środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 95



-Czego możemy sobie życzyć?- pytam go oplatając rękoma wokół szyi.
-Dużo miłości, szczęścia w związku...- zaczyna Harry.
-...jak najmniej tęsknoty i kłótni...
-...zero kłótni...
-...zbyt dużo się kłóciliśmy przez ten rok...
-...ale i tak tu wróciliśmy, razem...
-Widocznie tak chciało przeznaczenie.
-Ty jesteś moim przeznaczeniem...- mówi mi.
-Ty także, Harry...
Staję na palcach i łaczę nasze usta w pocałunku. Ujmuję jego twarz w dłonie i robię to delikatnie, bez większej agresji, zwykłe, proste pocałunki w taki dzień jak ten są magiczne.
Elliot wchodzi do pokoju i zaraz się wraca, a my słyszymy:
-Mamo, a Grace się całuje z Harrym!!!
-Co za mały potwór!- śmieję się, gdy odrywamy się od siebie.
Splatamy nasze palce i idziemy do jadalni. Harry przynosi mi kołyskę z małą koło krzesła, więc cały czas bujam ją, by spała. Kolacja przebiega w bardzo miłej atmosferze pełnej rozmów pomiędzy naszymi rodzinami. Ja jestem zajęta swoim facetem i moją małą Silver. Mała w pewnym momencie się budzi, ale nie płacze. Patrzy się na nas i rusza rączką. Harry bierze ją na ręce i mała obserwuje, co się dzieje. Nadchodzi moment rozdawania prezentów.
-Elliot w tym roku pełnisz funkcję rozdawacza prezentów...- mówi Gemma bardzo poważnie, a on równie poważnie przyjmuje to do wiadomości.
Przenosimy się do salonu. Siadam na kolanach Hazzy trzymając moją małą córkę. Znów śpi.
Elliot roznosi prezenty, których jest bardzo dużo pod choinką.
-Teraz Gracie...- mówi niosąc mi dwie paczuszki jedną większą, drugą mniejszą. Gemma przejmuje Silver. Odgarniam włosy za ucho i wiem, że to prezent od Harry'ego.
Otwieram większą paczuszkę i szczęka mi opada.
-Nie wierzę...- mówię.
Z pudełka wyciągam czapkę mikołajki, podwiązki, stanik oraz stringi.
-No to się będzie działo...- mówi Chris.
Czuję, że moją policzki płoną.
Odwracam wzrok do tyłu i spoglądam na niego.
-Rozumiem, że chcesz mnie w tym zobaczyć...
-Mhm...- mruczy i całuje moje plecy.
Uśmiecham się i otwieram drugą, znacznie mniejszą paczuszkę. Złota bransoletka, której diamenciki mienią się jest piękna, ale co mnie najbardziej wzrusza to to, co pisze na wewnętrznej stronie. Dwie daty, trzy litery i dwa słowa.

16.12.2013 (data narodzin Silver)
22.08.2012 (dzień, kiedy się poznali)
G&S&H
Forever Together

Gdy to zobaczyłam nie potrafiłam kryć wzruszenia.
-Harry, ona jest przepiękna...- mówię przytulając go mocno.
-Bardzo się cieszę, że ci się podoba. To dla mnie bardzo ważne.
Uśmiecham się i daję mu całusa.
Elliot rozdaje prezenty dalej.
-Kocham cię...- mówię do niego, a on uśmiecha się szeroko.
-Ja ciebie też.
Elliot niesie mój prezent dla Hazzy, schodzę mu z kolan, by dać mu więcej przestrzeni.
Hazz jest podekscytowany, gdy widzi, że duży prezent jest dla niego, tak jak sądził. Odpakowuje prezent i na jego twarzy króluje szeroki uśmiech.
-To jest fantastyczne... Czy to jest nasze zdjęcie z Paryża?- pyta, a ja uśmiecham się szeroko i kiwam głową.
Wkleiłam zdjęcia z Paryża, z trasy, moje jak tańczę, jego jak śpiewa na scenie, to jedno z imprezy Lou, kolejne z urodzin Eleanor, wiele z Australii, a także wiele innych np. zdjęcia ciężarnego brzucha, na potrzebę tego kolażu zrobiłam sobie zdjęcie z małą zdjęcie i jak najszybciej je wywołałam.
-Gracie, jesteś najwspanialszą kobietą jaką poznałem...- mówi i sadza mnie sobie na kolanach.-Kocham Cię...- szepcze i daje mi soczystego całusa.
Uśmiecham się.
-Jestem szczęśliwa, skoro ci się podoba...
Elliot rozdaje kolejne prezenty, a Silver dostaje ich całą kopę. Wkrótce wszyscy ubierają się, by pójść na świąteczne śpiewanie pieśni.
-Ja zostanę... Wykąpię ją i położę spać...- mówię Hazzie i on także automatycznie zmienia zdanie.
-W takim razie, ja też zostanę...
Uśmiecham się lekko do niego.
Elliot siedzi na schodach i stara się zawiązać obuwie.
-Nie chcesz zostać?- pytam brata.
-Chcę...
-To ściągaj szybko buty i leć na górę.
Elli szybko pozbywa się śniegowców i biegnie do gościnnego.
Informuję mamę, że mój brat zostaje. Wszyscy 15 minut później wychodzą, Elliot bawi się klockami, które dostał od nas.
Ja natomiast nalewam trochę wody do wanny i cały czas potrzymując ciałko mojej małej myję ją następnie, opatulona w ręcznik jest zanoszona do pokoju Hazzy, by ją tam wytrzeć, przebrać i inne.
Mała zaczyna płakać, a ja sprawdzam, jak ma się kawałek pępowiny, jest już prawie gotowy do odpadnięcia. Ubieram ją i zakładam czapeczkę, następnie kładę do naszego łóżka. Harry jest na dole i chyba trochę ogarnia na stole.
-Elliot?- pytam brata.
-Hm?- pyta.
-Możesz posiedzieć chwilkę z Silver, jakby zaczęła płakać zawołaj Harry'ego, ja pójdę szybko do łazienki.
-Ok.
Zabieram swoje pidżamy i idę do łazienki, by wziąć szybki prysznic, gdy wychodzę z niego i jestem gotowa do snu cicho otwieram drzwi i słyszę:

Masz najfajniejszą mamę i tatę na świecie... Oni cię bardzo kochają, ja ciebie też kocham i będę twoim najlepszym wujkiem. Jak będziesz większa będziesz ze mną mieszkać i bawić się w namiocie na ogródku, bo tam jest najlepiej. I zobaczysz Marleya i ja go nauczę, żeby się tobą opiekował, żeby nie szczekał jak śpisz. Będzie fajnie zobaczysz...

Po cichu wchodzę do pokoju, a Elliot wstaje i idzie do siebie.
Związuję włosy i kładę się koło mojej kruszynki. Kładę ją sobie na klatce piersiowej brzuszkiem i zasypiamy.
Budzę się, gdy widzę, że Harry kładzie się obok.
-Gdzie jest Silver?- pytam, gdy widzę, że nie ma jej obok.
-W łóżeczku obok ciebie.
Uśmiecham się.
-Możesz powiedzieć Elliotowi, żeby już poszedł spać?
-Śpi, nasi rodzice wrócili, więc się nie martw, cały dom już śpi.
Hazz kładzie się obok i przytulam się do niego kładąc nogę pomiędzy jego nogę.
Całuje mnie w czoło.
-Kocham cię...- szepczę.
-Ja ciebie też.
Zasypiamy.
Mała budzi się trzy razy na karmienie. Wstawałam i zmieniałam jej pieluszkę.
Rankiem, gdy się obudziłam Harry właśnie zmieniał jej pieluszkę, moje powieki były ciężkie.
-Nie słyszałam, jak płakała…
-Widziałem, ale to nie z głodu, przeszkadzała jej pieluszka.
Nakładam poduszkę na głowę.
-Śpij słonko, ja ją wezmę na dół…
-Nie… Chyba powinnam wstać.
-Nie musisz… Możesz spędzić cały dzień w łóżku…
Uśmiecham się szeroko i podnoszę głowę.
-Jeju, co ja mam na głowie…- zakrywam usta z przerażenia, a Harry śmieje się głośno.
-Coś czuję, że Silver będzie miała problem z włosami…
-…chyba tak… ja dawno takiego buszu nie miałam, będę rozczesywać godzinami.
-Nie jest tak źle… Dla mnie wyglądasz pięknie.
-Ty nie jesteś obiektywny... Ale masz rację… Przepraszam cię słonko…- mówię do małej, gdy wpatruje się we mnie oczkami.
-Za co ją przepraszasz?- pyta Hazz.
-Za to, co będzie miała w przyszłości… Moje włosy + Twoje włosy= Masakra…
-Moje włosy bardzo łatwo opanować…- mówi Harry.
-Jasne… Szczególnie z rana…- unoszę brew.
Śmieje się.
-Idę z nią na dół…
-Ok. Niedługo przyjdę.
-Nie musisz…- mówi posyłając mi całusa. Wychodzą.
Opadam na poduszkę.

(…)
-Jesteś głodna?- pytam małą, gdy płacze i wyciągam ją z łóżeczka w domu.
Z jej oczu lecą łzy, jak grochy, a jej twarz jest cała czerwona. Kładę ją, by móc ją przewinąć, ale gdy dotykam brzuszka czuję, że jest twardy. Pieluszkę ma czystą, więc domyślam się, że to może być kolka. Moja mała Silver ma już jeden miesiąc. Parzę jej herbatkę i podaję w butelce, by rozluźnić brzuszek. Akurat wtedy dzwoni Harry, siadam z nią na kanapie i trzymam butelkę, a ramieniem przytrzymuję telefon.

-Tak, skarbie?- odbieram.
-Hej, jak sobie radzisz?
-Jakoś daję radę, mała ma kolkę już drugi raz dzisiaj…
-To jest niebezpieczne?
-Nie, to normalne, masuję jej brzuszek i dałam jej herbatkę.
-Akurat jak wyjechałem, zaczęła dostawać kolki…
-Niestety…
-Ale wrócę już za kilka dni kochanie…
-Wiem i tęsknię mocno za tobą.
-Ja za tobą i Silver też… Macie jakieś plany na dziś?
-Lekarza i chciałam pojechać na siłownię.
-Na siłownię?
-Tak, to taka siłownia, gdzie przychodzą matki z małymi dziećmi. SIlver będzie sobie spała obok mojej bieżni.
-No dobrze, ale ty też nie przesadzaj.
-Ok. Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-Pa.

Odkładam telefon.
-Potrenujemy trochę, nie?- mówię i całuję ją w policzek.
Masuję jej brzuszek i po jakimś czasie widzę, że grymas z twarzy schodzi i gości uśmiech.
Ubieram ją w kombinezon i wychodzimy z domu do lekarza. Lekarka bada najpierw mnie, czy aby wszystko jest w porządku po porodzie.
-Jest ok…- mówi odkładając rzeczy, którymi mnie badała.
-Nareszcie…- mówię z uśmiechem i ubieram się, a Silver śpi w nosidełku.
Kobieta spogląda na moją małą.
-Ale ona jest już duża… Tak bardzo urosła…
-Wszystkie śpioszki, które nosiła tydzień temu są już za małe.
-Dzieci bardzo szybko rosną w tym wieku, to normalne, ale po Silver to naprawdę widać.
Przed wyjściem pytam po raz kolejny, by się upewnić…
-Pani doktor, czyli ja mogę już z moim chłopakiem…- pytam nieśmiało.
Kobieta kiwa głową.
-Wszystko się zagoiło, możecie szaleć.
Jedziemy na siłownię, tam zaczepia mnie trenerka.
-I jak? Mierzyłaś w domu brzuch?
-Tak, odeszło 7 cm.
-Mówiłam ci, że spalisz go szybko, twoje mięśnie zapamiętały pracę, jaką wykonywałaś tańcząc…
Uśmiecham się do niej. Odkąd wróciłam ze świąt dzień w dzień spędzałam czas na siłowni, bieżnia, brzuszki, wszystko co mogłoby mi pomóc w powrocie do dawnej sylwetki. Jednak wieczorami trudziłam się z zakwasami, a Harry wciąż powtarzał: Po co się tak męczysz? Przecież wyglądasz pięknie…
Wskoczyłam na bieżnię i obserwowałam moją małą córkę, jak spała.

(…)
Wieczór strasznie się ciągnął, gdy byłam tu sama z małą. Dziś usiadłam do materiału ze studiów, żeby nie mieć zbyt wielkich zaległości, ale nie wiem czemu nie mogłam się skupić. Mała spała w najlepsze w łóżeczku. Pukanie do drzwi odrywa mnie od notatek, po których błądzę wzrokiem. Wstaję z kanapy i poprawiam dresy i top. Otwieram drzwi.
-Co ty tu robisz?- pytam zaskoczona.
-No nie sądziłem, że tak mnie przywitasz Grace…- mówi z uśmiechem.
-To znaczy… Boże… Nie spodziewałam się ciebie, wejdź…
Justin wchodzi do środka.
-Jesteś sama?- pyta.
-Tak… To znaczy nie sama… Z córką, ale ona śpi… Harry’ego nie ma…
-W ogóle gratulacje z powodu narodzin córki… Kurde, to jest niesamowite…
Zbieram szybko moje notatki i niosę brudny kubek do zmywarki.
-…ale świetnie wyglądasz… Miesiąc po porodzie to serio…
-Dzięki… Walczyłam o swoje ciało…
-Brawo.- uśmiecha się.
-Chcesz coś do picia? Kawa, herbata, sok pomarańczowy, piwo, cola.
-Colę poproszę.
Nalewam mu do szklanki coli i siadam obok.
-Co cię sprowadza do Londynu?
-Mam tu jutro wywiad w radiu i postanowiłem, że cię odwiedzę, bo nie widzieliśmy się spory okres czasu.
-Rzeczywiście długo… Chyba pół roku…
-Tak, opowiadaj co u ciebie słychać…- Justin uśmiecha się szeroko.- Jak studia?
-Ogólnie to zaliczyli mi tamten rok i w listopadzie zaczął się kolejny, ale byłam w zaawansowanej ciąży i miałam trochę problemów ze skurczami. Potem poród i muszę się opiekować małą… Ale jak tylko nauczy się pić mleko robione wracam i idę na staż.
-Staż?
-Tak, dostałam staż w British Vogue.
-Naprawdę?
-Tak…
-No to wielkie gratulacje…
Mała zaczyna płakać.
-Przepraszam cię na chwilkę…
Idę do jej pokoiku, gdy mnie widzi jej usta tworzą coś podobnego do uśmiechu.
-Kto to mamę woła…- uśmiecham się do niej i biorę na rączki, wracam do salonu.
-Ojej…- uśmiecha się Jus.- Mogę ją potrzymać?
-Jasne…
-Czemu płakałaś księżniczko?- pyta Justin trzymając ją na rękach.
-Chyba brakowało jej towarzystwa…
Mała wydaje z siebie pojedyncze: Aaaa…
-Och… - mówię zaskoczona.- No był jej pierwszy dźwięk inny niż płacz…
-Wujek Justin przyjechał od razu się rozgadała…- mówi głaszcząc jej czółko.
-Czemu nie ma z tobą Kylie?- pytam.
-Kylie woli spędzać czas ze znajomymi zamiast jeździć ze mną…
Justin kołyszę małą chodząc po całym pokoju.
-Na pewno nie…- mówię robiąc dla małej herbatkę.
-…nie wiem Grace… Pytam ją, czy ze mną leci… A ona… Wiesz kochanie, mam już plany…
-Jus, może to były ważne plany jakieś…
-Lunch z koleżanką…
-…a może coś jeszcze?
-Nie wiem, ale… zaczęliśmy się kłócić… denerwuje mnie to, że jak ja gdzieś jeżdżę, to ona ma pretensje, że nie spędzam z nią czasu, natomiast, gdy ona właściwie mogłaby pojechać ze mną, to ma wymówkę.
-W takim razie, coś jest nie tak…
-Coś czuję, że ten związek to kwestia czasu.
-Nie mów tak…- mówię zakręcając butelkę.
-Alfredo powiedział, żebym sobie odpuścił… Moja mama powiedziała, że coś się z nią stało… Nie jest taka jak na początku.
Justin daje małą i poję ją herbatką.
-Nie zaangażowana?
-Ma zlewkę na mnie…
Justin siada na kanapie obok.
-Nie chcę o niej gadać. Jak u ciebie i Harry’ego?
-Jest perfekcyjnie… Odkąd wróciliśmy do siebie, to tak jakby jest wszystko od nowa… Tęskniłam za nim…
-Bezustannie o tobie myślał, nawet będąc z…- Justin zatrzymuje się.
-…z Kendall…
-…ta… gadałem z nim trochę i uświadomiłem pewne rzeczy…
Uśmiecham się.
-Czemu mi nie powiedziałaś, że się spotykacie po kryjomu?- pyta mnie.
-Nie wiem… Czułabym się z tym źle… Ale nie ukrywam, że gdybym wiedziała o Kylie to także bym ci powiedziała o Harrym.- unoszę brew.
-Wiem… Byłoby zupełnie inaczej…
-Byłoby…

(…)
-Fantastycznie było cię znów widzieć Gracie…- tuli mnie Justin.
-Ciebie też, mam nadzieję, że jakoś wkrótce się znów zobaczymy.
Justin wychodzi, a ja kładę małą do łóżeczka. Sama biorę prysznic i kładę się do łóżka.

(…)
Lou
-Zobacz na niego…- mówię do Paula, a ten się uśmiecha.
-Tak go niesie do swoich dziewczyn…
-…cały czas o nich mówił…
-Przy tobie też?
-Grace wysłała mu codziennie jakieś zdjęcia małej
***
Dodaje dziś, bo jutro nie będę mieć czasu, a w piątek i prawdopodobnie do przyszłego czwartku będę bez Wi-Fi. Miłego wieczoru, czytania i majówki, za ewentualne maturzystki trzymam kciuki. Proszę o komentarze i zapraszamy na mojego Tumblra link w reklamach- "Tears In Heaven"... Całuje xx.

11 komentarzy:

  1. Suuuper :*
    Już w domku ... nareszcie
    -Pani doktor, czyli ja mogę już z moim chłopakiem..
    Jejku, juz mają plany hhahahahhah :)
    Czekam na next
    Weny życzę
    Panna Domka

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny!
    Jak ja to kocham ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! Czekam na następny. :)
    Pozdrawiam,
    Majka x

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział cudowny. Czekam na jest i życzę duuużooo weny

    OdpowiedzUsuń