piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 94.



-Jesteś głodna?- pytam małą, gdy zaczyna się wiercić.
Wyciągam ją z łóżeczka mimo bólu i przystawiam sobie do piersi. Od razu zaczyna ssać. Jej mała rączka nie wie, gdzie się podziać, więc podaje jej małego palca u ręki. Zaciska mocno piąstkę na nim i zajada się dalej.
-Moja mała ślicznotka...- mówię do niej.
Gdy się najada zakrywam poprawiam bluzkę i całuję ją delikatnie w nosek.
-Najpiękniejsza na świecie.
Moje nogi są jak z waty, a podbrzusze i moje miejsce intymne są zmasakrowane.
Całuję ją w ustka, a potem w czółko.
Do środka wchodzi po cichu Harry. Pojechał się odświeżyć, przebrać i przynieść mi trochę rzeczy.
-Powiedz hej tacie...- mówię i łapię jej rączkę, by udać, że macha do niego.
-Widziałeś?- pytam z uśmiechem.
-Jasne, że widziałem… Jak się czujesz?- pyta mnie.
-Wyspałam się, ale wciąż mnie wszystko boli.
-Biedactwo...- mówi podchodzi i całuje mnie soczyście w usta.
-A jak nasza córcia?
-Budziła się trzy razy na karmienie...
-Żarłok.- uśmiecha się.
-Chcesz ją potrzymać?- pytam go.
-Nie... Jeszcze ją puszczę, jest taka drobniutka.- mówi nieśmiało.

Uśmiecham się widząc jego zakłopotaną minę.
-Harry kto jak kto, ale twoje dłonie w życiu nie puszczą naszej córki...
Uśmiecha się szeroko i zabiera ją ode mnie.
-Hej księżniczko...- szepcze patrząc na nią, jak w obrazek. Jego oczy są absolutnie zaabsorbowane osobą Silver. Uśmiecha się szeroko ukazując dołeczki. Sama się uśmiecham widząc go takiego… Szczęśliwego….
Mała zaczyna kaprysić i czujemy, że zacznie płakać.
-Co się dzieje?- pyta Harry.
Zaczynam się śmiać.
-Ładuje towar w pieluchę...- mówię tajemniczo.
Harry chichocze.
-Zobacz jaka jest czerwona...- mówi.
-No bo się napina...
Sama parskam śmiechem, gdy czerwona twarz małej staje się normalnego koloru.
Harry opuszcza głowę do jej brzuszka.
-Uuuu...- marszczy nos.
Zaczynam się śmiać.
-Musimy ją przewinąć...- mówię.
Powoli wstaję z łóżka czując kłujący ból, gdzie nie powinnam.
-Na pewno chcesz to zrobić?- pyta.
-Słonko, muszę...- mówię.
Na przewijaku są pieluchy, chusteczki, zasypki i inne. Harry kładzie ją na przewijaku. Odpinam dolną część jej pięknych śpioszków, a następnie pieluchę.
-Tato przyglądaj się...
-Robiłaś to wcześniej?
-Nie... No chyba, że na lalce Baby Born.
Harry chichocze.
Odklejam pieluszkę i sprawa jest poważna.
Harry uważnie mi się przygląda, pyta ile zasypki, ile kremu. Jest bardzo przejęty.
Zakładam nową pieluszkę i zapinam śpioszki. Harry bierze ją na ręce i siada na krzesełku obok. Ja z pewnymi trudnościami kładę się do łóżka. Wszystko mnie boli...
Harry odkłada Silver do łóżeczka i kładzie się obok. Przysuwam się do niego i łapię za jego koszulkę. Podnoszę głowę do góry. Harry obniża swoją, by dać mi buziaka, gdy ja niespodziewanie przygryzam jego dolną wargę. Łączę nasze usta w pełnym namiętności pocałunku.
-Mmm...- mruczę.- Panie Styles...
Łaskoczę jego podniebienie językiem i wprowadzam swoją rękę pod jego koszulkę.
-Mmm...- mruczy.- Panno Moore... Jest pani bardzo seksowna...
-Dziękuję panie Styles, pan za to jest bardzo przystojny...
Pukanie do drzwi zmusza nas do oderwania się od siebie.
Do środka wchodzą Louis i El, a także Lucy, Tyler, Niall, Perrie i Zayn. Wszyscy w zielonych fartuchach.
-Hej...- szepcze uśmiechnięta Eleanor.
Louis trzyma kwiaty i balony, Zayn wielkiego białego misia, Tyler torbę z prezentem, a Niall wielką bombonierkę w kształcie serca.
Uśmiecham się do wszystkich szeroko.
-Jak się masz?- pyta Lucy.
-Lepiej, ale wszystko mnie boli...
Odkładają prezenty i okrążają kołyskę. Zaciskam dłoń Hazzy, a on opuszcza wzrok na mnie i uśmiecha się.
-Jaka ona jest maleńka...- szepcze Louis. -Hej...- mówi Lucy łapiąc za jej rączkę.
-Śliczna...- szepcze Perrie.
-Taka spokojna...- dodaje Eleanor i uśmiecha się.
Z ust chłopaków nie schodzi uśmiech.
-Będą dobrymi wujkami...-szepczę Harry'emu.
-Jasne, że będą.- całuje mnie w nos i uśmiecha się.
-Mogę ją potrzymać?- pyta Eleanor.

-Jasne...- mówię.
Harry wstaje z łóżka i bierze delikatnie Silver na rączki. Uśmiecham się widząc jego zatroskaną, gdy stara się ją właściwie trzymać. El siada i Harry podaje jej małą.
-Jest taka leciutka...- szepcze Eleanor.
-Poczekaj, aż załaduje towar w pieluchę.- mówię.
Wszyscy zaczynają się śmiać.
(...)
Zostaję w szpitalu 4 dni. W tym czasie dzień w dzień miałam masę gości. Moja śliczna córeczka była grzeczna i rzadko kiedy się budziła. Całymi dniami siedział ze mną mój chłopak, który ani na chwilkę nie chciał puścić jej. Kołysał ją i opowiadał jak to wieczorami siedzi sam w mieszkaniu, z gitarą i pisze kołysanki dla Silver.
-Lekarz cię badał?- pyta.
-Tak, wszystko się goi i za dwa tygodnie powinno być ok...
-To dobrze, ważne, żeby nie bolało tak bardzo.

-Już nie boli...
Uśmiecham się szeroko do mojego chłopaka, gdy do środka wchodzi lekarka.
-Pani Moore myślę, że może już pani wrócić do domu, z córką.
-Fantastycznie!- cieszę się.
-Zaraz przyjdzie pielęgniarka, by zrobić akt urodzenia waszej córki i wypis dostaniecie razem z aktem urodzenia.
-Dziękujemy bardzo.
Lekarka wychodzi.
-Pojadę do domu po kombinezon, śpioszki, czapeczkę i nosidełko, ok?
-Mhm.
-...i muszę załatwić ochronę... Louis mi napisał, że od strony parkingu jest full ludzi i pełno paparazzich.
-Ojej...- mówię odbierając małą z rąk mojego chłopaka.
-Ale załatwię to tak, że Aaron podjedzie pod samo wejście pod szpital.
-Ok. Harry weź mi okulary przeciwsłoneczne, a na nosidełko tę powłoczkę, żeby nie było jej widać. Nie chcę, żeby to paparazzi opublikowali jej zdjęcia jako pierwsi. Zrobię to ja, albo ty...
-Wszystko wezmę.- podchodzi do mnie, gdy jest już ubrany do wyjścia.- Kocham cię.- mówi.
-Też cię kocham.
Uśmiecha się, daje mi całusa, a potem całuje główkę naszej córki.
-Będę niedługo.
Wychodzi i zaraz wchodzi pielęgniarka.
-Imię i nazwisko?
-Silver Styles.
-Imiona rodziców?
-Grace Moore i Harry Styles.
-Imiona dziadków?
-To też jest potrzebne?
-Tak. Dla wiarygodności.
-Mindy i Steven oraz Anne i Desmond.
-Ok... Państwa córka urodziła się o godzinie 13:39, 16 grudnia 2013 roku. Ważyła 3,23 kg... Jest zdrowa i gotowa do wyjścia.
-Mój chłopak pojechał po rzeczy...
-Może pani tu być, dopóki się nie zjawi.
-Dziękuję.
Wstaję z łóżka i przebieram się z pidżam. Nakładam bordowy sweter i spodnie. Czuje się taka chuda bez wypukłego brzucha.
Chodzę po sali z małą na rękach i wyglądam przez okno. Rzeczywiście przed szpitalem jest multum ludzi. Mają transparenty z podpisem: Gratulacje!
Kołyszę małą i chodzę sobie z nią po całej sali. Harry przyjeżdża po 30 minutach, gdy jestem po otrzymaniu dokumentów.
Ubieram ją w czapeczkę, kombinezon, szalik i wkładam ją do nosidełka, przykrywam kocykiem.

-Wracamy do domku…- mówię i całuję Harry’ego.
-Tak, z nowym mieszkańcem…- uśmiecha się i upewnia się, czy mała jest zapięta w nosidełku.
Ubieram płaszcz i nakładam na czoło okulary. Harry narzuca na ramię torbę i w ręku trzyma nosidełko. W holu stoi trzech mężczyzn, jeden z nich to Paul- menadżer. Pozostali dwa to jak sądzę ochroniarze chłopaków. Widzę, że samochód podjeżdża.
-Grace wyjdzie pierwsza, ty za nią.- mówi Paul.- Siadacie z tyłu, Aaron zawiezie was pod mieszkanie.
-Ok.
Flesze błyskają, nakładam okulary przeciwsłoneczne i wychodzę przez główne wyjście. Wsiadam do samochodu, a drzwi otwiera mi osobisty ochroniarz Niall'a- Eric. Gdy wychodzi Harry macha do fanów, a pisk jest masakryczny. Kładzie nosidełko obok i zamyka drzwi. Aaron rusza.


Mała zaczyna płakać w windzie. Idziemy szybko do mieszkania i tam po rozebraniu się zaczynam ją karmić. Harry przygląda się małej, jak zachłannie pije mleko. Gdy jest najedzona chodzę z nią po mieszkaniu, żeby jej się odbiło. Następnie kładę ją do łóżeczka i włączam kołysankę. Harry rozpakowuje rzeczy. Włączam elektroniczną nianię i drugą jej część biorę do łazienki.
-Grace?- pyta Harry, gdy stoję przed lustrem w samej bieliźnie i oglądam swoje ciało.
-Tak?
-Masz ochotę na kąpiel?- pyta.
-Może prysznic?
-Ok.- uśmiecha się.
Wchodzę do kabiny, a Harry upewnia się, czy wszystko z Silver w porządku. Potem wchodzi do mnie do kabiny i puszcza ciepłą wodę. Harry myje mi głowę i pomaga mi umyć ciało. Następnie ja nakładam szampon na jego głowę i myję mu ją. Gdy już ma spłukaną pochyla się do przodu, by połączyć nasze usta pocałunku. Najpierw muśnięcie, potem otwieram mocniej usta. Oplatam rękoma jego szyję i staję na palcach. Jego dłonie wędrują po moim ciele. Łaskoczę swoim językiem jego podniebienie, a on unosi mnie do góry. Niania przekazuje, że mała zaczyna płakać. Muskam jego usta. Szybko wiążę turban na głowie i narzucam szlafrok. Silver ma otwarte oczka i patrzy na mnie. Uśmiecham się. Ma moje oczy. Po chwili znów grymasi, więc biorę ją na ręce. Kołyszę i całuje jej główkę.
Harry wchodzi do jej pokoiku.
-Co jest?
-Brakowało jej towarzystwa, chyba…
Hazz podchodzi bliżej.
-Ma twoje oczy…
-Wiem…- uśmiecham się szeroko.
-Jak urośnie będzie tak piękna, jak ty…- mówi i całuje mnie w szyję.

(…)
-Spakowałeś prezenty?- pytam Harry’ego, gdy ubieram małą w kombinezon.
-Tak, pytasz już piąty raz.
-Upewniam się.
-Tych prezentów jest prawie cały bagażnik i ten jeden ogromny. W ogóle dla kogo on jest?- pyta Harry.
Siedzę cicho i całuję czółko małej. Kładę ją do nosidełka
-Dla kogo jest ten prezent?- pyta Harry, gdy biorę torbę z rzeczami małej.
-Nie powiem ci…
Harry staje w miejscu.
-Dla mnie?
-Nie wiem…- mówię.
-Co ty mi kupiłaś?- zastanawia się.
-Nie myśl, tylko drzwi zamykaj, mamy być na 18:00 u twojej mamy. Moi rodzice już są.
-Oj dobra… Ale zaciekawiłaś mnie…
Mała zaczyna grymasić. Wyciągam ją z nosidełka i kołyszę delikatnie, by zasnęła. Wkładam ją z powrotem do nosidełka i zjeżdżamy na parking podziemny. Mocuję nosidełko pasem i siadam z tyłu koło małej. Wreszcie ruszamy. Harry włącza ogrzewanie, więc ją rozbieram i zapinam w foteliku. Jedziemy samochodem.
-Kto jest małą księżniczką mamusi?
Mała otwiera oczka i patrzy na mnie.
-Ty jesteś...- uśmiecham się do córki.-Najpiękniejsza dziewczynka na świecie...
Mój wzrok i wzrok Hazzy spotyka się w lusterku.
-Czemu się tak patrzysz?- pytam go.
-Bo jesteś piękna...
-O jeju...- wzdycham z uśmiechem.
 

(...)
-Ja ją chcę teraz potrzymać...- mówi Gemma.
Harry wzdycha i oddaje siostrze Silver całując ją w główkę.
-Hej ślicznotko!- mówi Gem.
Wchodzę do kuchni. Tutaj to się dopiero dzieje. Gdy uchylam drzwi widzę moją mamę robiącą pudding, babcię, która robi korzenne ciasteczka oraz Anne, która doprawia sosy.
-Pomóc wam w czymś?- pytam siadając na hokerze.
-Słonko korzystaj, że Silver jest pod opieką Gemmy...- mruga do mnie Anne, a ja opuszczam głowę z uśmiechem.
-Właśnie...-dodaje moja mama.-To niekoniecznie zdarzy się wkrótce...
-Idź, idź...- pogania mnie babcia.
-Jak mnie tu nie chcecie to nie...- mówię z uśmiechem.
Wychodzę i idę na górę. Wchodzę do pokoju Hazzy. Na ścianie pojawiło się duże lustro. Podnoszę moją bluzkę i dotykam obwisłego ciążowego brzucha.
-Jezu, nienawidzę cię...- mówię.
Harry wchodzi do pokoju i uśmiecha się.
-Co robisz?- pyta.
-Użalam się nad sobą...- uśmiecham się szeroko.
-Coś się stało?- pyta.
-Nie... Tylko zobacz...- podnoszę bluzkę i pokazuje mu.
Kręci głową.
-Wiedziałem, że to kwestia czasu.
-Ale taka jest prawda... Uchh... On jest taki obwisły...
-Grace 10 dni temu urodziłaś dziecko... Haloo...
-No i? Już mnie nic nie boli... Lekarka powiedziała, że jeszcze tydzień i wszystko się pięknie zagoi. I wtedy... Zaczynam siłownię. Chcę choć trochę zgubić przed urodzinami.
-Jesteś niemożliwa...-wzdycha ciężko.
Uśmiecham się szeroko.
-...dla mnie jesteś seksowna po tym porodzie... taka krąglejsza, mam za co łapać...- szepcze mi na ucho.
-Harry!
-... mówię jak jest...
Podnosi mi tył swetra i całuje szyje. Potem przenosi się na usta. Najpierw je muska i delikatnie całuje, ale po chwili jego język zaczyna świdrować razem z moim. Oplatam rękoma jego szyję i wplatam palce w puszyste włosy.
-Mmm...- mruczę, gdy kładzie mnie na łóżku i góruje nade mną.
Harry przenosi się na szyję i obściskuje mi ją, przygryzając w niektórych miejscach. Czuję się jak w niebie, łapie za gumkę od moich jegginsów.
-Wcale nie masz obwisłego brzucha, ok?- szepcze mi do ucha.
-Mam...- mówię cichutko.
-Nie masz i wcale nie musisz być szczupła, jak te wszystkie modelki.
-Ale taka byłam jak mnie poznałeś...
-To było więcej niż rok temu. Zobacz ile się stało przez ten czas...
-Mamy córkę...- mówi wpatrując się w moje oczy.-Najpiękniejszą dziewczynkę na świecie...
Podnoszę głowę, by dać mu całusa, gdy to on się obniża, by po raz kolejny połączyć nasze usta.
-Już się nie mogę doczekać twoich urodzin...
-Czemu?- pytam całując go soczyście.
-Bo zawsze coś szykujesz... Jakąś pełną erotyzmu nockę...
Uśmiecham się.
-Tęsknisz za tym?
-Nawet nie wiesz, jak bardzo...- szepcze całując moje usta.
-Muszę przyznać, że ja też...- uśmiecham się.
-To dobrze...
-...ale jeszcze nie mogę...- przyznaję trochę zawiedziona.
-Nie martw się kochanie... Tyle czekałem, to poczekam, aż w całości będziesz mogła mi się oddać...
-Kocham Cię...- mówię z uśmiechem i znów łączymy nasze usta w pocałunku.
Nagle słyszymy krzyk Elliota, który stoi przy drzwiach.


-MAMO!!! HARRY LEŻY NA GRACE I SIĘ CAŁUJĄ!!!


Obydwoje spoglądamy na mojego młodszego brata. Łapię za jedną z poduszek i rzucam w brata, a ten wybucha śmiechem i ucieka.
-Nasza córka też tak będzie?- pytam Hazzę.
-Nauczymy ją, żeby nie przeszkadzać, jak tata leży na mamie...
Zaczynam się śmiać.
Słyszę nawoływania Gemmy, która niesie płaczącą Silver.
-Głodomor idzie...- mówi Harry.
Gemma zmartwiona niesie małą kołysząc ją.
-Nagle zaczęła płakać, nie wiedziałam co robić...- mówi zakłopotana.
-Spokojnie, jest głodna... Dwie godziny przerwy minęły.
Odbieram małą i Gem wychodzi by dać mi prywatność. Harry siada naprzeciwko nas i obserwuję co i jak robię. Gdy mała już ssie z jego twarzy nie schodzi uśmiech. Mała pije tak łapczywie, że trochę jej wylatuje i spływa po brodzie.
-Rzeczywiście była głodna...
-Zawsze jest...- uśmiecham się i dodaję: Bo to twoja córka...
-Ha, Ha, Ha...- mówi Hazz.
Gdy mała przestaje jeść nakładam stanik jak wcześniej i opuszczam sweter. Kołyszę ją. Harry przybliża się do mnie i siada bezpośrednio obok. Obejmuje mnie i kładzie głowę na ramieniu.
-Udała się nam...- szepcze mi do ucha, gdy mała ziewa i otwiera lekko oczka.
-Jasne, że tak...- mówię z uśmiechem i wpatruje się w jej brązowe tęczówki, które z sekundy na sekundy robią się mniejsze, aż w końcu powieki zasłaniają całe oczka i zasypia.
Odkładam ją na pościel, a Harry przysuwa ją do siebie.
-Muszę się zdecydować w co ubrać się na dzisiejszą kolację...- mówię szeptem.-Ale nie wiem, czy ty jesteś idealną osobą, na pomaganie mi...
-Czemu?- pyta.
-Bo i tak powiesz, że wyglądam pięknie...
Harry uśmiecha się.
-W ogóle nie jesteś obiektywny.
Siadam przed walizką i wyciągam wszystkie rzeczy.
-Obcisła sukienka nie wchodzi w grę...- mówię cicho.- Ale np. rozkloszowana spódniczka i biały top do tego.
Patrzę na Hazzę, ale i tak traktuje to gadanie jak samej do siebie.
-A może proste, czarne dżinsy, jakaś koszula, albo coś.- mówi całując rączkę Sil.
Spoglądam na niego.
-Czarne rurki i do tego coś na górę.
Uśmiecham się i zrzucam z siebie obcisłe jegginsy, a także sweter i staje przed Harrym tylko w czarnych szpilkach i bieliźnie.
Unosi brew i świdruje mnie wzrokiem, przygryzam wargę.
Kucam do walizki i zauważam, że podnosi tułów by mnie obserwować.
-Pilnuj naszej córki i nie śliń się.- mówię podnosząc się do góry.
Znajduję spodnie, które chwilkę później mam na swoich nogach. Idealnie się komponują się z czarnymi szpilkami.
-Ale dziwne uczucie, być na szpilkach...- mówię patrząc w lustro. Nakładam koszulę.
-Mogę ci ją zapiąć?- pyta mnie.
-Jeśli chcesz...
Siada na brzegu łóżka i delikatnie zapina guziki, dochodzi do biustu i zostawia dwa guziki odpięte.
-Zapomniałeś o jednym...- mówię dopinając go.
-Nie zapomniałem, po prostu lepiej ci tak.
Spoglądam do lustra i zakładam drobny łańcuszek, od Seana na 18 urodziny. Przenoszę włosy do przodu.
-Podoba ci się?- pytam stając przed Harrym.
-Wyglądasz zjawiskowo, kochanie...
-Dziękuję.
Rozbieram się i ubieram rzeczy, które miałam wcześniej na sobie. 
Już wiem, co ubiorę, więc jestem spokojna i siadam koło małej i biorę ją na rączki. Siadam na kanapie w pokoju Hazzy, a on robi nam zdjęcie. Harry wyciąga telefon i robi, gdy kołyszę ją. Wstawia na IG z podpisem: Wesołych Świąt!
Schodzimy na dół z małą na rękach, opiekę nad nią przejmuje ciocia Gemma.

Nadchodzi wieczór, kolacja jest prawie gotowa, także goście zjawiają się stopniowo.
Na dzisiejszej kolacji świątecznej będzie obecnych 21 osób, więc to będzie naprawdę wielka kolacja. Idę na górę razem z moją kruszynką i karmię ją, a także przewijam w czystą pieluszkę. Uwielbiam kiedy obserwuje mnie skrupulatnie. Ma naprawdę piękne oczy. Przebieram ją w śpioszki ze skrzydełkami aniołka i kładę ją na brzuszku, po czym robię zdjęcie. Sama także ubieram się w swoje, przygotowane rzeczy. Nakładam szpilki i czeszę wyprostowane włosy. Robię sobie lekki makijaż i maluję usta brzoskwiniową szminką. Uśmiecham się do lustra i podoba mi się jak wyglądam. Biorę małą na rączki i schodzę z nią na dół w salonie multum ludzi zaczyna się przyglądać małej kruszynce, wszyscy chcą potrzymać, gratulują nam.

Na stole są przygotowane posiłki: pieczony indyk, pieczone kasztany i ziemniaki. Robin jako gospodarz domu powiedział, że czas teraz na składanie sobie życzeń.W salonie zrobił się wielki harmider z tego powodu. Gdy już praktycznie wszystkich miałam z głowy doszłam do wniosku, że została mi jedna osoba, która właśnie była przytulana przez moją babcię. Kiedy babcia wróciła do kuchni, a wszyscy udali się do jadalni zostałam tylko ja, on i nasza śpiąca w łóżeczku córka.



*****
I jak Wam się podoba? Słodki, prawda? :)

9 komentarzy:

  1. Cudowne!!!
    Czytam regularnie i wkurza mnie to, że muszę czekać 7 dni na nowy rozdział ! :c
    napiszesz następny szybciej?
    NAJLEPSZE OPOWIADANIE I NAJSŁODSZE NA ŚWIECIE!!! <3 !

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak słodko, a Harry jak zwykle zboczone teksty hahhahahahhhah jeszcze troche musi poczekać
    Ale ogółem rozdział bardzo mi się podoba
    Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejkuuuuu*-* Proszę coś z chłopakami:

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega słoooodki! :))

    OdpowiedzUsuń