino.-...i zauważyłam, że po ślubie parę kilo mi przybyło
i chciałam wrócić do dawnej wagi...
-Wyglądasz pięknie i naprawdę nie ma potrzeby, byś
miała co zrzucać...- nalewam jej wina i wyciągam potrawkę z kurczaka dla Sil,
która ogląda bajki.
Lucy uśmiecha się.
-Kiedy dziecko?- pytam ją.
Moja przyjaciółka zaczyna się śmiać i gdy widzi, że
nie robię sobie jaj pytając ją o to poważnieje.
-Grace, przestań, ja się na matkę nie nadaję...-
macha ręką.
-Co ty gadasz...- mówię jej.- A ja co w wieku 19 lat
wiedziałam o matkowaniu? Lucy nic nie wiedziałam i mając mamę 500 km stąd byłam
z tym sama. A ty mając prawie 24 nie
wiesz kompletnie nic? Może ja zmienię pytanie: Czy chcesz dziecka?
Lucy patrzy na mnie nie wiedząc co odpowiedzieć...
Waha się.
-Sama nie wiem... Wszystko jest fajnie, jak np. przychodzę do ciebie i zajmuję się Sil, pobawię się z nią... Ale jak myślę o
swoim dziecku to... Boję się.
Uśmiecham się.
-Pamiętasz, jak siedziałyśmy w łazience u mnie w
mieszkaniu? Kiedy zobaczyłyśmy pozytywny wynik testu?
-Jasne, że tak, to było przeżycie, serce to prawie
samo uleciało mi z klatki piersiowej.- mówi, na co się uśmiecham.
Wkładam tartę do piekarnika i nalewam wino, opieram
się o blat kuchenny i obserwuję, która delektuje się smakiem wina.
-Ale pyszne…- mówi.
-Harry kupił ostatnio…- mówi łapiąc za łyżkę, by
pomieszać potrawkę Sil.
Lucy uśmiecha się.
-Opowiadaj jak z moim kuzynem…- mówi.
Wzdycham cicho i patrzę na nią.
-Wszystko jest ok.- mówię.- Wszystko zostało
wyjaśnione, sprawa jest jasna… i… znów jestem szczęśliwa…
-Widziałam wasze zdjęcia na AMA… Te zrobione podczas
przerw i jedno było tak fantastyczne, że myślałam, że pęknę…
-Jakie?- pytam próbując potrawki.
-Harry stojący za tobą, tak jakby cię obejmował, ale
jego palce trzymały pasy od twojej sukienki, które zasłaniały twoje piersi i
chciał je zbliżyć jak najbardziej do siebie, by nie było ich widać.
-Jest takie zdjęcie?- śmieję się.
-Jakiś fan pewnie wam zrobił… Jest sporo zdjęć, jak
się całujecie, jak on ci coś szepcze do ucha itp.
-Na AMA było ekstra… Naprawdę… Powrócił wtedy mój
Harry na dobre…- mówię nakładając do miseczki jedzenie dla Sil.
-Cieszę się, że to już się wszystko wyjaśniło…- mówi
Lucy.
-Ja naprawdę też… Ostatnie miesiące były dla mnie
bardzo trudne pod wieloma względami, ale tym głównym była sytuacja z nim… Czułam
się tak potwornie sama, ale teraz wiem, że mam jego, mam Sil, mam ciebie i El…
I tak naprawdę nie jestem sama…- mówię z lekkim uśmiechem.
Wołam Sil na jedzenie, a ona przybiega, ciocia sadza
ją na hokerze i podaję małej jej plastikowe sztućce. Wyciągam tartę i słucham,
jak Lucy pomaga Silver… Po zjedzeniu postanawiamy z przyjaciółką włączyć sobie
jakąś komedię romantyczną i spędzić wieczór we dwie przy winie, potem idziemy
spać, ale i tak rozmawiamy leżąc w łóżku…
(…)
-Wybierz mi
ubrania…- mówi Lucy z łazienki.
-Czemu?- pytam ją.
-Bo ja nie wiem, jak
mam się ubrać do redakcji Vogue’a.- mówi.- Nie mam kompletnie pomysłu…
Spoglądam do walizki przyjaciółki i wyciągam z
niej małą czarną. Uznaję, że to bardzo dobry wybór i zaczynam szukać dla niej
kozaków do ud. Na szczęście Lucy ma taki sam rozmiar stopy, jak ja.
Przygotowuję wszystko jej i dokańczam makijaż. Mierzwię włosy i robię sobie
selfie na IG.
Odrzucam je do tyłu i ubieram swoje rzeczy i boso podążam
do Silver. Ubieram ją w czarne skórzane legginsy, białą bluzeczkę, oraz
bejsbolówkę. Mała mówi, że lubi jak ma koczka, więc tak ją czeszę. Lucy ubiera
się w to, co jej przygotowałam i z uśmiechem kroczy ku nas.
-Ale świetne buty…-
mówi.- Muszę takie sobie kupić… Od kogo są?
-Od Stuarta
Wietzmana…
-No to odłożę z
wypłaty… One kosztują majątek…
-Kosztują… Ale po
sesji do V Magazine dostałam takie pieniądze, że aż nie wierzyłam i
postanowiłam sobie zrobić prezent.
Kończę fryzurę
Silver i mówię, by wzięła sobie jakieś misie, żeby się nie nudziła. Zaraz
wychodzimy z mieszkania i wsiadamy do mojego auta, jedziemy drogą i rozmawiamy.
Silver opowiada, że dziś śniły jej się księżniczki oraz, że jedna z nich dała
jej koronę i była królową. Chichoczemy z Lucy słysząc przejęcie mojej małej…
Dojeżdżamy i parkujemy przed redakcją.
Harry
Wchodzimy do
apartamentu, gdzie hotel przywiózł nam jedzenie. Sięgam po swoje sushi i siadam
na kanapie.
-Jak tam z wami?-
pyta mnie Zayn.
Uśmiecham się i
opuszczam głowę.
-Po co go pytasz…-
mówi Liam.- Zobacz jak kipi szczęściem…
-Jest super…-
odzywam się.- Wszystko wróciło do normy i jestem z tego powodu bardzo
szczęśliwy…
-No to kiedy oddasz
Grace pierścionek?- pyta Louis.
-I kiedy do cholery
narąbię się na waszym ślubie?- dodaje Niall, na co zaczynam się śmiać.
-Oddam jej
pierścionek… Już naprawdę niedługo… Muszę zdobyć tylko taśmę, która jest w
Londynie… Poproszę chyba mamę, by wpadła i ją wzięła…
-Jaką taśmę?- pyta
Niall sięgając po skrzydełko kurczaka.
-Z tego, jak się jej
oświadczyłem… Mam plan, jak to zrobić drugi raz…- mówię.
-A kiedy ślub?- pyta
Liam.
-A bo ja wiem…
Zależy od niej…- wzruszam ramionami.
-Chciałbyś już ślub,
czy raczej wolałbyś poczekać?-pyta Zayn.
-Chciałbym ślubu,
już dawno go chciałem, ale ciągle były jakieś przeciwwskazania ku temu.
Grace
Po kilku godzinach w
redakcji postanowiłyśmy razem z Lucy wybrać się na zakupy, myślałam o
zadzwonieniu po opiekunkę dla małej, ale stwierdziłam, że wózek, będzie dobrą
opcją. Lucy przebrała się w swoje rzeczy i ja postawiłam na coś wygodniejszego. Chodzimy po sklepach i na rękach mamy już mnóstwo toreb. Przechodzimy
koło perfumerii i Lucy mówi, że chciałaby sprawdzić, czy jest tu zapach, który
ją interesuje, mówię, że zaczekam na zewnątrz. Oglądam się dookoła i zauważam
salon sukien ślubnych, na wystawie jest bardzo ładna suknia, cała koronkowa
oglądam ją.
-Oho widzę, że ktoś
tu się przygotowuję do ślubu…- mówi Lucy stając obok mnie.
-Ładna, prawda?-
pytam.
-Bardzo ładna…
Wzdycham cicho.
-Chcesz to możemy tu
wejść…- mówi Lucy, gdy już chcę stamtąd odchodzić.
-Nie, nie ma
potrzeby…- mówię.
-Czemu?
-Po co mam oglądać
suknie, które i tak w najbliższym czasie nie ubiorę…- mówię przykrywając śpiącą
Sil kocykiem.
-Po to, żeby mieć
lepszy humor…- mówi Lucy unosząc brew.
-Lepszy humor…-
mówię pod nosem.- Robi mi się przykro, jak na nie patrzę.
-Dlaczego?- pyta
Lucy.
-Bo ja nawet nie
dostałam pierścionka z powrotem…- mówię.- O ślubie mam myśleć?
-Oj Grace… Myślę, że
kwestią czasu jest to, że Harry odda ci pierścionek. Może nie chciał byście od razu
po wróceniu do tego co było, wracali do narzeczeństwa… Może chciał ci dać
trochę czasu na oswojenie się z tym…
-Nie, nie chcę tam
iść...- mówię krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
-Czemu?- pyta Lucy
po raz kolejny.
-Bo zrobię sobie
nadzieję wchodząc tam...- mówię i łapię za rączkę wózka, w którym śpi Silver.
Idziemy do kolejnych sklepów i tam robimy także duże zakupy.
-Jeżeli robilibyście
ślub...- mówi Lucy, na co wywracam oczami.- To gdzie?
Wzruszam ramionami
grzebiąc widelcem w sałatce, zrobiłyśmy sobie lekki odpoczynek, by potem wrócić
do tego, co wcześniej.
-No na pewno miałaś
jakiś pomysł gdzie...- mówi Lucy.
-Miałam, ale to było
dawno...- mówię.
-No to co... Dawaj.
-Na przedmieściach
Londynu jest takie miasteczko Chesington...- mówię przewracając widelcem
pomidorka.- Tam jest taki pałacyk... Kiedyś, jak miałam fazę to patrzyłam ceny,
wnętrza itp.
-I?
-No jest pięknie,
ale nie wiem...- mówię.- Nie możemy zmienić tematu?- pytam.
-Nie.- odpowiada
stanowczo.- W czym tkwi problem w tym miejscu?- pyta.
-No niby w niczym...
Przypomina trochę posiadłość, w której to ty brałaś ślub, ale jest większy...-
mówię.- Jest duży ogród, sypialnie są pełne antyków i wszystko jest naprawdę
super...- marszczę brwi.- Nie chcę o tym gadać, ten temat mnie dołuje...- mówię
jej szczerze.
Lucy wzdycha cicho.
-Oj Gracie...-
głaszcze moje knykcie.
Wsuwam
podziurawionego pomidorka do ust i patrzę, jak Sil się budzi. Uśmiecham się do
niej i wyciągam z wózka, całuję ją w czółko i pierwsze co słyszę to: Mamusiu,
jestem bardzo głodna...
***
Miłego wieczorku i czytania! Xxx.
***
Miłego wieczorku i czytania! Xxx.
Aaa super :) czekam na slub
OdpowiedzUsuńNajlepszy😍😍 chce te zareczyny😍
OdpowiedzUsuńRozdział bomba! ♥ szykuje sie super romantiko klimat jak wróci Hazz :D
OdpowiedzUsuńHazz i drugie oświadczyny ... Czekam ❤️😘👑
OdpowiedzUsuńSuper rozdział na początku troche się zawiodłam bo myślałam że naprawde jest w ciąży ale tak musi być. Czekam z niecierpliwością na kolejny
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa co wymyśl ten Harry z tymi zaręczynami, chcę już piątek i kolejny<3 Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń